Miejsce pokuty
Miejsce pokuty - część 1
MIEJSCE POKUTY
Dzisiaj będziemy rozważać sprawę grzechu i to, jak Bóg reguluje sprawę postępowania, kiedy człowiek popełnia grzech, czego Bóg oczekuje od człowieka, by mogło dokonać się to, co potrzebne. Wiemy, że człowiek nie może otrzymać niczego od Boga, jeśli nie skieruje się prawidłowo w kierunku Boga. Jeśli ktoś zachorował, ważne jest, by zastosował się do zaleceń lekarza, jeśli chce być zdrowy. W sprawach duchowych dzisiejszy człowiek bardzo często nie wie, co ma zrobić, kiedy popełnia grzech. Sprawa ta, w dziwny sposób jest, jakby poza świadomością człowieka – człowiek grzeszy i jest mniej świadomy swego postępowania, niż ludzie, którzy żyli w czasach starego testamentu, pierwszego przymierza. Znając historię i doświadczenie ludzi, którzy żyli wcześniej i podejście Boga do tych spraw, człowiek zachowuje się bardzo dziwnie. Komuś bardzo zależy na tym, by człowiek tak zachowywał się, by nie doświadczał rzeczywistości Bożego uwolnienia, wyswobodzenia z niewoli.
Kiedy patrzymy na Stary Testament, widzimy, że Izraelici musieli składać ofiary. Kiedy przychodził grzesznik i składał ofiarę, to wszyscy mogli wiedzieć, że jest on grzesznikiem. Jeśli przychodził i składał ofiarę, musiał uczynić to jawnie, to nie mogło być w nocy, ciemności, kiedy nikt nie widzi, by nikt nie dowiedział się, że też jestem grzesznikiem. Wszystko to, działo się w światłości – człowiek przychodził, składał ofiarę, przyznawał się, że jest grzesznikiem, że popełnił grzech wobec Boga i teraz chce pojednać się z Bogiem. Do tego zadania Bóg ustanowił nawet posługę kapłańską, żeby kapłan wykonywał to, co zgodne jest z wolą Boga, kiedy grzesznik upamiętowuje się, aby mogło być to przyjęte. A więc Bóg uczynił to, co potrzebne, by grzesznik nie tylko miał świadomość, że jest grzesznikiem, lecz by również odszedł przekonany, że Bóg przebaczył mu grzechy. Bóg dba o to, by w sercu jego człowieka była świadomość, że Bóg naprawdę przebaczył mu, że jest oczyszczony.
Jak ważne jest przyznanie się do bycia grzesznikiem, który wie o tym, że ten stan oddziela go od Boga, ale dzięki Bogu wie również, że Bóg określił ofiarę za grzech. Przyznanie się do grzechu okazywało się przez przyniesienie ofiary. Przyznanie się do tego stanu, w jakim człowiek przychodził i pokazywał wszem i wobec, że potrzebuje Boga, ponieważ jego życie nie jest doskonałe, dawało mu zawsze możliwość, żeby szukać Bożego oblicza i żeby doświadczać, jak Bóg ratuje go.
W 2 Księdze Kronik, 16, rozdziale, 9 wierszu napisane jest:
Gdyż Pan wodzi oczyma swymi po całej ziemi, aby wzmacniać tych, którzy szczerym sercem są przy nim.
Szczere serce, to nie znaczy czyste serce. Nie znaczy to, że jest to serce człowieka, który niczego złego nie popełnił, ale jest szczery w tym, w jakim obecnie jest stanie. Pamiętamy opowieść Pana Jezusa o pewnym celniku i faryzeuszu i możemy zobaczyć na kogo Bóg wejrzał, a kogo pominął. Dla Boga ważne jest przyznanie się do bycia grzesznikiem w szczery, prawdziwy sposób. Wiecie, że Izrael zrobił sobie z tego wielką pułapkę, ponieważ później przynosili Bogu kulawe i ślepe ofiary, żeby tylko pozbyć się czegoś, by odejść i powiedzieć: „ja wykonałem to, co Bóg chciał”. Ale Bóg powiedział: „Ja nie przyznaję się do tego”. A więc Izraelici zrobili sobie możliwość grzeszenia i najgorsze ze swoich zwierząt poświęcali na złożenie ofiary – kulawe, ślepe, a nie cenne, zdrowe, czyste, przepatrzone. A więc nie było to szczere, prawdziwe, ze świadomością, że zrobiłem coś obrzydliwego i chcę się teraz pojednać się z Bogiem, w sposób, w jaki On określił, lecz tylko pozbyć się obciążenia, które sprawiał ten grzech, w jak najmniej kosztowny sposób.
Wiemy, że kosztowność tego przebaczenia określona była kosztem Syna Bożego, którego Bóg miłuje jako Syna, a jednak dał Go za każdego z nas, abyśmy mogli być oczyszczeni z grzechów naszych. A więc nie mogło być złożone na tą ofiarę nic, co byłoby nieczyste, musiało być to czyste. Musiało pokazywać to, że człowiek prawdziwie świadomy jest, że poniesiony jest koszt za to, by mógł odejść z przebaczeniem, doświadczyć, że w jego życiu został oczyszczony, uwolniony z popełnionego grzechu.
Człowiek tego pokolenia, w którym obecnie żyjemy, nie ma pojęcia, w olbrzymiej mierze, jak oczyszczać się. W dużych religiach zorganizowane jest to tak, że człowiek przychodzi, spowiada się komuś i ten ktoś puka i mówi: „oczyszczony, w porządku, możesz odejść”. Człowiek jest zadowolony, ale tak naprawdę sprawa z Bogiem nie została załatwiona, gdyż drugi człowiek nie może odpuszczać win. Jeśli ktoś przychodzi z wyznaniem swoich grzechów, to musi być to szczere, prawdziwe. To nie może dokonywać się w sposób religii, tylko w sposób osobistego kontaktu z Bogiem, który jest Stwórcą nieba i ziemi, rzeczy widzialnych i niewidzialnych, który jest święty. Człowiek przychodząc do tego Boga, musi przychodzić z całą świadomością, że chce pojednać się z Bogiem i ze świadomością, że nie chce niszczyć żadnego innego człowieka, z którym razem żyje, bo grzech przynosi zawsze zniszczenie, rozpad, a nie budowanie. Dzisiejszy człowiek nie oczyszcza się z tego, a więc zniszczenie jest coraz głębsze, mocniejsze.
A więc Pan prawdziwie wodzi swymi oczami po całej ziemi, aby wzmacniać, dodać otuchy, posilić tych, którzy szczerym sercem są przy Nim, którzy prawdziwie znając Boga, wiedzą jak Jemu zależy na tym, abyśmy byli czyści, nie skalani, ponieważ On chce zabrać nas na wieczność do Siebie. Jemu bardzo na tym zależy, a jak zależy obecnemu człowiekowi?
Jak my, w naszym życiu, regulujemy sprawy z Bogiem i ludźmi? Czy ukrywamy się, czy wystawiamy się? Przychodzi pewien człowiek do kapłana i mówi: „kapłanie, nie chciałbym, by inni myśleli, że jestem grzesznikiem, to zrobimy to, tak o 3 w nocy, kiedy wszyscy śpią i wtedy złożysz tą ofiarę.” Jak myślicie, co powiedziałby kapłan na to? „Nie, ponieważ Bóg określił, że masz uczynić to wobec wszystkich”. Czy wyobrażacie sobie dzisiejszego człowieka, który przyznawałby się wobec wszystkich do tego, że jest grzesznikiem, czyniącym zło? Pycha i duma rośnie razem z upadkiem człowieka i człowiekowi coraz trudniej jest być normalnym, ponieważ pycha i duma niszczy normalność człowieka.
Przyznanie się do popełnionego zła wcale nie jest takie proste, ale jeśli człowiek ma świadomość, że Bóg jest gotów przyjąć szczerego człowieka i przebaczyć mu, to człowiek zaczyna szanować Bożą łaskę i szanować, że Bóg gotów jest uczynić to.
Wiecie, że gdy Paweł nauczał pewnych rzeczy o łasce, to ludzie wyciągnęli fałszywy wniosek, że grzeszmy jeszcze więcej, skoro taki cudowny jest Bóg – grzeszmy, a łaska niech jeszcze obficiej spływa na nas. Ci ludzie nie rozumieli Boga. Bóg, kiedy otwiera przebaczenie, nie mówi: „grzesz a Ja ci wszystko przebaczę”. Nie! Bóg mówi: ”Ja chcę przebaczyć ci, a ty bądź uważny w tym, bo kto rozmyślnie grzeszy, nie ma już dla niego przebaczenia”. A więc Bóg bada, czy człowiek chce „bawić się” z Bogiem, czy też jest szczery, prawdziwy, czy chce uwolnić się od niewoli ciemności, by nie grzeszyć, czy chce oszukać Boga, że chce uwolnić się, a tak naprawdę nie chce.
Zobaczmy, jak bardzo ważne jest to, żebyśmy byli świadomi, gdy coś stanie się, co jest określone przez Słowo Boże, jako grzech. Co wtedy powinien zrobić człowiek?
Otwórzmy list do Galacjan, 3 rozdział:
Bo wszyscy, którzy polegają na uczynkach zakonu, są pod przekleństwem; napisano bowiem: Przeklęty każdy, kto nie wytrwa w pełnieniu wszystkiego, co jest napisane w księdze zakonu.
A więc przeklęty każdy, kto polega na uczynkach zakonu, bo żaden człowiek nie może wypełnić wszystkiego. Możemy powiedzieć, że ten dziwny wstyd, nie taki ku upamiętaniu, ale taki światowy, przychodzi bardzo często do człowieka wtedy, kiedy zaczyna żyć według uczynków i dobre uczynki, które wykonał, dają mu zapewnienie, że jest w porządku. Bardzo często taki człowiek nie oczyszcza się. Jego własna sprawiedliwość, oparta na dobrych uczynkach powoduje, że ukrywa się, chowa jak Adam w krzakach i myśli, że jeśli Bóg nie ujawnia tego, a ludzie nie widzą, to ta sprawa nie istnieje. Wtedy często mówi o sobie: „w porządku, dobrze”, a naprawdę jest dużo spraw, które są nieoczyszczone. Ale człowiek nie ma siły, gdyż tylko Bóg daje siłę, wzmacnia tych, którzy szczerym sercem przychodzą do Niego. Jeśli Bóg nie wzmocni, człowiek nie ma siły, by zrobić prawidłowy porządek z tym, co dzieje się złego w jego życiu. Człowiek będąc nieszczery wobec Boga, chowa się, ukrywa się za jakimiś swoimi dobrymi uczynkami i mówi: „jestem w porządku, jestem dobry”. To „w porządku i dobry” wynika tylko i wyłącznie z tego, że człowiek ma własną sprawiedliwość.
Otwórzmy Ewangelię Jana, 8 rozdział. Mamy tutaj sytuację z kobietą przyłapaną na grzechu cudzołóstwa. Złapali ją ludzie, którzy ukryci byli za swoimi uczynkami i wszyscy mieli myśleć o nich, że są to ludzie sprawiedliwi, bogobojni, należący do Boga, że troszczą się więcej o sprawy Boże, niż o sprawy tego świata. Ale, co stało się, kiedy natrafili na Pana Jezusa, który wiedział o nich wszystko? On wiedział, co jest w każdym człowieku. Wiedział również, co jest w tych ludziach, Jego nie można oszukać.
A Jezus udał się na Górę Oliwną. I znowu rano zjawił się w świątyni, a cały lud przyszedł do niego; i usiadłszy, uczył ich. Potem uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili kobietę przyłapaną na cudzołóstwie, postawili ją pośrodku i rzekli do niego: Nauczycielu, tę oto kobietę przyłapano na jawnym cudzołóstwie. A Mojżesz w zakonie kazał nam takie kamienować. Ty zaś co mówisz? A to mówili, kusząc go, by mieć powód do oskarżenia go. A Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi.
Oni wiedzieli, że Pan napełniony jest miłością do ludzi i wiedzieli, że w tej miłości może powiedzieć: „nie, nie zabijajcie tej kobiety”. I wtedy mogliby oskar żyć Go, że nie chodzi według miłości Boga, ale według miłości cielesnej, zmysłowej. Ale, co zrobił Jezus?
A gdy go nie przestawali pytać, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamieniem. I znowu schyliwszy się, pisał po ziemi. A gdy oni to usłyszeli i sumienie ich ruszyło, wychodzili jeden za drugim, poczynając od najstarszych, i pozostał Jezus sam i owa kobieta pośrodku.
Kto z nich był bez grzechu? Kiedy Duch Święty poruszył sumienia, ci ludzie nie mogli już ukrywać się i musieli odejść.
A Jezus podniósłszy się i nie widząc nikogo, tylko kobietę, rzekł jej: Kobieto! Gdzież są ci, co cię oskarżali? Nikt cię nie potępił? A ona odpowiedziała: Nikt, Panie! Wtedy rzekł Jezus: I Ja cię nie potępiam: Idź i odtąd już nie grzesz.
Kobieta, jako oskarżona, a Jezus jako doskonale czysty. „Nie potępiam cię, przyszedłem ratować”.
Człowiek, który przychodzi do Boga, może spodziewać się tego, że Bóg nie będzie potępiał jego złego uczynku, ale również nie będzie dawał mu błogosławieństwa, jeśli nadal będzie czynić to. Bóg przebacza, ale również mówi: „nie czyń tego już więcej”. Przychodząc do Boga, spotykasz Kogoś, kto kocha cię, naprawdę kocha cię. I On nie tylko chce uwolnić nas od grzechów, ale również dać nam swobodę poruszania się po tej ziemi, aby, nie grzeszyć. Dać siłę ku temu, aby człowiek mógł iść i nie wracać już do złego.
Otwórzmy list apostoła Pawła do Filipian, 3 rozdział, 6 wiersz:
…co do żarliwości prześladowca Kościoła, co do sprawiedliwości, opartej na zakonie, człowiek bez nagany.
Człowiek, według oparcia na zakonie - bez nagany.
Ale wszystko to, co mi było zyskiem, uznałem ze względu na Chrystusa za szkodę. Lecz więcej jeszcze, wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa i znaleźć się w nim, nie mając własnej sprawiedliwości, opartej na zakonie, lecz tę, która się wywodzi z wiary w Chrystusa, sprawiedliwość z Boga, na podstawie wiary, Filip.3,7-9
Apostoł przed nawróceniem, przedstawia się jako człowiek wychowany pod zakonem, w gorliwości czynienia zakonu, który mógł powiedzieć o sobie, że „co do sprawiedliwości opartej na zakonie, jest bez nagany.” Tak starał się, troszczył się, by wykonywać wszystko, ale w jego życiu były grzechy. I pisze o tym w liście do Rzymian: „chciałem czynić dobrze, lecz nie mogłem, bo chociaż chciałem czynić dobrze, trzymało się mnie złe.” (Rzym.7,14-25). Paweł wypełniał wszystko, przynosił ofiary za grzechy, ale nadal zostawał człowiekiem, którego atakował grzech i któremu musiał ulegać.
Czy obecnie żyjący ludzie, ty i ja, czy mamy jakąś własną sprawiedliwość? Czy też sprawiedliwością naszą jest Pan? Czy mamy jakąś sprawiedliwość opartą na uczynkach i przez tą sprawiedliwość czujemy się lepsi od innych? Ale kiedy podejdziemy w ten sposób, to powiedz, gdzie są te uczynki, które nie są wykonane zgodnie z wolą Bożą? Czy nie ma ani jednego?! Czy jeden zły uczynek nie niszczy wszystkich dobrych? Czy jest tak, czy nie? Jeden zły uczynek usuwa wszystkie dobre. Napisane jest: „jeśli popełnisz grzech, nie pamięta się całej twojej sprawiedliwości”, choćby trwała ona 50 lat!
Gdy mówię do sprawiedliwego: Na pewno będziesz żył, a on, polegając na swojej sprawiedliwości, popełni występek, wtedy nie będzie się pamiętało wszystkich jego sprawiedliwych uczynków, lecz umrze z powodu występku, który popełnił. Ezech.33,13.
Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. Rzym.6,23.
Jeden grzech usuwa całe 50 lat życia w sprawiedliwości. Gdzie i jak więc człowiek może oprzeć się na tym? Gdzie może człowiek oprzeć się na swoich uczynkach? Gdzie może być człowiek spokojny, który liczy na to, że będzie zaakceptowany u Boga z powodu uczynków? Skoro Paweł wychowany pod zakonem, doskonale wyuczony zakonu i żyjący najlepiej, jak potrafił według tego zakonu, uznaje, że to jest śmieć.
Zobaczcie więc, że nigdzie nie stawia się takiej sytuacji, żeby człowiek uznał siebie za doskonałego, za takiego, który dobrymi uczynkami mógłby zasłonić złe.
Co czujesz, kiedy popełnisz zło? Jakże często naprawiając zło, chcesz naprawić je dobrem. Najpierw pokłócisz się, potem się uśmiechniesz i myślisz, że sprawa jest załatwiona. Ale czy tak jest u Boga? Takie rozwiązanie bardziej pasuje do psychologii, a nie do ewangelii. U Boga, jeśli zacisnęliśmy usta, to popełniliśmy już grzech. Czy człowiek obecnego pokolenia potrafi przeprosić? Czy potrafi przeprosić, jeśli jego postępowanie dotknęło się czyjegoś życia w sposób negatywny? Jeśli Pan Jezus mówi: „kto by zgorszył jednego z tych najmniejszych, lepiej, by uwiązał sobie kamień młyński do szyi i rzucił się w morze”, to czy Pan nie chciał powiedzieć: „uważaj na to, co robisz, bądź bardzo ostrożny, ponieważ jeśli uczynisz coś złego, nie zasłonisz tego żadnym dobrem. Musisz być uwolniony od tego zła”. Takie zasłanianie powoduje to, co dzisiaj mamy właśnie, że ludzie żyją ze sobą, ale tak naprawdę już nie żyją ze sobą, nie należą do jednego Jezusa.
Apostoł mówi: własna sprawiedliwość to śmieć, bo każdy ułamek sekundy może zniszczyć ją. Strach pomyśleć, jak można żyć własną sprawiedliwością, kiedy każda sekunda może usunąć wszystko, kiedy zgrzeszysz, bo tak powiedział Bóg. Każda sekunda może usunąć wszystko, co zrobiłeś, wszelkie dobro, wszystko. Apostoł Paweł, zrozumiawszy to, uznał, że ta własna sprawiedliwość nie nadaje się – w taki sposób nie można żyć z Bogiem.
Otwórzmy list do Galacjan, 2 rozdział, 11-15 wiersz:
A gdy przyszedł Kefas do Antiochii, przeciwstawiłem mu się otwarcie, bo też okazał się winnym. Zanim bowiem przyszli niektórzy od Jakuba, jadał razem z poganami; a gdy przyszli, usunął się i odłączył z obawy przed tymi, którzy byli obrzezani. A wraz z nim obłudnie postąpili również pozostali Żydzi, tak że i Barnaba dał się wciągnąć w ich obłudę. Ale gdy spostrzegłem, że nie postępują zgodnie z prawdą ewangelii, powiedziałem do Kefasa wobec wszystkich: Jeśli ty, będąc Żydem, po pogańsku żyjesz, a nie po żydowsku, czemuż zmuszasz pogan żyć po żydowsku? (...)

