Historia człowieka

Historia człowieka - część 2

Mówiliśmy o wyborach, kiedy Lot wybrał to, co pokazywały mu oczy - bujne trawy, wspaniałe nawodnione miejsca, podczas gdy Abraham poszedł na trudniejsze ziemie, ale właśnie tam był z Bogiem i tam rozwijał się, dorastał.

I tak idąc dochodzimy do Jakuba, który przybywając do Egiptu ma 130 lat. Umiera w wieku 147 lat. A więc Jakub jest w Egipcie wraz ze swoja rodziną 17 lat i nadal jeszcze może mówić o Bogu ojców swoich, opowiadać o doświadczeniach z Bogiem, o tym jak Bóg przeprowadził go, jak opiekował się nim, jak chronił go i strzegł.

Jakub umiera w roku 2256. Możecie to odszukiwać sobie w Biblii. Mam wypisane miejsca z Biblii, gdzie to można znaleźć, odpowiednio zsumować podane lata.

Jakub jest 17 lat w Egipcie. Izrael wychodzi z Egiptu po 430 latach. Mija 413 lat od śmierci Jakuba i Izrael wychodzi z Egiptu. Kiedy Izrael wychodzi z Egiptu jest rok 2669 i jest to 15 dzień pierwszego miesiąca. 14 dnia pierwszego miesiąca była Pascha, a następnego dnia Izrael wychodzi z Egiptu. Bóg ustala: „to jest pierwszy miesiąc od którego będziecie liczyć i będzie to wasz kalendarz.”

Izraelici dochodzą do góry Synaj pierwszego dnia trzeciego miesiąca.(2Mojż.19, 1-3). Pod górą Synaj są dziewięć miesięcy (4Mojż 10,11). Kiedy wyruszają dalej jest 2671 rok. W czterdziestym roku po wyruszeniu umiera Aaron i jest to rok 2709.(4Mojż.33, 38.39).

Mojżesz przekazuje całe to prowadzenie Jozuemu też w czterdziestym roku po wyjściu z Egiptu, pierwszego dnia 11 miesiąca.(5Mojż. 1,3). Jozue staje się tym, który zaczyna prowadzić Izraela. Następnie wchodzą do ziemi obiecanej.

Bóg doprowadza w końcu ten naród do ziemi obiecanej, w której Bóg chce z nimi spędzić piękny czas. Obiecuje im, że kiedy oni będą słuchać się Go, to ani choroba ich nie dotknie, ani wróg na nich nie napadnie, ani nie będzie im niczego brakować. Będą mogli cały czas być ze swoim Bogiem, chodzić z Nim. Nikomu nawet nie wpadnie do głowy, żeby zaatakować Izraela, jeśli oni tylko będą słuchać Boga. Bóg gwarantuje im całkowity spokój do tego, żeby mogli z Nim być.

Nam też gwarantuje całkowity spokój, żebyśmy mogli być z Bogiem. Jaka to jest nasza ziemia obiecana? Jezus Chrystus. To jest miejsce, w którym mamy mieć teraz spokój przebywania z Bogiem. On mówi do nas: „cokolwiek wyjdzie przeciwko tobie, nie ode Mnie to wyjdzie. Wygrasz z każdym, pokonasz wszelką przeciwność, bo Ja jestem z tobą.” Odpocznij i ciesz się, że Bóg doprowadził cię do miejsca odpocznienia, w Chrystusie Jezusie. Tak jak Bóg odpoczął, tak i my odpoczywamy w Panu, aby mieć dzisiaj taką wspaniałą możliwość bycia z Bogiem, budowania się nawzajem, przebaczanie sobie, wspierania się, żeby nie marnować czasu na niepotrzebne wyszukiwanie konfliktów, czy demonstrowanie swojej niezależności. Jeśli te rzeczy się dzieją, to znaczy, że człowiek nie jest na ziemi obiecanej, nie ma odpocznienia.

Pamiętajmy. Tak Bóg zdarzył nam, że wszyscy zostaliśmy ochrzczeni i wszyscy dostaliśmy prawo i obowiązek, aby nawzajem budować się na dom dla Boga. Dlatego napominam, że jeśli ktoś nie ma ochoty budować się na dom dla Boga, to sprzeciwia się Bogu. Bóg dał nam swego Syna po to, abyśmy dzisiaj w nastroju miłości, wzajemnych pragnień niesienia sobie pomocy, budowali się na dom dla Niego. Nie jesteś niezależną cząstką, bo wtedy zginiesz. W Jezusie jesteśmy Bożą rodziną, która ma nawzajem wspierać się, dodawać sobie otuchy, umacniać się. Bóg zrodził nas dla swojej chwały.

Wypisałem też trochę z dziejów sędziów, kiedy Bóg wzbudzał sędziów do tego, by pomagać swemu ludowi, kiedy on odwracał się od Boga, żeby z powrotem przyprowadzać ten lud, żeby wyprzeć wroga. Bóg wzbudzał ludzi, których natchnął swoim Duchem, aby oni mogli to wykonać. I aby znowu Jego lud poznał, że Bóg chce dać im to co najlepsze, a nie chce żeby mieli kłopoty. Chce, żeby mogli wygrać i cieszyli się Bogiem, żeby zobaczyli, że każe ich nie po to, żeby ich zabić, tylko po to by nauczyć ich, że nie muszą być karani, jeśli nie szukają zadry z Bogiem. „Bądźcie posłuszni i będzie dobrze.”

Początek Księgi Sędziów pokazuje Izraela w niewoli. Byli już 8 lat w niewoli i Bóg wzbudza Otniela. I zaznali spokoju przez 40 lat. (Ks. Sędz.3,8-11). Znowu Bóg coś pokazuje im. Choć pewnie drażnili Go wcześniej, daje im czas 40 lat, żeby wytrwali. Po tych 40 latach spokoju wpadają znowu w niewolę na 18 lat.(Ks. Sędz.3,14). Są gnębieni, a Bóg mówi: „jeśli nie chcecie się słuchać Mnie i robić to, co Ja chcę, kiedy przychodzę do was w miłości, to będziecie słuchać i robić to, co chce wasz wróg, ze strachu, z obawy, z powodu ratowania swojego życia”. Bóg mówi: ”To czego nie chcecie robić, kiedy docieram do was w miłości, to będziecie robić w niewoli, pod presją, pod strachem. Czy nie lepiej robić to, kiedy Ja do was docieram w miłości? Po co czekać, żeby wróg zmuszał was do tego, że będziecie robić to, co wrogowi podoba się?” Róbcie to, co Bogu się podoba.

A więc znowu Bóg daje im 18 lat niewoli, żeby czegoś nauczyli się.

Później Bóg wzbudza im Ehuda i mają spokój przez 80 lat.(Ks.Sędz.3,30). Gdy umarł Ehud, synowie izraelscy nadal czynili zło w oczach Pana.

Zobaczcie jak w Europie ludzie cieszą się, że już dawno nie było tu wojny, 68 lat spokoju po 1945 roku. Izraelici mają 80 lat spokoju bez wojny.

Czego można się z tego nauczyć? „Trwaj w społeczności ze Mną, a Ja ci dam odpoczniecie od wszystkich wrogów twoich.” Kto jest naszym najgorszym wrogiem? Grzech! Bóg mówi: „trwaj w społeczności ze Mną, a Ja dam ci spokój dla twojego życia. Będziesz żyć w pokoju, będziesz miał zwycięstwo nad grzechem i grzech nie będzie panował nad tobą”. Jeśli nie będziemy słuchać się Boga, to będzie panował nad nami grzech i będzie zmuszał nas do tego, byśmy czynili to, co grzech chce. A Bóg działa w miłości, wychodzi do nas naprzeciw i daje Swoje Słowa, i chce byśmy byli Mu posłuszni w miłości. Nie w zgnębieniu, ale posłuszni w pokoju. Lepiej poddać się Bogu, uniżyć się i wtedy dociera do nas miłość.

Po co czekać aż grzech złamie nas, skruszy? Ludzie często prowokują Boga: „nie zegniemy wcześniej karku, aż Ty nie wydasz nas naszym grzechom.”

„Więc Pan wydał ich w ręce Jabina, króla Kanaanu.” (Ks. Sędz.4,2.3). Niewola Izraela trwa 20 lat. Później Izrael zaczyna sądzić kobieta Debora. Izrael ma 40 lat spokoju (Ks. Sędz.5,31).

Później znowu Izrael rozprzęga się, trafia do niewoli na 7 lat. Po siedmiu latach Bóg wzbudza Gedeona i ziemia zaznawała spokoju przez 40 lat za dni Gedeona (Sędz.8,28).

Później zaczynają się tarcia wewnętrzne. Abimelech, samozwańca, panował nad Izraelem 3 lata (Ks. Sędz. 9,22).

Następnie Izraela sądził Tola przez 23 lata (Ks. Sędz.10,2). Następnie jest Jair przez 22 lata. Później jest niewola przez 18 lat.

Następnie jest sędzia Jefta i Izrael zaznał 6 lat spokoju. Później jest Ibsan przez 7 lat, Elon przez 10 lat, Abdon przez 8 lat. I znowu 40 lat niewoli.

Później Bóg wzbudza Samsona, który sądzi Izraela przez 20 lat.

Licząc te lata panowania sędziów dochodzimy do okresu 410 lat od pierwszego sędziego, aż do czasu kiedy Samuel zostaje ustanowiony sędzią. Są to czasy pokoju i niewoli, pokoju i niewoli.

To tak jak żyje czasami chrześcijanin: u góry, na dole, u góry, na dole. To życie jest nierówne, a Bogu podoba się życie stałe. Ale chrześcijanin w okresach kiedy dobrze żyje się mu z Bogiem, zaczyna odpuszczać. Przestaje czytać Biblię, przestaje się modlić, przestaje służyć, coraz częściej zajmuje się światowymi rzeczami i wtedy Bóg daje niewolę. Potem raptem budzi się zdziwiony: „dlaczego ten grzech jest silniejszy ode mnie? Przecież w Biblii napisane jest, że to nie grzech będzie nade mną panować.” To jest właśnie niewola. Później chrześcijanin chce wyrwać się z tego grzechu i nie może, aż nie ukorzy się przed Bogiem, aż nie przyzna się Bogu, że lekceważył czas, kiedy Bóg dawał swobodę. Jak wykorzystałeś czas, kiedy miałeś swobodę, by chodzić z Bogiem, cieszyć się Bogiem?

Wtedy wydaje się, że to życie jest takie lekkie, nie trzeba czytać Biblii, nie trzeba się modlić, wszystko powodzi się, wróg daleko, grzech słabiutki. Później człowiek dziwi się, co się stało?!

W Księdze Sędziów dużo czytamy o Samuelu. Jest to ciekawa postać w Biblii. Żadne słowo, które dostał ten człowiek nie było bez wykonania. Samuel chodził z Bogiem. Jak już było tu wspomniane, jego matka Anna, miała wielkie, święte doświadczenie, mogąc za życia oglądać swego syna jak żyje dla Boga. Dobrze jest widzieć swoich synów, jak żyją dla Boga, jak są szczerzy, prawdziwi. Nie wiemy dlaczego tak się dzieje, że ten Boży człowiek tak święty i tak chodzący z Bogiem miał dwóch synów, którzy zupełnie nie chodzili z Bogiem. Widzimy, że chodzenie z Bogiem nie przechodzi na następne pokolenie jak spuścizna, i że każdy musi mieć osobistą społeczność z Bogiem. Tak święty ojciec, a synowie nie chodzili drogami swego ojca. Słuchali go, widzieli jak Bóg mówił przez ich ojca, mieli namacalny dowód, że Bóg działa w ich domu, a mimo wszystko chodzili po swojemu i grzech panował nad nimi. Nie przyszli do Boga po osobistą świętość dla siebie, po osobiste oddzielenie od marzeń, pożądliwości tego świata. Do Boga trzeba przyjść osobiście, by doznać Bożego zbawienia, nie da rady otrzymać spuściznę po linii ciała.

Widzimy cały taki rodowód ciała idący aż do naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ale od tej chwili, kiedy rodzi się Jezus Chrystus z rodu Dawida, później następują nasze urodziny, nowe urodziny, dzięki którym możemy zmierzać do wieczności i dzięki którym mamy świadomość, że kto pozostaje w tej linii Chrystusa, nie zginie nigdy. Ta linia jest wieczna. Linia Chrystusa jest wieczna! W tej linii Chrystusa, choćby kto umarł, żyć będzie. To jest nasze szczęście!

Gdybyśmy czerpali tylko z linii ciała, to zawsze czytalibyśmy tylko: umarł, umarł, umarł. Jedynie Henoch i Eliasz zostali wzięci do Boga jako żywi, a tak tylko śmierć, śmierć, śmierć. W Chrystusie mamy zapewnienie, że ten kto zachowa Słowo Jego, śmierci nie ujrzy na wieki.

Gdybyśmy wzięli teraz linię Chrystusa i tych, którzy rodzą się z Chrystusa i widzimy ich życie, miłość do Boga, ich poświęcenie, ich gotowość na cierpienie, to widzimy inny charakter. Dlatego Jezus powiedział, że kto nie narodzi się z wody i z Ducha, nie może ujrzeć Królestwa Bożego, ani do niego wejść.

Musimy umieć zobaczyć tych, którzy wyrwali się z linii ciała, żeby być w Chrystusie. Wyrwali się z linii przekazywanej spuścizny poddania grzechowi. Wyrwali się i wytrwali do końca, aby nie wrócić do starych marzeń, starych pragnień, starych dążeń, starego sposobu funkcjonowania.

To jest nasze szczęście, że jest następny Ojciec rodu i mamy Go, dopóki trwamy w Chrystusie, Ojciec wieczny, który darzy życiem swoje dzieci. Trwajmy w Panu i pilnujmy się tego. Nie opuśćmy tego, żeby gdzieś zgubić się w liniach cielesności.

Mamy wiele doświadczeń. Ci ludzie, którzy żyją fizycznie na ziemi są z tej samej linii ciała, z Noego i jego rodziny. Nie ma nikogo innego na tej ziemi. Ale my musimy z tej rodziny każdego dnia eliminować się, ewakuować, żeby być w Chrystusie Jezusie. Nie możemy żyć jak oni w swoich grzechach. Nie możemy rozmawiać jak oni, myśleć jak oni, nie możemy żyć jak oni. Mamy inny wzór do naśladowania, Jezusa Chrystusa. Inne słowa docierają do nas od Tego, który był w niebie i przyniósł nam informacje. Naoczny świadek, Jezus Chrystus, przynosi nam informacje i przekazuje nam wieści prosto z nieba.

Adam mógł opowiadać swoim potomkom o raju, a Jezus mówi nam jaki jest Ojciec, jakie jest niebo, jaka jest wieczność. Słuchajmy Jezusa i nie odpuśćmy sobie tego, co On do nas mówi. Jezus mówi, że Jego Słowa darzą życiem. One umacniają nas w tym, by do końca wytrwać i żeby przejść do wieczności w Nim i dzisiaj już nawzajem wspierać się, pomagać sobie tą historią Chrystusa w nas, doświadczeniem Chrystusa w nas.

Diabeł będzie chciał nas skłócić, żeby pokój, który zostawił nam Jezus nie był widoczny w nas. Będzie próbował złapać nas przez to, czy przez to. Jeśli widząc te różne przeciwności miłujemy się w Chrystusie, to chciejmy usuwać je, ale nie dać się nimi zniszczyć. Ludzie w świecie często zmieniają swoich przyjaciół i po jakimś czasie przyjaciele stają się wrogami. Pamiętajmy, że w Chrystusie nie ma tego. Mamy być bliscy sobie w Chrystusie.

Niech Bóg nam pomoże, abyśmy czerpiąc z tej historii, widząc tych bohaterów, którzy byli wyrywani przez Boga, z tego szyku cielesności, którzy przeżywali wiele wspaniałych rzeczy z Bogiem, mieli mocną zachętę. I my też przeżywamy i mamy świadectwa Jego wielkości i chwały, świadectwo Boga, który karci kiedy zaniedbujemy życie z Nim i Boga, który podnosi nas z naszych słabości, aby okazywać nam swoje miłosierdzie i łaskę i dawać nam możliwości pokonywania przeciwności. Doświadczamy Boga, który chce abyśmy umieli mówić Jego dobre Słowa. Czasami wydaje się to aż dziwne, że człowiek nie potrafi powiedzieć dobrych słów, a złych nawet nie musi próbować, one cisną się same. I to właśnie jest coś, co dostaliśmy, aby umieć powiedzieć dobre słowa. W pewnym momencie, kiedy zaczynamy mówić te dobre słowa, te Boże, które Bóg chce mówić do naszych braci i sióstr, jesteśmy sami pod wielkim wrażeniem, że Bóg napełnia nasze usta dobrym Bożym Słowem, które syci, dodaje otuchy, wzmacnia, wskazuje.

Chwała Bogu za to, że nasze urodzenie nie ma już historii Adama, a ma historię Jezusa. Uczmy się tej historii, patrząc na Piotra, Pawła, i na tych bohaterów starotestamentowych, w których pracował Duch Chrystusowy i którzy wygrali. Uczmy się tego i chciejmy wspólnie razem przeżywać to piękno Chrystusa w nas. Amen.

Jan 14:23