Wielkość Bożego Syna
Wielkość Bożego Syna – część 4
Wiecie, to bardzo ważne jest, co jest w moim sercu: „nie jestem”, czy „ja jestem”. Czy jestem Jego własnością, czy nie – to musi być w moim sercu. Jeżeli nie jestem Jego własnością, nie czynię tego, co On chce. Ale jeśli jestem Jego własnością, wtedy czynię to, co On chce. Czy już w tobie, czy we mnie jest pewna rzecz: ja jestem Jego? Jezus mówi o sobie: Ja jestem drzwiami – czy ja wszedłem już przez te drzwi? Ja jestem Pasterzem – czy On pasie mnie? Ja jestem chlebem – czy ja karmię się Nim? Ja jestem Odkupicielem – czy ja dałem mu odkupić się? Ja jestem drogą, prawdą i życiem wiecznym – czy ja wracam już tą drogą? Żyję tą prawdą i życie wieczne, to jest moje życie dzisiaj. Czy „ja jestem”, jako Jezus mieszka we mnie, a ja jestem Jego? Rozumiecie, jakie jest to ważne? Czy Ten wielki, potężny Boży Syn jest dzisiaj chlubą mego serca, zadowoleniem moich codziennych dni, pieśnią uwielbienia? Nie czekaj, aż wielkie czyny cię napełnią, ale zacznij wielbić Go teraz i poddawaj Mu się, według Jego zamysłu, według Jego woli.
Wiecie, kiedy tak patrzyłem na Piłata, Piłat w pewnym momencie bał się, bo usłyszał, że Jezus jest Synem Boga i chciał Go uratować, ale gdzieś załamał się cieleśnie i przestraszył się cesarza i tego, że może coś stracić – ten moment był taki krytyczny w jego życiu, gdzie powiedział: ja w nim winy nie widzę, ale ukrzyżujcie go sobie sami, jak już tak chcecie, ja umywam swoje ręce od tego. Ale kiedy minął ten moment i wydał już im Jezusa, wrócił znowu do przytomności i zobaczył: co ja zrobiłem! I kazał zrobić tabliczkę, a na tabliczce napisał: Jezus Chrystus, Król Izraela. Ten Rzymianin wiedział, kto jest Królem Izraela. Spotkanie i rozmowa z Jezusem, uzmysłowiła mu, że spotkał na swojej drodze Kogoś wielkiego, kogo nigdy na swojej drodze nie spotkał i on wiedział, że Ktoś taki naprawdę jest Królem Izraela. Oddał Mu cześć, uznał Jego wielkość i kiedy ci uczeni i faryzeusze przyszli i mówili, zdejmij to, nie pisz tak. Napisz: on się mienił Królem Izraela. Piłat odpowiedział: com napisał, tom napisał, koniec. Nawet ten człowiek widział Wielkość. Setnik pod krzyżem mówił: zaprawdę, ten był Synem Bożym. Ten jest Synem Boga żywego. Jeden ze złoczyńców, nawet na krzyżu, powiedział: Panie Jezu wejrzyj na mnie, kiedy wejdziesz do swego Królestwa. Widział wielkość.
Jaką Wielkość Syna my dzisiaj widzimy? Wiecie, to jest właśnie bitwa – jaką wielkość Syna my dzisiaj widzimy? Ten człowiek zaryzykował całą swoją pozycją, powiedział: „raz załamałem się, ale teraz już nie załamię się – com napisał, tom napisał”. Niech Bóg pomoże nam, naprawdę stanąć przed Bogiem i wołać: „Boże mój, niech Twój Syn będzie we mnie na tej pozycji, na której Ty Go postawiłeś w całym swoim Kościele. Niech jego rozkazy będą dla mnie wyrocznią Panie, Boże mój, niech krew Twego Syna oczyści mnie od tych zmarnowanych dni, zmarnowanych godzin, chwil, które spędziłem, czy spędziłam, marnując je na swoją głupotę, na coś, co przemija”. Lepiej kromka suchego chleba, a przy tym radość i pokój, lepiej. Wszystkie te cielesne pomysły powodują, że człowiek związuje się i ogranicza się, a my chcemy doświadczać, że mamy śmiałość i odwagę żyć tutaj. Brak nam śmiałości – potrzebujemy śmiałego Syna, brak nam radości – potrzebujemy radującego się Syna, brak nam prawdy – potrzebujemy prawdy Syna. Potrzebujemy Syna nieustannie, rozumiecie? Ojciec tak wywyższył Syna, że wszystko mamy w Nim. Dlatego jest tak mało zadowolonych ludzi, tak mało ludzi widzi Wielkość Syna, ale widzi swoją wielkość, swoje wielkie potrzeby, swoje wielkie pragnienia, nie spełnione nadzieje i to wszystko powoduje, że nie ma zadowolenia z Syna, nie ma szczęścia.
On jest mądrością naszą. On jest tym, który dociera do nas, abyśmy mieli świętą nadzieję i nie ustali, rozumiecie? Wielkość Ojca pozwoliła nam zadrżeć z tą świętą radością, że On jest wielki, potężny, że Ten Najwyższy Bóg decyduje o wszystkim. A wielkość Syna musi również spowodować, że wszystko w nas ugnie się przed Tym, którego Ojciec posadził po swojej prawicy tak, jak tam w niebie wszyscy upadli na swoje oblicza, wszyscy; starcy, aniołowie i zaczęli śpiewać: Godzien jest Ten, który siedzi na tronie i Baranek przyjąć cześć, chwałę, uwielbienie i wdzięczność. Czy myśmy już tak upadli przed Synem? Ja nie mówię, że ja sobie wyprodukuję taki upadek przed Synem, taki święty upadek, w którym ja jestem uniżony, a On wywyższony. To musi sprawić On, a ja muszę tego chcieć. Czy ja chcę być tak uniżony przed Synem, czy ja chcę, by Duch Święty uniżył mnie? Czy wystarczy, że ja sobie kieruję i mówię, że jestem chrześcijaninem, czy doznałem uniżenia? Dopóki nie doznam uniżenia, moje usta będą dalej mówić pyszne rzeczy. Dalej będę gotowy do bitwy, ale nie Pańskiej. Dalej będę gotowy do tego, co niszczy, a nie do tego, co buduje. Każdy z nas potrzebuje świętego uniżenia, by doznać skruszenia serca, rozumiesz? Kiedy twoje serce skruszeje, oczy zaczną płakać, a twój duch będzie wzdychał do Boga, wtedy jest prawdziwa pozycja między tobą a Synem. Tak Syn wzdychał do swego Ojca, prawda? Wzdychał, wołał i ze względu na bogobojność został wysłuchany.
Dzisiejsze chrześcijaństwo jest zbudowane na wizji lekkomyślności, lekceważenia Syna Bożego; On musi zrobić co zechcę, ja decyduję o wszystkim. Nie. On decyduje o wszystkim. Jeśli nie da mi ducha skruszonego, to będę chodził z dumnym duchem i będę lekceważył Boga, chociaż On jest wszystko ogarniający. Ale kiedy On skruszy moje serce, wtedy wiem, jak Wielkim On jest, a jak ja beznadziejny bez Niego. Pamiętacie tego złoczyńcę na krzyżu; bluźnił też Panu, śmiał się z Niego, ale w jakimś momencie przyszła pokuta do jego serca i mówił: On nie jest winien, a my tak.
Wiecie, człowiek boi się często takiego serca, boi się tej skruchy, boi się, że straci panowanie nad sobą, boi się, że już nie będzie mógł kierować swoimi krokami, boi się, że już nie będzie mógł bronić się własną siłą, boi się oddać władzę Jezusowi. Dlatego wstrzymuje się przed tym, dlatego zatyka swoje uszy, by nie usłyszeć, że ma się ukorzyć, uniżyć, poddać się Panu i wstrzymuje się przed tym. Nieraz żona boi się, że będzie kochać swego męża bardziej niż teraz i będzie narażona na wiele rzeczy z tego powodu, mąż boi się, że będzie za bardzo kochał swoją żonę – różne rzeczy diabeł podpowiada. Ale jedna rzecz najpiękniejsza, wtedy będziesz piękny, czy piękna. Wtedy twoje skruszone serce oznajmi wszystkim, że jesteś cichego i łagodnego ducha - tego, czego nie ma świat, religijny i ten cielesny: nie ma łagodnego ducha. Łagodnego ducha nie ma bez skruszonego serca. Ten łagodny duch jest tylko w Synu. Paweł trzy dni nie jadł, nie pił i jego serce było skruszone przed Bogiem. Wiedział teraz ile zła uczynił. Pan przysłał swego sługę i on położył na Pawła ręce i Paweł przejrzał. Ile wycierpiał później dla Jezusa, ale on poczytywał to sobie za zaszczyt, prawda?
My potrzebujemy patrzeć na Bożego Syna i widzieć Go prawdziwego i prawdziwe chrześcijaństwo. Prawdziwy Boży lud, który będzie jeszcze gotowy na różne rzeczy, które jeszcze przyjdą. Lud, który boi się swego Pana i nie zmieni Jego rozkazów. Spędzamy ileś już zgromadzeń, by patrzeć na Niego, ale zdajecie sobie sprawę, że nasze własne niechętne serce powoduje to, że przez to będziemy coraz gorsi, a nie lepsi. Zdajecie sobie sprawę, że niechętne serce depcze po Słowie Jezusa. Musimy mieć chętne serce, które powie: Panie, tak. Inne życie nie podoba mi się. Panie sprawiaj to, zmieniaj mnie, Panie uczyń ze mną, co chcesz. Tak wywyższył Ojciec swego Syna, aby ugięło się przed Nim każde kolano. Niech Duch Święty pomoże nam, abyśmy naszym umysłem i sercem sięgnęli tam i żebyśmy mogli poznać, jak pięknie reaguje serce, kiedy patrzysz na Syna Bożego oczami Ducha Świętego. Jak pięknie wtedy reaguje serce i umysł jak zaczyna inaczej myśleć. Jak gotowy jesteś na wiele wspaniałych rzeczy, a zupełnie beznadziejny w czynieniu zła. Nie umiesz już czynić zła, umiesz czynić dobro. To ma dla ciebie Ojciec w swoim Synu dla mnie, dla każdego z nas.
Czy chcemy wziąć to? I powiedzieć: Synu Boga Najwyższego, pomóż mi, gdyż ze swoim sercem i umysłem mogę iść tylko na zatracenie, dzisiaj. Znając Biblię i wiedząc, co Ty powiedziałeś, Boże, mogę jedynie wyznać: nie jestem, nie jestem uczniem Jezusa, jego Słowa nie są wyrocznią dla mnie. Żyję swoimi słowami, swoimi postanowieniami, nie jestem Jego uczniem. Mam swoje decyzje, swoje prawa, swoje własne rozwiązania. Ucznia rozpoznasz po tym, że on czerpie z Syna – „jestem Jego uczniem, Jego Słowo jest dla mnie wyrocznią, Jego tak, jest dla mnie - tak. Jego nie, jest dla mnie – nie.” I to jest moje szczęście. Jak dobrze, gdy serce pozostaje wierzące, należące do Pana. Bez pokuty nie ma naprawienia ruin, prawda? Nehemiasz chodził po Jerozolimie i pokutował. Widział te rozbite mury, jego serce było skruszone, złamane. Widział to zniszczenie grzechu, które doprowadziło to miasto do takiego rozpaczliwego wyglądu. Chodził i pokutował przed Bogiem, a potem wstał i zaczął budować. Amen.

