Znaczenie krzyża w życiu Apostoła Pawła
Znaczenie krzyża w życiu Apostoła Pawła - część 1
Chciałbym podzielić się z wami pewnym fragmentem z Biblii, dobrze nam znany fragment z trzeciego rozdziału listu do Filipian. Jest to wyznanie apostoła Pawła i będę chciał z wami też trochę pobyć z tym tekstem.
„Ponadto bracia moi, radujcie się w Panu. Pisać do was jedno i to samo nie przykrzy mi się, dla was zaś jest to zabezpieczeniem. Strzeżcie się psów, strzeżcie się złych pracowników, strzeżcie się przesady w obrzezywaniu. My bowiem jesteśmy obrzezani, my, którzy czcimy Boga w duchu i chlubimy się w Jezusie Chrystusie, a w ciele ufności nie pokładamy. Chociaż ja mógłbym pokładać ufność w ciele. Jeżeli ktoś inny sądzi, że może pokładać ufność w ciele, to tym bardziej ja: obrzezany dnia ósmego, z rodu izraelskiego, z pokolenia Beniaminowego, Hebrajczyk z Hebrajczyków, co do zakonu faryzeusz, co do żarliwości prześladowca Kościoła, co do sprawiedliwości opartej na zakonie, człowiek bez nagany. Ale wszystko to, co mi było zyskiem, uznałem ze względu na Chrystusa za szkodę. Lecz więcej jeszcze, wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa i znaleźć się w Nim, nie mając własnej sprawiedliwości, opartej na zakonie, lecz tę, która się wywodzi z wiary w Chrystusa, sprawiedliwość z Boga, na podstawie wiary, żeby poznać go i doznać mocy zmartwychwstania jego, i uczestniczyć w cierpieniach jego, stając się podobnym do niego w jego śmierci, aby tym sposobem dostąpić zmartwychwstania. Nie jakobym już to osiągnął albo już był doskonały, ale dążę do tego, aby pochwycić, ponieważ zostałem pochwycony przez Jezusa Chrystusa.
Bracia, ja o sobie samym nie myślę, że zostałem pochwycony, ale jedno czynię: zapominając o tym co za mną i zdążając do tego, co przede mną, zmierzam do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany przez Boga w Chrystusie Jezusie. Ilu nas tedy jest doskonałych, wszyscy tak myślmy; a jeśli o czymś inaczej myślicie, i to wam Bóg objawi; tylko trwajmy w tym, co już osiągnęliśmy.” Filip. 3, 1-16
Apostoł Paweł przedstawia nam pewne doświadczenie swojego życia, w spotkaniu z Panem Jezusem Chrystusem i chciałbym, żebyśmy zobaczyli jego słowa, poprzez rożne miejsca, w których wypowiada się na ten temat.
Apostoł Paweł nie tylko mówi w liście do Filipian, że uznaje wszystko za szkodę wobec Chrystusa Jezusa. To nie są tylko słowa, które mają pokazać górnolotną mowę człowieka, że pięknie potrafi się wypowiadać i naprawdę w tych słowach brzmi piękna nuta krasomówcy, ale apostoł Paweł rzeczywiście wszystko uznał za szkodę i za śmieć.
Lit do Galacjan 6,14:
„Co zaś do mnie, niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego świat jest dla mnie ukrzyżowany, a ja dla świata.”
On nie tylko mówi, że wszystko uznaje za śmieć, że ponosi pełną szkodę wobec poznania Chrystusa, ale on rzeczywiście umarł dla świata, a świat dla niego. Świat już nie miał zysku z Pawła, ani też Paweł niczego nie szukał w świecie. Krzyż Chrystusowy skończył jakiekolwiek powiązania Saula z Tarsu ze światem, kiedy stał się Pawłem. On był pośród świata, on żył dla tego świata jako światło, które miało przyprowadzać ludzi z tego świata do Jezusa Chrystusa.
Będę czytał z 14 rozdziału Ewangelii Łukasza. Patrzcie na to uważnie, starajmy się zrozumieć przesłanie ewangelii, a także zobaczyć doświadczenie naszego życia. Pan Jezus powiedział takie Słowa, od 25 wiersza:
„A szły z nim liczne tłumy, i obróciwszy się, rzekł do nich: Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim.”
Apostoł Paweł nie mówi tylko, że poniosłem szkodę, a w rezultacie codziennie żyję w braterstwie z tym światem, ale rzeczywiście ten świat został dla niego ukrzyżowany, a on dla świata. Jezus Chrystus stał się dla Pawła tak wielkim i ważnym, że on w krzyżu Chrystusa zobaczył koniec, stracony dla tego świata. Człowiek, chociaż żył nadal, przestał być częścią tego świata. Z powodu krzyża Chrystusa ten świat już nie mógł zaliczyć Pawła do tych, którzy do niego należą. Rozumiecie? Świat stracił człowieka, a człowiek wcale tym się nie martwił, że stracił świat. Wcale już nie zależało mu na rzeczach tego świata, na pozycjach, na aplauzie tego świata. Nie zależało mu już zupełnie na tym, na czym zależy ludziom tego świata; na pozycjach królewskich, pozycji namiestnika, czy jakichś wysoko postawionych, żeby im ludzie hołubili. Apostoł Paweł umarł dla tych wszystkich rzeczy, poniósł pełną szkodę. Świat określiłby, że człowiek stracił sens życia, ale stracił go według mody tego świata. Paweł zrobił to rzeczywiście, co powiedział Chrystus Pan: „Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim.” Apostoł Paweł mówi: krzyż Jezusa Chrystusa skończył moje życie dla świata. To co apostoł mówi: „nie przykrzy mi się przypominać wam to stale,” całym życiem swoim pokazał, że to jest prawdziwe. Dlaczego? Bo Jezus Chrystus nie był dla Pawła tematem do rozmów, ale rzeczywistością, z której korzystał, aby wrócić do Ojca. Inaczej Jezus Chrystus zajął tak Pawła, że gdyby uznać śmierć i to, co stało się z Pawłem, to byłoby jedno i to samo. On umarł dla tego świata, a świat dla niego.
Myśl o tym. Czy widzisz, że takie jest przesłanie ewangelii, że człowiek, który należy do Chrystusa w całej pełni, już nie może należeć do tego świata, bo tam jest inny duch. Krzyż Chrystusa przecina wszelkie więzi. A więc zobacz, że kiedy apostoł Paweł pisze: „poniosłem wszelką stratę, wszelką szkodę z powodu Chrystusa”, to jest rzeczywistość w jego życiu.
Pan Jezus mówi: ”Takwięc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego co ma, nie może być uczniem moim”.(Łuk.14,33). I apostoł Paweł zrobił to, co powiedział jego Mistrz; wyrzekł się wszystkiego. Jeszcze jest często tak, że ludzie patrzą na ojca, matkę, brata, siostrę, czy na swoje życie i wtedy nie mogą usłyszeć, co mówi Jezus. Te słowa nie są dla nich słowami, które poruszają ich serce. Apostoł Paweł nie chciał być głupią kłodą, która słucha pięknych słów, ale nie może na nie reagować, gdyż pozostaje nadal częścią tego świata. Otrzymawszy duchowe uszy, on zaczął słuchać, co mówi Pan i dla niego stało się to najwyższe, aby znaleźć się w Nim; o to mu chodziło. I pozostać w Nim na zawsze, w Jezusie Chrystusie, bo to jest ratunek.
I my musimy to widzieć, czy nasze ziemskie, światowe życie jest w stanie wejść do wieczności. Dlaczego więc człowiek balansuje w tym światowym życiu, tak jakby nie wiedział, że krzyż Chrystusa stanął właśnie z powodu tego światowego życia. Człowiek nadal myśli sobie, że może być uczniem Jego i pojmować Jego naukę, żyjąc tak, jakby dla niego nadal ten świat istniał. Ludzie biorą różne rzeczy, żeby tylko coś z tego świata jeszcze mieć, skorzystać. Słowo Boże mówi, jak mamy używać tego świata - jak byśmy go nie używali, bo przemija ten świat, ma swój koniec. Nie mogą nas rzeczy tego świata zachwycać, bo wtedy znaczy, że Chrystus nie ma już odpowiedniego miejsca w naszym życiu.
Czy widzimy, że tylko i wyłącznie takich uczniów ma Chrystus Pan, że nie jest takie proste być Jego uczniem, jeśli człowiek naprawdę nie przyjmie swego krzyża? Nie umrze dla świata, a świat dla niego? - Nie będzie słyszał Słów Jezusa. Wiemy, że pewnego dnia przyjdzie sąd i Pan wróci, aby osądzić każdą sprawę, a niestety możemy zobaczyć, jak często pod naporem tych światowych rzeczy, człowiek rezygnuje, poddaje się, cofa się, nikczemnieje jego życie. Nie jest to już szlachetne życie tego, który jest wszczepiony w Jezusa Chrystusa, tylko życie obłudne, cwaniackie.
Apostoł nie mówi: „wiecie, ja jestem wyjątkowym człowiekiem, dlatego, że jestem taki wyjątkowy, krzyż Chrystusa stał się końcem więzi moich ze światem.” Apostoł Paweł doznawszy tego, że Jezus jest Mistrzem, w sercu swoim doświadczył z łaski Boga objawienia tego Mistrza. I w Jezusie zobaczył wszystko, co jest mu potrzebne do życia i pobożności, dlatego zostawił świat, nie bawiąc się między wyborami, co jeszcze może mu się podobać z tego świata. Umiał żyć w każdym doświadczeniu, dlatego, że Chrystus stał się rzeczywistością, pełnią jego życia. Powiedział: „naśladujcie mnie, jak ja naśladuję Jezusa.”
Zobaczmy i my dzisiaj, czy w naszym ziemskim doświadczeniu jest to, że świat dla nas umarł a my dla świata? Dlaczego ożywają w ludzkich sercach skąpstwo, nałogi, złośliwości, kłamstwa, obmowa? Skąd bierze się to? Jeśli odwraca się oczy od Chrystusa, to to, co światowe musi z powrotem wchodzić. Człowiek nie może być pusty. I to jest wielkie niebezpieczeństwo, że ludzie przychodzą do Chrystusa i powierzchownie odradzają się, ale wewnątrz nich nadal jeszcze jest światowa pożądliwość. I może stać się, że po jakimś czasie taki człowiek, może być gorszy niż był na początku. Tu nie ma zabawy. Pan Jezus powiedział: jeśli chcesz pójść za mną i żyć, to musisz zaprzeć się wszystkiego i siebie samego też i wziąć krzyż.
Zobaczcie, że możemy słuchać Słów Mistrza i myśleć sobie, że można inaczej. Jak wyglądalibyśmy, gdybyśmy na przykład tak słuchali ludzi, którzy mają jakieś prawo do tego, by dysponować naszymi finansami, którzy zatrudniają nas w pracy, czy cokolwiek innego, i jeśliby oni coś mówili, a my i tak po swojemu robilibyśmy. Jak wtedy wyglądałoby to? Pan Jezus mówi: jeśli chcesz być moim uczniem, to musisz znienawidzić wszystko, łącznie ze swoim życiem. I apostoł Paweł powiedział: ja to przyjąłem, znienawidziłem świat, a świat znienawidził mnie. I dlatego wiele razy był atakowany przez świat. Dla świata ten człowiek był niebezpieczny, bo gdziekolwiek pojawił się, tam świat był wstrząsany jego pragnieniem Chrystusa. Nie on był wstrząsany pożądliwością świata i nie balansował, ile z tej pożądliwości jako apostoł może jeszcze wziąć. Ale ten świat pełen pożądliwości wstrząsany był naturą, która napełniała apostoła; jego rzeczywistością miłości do Chrystusa, troską o to co jest bliskie sercu Chrystusa.
I zobaczmy, że dzisiaj często jest tak, że ludzie rozglądają się za jakimiś cudami, wydarzeniami i nie widzą, że prawdziwym sensem życia chrześcijanina jest to, żeby iść za Jezusem z krzyżem. Ludziom jest koniecznie potrzebne „coś” w kościele, żeby mogli normalnie funkcjonować, podczas, gdy zapominają o czymś najważniejszym: czy już znienawidzili swoje życie, czy już tak je znienawidzili, żeby nie zważać na nie, lecz tylko na to, co Chrystus chce z nimi uczynić. Często ludzie ze względu na innych robią różne rzeczy, zapominając, że mają mieć w nienawiści cielesność ludzi i swoją też. Wszystko, co cielesne i zmysłowe powinno być znienawidzone. A to nie może stać się inaczej, jeśli w sercu nie mieszka Chrystus. Tylko On może spowodować, że człowiek patrząc na Niego widzi rzeczywiście, co dzieje się w tym świecie i nie ulega temu światu.
Zobacz, czy nie wracasz jak wędrowiec, jak pielgrzym wychodźca, który nie ma tutaj niczego, czego szukałbyś i rzeczy tego świata nie interesują cię. A gdzie one dopadły cię jeszcze, tam wiesz, że krew Jezusa jest wystarczająca, żeby ci pomóc, żebyś uwolnił się od tych rzeczy, żebyś nie należał do tego świata, ani świat do ciebie. Umarli dla świata. „Poniosłem wszelką szkodę, zostawiłem wszystkie moje pragnienia, dążenia, marzenia światowe. Krzyż zakończył to.” Tak, jest to jeden z tych elementów, gdzie apostoł Paweł nie tylko mówi, że poniosłem wszelką szkodę, aby należeć do Chrystusa, ale rzeczywiście krzyż przeciął jego więzi ze światem. I to samo musi być w życiu każdego ucznia Jezusa Chrystusa, bo to powiedział Jezus Chrystus. Bez krzyża nie można być Jego uczniem. A krzyż to jest śmierć dla świata.
Zobaczmy co jeszcze stało się w życiu apostoła i musi stać się w życiu każdego, który należy do Jezusa Chrystusa.
2Kor. 4,10 -12:
„Zawsze śmierć Jezusa na ciele swoim noszący, aby i życie Jezusa na ciele naszym się ujawniło. Zawsze my bowiem, którzy żyjemy, dla Jezusa na śmierć wydawani bywamy, aby i życie Jezusa na śmiertelnym naszym ciele się ujawniło. Tak tedy śmierć wykonuje dzieło swoje w nas, a życie w was.”
Apostoł mówi, że on umarł, aby mógł żyć w nim Chrystus. To jest poniósł wszelką szkodę, tam gdzie ludzie szukają czegoś dla siebie, dla swoich rodzin, tam on już tego nie szukał. Oni biegają, troszczą się o różne rzeczy, on już się o to nie troszczy. Oni nie mają czasu dla Chrystusa, on nie ma czasu dla świata. Oni napełnieni są pożądliwościami, które władają tym światem, on już napełniony Chrystusem Jezusem. Jezus, przez apostoła Jana mówi, że ten zwycięża świat, kto wierzy, że Jezus Chrystus jest Synem Boga. Apostoł zwycięża świat, umarł dla niego, jak czytaliśmy wcześniej; umarł też, aby mógł żyć w nim Chrystus.
Widzicie jak wielkie jest to, co uczynił Pan - Jego zdobycie człowieka na własność?
List do Rzymian, 6 rozdział od trzeciego wiersza. Czytamy o chrzcie:
„Czyż nie wiecie, że my wszyscy ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć Jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili. Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania, wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi. Kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu. Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z nim żyć będziemy, wiedząc, że zmartwychwzbudzony Chrystus już nie umiera, śmierć nad nim już nie panuje. Umarłszy bowiem, dla grzechu raz na zawsze umarł, a żyjąc, żyje dla Boga. Podobnie i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie Panu naszym. Niechże więc nie panuje grzech w śmiertelnym ciele waszym, abyście nie byli posłuszni pożądliwością jego.”Rzym.6,3-12.
Umarliśmy dla grzechu. Paweł mówi, że poniosłem wszelką szkodę. Ten świat nurza się w grzechach i czuje się dobrze, jemu jest to potrzebne, bo bez tego nie ma radości, prawda? Człowiek, który miałby nawrócić się do Pana mówi; co to za radość kiedy nie będę mógł pić, palić, na zabawy chodzić, co jeszcze z tego życia mi zostanie wtedy? Apostoł Paweł mówi; poniosłem wszelką szkodę. To co cieszy ten świat, ja dla tego umarłem – umarłem dla grzechu, grzech nie pociąga mnie. Świat nie potrafi żyć bez grzechu. Codziennie musi grzeszyć, bo to jest jego uciecha.
Czy stało się to już w twoim życiu? Apostoł nie tylko mówi, że poniosłem wszelka szkodę, ale rzeczywiście to jest w jego życiu i on o tym głosi wszem i wobec. On głosi śmierć na krzyżu dla świata, on głosi śmierć dla grzechu. Mówi; i wy tak uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Pana w Jezusie Chrystusie. Po co apostoł Paweł pisze to? Żeby tak było. A więc, czy już straciliśmy świat i straciliśmy uciechę grzechu?
Zobaczmy dalej. Będę czytał 2Kor.5,14:
„Bo miłość Chrystusowa ogarnia nas, którzy doszliśmy do tego przekonania, że jeden za wszystkich umarł; a zatem wszyscy umarli.”
Jakie cudowne przekonanie; umarłem dla grzechu, umarłem dla świata. Jak dobrze uważać się za umarłego. Rzeczywiście mieć to w sobie; moc krzyża działającego w naszym życiu.
Ale pójdźmy dalej. Zobaczcie, że Paweł nie jest gołosłownym mówcą. Kiedy mówi, żeby wszystko stracić, żeby tylko zyskać Chrystusa, to on rzeczywiście idzie tędy, bo wie, że tylko taka jest droga. Wszystko stracić, uznać za szkodę, za śmieć wobec doniosłości samego Pana Jezusa Chrystusa, aby doznać Jego śmierci i Jego zmartwychwstania.
List do Galacjan 2,20:
„Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne moje życie w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie”
Posłuchajcie wyraźnie wszyscy, co mówi apostoł Paweł; żyję już nie ja. Czy widzicie chrześcijaństwo, które należy do Pana? - żyję już nie ja. Skoro umarłem, to już nie ja żyję. Można mówić, że umarłem i żyć dla świata, dla grzechu, dla siebie samego i być pustomówcą, który mówi coś, czego nie ma rzeczywiście w życiu.
Albo można rzeczywiście umrzeć i dla świata i dla grzechu i dla samego siebie. Po co? Powiem wam, że to, ku czemu teraz idę z wami jest skarbem najpiękniejszym z nieba, najpiękniejszym Bożym darem, danym człowiekowi. Nie żyję już ja, jakie to cudowne. Jeśli znienawidziłem samego siebie ze swoimi rzeczami, ze swoimi pragnieniami, dążnościami, mowami, zabawami, korupcją i zobaczyłem wartość prawdziwego Chrystusa, to wtedy najwyższym moim przywilejem jest to, że nie żyję ja, ale żyje Chrystus we mnie, że jest takie życie, które może być błogosławione i które mnie napełnia z góry. Jakie to szczęście dla tych, którzy idą do wieczności, spotkać się z Bogiem by pozostać z Nim na zawsze. Już nie żyję ja, jakie to szczęście. „Ja”, kiedy stanie przed Bogiem, pójdzie na zatracenie, ale kiedy już nie żyję ja, lecz żyje Chrystus we mnie, to żyje we mnie wieczność. On jest życiem wiecznym. Czy chcę żyć dalej jeśli wiem, że życie wieczne przyszło z góry, żeby napełnić mnie umarłego dla świta, dla grzechu, dla siebie samego? A więc zwróćcie uwagę, że chrześcijaństwo jest czymś prawdziwym i w tym właśnie pracuje Duch Boga. Więc obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze Syna Bożego, mam wiarę Jego w sobie.
1 list do Koryntian 15,10:
„Ale z łaski Boga jest tym, czym jestem, a łaska jego okazana mi nie była daremna, lecz daleko więcej niż oni wszyscy pracowałem, wszakże nie ja, lecz łaska Boża, która jest ze mną.”
Ale z łaski Boga, jestem tym, czym jestem. Nie mogę powiedzieć, że ja sam podjąłem decyzję, że umrę, ja sam załatwiłem swoją śmierć, ja sam przyszedłem do Chrystusa i zgodziłem się na to, żeby Jego życie napełniało mnie, życie, którego świat nienawidzi i żebym ponosił konsekwencje, że to życie napełnia mnie. (...)

