Uczniostwo
Uczniostwo - część 1
Całości kazania można posłuchać na stronie: www.jan1423.pl .
Porozmawiajmy o uczniostwie, zachęcajmy się do poznawania Chrystusa, opowiadania się po Jego stronie. Dokonujmy wyborów, podejmujmy decyzje, czy uczynimy to, co chce Jezus, czy to, co chcą ludzie.
Jeden brat mówił o swoim w doświadczeniu w pracy, kiedy musiał podjąć decyzję – czy zrobić to, co chce Jezus, czy to, co chcą ludzie.
Wyglądałoby, że kiedy wybierasz to, co chce Jezus, tracisz u ludzi. Ludzie stają się przykrymi, są niedobrze nastawieni, ale w rezultacie po przejściu tych doświadczeń okazuje się, że ludzie cenią sobie szczerych, prawych, otwartych ludzi, po których wiadomo czego można się spodziewać. Chociaż ludzie sami chodzą krętymi drogami, nie lubią chodzących krętymi drogami, ponieważ nie chcą być oszukiwani, a wolą oszukiwać. I wtedy też widzą tych, którzy stoją w prawdzie, stoją w rzeczywistości Bożej. Okazuje się, że w chwili doświadczeń, kiedy potrzeba kogoś rzetelnego, wybierają chrześcijanina.
Pamiętam, że kiedyś w pracy, kiedy byłem brygadzistą, przyszła do mnie pani inspektor, żebym podpisał pracę, której tak naprawdę nie wykonywaliśmy, jako wykonaną. Powiedziałem, że tego nie wykonywaliśmy i nie podpiszę. Kobieta ta narobiła wiele krzyku, że zemści się na mnie i też nie będzie podpisywać robót. Szef przyszedł do mnie nalegając, żebym to podpisał, gdyż ta kobieta nie poodbiera teraz nam innych robót. Odpowiedziałem, że nie podpiszę, ponieważ nie robiliśmy tego. Po jakimś czasie ta kobieta miała u siebie w domu awarię i powiedziała do mojego szefa: „jeśli pojedzie tam ten człowiek, to ja mogę dać klucze.” W rezultacie byłem u niej i nawet wymieniliśmy się książkami chrześcijańskimi. Ona dała mi rozważania Pierwszego Listu do Koryntian, a ja dałem jej Drugiego Listu do Koryntian.
Z tego wynikło, że ludzie wiedzą, że jeśli nie oszukujesz kogoś, kogo w ogóle nie widzisz, to na pewno nie oszukasz tego, którego widzisz. Chociaż kobieta nakrzyczała na mnie, to jednak w sercu pozostała pamięć o rzetelności.
Ludzie też mogą różne rzeczy robić, ale gdzieś wewnątrz wiedzą, że jedynie szczerym jest Jezus i kiedy On coś mówi, to na pewno będzie trzymał się tego. Jest On jedyny wierny każdemu Słowu. Ale ta wierność Jezusa w dotrzymywaniu słów przelewa się na jego uczniów, którzy też stają się wierni. A więc uczniowie stają się świadectwem tego, że Jezus był na ziemi. Jezus powiedział: „po waszej wzajemnej miłości poznają, że Ja tu byłem.” Jeśli uczniowie Jego będą miłować się nawzajem, to ta miłość nie jest wynikiem przemyślenia, nie jest wynikiem logicznego ustalenia sobie, że teraz będę miłował braci i siostry, gdyż wiemy, co z tego wychodzi. Wychodzą żale, zarzuty i oskarżenia. „Ja miłowałbym was, ale jesteście do niczego. Gdybyście byli lepsi, to byłoby mi łatwiej. Ja chcę wypełnić przykazania, a wy mi tylko przeszkadzacie miłować.” Tak dzieje się, jeśli jest to wynikiem naszego logicznego podejścia do przykazania, abyśmy się miłowali nawzajem i „ja” chce to zrobić. Napotykam na przeszkody i nie daję sobie rady z przeszkodami. Przykazanie jest dobre, ale wykonawca jest do niczego.
Ale kiedy Jezus, który był na ziemi, zlewa na mnie swoją miłość, wtedy ja mogę miłować niezależnie od postawy innych – ktoś sprawia mi przykrość, lekceważy mnie, pomija mnie. A więc kiedy Jezus traktuje mnie jako swego ucznia i obdarza mnie Swoją miłością, wtedy ludzie mogą poznać, że On tutaj był. Poznają po tym, co On zostawia w swoim uczniu, uczennicy. Nie po tym, że otwieramy usta i mówimy ludziom ewangelię, bo zwiastunów różnych wieści jest pełno, tylko po świadectwie Jezusa w nas. Jeśli Pan traktuje nas jako uczniów, to wlewa w nas swoją miłość.
W Księdze Izajasza już zostało to napisane, że wszyscy budowniczowie będą uczniami Jezusa. Budowa ma być stawiana w miłości, a miłość możemy mieć od Jezusa, a więc wszyscy uczniowie mają miłość. Boży plan wykonuje się i ci ludzie budują się w miłości, chociaż są różne charaktery, różne wydarzenia, jest jeszcze oczyszczanie. Ale miłość pozwala zwyciężyć w nas to, co wywołało z nas to, co jest przeciwnością. Inaczej, jeśli napotykamy na przeciwność i z nas wywołuje się wilka, to znaczy, że to nie jest Chrystus i jest to jeszcze nie ukrzyżowany stary człowiek. Ale kiedy napotkamy na doświadczenie i wywołuje się z nas Jezusa, wtedy oznacza, że w tym miejscu jest to już uczeń Jezusa Chrystusa. W doświadczeniu tym już nie ujawnia się stary człowiek, tylko Chrystus. Te doświadczenia pokazują, co dzieje się w nas. Pokazują po to, żebyśmy mogli przychodzić do Pana, prosząc o oczyszczenie, szukając Jego. Nie składamy obietnic: „Panie, ja teraz obiecuję Ci, że naprawdę będę kochał wszystkich braci i siostry.” Takie obietnice są bezsensowne.
Uczymy się poddawać Panu. Staramy się zachować od tych rzeczy pospolitych po to, by On napełnił nas swoją szlachetnością. Naszym zadaniem jest strzec się od zła tego świata, od sposobów życia tego świata, aby Chrystus napełniał nas i wtedy jesteśmy zwiastunami, że Jezus był na tej ziemi. Nie dzieje się tak na zasadzie obietnic składanych Panu, tylko na zasadzie trzymania się z daleka od tego, co w świecie normalnie uchodzi, żeby zachować się czystymi.
A więc w tym doświadczeniu, w którym jesteśmy tu na ziemi okazuje się, że bez Jezusa nie ma mowy o zwycięstwie. Można mieć najlepsze rozpoznanie biblijne, ale jeśli Jezus nie uruchomi w nas tego Kim On jest, to nawet to poznanie nie wystarczy, żeby wygrać, żeby było widać, że to Jezus jest naszym Mistrzem.
Bierzemy jakiegoś chrześcijanina i zadajemy dziesięć tysięcy pytań i bierzemy jego wszystkie odpowiedzi i na podstawie tego ustalamy czy jest to chrześcijanin, czy nie. Nie! To na pewno nie działa w chrześcijaństwie. Słowo Boże mówi inaczej – patrzymy na owoc jego, czy jej życia i dopiero po tym oceniamy na ile ten człowiek jest opanowany Chrystusem, a na ile opanowany światem. Dopiero doświadczenia pokazują kto naprawdę opanowuje nas; czy zmysł świata, który dobiega do swego finału i kończy swój bieg tak, jak i jego władca, czy Chrystus, który siedzi na tronie chwały i wróci po cały Kościół.
Kto napełnia nas pragnieniami, dążnościami? Czy zbieramy siły, żeby móc pożyć jeszcze jak świat, czy zbieramy siły w Panu, żeby żyć dla Jego chwały. Skąd bierzemy siły do życia?
Był kiedyś taki człowiek Nikodem, znamy tą sytuację, który przyszedł w nocy do Jezusa. Zobaczmy też jak żył Jezus. Przychodzi do Niego człowiek w nocy, kiedy normalnie już ludzie śpią. I ten człowiek spodziewa się spotkać Jezusa. To znaczy, że Nikodem zdawał sobie sprawę, że Jezus, tak święty Człowiek, nie idzie tak szybko spać. On ma jeszcze wiele spraw, z którymi będzie jeszcze musiał stanąć przed obliczem Boga. Nikodem przychodzi do Jezusa.
Ten przyszedł do Jezusa w nocy i rzekł mu: Mistrzu! Wiemy, że przyszedłeś od Boga jako nauczyciel;
Czytamy tu, że Nikodem przyszedł do Jezusa jako do nauczyciela, (wcześniej mówiliśmy o bogatym młodzieńcu, który przyszedł do Niego). A więc Jezus jest postrzegany Jako nauczyciel, jako ten, który prowadzi innych do pewnego celu. Nikodem, dostojnik żydowski, zobaczył w działalności Jezusa coś pięknego. Patrząc i obserwując Jezusa i tych, którzy szli, ten dostojnik zobaczył, że warto jest zainteresować się tym.
Można powiedzieć, że najlepiej, jeśli ludzie zobaczą w nas działającego Chrystusa, wtedy mogą pomyśleć, że warto jest zainteresować się tym. Skąd ten człowiek taki jest? Nie to ile my opowiemy, tylko w jaki sposób funkcjonujemy. Ludzie chcą dowiedzieć się jacy jesteśmy, kiedy widzą, że jest to coś niespotykanego normalnie w świecie.
Nikodem mówi:
nikt bowiem takich cudów czynić by nie mógł, jakie Ty czynisz, jeśliby Bóg z nim nie był.
Jako uczniowie Jezusa doznajemy to, że nie chodzi nam o własne imię. Dopóki zabiegamy o własne imię, to kiedy przychodzi jakaś ważna osoba, np. minister i mówi: „wszyscy w rządzie wiedzą, że ty jesteś jakimś innym człowiekiem”, wtedy uruchamia się w tobie pycha własnego „ja”. Widzą twoją uczciwość, a ty cieszysz się, że zauważyli cię. „Ja też zauważyłem was, że jesteście w porządku. Tylko trochę poprawek i nie będzie tak źle.” Stwarzałby się fajny układ.
Ale Jezus podchodzi do Nikodema zupełnie inaczej. Pokazuje mu: „Nikodemie, chcesz coś osiągnąć czego nie możesz osiągnąć i w taki sposób nie będziesz moim uczniem”.
Zobaczcie, co napisał Paweł w 2Liście do Koryntian, 4.5 wiersz:
A taką ufność mamy przez Chrystusa ku Bogu, nie jakobyśmy byli zdolni pomyśleć coś sami z siebie i tylko z siebie, lecz zdolność nasza jest z Boga,
Człowiek nie jest w stanie nawet pomyśleć tą myślą Bożą z siebie samego. Zdolność przychodzi z Boga.
Pan Jezus pokazuje Nikodemowi, że nie może w to wejść, jeśli Bóg nie uruchomi tego w nim, jeśli nie narodzi się na nowo.
Wielu ludzi nie rodzi się na nowo i stają się chrześcijanami. Mają jakąś logikę myślenia chrześcijańskiego, ale nie rodzą się na nowo i nie mogą ujrzeć celu, do którego zmierza ich życie. Nie dają się zniszczyć krzyżowi, ponieważ nie widzą potrzeby. Ale jeśli człowiek widzi Królestwo Boże czyste, święte, nieskalane, wtedy krzyż staje się dla człowieka czymś bardzo ważnym, bo niszczy w nim starego człowieka, co przeszkodziłoby należeć do tego Królestwa. Kiedy tak dzieje się w tobie, wtedy widzisz to i masz tą myśl, ponieważ zdolność jest w tobie z Boga. Dopóki nie ma tej zdolności, nie widzisz tego i nie widzisz potrzeby poddawania się krzyżowi, ponieważ myślisz, że można też funkcjonować inaczej jako chrześcijanin.
Jezus pokazuje Nikodemowi: „ten sposób, w jakim ty żyjesz obecnie nie pozwala ci nawet ujrzeć Królestwa Bożego.” A przecież Nikodem starał się być prawy wobec Boga.
Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego. Rzekł mu Nikodem: Jakże się może człowiek narodzić, gdy jest stary? Czyż może powtórnie wejść do łona matki swojej i urodzić się? Odpowiedział Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić. Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha. Ew. Jana 3,3-8.
Zobaczcie, że ludzka logika pokazuje nam zachowania ludzkie i my wiemy po ludzku, co człowiek powinien zrobić w danej sytuacji. Kiedy trzeba coś załatwić i dasz odpowiednią łapówkę, to kto nie weźmie? Jeśli ułatwisz komuś, żeby zrobił coś pokrętnie, a przy tym nie czuł, że będzie z tego powodu sądzony, czy poniesie karę, to kto nie pójdzie w tym kierunku? Tylko ten, którego prowadzi Duch Święty. To jest inny kierunek, inne nastawienie serca, inne potrzeby, inne działania.
A więc w człowieku następuje przemiana z mocy Boga, a nie z mocy logiki myślenia człowieka. Najmądrzejszy człowiek nie jest w stanie mieć w sobie jednej Bożej myśli. Nie jest zdolny pomyśleć po Bożemu nawet jedną myślą. Czy możemy to uznać? Najbardziej uczony człowiek na ziemi nie jest w stanie mieć w sobie nawet jednej Bożej myśli, jeśli Bóg nie da mu jej. (...)

