Korzystając przez wiarę

Korzystając przez wiarę – część 2

KORZYSTAJĄC PRZEZ WIARĘ

       Wspaniałe, zgodne małżeństwo. Żyją razem dla Pana, kochają tego samego Pana, ale nie mają potomstwa. Zobaczcie, Pan też kocha ich. Pan dla nich coś przygotował, ale oni muszą poczekać na to. Nie widać, żeby skrzypieli i narzekali, żyją dla Pana. Zachariasz wchodzi do świątyni, jest to jego służba i nawet nie ma pojęcia, co go dzisiaj spotka. Gdybyśmy wiedzieli wszystko, znali wynik, to przygotowalibyśmy się na to wszystko i od razu powiedzieli: Alleluja, chwała Bogu! Ale Zachariasz nie wie, że spotka tam anioła. Wchodzi, myśląc, że wykona wszystko tak, jak zawsze wykonywał i wyjdzie. Ale stała się niespodzianka. Przyszedł tam anioł, żeby powiedzieć coś Zachariaszowi. Anioł mówi do niego: „Zachariaszu, będziesz miał syna.” Zachariasz z Elżbietą na pewno pragnęli tego i czekali. Ale Zachariasz jest tak, jak ci Boży ludzie modlący się o Piotra i mówi: „my jesteśmy już starzy”. Co go spotkało za to? Musiał trochę pomilczeć, zanim nie narodził się ten syn, ale urodził się.

To był stary sposób myślenia. Zachariasz nie buntował się przeciwko Bogu. I właśnie ten stary sposób myślenia musi być w nas niszczony. Zachariasz został w jakiś sposób ukarany za to, że pozwolił, by ten stary sposób myślenia stanął przeciwko Bogu. Czyż Bóg nie może dać potomka, nawet, gdyby mieli po sto lat, jak Abrahamowi i Sarze? Przecież on znał całą historię o Abrahamie i Sarze. Zachariasz nie miał na pewno jeszcze stu lat, gdyż kapłan mógł spełniać służbę do 50 roku życia. A więc Zachariasz miał połowę lat mniej, niż Abraham, i zjawia się stara myśl: Jestem bowiem stary i żona moja w podeszłym wieku..”Jak rozwiązać ten kłopot?”

         Anioł odrzekł:

         Otóż zaniemówisz i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, kiedy się to stanie, bo nie uwierzyłeś słowom moim, które się wypełnią w swoim czasie. Łuk. 1,20.

         To są lekcje, które mają nam coś pokazać, kiedy mówi do nas Chrystus. Nie myśl starym sposobem: „Panie, jak to się stanie?” Nie myśl tak! Skoro Pan powiedział, to On stoi za swoim Słowem. Stary sposób myślenia powoduje, że człowiek staje opornie wobec Bożego Słowa i ma kłopot. Przynajmniej może stać się tak, że zamilknie jako chrześcijanin – niemowa – aż minie czas, żeby upamiętać się i wtedy przemówi, jak prorok. Został pouczony, że Słowo Boże jest wyrocznią, na której trzeba się opierać. Nie mów: „jak to się stanie”, ale mów:

„Boże, Ty jesteś Wszechpotężny, skoro powiedziałeś, to uczynisz to.”

         Zwróćcie uwagę, że Jezus Chrystus powtarzał cały czas słowa, jakby nie mógł znudzić się tym:

                                      „twoja wiara uczyniła ci to”.

         Przecież to Pan uczynił. Dlaczego tak nieustannie Pan Jezus powtarzał te słowa? Nawet do tej kobiety, która miała krwotok i tylko dotknęła się Go, i już była uzdrowiona, zadowolona, szczęśliwa. A Pan przywołał ją, by powiedzieć: „twoja wiara cię uzdrowiła.” Po co Pan Jezus tak szukał ją, by ona dowiedziała się o tym? Bo Jezus chciał wyraźnie powiedzieć, że

mając wiarę w sercu, już to dostałeś!

         Ta wiara pokieruje cię tam, gdzie wszystko jest dla ciebie – do Jezusa. Jaką próbę przeżyła Greczynka, kiedy przyszła do Pana. Jezus rzekł:

         Jestem posłany tylko do owiec zaginionych z domu Izraela.Mat.15,24

Niedobrze jest brać chleb dzieci i rzucać szczeniętom.15,26

Ona zaś rzekła: Tak, Panie, ale i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu panów ich.

I co Pan powiedział wtedy?

Niewiasto, wielka jest wiara twoja; niechaj ci się stanie, jak chcesz. I uleczona została jej córka od tej godziny.15,28. 

A więc wiara to jest coś, co powoduje, że nie ustępujesz, kiedy Bóg stawia ci przeciwności. Przeciwności są po to, żeby twoja wiara została wypróbowana i stała się dla ciebie cenniejsza, niż złoto, niż wszystko inne z tego świata. Żeby wiara stała się dla ciebie cenniejsza od wszystkiego! Możesz nic nie mieć, ale kiedy masz wiarę, to masz wszystko. Masz wszystko w Chrystusie! Nie boisz się, nie lękasz się, wszystko masz w Chrystusie. Złodziej nie może ukraść ci tego. Pan da ci to, kiedy tylko zechce.

Jesteś szczęśliwym człowiekiem, wiesz, że Pan da ci to, kiedy tylko zechce, a ty przecież już nie należysz do siebie, tylko do Niego. A więc, kiedy On zechce, żeby Jego chwała ujawniła się, to ty dostaniesz to wtedy. Po co martwisz się? Po co chodzisz i kręcisz głową i myślisz: „a po co, a dlaczego?”

Zostaw to Panu, gdyż On kupił sobie ciebie i mnie na własność, żeby przez nas okazać się takim, jakim jest!

Nie dumaj, nie chodź i nie trzeszcz: „ja muszę teraz zrobić to, co Pan powiedział.” To jest totalna głupota!

Ja muszę  wierzyć, że to Słowo wnikając w moje serce, uczyni mnie zdolnym, do tego, co powiedział Pan. Ono ożywi mnie. Ja mam tylko poddawać się i być szczęśliwym, że Pan podjął się tego zadania.

Jak trzeszczą te samochody? „Jestem chrześcijaninem ale już tyle lat borykam się z tymi wszystkimi problemami. Nie mam siły, nie mam nic, muszę trochę ponarzekać. Wiara, nadzieja i miłość zniknęły, a teraz jadę, bo przecież muszę dojechać do celu.” Jedzie taki „skrzypek”, a Pan mówi, że już raz naprawiłem cię. Niebo nie jest do naprawiania. „Oddaj co Moje, a to wszystko zostaw sobie. Nie znam cię” Wiemy, że uzdrowienia i inne znaki, to było Jego. Człowiek nie może sam z siebie tego zrobić.

Życie w nieprawości, w zasłanianiu Chrystusa, który czyni piękne dzieła i dzisiaj, może skończyć się wielką tragedią, wielkim kłopotem. Nie żyjemy dla siebie. Pomyśl, jakie to piękne, że nie żyjemy już dla siebie, a możemy żyć dla Pana. To jest piękne dla nas ludzi. Pan chce rozlewać w sercach naszych to, co ważne, co potrzebne.

Pan Jezus spotkał kiedyś na swojej drodze człowieka, to był rzymski żołnierz – setnik, który miał wspaniałego sługę, który był bardzo w jego sercu. Ten człowiek wiedział, że tylko Chrystus może pomóc temu słudze, który był już bliski śmierci. Sam nie czuł się godny, ale myślał o swoim słudze. Dla siebie pewnie nie poprosiłby.

Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiony sługa mój. Bo i ja jestem człowiekiem podległym władzy i mam pod sobą żołnierzy; i mówię temu: Idź, a idzie; innemu zaś: Przyjdź, a przychodzi; i słudze swemu: Czyń to, a czyni.

Pan Jezus mówi:

Zaprawdę powiadam wam, u nikogo w Izraelu tak wielkiej wiary nie znalazłem.

Idź, a jak uwierzyłeś, niech ci się stanie! I został uzdrowiony sługa w tej godzinie.Mat.8,5-13.

Co może wiara? Wygląda to tak, że mogę narobić się, wytężyć wszystkie mięśnie, a mogę dostać to w tak prosty sposób. Co to więc znaczy wiara?! Przez wiarę pokonali, przez wiarę zdobyli, przez wiarę przyjęli. Wszystko przez wiarę.

A bez wiary? Nie da rady. Można narobić się, nakłopotać, włożyć ogromny wysiłek i nie da rady, ponieważ to wszystko już dostaliśmy, jako ludzie. Bóg tak umiłował świat, że dał swego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Wszyscy znamy to, a mimo wszystko ludzie zostawiają Jezusa i próbują samodzielnie wejść do wieczności na zasadzie spotkań, zgromadzeń. Wiara nie może zatrzymać się na swoim osobistym punkcie: „już jest dobrze.” Wiara prowadzi do naśladowania Chrystusa. Prowadzi dalej człowieka, żeby człowiek coraz więcej kosztował, jak dobry jest Pan, aby też mógł innych przekonać o tym.

Wiara. Nie widać, ale jakie rzeczy działy się z powodu tej wiary? Przybiegają ślepi, trędowaci i odchodzą już nie ślepi, nie trędowaci. Pan mówi: „czy wierzysz, że mogę ci to uczynić?”  „Tak, Panie, wierzę.” „Niech ci się stanie zgodnie z wiarą twoją”.

Lubimy osiągać to wysiłkowo, prawda? Wtedy może tam zaskrzypieć coś: „Panie, gdybym ja tak nie wziął się za to dobrze, to nic by z tego nie wyszło”. To skrzypienie, to jest straszny fałsz nowego pojazdu. Nowy pojazd nie może mieć nic takiego skrzypiącego. Apostoł Paweł, ten Boży sługa mówi: „z łaski Boga jestem tym, czym jestem”.

Wiadomości z nieba są wspaniałe, cudowne dla nas ludzi! Wszystko w Chrystusie, wszystko w Nim. Gdybyśmy mogli wziąć dzisiaj różne kluczy, francuzy, czy inne i powykręcać te wszystkie śrubki, które blokują nas i przypominają stare człowieczeństwo i wyrzucić jak najdalej. To byłoby piękne.

Mówiliśmy, że próba naśladowania cielesności, nawet własnego ojca, matki, brata, siostry, jest przekleństwem! Jedyny, którego możemy naśladować, chodzącego w ciele, jest Chrystus Jezus. Droga każdego człowieka została gdzieś skażona i dlatego te złe wspomnienia mogą przeszkadzać nam cieszyć się normalną wolnością chrześcijan, życiem w pobożności. Właśnie dlatego ludzie uciekają od życia w pobożności, od uświęcenia, gdyż opierają to na ciele. Boją się słowa uświęcenia, a uświęceniowcy wywołują ogromną niechęć, jak ogień na domownika uciekającego przed ogniem. Po prostu musimy należeć do Pana. Musimy inaczej zacząć myśleć: „a wy myślcie myślą Chrystusa”. Naprawdę, ratujmy się, bo często jeden chrześcijanin narzuca drugiemu takie ciężary, że ten nie uniesie. A ten, który narzuca uważa, że ma prawo, bo już coś uniósł, albo wydaje się mu tylko, że coś uniósł. „Jedni na drugich wkładacie ciężary, których sami nie unieśliście” – mówi Słowo Boże.

Chodzi o to, by żaden z nas nigdy nie reprezentował sobą ziemskich rzeczy, ale  żebyśmy jako chrześcijanie myśleli po chrześcijańsku, mówili po chrześcijańsku i poddawali się Jezusowi po chrześcijańsku. To jest najważniejsza sprawa.

Pan tak powiedział Słowo, że każdy z nas musi zatrzymać się i powiedzieć: „Żydzi mieli wszystko zorganizowane, świątynię, kapłanów, jedne święta, Paschę, Święto Namiotów, czy inne, gdzie cały naród zgromadzał się, gdzie mogli rozmawiać o Bogu i nie dali sobie rady. A Ty, Panie podniosłeś jeszcze wyżej dla nas, żebyśmy nie myśleli, że my zrobimy to lepiej od Żydów. I powiemy: widzicie, Żydzi, gdyby Bóg nas pogan wybrał na swój naród, a was Żydów zostawił samych, zobaczylibyście, jak byśmy was ewangelizowali i doprowadzili do Boga.” Nie. Oni odwróciliby nas od Boga.

Dlatego jest to postawione tak wysoko, żeby nam nawet nie przyszło do głowy wziąć się za to samodzielnie. Dlatego Jezus powiedział: „beze Mnie nic nie uczynicie.” Człowiek, opierając się na swoich siłach próbuje do pewnego czasu być „taki, taki, taki”, bo przeczytał w Biblii, ale za parę dni wszystko wali w kąt i mówi: „to nie da rady, koniec”. I wtedy wali w innych ludzi. Później przychodzi chwila upamiętania się i zastanowienia się i człowiek myśli: „nie, no skoro jest w Biblii, to musi być prawdą” i znowu bierze się za nią. Tak nie da rady.

To nie może być dla kogoś krzywdą, że ty zajmujesz się sprawami Pańskimi. Zajmujesz się źle Pańskimi sprawami, skoro krzywdzony jest inny człowiek. To musi sprawiać ci przyjemność, a nie być uciążeniem. Chodzenie z Chrystusem musi być najwyższą przyjemnością dla ciebie, a nie obowiązkiem.

Wiecie, jak ktoś umyśli sobie, że musi mieć ślub, to choćby nie wiem z kim, nie ma znaczenia, musi mieć ślub i koniec. Chodzi z kimś dlatego, że musi, już umyślił sobie. Dwoje ludzi postanawia być razem chcą być ze sobą, chcą razem uczyć się siebie, poznawać. My nie możemy chodzić z Jezusem, bo jest taki obowiązek, bo kiedyś będzie wesele. Chcemy chodzić z Jezusem, dlatego, że On jest naszym Oblubieńcem i chcemy mieć z Nim wspólne, razem otwarte spawy. Już dzisiaj na ziemi chcemy rozmawiać z Nim, jak wracamy, jakie mamy przeciwności. Jesteśmy słabą kobietą! Czy może jakąś feministką, która upatrzyła sobie w Jezusie kogoś z kim będzie rządzić. Jesteśmy słabi i potrzebujemy mężczyzny, który poprowadziłby nas do wieczności. Tym jedynym Mężczyzną dla mnie i dla ciebie jest Jezus. To jest prawdziwy Mężczyzna, który wie, czego chce i nie zmieni swego zdania, dlatego, że będziemy skrzeczeć Mu, chodzić i narzekać, że tak długo trzeba czekać. Pan nie zmieni. Musisz poczekać, aż On podejmie decyzję, że dostaniesz to.

W Biblii wyraźnie napisane jest, że przez cierpliwość, czekając, dziedziczą obietnice. Później przypomina się nam: „Panie, Ty mówiłeś coś o ubogiej wdowie.” Miała jakiś kłopot w rodzinie i potrzebowała, by sędzia coś załatwił. Idzie raz, a sędzia mówi: „a co mnie to obchodzi”. Wdowa idzie znowu. Sędzia ponownie zbywa ją. A wdowa znowu naprzykrza się. Sędzia w końcu wie, że w tym mieście jest tylko uboga wdowa, a wdowa wie, że w tym mieście jest tylko sędzia. Obydwoje są jakby przeznaczeni dla siebie. Co rusz spotykają się i ten sędzia myśli, że w tym mieście nie ma nikogo, tylko ta wdowa. W końcu sędzia mówi: „dam jej to, o co prosi.” Co wtedy mówi Pan Jezus, kończąc tą opowieść?  - „Trwajcie w modlitwie. Nie rezygnujcie. Jeśli zobaczycie zamknięte drzwi, przyjdźcie znowu przed oblicze Boże. Bóg chce mieć z wami osobistą relację.”

Czasami może być tak, że trzeba dłużej poczekać pod drzwiami, pukając, a kiedy otwierają się drzwi, słychać: „jeszcze Król nie podjął decyzji.” Czasem jest inaczej, jeszcze dobrze nie pomyślałeś i już przyszła z nieba odpowiedź. Ile razy tak było, a ile razy trzeba czekać? Pan Jezus mówi: „kiedy zaczynacie już prosić, spodziewajcie się, że to otrzymacie. Proście już nieustannie, aż otrzymacie, bo nim poprosiliście, Bóg przygotował to dla was.” Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego. Nie łamcie się. Niech przeciwności nie mówią: „to nie ma sensu, to mi pokazuje, że ta sprawa jest coraz bardziej beznadziejna. Oczy moje mówią, że to już nie ma szansy”. I wtedy okazuje się, że Bóg posyła swoją odpowiedź. Co musi być w naszym sercu? Wiara. Wiara w to, że Pan powiedział. „Nim porosiłeś, już wysłuchałem cię.” Jeśli prosicie zgodnie z Jego wolą, już dostaliście to. Prosiliście dla Jego chwały, bo dlatego żyjemy tu, dla Jego chwały, a więc prosimy o coś dla Jego chwały. Pan przygotował już to.

Wiecie, to jest piękne i to jest nowe człowieczeństwo dla ciebie i dla mnie, chociaż lepiej, gdyby Bóg wymazał nam wszystkie stare wspomnienia. Po ludzku myśląc, byłoby to lepiej. Myślałbym tylko o niebie, nie byłoby niczego, co diabeł mógłby przypomnieć mi. Wszystko zapomniałem, zginęło, wymazane z pamięci. Ale Bóg wie lepiej, co jest lepsze. Chociaż boli nas to i musimy przechodzić przez to, to jednak w tym doświadczeniu Bóg sprawdza to, co idzie na wieczność. Musimy przejść próbę. Komu bardziej ufamy, swoim starym doświadczeniom, czy Jezusowi? Niech Bóg daje nam zwycięstwo, abyśmy ufali Jezusowi, On jest wspaniały. A nie naszym złym doświadczeniom i żebyśmy później nie mówili, że w chrześcijaństwie są tacy sami oszuści, jak w świecie, tragedia. W chrześcijaństwie zawsze byli ludzie, którzy żyli dzięki Jezusowi i będą do samego końca.

Wróg będzie próbował zniszczyć chrześcijaństwo z tej ziemi, ale to mu się nie uda. Bóg zawsze zachowuje sobie ludzi dla Siebie. Ludzi, którzy nie ufali sobie, ale Panu i położyli w Nim całkowitą nadzieję.

A więc możemy być pewni, że jeśli Pan coś mówi do nas, to znaczy, że to jest dla nas bardzo ważne.

Jeszcze takie jedno miejsce. Uczniowie płyną na drugą stronę jeziora. Jezioro szaleje, Pan Jezus śpi w łodzi, wypoczywa. Co powinno im to mówić? Przeżyli już wiele doświadczeń z Panem Jezusem. Skoro Pan Jezus odpoczywa, to co tam taka wichurka? Pan odpoczywa, Pan w ogóle nie przejmuje się tym, ten sztorm nic nie znaczy. Ale uczniowie inaczej myśleli. „Jaka wichura? To straszne, a Pan śpi, my za chwilę utoniemy. Jak On może spać?” Jak by stracili świadomość tego, że Pan wie wszystko. Mógł spokojnie spać i nie był to żaden kłopot dla Pana. Ale uczniowie byli przerażeni. „Panie, czy nie widzisz, że giniemy?” Co wtedy Pan powiedział? „Gdzież jest wiara wasza?”, inaczej: „po co obudziliście mnie?” Ale z powodu uczniów, Pan uciszył ten sztorm i burzę. Wtedy uczniowie mówili: „kimże On jest?” Cały czas ten sam kłopot: „kimże On jest?” Ten sam kłopot jest dzisiaj pośród nas: „Kimże więc On jest, czy można zaufać Mu?” Czy we wszystkim mogę odpocząć w Nim? Ty i ja musimy odpowiedzieć sobie na to każdego dnia. Amen.

Jan 14:23