Krzyż a nieustępliwość starego człowieka
Krzyż a nieustępliwość starego człowieka - część 1
Całości kazania można posłuchać na stronie: www.jan1423.pl .
Ta Księga zawiera Słowa, które są naprawdę błogosławieństwem dla nas i gdyby nie ta Księga ile razy już zagubilibyśmy się w świecie, gdyby nie ta Księga, która przypomina nam o tym, co mówi Bóg. Ile razy człowiek czytając mówi: „o Boże gdzie ja już idę”. Dlatego tak piękne jest to Słowo i Dawid pięknie mówił, że Słowo Twoje jest pochodnią stopom moim. Ci którzy chodzą za dnia, nie błądzą, ci którzy chodzą w świetle tego Słowa, gdyż to Słowo świeci im i wiedzą dokąd idą. W świecie jest wiele różnych kombinacji. Człowiek, który weźmie rozbrat z tym Słowem, bardzo często gubi się. Apostołowie pisali, że będą przypominać i przypominać.
W rezultacie my już wszystko wiemy, tylko całe doświadczenie polega na tym, że ten świat jest tak represyjny, że my zapominamy o tym, ze to jest dla nas tak ważne, żeby stosować to, a przez to jesteśmy bardzo silnie atakowani, a wręcz doprowadzani nieraz do ogłuszenia przez szybkość życia tego świata, że tracimy chrześcijańskie zmysły i powoli zaczynamy przemieszczać się i myśleć jak ten świat: „to trzeba i tamto, i jeszcze to trzeba” i powoli mamy jeszcze do kogoś pretensje, żale. To zaczyna nawarstwiać się i rośnie w środku taka zgorzel i powoduje to, że człowiek wszystkich wini za swój zły stan, tylko nie siebie. A gdy zagląda w Słowo Boże, to lustro, może zobaczyć, że to inni są winni, tylko, że człowiek opuścił Chrystusa, przestał żyć z Bogiem. Przestał spożywać zdrowy pokarm, który byłby w stanie utrzymać człowieka w prawidłowym kierunku. Ale to jest tak niezauważalne, że tylko Duch Święty potrafi prawidłowo rozsądzić to. Naprawdę, człowiek potrafi umiejętnie bronić swojego gubiącego się życia i człowiekowi wydaje się, że ma absolutnie rację. Obłęd polega na tym, że człowiek już nie zdaje sobie sprawy, że nie ma racji. Wydaje mu się, że ma rację, gdy już traci wieczność.
Oby przyszły czasy ochłody. Wiecie, jak zimną wodę wylejesz człowiekowi na głowę, to mu wraca trochę rozumu. Oby przyszły czasy ochłody, żeby lud Boży zobaczył, jak często jest już zgubiony. Naprawdę, to działa bardzo perfidnie. Człowiek później nie jest w stanie już sam siebie rozeznać, że już zabłądził, chociaż ostrzeżenia Ducha Świętego docierają. Człowiek coraz bardziej zadusza to potrzebami tego, czy tamtego –„to jest potrzebne, musimy to mieć i koniec. Panie Boże, Ty wiesz, że3 my tego potrzebujemy”. Ile razy zagłusza się głoś Ducha Świętego? Człowiek próbuje nieraz nawet Bogu wmówić, że to jest potrzebne. I człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, że już tak głęboko sięgnął, że nawet Bogu zaczyna mówić, co powinien zrobić. Zagubienie jest coraz większe. Gdyby nie Pan, nikt z nas nie byłby w stanie ostać się przed kombinacjami diabła. To jest perfidia, on przybiera pozór anioła światłości, oszukując, że robisz to dla Boga. Naprawdę, to jest perfidia; jak nie grzech, to dla Boga robisz. Ale nie robisz tego tak, jak chce Bóg – z czystym sercem, z czystym umysłem, z czystymi ustami i czystymi uszami. Robisz to już po swojemu, po ludzku i nawet nie zdajesz sobie sprawy, że robisz coś dla Boga, czym Bóg brzydzi się, bo nie ma tam czystości Jego Syna.
Wiecie, dziękuję Bogu, że On jest. Obłęd wcale nie wygląda tak, że biegam po ulicach i krzyczę. Mogę siedzieć spokojnie, nic nie mówić i być w obłędzie. Z tego ciężko jest wyrwać człowieka.
Dzisiaj będziemy chcieli z łaski Pana i to Jego jest plan, zamysł, Jego pragnienie, by docierać do nas i rozjaśniać ciemności, żebyśmy nie chodzili w ciemnościach. Wszystko, co nie ma w sobie charakteru Jezusa jest zwiedzeniem. Wszystko. Nawet działanie dla Boga jest zwiedzeniem, jeśli nie ma w tym charakteru Jezusa. Diabeł chce zwieść, o ile można, nawet i wybranych, których Duch Święty obznajamia z tym jaki jest Ojciec i jaki jest Syn. Wydaje się, że człowiek powinien mądrzeć z pokolenia na pokolenie, ale widać, że z pokolenia na pokolenie zwiedzenie jest coraz głębsze i coraz bardziej perfidne. Pełno wierzących, pełno zborów, pełno różnych kościołów, a tak mało Chrystusa.
I oby Pan napełniał nas otrzeźwieniem, żebyśmy mogli zobaczyć, że tak naprawdę, jeśli nie mamy w sobie tego Kim On sam jest, to nie jesteśmy w stanie wracać do wieczności z Bogiem. Żaden człowiek nie jest w stanie wracać do Boga o własnych siłach. Żaden. Nawet tak obznajomiony jak Saul z Tarsu. Nie był w stanie wracać do Boga. Tak obznajomieni jak uczeni w Piśmie, faryzeusze nie byli w stanie wracać do Boga. Nawet arcykapłan nie był w stanie wracać do Boga. Wszyscy oni, zwiedzeni, szli w odwrotnym kierunku, a wydawało im się, że mają rację. Czy myślicie, że oni tylko z jakiejś niechęci walczyli i wszędzie chcieli wyniszczyć imię Jezusa Chrystusa? Czy myślicie, że byli do tego doprowadzeni tylko i wyłącznie zawiścią? Oni myśleli, że robią to dla Boga. Mieli gorliwość, ale nierozsądną, myśląc, że Bogu to się spodoba, podczas gdy Bóg nie przyjmuje tych rzeczy.
Chciałbym dzisiaj mówić na temat krzyża, a nieustępliwości starego człowieka. Znając siebie samych, zdajemy sobie sprawę, jak jesteśmy nieustępliwi wobec krzyża, jak potrafimy walczyć z krzyżem, próbując przekonać, że ten krzyż nie jest nam potrzebny, bo my przecież robimy to dla Boga. Czy można coś dobrego zrobić dla Boga bez krzyża? Wiemy, że Biblia mówi „nie”, a więc mówimy zgodnie z Biblią: „nie można niczego dobrego zrobić dla Boga bez krzyża. Ale kiedy przechodzimy do działania, robimy coś odwrotnego niż to co czytamy w Biblii. Próbujemy zrobić coś dla Boga bez krzyża.
Jak to wygląda bez krzyża? (Udajemy, że nie wiemy o co chodzi). Bez krzyża to jest z niechęcią do kogokolwiek, gdy pracujemy dla Pana. Nie ma możliwości mieć niechęci za krzyżem. Krzyż rozprawia się z niechęciami i z ludzkim dzieleniem. A więc człowiek próbuje zabrać się za dzieło Boże, mając na przykład zawiści, niechęci do ludzi. Chce im pomóc, stara się, próbuje i co z tego wychodzi? Większe niechęci i większa złośliwość. Człowiek mówi: „ale ja przecież robię to dla Boga”. A Bóg mówi: „a gdzie krzyż?”
No to zabierzemy się jeszcze trochę inaczej. Zaczniemy tych wszystkich ludzi prostować. Będziemy robić to dla Pana bardzo solidnie, starannie, w duchu oskarżycielskim. Czy jesteśmy w stanie prostować coś, gdy zarazem jesteśmy oskarżycielami? Nie. A więc przed krzyżem jest oskarżyciel, który musi umrzeć. Za krzyżem jest Chrystus. On nie przyszedł oskarżać, potępiać, niszczyć, zabijać, On przyszedł ratować.
A więc wszyscy dobrze wiemy, czy to jak dzisiaj żyjemy dla Boga, czy to jest życie bez krzyża, czy z krzyżem. Ale my potrafimy umiejętnie walczyć z krzyżem. Nasz stary człowiek jest nieustępliwy w walce z krzyżem. Chce udowodnić, że nie potrzebuje krzyża, żeby żyć dla Boga.
Mam rację, czy nie? Znam siebie i wszyscy jesteśmy bardzo podobni, jako człowiek urodzony z ciała. Nasze ciało jest niechętne do krzyża, a więc będzie próbowało zmierzyć się z krzyżem, robiąc dobrze. „Będę więc chrześcijaninem, będę chodził na zgromadzenia, będę śpiewał, modlił się, będę zwiastował Jezusa na ulicach, będę roznosił traktaty, Biblie. Wszystko to będę robił.” Mogę robić to bez krzyża, naprawdę, to nie jest problem. Wszystko to mogę robić bez krzyża i mogę cieszyć się jaki jestem czynny dla Pana. A w sercu mieć co? A na ustach mieć co? A w myślach mieć co?. Słowo Boże mówi: „z czystego serca będziemy służyć Panu”.
A więc próbuje zmierzyć się z krzyżem i powiedzieć, że ja już nie potrzebuję go, ja mogę zrobić to bez krzyża. Mogę być starszym zboru bez krzyża, mogę być ewangelistą, prorokiem bez krzyża. Ale kiedy spotkam się z Panem, co wtedy powie Pan? „Nigdy cię nie znałem. Idź precz ode Mnie ty, który czynisz bezprawie.”
Naprawdę, nieustępliwość starego człowieka jest tak perfidna, jak perfidny był jego ojciec, diabeł. Tak zmyślna i tak kombinatorska. Wiecie, ludzie potrafią nawet Biblię cytować, by udowodnić, że są w porządku wobec Boga, kiedy ich serce jest daleko od Niego, a umysł zupełnie zajęty jest światem. Wiecie, co Pan Jezus powiedział, że ludzie gotowi są nawet przepłynąć przez morze, żeby zdobyć jednego wyznawcę, a potem uczynić go po stokroć gorszym, niż był wcześniej. Są tak gorliwi i sprowadzają tego człowieka do tej gorliwości, którą oni mają. I on też pokona morza na statkach, żeby gdzieś dotrzeć i uczynić następnego gorszym niż był wcześniej. Dlaczego gorszym? Bo wcześniej był to prawdziwy grzesznik, a teraz jest sztuczny chrześcijanin, myślący o sobie, że jest w porządku, podczas gdy nie jest poddany krzyżowi.
Wydawałoby się, że krzyż powinien rozprawić się z człowiekiem w ciągu powiedzmy pięciu lat. Słowo Boże mówi, że krzyż powinien rozprawić się z nami w ciągu jednego dnia. Jeden dzień, z którego później korzystamy przez całe życie. Jednego dnia muszę przyjąć swoją śmierć, aby życie Jezusa mogło wykonywać swoje dzieło we mnie. To dzieje się jednego dnia, a później z tego dnia czerpię codziennie, bo ten dzień pracuje nade mną. Krzyż pracuje nade mną. Jednego dnia Chrystus zmazał winę całej ziemi. Tego dnia ja umarłem w Nim i to jest mój dzień każdego dnia. Dzień, kiedy umarł Chrystus jest moim dniem, z którego czerpię dzisiaj, umierając codziennie.
A więc nieustępliwość starego człowieka polega na tym, że stary człowiek z reguły mówi: „jutro, później, następnego dnia, kiedyś to się jakoś rozegra.” Nie. Ja muszę umrzeć w swoim sercu, w swoim myśleniu. Jezus mówi, że Jego miłość doszła w nas do doskonałości, gdy my doszliśmy do przekonania, że skoro On umarł, to my umarliśmy w Nim.
A więc moja świadomość śmierci, to jest dzień śmierci Jezusa Chrystusa, ale ja muszę korzystać z tego dnia codziennie. Musimy korzystać codziennie, gdyż jeśli skorzystamy tylko jednego dnia, to jednego dnia możemy być rzeczywiście martwi, ale drugiego dnia odżyjemy. Ale tylko jednego dnia umarł Chrystus, a my w Nim. Jeśli przyjmujemy tą śmierć, to jest siła na tego starego człowieka, żeby pokonać go. I codziennie muszę widzieć dzień mojej śmierci w Chrystusie, bo jeśli zagubię dzień śmierci w Chrystusie, to mam swoje dni umierania. A wtedy to mogę umierać i 5 lat i 10 i 20 lat i tak umierać, aż umrę naprawdę fizycznie. Ale naprawdę nie umarłem, dlatego, że dalej „ja” żyłem, a nie żył we mnie Chrystus. Czy jest to zrozumiałe?
A więc krzyż i nieustępliwość starego człowieka polega na tym, że stary człowiek odsuwa śmierć na przyszłość. „Nie jestem jeszcze taki całkiem gotowy, żeby umierać dzisiaj.” Kto umiera na krzyżu? Grzesznik. Nie gotowy umrzeć? Gotowy, dokładnie gotowy, żeby już nie żyć dla siebie, nie żyć dla grzechu. Nieustępliwość starego człowieka ma swoje kombinacje i jest chytra tak jak chytry jest wąż, ojciec starego człowieka. Jak przesmyknąć się, żeby mówić o krzyżu, wiedzieć o krzyżu, a zarazem nie poddać się krzyżowi. W chrześcijaństwie jest pełno ludzi, którzy w ten właśnie sposób funkcjonują. Znają Biblię, wiedzą o czym ona mówi, wiedzą o pełnym oddaniu się Bogu, wiedzą o końcu swego życia, ale kombinują jak przesmyknąć się, żeby nie stracić tego życia. Próbują więc wyciągać takie i inne miejsca i usprawiedliwiać samych siebie, że jeszcze nie umarli, ponieważ jeszcze nie są doskonali, a więc nie umarli. A to znaczy, że dopiero doskonały człowiek ma umrzeć?! Musielibyśmy wtedy inaczej czytać Biblię. Umieramy po to, by dochodzić do doskonałości.
Dzisiaj wyszpiegujemy tylko kawałeczek starego człowieka. Na wielu płaszczyznach on jest chytry, przebiegły i trzyma się dalej, próbując żyć nawet w obecności Chrystusa. A wszyscy, którzy spotkali się z Panem, z reguły padali jak nieżywi, mając świadomość Jego potęgi, Jego chwały. A więc chodzi tylko o to, byśmy dzisiaj pojmując to, wyśledzili, gdzie to jest tylko możliwe i nie chcieli mieć nic wspólnego z tym starym człowiekiem, ponieważ ten stary człowiek używa Jezusa tylko dla własnych niecnych celów, żeby móc chwalić się samym sobą, a nie dla chwały Boga.
Zobaczmy, że nieustępliwość starego człowieka jest straszną siłą tego świata. Ludzie wiedzą o Bogu, we wszystkich kościołach jest czytane Słowo Boże, a stary człowiek staje wobec Słowa, wychodzi i nie poddaje się. A mówi, że jest wierzący. Jaka perfidia, jakie kłamstwo, jakie oszustwo, jakie zwiedzenie. Można nie poddawać się Słowu i uznawać się za wierzącego.
W liście do Galacjan, w 5 rozdziale, wiersze 19-21 czytamy:
Jawne zaś są uczynki ciała, mianowicie: wszeteczeństwo, nieczystość, rozpusta, bałwochwalstwo, czary, wrogość, spór, zazdrość, gniew, knowania, waśnie, odszczepieństwo, zabójstwa, pijaństwo, obżarstwo i tym podobne; o tych zapowiadam wam, jak już przedtem zapowiedziałem, że ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą.

