Oparci na Jezusie, trwający w Jego Słowach
Oparci na Jezusie, trwający w Jego Słowach – część 2
Jezus mówi: „oprzyj się na tym, co Ja mówię o sobie, kim Ja jestem dla ciebie. Oprzyj się tak mocno, że już nie będziesz miał żadnego oparcia na sobie.” Chodzi o to, by zobaczyć Jezusa takim, jakim On jest i usłyszeć słowa, które On mówi i na tym oprzeć się. Oprzyj się absolutnie, całkowicie, bo On napisał w siódmym rozdziale Ewangelii Jana:„jeśli kto chce poznać, że jest to Słowo od Boga, niech przyjmie, wejdzie w to Słowo i pozna, że to mówi Bóg.” Jezus to potwierdzi. To są doświadczenia, które Pan chce dawać swojemu ludowi. Tak, jak czytamy w Dziejach Apostolskich, gdzie zawołali do Pana o odwagę do głoszenia ewangelii, Pan dał im siłę i odwagę.
„Oprzyj się na mnie”, mówi Pan. „Oprzyj się całą siłą, nie zostaw sobie nic dla siebie, ponieważ Moje Słowa są prawdziwe.” Pan Jezus mówi: „kto buduje na moich Słowach, buduje na skale.”
I to jest pierwsze, co musimy nauczyć się. Nie opieraj się na tym, co będzie zrobione przez ciebie, oprzyj się na tym, kto będzie to robił. Kiedy słyszysz dalsze słowa Jezusa, żebyś mógł powiedzieć: „Pan to uczynił, Pan to sprawił, chwała Bogu Najwyższemu, że podjął się takiego działania”. I serce twoje jest wolne, masz pokój z Bogiem i jesteś gotowy na to, żeby Bóg w tobie uczynił to. Nie mówisz: „ja sam”, tylko „to Pan”. Człowiek często chce zrobić coś sam, żeby powiedzieć: „zobaczcie, co zrobiłem, jaki wspaniały jestem”, a później szybko powiedzieć świadectwo: „jak cudownie uczyniłem to wszystko, pamiętajcie”. Ale Pan mówi: „kto szuka własnej chwały, nie należy do Boga, ale kto szuka chwały Tego, który go posłał, ten jest prawdziwy.”
A więc jak ważne jest, abyśmy usłyszeli o czym teraz mówi Jezus. Pierwsza i najważniejsza lekcja ewangelii to: słuchaj o Jezusie. Jest nawet taka pieśń: „o mów mi, mów o Jezusie”. Jak bardzo chciałbym słuchać tych słów – to jest pierwsza prawda. Kiedy człowiek usłyszy wszystko, co powinien usłyszeć, będzie spokojny. Ten, który zaczął, ten też dokończy. Pan nie mówi do mnie: „a ty dokończ”, mówi: „Ja zacząłem, Ja dokończę.” Cudowne.
Pan mówi, że skoro w Nim grzech został potępiony, to znaczy, że słowa, które płyną od Jezusa są błogosławieństwem dla nas, a nie przekleństwem. One nie zmuszają nas do wyższego działania, one poddają nas pod wpływ Jezusa. Jezus mówi:
Jeśli sprawiedliwość wasza nie będzie obfitsza niż sprawiedliwość uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do Królestwa Niebios.Mat.5,20
I co teraz? Wiemy, że wszyscy już dawno pięknie zatuszowali to, ukwiecili i chociaż żyją gorzej niż faryzeusze i uczeni w Piśmie, czują się lepszymi. Ale to Jezus powiedział, to znaczy, że On jako sprawiedliwość jest większą, wspanialszą sprawiedliwością. Jeśli Pan jest sprawiedliwością w tobie, czy we mnie, nasza sprawiedliwość jest większa od tamtych.
Wszystko uwielbia Syna. Duch Święty przyszedł uwielbić Jezusa, a więc na pewno to, co dzieje się w nas będzie musiało uwielbić Syna. Dlatego, kiedy Jezus wypowiada te słowa, to mówi: „słuchaj, co Ja mówię o sobie”. „Jeśli będziesz już pewien tego, kto mnie posłał i kazał mi te słowa powiedzieć, będziesz mógł słuchać dalej”. Jeśli będziesz wiedział, kto twoje grzechy zaniósł na drzewo, kto będzie chciał ożywiać cię każdego dnia dla Boga, będziesz mógł słuchać następnych słów. Chwała Bogu.
Wiecie, że Jezus wybrał sobie to, co było głupie pośród tego ludu i napełnił ich taką mądrością, że wszyscy, którzy słuchali ich mogli wiedzieć, że to nie są ich nauki. Chwała Bogu.
A więc słyszymy: jeśli wytrwacie w słowie moim. Bardzo często jest tak, że chrześcijanie uderzają w chrześcijan słowem. Oczywiście, mamy podstawę, Słowo Boże, by nawzajem napominać się tym słowem. Ale napominanie Słowem Bożym to nie jest rujnowanie czyjegoś życia, ale docieranie ze światłością, aby człowiek mógł zobaczyć to, co jest prawdziwe i w tym kierunku poruszać się. To słowo zawsze kieruje nas do wieczności, do Boga, jest drogą, którą mamy wracać. Dlatego ciężko jest, kiedy ludzie wierzący po iluś latach, mają przez cały czas problem z tym, że czegoś żąda się od nich, a oni nie za bardzo gotowi są to uczynić. Ale ta żywotność pochodzi przecież z Jezusa. Jezus opuścił niebo, aby przyjść do mnie i do ciebie. Później uczniowie mówili: „kiedy opuściliśmy nasze domy, co będziemy mieć za to?” Więcej domów, więcej rodzin, życie w wieczności.
A więc, pierwsza podstawowa lekcja, kiedy Jezus mówi te słowa, to musimy zajrzeć w słowa, które wypowiedział wcześniej, żeby wiedzieć, na których słowach każe się im oprzeć, żeby trwali w tym słowie. Nie wolno nam wkładać w Jezusa czegokolwiek, czego On jeszcze nie powiedział. Musimy usłyszeć dokładnie to, co On chce powiedzieć do tych ludzi.
Pan odwracał oczy tych ludzi od systemu narodu żydowskiego i przekierowywał ich do systemu narodu Chrystusa Jezusa. Pan obracał ich sposób patrzenia, którego nauczyli się, będąc Judejczykami, do sposobu patrzenia Chrystusowego. Wcześniej już mówiliśmy o Samarytance, która miała sposób myślenia starotestamentowy i Pan poprzez słowa, które do niej mówił, pracował nad jej umysłem, by przekierować ją na sposób myślenia nowotestamentowy. Kiedy niewiasta ta weszła już w ten sposób myślenia nowotestamentowy, pobiegła z radością powiedzieć, kim jest Jezus. To samo było z Nikodemem, z braćmi. Pracą Jezusa jest to, żeby zmienić sposób myślenia człowieka.
Jeżeli wytrwacie w słowie moim – trzymaj się mocno. Jeśli nie odrobiliśmy tej lekcji, musimy odrobić najpierw pierwszą. U Pana nie ma tak, że odrabiasz piątą lekcję, a później, kiedyś, pierwszą. Nie, u Pana pierwsza, to pierwsza.
Najpierw – kim jest Syn Boży. To jest pierwsza lekcja. Jeśli już jest ta lekcja odrobiona, to wtedy Boży Syn będzie działał w tobie. Jeśli nie ma pierwszej, to każde następne słowo, które mówi o codziennym życiu jest zebrane na siebie. Inaczej mówiąc, jeśli Jezus mówi pewne słowa do Żyda, Żyd patrzy na swoje ciało i myśli: „nierealne”. On musi patrzeć na Chrystusa, żeby powiedzieć: „możliwe, wszystko możliwe jest dzięki Tobie, Panie. Możliwe jest chodzić po wodzie, możliwe jest wstać z paraliżu, możliwe jest wstać z martwych, możliwe jest być uwolnionym z różnych rzeczy. Wszystko Panie możliwe!” Kiedy to dotarło do nich, biegli tłumami do Pana, znosili różnych chorych, bo widzieli w Jezusie możliwość. W ty momencie nie myśleli tyle o swojej grzeszności, o swoim życiu, ale zobaczyli możliwość uzdrowienia i biegli do Pana, szukali Go. Później zobaczyli możliwość nakarmienia i Jezus uczył ich tych pięknych lekcji, uczył kim On jest. Kiedy oni patrzyli na swoje ciało, nie rozumieli Jego działania. Pan powiedział: „szukacie Mnie, bo najedliście się. Nie szukajcie mnie dlatego, ale szukajcie tego żywego pokarmu, tego chleba z góry, który da wam życie wieczne.”
A więc Pan pokazuje nam, żebyśmy biegli do Niego z każdą sprawą. Tego Pan chce nauczyć nas, żebyś nic nie wziął na siebie, tylko kiedy masz doświadczenie, biegnij do Pana. „Kto będzie wzywał Mojego imienia, zbawiony będzie.” Główna bitwa diabła polega na tym, by odwrócić uwagę od Jezusa, a zwrócić się do swoich możliwości. I wtedy jest już porażka. Wtedy, kiedy diabeł używa innych ludzi, to oni oskarżają nas, chcąc wywołać reakcję próby zrobienia tego, co oni chcą. Diabeł też, kiedy przychodził do Jezusa, kusił: „jeśli jesteś Synem Bożym, zrób to, skocz, zamień ten kamień w chleb.” Chce wywołać reakcję.
Nie daj się skusić. Najpierw są momenty zaczepne, żebyś wszedł w pułapkę, a w pułapce są dalsze rzeczy, żebyś zaczął tłumaczyć się. Wtedy diabeł dalej wali, żebyś próbował naprawiać to, a kiedy próbujesz, on już cię ma. Pozostaw. Pan mówi: „jeśli idziesz do sądu, nie myśl, co będziesz mówił. Nie układaj sobie przemowy, Duch przemówi. Wszystko należy do Mnie.”
Dzisiejszy czas, to czas okradania z tego pierwszego, Pierworodnego, którym jest Syn, na którego szczególną uwagę każdy z nas musi zwracać. Jest to pierwsza bitwa diabła, jeśli ona jest wygrana, wtedy nasza religia nie ratuje nas. Pierwszy instynkt twój i mój, musi być Jezus. To musi być tak mocno, że choćbyś spał, cokolwiek działoby się negatywnego, to jest Jezus. Będziesz wzywał imienia Jezusa, czy śpisz, czy na jawie, jakkolwiek, to On jest pierwszy w twoim umyśle, twoim sercu. I to musi być każdego dnia.
Jezus, to jest moja zbawienie!
Dlatego Jezus mówi, kim On jest, żeby Chrystus był moim zbawieniem, twoim zbawieniem, żeby wszystko w nas wzywało imienia Pańskiego, żebyśmy nic nie wzięli na siebie.
Dzisiejszy czas pokazuje, że lud Boży został mocno poturbowany w tych sprawach. Jezus, Jezus, kim jest Jezus. Dlatego zastępuje się to różnymi substytutami, ludzie robią różne rzeczy na zgromadzeniach, zastępując Jezusa. Idziesz na zgromadzenie, a Jezus siada na górze i zaczyna mówić – to jest zgromadzenie Jezusa. Wiecie, kiedy myślę, jak powinny wyglądać zgromadzenia, to na pewno tak, jak wyglądały zgromadzenia Jezusa. I myślę, że to jest najpiękniejsze do czego powinniśmy kierować serce: „Panie, żeby zgromadzenia wyglądały tak, jak Ty chodziłeś po ziemi”. Jezus nie robił żadnego teatru, nigdy nie odgrywał sztuki, wszystko, co robił było autentyczne i prawdziwe i oby tak wyglądały nasze zgromadzenia. Gdyby przyszedł potrzebujący, żeby otrzymał to, co potrzebne. By nasza wiara w Syna Bożego była tak mocna, że nie widzimy problemu, tylko widzimy Jezusa, który ma moc rozwiązać każdy problem.
Nasza wiara musi być tak pewna Jezusa, że żaden problem nie jest większy od Jezusa. To jest podstawa, którą chce Jezus osiągnąć w każdym z nas. Żebyśmy tak mocno wierzyli w Niego, że żaden problem nie jest za duży. Jezus chce mieć taką wiarę zbudowaną w tobie i we mnie. Zgromadzenia są spokojne, tam nie ma wielkich wydarzeń, krzyków, ale jeśli przyszedłby potrzebujący, to otrzyma to, co potrzebuje. To są zgromadzenia Jezusa i Jezus chce mieć takie zgromadzenia na ziemi.
Jezus nie przyciąga uwagi do siebie ludzkimi metodami, nie potrzebuje wspaniałych muzyków, Jezus nie wynajął żadnego muzyka z drogimi instrumentami. Ale na tych zgromadzeniach, chciałbym być u Jezusa. Jeśli ktoś biegał tam, to biegał ten, który nie umiał chodzić, a Pan uzdrowił go, albo ślepiec, który nie widział, a później mógł widzieć: „widzę Panie!” Chciałbym być na takich prostych, spokojnych zgromadzeniach, na których nasza wiara jest tak pewna Syna Bożego, że jesteśmy gotowi na wszystko, co On zechce uczynić. „Panie, co chcesz to uczyń, moja wiara to jesteś Ty, Panie Jezu.” Serce Jezusa jest w tej sprawie, żebyśmy tak na Niego patrzyli.
Kiedy człowiek nawraca się w czysty sposób, to właśnie tak patrzy na Syna Bożego. Jego modlitwy są proste i Pan wysłuchuje, wszystko dzieje się dobrze. Później napotyka nauczycieli, ludzi, którzy nie znają Jezusa i oni zaczynają „wyprostowywać” to jego życie, ale tak wyprostowują, że później jest to karykatura chrześcijanina. Pierwsze, to wybijają z głowy, że można żyć na ziemi, nie grzesząc. To jest podstawowa lekcja wszystkich fałszywych nauczycieli.
Prawdziwy Nauczyciel mówił: „idź i nie grzesz więcej”. Do tego, który leżał 40 lat mówił: „pamiętaj, nie grzesz, żeby co gorszego nie stało ci się”. A dzisiejsi nauczyciele mówią, że grzech to jest normalka w życiu wierzącego, wszyscy grzeszą, a więc nie przejmuj się, że grzeszysz, Pan cię uratował. Bóg nie widzi ciebie, widzi Jezusa. („Bóg ma takie ślepe oczy, ma krótkowzroczność.”) Widzi tylko Syna, który siedzi po Jego prawicy, a ciebie nie widzi. Wiecie, jakie bzdury są opowiadane?
I ludzie wierzą w to, naprawdę, dlatego, że nie byli na zgromadzeniach Jezusa. Nie usiedli, żeby posłuchać, co mówi Jezus, nie usiedli, żeby słuchać, co mówią apostołowie: „kto grzeszy, z diabła jest”. („A dzieci Boże? Wszystkie grzeszą, ale nie są z diabła, bo Jezus ich zasłania” . Nie!). A dzieci Boże nie grzeszą, gdyż nie mogą grzeszyć, bo posiew Boży jest w nich. To jest właśnie posiew – Chrystus. Jest nasienie święte, czyste, z którego my zrodzeni, mamy tak żyć. Ale to jest Jego życie, nie moje. Gdyby do mnie powiedział ktoś: „Marian, ty nie będziesz grzeszył”, powiedziałbym: „ty jesteś oszust, gdyż będę grzeszył”. Ale jeśli ktoś powie, że Jezus grzeszy, to powiem: „jesteś oszust, bo Jezus nie grzeszy!” A teraz kto ma żyć? Ja, czy Jezus? Jezus. A więc, kiedy Słowo Boże mówi, że dzieci Boże nie grzeszą, to Słowa te mówią o życiu Jezusa w tobie i we mnie. Kiedy wpuścisz Jezusa, skończy się twoja natura, a zacznie się nowe życie. O tym mówi Biblia. Ponieważ fałszywi nauczyciele nie wprowadzają w nowe życie, to mówią, że musisz grzeszyć. Jest to prawdą, bo gdy nie masz nowego życia, musisz grzeszyć.
Jezus mówi: „jeśli usłyszysz Moje słowo, które Ja mówię o sobie, to uchwyć się tego mocno, bo takim będę w tobie.” Ludzie wiele razy mówili: „jak to może się stać?” Pamiętamy Mojżesza, który mówił: „Panie Boże, kto wykarmi ten naród, tyle milionów ludzi, skąd tyle mięsa weźmiesz, Panie Boże i przez miesiąc będą jedli to mięso? Kto to przyprowadzi do nas?” Samo przyleciało. Tak mówił Mojżesz, który stawał twarzą w twarz z Bogiem. Bóg mówi: „patrz na Mnie, nie na siebie”.
Chodzi o to, by odwrócić wzrok od nas, od naszego ciała i skierować na Syna Bożego. Kiedy słuchasz Ewangelii Jezusa, musisz patrzeć na Niego: „patrząc na Chrystusa, sprawcę i dokończyciela naszej wiary, biegnij”. Możesz biegnąć, ale musisz widzieć prawdziwego Syna. Jezus mówi: „wielu Chrystusów wyjdzie, ale tylko Jeden może zbawić cię z twoich grzechów.” Jeden może uwolnić cię, Ten, który jest Boży, prawdziwy.
Kiedyś pojechaliśmy do pewnego zgromadzenia, na południu Polski, i kiedy wszedłem tam, przyszło do mnie to słowo, że jeśli będzie to możliwe, wygłosić tam słowo na temat wielu Chrystusów i tego Jednego, prawdziwego. W tym zgromadzeniu byliśmy pierwszy raz. Kiedy mówiłem to słowo, mówiłem też tam o tej cudzołożnej kobiecie, a później pastor tego zgromadzenia zaprosił mnie do swojego stolika. Zapytał mnie, czy ja wiem dlaczego Chrystus nie rzucił kamieniem w tą kobietę? Stwierdził, że nie wiem i powiedział, że dlatego rzucił kamieniem, ponieważ też był grzesznikiem. I tacy ludzie nauczają innych ludzi Słowa Bożego! Jest mnóstwo zwodzicieli, fałszywych Chrystusów, którzy mówią: „u nas jest zbawienie”. Ale jeśli ty dalej żyjesz w swoich grzechach, to jakie to jest zbawienie?!
Pan przyszedł zbawić swój lud od grzechów naszych. Czy to jest prawda? Czy Pan ma moc, by uczynić to? Jezus ma moc, by uczynić to, ale my musimy patrzeć na Niego, bo jeśli odwrócimy oczy od Niego i zaczniemy patrzeć na siłę własnego namiotu, to nic z tego nie wyjdzie, gdyż nie mamy możliwości w ten sposób żyć.
A więc musimy widzieć Pana takim, jakim On jest. Musimy dokładnie słyszeć, co On mówi. Wiecie, czasem kiedy mówię do pewnych ludzi, a później, kiedy oni mówią, co ja powiedziałem, to słyszę coś, czego ja w ogóle nie mówiłem. I często jest tak z Jezusem. Jezus mówi, a ci, którzy czytają ewangelię, mówią zupełnie coś innego niż On powiedział. Tak samo ci ludzie, którzy słuchali Go – Pan mówił jedno, a oni mówili zupełnie coś innego do Niego. Pan mówi: „ileż będę mówił do was? Przecież wy po prostu nie słuchacie mnie”. Mieli własną wiedzę i nie słuchali Jezusa. (...)

