Chrześcijanin w ogniu doświadczeń
Chrześcijanin w ogniu doświadczeń - część 2
Widzicie do czego służy ogień wojny? Tam się wypławia, tam się oczyszcza tak naprawdę. Tam człowiek poznaje swoje słabości i ratuje się w Panu, żeby te słabości ginęły, ponieważ wie, że te słabości są niebezpieczne w tej wojnie. Nie mówię o tych słabościach apostoła Pawła, że polegał całkowicie na Panu Jezusie, a nie na sobie, tylko na rzeczywistych słabościach do jakiegoś grzechu i poddawania się temu grzechowi. To jest odsłanianie się i narażanie się na strzały diabelskie, na jad, który płynie z tych strzał i może zanieczyścić umysł i serce i spowodować, że człowiek będzie czuł się niepewny na tej wojnie i będzie sobie myślał, że może Bóg nie chciał, żebym był na tej wojnie. Może Bóg w ogóle nie powołał mnie, może nie jestem dzieckiem Bożym. To jest zawarte w strzale diabła. Zwróćcie uwagę, że dzieci tego świata nie mają takich myśli, są już pochłonięte ciemnością.
Widzimy, że Bóg sam podjął decyzję wrzucenia nas w ogień i przetapiania nas. W chwili pokoju ludzie potrafią robić wiele rzeczy, ale w chwili wojny, czują że muszą walczyć razem, że są jedno. Kiedy wypadasz z wojny, już nie czujesz jedności z bratem, już możesz żyć po swojemu. Ale kiedy toczysz taką samą wojnę, czujesz, że potrzebujesz tego brata, tej siostry, potrzebujesz ludzi, którzy z czystym sercem stoją w polu bitewnym i walczą. Wiesz, że potrzebujesz ich modlitw, wsparcia, w razie czego napomnienia. Wiesz, że potrzebujesz tych Bożych ludzi, bo to jest wojna o wieczność, a w tej wojnie jest oczyszczenie. To jest dziwne, prawda? Ale w tej wojnie jest oczyszczenie. W tej wojnie jest uzmysławianie sobie, jak bardzo potrzebujemy Jezusa, idąc dalej. W tej wojnie naprawdę rozpoznajemy siłę Boga, która pozwala nam przechodzić przez przebiegłość diabła. W tej wojnie możemy zobaczyć Tymoteusza, który w pewnym momencie wycofuje się i Pawła, który wzywa go z powrotem na pole bitewne. „Nie możesz Tymoteuszu zostać tam, bo tam zginiesz, tu będziesz zwycięzcą.”
My nie musimy wchodzić na pole bitwy, my w sensie duchowym, kiedy tylko Bóg zrodził nas, już weszliśmy na pole bitwy. Izrael też nie musiał specjalnie wchodzić, on już z pozycji narodu Bożego był w polu bitewnym. Ludzie myśleli, jak zniszczyć Izrael, jak pokonać go, jak przekląć go, jak doprowadzić go do ruiny. Wymyślali grzechy, kusili. Kiedy Izrael dał się sprowokować, słabł i sam Bóg stawał się ich wrogiem. Bóg musiał ich oczyścić, bo oni nie nadawali się do tej wojny w takim stanie. W wojnie jest naprawdę wypławianie. Tam pokazuje się serce człowieka, czy człowiek kocha Pana Jezusa, czy też nie. Komu bardziej wierzy, Jezusowi, czy diabłu, czy Słowo Jezusa jest cenniejsze, czy słowo diabła. Za kim idzie, komu służy.
„Jeszcze tych najlepszych wrzucę w ogień. Tam przejdą próbę, tam naprawdę okaże się Moje dzieło w nich.” Chwała Bogu. Dobrze by było dotrzeć do celu i już być z Panem, bo to nie jest przyjemne doświadczenie. My mamy kłopoty, bo na przykład, bardzo wyraźnie napisane jest: „zło dobrem zwyciężaj”. Ale jeśli czynisz zło, to jesteś pokonany i leżysz na łopatkach i diabeł siedzi na tobie i kpi sobie z ciebie. Jeśli na zło odpłacasz złem, przegrałeś w bitwie, ale jeśli dobrem zwyciężasz zło, jesteś zwycięzcą.
Zobaczcie, jak my potrzebujemy silnie trzymać się Boga, żeby być napełnionymi dobrem, które mamy w Chrystusie, ale które Duch Święty przynosi z Chrystusa do nas. Wiele moglibyśmy mówić o tej wojnie, bo mamy różne doświadczenia, ale najbardziej zdajemy sobie sprawę jak diabeł próbuje nam wmówić za wszelką cenę, że nie ma sensu strać się o wieczność. Najlepiej zdjąć tą zbroję, której on nie może pokonać, wycofać się i powiedzieć: „nie nadaję się, trudno”. Kto rezygnuje z Chrystusa, przegra, zginie, ale kto trzyma się Chrystusa, ten nie przegra. Potrzeba prawdziwych żołnierzy, którzy chcą podobać się Temu, który wezwał ich do armii.
Apostoł Paweł mówi, że bój toczymy z mocami ciemności i po co pisze takie rzeczy? Przecież nie powinien pisać o żadnej wojnie: „wy chrześcijanie macie już wszelki spokój, nikt nie będzie już was atakował, a jeśli ktoś będzie to robił, to znaczy, że nie jesteście chrześcijanami. Bóg jest tak potężny i oddzielił was od diabła. Diabeł nie może już was atakować, nic nie może kombinować. To jest głupie stworzenie, a ty jesteś mądrzejszy od niego. Nie musisz przejmować się diabłem.” Nie. To jest konkurencja i Słowo Boże mówi, że nie możemy w niej iść sami. Musi kierować nami Bóg, jeśli mamy wygrać i Jego Słowo musi mieszkać w nas.
Apostoł Paweł, pisząc o wojnie duchowej, powiedział: „wy, chrześcijanie pamiętajcie, że bój toczymy nie z ciałem i krwią, ale z mocami ciemności, z władztwami na powietrzu, z różnymi duchowościami. A więc mówię wam: Umocnijcie się w Panu i uzbrójcie się całkowicie w zbroję.” Nie chodźcie bezbronni. To nie jest miejsce, żeby bawić się własną wiecznością. Po co Paweł pisze o tej całej zbroi? Wygląda to tak, że w końcu czasu ludzie tracą rozum. Mając Biblię, zachowują się tak, jakby tej Biblii nie było.
Apostoł Paweł pisze o zbroi, a chrześcijanie chodzą bez zbroi, czyniąc sobie nawzajem zło i nawet nie zastanowią się nad tym, że właśnie w tej chwili dzieje się coś najgorszego. Diabeł zaczął skierowywać ich przeciwko braciom i używać, żeby niszczyć chrześcijaństwo, dlatego, że przestali być pewni swojego zbawienia w Chrystusie, przestali być pewni, kto jest prawdą. Przestali być pewni, kto chroni ich serce i umysł. Przestali być pewni, kto gdzie posłał ich. Przestali używać Boże Słowo po to, żeby nacierać na wroga i bronić się przed nim, tylko zaczęli używać go przeciwko bratu, siostrze: „napisano, napisano”. Jeden przeciwko drugiemu – „zobacz, a do ciebie to napisano” i nie ma budowania się, tylko jest wojna, używanie nieprawidłowo oręża. Bóg nie da się z siebie naśmiewać, bracia i siostry, nie da. W tej sprawie nie ma zabawy. Bóg nie ma upodobania w wojnach miedzy braćmi i siostrami, ale w uniżeniu i w staraniu się o to, by drugi człowiek, brat, siostra, dostali od ciebie to, co jest im potrzebne, aby mieli ochotę żyć dla Pana.
Nigdy nie poddawaj się żadnym humorom. Wiele razy już mówiliśmy, że chrześcijanin nie może chodzić w humorach. Humory nigdy nie były dobrym doradcą. Chrześcijanin musi być stałego umysłu i taki podoba się Bogu. Jeśli atakuje cię jakiś humor, znaczy, że wróg próbuje cię podbić pod siebie i użyć przeciwko komuś. Przeciwstaw mu się. Będziemy mówić o wyjściu. Nie możesz chodzić w tym stanie, bo niszczysz coś, co Pan buduje i jesteś już przeciwko Panu. Możesz jeszcze oczyścić się w krwi Jezusa, ale zobacz, ile możesz spustoszyć w tym czasie. Ogień musi nas palić. Jezus powiedział: „jakżebym pragnął, aby już płonął” – żeby oni byli już żołnierzami po stronie Bożej, żeby nie byli po stronie ciemności, żeby wyszli na światło i zaczęli toczyć normalnie bój duchowy.
Czytajmy dalej Księgę Zachariasza, 14 rozdział, 1-5 wiersza:
Oto nadchodzi dzień Pana, gdy będę dzielił w twoim gronie łupy odebrane tobie. I zbiorę wszystkie narody do walki z Jeruzalemem. Miasto będzie zajęte, domy splądrowane, kobiety zhańbione. Połowa miasta pójdzie w niewolę, lecz resztka ludności nie będzie usunięta z miasta. Potem wyruszy Pan i będzie walczył z tymi narodami, jak zwykł walczyć w dniu bitwy. Jego nogi staną w owym dniu na Górze Oliwnej, która leży naprzeciwko Jeruzalemu od wschodu, tak że Góra Oliwna rozpadnie się w środku na wschód i na zachód, tworząc wielką dolinę. Połowa góry cofnie się na północ, a druga połowa na południe. Wtedy będziecie uciekać do tej doliny między moimi górami, gdyż ta dolina będzie sięgała aż do Azel; a będziecie uciekać tak, jak uciekaliście przed trzęsieniem w czasach Uzjasza, króla judzkiego. Potem przyjdzie Pan, mój Bóg, a z nim wszyscy święci.
Wiecie, że Pan często przebywał na Górze Oliwnej. Na Górze Oliwnej toczył się największy bój, gdzie Pan kuszony poddaje się woli Ojca i mówi: „Ojcze, nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie.” Myślę, że tam dla mnie i dla ciebie zostało uczynione schronienie w poddaniu się Chrystusa. Schronienie, które mamy w Chrystusie – całkowite poddanie się woli Ojca w tak trudnym doświadczeniu. Jezus nie bał się śmierci, nie bał się cierpień. Jezus walczył jedynie, że to rozdzieli Go z Ojcem. To było dla Niego strasznym przeżyciem i gdyby przyjął to lekko, to wyglądałoby to dziwnie i świadczyłoby dla nas, że coś jest nie do końca, ale dlatego, że ich społeczność była doskonale czysta, Jezus tak mocno przeżywał to. To, że Jezus tak walczył, świadczyło o doskonałej jedności Ojca i Syna. „Ojcze, jeśli można inaczej”.
Skoro dla Jezusa rozstanie z Ojcem było tak ważne, czy dla mnie też ma to być ważne? Jedynie grzech może nas rozdzielić z Ojcem. Czy chcemy uciekać w to miejsce posłuszeństwa Syna i w Nim znajdować ukojenie dla naszej duszy, w miejscu patrzenia na Jego wojnę i na Jego zwycięstwo. „Patrząc na Sprawcę i Dokończyciela naszej wiary, biegnijmy”. Nasz Wódz wygrał, poddał się Bogu i to był już koniec diabła. To była ta najtrudniejsza bitwa i Jezus wygrał ją! Nawet bitwa z grzechem nie była tak trudna, jak rozstanie z Ojcem.
Poddawajmy się woli Pana. Pamiętajmy, że tu toczy się wojna i to nie jest zabawa. Czas końca, to czas letnosci, czas kiedy wielu żołnierzy odwraca się od Chrystusa, czas zaniedbywania służby w armii Pana. Coraz więcej ludzi odwraca się i miłość wielu ziębnie. Patrzysz na to i jesteś, jak Saul, który widział, jak ludzie odchodzą od bitwy, rezygnują, żyją jak świat, w cielesny sposób. Widzisz coraz mniej ludzi, którzy toczą duchową bitwę, którzy stoją przy Panu, nie idąc za radą ciała, ale za Panem. I zdajesz sobie sprawę, że będzie coraz mniej takich ludzi na ziemi. Ale również zdajesz sobie sprawę, że niezależnie ilu byłoby ich, są zwycięzcami nad diabłem, bo mają zwycięstwo w Chrystusie. Nie ma znaczenia ilu żołnierzy jest na ziemi, diabeł jest przegrany, dopóki choć jeden żołnierz jest na tej ziemi. Diabeł nie może być szczęśliwy i nigdy nie będzie szczęśliwy. Chrześcijanie zawsze będą żyli na tej ziemi, aż skończy się czas tej ziemi i będzie nowa ziemia i nowe niebo.
Chwała Bogu za to, że ten ogień, który przychodzi na nas, to jest ogień, który ma nas jeszcze oczyścić, pokazać, co jeszcze nie dostaje nam. To naprawdę jest błogosławieństwo, mimo, że boli. Dlatego apostołowie mogli tak pisać: „za najwyższą radość poczytujcie to sobie, gdy rozmaite próby przechodzicie”. To boli, wróg potrafi nieraz tak zaatakować, że napełni cię takim strachem, jak Piotra, który zaparł się Jezusa. To był człowiek gorliwy: „Panie, ja za Tobą, to na śmierć”. Był pewien tego, że nie będzie się bał nawet zginąć, ale ten atak diabła był taki, jakiego Piotr zupełnie nie spodziewał się. Modlitwa Jezusa uratowała go przed całkowitą porażką.
Czy byłeś kiedyś w takiej presji, w takim ataku? Mnie kiedyś zdarzyło się, że w pewnym miejscu wróg zaatakował mnie takim strachem, że wiedziałem, że moje nogi są gotowe uciekać. Nikt nie zatrzymałby mnie i tylko wzdychałem do Pana: „Panie, jeśli nie przyjdziesz, to ja ucieknę”. Pan przyszedł, a diabeł uciekł.
Zawsze mamy wyjście, a tym wyjściem jest zawsze Chrystus. Nawet w najtrudniejszej chwili, kiedy wiemy, że samodzielnie nie damy rady, nie mamy szansy, bo to jest silniejsze od nas, w takim sensie, że dochodzi już do punktu kryzysowego. I tak, jak jest prawdą, że Bóg nie pozwoli, żebyśmy byli kuszeni ponad nasze siły, w odpowiednim momencie przychodzi od Pana wyjście i masz taką siłę, taką moc, taką determinację i czujesz się tak swobodnie na tym polu bitwy, jakby wszyscy wrogowie padli, a ty ogłaszasz zwycięstwo swojego Króla. Chwała Bogu.
Przez to rozumiem, co przeszedł Piotr. Możliwe, że na niego przyszła jeszcze większa presja, ale wiem, co to jest, kiedy już stoisz i wiesz, że jeśli nie przyjdzie Jezus, to chociaż jesteś chrześcijaninem, uciekniesz. Nie opiera się to na mocy, ani sile naszego ciała, to jest wojna z duchowymi władztwami, które potrafią przenikać umysł i serce człowieka, doprowadzając do prawie że porażki, ale nie do porażki. I to jest właśnie Pan. W tej wojnie żołnierze Chrystusa nie mają porażek, dopóki Jezus jest ich siłą. Piotr pisze, że nawet nie potkniecie się w tej wojnie, dopóki Jezus będzie waszą siłą. (...)

