Korzystając przez wiarę

Korzystając przez wiarę - część 1

 KORZYSTAJĄC PRZEZ WIARĘ

       Szkoda, że słyszymy dwa głosy, najlepiej gdybyśmy słyszeli tylko głos Jezusa, ten najcenniejszy głos dla nas, ale niestety musimy słuchać też głosu diabła, który mówi nam różne rzeczy, które miałyby nam przeszkodzić żyć dla Pana, czy też przeszkodzić, by w pełni miłować się nawzajem. Nie jesteśmy w stanie uciec od tego złego głosu, przenosząc się np. w inną rzeczywistość, ale możemy nie słuchać go, rozeznając, że to nie jest głos naszego Pana. Trzeba iść za głosem Pasterza i podążać za Nim.

Wyobraziłem sobie ludzi jako samochody na świecie. Każdy człowiek to samochód. Jeden mija mnie i trzeszczy: „wszystko zawdzięczam swojej sile, wszystko zawdzięczam swojej sile.” Drugi skrzeczy: „zyskałem to swoją mądrością, zyskałem to swoją mądrością”. I tak jeździ się po tym świecie, a te samochody skrzeczą, piszczą, narzekają. Patrzysz, a tu przejeżdża samochód, który nic nie mówi o sobie, a tylko słychać: „wszystko zawdzięczam Jezusowi, wszystko zawdzięczam Jezusowi.” Zauważasz, że jakiś inny jest ten samochód. Wszyscy mówią, że to „oni, oni”, a ten przejechał i mówi, że to ktoś inny. W samochodach często z tyłu jest tel. jakiegoś zakładu naprawczego, zachęcając w ten sposób do udania się do tego zakładu, gdyż został sprawdzony. Na tym szczególnym samochodzie, który wydaje głos: „tylko Jezus”, widnieje z tyłu napis: „jedź pod krzyż”. Gdzie jest to miejsce? Na wzgórzu Golgoty. Tam wezmą wszystkie moje rzeczy, a dadzą zupełnie inne i wtedy jadąc będę grał w sercu swoim: „wszystko, wszystko, wszystko dzięki Jezusowi.” To On uwolnił mnie o tego skrzeczenia: „ja zawdzięczam sobie, ja zawdzięczam sobie”.

Tak zachowują się ludzie. Ktoś otwiera usta i mówi: „zobacz, osiągnąłem to wszystko, bo miałem dobre znajomości”. A tu patrzysz zadowolony samochodzik, jedzie, podskakuje, szczęśliwy, wdzięczny Bogu, że nie musi już skrzeczeć. Nic nie piszczy, nic nie narzeka, a chwali swego Pana.

Piotr pisze: „a wy chlubcie się cnotami waszego „Mechanika”, który usunął was, a dał wam nowy silnik, nowe serce, nowe pragnienia, wszystko nowe!”

My jesteśmy jak samochody, albo skrzeczymy, albo wielbimy. Nie ma innego wyjścia. Napisz na sobie: „krzyż Chrystusa – nowy pojazd”. Jedź pod krzyż, a skończysz narzekać. Ale jeśli napiszesz: „jedź pod krzyż – skończysz narzekać”, a nadal u ciebie piszczy: „ja to muszę wszystko osiągnąć sam, ja to muszę wszystko osiągnąć sam”. Ktoś popatrzy- skrzeczy, tylko troszeczkę bardziej religijnie, ale nadal skrzeczy i to nie zmienia sytuacji. Musi być coś, co pokaże, że to jest coś zupełnie innego, coś nowego.

Chrześcijaństwa nie można rozpoznać po starociu, ulepszonej wersji, to nie może skrzeczeć.

Jest jeszcze ktoś inny, kto też chce w pojeździe Pana Jezusa Chrystusa założyć instrument skrzeczący. Ten instrument nie jest z tego pojazdu, to jest dodatek, na magnes, który można przykleić do tego wspaniałego samochodziku, który jeździ i chwali swego Mechanika. Ten przyklejony dodatek wydaje głos o innym dźwięku: „na pewno nie uda ci się, na pewno nie uda ci się”. To nie jest to, co jest w środku w sercu. Coś dokleiło się. I diabeł próbuje coś takiego zrobić, żeby dołączyć fałszywy głos. Ten głos nie jest wynikiem wierzącego serca, to jest dźwięk, który chce powiedzieć: „On straci to”.

I teraz, albo zrobisz z tym porządek, otworzysz drwi i odkleisz to świństwo i wyrzucisz, żeby nie skrzeczało coś, co nie należy do ciebie, do twego Pana, albo pozwolisz, żeby to razem z tobą jeździło i robiło rysy na tym, co piękne. Czy jest to skrzeczenie starego instrumentu? Nie. Ale jeśli próbuje to skrzeczeć na nowym, oznacza, że wróg próbuje doczepić i trzeba to po prostu wyrzucić. Podobnie, jak dla apostoła Pawła było skrzeczliwe to, kiedy opętana kobieta, napełniona złem chciała głosić ewangelię, razem z nim. Uwolnił ją od tego, który chciał dołączyć się, jak również uwolnił się sam od tej kobiety, mówiącej nie w ten sposób, jak mówiłby to Pan.

Co dzisiaj boli ciebie, co ci skrzeczy? Jak przyjechałeś tu, czy z radosnym dźwiękiem: „wszystko chwali Pana, wszystko chwali Pana”, czy z innym głosem: „jestem w porządku, załatwiam temat religijny”? Jakie dźwięki brzmiały, gdy zmierzaliśmy w tym kierunku? Musimy zdawać sobie sprawę, że wróg na pewno będzie chciał przeszkadzać nam. Musimy zdawać sobie sprawę, jako Boży lud. Nie możemy pozwolić sobie na to, by to skrzeczenie było dłużej niż tylko, kiedy zobaczymy, że pojawiło się. Przyzwyczajanie się do tego, to pozwalanie, żeby to stało się częścią mojego życia, a tak nie może być. Jeśli tylko widzisz, że to jest obce, nie Chrystusowe, natychmiast musisz z tym skończyć. Nie przyzwyczajaj się do obcych dźwięków w swoim nowym życiu. Te przyzwyczajenia mogą cię tak oszukać, że będziesz myślał, że to jest ten sam dźwięk, płynący z tego samego miejsca. Nie będziesz doznawał nawet wstydu, czy rumieńca, że pozwoliłeś, żeby takie coś pozostawało.

Musisz uważać, żebyś nie wziął na siebie obciążenia, którego Jezus nie kładzie na ciebie, bo wtedy będziesz jęczeć.

Ale nie widziałem chrześcijanina, który jeździłby bez obciążenia, bo jest to jeżdżenie na pusto, marnotrawstwo czegoś, co jest piękne. Obciążenie jest zawsze zgodne z zamysłem Tego, który dał ci nowe życie. Ono jest błogosławieństwem, bo dowozisz innym to, co miłe jest Jemu. Nie widziałem, żeby radość była obciążeniem dla Bożego dziecka. Chodzi schylona głowa: „jaka ciężka ta radość, kiedy Pan zdejmie ją ze mnie, bo już ledwo chodzę.” Nikt chyba jeszcze nie widział czegoś takiego. Nie. Człowiek, który napełniony jest radością, jest naprawdę szczęśliwy. Nieraz mówiliśmy, żeby podskoczyć z radości, kiedy napełnia cię Boża myśl. Czytając nowy przekład, spotkałem to: „podskoczyć z radości” i było to potwierdzone w Grece. (Może nie wypada, bo chrześcijanin musi być uziemiony, zawsze dwie nogi na ziemi.) Naprawdę, radość ma prawo być widoczna. Widzisz ilu jeździ udręczonych, a ty możesz podskoczyć sobie. Kiedy radosne myśli napełniają cię, unoszą cię do nieba, to twoje serce aż podskakuje.

Kiedy człowiek chodzi i narzeka: „coś ciągle mówi mi, że jestem beznadziejnie do niczego, już chyba nie uniosę tego. Panie zdejmij ten ciężar” - to rozumiem, to jest ciężar, który przeszkadza człowiekowi być wdzięcznym, szczęśliwym, zadowolonym.

Chrześcijanin musi mieć siły dla Pana, by żyć dla Pana. Nie możecie łączyć Chrystusa z cielesnością, z życiem według ciała.

Używając tego podobieństwa do samochodów, olbrzymia większość samochodów jedzie na stracenie. Tylko ci, którzy dostali całkowicie nowe części jadą do nieba, do wieczności z Bogiem. Nie wstydź się gdzie jedziesz. Nie wstydźmy się, gdzie jest cel naszej wędrówki, gdyż to jest szczęściem naszym, że w końcu jedziemy w porządnym kierunku. Nie bez celu, to tu, to tam, od knajpy do knajpy, tylko nareszcie każdy dzień ma sens. Każdy dzień ma w sobie wartość, każdy dzień nosi w sobie piękny ładunek Pana.

Chwała Bogu za tą łaskę. Niech Pan napełnia nas. Pamiętaj, po tej ziemi chodził Jezus Chrystus. Po tej ziemi chodził Chrystus, nie po jakiejś obcej, po tej chodził. Tak samo ty, chrześcijaninie, też chodź po tej ziemi, tak jak On, należąc do Ojca z całego swego serca, żyjąc w woli Ojca. Nie daj się skrępować niczym. Pamiętaj, nigdy nie pozwól, żeby to diabeł kładł na ciebie ciężary. Czasami może być to nawet wierzący człowiek. Diabeł też jest wierzący. Pamiętamy, jak przyjeżdżali do Galatów i kładli im ciężary. Paweł mówi: „jeśli weźmiecie to, Chrystus już nie pomoże wam”. Ciesz się swoim Chrystusem, ty kochany samochodziku! Podskakuj sobie radośnie i należ tylko do Niego. On darował ci wszystko nowe i nie musisz się martwić, to są części niewymienialne, raz na zawsze! Nie musisz zajeżdżać do mechanika, by wymienić coś. Nie, to są części na zawsze, na wieczność. Twój wewnętrzny człowiek idzie już na wieczność do Boga. Nawet śmierć nie może oddzielić cię od Niego, ani miecz, ani głód, ani chłód. Nic nie może oddzielić cię od Niego.

Wszystko jest twoje i tak myśl i tak ciesz się Nim i tak się poddawaj Jemu. Zawsze uwielbiaj Go za to. Nigdy nie pozwól, żeby twoje dni stały się dniami opuszczonych rąk, bez nadziei. Złe dni też muszą być, ale ty wchodzisz w nie z Chrystusem, nie sam. Chociaż są straszne, ale nie są straszne, bo nie jesteś sam. Ten, który dał ci nowe serce, dał ci też serce na tą próbę. Ten, który dał ci nowy umysł, dał ci też umysł na próbę. Ten, który dał ci nogi, które teraz chodzą inaczej, też dał ci je, żeby przeszły przez tą próbę. Wszystko to jest Jego. Tak naprawdę, to próbowany jest Chrystus, a nie ty, a On wygrał już. Nie musisz myśleć: „a czy sprawdzę się”. To jest pierwszy moment kiedy tracisz ufność, że Chrystus jest doskonale wystarczający.

Będę mówić trochę śmiesznie. Jedziesz tym samochodzikiem i jest przepaść, ale Pan nie zatrzymuje cię i jedziesz dalej. Samochodzik dostaje orle skrzydła, unosi cię w górę i lecisz sobie nad wyżynami, a później znowu gdzieś osiadasz i jedziesz dalej. Myślisz sobie: „to musi być Pan”.

Czy widzisz to piękno? Pan właśnie to osiągnął na ziemi. Był na tej ziemi i wszystko dla nas osiągnął, żebyś nie narzekał, ani ja, żebyśmy nigdy nie skrzeczeli tak, jak te wszystkie pojazdy, które nie znają Go, ale żebyśmy należąc do Niego, mieli zawsze to wielkie szczęście. Nasz kierunek, to już jest Pan.

Pan będzie ciebie kształtować, ale ty ciesz się Nim. Dobrze, kiedy człowiek zobaczy, że coś nie dostaje mu i że przychodzi z tym do Pana, ale to jest właśnie oczyszczalnia. Oczyszczalnia od świadomości starego człowieka, bo ty już jesteś nowy. Nie widzę mieszanki starego z nowym.

Każdy z nas ma swoistą pamięć starych rzeczy, starych nawyków i z tego mamy być uwalniani. Wszystko stało się nowe. Czy przyjmujesz akt nowości w Chrystusie? Wszystko stało się nowe. Mamy pewne obszary pamięci, które przechodzą próbę – czy uwierzysz swojej pamięci, czy uwierzysz Jezusowi? Czy uwierzysz swoim wspomnieniom i doświadczeniom, czy uwierzysz Panu? Czy pójdziesz w próbę, którą napotykasz z Chrystusem, czy ze swoim starym doświadczeniem? To jest ta przeszkoda właśnie. I tam, gdzie wspomnienie jest silne i wydaje ci się, jako byś ty sam miał przejść tą próbę, tam musi być to usunięte, bo w Chrystusie już wszystko jest wygrane!

Będziemy o tym mówić. Zwróćcie uwagę, Piotr jest w więzieniu. Jest uwięziony między strażnikami i nie ma szansy, żeby uciekł. Wszystko jest dobrze pilnowane i strzeżone. Boży lud jednak podejmuje się wojny. Stają do wojny i zaczynają się modlić. Nie idą spać, wołają do Boga. Następnego dnia każdy idzie do pracy, matki muszą zaopiekować się małymi dziećmi, trzeba wykonywać różne zadania dnia powszedniego. Boży ludzie zostawiają to wszystko, modlą się, są tak zdeterminowani, żeby Bóg uratował Piotra. I raptem słychać kołatanie do bramki. Młoda dziewczyna, Rode, biegnie, by zobaczyć kto to jest po drugiej stronie, a Piotr mówi: „to ja, Piotr”. Ale ona jest pod wrażeniem tego wydarzenia, tej żarliwej modlitwy o Piotra, że nawet nie otworzyła mu bramki. Biegnie i mówi, że Piotr jest u bramy. I co mówią uczniowie? „Oszalałaś!” Ci wspaniali żołnierze modlitwy, którzy są zwycięzcami w modlitwie, gdyż bitwa została wygrana, ale zadziałał stary sposób myślenia! I to jest przeszkoda, z którą trzeba rozprawić się.

Według starego sposobu myślenia: „niemożliwe”. A przecież właśnie o to modlili się, ale stary sposób myślenia to: „przecież on jest dobrze strzeżony”. W końcu idą,  otwierają i stoi tam Piotr we własnej osobie. Cieszą się, jakby się dopiero urodzili. Czego mieli się przez to nauczyć? Jeśli podejmujecie się szukania Pana, to już jesteście zwycięzcami. Wtedy nie wątpcie!

Jezus zawsze uczył pewnej wartości: „jeśli będziesz modlił się z wiarą, już otrzymałeś to.” Nie wiemy w jakim czasie, ale kiedy zaczynamy modlitwę, jako nowy człowiek, stajemy przed Bogiem, to nie możemy korzystać z doświadczeń starego człowieka. Nie raz prosiliśmy o coś i nie dostaliśmy, prosiliśmy, a oszukano nas. Nie możemy czerpać z tych doświadczeń. To jest przeszkoda, która musi być umartwiana, niszczona w nas – stare wspomnienia, stare sposoby rozwiązywania spraw, stare wyniki. To wszystko musi zginąć w nas! „Wy już jesteście przaśni, czyści.” Ale jeśli stare wyniki nie będą w nas niszczone, to mogą nam w końcu powiedzieć, że my właśnie „tacy” jesteśmy. Nie uczynieni doskonałymi, tylko jesteśmy jak wybrakowany towar, który trzeba powoli wydobywać z tego wybrakowania. Ale wybrakowany towar nie może wejść do wieczności.

Z powodu czego jesteś w wieczności? Z powodu Chrystusa. Diabeł, jako oszust bazuje na odnawianiu starych sposobów osiągania celu i przez to blokuje człowieka wobec Pana. To jest to „przyklejone” do tego pojazdu – „Pan i tak nie wysłucha cię. Wielu ludzi nie wysłuchało cię -wołałeś, nie raz pragnąłeś, potrzebowałeś pomocy, a oni minęli cię i Pan też minie cię”. Albo oderwiesz to, korzystając z krzyża, z krwi Jezusa, albo stanie się to, jak coś, co w końcu udomowi się w sposobie myślenia i oddzieli od Pana. Musimy uważać – młodzi wierzący, średni wierzący, starzy, wieloletni wierzący, każdy musi uważać. Kiedy w twoich humorach pojawiają się niepewności, to znaczy, że już musisz uważać. Mamy być pewnymi Chrystusa! Nie siebie! Wróg uderza i wydobywa jakiś stary sposób rozwiązania sprawy i mówi: „zobacz jaki jesteś, nie nadajesz się do wieczności”.

Ale jeśli wierzę w Jezusa i w Nim całą nadzieję pokładam, to już jestem w wieczności. To jeżeli już tam jestem, to jak mogę nie nadawać się. Czy jesteś pewny, że Jezus to wieczność?

                            JEZUS  =  WIECZNOŚĆ

Jeśli masz Jezusa, to masz wieczność. „Kto w Niego wierzy, zbawiony jest”. Czy wierzysz w Niego?

Cała baza doświadczenia polega na tym, czy pozwolisz kłamcy zmienić Słowa Jezusa?

Chciałbym, żeby po zgromadzeniu nie było czuć (w garnku, czyli naczyniu Pana) niepewności, smrodu z ciemności, żeby nie było tam czuć ślepoty. Najesz się Bożego pokarmu i będziesz krzyczał, jak uczniowie proroccy: „mężu Boży, mężu Boży, śmierć w garnku”. Co wsypał Elizeusz do tego garnka? Mąkę. Chleb z nieba. W Nim jest życie i śmierć skończyła się. Zobacz, jakie to proste.

Zobacz jakie to jest proste, kiedy patrzysz na Jezusa, jak chodził po tej ziemi. Możemy zobaczyć tą cudowną wspaniałość, o której mówi On: „Ojcze, Ja dałem im tą chwałę, którą mi dałeś tu, aby oni ją mieli.” Wiecie, sięgnijmy nieba, sięgnijmy miejsca, skąd nieustannie przychodzi to, co najcenniejsze dla nas. Apostoł Paweł powiedział, że wrogami krzyża, miejsca gdzie zostali przemienieni na nowych ludzi,  stali się ci, którzy odwrócili umysł od nieba do ziemi. I tu na ziemi znaleźli coś swego, co zniszczyło ich.

Wszyscy chrześcijanie, to powinni być normalni ludzie. Jeśli gdzieś spotyka się nienormalność, to znaczy, że coś jest nie w porządku. To powinni być ludzie, którzy patrzą prosto, mówią w prosty sposób, kochają Jezusa, należą do Niego. Szkoda czasu na cokolwiek, co nie łączy się z Chrystusem, bo to odbiera wartość nowego życia. Czy mężczyźni, czy kobiety, młodzi, czy starzy, każdy musi uważać na to, co jest w moim wnętrzu – czy coś ze świata, czy z Chrystusa. Czym zajęty jest mój umysł: kaloriami, czy Chrystusem? Czym napełnione są moje mięśnie – tężyzną dźwigania ciężarów, czy niebiańskim pokarmem, aby służyć w miłości dla Pana?

Zobaczcie, jak diabeł łapie młodych chłopaków i młode dziewczyny. Ci młodzi chrześcijanie, mając tyle wspaniałości przed sobą, nie biorą tych wspaniałości, tylko dają się łapać w coś cielesnego i tracą tak święty, wspaniały czas, który dostali od Pana, by już dzisiaj kosztować nieba i dzisiaj chwalić Króla. Jakie to jest ważne, o czym ta Biblia mówi do nas, o czym Bóg mówi do nas. Oby wszyscy mogli widzieć to i w tym znaleźć swoje największe szczęście, że już nie muszę posługiwać się starymi rzeczami, ale korzystać z otwartego nieba i żyć dzisiaj, wracając do Pana.

Jezus chodził po tej ziemi! Na tej ziemi ukrzyżowali Go, na tej ziemi zmartwychwstał i na tej ziemi, pożegnawszy się z uczniami swymi, poszedł do Ojca, by przygotować nam miejsce i wróci na tą ziemię. Chciej być znalezionym w Nim! Żywy, żywa w Nim. Ożywieni dla Niego.

Jeśli diabeł będzie przypominał ci starego człowieka, to nie jest przyjemne, ale ty nigdy nie dopuść, że taki jest Chrystus. Możesz mieć z tym doświadczenie, ale wszystko to podepczesz, kiedy tylko będziesz wierzyć w Jezusa, a nie w siebie. Te rzeczy, jak już mówiliśmy, mają nam pomóc podnosić ręce do nieba, bo stamtąd przychodzi pomoc. Nie trać czasu.

Jeśli coś nie udało ci się, a nie obraziłeś Pana tak, żeby On odwrócił się od ciebie, idź i zwyciężaj dalej (to jest obcy sygnał). Pan wiedział za kogo umiera. Ale Pan powiedział: „wierz we Mnie, Ja za wszystko zapłaciłem”. Nigdy nie bierz na siebie, że stajesz się kogokolwiek dłużnikiem. Wszystko zapłacone. Jeśli nawet coś przydarzy się – zapłacone. Oczyszczaj się z tego, ale to już jest zapłacone. Będę chodził w czystości. Niech Pan będzie uwielbiony za wszystko to, co On uczynił dla nas ludzi!

Otwórzmy Ewangelię Łukasza, 1 rozdział i zobaczymy tu jeszcze taką jedną rzecz ze starego sposobu myślenia i zobaczymy, jakie jest działanie. Chwała Bogu za Jego łaskę, że ta Biblia jest w naszych rękach i możemy czytać, patrzeć. Spotykamy tu kapłana, o imieniu Zachariasz i jego żonę Elżbietę.

Czytajmy 1 rozdział, od 5- wiersza:

Za dni Heroda, króla judzkiego, żył pewien kapłan imieniem Zachariasz, ze zmiany kapłańskiej Abiasza. Miał on za żonę jedną z córek Aarona, a na imię jej było Elżbieta.  Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga, postępując nienagannie według wszystkich przykazań i ustaw Pańskich.  (...)

Jan 14:23