Doświadczenie Joba
Doświadczenie Joba - część 2
DOŚWIADCZENIE JOBA.
W doświadczeniach można myśleć: „wszystko przeciwko mnie” i wtedy ważne jest wiedzieć, czy należymy do Boga, dlatego, że coś mamy, czy dlatego, że On jest Bogiem, który nas stworzył, który chce mieć nas ze Sobą w swojej wspaniałej wieczności. Czy jesteśmy uzależnieni od jakiejkolwiek rzeczy, bo będziemy poddani próbie i te rzeczy będą dotknięte. Czy wtedy urazimy się na Boga, czy wygramy? Ważne jest to, czy więzi nasze z Bogiem oparte są na Bogu, czy na rzeczach. Diabeł może powoli urabiać nas tak, że kiedy są pieniądze, cieszymy się, kiedy nie ma ich, smucimy się. Diabeł chce tak urabiać charakter człowieka – mam, nie mam, zadowolenie, smutek. Diabeł chce odwrócić uwagę od zadowolenia, że jestem Bożą własnością i należę do Boga, by uzależnić człowieka od czegoś ziemskiego, to co Paweł później mówi, że wrogami krzyża stali się ci, którzy myślą o rzeczach ziemskich. Diabłu udało się odciągnąć ich od krzyża do rzeczy ziemskich i sprawić, że ich szczęście, to rzeczy ziemskie, a nie, że umarli wraz z Chrystusem dla świata, dla grzechu, dla samych siebie.
Job wygrywa to. Widać więc, jaką cudowną pracę Bóg już wykonał w tym człowieku. Te straszne wiadomości, które spadły na niego, nie powaliły go. Job kochał swoje dzieci, starał się o nie, by były z nim w wieczności, troszczył się o swoją trzodę i to wszystko zostało mu zabrane, zaatakowane, zabite i Job zwycięża całą przeciwność, mówiąc: „Pan dał, Pan wziął, niech imię Pańskie będzie uwielbione.”
Zwróćcie uwagę, że to jest dla mnie i dla ciebie lekcja, gdyż próba jest bardzo podobna i dzisiaj. „Mam to i tamto, mam dobrą pracę, dobre układy, mogę żyć na tej ziemi, jestem zabezpieczony, spokojny”, rozumiecie? I już diabeł ma człowieka. Wystarczy, że przeciwnik ruszy to i człowiek będzie urażony, zniechęcony, obrażony na Boga. Diabeł podsunął coś, co wie, że w pewnym momencie zabierze, chcąc uzależnić człowieka od siebie, by człowiek bluźnił Bogu i umarł. To też diabeł chciał powiedzieć Jobowi poprzez jego żonę.
I kiedy diabłu nie udaje się ten manewr i wraca z ziemi, ponownie staje przed Bogiem, a Bóg znowu mówi do szatana: „Czy zwróciłeś uwagę na mojego sługę Joba? Bo nie ma mu równego na ziemi” Nie ma równego mu na ziemi. Nie ma takiego samego człowieka, jak Job na ziemi, on jest jeden. Tak, jak jeden był Chrystus. Nie było nikogo, jak Chrystus i był atakowany. Job zaczyna doznawać doświadczeń Chrystusa, do którego jego serce bardzo lgnęło. Job wiedział, że Odkupiciel kiedyś stanie nad jego grobem.
Lecz ja wiem, że Odkupiciel mój żyje i że jako ostatni nad prochem stanie! Job 19,25
Serce Joba lgnęło do tego, sycił się tym, ale nie spodziewał się, że Bóg zacznie przeprowadzać go drogą Swego Syna.
Słyszeliśmy, jak mówił Darek, tylu ludzi uzdrowionych, uwolnionych od opętania, nakarmionych przez Jezusa, a potem, jakby diabeł zabrał ich wszystkich. „Zostałeś sam”. Może nawet udało mu się namówić niektórych, żeby krzyczeli: „zabić go, zabić go.” Jezus nie jest uzależniony, jest wolny, by powiedzieć: „przebacz im, Ojcze, bo nie wiedzą, co czynią.” Jezus wygrywa bitwę z diabłem. Job wygrywa i Bóg mówi: „czy widziałeś?”
Mąż to nienaganny i prawy, bogobojny i stroniący od złego, trwa jeszcze w swej pobożności, chociaż ty mnie podburzyłeś, abym go bez przyczyny zgubił. Na to szatan odpowiedział Panu, mówiąc: skóra za skórę. Job, 2,3.4.
Wiecie, to też jest doświadczenie dzisiejszych czasów. Jak ludzie boją się o swoją skórę. Coś pojawi się, zaraz strach, trzeba szybko do lekarza, by zadbać o skórę. Rozumiecie? Diabeł mówi: „uderz w skórę, zobaczymy, czy dalej będzie bogobojny, czy dalej będzie taki pewny Ciebie.” Bóg mówi: „dobrze, ale życie jego zachowaj.” (Job 2,6). I diabeł idzie, uderza. Na Jobie pojawiają się wrzody na całym ciele, od stóp do głowy, jedynie wargi zostają zdrowe. Job musi jeść, potem używa tych warg, by rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi.
Nie dość, że wszystko, co kochał, o co troszczył się zostało zabrane, to jeszcze zostało zaatakowane jego własne ciało. To był człowiek, który wchodził w bramy miasta i młodzi schodzili w bok, a starcy podnosili się, szanując go. Wielu ludzi wiedziało, że jest to człowiek otwartego, pięknego serca. Miłujący, mądry, i raptem ten człowiek doprowadzony jest do prochu. Siedzi w prochu, własna żona brzydzi się nim, ludzie brzydzą się nim. Cała ta jego chwała, dostojeństwo zostało mu zabrane. Jego własny namiot oddzielał go od ludzi zdrowych. Job siedzi w prochu i co teraz robi? Mówi bardzo cenną lekcję do swojej żony:
Mówisz, jak mówią kobiety nierozumne. Dobre przyjmujemy od Boga, czy nie mielibyśmy przyjmować i złego? W tym wszystkim nie zgrzeszył Job swymi usty. Job 2,10.
Dobro potrafimy wziąć od Boga, czy również potrafimy przyjąć doświadczenie, które będzie bolało nas? Dobro, zdrowie, fajnie przyjmuje się, ale czy przyjmę również, kiedy moje ciało dotknie choroba? Job znowu wygrywa. Mówi: „nie jestem z Bogiem dlatego, że jestem zdrowy. Jestem z Bogiem dlatego, że moje serce kocha Go i do Niego należy. Chcę być z Nim na zawsze i chociaż moje ciało oddziela mnie od zdrowych, od mojej żony, od tych wszystkich dostojeństw i wszyscy teraz zaczynają śmiać się ze mnie, to chcę kochać Go”. I znowu doświadczenie Chrystusa. Kiedy obserwujemy życie Joba, możemy obserwować doświadczenie Chrystusa. Z Chrystusa również śmiano się, szydzono, kpiono: „zobacz, taki wielki, a gdzie kończy, na krzyżu, nawet pluto na Niego”. Na Joba też pluto, pokazując: „jesteś niczym teraz dla nas.”
Obserwujmy doświadczenie tego człowieka i zauważmy, że Bóg czyni coś Swojego w nim. Job zupełnie nie rozumiał tego w tym czasie. Job bazuje na tym, co doświadczył już z Bogiem, co przeżył z Bogiem do tej chwili. Nie rozumie tego, co się dzieje. Wygrywa, chociaż nie rozumie. To jest piękne!
W 23 rozdziale Księgi Joba będziemy czytać wypowiedź Joba, który woła:
Na to odpowiedział Job i rzekł: I dziś moja skarga pełna jest goryczy, bo jego ręka zaciążyła na moich westchnieniach. O, gdybym wiedział, jak go znaleźć, jak dojść do jego trybunału, przedłożyłbym mu moją sprawę, a moje usta napełniłbym dowodami. Chciałbym poznać słowa, którymi by mi odpowiedział, i dowiedzieć się, co mi powie. Czy w swojej wielkiej mocy będzie się prawował ze mną? Nie! Byleby tylko zwrócił na mnie uwagę, a wtedy człowiek sprawiedliwy będzie się z nim prawował i przez mego sędziego będę uznany za niewinnego na zawsze. Oto, gdy idę naprzód - nie ma go, a gdy się cofam - nie zauważam go. Gdy szukam go po lewej stronie, nie dostrzegam go, gdy się ukrywa po prawej, też go nie widzę. Zna bowiem drogę, którą postępuję; Gdyby mnie wypróbował, wyszedłbym czysty jak złoto. Moja noga trzymała się mocno jego śladu; jego drogą szedłem i z niej nie zbaczałem. Od przykazań jego warg nie odstępowałem, zachowywałem w sercu słowa pochodzące z jego ust. Lecz On jest zawsze ten sam, któż go odmieni? Czego On pragnie, to czyni. On też wykona, co mi jest przeznaczone; a takich przeznaczeń jest u niego wiele. Dlatego trwożę się przed jego obliczem i gdy to rozważam, drżę przed nim. Bóg pozbawił odwagi moje serce, a Wszechmocny przeraził mnie. Bo nie z powodu ciemności muszę milczeć ani z powodu mroku, który okrył moją twarz.
Job mówi: „szukam Boga, chciałbym skonsultować się z Nim, chciałbym dowiedzieć się?” „O co teraz chodzi Boże, wiem, że żyłem z tobą, chodziłem z Tobą, czyniłem to, co chcesz, a teraz Boże chciałbym dowiedzieć się i nie ma odpowiedzi”. Całe doświadczenie toczy się i Job nie ma nadal odpowiedzi, ale wie, że Bóg ma odpowiedź. Job jest pewny, że Bóg wie, ale on jeszcze nie wie. I znowu tutaj ta cierpliwość, przez którą dziedziczymy obietnice, znowu ten akt oczekiwania. Zobacz, jak ważne jest, żebyś czekał. Możesz czegoś w danym czasie nie rozumieć, ale ważne jest, by czekać w miejscu czystości, gdzie Bóg chce mnie widzieć. Kiedy Bóg dojdzie do wypełnienia swojej woli, wtedy zobaczę, co chciał zrobić, wtedy ujrzę Jego wspaniałość. Czytamy list do Rzymian, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu, z tymi, którzy Boga miłują. Job miłował Boga i Bóg współdziałał ku dobremu, ale Job na dany czas nie widział tego celu, do którego Bóg prowadził go.
Ale Job nadal trwa i mówi: „nie zejdę z tej drogi, choćby mnie zabił, nie zejdę. Wiem i trzymam się mocno (nawet zębami, bo tylko miał zdrowe zęby). Nie puszczę tego. Tu jestem i tu będę trwać.” Wielu ludzi w doświadczeniach odwraca się, ale Job nie odwrócił się od Boga. Czy chcesz też czekać na Boga w czystym miejscu na to, jak On zrealizuje swój zamysł, należąc do Niego z całego swego serca, nie dając się odsunąć od tego Kim On jest i od Jego Boskiego planu wobec każdego Jego dziecka?
Job nie ma świadomości, że poznaje właśnie doświadczenie Swego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. On nie ma świadomości. Gdybyśmy wzięli proroków, zobaczylibyśmy podobne doświadczenia w ich życiu. Jeremiasz również mówi o tym. Wszyscy przeżywali to doświadczenie, ale Job żył w takich starodawnych czasach. I ten Boży człowiek doznawał już w swoim życiu, że Bóg nad nim pracuje w jakiejś tajemnej sprawie, nie zrozumiałej dla Joba.
Ale, czy dla nas nadal tajemnej? Jesteśmy, jakże szczęśliwymi obserwatorami. Mamy Biblię, możemy ją czytać i patrzeć na przeżycia wcześniejszych pokoleń, możemy mieć już ujawnioną tajemnicę od zamierzchłych czasów, wcześniej zakrytą, ale odkrytą w Chrystusie – że Bóg chce mieć nas dla Siebie teraz i na wieczność.
Ostatnio, kiedy czytałem Księgę Joba, byłem pod takim wrażeniem oglądania tych rzeczy, które są tu zapisane, tak jakbym czytał ją po raz pierwszy. Mieści się tu tyle wspaniałości dla nas tak cennych i ważnych, i można pomyśleć, jak wspaniałą księgą jest ta Księga.
Dzisiaj rano rozmawialiśmy i Dawid mówił, że czyta Księgę Rut i wyraziliśmy, że kiedy Duch Święty zaczyna wprowadzać, to doznajesz jaka tam jest głębia Bożych pragnień, Bożych działań, Bożej miłości, Bożego wpływu. W którymkolwiek miejscu zanurzasz się z Duchem Świętym, tam doznajesz, jak Bóg otwiera twoje zmysły i zaczynasz postrzegać to i mówisz: „naprawdę, to jest piękne, wspaniałe!” Gdybyśmy mogli czytać Biblię nieustannie z Duchem Świętym, chodzilibyśmy w pełnych zachwytach, pialibyśmy lepiej niż te wszystkie ptaszki na dworze, zadowoleni z tych wszystkich rozkoszy, jakie tu są zapisane, ponieważ Bóg opisuje tu Swój wpływ, Swoje działanie, Swoje pragnienia. Dlatego tak ważne jest, by ktoś wprowadzał nas w to, a to jest Duch Święty, żebyśmy mogli kosztować z tej wspaniałości Bożego błogosławieństwa.
Zobaczmy, co wiedział Job, a czego nie wiedzą dzisiejsi ludzie. Czytajmy 3 rozdział, 17-20:
Tam bezbożni przestają szaleć, tam odpoczywają utrudzeni. Razem wypoczywają więźniowie, nie słyszą głosu nadzorcy.
Rozumiecie? Job wiedział, że w hadesie, w piekle nie ma żadnych nadzorców, nie ma biczów, nie ma demonów, nie ma jakichś cierpień. On wiedział to, czego wielu dzisiejszych ludzi nie wie. To jest miejsce, gdzie pan i jego sługa leżą obok siebie, równo potraktowani. Job wiedział o tym.
Tam mały i wielki są razem, a niewolnik nie jest poddany swemu panu.
Dlaczego jest dane światło nędzarzowi, a życie tym, którzy są do głębi zgorzkniali!
Job wiedział, że tam jest już cicho, nie słyszy się już głosu. Ale Job wiedział, że z tamtego miejsca przyjdzie kiedyś wstać. Jezus powiedział to w 5 rozdziale Ewangelii Jana: „Umarli usłyszą głos Syna Bożego i ci, co usłyszą żyć będą.
Nadchodzi godzina, kiedy wszyscy w grobach usłyszą głos Jego. I wyjdą ci, co dobrze czynili, by powstać do życia, a inni, którzy źle czynili, by powstać na sąd.” Ew.Jana 5,25,28.29.
Widzimy, że Job wiedział o tym, jak sam wypowiada się, ze słyszenia, gdyż wtedy ludzie ustnie przekazywali sobie wiadomości o Bogu, pokolenie, zwiastowało pokoleniu wspaniałość Boga. Job był przed Bogiem, należał do Boga z całego swego serca.
W tym doświadczeniu Joba, jako kolejny etap, to odwiedziny jego przyjaciół. Wiemy, jak trudne doświadczenie przechodził Job. Wiemy jak trudno jest, kiedy najbliżsi stają przeciwko tobie: „chcesz się jeszcze trzymać tego Boga? Zostaw Go, zobacz, że On nie daje ci szczęścia, masz kłopoty.”
Przychodzą przyjaciele Joba do niego, widzą go, nie poznają, gdyż jest tak zmieniony. Wcześniej widzieli go zawsze, jako dostojnego, prawego męża, a teraz siedzącego w prochu, owrzodziałego. Na ten widok zamilkli, gdyż musiał być to straszny obraz. Często myślimy o sobie, by nie wyglądać jakoś źle, a tu jest głębia poniżenia. Ale Bóg kogo poniża, tego też wywyższa jeszcze bardziej. (...)

