Od wiary do wrogości

Od wiary do wrogości – część 3

     A więc Pan Jezus kocha tych ludzi, kocha ciebie, mnie. Mówi nam cudowną prawdę i dobrze, żebyśmy tą prawdę przyjęli. Dobrze, żebyś uwierzył Panu, że On może uwolnić cię z wszystkich więzów. Wiecie jak smakuje człowiek, który jest wolny? Jak inny jest on? Nie lęka się, nie zabezpiecza się jakimiś rzeczami. Nie osłania się parawanami, jest po prostu otwarty. Tak, jak mówi Paweł: „oto otwieram moje serce, zajrzyjcie. Tam nie ma nic przeciwko komuś z was, jest tylko miłość do was”.

Pięknie, mieć takie czyste serce, otwierasz je i mówisz: „zobaczcie, nie ma tam nic złego, nie muszę się zastawiać parawanami, nie muszę udawać, nie muszę uśmiechać się, kiedy jestem zagniewany.” Kiedy jestem zagniewany, to musi to być w święty sposób. Jeśli uśmiecham się, to też w święty sposób. Mogę się gniewać w święty sposób i uśmiechać w święty sposób. Mogę być prawdziwy w każdym czasie, jeśli moje serce jest czyste, a jeśli nie, wtedy zachowuję się nieprawidłowo. Jezus mógł być w święty sposób zagniewany i uprzejmy w święty sposób. Mógł być łagodny w święty sposób, czekać, ale mógł się też rozgniewać i zawsze był święty. Nigdy nie przestał być święty.

Nasza wizja chrześcijaństwa czasem jest taka religijnie ułożona. Dusimy się w tym religijnym sosie, kiedy czasami trzeba powiedzieć komuś poważne słowa. Dobrze, jeśli możesz z kimś rozmawiać już coraz szczerzej, otwarcie, rozumiecie się nawzajem. Pięknie jest wtedy, bo wtedy nawzajem pomagamy sobie. Możemy wtedy łączyć się ze sobą i służyć Panu, przez to rozumiemy Pana coraz bardziej. Chodzi o to żebyśmy wszyscy rozumieli Pana, żebyśmy mogli pojmować, że w Chrystusie mamy wolność. Nie jesteśmy doskonali, nie szukamy doskonałego super człowieka, szukamy człowieka, który ufa Panu, który wierzy Jezusowi w to, co On powiedział i w tym kierunku będzie poddawał Mu się.

Skoro Jezus mówi: kogo Ja wyswobodzę, prawdziwie wolnym będzie, to dobrze jeśli znajdujesz człowieka, który mówi: „Amen, Panie. Jestem jeszcze w wielu złych położeniach, ale Panie, od dzisiaj dziękuję Ci za te cudowne słowa. Od dzisiaj Panie napełniaj mnie Twoim dobrem. Chcę czynić dobro Twoje, a gdy coś nie uda mi się, to dziękuję Ci za Twoją ofiarę. Ty mnie oczyszczasz.”

Kto umie dobrze czynić, a nie czyni – Jezus musi nauczyć cię tego. Ale jeśli ty nie będziesz chodził z Jezusem, to tak jakbyś nie odrabiał lekcji i potem powiesz: „ja tego nie umiem czynić”. I tak jesteś winien. Jezus uczy nas codziennie czynienia dobra i my codziennie musimy się z Nim nauczyć, tak jak uczniowie szli z Jezusem. Musimy uczyć się z Jezusem. Chodzi o to, żebyśmy codziennie chodzili i uczyli się naśladować Pana. Wtedy On daje nam tą cudowną swobodę, żebyśmy mogli żyć na tej strasznej ziemi i nie ulegać temu złu, któremu uleglibyśmy, gdyby Pan nie oddzielił nas poprzez swoją krew.

A więc ta rozmowa jest jedną z najpoważniejszych rozmów prawie, jakie znajdujemy w Biblii. Widzimy tu wspaniałość Króla i jakby ślepotę, głuchotę człowieka. Człowiek ogłuszony, oślepiony jest religią, gdyż to właśnie czyni religia. Religia lubi mieć ludzi, lubi ustanawiać swoich ludzi, religia lubi być bogata, zasobna w różne rzeczy, w pieniądze. Podczas gdy życie Jezusa zwrócone jest w kierunku wieczności.

Za każdym razem kiedy siądziemy do tych słów, znajdziemy tam jeszcze następne wartości, bo tak cudowny jest Boży Syn, aż serca nasze rozpłyną się we wdzięczności: „Panie, jak Ty powiedziałeś, to jest amen!” Taka wiara, to jest ten moment, w którym ty widzisz już tylko możliwości Bożego Syna. Trzeba wzrastać, trzeba rozwijać się, dlatego czytamy te słowa, chcemy zrozumieć Syna Bożego i chcemy uchwycić się tych słów.

Pan Jezus mówi w 37 wierszu:

Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, lecz chcecie mnie zabić, bo słowo moje nie ma do was przystępu.

Rozumiecie? To jest to, o czym mówimy. Kiedy Słowo Boże nie ma do mnie, czy do ciebie przystępu, wtedy najeżamy się na Jezusa, bo my już nie rozumiemy Go. Nie jesteśmy świadomi, jakie to jest cudowne słowo i zaczynamy na bazie innych słów stawać w tej rozmowie z Jezusem. I wtedy zaczyna się robić niebezpiecznie, bo od słowa do słowa rodzi się agresja.

Wiecie, że oni wiele razy chcieli zabić Jezusa. Rozmawiali z Nim, a w pewnym momencie chcieli już zabić Go, bo już słowa Jezusa nie zgadzały się im z ich wierzeniami.

Pamiętacie, jak Żydzi słuchali apostoła Pawła i w którymś momencie zaczęli już krzyczeć: „ta ziemia nie powinna nosić takiego człowieka w ogóle na sobie”. Było to w momencie, kiedy powiedział, że Jezus posłał go do pogan, to znaczy do mnie i do ciebie. Tak ci ludzie nienawidzili nas, że jak usłyszeli, że on został przez Jezusa posłany do nas, to powiedzieli, że ziemia nie może takiego człowieka nosić.

A Szczepan? Słuchali historii i byli spokojni – zgadza się, amen, amen, aż do momentu, kiedy powiedział: „wy zawsze spieracie się z Bogiem”. To już nie pasowało i w tym momencie zaczęli stawać się agresywni.

Kiedykolwiek nie rozumiesz jakichś słów i w twoim sercu wzbudza się agresja, to właśnie jest ten moment, w którym musisz przyjść do Jezusa i prosić, żeby oczyścił cię, bo to nie jest dobre. Ten, który słucha drugiego człowieka, chociażby mówiącego pewne rzeczy, z którymi może nie zgadzać się, nie może być jednak agresywny. Już nie słucha, tylko uderza. Rozumiesz? Rozmawiasz z kimś i widzisz, że on już zupełnie nie słucha cię. Ma tylko swój argument i tylko tnie, rąbie, nie słucha nawet co mówisz, chociaż cytujesz Biblię, chociaż jest to Słowo Boże, nie słucha. To znaczy, że ten człowiek już najeżył się na ciebie i co byś nie powiedział, będzie cię zwalczał. I wtedy powoli już to nazywa się spór. Kiedy ty wchodzisz też w to i zaczynasz rozkręcać się, nie zwracając uwagi, to po pewnym czasie już jest w tym diabeł.

Pan Jezus nie daje wciągnąć się w to. Mówi co jest potrzebne, prawdziwe, rzeczywiste.

A więc, nie będziemy dalej poruszać się, pozostaniemy ponownie na tych słowach. Pragniemy dalej myśleć o naszym Panu i zawsze pamiętać, jak bardzo ważne jest dla mnie i dla ciebie, by uwierzyć w Niego, Jemu i dać się Mu prowadzić w każde miejsce, gdzie zechce. Zawsze mówić: „Panie Jezu, Ty możesz, Ty możesz i to, i to, i jeszcze to”. Wiecie jak cenni są ludzie, którzy tak wierzą? Pewna osoba modliła się o brata, który nie mógł przyjechać na zgromadzenie. Firma pracuje i nie ma szansy, żeby przyjechać. A ta głupia niewiasta (chodzi tu o zdrową głupotę) pomodliła się: „Panie, Ty możesz nawet odciąć tam prąd”. I co się stało? Odcięli prąd i to na ileś godzin. To trzeba naprawdę być głupim, żeby tak wierzyć. Mądry myślałby sobie: „niemożliwe, wszystkie możliwe sposoby zostały już osiągnięte”.

Wiecie, my musimy być jak dzieci w modlitwie. A dziecko nieraz prosi: „tato podrzuć mnie na ten księżyc”. „Niemożliwe”, ale u Pana jest to możliwe.

Spójrzmy jeszcze na taki pewien moment. Otwórzmy Ewangelię Jana, 18 rozdział. Przedstawiona tu jest rozmowa Pana Jezusa z Piłatem.

Żal mi tego człowieka. Postawiono go wobec strasznej sytuacji. Uczynili to ludzie, którzy wierzyli, że wierzą w Boga. Uważajmy, żebyśmy my czasem nie postawili w takiej sytuacji ludzi ze świata, żeby rozsądzili, który chrześcijanin ma rację, bo to jest draństwo. Apostoł Paweł mówi: „jeśli macie sprawę między sobą, idźcie do wierzących, nie do niewierzących.” Ten niewierzący człowiek, Piłat, miał sumienie, miał żonę, która była ostrzeżona przez Boga i ona również jego ostrzegała. Postawiony był w bardzo niezręcznej sytuacji przez ludzi, którzy mieli świątynię. Wprawdzie zajęte były ich tereny, ale mówili o sobie, że są ludem Boga żywego. Raptem stawiają tego człowieka wobec strasznej sytuacji. Piłat wije się jak piskorz, żeby uciec z tego i mówi: „zaprowadźcie go do króla” (może on coś załatwi, a ja będę miał spokój, przecież on jest z tego narodu, coś więcej wie na ten temat, zaprowadźcie go do króla). Piłat wywinął się, a Żydzi z powrotem przyszli za jakiś czas do niego. I znowu myślał: „jak tu się wywinąć, może jak ubiczują Go, to zlitują się nad Nim i puszczą Go.” Rozumiecie? Piłat starał się za wszelką cenę uwolnić Jezusa, Syna Bożego, a ci, którzy mienili się Bożym ludem i byli tym ludem, musieli ukrzyżować swego Zbawiciela. Tak bardzo byli daleko od Boga. Rozumiecie? Jaka to jest straszna sytuacja?! Ludzie, którzy powinni kochać Jezusa, muszą wydać Go na ukrzyżowanie. To jest Bóg, ale to jest ich wina. Oni odwracali się do Boga plecami, kiedy powinni być zwróceni twarzą.

Teraz oni sami wydadzą na ukrzyżowanie Tego, który jest ich Zbawicielem, a że nie mogą zrobić tego własnymi rękoma, to będą zmuszać, będą walczyć przeciwko poganinowi, żeby on to zrobił. Czy widzicie tą straszną sytuację? Wiecie, kiedy człowiek wierzący jest już w takiej sytuacji, to jest największa tragedia jaka, może być, kiedy on sam, sam niszczy to, co jest jego dobrem i zmusza do tego jeszcze kogoś, żeby uczynił to za niego.

Piłat słyszy Jezusa, on nie widzi w Jezusie winy, jest obiektywny i mówi: „broń się”, ale Pan Jezus milczy. „Czy nie wiesz, że mam władzę wypuścić cię i ukrzyżować cię?” „Nie miałbyś takiej władzy, gdyby nie była ci dana z góry”. Piłat słyszy, widzi Jezusa i doznaje, że rozmawia z kimś prawym, szczerym, prawdziwym, a jednak ci religijni ludzie zmusili go do tego, żeby wydał Jezusa na ukrzyżowanie. Wywierali taką ogromna presję, że w końcu postraszyli go cesarzem i wtedy Piłat poddał się.

To są straszne rzeczy. Czasami ludzie w świecie są bardziej obiektywni od chrześcijan religijnych, a może częściej są obiektywni i patrzą inaczej na pewne rzeczy, chociaż nie należą do Boga, ale mają jakieś rozeznanie dobra i zła. Podczas, gdy zaciekłość tych, którzy odwrócili się już od Boga jest straszliwym orężem i presją. Zobaczcie, ta zaciekłość w nich wywołała prawdziwość Chrystusa.

Kiedy my będziemy żyli w prawdziwości Chrystusa, jako wolni ludzie, ci religijni ludzie będą zaciekli przeciwko nam. I pewnego dnia może być, jak za czasów reformacji. Szli do księcia i mówili, że tego człowieka trzeba spalić, ponieważ on wprowadza chaos między chrześcijan i ten książę był w końcu zmuszony. Czytamy o takim księciu, który bronił się, starał się zwołać radę, żeby ustalić, a oni mimo wszystko na tej radzie mówili: „ty musisz to zrobić, Bóg dał ci miecz, żebyś wymierzał sprawiedliwość, ty musisz to zrobić.” I on w końcu zrobił to.

A więc, to nie tylko z Piłatem, ale również w następnych pokoleniach przewija się to samo doświadczenie i my możemy jeszcze dożyć czasów, kiedy tak samo będzie wyglądało, kiedy ta zaciekłość religii stanie przeciwko dzieciom Bożym, aby zabić ich, posługując się niewierzącymi.

Bądź gotowy, bracie i siostro wytrwać w prawdzie, a będziesz tam, gdzie Boży Syn. Niech Pan błogosławi tobie i mnie. Amen.

Jan 14:23