Doświadczenie Joba
Doświadczenie Joba - część 1
DOŚWIADCZENIE JOBA
Chwała Bogu, że jesteśmy jeszcze na tej ziemi, i że jest jeszcze dla nas nadzieja w Chrystusie Jezusie. Jak ważne jest, czy Słowa Pana dotrą do twojego, czy mojego serca i czy zrobią w nas to, co chce Bóg. Oby Słowa czyniły to, bo Pan posyła je po to, by czasem rozszarpać nas, ale też i leczyć. Czasem trzeba rozszarpać coś, oderwać od nas to, czego nie chcemy puścić, ale też po to, by później uleczywszy nas, czynić nas jeszcze bardziej gotowymi na przejście przez przeciwności, na jakie napotkamy. I niech Słowa te, też może coś wyszarpią i niech leczą, abyśmy doznawali, że Bóg jest z nami. Jesteśmy tylko takim urywkiem czasu na ziemi, pokoleniem, które ma swój czas. Przed nami było więcej pokoleń, które też miały swój czas. To byli tacy sami ludzie, jak my. Mieli swoje pragnienia, dążenia, swoje przeżycia i musieli wygrać bitwę o swoje życie.
Wygrać – to jest pierwsza i podstawowa rzecz. Jeśli nie doznajesz, że jesteś na miejscu, gdzie decyduje się twoja wieczność, to cokolwiek usłyszysz, nie będzie to dla ciebie wystarczająco silne, żeby spowodować oderwanie się od wszystkiego, co miałoby cię zaprowadzić w miejsce jeziora ognistego. Dopóki nie jest to silnie ugruntowane w sercu, w myśleniu, że tu ważą się losy mojego życia, dopóty człowiek będzie myślał, czy naprawdę warto zrezygnować z tych przyjemności tego świata, czy warto zrezygnować z tego zadowolenia ciała, z moich pomysłów, moich marzeń. Ale, jeśli człowiek zdaje już sobie sprawę, że są tylko dwie drogi, jedna do wieczności, a druga na zatracenie, do jeziora ognistego, wtedy człowiek zaczyna się łapać Boga, żeby uratować się. I można to zobaczyć.
Można zobaczyć, czy człowiek zaczyna wierzyć w to, że jest wieczność z Bogiem i wieczne odrzucenie od Boga. Można zobaczyć to, bo człowiek nie patrzy już na innych ludzi, tylko na Boga i zaczyna ratować się, zaczyna dbać o swoją wieczność.
Był taki człowiek na ziemi, który żył bardzo, bardzo dawno temu, miał na imię Job. Człowiek ten chciał ratować się, wierzył i chciał się ratować. On troszczył się o sprawy swojego życia. Mogło nie być wokół ludzi, a on troszczył się, gdyż wiedział, że jest Bóg.
Dla mnie i dla ciebie jest tak ważne, czy będziesz osobiście troszczyć się o swoje wieczne życie, czy będziesz o nie zabiegać, chodzić koło tego, zrobić co możliwe wokół siebie, żeby było czysto, czysto, żeby nie zanurzać się w zło, nie myśleć, że skoro inni robią to, to ja też mogę, żeby w ogóle nie myśleć w ten sposób, bo są tylko dwie drogi, dwa miejsca dla ludzi i każdy człowiek musi trafić albo w jedno, albo w drugie. Nie ma tak, żeby człowiek urodził się na ziemi, żył i nie trafił w jakieś z tych dwóch miejsc. Jest to niemożliwe. Z chwilą, gdy urodziliśmy się, musimy gdzieś trafić. To jest sprawa, o której musimy pamiętać. Jeśli będziemy chcieli uciec od odpowiedzialności – „ja nic nie chcę wiedzieć” – to zginiemy, to nic nie pomoże nam, że nie chcemy wiedzieć („nie wiem i nie chcę wiedzieć, po co wiedzieć, itd.”).
Chodzi właśnie o to, by poznawać, by uczyć się, żeby rozumieć, co jest złe, a co dobre, żeby umieć przyjmować siły od Boga, ku temu, żeby odrzucać złe, a wybierać dobre.
Będziemy chcieli spędzić jakiś czas z Księgą Joba. Wygląda na to, że Job żył po potopie, ale wcześniej jeszcze, niż żył Abram, ojciec wiary naszej. Zobaczcie, że w tamtych czasach ludzie również zdawali sobie sprawę z tego, że jest Bóg. Bóg też powoływał ludzi dla Siebie. Rozmyślali, zastanawiali się, badali, jak się sprawy mają. Ten człowiek, Job, mieszkał w ziemi Uz.
A mąż ten był nienaganny i prawy, bogobojny i stroniący od złego. I urodziło mu się siedmiu synów i trzy córki. A dobytek jego stanowiło siedem tysięcy owiec i trzy tysiące wielbłądów, pięćset par wołów i pięćset oślic oraz bardzo wiele służby; był to mąż najmożniejszy ze wszystkich mieszkańców Wschodu. Joba 1,1-3.
Czytamy najpierw, że był to mąż bogobojny, stroniący od złego, nienaganny i prawy. Ten człowiek był właśnie taki nie wtedy, kiedy posiadał tak wiele dóbr. Ten człowiek był bogobojny już wcześniej. To nie zasobność spowodowała, że poczuł się taki ważniejszy, by wykonywać pewne rzeczy w kierunku Boga. To, że on był z Bogiem, powodowało, że kiedy stawał się zasobny, to nie opanowało to jego serca, bo serce jego było chronione przez to, jak on chodził w bogobojności i sprawiedliwości przed Bożym obliczem. Bóg przydał mu tej zasobności, jako człowiekowi sprawiedliwemu. On miał tak dużo, dlatego, że należał do Boga. Zobaczmy, że kiedy mu to bogactwo zostało zabrane, jakie wówczas wypowiedział słowa. Czy Job był uzależniony od tego, co posiadał? Nie. On jako mąż sprawiedliwy dostał to od Boga i jako mężowi sprawiedliwemu zostało to zabrane. Powiedział:
Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione.
W tym wszystkim nie zgrzeszył Job i nie wypowiedział nic niestosownego przeciwko Panu. Job1,21.
”Skoro Bóg dał i wziął, to jest to Jego sprawa, ale ja jestem bogobojny. Stronię od złego nie dlatego, że On dał mi to, lecz dlatego, że On jest Bogiem.”
Nie dlatego, że teraz mam dużo, to mój Bóg jest „fajny”, a kiedy nie mam, to mój Bóg nie jest już dobry. Job miał tak dużo, jak żaden z nas nie będzie miał, a potem zabrano mu tak dużo, jak myślę, że żadnemu z nas nie zabierze się. Job w tym doświadczeniu okazał się zwycięzcą, ponieważ Job chodził z Bogiem, nie dlatego, co było widoczne dla jego oczu. Job nie był nigdy uzależniony od zewnętrznych spraw, co do Boga. Jego serce nie było szczęśliwsze, kiedy miał, a kiedy nie miał, nie było nieszczęśliwsze. Ono było tak samo prawdziwe kiedy miał i kiedy nie miał. Wielu ludzi miało majętności, bo dorobiło się tego poprzez niesprawiedliwości, poprzez oszustwa, kłamstwa, kradzieże. Job dostał to od Boga, podobnie, jak Salomon, kiedy prosił: „Boże daj mi mądrość, bym mógł sądzić Twój lud”.
Dla mnie i dla ciebie jest bardzo ważne, by pamiętać o tym, że jest Bóg i z powodu tego Boga, chcę uczynić to, co Jemu podoba się. Job wiedział, że został stworzony przez Boga, który wszystko widzi. Job wiedział, że kiedy jego dzieci bawiły się razem, synowie i córki, że Bóg widzi wszystko. Job nie widział, co tam się działo, ale wiedział, że jest Bóg, który wszystko widzi, dlatego składał ofiary, na wypadek, gdyby jego dzieci uczyniły coś złego. A więc troszczył się o siebie i o swoje dzieci, o cały swój dom, żeby ten dom należał do Boga, żeby Bóg mógł zawsze przychodzić do jego domu. Tak, jak powiedział psalmista: „będę chodzić w niewinności serca mego, byś mógł przychodzić do mnie.” Job czcił Boga i praktykował to; chodził w niewinności serca, żeby Bóg mógł zawsze przyjść do jego domu. Człowiek ten otaczał opieką cały swój dom, włącznie z tym, co do tego domu należało. Na pewno jego trzoda również doświadczyła, że opiekuje się nią mąż sprawiedliwy, jak czytamy. Żadna z nich nie doznała, żeby ręka jakiegoś dziwaka panowała nad nią. Kiedy Job strzygł swoje owce, mówił: „nie zabrakło ubogiemu ubrania z moich owiec.” Job potrafił z wełny ze strzyżonych owiec uczynić ubranie dla ubogiego, którego nie było stać na taką odzież. Używał swoją trzodę, by pomagać ubogim. Nie używał tego, co dał mu Bóg, dla samego siebie.
Job potrafił używać to, był jak szafarz, który dobrze rozporządza bogactwem, którym Bóg go obdarzył. Wielu ubogich skorzystało, przychodząc do Joba, wiele wdów doświadczyło pomocy od niego. Czytamy później w Nowym Testamencie, że Bogu podoba się, kiedy zatroszczysz się o wdowę, o sierotę. Job praktykował już to. Job chodził przed Bożym obliczem, w bogobojności, w szacunku. Nie było jeszcze spisanych ksiąg, to co mamy w ręku, a Job chodził z Bogiem. Job tak, jak poznawał Boga, tak oddawał mu cześć. Poznał Boga, który stworzył burzę, poznał Boga, który stworzył deszcz, słońce, księżyc, gwiazdy i wiatr, i wodę. Poznał Boga, który daje zdrowie człowiekowi. Poznał również chorobę, która kładła człowieka i zabierała go z tej ziemi.
Job wiedział, że konsekwencją odstępstwa jest śmierć, dlatego tak bardzo pilnował się. Wierzył, że nie tylko na ziemi dobrze jest być z Bogiem i otrzymywać dużo rzeczy, on wiedział już to, co mówił apostoł Paweł, że jeśli tylko w tych ziemskich sprawach pokładasz nadzieję w Chrystusie Jezusie, jesteś najbardziej godnym pożałowania człowiekiem, ponieważ musisz pokładać nadzieję w niebiańskich sprawach. Job pokładał już nadzieję w tym, co stanie się później, dlatego strzegł i pilnował, by osiągnąć cel, co do tej przyszłości, o której wiedział, że się stanie. Job nie tylko tu na ziemi starał się być w porządku, wiedział, że chce być z Bogiem na zawsze. Job jest dobrym przykładem również dla nas żyjących, aby troszczyć się o innych. Byłby idealnym bratem na starszego zboru. Gdyby żył w czasach nowotestamentowych, śmiało byłby starszym zboru, który to swoje uczucie, dobro, którym otaczał swoją rodzinę, troskę o świętość swojego domu, przelewał na zbór. Każdy, który mógł trafić na Joba, trafił na cząstkę Boga. Job nie przypisywał sobie chwały, on oddawał chwałę Bogu za to, kim jest. Tak też powiedział i apostoł Paweł: „czym jestem, z łaski Boga jestem”.
Można powiedzieć, że Job w wielu sprawach chodził wspaniale przed Bożym obliczem, dlatego Bóg poddał tego człowieka próbie. Moglibyśmy zdziwić się, że Bóg poddaje próbie właśnie takiego człowieka. Kiedy będziemy ponownie czytać Księgę Joba i przeglądać ją, spójrzmy szczególnie jeszcze na Joba, jego wypowiedzi. Może mniej zajmiemy się wypowiedziami jego przyjaciół. Później będziemy chcieli spojrzeć na wypowiedź Boga i na finał tego doświadczenia. Znamy Księgę Joba, ale musimy znać też życie, jakie wiódł ten człowiek, jak jego serce bało się, by nie zaniedbać żadnej sprawy, o której wiedział, że Bogu podoba się to, albo usunąć to, co nie podoba się Bogu. Jego życie miało szlachetność, widać w nim Ducha Chrystusowego. Widać człowieka, który będzie przechodził przez pewne doświadczenia, o których nie ma pojęcia, ale te doświadczenia, my obecnie żyjący, wiemy, Kto przechodził najbardziej na tej ziemi. Job zaczyna kosztować z czegoś więcej, o czym nie ma pojęcia na ten moment. Job zaczyna kosztować z życia Chrystusa. To życie Chrystusa już było w nim, dlatego mógł przejść próbę. Bóg poddał go próbie. Job wszedł w tą próbę.
Zwróćcie uwagę, że kiedy diabeł wyprosił sobie natarcie na Joba, to nie było bez Bożego planu. Bóg ma swój plan. Zauważcie, że to Bóg powiedział: „czy zwróciłeś uwagę na mojego sługę, Joba?” To Bóg powiedział. Bóg wiedział przecież, że diabeł zwrócił uwagę na Joba. Przecież był to człowiek, który drażnił diabła na tej ziemi. Job słuchał Boga, a nie słuchał podszeptów diabła i postępował według Bożych planów względem swego życia tak, jak rozumiał to. Dbał o czystość, o chodzenie z Bogiem, o ludzi, którzy docierali, o swoje zwierzęta.
„Czy zwróciłeś uwagę na mojego sługę Joba?” Diabeł oczywiście zwrócił – „no tak, ale czy Job byłby takim człowiekiem, gdybyś zabrał mu to wszystko?” Bóg jest tym, który postanowił - Job będzie poddany próbie, a narzędziem, które będzie próbowało Joba, będzie szatan, zaciekły wróg, gotowy uruchomić wszystko, co tylko potrafi, żeby zniszczyć człowieka.
Kiedyś przychodzi Boży Syn na tą ziemię i również ten wróg występuje przeciwko Jezusowi Chrystusowi. Rozpoczyna olbrzymią batalię, by skusić Jezusa i odciągnąć od woli Ojca. I ten sam wróg zostaje dopuszczony, by zaatakować Joba. Zobaczcie, jakie mechanizmy on uruchamia. Kiedy przychodzą posłańcy do Joba, mówiący o tym, co wydarzyło się, widać mieszanie: „ludzie zabili”, „Bóg zabił”. Diabeł miesza wiadomości Jobowi, by powiedzieć: „zobacz, Bóg i ludzie są przeciwko tobie.” Najpierw uderzyła jakaś armia, potem ogień spadł z nieba, znowu jakaś armia uderzyła i wichura spadła z nieba – „Bóg i ludzie są przeciwko tobie, Jobie, przegrałeś”. Diabeł chce wmówić Jobowi, że Bóg jest jego wrogiem, a również i ludzie stoją przeciwko. „Zostałeś sam, czy jesteś gotów walczyć?” Job na pewno był atakowany wieloma myślami. To nie jest tak, że tylko został uderzony i nic więcej nie stało się, ale jego główną myślą, która była cały czas w jego sercu było to, że on należy do Boga bez względu na wszystko.
Job wygrywa w tej potyczce z diabłem, poddając się temu wydarzeniu. Było to coś, czego diabeł nie spodziewał się. Job mówi:
Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione.
Job nie zgrzeszył, chociaż wiemy, że diabłu pozwolono uderzyć w to, co dostał Job. (...)

