Kuszenie Jezusa i Jego ludu

Kuszenie Jezusa i Jego ludu - część 1

KUSZENIE JEZUSA I JEGO LUDU

         Niech Pan pomoże nam zagłębiać się w swoje Słowo, pojmować i rozumieć Jego wspaniałą miłość do nas ludzi, a zarazem i olbrzymie doświadczenie nasze w tej pielgrzymce. Nim wyruszymy w tym kierunku, o czym będziemy dzisiaj rozmawiać, chciałbym, żebyśmy spojrzeli na chwilę na dwóch mężów Bożych, którzy swego czasu byli wspólnie razem, na Abrama i Lota. Szli razem, a ich zasobność pomnażała się coraz bardziej, rozrastała się, aż doszli do pewnego punktu, kiedy nie mogli już być razem. Mieli za duży dobytek i pasterze ich stad zaczęli między sobą się trzeć. Abram powiedział do Lota: „rozejdźmy się, wybierz sobie miejsce, a pójdę w przeciwnym kierunku, żebyśmy nie wchodzili sobie w drogę.”. Szkoda, że rozrośli się aż tak, że musieli rozejść się. Szkoda, że nie mogli być razem, ale tak się stało i rozstali się.

I kiedy Lot spojrzał na te tereny, gdzie były miasta Sodoma i Gomora, spodobały mu się te ziemie. Były piękne, nawodnione, zielone, bujne, zarośnięte, podobnie jak w Egipcie. I tak spodobały mu się, że postanowił, że pójdzie tam ze swoimi pasterzami i  trzodami. Kiedy poszedł tam, jego zwierzyna miała pełno jedzenia. Wszystko wyglądało pięknie, wydawało się, że wybór jest bardzo dobry, ale po jakimś czasie miasta, które tam były przyciągały uwagę Lota. Lot powoli zaczął przemieszczać się, z miasta do miasta, namioty jego zaczęły zbliżać się do Sodomy, aż w pewnym momencie Lot opuścił namiot i zamieszkał w domu, w mieście Sodomie.

         Ten mąż, który wcześniej mógł cieszyć się przy Abrahamie, kiedy rozmawiali razem o Bogu, już teraz nie mógł cieszyć się, ale zaczął trapić się w sercu swoim sytuacją, jaka była w Sodomie. Zobaczcie, gdzie poszedł ten Boży człowiek. Poszedł w miejsce, gdzie nie mógł już cieszyć się, tylko trapił się w sercu swoim, że teraz przyszło mu przebywać w takim miejscu.

Ale zwróćcie uwagę na to, że człowiek ten musiał coś sprzedać, bo przecież nie zmieściłby się w domu z tymi trzodami, pasterzami. Coś musiało się stać, zanim zamieszkał w tym domu. On roztrwonił, przepuścił wszystko, co posiadał, aby posiąść ten dom i móc zamieszkać w nim. Może miał brzęczącą monetę, którą płacono, srebro, czy inne rzeczy.

Teraz jest w Sodomie razem ze swoją rodziną, z żoną, córkami, przeżywa swoje doświadczenia, kiedy trafia w niewolę, później jest wydobyty z tej niewoli i w pewnym momencie przychodzą aniołowie do Sodomy. Lot zaprasza ich do swojego domu, ale oni nie chcieli tam być. Mówią, że będą na zewnątrz, ale w końcu usilnie proszeni, wchodzą do jego domu. Lot wyprawia ucztę, razem jedzą i wyglądałoby fajnie, ale wokół domu Lota zbiera się lud Sodomy. Czego ci ludzie chcą? Oni chcą, żeby Lot oddał im tych gości, żeby mogli z nimi pobawić się.

Gdzie ten człowiek trafił?! Gdzie zaprowadziły go jego oczy? Dlaczego stracił swoje namioty, tą wolność poruszania się i zamieszkał zniewolony tym miejscem? Zainwestował w ten dom, w to wszystko i nie mógł już tego zostawić i wyruszyć, gdyż w jakiś sposób związał się z tym. I będąc tam, trapił się. Zobaczcie, że aniołowie musieli wziąć go za ręce i wyprowadzić, gdyż cały czas coś go trzymało w tym miejscu, mimo, że trapił się, ale nie mógł opuścić tego miejsca, nie mógł wyjść do zadowolenia pól, łąk, wspaniałych przestrzeni, w których mógłby poruszać się. Został skrępowany, zniewolony. Abraham zaś jest wolny i może poruszać się.

W pewnym momencie, kiedy aniołowie wyprowadzają Lota, prosi ich o pewne miejsce, żeby mógł zamieszkać chociaż w tym Soarze. Dobrze, ze względu na ciebie to miasto zostanie zachowane. Co widzi Lot, kiedy przychodzi do tego Soaru? On już boi się mieszkać tam. Zaczyna mieszkać w jaskini razem ze swoimi córkami, jego żony już nie ma.

Zobaczcie, Lot traci wszystko, traci swoją żonę, a córki nie mogą znaleźć sobie mężczyzny, ponieważ wszyscy mężczyźni w tym mieście nie żyją jak normalni mężczyźni na ziemi według Boga, a żyją wbrew woli Boga, mężczyźni z mężczyznami. Córki Lota nie mogą znaleźć sobie partnerów, którzy byliby ich mężami. W końcu wpadają na pomysł: „jedynym jeszcze mężczyzną, który nie żyje z innymi mężczyznami, jest ich własny ojciec” i z niego biorą potomstwo.

Zobaczcie, do czego ten Boży człowiek doprowadził swój dom, idąc w kierunku tego, co widziały jego oczy. A do czego doprowadza swój dom Abram, idąc za Bogiem? Dobrze, żeby oprzytomnieć tutaj i zobaczyć, czy idę za Bogiem, czy idę za własnymi oczami? Czy ta „zieleń” przykrywa mi grzechy, które mieszkają tam? I widzę tylko zieleń, piękne miejsce, ale nie chcę widzieć grzechów tych ludzi, którzy tam żyją. Chcę mieć tylko „zieleń” i nie chcę być z tymi grzesznikami. Nie chcę wchodzić w ich grzechy, chcę widzieć zieleń, piękne tereny. Nie będę z nimi grzeszył.

Zobaczcie, co sprawił wybór Lota. O Locie słyszymy już tylko w Nowym Testamencie, gdzie Piotr mówi, że Bóg umie zachować swoich. Ale jaki koszt?

Kto z was chce ponosić taki koszt, żeby narazić swój własny dom, swoje własne życie, swoją żonę i dzieci, wyprowadzając ich w zielenie tego świata, nie zwracając uwagi na grzechy? „Grzechy nie interesują mnie, nie chcę brać w nich udziału”, ale one ograniczą cały dom, zniewolą i skrępują i doprowadzą do tego, że człowiek będzie czuł, że traci relację z Bogiem i nie będzie umiał z tych rzeczy wyjść, żeby być z Bogiem, ponieważ będzie uwiązany do tego, do czego doprowadził już siebie i swój dom. I na co wystawi swoje dzieci ten człowiek, który poszedł za patrzeniem swoich oczu, a nie za Duchem Świętym?

Czy lekcja z Biblii może nam coś pomóc zrozumieć? Lot uczynił niedobrą rzecz. Myślę, że najpierw cieszył się, kiedy jego dobytek pomnażał się, nie wiedząc nawet, że to rozsunie ich z Abramem. Abraham, który poszedł za Bogiem, wstawiał się za Lotem: „Boże, jeśli znajdziesz chociaż dziesięciu, zachowaj”. Kiedy Lot trafił w niewolę, Abram poszedł z łaski Boga i wydostał go z tej niewoli. I gdzie Lot poszedł z powrotem? Zobaczcie, jak mocno został skrępowany ten Boży człowiek rzeczami namacalnymi.

Jak niedobrze jest dać się złapać w taką pułapkę? Ale dobrze jest zawsze patrzeć na Boga i cenić sobie wolność. Bo wy do wolności zostaliście powołani, Boży ludu, by być na wolnej przestrzeni, by nie być skrępowanymi, by zawsze należeć do swego Jezusa, swego Króla, Zbawiciela i Władcy, i być zawsze i Nim tam, gdzie On jest. Nie dać się związać rzeczami, ale być wolnym człowiekiem, aby być tam, gdzie jest twój Jezus. Chodzić z Nim, należeć do Niego, nigdy nie obrosnąć tak w te bogactwa, żeby rozsunąć się z Jezusem, żeby to już wchodziło w kłótnię z Jego pragnieniami, z Jego dążnościami, z Jego kierunkiem wędrowania, żeby nie stać się skrępowanym tymi rzeczami, które przecież nie dają życia.

Czy Lot mógł w tym momencie wiedzieć, że idąc za patrzeniem swoich oczu, tak jak poszła Ewa za patrzeniem swoich oczu, że napyta tyle biedy swojemu domowi i samemu sobie? Lot myślał, że dobrze wybrał, że jego rodzina skorzysta, przecież tam są piękne żyzne ziemie, piękna, wspaniała zieleń, trawa dla jego trzody. Przecież tam dopiero jego rodzina rozrośnie się. Ale zobaczcie, jaki Lot wraca. Zobaczcie ilu ludzi wyruszyło tak, a później, jacy wracali? Noemi. Ilu tak wyruszyło, a potem wracali z rozdartym sercem. „Nie nazywajcie już mnie w ten sposób, już nie jestem szczęśliwą”.

Jak ważne jest nie iść za patrzeniem oczu, ale tak, jak Duch Święty prowadzi. Taki człowiek zawsze przejdzie przez pewne doświadczenia, ale kiedy przejdzie przez nie, jakiż to szczęśliwy człowiek?

Lot siedział w Sodomie i trapił się sercu swoim, a co w tym momencie przeżywał Abraham? On chodził z Bogiem i wzrastał w doskonałość, aż doszedł do punktu, w którym był tak pewien swego Boga, że gotów był na rozkaz Boży złożyć Izaaka, wiedząc, że choćby z martwych, otrzyma go z powrotem. Do czego doszedł ten mąż, chodząc z Bogiem? Zobaczcie, że ten Boży człowiek miał trzystu iluś sług, ludzi, którzy byli z nim, domowników. I Abraham wyruszył przeciwko armii, która rozbiła te miasta. Jaką siłą dysponował ten człowiek, że mógł wyruszyć przeciwko tym królom, którzy byli tak silni, że rozbili innych silniejszych cieleśnie od siebie? Abraham dysponował pewnością Boga, do którego należał.

Jak ważna jest w życiu człowieka pewność Boga, do którego należy się, żeby na Nim opierać każdą sprawę, żeby być pewnym, że z tym Bogiem warto jest mi żyć na tej ziemi. Kiedy żyję z Bogiem, wtedy mogę pomóc swemu bratu. Nie pójdę, jak on w rzeczy, które związały i skrępowały jego wolność. Abraham nie jeździł do Sodomy i nie odwiedzał swego bratanka, był na wolności. To bratanek musiał opuścić Sodomę, to on musiał wyjść z tego miejsca, żeby nie zginąć. To było nienormalne do czego Lot doprowadził swoje dwie córki. To było nienormalne. Doszły do takiego stanu rozpaczy, że widziały już tylko jedno wyjście. To było nienormalne, do czego Lot doprowadził swój dom.

I tak będzie z każdym, kto idzie za patrzeniem swoich oczu, a nie za Jezusem. Ale, jeśli jesteś tam, gdzie jest Jezus, możesz stracić różne rzeczy z tego świata, możesz nie mieć fajnego domu, możesz mieć namiot, ale jesteś silny w Panu. Może słaby, nie otoczony jakimiś miastowymi murami. Jesteś na przestrzeni, gdzie wygląda, że każdy może najechać cię, ale to nie na ciebie najeżdżają, bo u ciebie nie znajdują nic, co by ich tak zaspokoiło. Szukają czegoś cenniejszego z tego świata.

Czy Chrystus był godny pożądania? A jednak On był najbardziej doświadczony na tej ziemi.

         Przejdźmy do naszego Pana i do doświadczenia przez jakie przeszedł z powodu ciebie i mnie. Nasz umysł jest tak ciasny, że musimy prosić Boga, by przez Ducha Świętego poszerzał sposób naszego myślenia, by te kołki naszych namiotów mózgowych poszerzały się, abyśmy mogli pojmować, co stało się, kiedy Chrystus przyszedł na ziemię, żebyśmy nie żyli jak ludzie, którzy nie mają świadomości, co powinno się stać z nami, gdy Chrystus już był na tej ziemi - Ten, który gotów był opuścić miejsce u Boga, aby przyjąć ciało, stać się człowiekiem na ziemi. Co to dla mnie i dla ciebie znaczy bracie i siostro, że Pan był tutaj na tej ziemi? (...)

Jan 14:23