Święty strach
Święty strach - część 4
ŚWIĘTY STRACH
Dlaczego mówimy o tym? Bo czasami jest tak, że człowiek bierze pewien fragment z Biblii i mówi: „Pan obiecał, że da mi to”, ale człowiek nic nie robi dla Pana, kiedy ma wolny czas, robi cały czas dla siebie. Potem zaczyna brakować, a człowiek mówi: „Pan obiecał, że mi da. Gdzie jest teraz ten Pan?” Ale, gdyby człowiek miał strach przed Panem, wiedziałby, że Pan nie daje tym, którzy nie chcą pracować. Musi być to zrozumienie, że Pan chce karmić, ubierać, dawać to, co potrzebne Swoim robotnikom. Dlatego, bojąc się Pana, wiemy jaki On jest i nie chcemy próbować, by pomanewrować Jezusem. Chcemy, żeby On mógł dać to, co obiecał i chcemy wypełnić to „jeśli”. Jeśli człowiek może nie dosypiać, zajmując się sprawami tego świata, to czy może również nie dosypiać, zajmując się sprawami Bożymi?
I tak po kolei, biorąc każdy punkt, boimy się Pana i wiemy, że On pozostanie sprawiedliwym, choć byśmy mieli umrzeć z głodu, Pan nie zmieni swego zdania. Pan mówi o sprawiedliwym, a sprawiedliwy żyje z wiary dla Pana. Nie mówi o tym, że ktoś nazywa się sprawiedliwym, a postępuje według własnej woli. Nie, Pan mówi o sprawiedliwym. Dlatego, bojąc się Pana i Jego wyroku, to ja muszę być sprawiedliwy, by mogło stać się to, co On mówi. Jeśli nie będę żył w Jego sprawiedliwości, to On nie da mi tego. Apostoł Paweł mówi: z bojaźnią i drżeniem zbawienie swoje sprawujcie.
Wszyscy musimy uczyć się tego, dlatego uczymy się Słowa Bożego, uczymy się tego, co miłe jest naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi, żeby podobać się Panu, nie ludziom. Paweł mówi: „gdybym miał podobać się ludziom, to przestałbym być zwiastunem Jego wieści.” Gdyby apostoł chciał podobać się ludziom, zmieniłaby się ewangelia głoszona przez Pawła; po co głosić krzyż.
Ważne jest by wygrywać w drobnych potyczkach, by wygrać ostateczną bitwę. By właśnie w tych drobnych sprawach opowiedzieć się po stronie Chrystusa. Tak, jak czytamy w Dziejach Apostolskich, gdzie Piotr i Jan stanęli przed bramą, i będąc w zagrożeniu, powiedzieli: „osądźcie sami, czy w obliczu Boga, godzi się bardziej słuchać was, czy Boga?” Tak też w naszych doświadczeniach chcemy wygrać potyczki i uczynić to, co Pan chce. Jeśli w potyczkach będę przegrywał, to nie wygram całej bitwy, o życie swoje.
Dzisiaj jest dużo mistyfikacji chrześcijańskiej, czynienia czegoś, co nie mówi Bogu, że to jest uczynione naprawdę z powodu tego, co On uznaje, z powodu strachu przed Nim i brakuje odpowiedzialnego poddawania się Bogu. Podobnie jak dziecko, widząc ojca z pasem, woła, że już będzie posłuszne, a i tak już zamyśla osiągnąć swój cel. Bóg widzi to i rozeznaje, czy jest to prawda, czy nie, a ojciec może nie zobaczyć tego. Bóg nie pomyli się. Jeśli jest prawda, Bóg nie pomyli się i jeśli jest kłamstwo, też nie pomyli się. Musimy mieć tą świadomość, że ludzi możemy oszukać, ale Boga nie oszukamy i raptem może okazać się, że wielu było super kandydatami na wieczność z Bogiem, a kiedy wejdziesz do wieczności, ze zdziwieniem możesz zapytać: tego nie ma? Nie ma, bo udawał coś, czego nie było. Niebo nie jest dla aktorów.
Niebo jest dla uczniów Jezusa, dla sprawiedliwych. I jest to poważna sprawa. Bóg zawsze na początku daje swoim dzieciom bojaźń, strach i wtedy człowiek nie chce zrobić niczego złego. A Słowo Boże mówi, że ludzie, którzy przestali dbać o swoje sumienie, stali się rozbitkami w wierze. Jak ważne jest mieć ojców duchowych, matki, którzy znają Boga i mówią: bój się Boga, tak jak Dawid mówił do swego syna, Salomona. „Bój się Boga, On nie ma względu na osobę. Możesz to wszystko zrobić, wybudować świątynię, ale jeśli odwrócisz się od Niego, On też odwróci się od ciebie.”
I to jest ważne, byśmy uczyli się tego, że ta bojaźń pomoże nam nawzajem uczyć się Słowa Bożego, patrzeć na to, co jest dobre, a co złe i odwracać się od zła, by czynić to, co jest bliskie Bożemu sercu.
Strach powoduje również pokutę, bez strachu nie ma pokuty. Strach powoduje, że człowiek musi mieć pewność wysłuchania modlitwy. Nie może być tak: „Panie Boże, ja przecież powiedziałem Ci już”. Muszę wiedzieć, jak Bóg patrzy na daną sprawę. Dawid, kiedy zgrzeszył, musiał wiedzieć, że Bóg daje mu znów Swego Ducha, daje mu możliwość żyć, pośród tego świata kłamstwa, oszustwa, żeby mógł iść dalej w kierunku Boga. Wiedział, że potrzebuje mieć czyste serce. Dawid miał wcześniej czyste serce, zanieczyścił je przez grzech, a teraz znowu potrzebował mieć czyste, by być z Bogiem. „Boże, odnów Swego Ducha we mnie i czyste serce stwórz we mnie, o Boże, a będę przestępców nauczał, że Ty jesteś Bogiem, który chcesz przebaczać”. Ale człowiek musi wiedzieć, czy już teraz Bóg daje mi możliwość żyć dla Niego.
Tak, jak z przebaczeniem – dziecko narobiło wiele zła, otrzymuje karę, zbuntowało się przeciwko ojcu, a łaska powoduje, że ma prawo dalej mieszkać w tym domu. To jest widoczne prawo okazywania łaski.
Każdy z nas musi mieć również świadomość, że Bóg pozwala nam być dalej w Swoim domu, że ta relacja z Nim zawiązana jest na czystości, a nie na możliwości jeszcze większego lekceważenia Go. Kto mieszka w Jego domu? Co czytamy w Psalmie pierwszym?
Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą bezbożnych Ani nie stoi na drodze grzeszników, Ani nie zasiada w gronie szyderców, Lecz ma upodobanie w zakonie Pana I zakon jego rozważa dniem i nocą. Będzie on jak drzewo zasadzone nad strumieniami wód, Wydające swój owoc we właściwym czasie, Którego liść nie więdnie, A wszystko, co uczyni, powiedzie się. Nie tak jest z bezbożnymi! Są oni bowiem jak plewa, Którą wiatr roznosi. Przeto nie ostoją się bezbożni na sądzie Ani grzesznicy w zgromadzeniu sprawiedliwych. Gdyż Pan troszczy się o drogę sprawiedliwych, Droga zaś bezbożnych wiedzie do nikąd.
Kto mieszka, ten ma świadomość, jaki jest Gospodarz tego domu i tam są pokazane pewne warunki.
A więc ty i ja potrzebujemy dzisiaj w świecie, gdzie brak jest strachu przed Bogiem, szukać Boga, by mieć ten strach każdego dnia, a jeśliby coś złego stało się, by ten strach spowodował rzeczywiste ukorzenie się przed Bogiem. Lepiej, żeby nigdy nie trzeba było przychodzić w ten sposób do Boga i nigdy więcej nie popełniać czegoś, czego On nienawidzi.
Lepiej żyć już w dobru, nie zajmując się złem, nie musieć już napominać: „przestań żyć w ten sposób, otwórz się, bądź bardziej szczęśliwy, pokaż, że Jezus umarł za twoje grzechy, żeby ludzie zobaczyli, że Jezus był na ziemi”, tylko żeby zajmować się już pięknem Chrystusa. By nikt z nas nie był człowiekiem, który odwraca uwagę od piękna Chrystusa do swojego ego, nie żyjąc życiem Jezusa, ale własnym.
Trzeba rozprawiać się ze złem, żeby mogło w nas mieszkać dobro. To dobro potrzebne jest, by nawzajem budować się na dom dla Boga.
Nawet diabeł, demony drżą, wiedząc, że Bóg zrobi to, co powiedział, a Kościół nie drży, myśląc, że zrobi coś inaczej.
Bóg chce, żeby w nas było prawdziwe uświęcanie się, oczyszczanie, pozbywanie się zła, żeby Jego dobro mogło dzisiaj być widoczne na nas dla Jego chwały. Jeśli Boże dobro nie będzie mogło być widoczne na nas, to przyjdzie pewien dzień, gdzie będziemy uciekać ze strachem przed Jego obliczem, bo nie wykorzystaliśmy czasu swego nawiedzenia, zajmując Go i absorbując nieustannie swoim złym życiem, nie dając miejsca na Jego życie w nas.
Pan umarł po to, żebyśmy my umarli, by On mógł żyć w nas, a już nie my. I to jest prawda Kościoła, żeby Jego kobieta była czysta, święta i nieskalana. Pan o to troszczy się i o to dba. Ażeby Pan mógł uczynić to, musi wyeliminować z nas nasze własne ego. Weszliśmy w Kościół, w ciało Chrystusa, w miejsce, gdzie członki nawzajem mają o siebie jednakie staranie, nie w religię. To jednakie staranie przychodzi od Pana, nie z naszej starej natury.
Nasza stara natura stale zwraca uwagę na siebie, nowa natura żyje dla Boga. I do tego potrzebny jest strach, by nie wracać do porzuconych rzeczy, do wymiocin, do brudów, ale trwać w tym, co już osiągnęliśmy, aby jeszcze więcej Bóg dawał nam, objawiał. Mamy umacniać się nawzajem w tym, że jeśli jest coś złego, to trzeba koniecznie zlikwidować to. Nie można żyć z czymś złym i czekać, że będzie dobrze, bo to jest oszustwo. Złe trzeba likwidować, żeby mogło przyjść dobro. Czy musiał być krzyż, czy nie, żeby złe zostało zlikwidowane, żeby mogło przyjść dobro? Jeśli nie musiałby być krzyż, to nie musiałoby być tak, żeby zniszczone było zło, by mieć dobro.
Bóg nie tworzy koktajli starego i nowego człowieczeństwa i dlatego mamy oczyszczać się, wiedząc, że Bóg jest Bogiem surowym. Jego budowa jest surowa, ale w tej surowości jest piękno czystości, szlachetności, miłości, dobroci, łagodności. Zobaczcie na te budowle świata, one są upiększane w różny sposób, a Boża budowla jest surowa, tak jak surowy był Jego Syn, jak surowe było miejsce, gdzie On urodził się, gdzie przebywał. Wszystko to nie miało tego, co jest w świecie, ale właśnie tam było piękno Boga. Pan nie potrzebuje upiększać się tym światem, dlatego mówi: „poprzestańcie na małym, ale w tym małym wasz charakter będzie radosny, wdzięczny, szczęśliwy, wielbiący Boga.” Jeśli nie, to stracicie to, co piękne, myśląc, że możecie tym co w świecie, zaimponować Bogu.
Módlmy się o strach, gdyż dzisiaj jest taki czas, że człowiek nawet nie potrafi powiedzieć: przepraszam ze skruszonym sercem i ze świadomością, że zrobiłem coś obrzydliwego.
Ostatnio mam takie doświadczenie, które coś pokazuje mi. Od dłuższego czasu, spośród iluś ludzi, którzy przejechali przede mną, żaden nie podziękował mi, żaden. Zobaczcie, co dzieje się z ludźmi w świecie. Kiedyś było to nienormalne, żeby nie podziękować, a dzisiaj staje się już nienormalne, żeby podziękować. Świat stacza się, ale również ludzie, którzy mienią się chrześcijanami, staczają się. Nie umieją już ani przeprosić, ani podziękować. Wszystko wydaje się, że tak ma być i koniec, należy mi się to. Dlatego wszystko to upada coraz głębiej w dół, a Pan daje to, żeby umieć przeprosić i podziękować. Módlmy się do Boga. Amen.

