Skierujcie swój wzrok do góry

Skierujcie swój wzrok do góry - część 4

  Jeśli chrześcijanin przestaje kochać Jezusa, może okazać się, że on zdradzi Jezusa. Dla czego? Na przykład dla jakiejś lepszej funkcji w pracy, ale trzeba tylko troszeczkę skłamać, dla jakiejś rzeczy. To jest zdrada. Ale, kto kocha Jezusa, nie ma to dla niego żadnego znaczenia i nie wejdzie w żaden układ, który staje przeciwko jego Oblubieńcowi, dlatego, że kocha Go. Miłość jest argumentem w codziennym życiu, dlatego też miłość pozwala nam być ze sobą. Nie jesteśmy doskonałymi ludźmi i nadal mamy pewne fizyczne ułomności i gdyby nie Chrystus i Jego miłość do Kościoła, ciężko byłoby myśleć sobie, że możemy dostać się tam wspólnie razem.

Czasami jest tak: wchodzi kobieta i nie jest pewna, czy ten mężczyzna kocha ją i tak dziwnie patrzy w jego kierunku. Tak często ludzie wierzący patrzą w kierunku Jezusa, jakby byli niepewni Jego miłości, a Jezus mówi, że On do końca umiłował nas. Pan jest pełen miłości do swojego Kościoła i dlatego dziwnie to wygląda, kiedy oblubienica przychodzi niepewna miłości swego Oblubieńca. Paweł mówi: „kiedy jestem sam na sam z Nim, jestem zachwycony moim Jezusem, bardzo zachwycony. Ale kiedy jestem z wami, to chcę być przy trzeźwości, żeby mówić wam o moim Umiłowanym, bo gdybym zachwycił się, to byście nie wiedzieli co ja mówię wam.”

Paweł wiedział, że musi być dla tych ludzi trzeźwy, żeby móc mówić im o tym Jezusie zgodnie z tym, jak oni mogą słuchać go. Gdyby widzieli, jak Paweł cieszy się swoim Chrystusem, pomyśleli by, że oszalał. To był człowiek zakochany w Chrystusie. I nam dzisiaj potrzeba jest miłości do Jezusa, miłości, która pozwoli nam być rozpalonymi, nawet w tych dniach, kiedy wszystko stygnie: cudzołóstwa w Kościele, odstępstwa. Żyjemy w czasach stygnięcia ludzi, którzy wcześniej byli zapaleni dla Pana. I to stygnięcie próbuje zgarniać nas. A my musimy dodawać sobie siły i otuchy poprzez Chrystusa, błogosławić się nawzajem, modlić się, wspierać się.

Kiedy patrzymy na Hebrajczyków, to nie są ludzie, którzy na ten czas są prawdziwie chrześcijanami. Są zagubieni i Paweł pisząc ten list, chce wydostać ich z tego zagubienia. Sam tego doświadczam bardzo mocno i w tej chwili, że ta walka toczy się o moje i twoje wnętrze. Co tam będzie? Czy będzie Chrystus, czy pieniądze, zarobki i jakieś inne doświadczenia? Naszego rozpalenia najbardziej chce Chrystus.

Wiecie, jedyny prawdziwy mężczyzna jakiego znamy, to jest Chrystus. Wszystko inne, to nie są mężczyźni. Poza Chrystusem nie ma mężczyzny. To jest jedyny prawdziwy mężczyzna od początku do końca, całkowicie prawdziwy. Dlatego pokochać takiego mężczyznę jest przywilejem dla nas, Kościoła. Poznawać Go i opowiadać sobie nawzajem o cudownych cechach naszego Oblubieńca. Zobaczcie jak brakuje w Kościele rozmów, które czczą, uwielbiają Jezusa, cieszą się Jego wspaniałością, które mówią, jak cudowny jest Ten, który siedzi po prawicy Ojca.

Nieraz myślę, że chciałbym widzieć Go. Opowiadałem wam już, jak kiedyś, po pewnych doświadczeniach przyszedł do mnie w nocy Jezus i był całą noc ze mną, bez słowa. Wtedy było mi tak dobrze z Jezusem i wtedy On przekazał mi bez słowa, że cała wieczność taka będzie z Nim. Kiedy słyszę ludzi mówiących, że po śmierci będziemy podróżować po gwiazdach, zwiedzać te wielkie przestrzenie, myślę: „o, ludzie, nie wiecie, co mówicie, to nie jest biuro podróży”. To jest , kiedy wchodzisz w obecność Bożą, wchodzisz w obecność miłości i nigdy nie będziesz niczego innego pragnął. Będziesz już całkowicie zaspokojony. Jeśli jestem z Bogiem, już bez tego ciała i z Nim będę, cała wieczność jest odpowiednią ilością czasu, żeby być z Nim. Z Nim jest tak dobrze. Jego sama obecność jest już wystarczająca. Przez tą noc, Pan dał mi tą lekcję – cała wieczność z Nim, wieczne szczęście. Nigdy nie będziemy wspominać tego, co było. Nigdy nie będziemy wracać myślą do przeszłości, ponieważ nie będzie tam miejsca dla przeszłości. Tak doskonałe jest to miejsce. I tak cudowny jest Pan.

Ale dzisiaj musimy iść przez wiarę i musimy patrzeć w Jego kierunku i oczekiwać, że On pomoże nam przejść. Taki obraz – stoi sobie piec i ma wszystko przygotowane, żeby grzać, ale musi być ktoś, kto wrzuci coś do tego pieca. Prawda? Jesteśmy jak ten piec, ale trzeba napalić w nas. Modlimy się, śpiewamy: „rozpal ogień, Panie w sercu moim już. Rozpal, żebym był użyteczny dla Twojej chwały, żeby Twoje ciepło mogło przeze mnie spłynąć.” To jest bitwa. Wróg, który szaleje i wie, że czasu ma niewiele, chce zamknąć tobie i mnie usta. Chce włożyć coś innego w usta, by mówić jakieś frazesy, ale nie uwielbienie Jezusa. „To tak głupio wygląda, kiedy jest się zakochanym w Jezusie. Z powodu tej ludzkości trzeba mówić to jakoś tak inaczej.” Jest taka jedna pieśń, pieśń apostoła Pawła:

Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz? Jak napisano: Z powodu ciebie co dzień nas zabijają, uważają nas za owce ofiarne. Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował. Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. Rzym.8,35-39. 

To była pieśń apostoła. „Nic nie jest w stanie odłączyć mnie od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie i ja chcę kochać Go.” Niech ta miłość Boża będzie rozlewana w naszych sercach. Niech ten zamysł apostoła, kiedy pisał list do Hebrajczyków, zrealizuje się w moim i twoim sercu. Ten kochający apostoł, jest to przecież apostoł pogan, powiedzmy nasz, który był największym naszym wrogiem, kiedy jeszcze nie znał Jezusa, a potem gotowy był życie położyć za nas. Niech te jego słowa brzmią w naszych sercach bardzo wyraźnie: „potrzebujemy Panie, Ciebie. Twojej wielkości, Twojej chwały, tego, kim jesteś.”

Paweł pisał do Galacjan: „oto wymalowałem w sercach waszych obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego”. On potrafił malować, jego słowa malowały obraz Jezusa. Był tak zakochany, tak wpatrzony w swego Króla, że potrafił słowami malować, jak pędzelkiem po obrazie, obraz swego Zbawiciela. Piękne jest to, prawda? Mieć tak kochające serce, że kiedy otwierasz usta, to tak, jakby pojawił się pędzelek i malujesz obraz swojego ukochanego Mistrza. Tego potrzebujesz, bracie i siostro. Nie potrzebujesz litery, ale Syna Bożego. Słowo Boże, które jest żywe i skuteczne, i może oddzielić cię od wszystkiego, co jest przeszkodą dla Bożej chwały w tobie, czy we mnie. Ono może odciąć to. Niech Bóg pomoże nam, niech to będzie naszą modlitwą: „Panie, dla Ciebie.” Lepiej, żebyśmy te gruntowne wstrząsy, poruszenia, przeżywali dzisiaj, bo tak, jak mówi apostoł: „są takie rzeczy, którymi wstrząsnąć nie można”. Wszystko, co w Chrystusie jest nie do wstrząśnięcia. To jest wieczne, to jest prawdziwe.

Wiecie, mój i twój cały umysł musi poddać się Słowu Bożemu: „odnowieni w duchu umysłu swego dążmy do tego, co miłe jest Bogu”, jak pisze apostoł Paweł. Myślmy o tym, co w górze, pozwalajmy Duchowi Świętemu rozkochiwać nas w Jezusie. To jest nam potrzebne, żebyśmy kochali Pana, żebyśmy dla Niego byli gotowi żyć i umrzeć i wiedzieli, że to jest warto.

Kiedyś powiedzieliśmy sobie, że z kim zasypiasz, z tym będziesz mieć dzieci. Jeśli zasypiasz z Panem, będziesz mieć łagodność i cierpliwość. Dlatego jest tak ważne, czy kiedy kładziemy głowy na poduszce, czy jesteśmy z Panem Jezusem. Pan nawet w nocy poucza swoich umiłowanych. Jest ważne więc, w jaki sposób skłonimy nasze głowy, w jaki sposób położymy się, czy serca nasze są czyste. Gdyby w naszym sercu było jakieś złe nastawienie, czy cokolwiek innego, oczyśćmy się z tego w krwi Jezusa, ale też patrzmy w tym kierunku, żeby Pan mógł przyjść do nas w nocy i pouczać nas w tych Pańskich ciekawych, wspaniałych sprawach, abyśmy mogli powiedzieć Mu z ranka: „jak cudowny jest Pan, jak wspaniale jest należeć do Niego”. Tego właśnie brakuje w chrześcijaństwie, normalnych ludzi, którzy kochają Jezusa, którzy cieszą się Jezusem i mogą powiedzieć, jak bardzo dobry jest Pan, jak Pan kształtuje ich życie, jak prowadzi ich. Już nie raz mówiliśmy o tym, że dzisiejszy człowiek może więcej powiedzieć o złu niż o dobru. Dlaczego tak jest? Gdyż więcej myśli o złu, niż o dobru.

Jeśli będziemy więcej myśleć o tym, co w górze, będziemy mieć więcej słów, które będą błogosławieństwem, ale jeśli będziemy więcej myśleć o tym, co na ziemi, będziemy mieli więcej słów, które są przekleństwem. Myślmy o tym, co w górze, myślmy o tym miejscu, które jest przeznaczone dla wszystkich, którzy w Chrystusie będą znalezieni, kiedy przyjdzie czas doświadczenia tej ziemi. Amen.

Jan 14:23