Bądź wola Twoja

Bądź wola Twoja - część 1

     Ojcze nasz, który jesteś w niebie, święć się imię twoje, przyjdź Królestwo twoje, bądź wola twoja, jak w niebie, tak i na ziemi.(Mat.6,9.10.).

Mateusza 17,5: A gdy On jeszcze mówił, oto obłok jasny okrył ich i oto rozległ się głos z obłoku: Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem, jego słuchajcie.

To jest wola Boga.

Na podwórku spotkali kumple, było ich 9 i zaczęli rozmawiać ze sobą, jak to żyje się z rodzicami. Jeden mówi, że denerwują go, bo stale coś żądają od niego, inny mówi, że przeszkadzają mu zrealizować swoje plany, jeszcze inny mówi, że to nie jest takie proste, bo każą mu jeść, a on to wszystko chowa za wersalkę. I tak każdemu coś nie pasuje. Natomiast dziewiąty mówi, że jest szczęśliwy, ponieważ rodzice troszczą się o niego i chcą jego dobra. Jest zadowolony z tego i chętnie słucha ich. Ośmiu patrzy na niego, mówiąc: zwariował, albo okłamuje nas. Przecież wszyscy ośmiu mówiło, że było źle. Wystarczyłoby, żeby ten dziewiąty powiedział, że jest źle i wszyscy byliby zadowoleni. „Wszyscy mamy rację, nie jest łatwo żyć w rodzinach”. Ten jeden przeszkodził koncepcji. Ten jeden to jest apostoł Paweł. Gdyby nie on, koncepcja ośmiu byłaby wygrana.

Na czym polega doświadczenie? Jezus nigdy nie kwestionował woli Ojca i gotów był poddawać się tej woli i Bóg przez to znalazł upodobanie w swoim Synu i powiedział: ten, który jest gotowy wypełniać Moją wolę całkowicie, Jego słuchajcie. Nie tych, którzy nie wypełniają woli Ojca, gdyż oni powiedzą, że nie jest tak łatwo u Ojca w domu. Apostoł Paweł mówi: ja z przyjemnością wykonuję wolę mojego Pana. Jestem gotowy i krew dolać do Jego ofiary, jeśli jest taka potrzeba i jestem z tego bardzo szczęśliwy, że mogę cierpieć dla Jego imienia i wręcz sprawia mi to rozkosz, że będę mógł do Niego odejść i zawsze z Nim być. Co za dziwny język.

Na podwórku zrobił się gwar. Ten jeden coś ukrywa, chce być lepszy od nas. Na pewno udaje. I raptem przyszedł jakiś stary pijak i napadł na tych młodzieńców i mówi do nich: u mnie w domu zawsze było źle i dlatego piję. U którego z was było dobrze? Ten dziewiąty mówi: u mnie było dobrze. Na to pijak go zlał, żeby nie wyróżniał się od innych. A tym ośmiu upiekło się, gdyż mówili podobnie, jak pijak. Ten, który żyje z Panem, jest Mu wierny i poddaje się Jego woli, zawsze w końcu oberwie, bo nie pasuje do ogółu. Na czym polega problem? Problem polega na tym, by zerwać z wszelkim nieposłuszeństwem i w tym momencie móc otworzyć swoje serce i usta i powiedzieć: w domu Ojca jest mi dobrze. Nie potrzebuję odchodzić od Niego, ani gdzieś ukrywać się. Jest mi dobrze, kiedy On czyni we mnie to, co jest Mu miłe. I to musi być rzeczywistością. Jeśli nie byłoby rzeczywistością w Synu, to Ojciec nigdy nie powiedziałby, że ma w Nim upodobanie. Pan Jezus powiedział takie słowa: Nie każdy kto do mnie mówi: Panie, Panie wejdzie do Królestwa Niebios, lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie.

Kto więc wejdzie do Królestwa Ojca? Ten, który pełni wolę Jego. Nie ten który mówi, że wolę Ojca chciałby wypełniać. To jest olbrzymia różnica. Paweł mówi: chciałem czynić dobrze, a trzymało mnie się zło i wtedy byłem w tragicznej sytuacji, ale od teraz chcę czynić tylko dobro i czynię je, bo Jezus dał mi siłę, abym czynił dobro. To jest olbrzymia różnica. Tu nie jest mowa o tych, którzy chcą pełnić wolę Ojca, lecz o tych, którzy czynią wolę Ojca. Nawet ludzie w świecie mówią, że dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło. I taka jest prawda. Nie wystarczą dobre chęci, trzeba przejść do wykonywania tego, co bliskie jest sercu Ojca. W owym dniu wielu powie mi: Panie, Panie. „Wszystko w porządku – mówię do Ciebie Panie. Czyż nie prorokowaliśmy w imieniu Twoim, nie wypędzaliśmy demonów, w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów”. A wtedy powiem im: nigdy nie znałem was, idźcie precz ode mnie, którzy czynicie wbrew woli Ojca. To jest bezprawie – którzy cokolwiek czynicie wbrew woli mojego Ojca. Wiecie jaka jest Jego wola i czynicie wbrew Jego woli – to, czego Ojciec nienawidzi.

Dziewiąty wygrywa. Cała ósemka przegrywa. Po co taka wiedza? Po to, by każdy z nas był zdopingowany do tego, by nie stracić czasu na samousprawiedliwienie, tylko naprawdę ratować się. Z samousprawiedliwieniem jest tak: pierwszy mówi, że w domu rodziców ma takie a takie kłopoty i nie pasuje mu to. Następny mówi podobnie, a więc zgadzają się ze sobą. Następny znowu mówi podobnie, a więc zgadzają się ze sobą. Ten ostatni przerywa to i zaczyna mówić coś, czego oni nie mówią. I powstaje konflikt.

Gdyby wszyscy na ziemi tylko chcieliby pełnić wolę Ojca, nie byłoby konfliktu. Ale przyszedł ktoś, kto nie tylko chciał, ale wypełniał całkowicie wolę Ojca i powstał konflikt. Jeśli ktokolwiek z nas będzie pełnił wolę Ojca, nie tylko chciał, ale pełnił wolę Ojca, będzie konflikt, gdyż człowiek ten mówi to, co innych jątrzy, denerwuje. „Taki święty jesteś, sprawdzimy. Przyjdzie pijak i zobaczymy, czy zaraz nie wyprzesz się i nie będziesz mówił: no, u mojego taty też było coś takiego nieszczególnego, też mi coś nie podobało się”. Pijak przyjdzie i sprawdzi. To jest taki obraz – pijak to diabeł. Przyjdzie i sprawdzi, czy z powodu obrony, by nie odróżniać się od innych, nie poszukasz czegoś, co by u ciebie coś tak nie za bardzo pasowało do woli Ojca. „Mi też coś nie podoba się, chyba za dużo od nas wymaga.” Czy jesteś gotowy na to, by narazić się pijakowi? I będziesz miał kłopoty. Ale lepiej mieć kłopoty i pełnić wolę Ojca, niż uniknąć kłopotów, nie pełniąc tejże woli.

Zobaczcie dlaczego jest to tak ważne w moim i twoim życiu. Otwórzmy list do Efez., 1,9.10:

Oznajmiwszy nam według upodobania swego, którym go uprzednio obdarzył, tajemnicę woli swojej, aby z nastaniem pełni czasów wykonać ją i w Chrystusie połączyć w jedną całość wszystko, i to, co jest na niebiosach, i to, co jest na ziemi w nim. Końcówka tegoż wersetu „w nim” jest bardzo ważna. Gdyby nie było „w nim” wszystko „pasowałoby” – i ci którzy chcą, byliby zaspokojeni już. W razie czego powiedzieliby Bogu, że chcieli naprawdę dobrze. Jeżeli Bóg tak zaplanował sobie w Jezusie - wszystkich połączyć w jedno, mogę powiedzieć, że nie byłem najgorszy. Ale tu Słowo Boże mówi: połączyć w jedno i tych których ma na niebie i na ziemi – w Chrystusie. I to jest wola Ojca, a Jezus wypełnia wolę Ojca. Pan Jezus mówi: wy módlcie się tak, by wola Twoja była jako w niebie, tak i na ziemi – żeby to złączyło się w jedno, żebyście wytrwali do końca swojej pielgrzymki i byli we Mnie, w Chrystusie. A jeśli w Chrystusie, to również w woli Ojca.

Jest złodziej i fałszywy prorok i zwodzą ludzi. Wiecie dobrze, że to co mówię jest prawdą – że łatwiej jest mówić o swoich ułomnościach, niż powiedzieć, że jestem święty. Jeśli jestem święty naraża mnie to na ocenę wszystkich was, ale kiedy mówię o swoich ułomnościach, wszyscy zrozumiecie mnie i będziecie w stanie zgodzić się ze mną. To jest prawda. Jeśli będę mówił o swoich ułomnościach, wszyscy zgodzimy się i powiemy, że dzisiaj było dobre słowo, krzepiło mnie to słowo. Czy wolisz być z tych ośmiu, czy tym dziewiątym, być jak sól, która przeszkodzi dobrze poczuć się ósemce? I zadrażni ich i przypomni im, że nie wystarczy chcieć, tylko trzeba czynić to. Ażeby czynić, to trzeba być w Chrystusie, trzeba do Niego należeć całym swoim sercem i trzeba poddać się woli Ojca. „Mój Syn wszystko oznajmi wam i to, co On oznajmi, to jest prawda, tego trzymajcie się z całego swego serca i to jest moją wolą” – mówi Ojciec.

Trzeba przejść od mowy grzesznika do mowy dziecka Bożego. Jak przemawia dziecko Boże, które chodzi z Bogiem w czystości? Zupełnie inna przemowa. Różni się najpierw tym, że ten, który trwa w Chrystusie i w Jego świętości, w Jego czystości, to przemawia w nim Święty Duch Pana. Człowiek otwiera usta, a Duch prawdy zaczyna poruszać jego ustami i wszystkie te słowa płyną jako słowa, które są zwycięstwem. Ale jeśli nie ma tego, język porusza duch trwożliwy, niepewny, bojący się wyjść do przodu i wolący raczej zabezpieczyć się. Stąd wyszukuje się jakieś elementy z Biblii, które pozwoliłyby usprawiedliwić moją niedoskonałość, które pozwoliłyby na to, bym nie czuł się zdopingowany do pokuty, do porzucenia zła. Dlatego apostoł Paweł zjawiający się na jakichkolwiek zgromadzeniach, po krótkim czasie, byłby prawdopodobnie wyprowadzony gdzieś i przejechany samochodem jednego z tych, którzy przyszli na zgromadzenie, żeby już więcej nie mówił, nie zawracał głowy innym, którzy tak fajnie i spokojnie żyją sobie i mogą zawsze stanąć przed Bogiem i powiedzieć: „Boże, ja naprawdę chciałem dobrze”. Diabeł bardzo lubi utrzymywać w taki sposób człowieka. Ale jeśli człowiek zobaczy to, co jest w Chrystusie, duch w człowieku poruszony jest i człowiek potrzebuje znaleźć Pana, żeby On uwolnił go od wszystkiego, co niezgodne jest z wolą Ojca.

Kto z was doznaje, że musi trzymać się Jezusa, by uwolnił go. On przyszedł uwolnić nas z naszych grzechów. Muszę trzymać się Go, by mnie uwolnił i chcę, by On odebrał chwałę. To znaczy trzymam się Go tak, by nie puścić się Go. A puszczam się Go, licząc, że On kiedyś przebaczy mi i po iluś takich puszczeniach jestem po prostu negatyw. Zaczynam mówić już tak, jak świat religii. Nie mówię już jak człowiek, który trwa w Chrystusie, ale jak świat religii – opowiada o czymś, czego nie doznaje, ani nawet nie spodziewa się doznawać. Gdyby tych ośmiu spotkało się, poczuliby się całkowicie w porządku. Podaliby sobie na koniec rękę; osiągnęli jednomyślność, to znaczy, że modlitwa Jezusa o jedność została wysłuchana. Oni są jedno. Tylko Jezus modlił się, aby oni byli jedno tak, jak Jezus z Ojcem jest jedno. Nie jedno w swoich ułomnościach, tylko jedno w doskonałości, która jest w Chrystusie. Jezus mówi: bądźcie doskonali, jako Ojciec jest doskonały. Po co takie wielkie, potężne słowa? – żeby one zdopingowały nas do trwania w Chrystusie, żeby nie wychodzić z tego miejsca, bo poza Chrystusem nie ma doskonałości. Człowiek bardzo szybko, kiedy tylko posłucha fajnych słówek, które mówią o chceniu, ale każdy wie, że nie ma wykonania, bardzo szybko jest uspokojony i zaczyna zasypiać duchowo, tracić gorliwość, by trzymać się Jezusa. A więc kazanie może zabić, albo uratować. Rozmowa może zabić, albo uratować – zależy w jakim nastawieniu serca prowadzona jest, czy Chrystus ma być uwielbiony, czy ludzie uspokojeni.

Najmniej podobają się kazania, które stawiają nas w rzeczywistości Chrystusa i mówią: zginiesz, jeśli nie będziesz w Chrystusie, zginiesz ze wszystkimi swoimi dobrymi chęciami i pomysłami, jeśli nie będziesz zakorzeniony w Chrystusie, jeśli życie Jezusa nie będzie ujawniało się przez ciebie. Zginiesz, pójdziesz na zatracenie, gdyż jedna nieprawość zamyka drogę do wieczności. I człowiek albo jest zdopingowany, albo zacznie słuchać to, co ucho łechce - kazania, które będzie mówiło: żyjemy w ułomnościach, ale Pan ma łaskę nad nami. Powiedz palaczowi, że „do paczki dziennie” Bóg jeszcze wpuści go do wieczności. Powiedz pijakowi, że jeśli wypije do ćwiartki dziennie, to Bóg uzna, że było to już ograniczenie pijaństwa i Bóg wejrzy na to. Palacz palił wcześniej dwie paczki, teraz będzie palił paczkę, pił pół litra, teraz będzie pił ćwiartkę, kłócił się trzy godziny, teraz jedną godzinę. Pomniejszył swoje grzeszne życie, a więc powinno to coś Bogu powiedzieć. Ale Bóg mówi o wypełnianiu woli – kto niszczy świątynię Bożą, tego zniszczy Bóg. A wy świątynią Boga jesteście. Nie możecie niszczyć tego, co jest Pańskie, święte, nieskalane. I to powinno dopingować nas do trzymania się Pana, bo człowiek zasypia, co raz bardziej zasypia i nie czuje potrzeby, żeby obudzić się. To już jest wkalkulowane: ja nie jestem najgorszy. Tu nie ma słowa, czy jestem najgorszy, czy nienajgorszy, tylko czy będę pełnił wolę Ojca, to co mówi mój Pan Jezus Chrystus do mnie. Czy jestem Mu wierny (wierna) i posłuszny (posłuszna), czy też nie? Lepiej odejść ze zgromadzenia i wściec się na kaznodzieję, niż zgodzić się na ułomności. Lepiej wściec się: „znajdę na ciebie coś w tej Biblii, znajdę, że mogę grzeszyć i nic nie zaszkodzi mi mój grzech, znajdę.” I wtedy człowiek zacznie szukać i nie znajdzie. Wtedy pomyśli sobie: to jest naprawdę poważna sprawa. Ale jeśli człowiek odchodzi ze zgromadzenia i nie czuje tej presji – prawdy Bożego Słowa na siebie, to się uspakaja coraz bardziej w swoim grzesznym życiu i zaczyna zachowywać się jak świat. I jest spokojny. Można być zdziwionym, że ktoś zachowuje się jak świat, mając Biblię w ręku i jest spokojny. Jak mogło się tak stać? Skoro Słowo i Boże jest jak miecz obosieczny i ono dało spokój człowiekowi, to jak to stało się? Jak mogło się stać, że człowiek uspokoił się, kiedy nie żyje w ten sposób, jak Bóg chce? Chytry wróg musiał coś wprowadzić, żeby człowiek uspokoił się. Jest fałszywy pokój i fałszywe bezpieczeństwo i wróg musiał wprowadzić to, żeby człowiek uspokoił się i przestał gorliwie szukać Pana. Później może pojawić się książka: „Jak spokojnym być w czasie popełniania grzechu” – ufaj Panu, Pan zapłacił na krzyżu, ile nie grzeszyłbyś, Pan zapłacił to.

Lepiej widzieć obraz Chrystusa i słyszeć Jego głos i być poruszonym tym głosem, bo Pan mówi wysoko, bardzo wysoko. Pan mówi tak dlatego, bo On musi żyć w nas, a my nie jesteśmy w stanie zrobić tego bez Niego. On mówi tak wysoko, by podrażniać nas do szukania Go, żeby więcej czasu spędzić na kolanach, żeby szukać Go, tak by znaleźć Pana. Po jest tak wysoko. Gdyby było to niżej, wszyscy żylibyśmy sobie fajnie na tej ziemi. Każdy z nas miałby zupełny luz i spokój, a dlatego, że jest to tak wysoko, to podrażnia nas, niepokoi i pobudza: „a jak to jest prawdą i mój grzech oddziela mnie od Boga i jeśli nie oczyszczę się z tego grzechu, to pójdę na zatracenie, z powodu tego jednego grzechu”. Powiem wam, że gdyby to słowo mocno docierało do każdego z nas i poruszało nasze serca, to sporo więcej czasu spędzalibyśmy, aby poznać Pana i Jego moc życia w nas, by czynić to, co jest dobre każdego dnia.

Pan Jezus powiedział takie słowa: biada temu, kto zgorszyłby jednego z tych najmniejszych. Kto może zgorszyć kogoś? Tylko ten, kto mieni się chrześcijaninem, a żyje wbrew Słowu Bożemu. Tylko ten. Świat nie może zgorszyć chrześcijanina, lecz ci, którzy wiedzą jaka jest wola Boża i żyją wbrew tej woli, i nie poddają się zmianie, by oczyszczać się, i w końcu mogą doprowadzić kogoś do rezygnacji pełnienia woli Bożej i życia tak, jak oni. To są właśnie ci ludzie. I dlatego tak ważne jest, by nie stać się w chrześcijaństwie człowiekiem, który ściąga ludzi z pozycji w Chrystusie, tylko być człowiekiem, który idzie za Panem i zwycięża. Być zawsze tym dziewiątym, zawsze tym, któremu wola Ojca podoba się i żyje tą wolą, chodzi z tym Ojcem, poddaje się Jego nauce, cieszy się Chrystusem, słucha Słów Jezusa nie wybiórczo i w tych słowach znajduje swoje wielkie upodobanie. I kiedy tych ośmiu mówi po kolei, ten dziewiąty jest szczęśliwy, że może powiedzieć inaczej – umarłem i nie żyję już ja, lecz żyje we mnie Chrystus. Dobrze, jeśli doświadczamy, że życie Jezusa jest życiem, które jest według upodobania Bożego.

Czasy końca, to czasy zletnienia, a więc musi być w tej nauce coś takiego, co powoduje, że człowiek stygnie. Musi być coś takiego w tym przekazywaniu ewangelii, że ludzie stygną. Co to może być, że ludzie stygną? Ośmiu kaznodziei, którzy mówią, jak nie poddają się woli Ojca - to prowadzi do tego, żeby ludzie co raz bardziej widzieli, że nie jest to zagrożeniem. Rozumiecie? Jeżeli ja mówię ze strachem i z paniką w oczach, że żyję wbrew woli Boga, i dziś Bóg może skończyć moje życie, i mówię to ze strachem wobec was, że moje życie nie jest w porządku, ale boję się, że dzisiaj mogę skończyć swój czas na ziemi i pójdę na zatracenie, to wtedy wy wiecie, że ja przejmuję się swoim odstępstwem od woli Boga. Ale, kiedy mówię spokojnie, to wówczas każdy myśli, że nie ma zagrożenia. Albo brak pełnienia woli Ojca jest dla mnie tragedią dzisiaj, albo nie. Dzisiaj ludzie przychodzą i mówią: chciałbym zmienić swoje życie, ale nie ma pokuty, nie ma wstydu, nie ma nic z tych rzeczy, które powinny pojawić się tam, gdzie człowiek zaczyna bać się Boga. W Starym Testamencie Bóg mówi: a Ja chcę, żeby oni bali się mnie. Dlaczego dobrze jest bać się Boga? – bo to jest początek mądrości. Bóg mówi: Ja chcę, żeby bali się mnie. A co dziś mówią kaznodzieje? „Bóg nie chce, żebyś bał się Go, Bóg jest dobry, jest miły, Bóg nie chce, żebyś był zastraszony, że coś nie jest tak w życiu. Bóg mówi: „nie bój się, jeśli masz grzechy to jeszcze nie tragedia, dobrze, że chcesz zrobić coś dobrego.”

Bój się Boga. Paweł pisze: z bojaźnią i drżeniem zbawienie swoje sprawujcie, to znaczy – nie przestawajcie bać się Boga, bójcie się Ojca. Wiecie, kiedy ojciec straci autorytet w domu i dzieci przestają bać się go, to myślą; „a co mi ojciec zrobi?”. Ale, jeśli dzieci boją się ojca, to wiedzą, że nie wolno narażać się woli ojca, bo będzie niedobrze i boją się. A jeśli nawet zrobiły coś nie tak, to widać, że panicznie boją się odpowiedzialności i wolą tą sprawę załatwić. Kiedy ojciec wchodzi, wybiegają naprzeciw i proszą go o przebaczenie, i proszą, by pomógł im to wygrać. Wtedy ojciec wie, że ci są prawdziwi. Rozumiecie? Lecz jeśli nie ma tego, jeśli ojciec, a dziecko ukrywa się gdzieś, jak Adam, nie chce tak naprawdę rozwiązać swego problemu, i myśli: może się uda, może ojciec nie będzie wiedział. W świecie może się to gdzieś udać, lecz, czy może udać się to w sprawach wiary? Oczy Twoje przepatrują całą ziemię – mówi Słowo Boże. Czy chodzi o to byśmy bali się Boga? Tak, o to chodzi, żebyśmy wszyscy bali się Boga w taki dobry sposób i nie mówili z taką lekkością: wiesz, ja mam taki problem w życiu, ja też mam problem, i ja też. Ale na końcu zaśpiewamy: Cudowna Boża łaska. „Dobrze, że jest łaska nad ludźmi z problemami.” Czy przyjdziemy i powiemy: Boże co się stało z nami, co z nami stało się?! Kiedy na początku przyszedłeś do nas, wola Twoja była dla nas tak ważna, gotowi byliśmy życie stracić, niż złamać jakieś Twoje Słowo, a co dzisiaj robimy z Twoimi Słowami, Panie? Dzisiaj problemy życiowe stają się dla nas bardziej strachliwym uczuciem niż Bóg i Jego wola. Bóg mówi nie bój się tego, bo Ja wtedy poślę na ciebie strach i wtedy będziesz jeszcze bardziej bać się tego wszystkiego. (...)

Jan 14:23