Krzyż a nieustępliwość starego człowieka
Krzyż a nieustępliwość starego człowieka – część 4
Jeśli my dobrze czujemy się ze starym człowiekiem, to ten nowy chyba już umarł. Nowy nie ma jak dobrze czuć się starym. Nowy naprawdę i smuci się i ma kłopoty, jest w doświadczeniu i płacze przed Bogiem. Nowy nie może zgodzić się ze starym, chyba, że nowy umrze, to stary wraca już do życia, ale to już jest koniec. Jeśli nowy człowiek umiera, to dla po dwakroć umarłych ludzi, nie ma nadziei. Dlatego dobrze jest pilnować się Pana i w tym nowym człowieczeństwie walczyć i nie dawać miejsca wrogowi, jego głosowi, dziwacznym pocieszeniom, jego zachęta do zdobywania czegoś tutaj. Być wolnym i należeć do Pana, pozostać wolnym aż umrę, albo Pan wróci.
Dopóki bowiem jesteśmy w tym namiocie, wzdychamy, obciążeni, ponieważ nie chcemy być zewleczeni, lecz przyobleczeni, aby to, co śmiertelne, zostało wchłonięte przez życie. 2Kor.5,4.
To jest normalne doświadczenie chrześcijanina. Ta walka odbywa się, to zmaganie jest. Jezus doświadczony we wszystkim może pomóc nam. Czy my chcemy? To jest nowe człowieczeństwo. Nowy człowiek chce być z Jezusem, chce uratować się, chce iść pod prąd, chce iść naprzeciw wszystkiemu, chce wygrać, nie chce tego stracić. Nowy człowiek wie jakie to jest dla niego ważne. Stary człowiek ma to przy okazji. „Mam, albo nie mam, to niewielka strata.” Ale gdybym miał stracić pieniądze, albo rzeczy ze świata, to byłoby już ciężko, ale kiedy stracę jakieś dni z Bogiem, żadna strata. To jest tragedia, kiedy człowiek tak myśli. Lepiej stracić wszystko co mam, niż stracić jeden dzień z Bogiem. Jeśli gubimy już prawdziwą wartość, to znaczy, że jest bardzo niebezpiecznie. Diabeł osiąga coraz więcej warowni w sposobie myślenia, mówienia i życia. Krzyż może jeszcze rozbić to, ale musi to wszystko zniszczyć. Niech Pan pomoże nam zrozumieć to.
Ewangelia Łukasza 14, 27. Dziękuję Panu, że chce o mnie i o ciebie troszczyć się. To jest Jego troska Oblubieńca o swoją ukochaną oblubienicę, aby ona była piękna, święta i nieskalana, aby nie miała skazy, zmazy. Nasz Oblubieniec jest perfekcjonistą co od tego. On musi mieć ją czystą, świętą, nieskalaną, wolną od grzechów, od fałszywych pomysłów. Królowie tego świata byli wybredni, ale ich wybredność niczym jest w porównaniu z wybrednością Chrystusa. Pan chce mieć naprawdę ją czystą, świętą, nieskalaną. To musi być nowe człowieczeństwo. To nie może być coś pomieszane.
Jezus mówi:
Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim. Łuk.14,27.
Kto nie dźwiga krzyża swego, a idzie za Mną. To znaczy, że wzdychamy. Doznajemy, że to ciało chce wrócić do życia, ale my walczymy krzyżem. Krzyż jest mocą Boga. Jeśli widzimy, że prowadzeni jesteśmy do gniewu, czy inne zło, krzyż musi zniszczyć to. To jest oręż Boga. Jeśli pozwolimy na zło, to wiemy, co diabeł potrafi nagadać nam, a my uwierzymy mu i raptem my chrześcijanie żyjemy jak świat i wydaje się nam, że nadal jesteśmy chrześcijanami. To jest zwiedzenie. Chrześcijanin różni się od świata, jak dzień od nocy. Inne pragnienia, inne dążenia, inne słowa, inne zadowolenie. Wszystko jest inne, wzięte z innego miejsca. I dlatego jest ta wojna, żeby zrobić taką szarugę, żeby chrześcijanie stracili orientację i żeby zasnęli w tym swoim mniemaniu, że jest w porządku. Dziękuję Bogu, że Duch Święty otrzeźwia i pokazuje, że nie jest w porządku. Czytamy listy do kościołów, otwórzmy i zobaczmy. Jezus mówi bardzo wyraźnie. Zobaczcie ilu ludzi nawracało się wtedy. Naprawdę bardzo dużo. I zobaczcie ile mieli problemów ci, którzy opiekowali się nimi, żeby oni należeli do Jezusa. Taki jest stary człowiek - dostał Słowo Boże, ewangelię, został ochrzczony i Duchem Świętym, a on nadal trzyma się. Jego nic nie pokona, tylko krzyż, codziennie krzyż. I cała Biblia pokazuje to. Ludzie naprawdę nawracali się z ochotnego serca i cieszyli się, że ewangelia dotarła do nich, a potem spory, kłótnie waśnie, stawianie na swoim: „ja mam rację, to musi być dla mnie, ja wiem lepiej.” To byli ochrzczeni ludzie i Duchem Świętym. Jeden pijany, drugi obżarty – to byli ochrzczeni Duchem Świętym ludzie i takie problemy były z nimi.
I my też potrzebujemy, żeby Duch Boży pracował nad nami i krzyż Pana, to był nasz krzyż, w którym widzimy pomoc, przed którym nie chcemy uciekać, ani wzdrygać się. Chcemy korzystać z niego, by być sobie braćmi, siostrami, miłować się, cieszyć się sobą, prawdziwie rozmawiać ze sobą. Nie być sztuczni, nienaturalni, poukrywani, tylko być prawdziwi. To nowy człowiek musi żyć na tej ziemi dla Jego chwały. Stary zawsze potrzebuje już dzisiaj jakichś jaskiń zakrycia. Jezus chodził zawsze w światłości. Będąc światłością tego świata, rozświetlał ciemności. Niech Pan pomoże nam być sobie naprawdę przyjaciółmi w tym, żeby pomóc sobie dotrzeć do wieczności. Musi umrzeć nasze „ja”, muszą umrzeć stare systemy. Wszystko umiera na krzyżu. Jakie asz nazwisko na krzyżu? Swoje. A jakie masz za krzyżem? Już nie swoje.
1 List Piotra 4, 1.2:
Ponieważ więc Chrystus cierpiał w ciele, uzbrójcie się też i wy tą myślą, gdyż kto cieleśnie cierpiał, zaniechał grzechu, aby pozostały czas doczesnego życia poświęcić już nie ludzkim pożądliwościom, lecz woli Bożej.
Co to znaczy cieleśnie cierpiał? Cierpiał za dobro. Nie odpowiadał złem za zło. Zło zwyciężał dobrem. A więc nie żył jak świat, był martwy dla świata, a świat był martwy dla Niego. Zobacz, masz jasno dzisiaj. Masz to przedstawione jak na talerzu, dobre danie, by skorzystać z tego. Co będzie potem? Nie ma pojęcia. Ale przynajmniej dzisiaj, na tą chwilę masz rozjaśnienie, żeby mieć pojęcie, że nie ma byle jakiego chrześcijaństwa i nie ma byle jakiego nowego człowieczeństwa. Jest stary człowiek, albo Chrystus, Belial albo Chrystus. I pan przyszedł tutaj, by w nas uczynić to.
Jezus cierpiał pokuszenia też. Kuszony był jak my. Nie jest to przyjemne, prawda? Ale Pan przeszedł przez to wszystko i nigdy nie zrobił niczego złego. Inaczej, kurtyna została usunięta i możesz śmiało iść, wiedząc, że On przyszedł pomóc, ale nie żyć jak ziemianin, tylko jak ci, którzy są z nieba. I my naprawdę bardzo tego potrzebujemy, żeby nikt z nas nie żył. Już nie raz mówiliśmy o tym i pewno będziemy często przypominać to, ponieważ każdy z nas niesie z sobą wartość własnego rodowodu. To musi umrzeć, żeby mógł żyć jeden rodowód, z Boga, żebyśmy byli sobie braćmi i siostrami, którzy są ze sobą naprawdę dzięki Jezusowi Chrystusowi, żebyśmy byli bliscy sobie przez krew Jezusa Chrystusa, żebyśmy byli gotowi wejść do wieczności z Nim. Musi umrzeć nasze „ja”, nasze mniemanie, że Kościół to jest miejsce, gdzie można prezentować własne „ja” i eksponować je. Kościół to jest miejsce, gdzie przygotowujemy się na spotkanie z Oblubieńcem. Niech Pan pomoże nam zobaczyć to jeszcze wyraźniej, jeszcze wyraźniej, jaki jest nasz Chrystus.
Czy wiecie co my tu zrobimy, kiedy to my będziemy chcieli prowadzić życie chrześcijańskie? Nie muszę być prorokiem i wiem co zrobimy. Ale również wiem, co umie zrobić Chrystus. Pierwsze, to czytamy o tym w Biblii, drugie, wiem to z osobistego doświadczenia. To co czyni Chrystus jest inne, niż to co my potrafimy uczynić. Jemu za to chwała i cześć i Bogu, który posłał Go do nas, abyśmy mogli nowe życie prowadzić i chociaż ze wzdychaniem, ale umartwiali tego starego egoistę, który chciałby wydostać się na powierzchnię i znowu coś powiedzieć po swojemu, coś zrobić po swojemu, żebyśmy to my krzyżowali go, nie czekając, aż inni będą docierać do nas: „zrób z tym porządek, bo przecież to jest zło, które czynisz w Kościele”. Abyśmy sami wiedząc, że to nie jest Chrystus, usuwali to, co nie jest w nas Chrystusem w mocy Jego Ducha i w mocy krzyża Jego ofiary.
Amen.

