Wielkość Bożego Syna
Wielkość Bożego Syna - część 1
Całości kazania można posłuchać na stronie: www.jan1423.pl .
Chciałbym, żebyśmy otworzyli Ewangelię Mateusza, 3 rozdział, od 11-17 wiersza. To mówi Jan Chrzciciel:
Ja was chrzczę wodą, ku upamiętaniu, ale Ten, który po mnie idzie, jest mocniejszy niż ja; jemu nie jestem godzien i sandałów nosić; On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. W ręku jego jest wiejadło, by oczyścić klepisko swoje, i zbierze pszenicę swoją do spichlerza, lecz plewy spali w ogniu nieugaszonym. Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan, do Jana, aby się dać ochrzcić przez niego. Ale Jan odmawiał mu, mówiąc: Ja potrzebuję chrztu od ciebie, a ty przychodzisz do mnie? A Jezus, odpowiadając, rzekł do niego: Ustąp teraz, albowiem godzi się nam wypełnić wszelką sprawiedliwość. Tedy mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, wnet wystąpił z wody, i oto otworzyły się niebiosa, i ujrzał Ducha Bożego, który zstąpił w postaci gołębicy i spoczął na nim. I oto rozległ się głos z nieba: Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem.
A więc mamy słowa Jana Chrzciciela. I jeszcze na chwilę zerkniemy do 11 rozdziału Ewangelii Mateusza, 10 i 11 wiersz. Są to słowa Jezusa o Janie Chrzcicielu, przedtem czytaliśmy słowa Jana Chrzciciela o Jezusie, że nie jest godzien nawet nosić mu sandałów.
To jest ten, o którym napisano: Oto Ja posyłam posłańca mego przed tobą, który przygotuje drogę twoją przed tobą. Zaprawdę powiadam wam: Nie powstał z tych, którzy z niewiast się rodzą, większy od Jana Chrzciciela, ale najmniejszy w Królestwie Niebios większy jest niż on.
Według urodzenia z ciała nie było większego od Jana Chrzciciela, a ten największy urodzony z ciała mówi, że nie godzien jest nosić sandały Jezusowi Chrystusowi. Jak czujesz się, żyjąc w cielesny sposób, kiedy przybliżasz się tak lekko do Boga i wydaje ci się, że Bóg akceptuje to. Kiedy żyjesz w cielesny sposób, bez Ducha uświęcenia, w swój prywatny sposób i przychodzisz do Boga, do Syna Bożego, co doświadczasz? Czy może czujesz się wielki, składasz Mu wielkie obietnice i mówisz do Niego wielkie rzeczy i On cieszy się z tego? Czy doznajesz, że spotkałeś na swej drodze Kogoś tak wielkiego, Komu nie godzien jesteś nawet sandały nosić. Wielu ludzi spoufala się z Jezusem Chrystusem, żyjąc w cielesny sposób. Myślą, że On przyjmie wszystko, co dadzą Mu i będzie zadowolony. Jan mówi: nawet sandały nie jestem godzien nosić Mu. Jan zna swoją pozycję względem Syna Bożego. Zna wielkość Tego, który idzie za nim, któremu on przygotowuje drogę, o którym on mówi, żeby ludzie byli gotowi na spotkanie z Nim, to znaczy, żeby upamiętali się ze swoich grzechów. Jak wielu ludzi, wchodząc w chrześcijaństwo nie upamiętują się ze swoich grzechów i żyją dalej w swój cielesny sposób, myśląc, że teraz Jezus zaakceptuje wszystko, co Mu dadzą. Ale jeśli człowiek żyje w cielesny sposób – to największy przedstawiciel urodzenia z ciała mówi: nie jestem godzien nosić Mu sandałów.
Musimy doznać złamania w nas, żebyśmy poznali Kto stanął na naszej drodze, Kto to jest Jezus Chrystus. Musimy doznać złamania, bo brak złamania powoduje to, że człowiek lekceważy sobie Jezusa Chrystusa i spoufala się z Nim. Chociaż narodzony jesteś z Boga i jesteś większy od Jana, czyż nie większą cześć powinieneś oddawać jeszcze Synowi Bożemu, czyż cześć oddawana Synowi, nie powinna być święta? Jan Chrzciciel mówi: to ja powinienem być ochrzczony przez Ciebie. Ale Jezus mówi, że teraz jest taka kolej. Jan Chrzciciel rozumiał, że chociaż chodził w uświęceniu z Bogiem, jego ciało zostało skażone już z urodzenia grzechem, i że on potrzebował Zbawiciela, Odkupiciela, któryby stanął na jego drodze i mówi o tym Odkupicielu, że nie jest godzien nawet sandały nosić Mu. Jakże wielu ludzi dzisiaj lekko traktuje sobie Jezusa i tak sobie lekceważąc Go, bimba sobie, nie słuchając, co On do nich mówi nawet. Dzisiejszy czas chrześcijaństwa jest czasem lekkomyślności i lekceważenia Bożego Syna. Wszystko jest takie łatwe i proste - co tylko chciałbym, On musi przyjąć to i będzie z tego zadowolony. Ale ja muszę doznawać to, co powiedział Ojciec: opuść obóz grzechu, opuść obóz lekceważenia Boga, oczyszczaj się, a Ja przyjdę i będę się przechadzał między wami. Jezus również wywołuje z tego świata i mówi: pójdź za Mną, zostaw sposób myślenia, rozumowania świata, sposób myślenia, jak ułożyć sobie życie. Zostaw to. Komu? Jezusowi to zostaw. On wie, jak zaplanować twoje życie, od tego momentu, kiedy ty oddajesz Mu je, by On uratował je i wprowadził do wieczności. On jest tak wielki i tak potężny, że potrafi to zrobić, kiedy ty w uniżeniu oddajesz Mu swoje życie i mówisz: Panie zrób z nim, co zechcesz, bo ja zmarnowałem (zmarnowałam) je całe. On wie, że wtedy naprawdę rozumiesz, że sam (sama) nie poradzisz sobie, by wejść do wieczności, że tylko On może uczynić cię gotowym (gotową), by do tej wieczności wejść. I Jan Chrzciciel mówił, że nie jest godzien nawet nosić Mu sandałów.
Czy ty czujesz to samo uniżenie wobec Pana? Kim jest dla ciebie, czy dla mnie Jezus Chrystus? Jak wielkim jest Syn Boga. Ostatnio w czwartek mówiliśmy: weź i zważ cały wszechświat i weź w ramiona dwoje ludzi i chodź (może po zgromadzeniu poproś, by dwoje ludzi weszło na ciebie i spróbuj chodzić). Jakże w tym cielesnym człowieku, człowiekowi wydaje się, że jest taki silny i nosi cały wszechświat i może zrobić, co zechce. Niech wstanie i zrobi próbę, jak silne jest to ciało.
A Bóg dał Swemu Synowi, jako dziedzicowi to wszystko. Pan Jezus teraz, jako dziedzic podtrzymuje ten cały ciężar, ten cały wszechświat, tą całą niewyobrażalną masę, niewyobrażalnej wagi, Słowem Swojej mocy. Jak wielki jest Ten, do którego podeszliśmy. Czy On jest taki sam wielki w moim sercu? Przez wiarę Ten Wielki Boży Syn mieszka w moim sercu, żebym nie bał się, jak ten świat, żebym nie lękała się jak ten świat, żebym myślał, czy myślał o niebie, jak ten świat nie może myśleć. Czy On jest Wielki, czy On jest tak wielki, jak mój rozum, moje pojmowanie? Dopóki mieści się w moim pojmowaniu, wszystko jest dobrze, a kiedy już nie mieści się, to kończy się to dobrze. Czy Jezus jest większy?!
Dlaczego jest tak ważne, by zrozumieć Jana Chrzciciela? Ponieważ on głosił prawdziwe upamiętanie dla ciała. Powiedział do tych faryzeuszy, którzy przyszli: plemię żmijowe, któż was ostrzegł przed nadchodzącym sądem. Ale kiedy już przychodzicie, to wydawajcie owoc upamiętania. Nie myślcie sobie, że skoro Abrahama macie, jako ojca swego, to możecie lekceważyć to, co mówi do was Bóg. Oby coś poruszyło się w nas, abyśmy w Jezusie zobaczyli Tego, Którego nie tylko należy słuchać, ale Którego trzeba koniecznie słuchać, jeśli mamy być zbawieni. „No sobie posłucham trochę kazań dzisiaj, posłucham czegoś”. Nie. Mamy słuchać Jezusa, który mówi do mnie. Jeśli jest to Słowo Jezusa, to mam słuchać tego, jak rozkazu dla mojego życia codziennego, a wtedy będę radował się Panem. Brak pojęcia jak Wielkim jest Ten, który przyszedł wykupić nas z naszych grzechów powoduje, że człowiek nie wie, czego chwycić się w tym swoim życiu. Żyje niewiadomo dla kogo i po co właściwie żyje. Co z jego, czy jej chrześcijaństwa jest, nikt tego nie wie, nikt nie może tego zmierzyć, sprawdzić, nie ma namacalnych owoców, żeby powiedzieć: to jest Chrystus w twoim życiu. Gdzie to jest? Gdzie jest owoc z tego ziarna, który pokazuje, że zostałeś wrzucony w ziemię, obumarłeś, czy obumarłaś i dzisiaj zaczynasz owocować dla Pana. Gdzie to jest? Gdzie żniwiarz ma przyjść, jeśli ziarno nadal leży w ziemi. Do czego ma przyjść? On przyjdzie, jeśli ziarno boi się Go i jest otwarte na to, by przyjąć śmierć – śmierć dla swoich ideałów, śmierć dla swoich pomysłów, dla swoich fizycznych potrzeb, śmierć dla wszystkich swoich rzeczy, aby zacząć rosnąć dzięki mocy Boga, tak Słowo Boże mówi, prawda? Dzięki mocy Boga ziarno zaczyna puszczać źdźbło i zaczyna rosnąć.
Zobaczcie ile zwiedzenia jest w chrześcijaństwie, że chrześcijanie myślą, że własną mocą i siłą doprowadzają swoje chrześcijaństwo do wzrostu, do rozrastania się. Słowo Boże mówi wyraźnie, że nie jest to moc cielesnego człowieka, tylko żywego Syna Bożego. Mocą Jego Syna jesteśmy ożywieni do tego, by żyć zgodnie z wolą Boga. Dlatego, dopóki Jezus nie jest wielki we mnie, dopóty ja jestem nikim dla Boga. Tylko Jezus może sprawić, że coś znaczę dla Boga, że On weźmie mnie do swojej wieczności, że zabierze mnie stąd, bym był z Nim.
A więc zobaczcie jak bardzo ważne jest to, by widzieć Syna. My dzisiaj mamy mocno zasłonięte oczy, rozumiecie? To jest jakaś straszna duchowa bitwa, która powoduje, że ludzie nie widzą Jezusa, kiedy idą do wieczności. Nie patrzą na Jezusa, kiedy podejmują jakieś decyzje, nie patrzą na Jezusa, kiedy mówią jakieś słowa, nie patrzą, czy On jest w tym, czy nie jest w tym i jest przeciwko temu. Ludzie otwierają usta, mówią cokolwiek i myślą, że nikt nie wyciągnie konsekwencji z tego, co mówią. A Jezus jest wszędzie w jednym momencie. Jako sędzia nic Jego uszom, ani oczom nie może umknąć. On widzi i słyszy wszystko. To jest pojęcie wielkości Syna, któremu został przekazany sąd. Niczego nie będzie domyślał się. Wszystko jest dla Niego jawne, Wie, co jest w każdym człowieku, wie o czym myślisz, co zamierzasz, czego szukasz, co chcesz osiągnąć. On wszystko wie i osądzi czy to jest poddane Jemu, czy też nie. Bojaźń jest czymś szlachetnym, ponieważ ona uświadamia mi to, że Jezus zawsze wszystko wie. Nie mogę ukryć się gdzieś, zrobić czegoś potajemnie. On wszystko wie i wszystko widzi i moje życie duchowe nie będzie rosło. Mogę ludziom opowiadać niestworzone rzeczy o swoim chrześcijaństwie, moje życie duchowe nie będzie rosło, dopóki On nie zobaczy, że ja jestem poddany Jemu i że należę całym sercem do tego, co On chce uczynić we mnie.
To jest coś pięknego, że On wyszedł naprzeciw nas. Te słowa, które mówią: lecz ten, który narodził się z Boga, większy jest od Jana. Narodziłeś, narodziłaś się z Boga, czy to o czymś mówi nam? Czy narodzenie z Boga do czegoś nas mobilizuje, nakierowuje, coś chce przez nas uczynić? Ta wielkość Syna pozwala nam być pewnymi, że On panuje nad każdą sytuacją, nad każdą sprawą.
Ciekawym doświadczeniem, takim bardzo negatywnym, o czym już mówiliśmy, jest zmaganie tego Yuna, który uciekł z Chin i tam tyle przecierpiał, a kiedy trafił na zachód, okazało się, że trafił w jeszcze gorsze cierpienia: w oszczerstwa, obmowy, podejrzliwość. I człowiek ten dziwił się, co ci ludzie, którzy nie znają go w ogóle chcą od niego. Dlaczego piszą takie różne kłamliwe rzeczy, skoro wcale nie znają go i nigdy nie porozmawiali z nim. I kiedy również wypowiada się jego żona, w jej ustach zaczyna brzmieć ten sam ton. Mówi: co oni chcą od mego męża, przecież on służy Bogu? Ci ludzie z zachodu mają dużo czasu, żeby nie żyć z Bogiem i chodzić drogami diabła, oszczercy, kłamcy, zwodziciela. I toczyć bój, nie z mocami ciemności, ale z dziećmi Bożymi. Straszna rzecz jest na tym chrześcijańskim zachodzie, ale jest to wynik tego, że ludzie nie widzą wielkości Jezusa. Nie potrzebują Go, nie siedzą w więzieniach, nie są bici, skazywani na różne prace; na 20 lat ciężkich robót. Mają czas na to, by myśleć i słuchać rzeczy kłamliwych. Jakże straszne jest to doświadczenie, że tylu ludzi nie rozumie w ogóle Jezusa. To jest straszne, kiedy ludzie nie rozumieją, że Jezus Chrystus przyniósł nam oczyszczenie ze starego człowieczeństwa.
Chciałoby się patrzeć teraz na Jana Chrzciciela, na jego serce, jak on mówił: nie jestem godzien nosić Mu sandałów. Prawdziwe uniżenie, prawdziwa pokora, prawdziwa świadomość Jezusa. Ci ludzie myśleli, jak wielki jest Jan, a Jan mówi: ja nie jestem godzien nawet Jego sandałów nosić. On was będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem. On da wam to, czego ja dać wam nie mogę. Ja jestem tylko głosem wołającego na pustyni, który mówi: On przyjdzie a wy przygotujcie się na to spotkanie, aby nie przyszedł dla waszego sądu, ale dla waszego zbawienia. (...)

