Przygotowanie na dzień przyjścia Pana
Przygotowanie na dzień przyjścia Pana – część 2
GOTOWOŚĆ NA DZIEŃ PRZYJŚCIA PANA
Pan jest cudowny i kiedy przychodzi jako życie, daje powstać nam ze śmierci do życia. Jakie to jest ważne dla mnie i dla ciebie. Śmierć zbiera żniwo, ludzie umierają, a przyszło życie, Chrystus. Wszystko to ma sens, kiedy życie napełnia nas. Wszystko ma sens, kiedy Jezus nas napełnia, kiedy Jezus może prowadzić nas.
Ale dzisiaj toczy się wielki bój o nasze codzienne postępowanie, czy ten DZIEŃ będzie codziennie w sercu moim i twoim. Czy żona, mąż, praca, dom, samochód i inne rzeczy, nie oddzieli mnie od tego DNIA i sprawi, że zapomnę o tym DNIU na konto tych dni przemijających i przestanę przygotowywać się na spotkanie z Panem, bo będę czuł, że już jest mi dobrze, że znalazłem swoją radość, swoje zaspokojenie. Zobaczcie, ile szczęścia znajdują ludzie na ziemi, które pozwala zapomnieć o tym DNIU. To dla Pana mam żyć, dla Pana mam umrzeć. Muszę myśleć o tym DNIU, umiłować ten DZIEŃ powrotu Pana, gdyż również dla Pana jest on najważniejszy. Pan czeka na obłoku, na rozkaz Ojca, Pan czeka również. I teraz Pan chce dotrzeć, żeby przypominać nam, co jest dla nas chrześcijan najważniejsze.
Zobaczcie, wszystko dzisiaj próbuje się zżymać. Oskarżyciel coraz perfidniej skupia się na niszczeniu tego, co uczynił Jezus. Ale kiedy patrzymy na Jezusa, co przyniósł On nam na ziemię? JEDNOŚĆ, jedność oczyszczonych ludzi, uwolnionych od OSKARŻYCIELA do ZBAWICIELA, Jezusa Chrystusa. Przyniósł nam wyzwolenie od oskarżyciela do Zbawiciela, uwolnienie nas od tego, że mogliśmy robić coś z diabłem do tego, by robić coś z Jezusem. Jest to bardzo ważne dla mnie i dla ciebie. Codziennie doświadczasz, jak wróg próbuje oddzielać cię od Chrystusa. Naprawdę, przypomnijcie sobie to, co mówiłem na początku. Jeśli trwam w złem, jestem światowym człowiekiem, bez względu na to, jakie jest to zło – małe, czy duże, nie ma znaczenia. Jeśli trwam w czymś złym, jestem światowym człowiekiem, ale jeśli trwam w dobru, jestem Bożym człowiekiem, dlatego uciekajmy od złego do dobrego, do Boga. Uczmy się dobrego, poznawajmy. Przez długie używanie nabywamy władz poznawczych, żeby odrzucać złe, a wybierać dobre. Czytajmy Biblię nie po to, by napakować się wiadomościami, lecz po to, by zobaczyć co jest dobre, a co złe, żeby odrzucać zło, a wybierać dobro i codziennie ćwiczyć się w tym, codziennie. Nie patrzmy, czy inni obserwują nas, czy nie. To jest moja sprawa z Panem. Pan powiedział: chcę znaleźć cię gotowym, bym mógł zabrać cię na wieczność. To jest moja i twoja osobista sprawa z Panem. Codziennie ćwicz się w tym, ucz się chodzić z Bogiem. Jeśli coś nie uda ci się, On wstawia się ze swoją krwią, byś powstał, czy powstała i ruszył dalej, żebyśmy nie zginęli. Ale musimy codziennie pamiętać: to ma sens tylko wtedy, kiedy ja będę gotowy na ten DZIEŃ.
Religia nie da mi zbawienia. Religia nie przygotuje mnie do wieczności. Zobaczmy, co apostoł Paweł mówił dalej w Dziejach Apostolskich,26,18:
Aby otworzyć ich oczy, odwrócić od ciemności do światłości i od władzy szatana do Boga, aby dostąpili odpuszczenia grzechów i przez wiarę we mnie współudziału z uświęconymi.
Do czego zmierzają uświęceni? Bez uświęcenia nie zobaczysz Pana. A więc współudział z uświęconymi, to zobaczenie Pana razem z tymi, którzy będą z Nim na wieczność. Ten DZIEŃ przez cały czas jawi się w sercu apostoła i on przelewa wiadomości o tym DNIU, a zwłaszcza do tych, którzy cierpią. Tesaloniczanie byli w wielkim cierpieniu i byli jak Żydzi, którzy nawrócili się do Jezusa, uderzani przez innych Żydów. Paweł mówi: „doświadczyliście tego samego, co i my. To i wy byliście przez swoich atakowani, uderzani, zabijani, ale wytrwaliście. Wiedzcie, że ci, którzy umarli też wstaną, nie martwcie się, a wy, jeśli dożyjecie, będziecie przemienieni i razem wyjdziemy naprzeciw Pana”.
Chwała Bogu, że choćby ktoś zginął z powodu Ewangelii, żyć będzie, że ten DZIEŃ jest najważniejszym DNIEM. Może cieszę się jako młoda kobieta, fajnie jutro nasz ślub, ale pewnego dnia to małżeństwo rozejdzie się. To nie jest to najważniejsze, prawda? Ważne, ale nie najważniejsze. Najważniejsze to, co się nigdy nie rozejdzie. Kiedy spotkamy się z Panem, nigdy już nie rozstaniemy się z Nim, nigdy już nie będzie tak, że nie będziemy widzieć Go. Zawsze będziemy widzieć Go, zawsze będziemy z Nim. To jest najważniejsze.
Jak więc przygotować się do tego dnia? Jak przygotować się Marzena do szycia? Co trzeba zrobić w maszynie, żeby szyć? Trzeba włączyć maszynę, mieć odpowiednie przybory. Przychodzi teraz ktoś z nas i Marzena udziela instrukcji – jak szyć na maszynie. Czy mówi – wyłącz z gniazdka wtyczkę? Nie. Zaczyna pokazywać wszystko tak, jak jest naprawdę, żeby maszyna mogła szyć. Następnie w oparciu o to, co dowiedzieliśmy się o szyciu, zaczynamy szyć, może nieumiejętnie, ale posuwamy się w dobrą stronę. To znaczy, że to jest prawda.
To samo jest z apostołem Pawłem. On wie jaka jest prawda, wie jak powinno to działać i prowadzi właśnie do tego, by ci, którzy usiądą do „tej maszyny”, zaczęli doznawać, że to jest prawda. Chociaż może nie tak umiejętnie, jak Paweł, ale uczeń zaczyna doznawać, że są przeciwności, które trzeba pokonać, z którymi trzeba zmierzyć się i wzywając Pana, przejść przez nie. I kończy się abstrakcja, a zaczyna się rzeczywistość. Zaczynamy mówić, „jak szyje się na maszynie”, czyli opowiadamy doświadczenia wyborów, polegania na Panu, słuchania Go we wszystkim. Nie opowieści filozofii, tylko opowieści doświadczenia.
Dlatego, słuchając apostołów, ich nauki, możemy dowiedzieć się, jak przygotować się na DZIEŃ spotkania z Jezusem. Musimy znać to, znać tą naukę. Jezus mówi: „oto przychodzę jak złodziej, musisz być czujny”. Skoro Jezus mówi: „bądź czujny”, to znaczy, że bądź czujny każdego dnia. Diabeł przychodzi, by zniekształcić nam ten DZIEŃ, bo on nie wie, kiedy my umrzemy, nie ma takiej wiedzy. On wie, że dzisiaj żyjemy, a więc chce nam dzisiaj popsuć ten dzień, żebyśmy właśnie dzisiaj, gdybyśmy przypadkiem umarli, nie poszli na wieczność z Bogiem. Diabeł próbuje zepsuć nam te dni, a Duch Święty przyszedł, by przeprowadzić nas przez te dni. Kogo prowadzi Duch Święty? Dzieci Boga. A dokąd prowadzi? Do spotkania z Oblubieńcem.
A więc musimy nauczyć się tego, co jest potrzebne, abyśmy nie byli zaskoczeni, kiedy ten DZIEŃ przyjdzie. Musimy wniknąć w tą Bożą instrukcję, a Słowo Boże służy do wykrywania, do uczenia, do rozwoju, by człowiek Boży był do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany. Po co potrzebne jest to dobre dzieło? By oblubienica była ubrana. To dobre dzieło jest w Chrystusie. A więc, zobaczcie, nawróciliśmy się, staliśmy się członkami kościoła po to, by czynić dobro i nie ustawać. Ktoś koniecznie chce przeszkodzić nam i mówi: daj sobie spokój, nie czyń tego dobra, nikt nie zwraca na to uwagi, tak naprawdę, ludzie lekceważą to, pomijają. Ktoś przychodzi, jak ten wąż, kusić nas, abyśmy przestali czynić to, do czego zostaliśmy przeznaczeni w Chrystusie. I podpowiada: „to nie ma sensu, zobacz jacy to ludzie, po co masz się poświęcać.” Ale kiedy tylko patrzysz na Jezusa, co zrobił Jezus, kiedy przyszedł do mnie? Dla kogo On tu przyszedł? Czy byłem wspaniałym człowiekiem, że przyszedł do mnie? Dlatego przyszedł, że potrzebowałem Go i ty potrzebowałeś go, by nie zginąć razem z tym światem. I przez cały czas widzę tą bitwę, walkę, mam wojnę, żeby nie czynić dobra, a dać sobie spokój. Kiedy diabłu udaje się, nie mogę uczynić dobra, gdyż udało się diabłu wsiać w moje serce zniechęcenie. Już nie mogę uczynić tego, co chciałby Jezus, aż nie oczyszczę się z tego, by mieć swobodę i działać.
Jakimi ludźmi jesteśmy dzisiaj? Gdybyśmy się tak szczerze otworzyli, to moglibyśmy dojść do wniosku, że jaki sens jest spotykania, jak to możliwe, by przygotować się na spotkanie z Panem? Boimy się powiedzieć szczerze, by ktoś nie pomyślał: „z tym człowiekiem nie da się pracować, raz fajny, raz nie fajny, zależy jaki ma humor.” Ale „maszyna musi działać”, by praca została wykonana na czas. Jak ważne jest by działało to codziennie. Bogu podobają się ci, którzy są stałego umysłu. Ale tu właśnie rozpoczyna się praca Ducha Świętego: takich ludzi Pan wywołał sobie ze świata, lecz nie po to, byśmy takimi zostali, lecz po to, byśmy sobie pomogli w tej wędrówce ku wieczności z Bogiem.
Naprawdę, wszystko ma sens, co uczynisz dobrego drugiemu, co spowoduje, że ten drugi uchwyci się jeszcze bardziej Pana. Ma to sens. Paweł gotów był pokonać wiele kilometrów, by powiedzieć coś ludziom, co jeszcze bardziej wzmocni ich w byciu z Panem. On wiedział, że te dni są jak przychodzące złodzieje. Każdy dzień, jak złodziej, chce cię wykraść z Chrystusa z różnymi ponętnymi rzeczami, pomysłami, kombinacjami, rozwiązaniami. Przychodzi taki dzień z różnym nastawieniem, próbując w coś wciągnąć, chcąc zabrać nam zbawienie, radość, wdzięczność, budowanie się nawzajem, chce odepchnąć nas od kościoła. I kiedy widzimy, że ktoś jest taki odepchnięty, gdzieś schował się, ukrył, to my wiemy już, że tego dnia dopuścił do serca swego coś niedobrego. A Jezus mówi: zwycięzcy oddziedziczą to wszystko. Jeśli człowiek już schował się, ukrył gdzieś, to znaczy, że zaczął przegrywać. Już nie jest w tym miejscu, by nawzajem budować się, walczyć, by w dniu złym uczynić to, co chce Pan i ostać się.
A więc lekcją jest, jak wygrać, jak pokona przeciwność, jak zbudować innych. Kiedyś opowiadałem komuś, że uczyłem się pewnej lekcji – gdy miałem doświadczenie i problem, wtedy szedłem usłużyć drugiemu człowiekowi. I mój problem znikał. Masz problem – coś obciąża cię, jest ci trudno, wtedy idziesz służyć drugiemu człowiekowi. Może myślisz: czym ja teraz usłużę? I raptem patrzysz, że ten człowiek korzysta, ponieważ Jezus nie zmienił się i sam doświadczasz, że Jezus uzdrawia ciebie i drugiego. Najlepszym lekarstwem jest dawać.
Popatrzmy, apostoł z drugim uczniem są pobici, sponiewierani, idą do Koryntu. Jaki obraz reprezentują? Być tak pobitym, sponiewieranym, jaki to ma sens? Jednak Koryntianie uwierzyli i przyjęli Jezusa. Dla Pawła i Sylasa był to bardzo zły dzień – siedzieć w dybach, w więzieniu. A co robili w tym złym dniu? Śpiewali pieśni Bogu, a słyszeli to również więźniowie. Mogli pomyśleć sobie: co za ludzie? Mają z nas wszystkich najgorzej, siedzą w największej ciemnicy i jeszcze śpiewają tam pieśni Bogu. Dla nich ten DZIEŃ był tak cenny i ważny. Te dyby to nic, te przeszkody, to nic, ale Pan wróci na tą ziemię i będziemy z Nim. Ten DZIEŃ był tak cenny. Nauczmy się tego, gdyż to było w apostole i w innych. Ta lekcja musi być bardzo dobrze odrobiona. Czasy są naprawdę trudne, ale to nie znaczy, że oblubienica nie może przygotowywać się.
Jest konflikt, są doświadczenia. Widzimy ten konflikt; złe doradztwo i dobre doradztwo. Pan powiedział nam: od obcego głosu uciekajcie, a słuchajcie głosu Pasterza. Jesteśmy w konflikcie, bo słyszymy dwa głosy – jeden doradza nam to, drugi co innego, a my musimy wybierać między tymi dwoma głosami, one cały czas mówią do nas. Jeden jest silny, napierający, drugi łagodniejszy, spokojny, ale my doświadczamy, i to ciało odzywa się, co zrobić z tym? Jak postąpić?
Co jest doświadczeniem dzisiejszych czasów też? „Nie pojadę na to spotkanie, posłucham sobie płytki, będę też wiedzieć, co było tam”. Ale co jest najważniejsze kiedy spotyka się Boży lud? Jezus jest najważniejszy. Potem mogę posłuchać sobie kazania, myśląc: fajne było, ale nic z tego nie będę miał, bo nie jest to połączone z Jezusem. A więc, o ile zależy to ode mnie i jest to możliwe, Pan chce mnie tam mieć. Pan wsiadł do łodzi, a uczniowie wsiedli za Nim. Pan też wysłał ich w łodzi i choć mieli przeciwności, Pan przyszedł do nich i dopłynęli do brzegu, bo Pan wysłał ich. Pan był w tej sprawie. Jak ważne jest – jesteśmy tam, gdzie chce Pan.
A więc to, z czym Bóg docierał do mnie – ten DZIEŃ nie może zniknąć z naszego serca, kiedy jesteśmy w pracy, w domu, w szkole, w zgromadzeniu, na ulicy. Gdziekolwiek jesteśmy, ten DZIEŃ musi być najsilniejszym wezwaniem dla mnie i dla ciebie. Żyję tu dla tego DNIA, Panie, kiedy przyjdziesz po Swój Kościół. Chcę być Twoim Kościołem i dzisiaj, chcę należeć do Ciebie i dzisiaj, gdyż wiem, że wrócisz.
Zobaczcie, każdy z nas jest trochę inny, ale wszyscy mamy być przekształceni na obraz Jezusa. Już wiemy, jaki jest zamiar Boga względem ciebie i mnie. Jeśli wspólnie patrzymy na obraz Jezusa, rozumiemy, że ten obraz podoba się Bogu i Bóg będzie nas tak przekształcał. Kiedy widzimy wszystko, co nie jest tym obrazem, rozumiemy, że to nie jest już Pan, a jest to ciało, cielesność człowieka. Nie jesteśmy idiotami, ludźmi bezrozumnymi i rozumiemy, co Bóg chce, a czego nie chce. Rozumiemy również, że nasze ciało często walczy, zmierza się z tym i chce innej ewangelii, niż mówi Pan. Ale wiemy również, że to co doradza ciało nie jest mądre, że to nie jest dobra rzecz, że z tego wynikają później problemy, kłopoty.
Jeśli ten DZIEŃ jest dniem naszego umiłowanego spotkania z Panem, namawiamy się nawzajem, by czynić dobro i tylko dobro. Namawiajmy się do tego. Jeśli napominamy się nawet, to mówimy: z powodu tego DNIA mówię do ciebie bracie, siostro. Z powodu tego DNIA, żeby być gotowym, a wtedy powiedz: „z powodu tego DNIA ustępuję, niech dzieje się wola Pana.” Ustępuję, upartych Pan nie weźmie do Siebie. Nie chcę, by słońce zaszło nad moją upartością, nad moim stawianiem w swój sposób.
Chciałbym, żebyśmy myśleli o tym. Będziemy zagłębiać się w Biblię, patrząc na naukę apostołów, proroków, Jezusa – jak być gotowym na ten DZIEŃ? Paweł pisał do Tymoteusza: „a ty trwaj w tej nauce i czyń to, a sam siebie zbawisz i tych, którzy ciebie słuchają.” Jak ważna musi być to nauka? Przypominaj sobie i myśl o tym, co już wiesz na ten temat, jak mamy stawić się. Niech Bóg pracuje nad nami w tej sprawie. Mówię jeszcze raz – mamy olbrzymie doświadczenie tu na ziemi. Apostołowie przez cały czas mówili: przypominamy, przypominamy, będziemy przypominać, żebyście pamiętali o tym , gdy odejdziemy. O czym pamiętali? Że Jezus zniszczył śmierć, a nieśmiertelność wywiódł na jaśnię. Żebyście pamiętali o tym, że ważniejsze jest życie z Bogiem ponad to wszystko. Amen.

