Wielkość Bożego Syna

Wielkość Bożego Syna - część 3

Dzisiaj mamy taki skarbiec, do którego przychodzimy. Niech żarliwość nasza o te rzeczy, które dostaliśmy nie ginie. Czego brakuje bracie, siostro, dlaczego tak mało Ducha widać w tobie, czy we mnie w jakichś sytuacjach, dlaczego tak mało ognia, tak mało zwycięskiego Ducha przemagającego wszystkie przeszkody, aby Jezus był uwielbiony?! Tylko zaraz strach, lęk, wycofywanie się, chowanie się. Dlaczego nie stanąć z tym imieniem w sercu swoim w gotowości, by okazało się kto jest Panam nad każdą sytuacją? Boisz się, by Jezus pokazał czy jest Panem, czy nie jest Panem? Jest Panem. To nasze lęki i strachy robią różne rzeczy, by nie okazało się to i diabeł wie, że kiedy on przestraszy chrześcijanina, to chrześcijanin sam zabezpieczy się i nie da miejsca Panu. Ale z tego cielesnego zabezpieczenia później wychodzi tylko zgorzel, niszcząca zgorzel. Nic z tego dobrego nie było i nie będzie.

A więc, jak bardzo ważne jest, by wiedzieć, Kim jest Syn, znać wielkość Syna, wspaniałość Syna. To dzięki Niemu dzisiaj żyję, to On podtrzymuje oddech we mnie, w tobie. Nim otworzymy swoje usta, pomyślmy, dzięki Komu możemy otworzyć je i dla Kogo powinniśmy otworzyć je. To jest biada tego chrześcijaństwa! – jakże często otwiera się usta po to by żalić się, narzekać, biadolić, złorzeczyć, okłamywać. Nie po to, by uwielbiać Bożego Syna, żeby śpiewać Mu psalmy, pieśni pochwalne, hymny, z całego serca grając Mu i uwielbiając Go. Przecież ten instrument może taki być. Zależy to tylko od nas, czy uznamy Syna jako Pana nad naszym codziennym życiem, czy tylko będziemy przypominać sobie o Nim, kiedy idziemy na zgromadzenie: no tak, teraz powinienem to imię znać, mówić. Jakie to jest ważne, żeby On w nas jaśniał, żeby to światło Syna Bożego ogarniało serce, umysł, to wszystko, żebyśmy mieli te święte uczucia: szczerości, prawości, otwartości, hojności – wszystkich tych prawdziwych uczuć Syna Bożego, żeby one były w nas. Po tym poznacie, że jesteście Jego, jeśli On będzie w was i Jego życie będzie waszym życiem, kiedy wasze uczucia, będą Jego uczuciami, wasze pragnienia, Jego pragnieniami, wasze dążenia, Jego dążeniami. Wtedy poznacie, że Jezus Chrystus, nadzieja chwały jest w was. To jest cenność Jego przyjścia. Jeszcze nie widzimy Go tak wielkim, tak potężnym, prawda? Ale kiedy wróci, zobaczymy. Chodzi o to, byśmy byli poruszeni Nim, żebyśmy napominali się, dodawali sobie otuchy: Jezus mój musi być uwielbiony! Brakuje nam co raz bardziej Ducha zwycięstwa, by uwielbić Bożego Syna, uwielbić Go we wszystkich doświadczeniach, na jakie napotykamy. Oddać Mu chwałę, uwielbić Syna. Po to przyszedł Duch Święty. Skończyć z marazmem. Bóg posłał swego Syna, abym był żywy, prawdziwy.

Otwórzmy list do Hebrajczyków, 3 rozdział, 1 wiersz:

Przeto, bracia święci, współuczestnicy powołania niebieskiego, zważcie na Jezusa, posłańca i arcykapłana powołania niebieskiego.

Przeczytam teraz z tego przekładu grecko- polskiego:

Bracia święci, powołania niebieskiego pojmijcie, zrozumiejcie, nauczcie się, poznajcie, rozważajcie, oglądajcie, postrzegajcie apostoła i arcykapłana wyznania naszego, Jezusa, wiernym będącemu Temu, który go uczynił.

Pojmujcie, poznawajcie, postrzegajcie, oglądajcie, rozważajcie, zrozumiejcie Go. „Zważcie” – to w tym słowie zawarte są wszystkie te elementy. Zważając na Niego, postrzegając Go w swoim życiu, poznając Go co raz bardziej, uznając Go w codzienności swojej apostoła i arcykapłana naszego wyznania. To jest piękne, prawda? Żyjąc w taki sposób, człowiek doświadcza – teraz już żyję, teraz już naprawdę żyję. Teraz już nie tylko mówię, ale żyję tym, co tu jest napisane, teraz wiem, żyję! Żyję dzięki Jezusowi. Doznaję Go, poznaję co raz bardziej Kim On jest, co raz bardziej moje kolana szczerze się przed Nim uginają, a moje usta chcą głosić chwałę Jego imienia. Co raz bardziej doświadczam, że On jest naprawdę we mnie, a ja należę do Niego. Jakże piękne doświadczenie.

List do Hebrajczyków 4, 14- 16 wiersza:

Mając więc wielkiego arcykapłana, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trzymajmy się mocno wyznania. Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi, lecz doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu. Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze.

My powinniśmy być jak ludzie, którzy mają świadomość w jakim jesteśmy ciele i codziennie potrzebujemy łaski Pana, żeby żyć i przeżyć to doświadczenie i zmierzać do wieczności, gdyż to ciało narażone jest na różne doradztwa, na różne pomysły, na różne sposoby rozwiązywania problemów, na które napotykamy każdego dnia. Oby Bóg miał założone w nas to miejsce, w którym On jest decydentem, a my zawsze pierwszy krok skierujemy do Niego: co Ty, Panie myślisz o tym. Nie w sensie mówienia tylko, ale całe nasze jestestwo będzie otwarte na to, by poddać się Jemu. On jest godzien tego, On jest godzien, by chodzić z Nim, On umarł za moje i twoje grzechy. Wiecie my musimy mówiąc te słowa: On umarł za moje grzechy, doznawać, że jest dla mnie coś bardzo ważnego na tej ziemi. Na tej ziemi, na której jest tyle pożądliwości, Jezus umarł za moje grzechy, żebym nie zginął w tych pożądliwościach, ale i ja umarł dla nich, żeby żyć dla Boga. To jest wielka sprawa. Umarł Ktoś za mnie, bym nie zginął w tym świecie. Czy dobrą rzeczą będzie żyć jak ten świat, czy żyć jak Jezus. Jezus nie zabiera ci twego szczęścia, Jezus zabiera ci twoją śmierć i daje ci prawdziwe szczęście.

Powiem jeszcze o tym Yunie. Był w więzieniu w Birmie i cieszył się, że chociaż jest w więzieniu, jest wolny. W więzieniu tym był taki bożek, któremu postawiony był w każdej celi i o określonych godzinach wszyscy mieli klękać i bić jemu pokłony. To była resocjalizacja w Birmie. A Yun powiedział, że jest chrześcijaninem i nie będzie kłaniał się bożkom, że ma czcić swojego Boga. W pewnym momencie, jak oni kłaniali się temu bożkowi, a on nie znał języka birmiańskiego, przyszło do niego i zaczął głośno śpiewać: Alleluja, alleluja! W pewnym momencie przyszedł strażnik więzienny i powiedział, że nie wolno mu śpiewać głośno w więzieniu i Yun tłumaczył mu, że jego Bóg lubi, jak uwielbia się Go tak. Przekonał strażnika i ten zgodził się: skoro twój Bóg tak lubi, to tak uwielbiaj Go. I kiedy Yun śpiewał to Alleluja, zaczęli dołączać się do niego więźniowie. Oni nie rozumieli, co on śpiewa, ale w środku robiło się im dobrze, kiedy słyszeli to „Alleluja” i powoli więcej ludzi zaczęło śpiewać: Alleluja, choć zupełnie nie rozumieli się. Była tam też kapliczka w tym więzieniu i kiedy Yun szedł do tej kapliczki, żeby pomodlić się, kierować się do swego Boga, oni szli za nim, by słuchać, jak on śpiewa: Alleluja. I okazało się, że w pewnym momencie nawet kapłan buddyjski, który siedział w więzieniu, również zaczął za nim iść, ponieważ to „Alleluja”, gdzieś wpływało na jego serce. I w taki sposób Bóg zaczął pociągać tam do Siebie ludzi, tym jednym słowem, które przenikało ich serca i dodawało im otuchy w miejscu, w którym było strasznie. Tłok był taki w każdej celi, że nikt nie mógł położyć się na wznak, ponieważ nie było miejsca. Musieli spać na boku, a jak się któryś w nocy zaczął kręcić się, to w końcu lali go, by uspokoił się, bo nie pozwalał wszystkim innym spać. Tak ciasno było tam i w tym miejscu ten człowiek zaczął śpiewać Bogu: Alleluja. Było tam tak wiele robactwa, że żarły ludzi i zagnieżdżały się nawet w ciele. Ludzie przeżywali naprawdę trudne doświadczenie i jak ważne być wolnym w Chrystusie. Bez względu na sytuację, być wolnym, to jest bardzo ważne.

A więc Ten arcykapłan mówi, że ci współczuje w twoich doświadczeniach, ale On będzie używał cię też w tych doświadczeniach. Nawet w więzieniu. Ludzie mogą rozpoznać, że twój duch jest szczęśliwy. Tam gdzie ogólnie panuje zniechęcenie, złość, nienawiść, chęć uderzenia kogoś, wyładowania tej złości na kimś, raptem ludzie spotykają kogoś, kto jest szczęśliwy, rozumiecie? To jak zderzenie z murem nie do przebicia i w pewnym momencie człowiek zaczyna doznawać, że on też chciałby być szczęśliwy. Okazuje się, że niewiele trzeba, by ludzie zaczęli poznawać i kierować się do Boga.

Chciałbym, abyśmy też po krótce mogli zobaczyć jedną rzecz w tym Słowie. Otwórzmy Ewangelię Jana, 18 rozdział, 4-9 wiersz:

Jezus zaś, wiedząc wszystko, co nań przyjść miało, wyszedł i zapytał ich: Kogo szukacie?  Odpowiedzieli mu: Jezusa Nazareńskiego. Rzekł do nich Jezus: Ja jestem. A stał z nimi i Judasz, który go wydał. Gdy więc im rzekł: Ja jestem, cofnęli się i padli na ziemię. Gdy ich znowu zapytał: Kogo szukacie? A oni odpowiedzieli: Jezusa Nazareńskiego. Odpowiedział Jezus: Powiedziałem wam, że Ja jestem; jeśli więc mnie szukacie, pozwólcie tym odejść; aby się wypełniły słowa, które powiedział: Nie utraciłem żadnego z tych, których mi dałeś.

Kiedy pytali się Jezus mówi: ja jestem. Ale to był czas, kiedy została dana możliwość, by Jezus był kierowany ku krzyżowi. I wtedy Jezus mówi do tych ludzi: pozwólcie odejść tym, ja jestem tym, po którego przyszliście. Później widzimy sługę, Szymona Piotra. Piotr słyszał, kiedy szukali Jezusa. Jezus powiedział: ja jestem, a Piotr złapał miecz i uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. Chciał walczyć mieczem. Wydawałoby się bohater, ale później w 17 wierszu staje na jego drodze odźwierna i rzekła Piotrowi: Czy i ty jesteś z uczniów tego człowieka? I co wtedy mówi Piotr: Nie jestem. Jakaż różnica między „ja jestem” a „nie jestem”. Jezus, kiedy szukają Go, mówi: ja jestem. Piotr w tym momencie mówi: nie jestem. Zapiera się Pana: nie jestem jego uczniem. Chciał walczyć mieczem, ale kiedy przyszło doświadczenie, wyparł się. Prawie niewielka różnica: ”nie”, a „ja”. Jakże często w tych doświadczeniach świata pada: „nie ja”, „nie jestem” – kiedy życie chrześcijanina ma być światłością.

Otwórzmy Dzieje Apostolskie, 10 rozdział. Czytamy tu o cudownym doświadczeniu Piotra, które wyprowadziło go z takiego strasznego doświadczenia – wyparł się Pana Jezusa. Zobaczcie, jak wielkim jest Ten Jezus. Dz.Ap.10, 19-21:

A gdy Piotr zastanawiał się jeszcze nad widzeniem, rzekł mu Duch: Oto szukają cię trzej mężowie; wstań przeto, zejdź i udaj się z nimi bez wahania, bo Ja ich posłałem. Wtedy Piotr zszedł do mężów i rzekł: Jestem tym, którego szukacie; co za przyczyna sprowadziła was tutaj? A oni rzekli: Setnik wysłał.

Wiecie, nie wiem dlaczego, ale „Brytyjka” nie napisała w ten sposób. W „Grece” jest ego ejmi, to znaczy: ja jestem. To samo, co powiedział Jezus, kiedy szukano Go. Teraz, kiedy Piotr ma wyjść, już jest wdzięczny Bogu i nie mówi już: „nie jestem”. On mówi: ja jestem uczniem Jezusa. Wiecie, od „nie jestem” do „ja jestem” jest krzyż. Dlatego człowiek, jeśli nie przejdzie krzyża, pozostaje „nie jestem”, po krzyżu: „ja jestem Jego uczniem”. Niech w moim i twoim życiu nie będzie „nie jestem”, ale „ja jestem”. Jezus jest moim Zbawicielem, moim Odkupicielem, a jestem przez Niego odkupionym, ja jestem przez Niego zbawionym, ja jestem przez Niego zrodzonym do wieczności, ja jestem przez Niego dzieckiem Boga Najwyższego. Ja jestem przez Niego uczniem, który ma Jego naukę w sercu swoim. Musisz doświadczyć tego: „ja jestem Jego”, bo to jest ważne. Mówią, a uczynkami swymi zapierają się. „Ja jestem Jego” musi być w życiu codziennym. Moje „ego” jest „Jego” . Już nie jestem sam dla siebie, ale jestem dzięki Niemu, dla Niego. Wiecie, niech te słowa będą w nas tak silne i mocne, mocniejsze od wszystkiego, co ma ten świat: „ja jestem Jego, a On jest mój”. Niech nigdy na naszych ustach nie będzie: „nie jestem”. Kiedy mam zrobić coś złego, powiedzieć: „nie jestem”, kiedy mam uczynić coś złego: „nie jestem”. Ale kiedy trzymam się tego, co Pańskie i w tym Duchu Chrystusowym podążam ku wieczności z Bogiem, wtedy to „ja jestem” funkcjonuje. Jestem tutaj dzięki Niemu, to On zbawił mnie, to On napełnił mnie nowym życiem. (...)

Jan 14:23