Święty strach
Święty strach - część 2
ŚWIĘTY STRACH
To jest Bóg i powinniśmy bać się wydawać złe wyroki, co do tego, co On postanowił. On jest sprawiedliwy. Słowo Boże mówi, że ci którzy wierzą, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym, zwyciężają świat.
Chcę, żebyśmy mogli zrozumieć to i pojąć, że nie możemy pozwolić sobie, żeby podważać to, co mówi Bóg. Nie możemy pozwolić sobie na dyskutowanie o tym, czy On potrafi. Ale od naszej strony musimy uczynić wszystko, co możliwe, żeby nie popełniać zła i do tego właśnie potrzebny jest nam strach. Bojaźń pozwala unikać złego. Jako pierwsze, muszę bać się Boga, muszę przestać dyskutować z Nim, muszę bać się Go, by podważać jakiekolwiek Jego Słowo. Muszę bać się powiedzieć: „ja nie wiem, czy tak może być, Panie Boże.” To jest pierwsza rzecz: nie mogę spierać się ze swoim Bogiem, skorupka ze swoim Stwórcą. Kiedy czytasz Boże Słowo, to jest dokładnie tak, jak jest napisane, amen. To jest prawda. Nie możesz powiedzieć: „z tym to radzisz Sobie, Panie Boże, ale ze mną, to nie da rady”. To jest obrzydliwe draństwo, zarzucać Bogu nieumiejętność poradzenia sobie z wszystkimi, których wezwał do Siebie w Jezusie Chrystusie. Bóg może wziąć ludzi z całego świata, w tym bandytów, złodziei i z bandyty uczynić opiekuna, który będzie pilnował dzieci, ze złodzieja, kasjera. Przecież Bóg to może, Bóg może! I to nie jest tak, że Bóg ze mną nie poradzi sobie. Bóg poradzi sobie z każdym, którego wywołuje w Chrystusie Jezusie z tego świata ciemności. Nie możesz mniemać, ani chwili nawet, że możesz spierać się z Bogiem i powiedzieć: „Boże, ale ze mną, nie.” Jeśli zostajesz gdzieś na pozycji nieużywalności przez Boga, to jesteś człowiekiem, który nie boi się Boga.
Kiedy boję się Boga, wtedy Jego Słowo może wykonywać to, z czym zostało posłane, gdyż boję się dyskutować z Bogiem. Jeśli Bóg mówi: „proś Mnie, a dam ci”, wtedy proszę Go i wiem, że On da mi. Nie podważam tego, ale nie szukam czegoś dla ciała, tak jak mówi Słowo Boże, że mam prosić zgodnie z Jego wolą. Zobaczcie, jaka perspektywa wspaniałości otwiera się przed człowiekiem, który zaczyna naprawdę bać się Boga i zdaje sobie sprawę, że Bóg stoi za każdym swoim Słowem.
Zobacz, ile wspaniałości Bóg ma przygotowane dla ciebie w Chrystusie. Czy chciałbyś powiedzieć Mu, że ty nie pozwolisz przez swoje negatywne mniemanie o sobie, uczynić to, co On postanowił?
W tej pozycji, którą dzisiaj nagrywałem, autor pokazał, że aby mogło pojawić się nowe życie w człowieku, to musi ten pierwszy umrzeć, a wtedy, kiedy umrze, to życie tego drugiego zaczyna ożywiać go. Dopóki nie umrzemy, to „my” jesteśmy żywi, ale gdy umarliśmy, to Chrystus może ożywiać nas, a przez to Bóg jest uwielbiony. Dlatego Słowo Boże mówi, że Chrystus miłuje tych wszystkich, którzy doszli do tego przekonania, że skoro On umarł i my wszyscy umarliśmy.
Z Duchem Świętym przychodzi taka pewność, że grzech popełniany jest tylko i wyłącznie z powodu strachu, z różnych powodów: co ktoś pomyśli o mnie, osiągnięcia swego celu, niepewności o jutro. Grzech popełniany jest z powodu strachu, ale nie tego prawdziwego. Jezus mówi: „nie bójcie się tego, który może zabić wasze ciało, ale bójcie się Tego, który może ciało i duszę wrzucić do jeziora ognistego”. Pomyśl, że wiele rzeczy dzieje się tylko dlatego, że człowiek ma nie ten strach, który powinien mieć. Gdyby człowiek miał tę wspaniałą odwagę Ducha Świętego, w miejsce strachu przed tym światem, przed rzeczami tego świata, to czyniłby dobro i nie ustawał. Człowiek wolny, nie musi obawiać się niczego, może żyć tylko dla Boga.
Człowiek, obawiając się o różne rzeczy, zaczyna wchodzić w grzech. Zawsze tak jest. Grzech powoduje zamknięcie, oddzielenie od Boga, a więc i od Kościoła, od ludu Bożego. Z powodu grzechu człowiek zawsze oddziela się.
Przypomnijmy sobie miejsca ze Słowa, również ze swojego życia i zobaczmy, że Bóg w Chrystusie otworzył przed nami całą przestrzeń społeczności ze Sobą. To jest coś wspaniałego, co Bóg uczynił w Chrystusie. Nie musimy grzeszyć. Nie musimy, ponieważ skoro umarliśmy w Chrystusie, nie musimy chodzić z troskami. Ale Chrystus wie, że potrzebujemy jeść, pić, ubrać się i On da to, a my mamy żyć dla Niego i Jego Królestwa. Fajnie czyta się, jak Bóg wykarmił ileś milionów na pustyni, ale teraz zobaczcie, że ten Bóg jest gotów uczynić to, co potrzebne. Nigdy nie bójmy się tego, co mogłoby stać się ciału, tylko bójmy się Boga, jeśliby On w tym naszym ciele nie mógł mieszkać. Tego bójmy się, gdyż jeśli Bóg nie będzie mógł mieszkać w jakimś ciele, to ten człowiek pójdzie na stracenie. Bójmy się, gdybyśmy przeszkadzali Bogu mieszkać w nas. Nie bójmy się o nasze ciała, gdyż Słowo Boże mówi, że nikt nie widział jeszcze dzieci sprawiedliwego żebrzących chleb i nie zobaczy. Nie znaczy to wcale, że człowiek może sobie teraz siąść i myśleć: „Panie Boże, Ty teraz za mnie będziesz załatwiał.” Nie, jest to poddawanie się nieustanne Bogu, Temu, który może wszystko dobrze uczynić. On chce współdziałać z nami, a nie zrobić czegoś za nas, ale to, co potrzebne On da w swój sposób.
Problemem naszym jest myślenie, co byłoby, gdybyśmy nie pomagali Bogu. To nie my Bogu mamy pomagać, tylko Bóg nam będzie pomagał, kiedy poddajemy się Jego woli. Wtedy zaczyna się piękno życia człowieka. Człowiek chodzi w społeczności z Bogiem, rozmawia z Nim, Bóg wysłuchuje modlitw, serce człowieka jest śmiałe, pewne, chodzi po ziemi i ma cały czas świadomość chodzenia z Bogiem.„Boże daj mi strach przed Tobą, żebym bał się żyć bez Ciebie. Daj mi strach przed Tobą, żebym bał się żyć bez Twojej woli.” To jest potrzebne, a nie lekkie traktowanie Boga: „mogę zgrzeszyć, bo Jezus umarł na krzyżu.” To jest oszustwo diabelskie.
Boży strach mówi: „nie grzesz, bo Ja nienawidzę grzechu”, ale Boża miłość i łaska mówią: „ale jeśli byś zgrzeszył – wpadłeś gdzieś w jakąś głupotę – to w moim Synu, który jest prawdziwym, sprawiedliwym Sędzią i ma rozeznanie, co zrobiłeś, masz ratunek, On będzie się wstawiał”. Napisane jest, że Pan Jezus będzie wstawiał się, ale również napisane jest, że Boże dzieci nie grzeszą. Po tym rozpoznaje się dzieci Boga i dzieci diabła; jedne nie grzeszą, drugie grzeszą.
Dla mnie i dla ciebie tak ważna jest świadomość, że Bóg chce, żebyśmy mieli święty strach przed Nim. „Z drżeniem i bojaźnią zbawienie swoje sprawujcie”. To jest święte, nie porażające, że teraz nie potrafię żyć. To daje prawdziwe relacje. Zobaczcie, że Jezus często modlił się i pościł. Po co? Skoro Ojciec i tak zawsze wysłuchałby Go? Po co Jezus robił to wszystko? Po co nie dosypiał po nocach, skoro wiadomo było, że nie może być inaczej? Czy możemy tak myśleć: „jesteśmy uratowani, zbawieni, nie może być inaczej, nie musimy już przejmować się, jedzmy, pijmy, wykorzystujmy życie”? Czy nie jest tak, że z bojaźnią i drżeniem mamy sprawować zbawienie?
Zobaczyłem, jak bardzo potrzebne jest to, kiedy wróg podejdzie gdzieś człowieka i zgarnie go w jakąś głupotę, tylko dlatego, że człowiek nie boi się Boga, żeby to zrobić. Nieraz jest tak, że Bóg ostrzega przed złem, a człowiek idzie w to miejsce, przed którym Bóg ostrzega go. Jak bardzo potrzebne jest pilnowanie swoich kroków, by chodzić w mocy Bożego Ducha, nie w mocy ciała, by być zawsze z Bogiem, cenić sobie to, co w Chrystusie. Musimy mieć utwierdzone przez Ducha Świętego to, co uczynił Ojciec w Chrystusie, żeby to powodowało w nas olbrzymią niechęć do czynienia czegoś, co nie jest miłe Ojcu. Nie to, że mogę sobie zgrzeszyć, bo Jezus zapłacił, ale jeszcze więcej niechęci do czynienia czegoś, co nie jest zgodne z wolą Ojca. Patrząc na bojaźń Bożego Syna, chcieć mieć tą bojaźń w sobie. Jezus mówi: „to co jest we Mnie, daję wam, również i bojaźń”. Bojaźń Boża sprawiała, że Syn zawsze zważał na to, co chciał Ojciec. Syn miłuje Ojca, ale Syn również wie, że Ojciec jest święty, sprawiedliwy i nie ma względu na osobę. Syn wie, jaki jest Ojciec i dlatego szczególną uwagę zwraca na Ojca, a nie na całe otoczenie. Zawsze zważał na to, co Ojciec myśli o danej sprawie, co Ojciec chce, by uczynić. Ludzie pojawiają się i znikają, ale Ojciec decyduje o wszystkim.
Teraz boimy się Bożego Syna, bo teraz Jezus decyduje o wszystkim. Nie mamy ochoty lekceważyć Go, bo On jest naszym Panem, On przyjął nas i nie musimy przejmować się. Lecz my wiemy, że Jezus nie zmieni swego Słowa ani o jotę, ani o literę, my wiemy, że nie zmieni swoich sądów. Pan jest jak Ojciec i również nie ma względu na osobę, dlatego ta zdrowa bojaźń, strach, musi być w nas, który chroni nas przed lekkomyślnością, przed lekceważeniem i chodzeniem po swojemu: „a mogę zrobić sobie jakąś głupią rzecz.” Brak strachu, to jest tragedia.
Jakub mówi, kto czyni różnicę miedzy osobami przy wyznawaniu wiary, podpada pod zakon i jest winny i idzie na śmierć. Po co napisane są te słowa? By człowiek bał się, że kiedy nie postąpi według Bożej woli, to jest odpowiedzialny i poniesie konsekwencje. Bóg może karać mnie jeszcze dzisiaj, jeśli jestem w sercu przebiegłym, chytrym lisem, który kombinuje z Bogiem. Bóg nie pozwoli na manewrowanie Sobą, kiedy będę chciał wykorzystać Go do własnych celów i żyć jak świat, a mieć zbawienie.
Bóg daje człowiekowi na początku drogi to, co jest potrzebne, ubłogosławia w Jezusie i później człowiek tylko z głupoty swojej przestaje cenić sobie to, co dostał na początku, kiedy miał olbrzymią niechęć do grzechu, do czynienia zła. Bóg daje uwolnienie z wielu więzów, a później człowiek patrząc na chrześcijaństwo myśli, że Bóg już wszystko załatwił, to ja teraz będę żył po swojemu. I zaczyna się tracenie tej wspaniałości, którą dostało się w Chrystusie na konto przyoblekania się w religijność, a później śmierć. Człowiek wchodzi w grzech i nie ma już strachu, odpowiedzialności, nie ma nic.
Job mówi w ten sposób w 13 rozdziale, 10,11 wierszu:
On skarci was surowo, gdy potajemnie będziecie stronniczy. Czy jego majestat nie przerazi was, a strach przed nim nie padnie na was?
Zobaczcie, pamiętajcie, że ponosicie odpowiedzialność za to co mówicie i robicie, gdyż Bóg ocenia każdą sytuację, bo On ma zamiar uczynić podział – część wziąć do Siebie, a część do jeziora ognistego. (...)

