Kuszenie Jezusa i Jego ludu

Kuszenie Jezusa i Jego ludu - część 2

KUSZENIE JEZUSA I JEGO LUDU

      Czy możemy żyć beznamiętnie, tak pusto, tak nijako w tej Sodomie i trapić się nadal, że może nie żyjemy wspaniale, ale nadal siedząc w tych światowych rzeczach, zamiast radować się wolnością i cieszyć się otwartym niebem z wdzięcznym sercem, to trapić się, że nie mogę tego, czy tego, że muszę patrzeć na te różne rzeczy. Czy muszę? Czy muszę iść za ciałem, za siłą ciała i z siły ciała budować swoje szczęście? Czy nie lepiej być na wolności i szczęście codzienne budować w sile Ducha i zrozumieć to dzięki Duchowi Świętemu? Abram zrozumiał, że lepiej jest mu być z Bogiem, chociaż tam, w miejscu, gdzie nie ma takich obfitych traw dla jego stad, ale tam jest Bóg, który da mu to, co jest potrzebne. I może jego stada nie będą się tak szybko rozrastały, ale będą bezpieczne przy nim, jako pasterzu, gdyż jego serce będzie z Bogiem. A jeśli Bóg z nim, to któż przeciwko niemu?

         Tak często brakuje nam proszenia: „Panie pomóż mi, by mój umysł mógł zacząć myśleć o Tobie, żebym przestał myśleć o tym, by w tej Sodomie i Gomorze, między tymi złymi rzeczami, próbować szukać dla siebie szczęścia”. Może będę lepszy od tych w świecie i przyjmę kogoś do siebie, może będę trochę lepszy od nich. A mój dom, moja żona i dzieci, co z nimi będzie? Może mam już na tyle ugruntowane rozpoznanie i będę w stanie jakoś przejść przez te rzeczy, ale co będzie z moimi domownikami? Zobaczcie, jaka odpowiedzialność spoczywa na Bożym człowieku, który wie, jaki jest Bóg. Jak ważne są dokonywane wybory.

         Abram przeżył wiele wspaniałości, jego imię zostało zmienione na Abraham, Bóg tak nazwał go. „Będziesz już nazywać się Abraham, ojciec wielu narodów.” I zaprowadził go Bóg i pokazał  gwieździste niebo i powiedział: „popatrz, będziesz miał tyle potomstwa, ile jest tych gwiazd na niebie”.

Zobaczcie, jaka inna relacja. Tu człowiek rozmawiający z Bogiem, a tu człowiek utrapiony. Gdzie chcesz być, w którym miejscu chcesz być? Czy rozmawiać z Bogiem i cieszyć się, że Bóg rozmawia z tobą, czy trapić się w sercu swoim: „tego nie mam, tamtego nie mam, tacy ludzie mnie otaczają, pijacy, złodzieje i jacyś inni”? A potem zobaczcie, że człowiek nie ma nawet ochoty, żeby szukać społeczności z radosnym, Bożym człowiekiem. Utrapienie staje się czymś, czego człowiek już trzyma się. Jest tyle do poznania w Panu, tyle wspaniałości do dowiedzenia się od Boga, że szkoda stracić czas na kręcenie się po manowcach tego świata. Możesz mieć lepszy komputer, lepszy mebel, jakąś lepszą rzecz do ubrania, a przez to coraz dalej i dalej być od społeczności z Bogiem. Możesz pójść do sklepu, wypatrzyć coś lepszego, wspanialszego, coś co będzie lepiej ciebie zdobiło i zapomnieć, że jesteś coraz dalej i dalej od społeczności z Bogiem, a coraz bardziej przybliżasz się do Sodomy. Powoli, poprzez te miasta, poprzez te stoiska, te rzeczy, przybliżasz się do tego miejsca, w którym ugrzęźnie twoja dusza i jeśli Bóg nie wyrwie ciebie z tego, to zostaniesz tam na zawsze.

Jak ważne jest wiedzieć, że Lot nie od razu trafił do Sodomy. On przemieszczał się, wróg powoli przeprowadzał go, żeby związać go z tym miejscem. Dzisiaj wielu wierzących, ochrzczonych ludzi, powoli przemieszcza się, w kierunku tych światowych miast.

Jakaż tragedia, skoro Jezus był na ziemi. Pomyślcie o tym, bo to jest bardzo ważne. Jakaż tragedia, skoro Jezus był na ziemi, skoro On przyszedł od Ojca, stał się człowiekiem, aby nas zbawić, uratować od tych miast, od tej niewoli Babilonu, niewoli Egiptu. Uratować nas, byśmy byli wolni, by podążać za Nim, tam gdzie On, tam i my. Zobacz jaka wolność.

Wierzący w Jezusa, na początku przecież, sprzedawali wszystko i uwalniali się od tych rzeczy, rozdawali to i szli wolni za swoim Chrystusem. Cieszył ich Chrystus, a nie rzeczy. Nie chcieli mieć nic wspólnego z Sodomą, nie chcieli mieć nic wspólnego z tymi skarbami, żeby później tylko trapić się w sercu swoim. Ktoś jest wolny i może iść za swoim Panem, a ja muszę siedzieć tutaj i pilnować tego. Tam nie dowiem się zbyt wiele o moim Chrystusie, ale jeśli będę chodził z Bogiem, jeśli będę z Duchem Świętym, to będę coraz więcej wiedział o Jezusie, a to mi będzie bardzo potrzebne, żebym był oddzielony od tego świata, inaczej święty, oddzielony od tego świata, który stacza się coraz dalej i dalej. A lud Boży jakże często przybliża się do tego staczającego się świata, który dochodzi do granic swojej obrzydliwości, zamiast iść za Chrystusem. Gdybyśmy mieli zapytać wielu wierzących: „kto za ciebie położył życie, świat, czy Chrystus?” Wszyscy odpowiedzą: „przecież Chrystus”. To dlaczego żyjesz tak blisko z tym światem, skoro Chrystus. Dlatego Bóg mówi, że staje się nieprzyjacielem tych, którzy miłują ten świat, a nie Jego Syna.

A my chcemy miłować Jezusa ponad wszystko i powiedzieć tak, jak ojciec wiary naszej Abraham: „ty sobie idź, gdzie chcesz, wybieraj, a ja pójdę w przeciwnym kierunku”. Tak, jak powiedział Jozue: „chcecie służyć, to służcie, ale ja i mój dom służyć będziemy Bogu”. Kierunek został określony. Czy to były tylko puste słowa?

Aż szkoda dzisiaj, że wielu „Lotów” ze swoimi domami siedzi dzisiaj w Sodomie, gdzie nie przychodzi Pan, aż przykro patrzeć. Jeśli przyszedłby tam Pan, to chyba tylko po to, by ich wyrwać. Zobacz, jak bardzo ważne jest to, gdzie jesteś, czy Pan może przychodzić, czy Pan może być razem, czy Pan może nadal rozmawiać, czy Pan jest widoczny? Zobaczcie, do Abrahama przyszedł Pan: „nie mogę minąć przyjaciela mego i nie powiedzieć mu, co mam zamiar uczynić. Powiem mu o tym.” Piękne, prawda? Przyjaciel Boga.

Czy warto zostawić Boga, by zyskać ten świat i stracić tak wspaniałą przyjaźń. Wiecie, ile znaczy przyjaźń tego świata? Kto z was może powiedzieć, że spotkał w tym świecie iluś ludzi, wspaniałych przyjaciół, gotowych i życie oddać? Ilu ludzi już zawiodło się na tym świecie, kiedy chodzi o pewne wybory, kiedy okazuje się, że komuś na czymś bardzo zależy? Zostawia ciebie i idzie dalej. Świat jest egoistyczny, do pewnych granic są przyjaźnie, ale, kiedy sprawy stają się konfliktowe, człowiek wybiera swoje. Mało kto potrafi zrezygnować ze swego. A Pan wyparł się tego wszystkiego, co miał tam, aby stać się człowiekiem. Uniżył się i przyszedł w nasze doświadczenia. Ludzie zostawiają ludzi, a Pan przyszedł, aby uratować. Patrzmy na Jezusa, bo coraz mniej ludzi jeszcze widzi Go. Coraz więcej ludzi widzi własne ja i są już coraz bliżej Sodomy, a niektórzy już po uszy siedzą w Sodomie. Nie tylko, że siedzą, ale przenikają już tą Sodoma. Świat wkroczył już do ich serc, zajął ich umysły, uczynił ich niewolnikami życia w grzechu. Choćby nawet nie było już tam nic zielonego, zostaną tam.

Sprawdź swoje serce i zobacz, kto jest dla ciebie ważniejszy, czy Chrystus, czy świat, czy aplauz, pochwały tego świata, czy Chrystusa? Najpierw jesteś mile widziany ze swoimi trzodami, ze swoimi radosnymi uniesieniami, ze swoją miłością, radością, z okazywaniem współczucia. Mile widziany jesteś. Ale potem zaczynają nienawidzić cię tak, jak zaczęli nienawidzić Lota: „ty nie jesteś stąd, przyszedłeś tutaj jako przybysz, nie jesteś stąd, nie jesteś nasz.” Lot nie chciał brać we wszystkim udziału, co oni robili, nie chciał zgodzić się na to.

Wiecie, to jest przykre że mamy tak mało słów o wspaniałym Chrystusie, a tak dużo pustych słów, w których nie ma życia. Mamy biblijne kazania, ale nie ma w nich Chrystusa, nie ma serca, które poszło za Panem na całość, nie ma serca, które wybrało: CHRYSTUS i nic więcej. Radością moją jest Pan, nie znajduję i nie szukam radości w świecie, ani w światowych rzeczach. Znalazłem już Tego, który jest wystarczający. Jak mało jest ludzi, którzy głoszą z pełnego oddania swego życia Panu, którzy żyją każdego dnia Chrystusem. Jak dużo jest Lotowskich kazań, które wspominają przeszłość, nie mając dzisiaj nic więcej do powiedzenia o Panu. Lot mógł mówić do tych ludzi w Sodomie: „nie czyńcie tego, nie róbcie.” Cóż oni mieli z tym wspólnego, czy chcieli słuchać go? Jego kazania nie miały dla nich znaczenia, oni nie widzieli w nim pełnego oddzielenia, był przecież między nimi. To on przyszedł do nich, a nie oni do niego, to on chciał wydać swoje córki za mężczyzn z tego miasta. Zobaczcie, do czego mogło tam dochodzić. Moglibyśmy zastanowić się, gdzie są pasterze jego trzód, gdzie ugrzęźli ci ludzie, którzy wcześniej sprzeczali się z pasterzami trzód Abrama, walcząc o dobro swego pana, Lota. Gdzie oni teraz są, kiedy aniołowie wyprowadzają ich pana, Lota z Sodomy? Gdzie oni zniknęli? Naprawdę, pomyślmy ile spustoszenia czyni jeden człowiek, kiedy nie idzie za Bogiem, ciągnąc swoją rodzinę w złe rzeczy. To zawsze jest konsekwencja. Jeszcze tutaj Lot został uratowany, ale co on musiał oglądać: swoją żonę zamienioną w słup soli, wnuki, które są z niego, zamiast z innych mężczyzn. Myślę, że to już nie było dla niego przyjemne, to co widział.

Abraham zaś widział coś cudownego. Widział, że w niemocy jest moc, jest siła. Kiedy jego ciało i ciało jego żony nie miało już mocy, tam zostało wzbudzone potomstwo dla chwały Boga. Piękne i Abraham mógł mówić: „Bóg jest Bogiem w każdej sytuacji.” On mógł mówić żywe słowa, mógł opowiadać swemu synowi żywe, prawdziwe chodzenie z Bogiem. Przecież jego syn, Izaak, był już młodzieńcem, kiedy szli na tą górę, aby złożyć go w ofierze. Izaak mógł wiele dowiedzieć się od swego ojca, co to znaczy chodzić z Bogiem. Mógł wiele nauczyć się, a sam przecież był prorokiem Bożym. Jakie inne błogosławieństwo spływało w tym momencie. Widzicie, jak ważne jest trzymać się Boga, trwać w Nim, należeć do Niego z całego swego serca, służyć Mu w każdym czasie, dogodnym, czy niedogodnym, ale nigdy nie spolec na zieleni tego świata, za którą silnie stoi grzech. Idziesz do sklepu, widzisz całą zieleń, można się nakarmić, pełno tego wszystkiego jest. Ale co za tym stoi? Pycha życia, pożądliwość oczu, pycha ciała.

Otwórzmy czwarty rozdział Ewangelii Łukasza, 23 wiersz:

 A Jezus, pełen Ducha Świętego, powrócił znad Jordanu i był wodzony w mocy Ducha po pustyni, i przez czterdzieści dni kuszony przez diabła. W dniach tych nic nie jadł, a gdy one przeminęły, poczuł głód.

Zobaczcie, Jezus jest pełen Ducha i jest wodzony po pustyni. Tak kiedyś Izrael chodził po pustyni przez czterdzieści lat. Dlaczego czterdzieści lat? Dlatego, że zwiadowcy poszli zobaczyć te tereny, które powinny być zdobyte. Zwiadowcy byli czterdzieści dni, by oglądać te tereny, a Izraelici zamiast pójść i zająć te tereny, zgodnie z wolą Bożą, odwrócili się i Bóg powiedział: „za jeden dzień będziecie jeden rok chodzić po pustyni”. A więc czterdzieści dni, czterdzieści lat. A tu sytuacja wraca z powrotem do czterdziestu dni. Jezus przez czterdzieści dni jest wodzony po pustyni i jest kuszony przez szatana przez te całe czterdzieści dni. I Pan wygrywa w tej bitwie. Odkupiciel wchodzi w doświadczenie tych, których odkupił i wygrywa. Diabeł nie mógł nic znaleźć, co sprawiłoby, że Pan Jezus poddałby się. (...)

Jan 14:23