zgr.13.09.1998r Marian - Korzystanie z pohańbienia Chrystusowego

„Korzystanie z pohańbienia Chrystusowego”  zgr.13.09.1998r Marian

 

I teraz 5 rozdział Dziejów Apostolskich.

To doświadczenie apostołów, którzy skosztowali z tego dobrodziejstwa napełnienia mocą z wysokości ku temu, aby mogli iść i rozkrzewić wiadomość o Jezusie Chrystusie, aż po krańce ziemi.

Wszystko się zaczęło od Jerozolimy, później poprzez różne cierpienia rozchodziło się to coraz dalej, czy przez różne inne metody, jak czytamy w Dziejach Apostolskich. Rozchodziła się wieść o Jezusie coraz dalej i dalej, i dalej. W jednych powodowało to szczęście, radość i uwielbienie, w innych zawiść, złość i bunt.

W zależności od tego, czy serce było przygotowane, czy wewnątrz człowieka Bóg uczynił coś, o czym Chrystus, nasz Właściciel, powiedział, że „gdy Ojciec was do mnie przyprowadzi”... Tam jest inaczej trochę, ale „gdyby Ojciec was nie przyprowadził, sami przez się nie możecie”, ale „gdy Ojciec was przyprowadzi, wtedy możecie być moimi uczniami”. Gdy Ojciec poruszy wasze serca, gdy Ojciec sprawi w was pragnienie, gdy otworzy wasze serca na imię Jezus, wtedy dopiero człowiek zaczyna przylegać do Jezusa i coraz bardziej doznawać, jak wielkie jest to błogosławieństwo dla nas ludzi, że Jezus Chrystus przyszedł tu na ziemię, jak wielkie to jest, jak potężne. Jezus powiedział, że On zaczął orać Jerozolimę. Zaczął orać mocno i zdecydowanie. Przecież Piotr i Jan to byli Żydzi, to byli... to byli ludzie spośród tego samego narodu. Wcześniej chodzili do świątyni, później widzimy jeszcze przez pewien czas też ich widzimy jeszcze w świątyni, doznajemy tego, że oni byli z tego narodu, z tego narodu byli.

A stali się kimś, kogo nie można było znieść. Stali się ludźmi, którzy stali się dla nich kimś, kogo trzeba byłoby zniszczyć, zabić. Ale dla innych stali się szczęściem. Jakże ten człowiek 40 lat niechodzący skakał i cieszył się. On też był z tego narodu., że spotkał takich dwóch, Piotra i Jana. Jeden z nich mu powiedział: „Co mam, to daję ci”. Jakie szczęście to było dla niego, że też takiego człowieka spotkał na swojej drodze. Nie jakiegoś faryzeusza, który ileś mu wyliczył: „Widzisz, Boże, oto dają teraz temu, który nie może chodzić”. Ale spotkał na drodze ludzi, którzy powiedzieli: „Nie mamy nic takiego, ale to, co mamy, to ci dajemy”.

To był szczęśliwy człowiek. Ale oni musieli ponieść konsekwencje, że dali mu coś, czego tamci nie byli w stanie dać. A więc ci, którzy nie byli w stanie dać im tego, co oni im dali, złapali ich, zabrali do siebie i mówią: „Nie wolno wam nauczać w imieniu Jezusa. Nie ma znaczenia, co Jezus uczynił z tym człowiekiem. Jedno jest pewne: nie wolno wam tego czynić, gdyż to przeszkadza nam żyć i funkcjonować. To przeszkadzasz nam mieć swoje te miejsca zachowane dla siebie. To oskarża nas, bo mówi nam o tym, że to my stali się winni przelania krwi Jezusa Chrystusa. Nie mówcie tego więcej, gdyż ludzie tutaj, którzy mówimy o Bogu, pomyślą o nas, że jesteśmy takimi zwodniczymi ludźmi, którzy odciągają ich od Boga. Przecież jest świątynia, widzicie ją, przecież są te wszystkie ofiary składane, widzicie je. Przestańcie mówić o Jezusie Chrystusie. Przecież sami macie rodziców, którzy doznawali tego w życiu swoim, co to znaczy przychodzić do świątyni, co to znaczy urząd kapłański, co to znaczy wejść do miejsca najświętszego, arcykapłani wyznaczeni przez Boga. „Przestańcie już mówić o tym Jezusie”.

I teraz apostołowie napełnieni mówią: „Kogoż mielibyśmy bardziej słuchać – ludzi czy Boga?”. I to jest doświadczenie wszystkich nas na przestrzeni wszystkich pokoleń. Kogo lepiej słuchać? Wiadomo, że ciało doradza zawsze: „Uspokój się, daj sobie spokój, po co się szamotać, po co walczyć, po co się zmagać. Można przecież spokojnie do tego zupełnie dojść. Można pominąć te wszystkie wartości krzyża i krwi. Po co zaraz takie drażliwe rzeczy, można to inaczej załatwić. Ugładź sobie to troszeczkę”. I oni nie posłuchali tego. To było zbyt mocne, co było w nich. Oni doznali w swoim życiu przemiany, doznali, że ich wewnętrzny człowiek doznał zmiany. Oni doznali, że tam, gdzie Piotr im mówił , przed kobietą trząsł się ze strachu i mówi: „Nie wiem, kim jest Jezus”, teraz mógł powiedzieć: „Ja znam Go i się Go nie zaprę”. Oni doznali wewnętrznej przemiany, to nie było ludzkie działanie na człowieka. To był Duch, który napełnił ich odwagą, by mogli teraz powiedzieć coś, czego wcześniej nie mogli powiedzieć. Mówi: „Jak mógłbym zrezygnować z tego, skoro to, co doznałem, doznałem wewnątrz mnie i to mnie postawiło na pozycji, której wy nie możecie osiągnąć poprzez wszystkie swoje ofiary, bo nie macie przystępu do tego ołtarza, z którego my dzisiaj spożywamy, którego ofiarą jest sam Chrystus Jezus”.

Oni doznali tego w sobie, to nie było tylko napisane na kartach Biblii. Te słowa zamieszkały w nich i oni dlatego mogli odważnie powiedzieć: „Nie, bo wolimy słuchać Boga, bo to nam czyni to, co jest nam potrzebne, czego pokolenia wszystkie szukały, czego wołały, o co wołały do Boga. Bóg uczynił w nas poprzez tego Jezusa, którego wy się zaparliście, którego odrzuciliście, uznaliście jako coś pospolitego, do niczego nieprzydatnego. On stał się cennym w nas, bo On uczynił to, czego nikt nie mógł uczynić. Wy z całym urzędem kapłańskim, z całymi wszystkimi ofiarami nie mogliście tego zrobić. „Nie będziemy się was słuchać”. To jak mocno musiało być w nich doznanie życia Chrystusa w sobie. Wcześniej chodzili z Jezusem, patrzyli, wielu rzeczy nie rozumieli. Słyszeli jakieś słowa, nie pojmowali zupełnie, o co chodzi, aż raptem doszło to wewnątrz do nich i stało się dla nich jasne. On jest tym, który jest Zbawicielem. On ta nazwa Zbawiciel dla nich znaczy teraz wewnętrznie: „Uratował moją duszę od biegania za ciałem, spowodował, że moja dusza biegnie za Duchem teraz, ona się raduje w Duchu teraz, ona się rozkoszuje w Duchu teraz, ona już nie jest zaszczycona ciałem, że ciało posiada mieszkanie, samochód teraz, a wcześniej może jakiś powóz, jakiś tam lokajów, sług czy innych rzeczy. Ona teraz biegnie za Duchem, ona teraz się rozkoszuje w tych sferach niebiańskich, ona teraz myśli o niebie. Jak moglibyśmy was słuchać, skoro całe wasze wszystkie całe wasze sposoby obróciły nas tylko w to, że szedłem, żeby łowić ryby, szedłem, żeby coś tam innego zrobić, że nie widziałem nieba. Nie mogliście tego zrobić. Z całymi waszymi sposobami nie byliście w stanie zmienić mego serca, a On to zrobił. Jak mógłbym teraz powiedzieć: „nie będę Go słuchał, skoro On zmienił moje serce”.

Doznałem, jak On dotarł do mego serca, każdy z nas doznał tego, jak dotarł do naszego serca i uwierzyliśmy w Jezusa, to, co jest niemożliwe. Co niemożliwe jest dla człowieka. Mówimy komuś o Jezusie i słyszymy, on mówi: „Co mi z tego?”. Jego serce nie zostało poruszone przez Boga. Dla niego te słowa to są jak słowa, które nic nie znaczą, pospolite, nic nieznaczące. Ale gdy człowiek doznaje, że Bóg otwiera go na te słowa, to raptem te słowa trafiają już na przygotowany grunt i człowiek zaczyna się rozkoszować czymś, co wcześniej uznał: „Nic mi to nie da w życiu”.

Apostołowie są zdecydowani. Słuchamy Boga. Koniec. Bóg powiedział: w Jezusie jest zbawienie, nie ma w nikim innym zbawienia. Nie pójdziemy za waszą radą. Nie będziemy teraz stali po waszej stronie, skoro wy stoicie przeciwko Bogu z całymi wszystkimi rzeczami. Apostoł Paweł to nazwał: „Macie gorliwość, ale nierozsądną”. Mówi: „Ja też miałem taką gorliwość”. Patrzmy, to jest takie piękne wydarzenie, które też jest opisane w Dziejach Apostolskich. Oni Go pełni żądzy mordu chcą zabić. W końcu ten żołnierz rzymski wyrywa Go z ich rąk, niosą Go, bo tak pełni są morderstwa, a On w chwili, kiedy może stanąć tylko przed nimi i powiedzieć, mówi: „Macie gorliwość”. On widzi ich gorliwość, bo oni myślą, że to zrobią dla Boga. „Macie gorliwość, ale ona nie jest w stanie zmienić waszego wnętrza. Cała wasza gorliwość w walce z innymi, którzy zwiastują Jezusa, nie jest w stanie zmienić waszego wnętrza. Ja wam teraz mogę powiedzieć o Jezusie, który jest w stanie zmienić wasze wnętrze”. I prowadzi ich, prowadzi ich, prowadzi ich, aż do miejsca, kiedy mówi im: „A teraz posłał mnie do pogan”.

Jezus odebrał narodowość wszystkim. I Żydom, i Polakom, i Niemcom, i Włochom, i Francuzom – wszystkim. Czyniąc nas z jednego rodu – królewskiego. Z Boga jesteśmy. Jakże teraz moglibyśmy się słuchać ludzi. Ale co nam jest potrzebne, żeby nie słuchać rady bezbożnej? Potrzebny jest nam Duch nieustannie pracujący w nas, czyniący nas odważnymi. Tak jak Paweł pisze do Tymoteusza: „Czyż nie wiesz, że Bóg nam dał Ducha odwagi, wstrzemięźliwość?”. Wróć do tego z powrotem, gdyż to jest coś, co jest dane nam, ludziom, po to, abyśmy nie musieli jak ludzie, ale byśmy mogli jak dzieci Boże, jak ci, którzy otrzymali Ducha, jak ci, którzy otrzymali doznanie i wewnętrzne przekonanie co do tego, że idziemy do wieczności z Bogiem. Każdy z nas ma świadectwo sam w sobie, co uczynił nam Bóg, co On nam dał. Czy człowiek, ojciec, matka, najbliższy przyjaciel mogli nam to dać? Mogli nam to dać? Nie mogli. Jedynie Bóg mógł to sprawić, że pewnego dnia zacząłem zwracać się do Jezusa, i ty też. Tylko Bóg mógł to uczynić w nas, nie było nikogo innego, kto mógłby w nas to sprawić. I On, który zaczął, ma moc doprowadzić swoje dzieło do końca. Tylko wytrwajmy, wierząc w Niego, nie pokładając nadziei w ciele, w niczym innym jak tylko w tym, że On upomniał się o nas. To jest łaska.

I oni teraz, jak doznali tego, to kto ich mógł sprowadzić z powrotem? Czy była taka siła, która mogła ich wydrzeć z ręki Ojca, z ręki Jezusa? Przecież oni rozpoznali w Jezusie kogoś, kto nareszcie zabrał im te wszystkie rzeczy, którymi oni się tak borykali. Zabrał im je i nareszcie mogli być szczęśliwi, skakać z radości, mówiąc: „Wolnym jestem człowiekiem. Właściciel zabrał na krzyż wszystkie moje brzemiona, jestem wolny”. Paweł mógł pisać później: „Któż was omamił Galacjanie, że od wolności do niewoli się chcecie zwracać, do tego, co nie było w stanie zmienić wewnętrznego człowieka, skoro doznaliście, jak Właściciel do waszego wnętrza dotarł, jak oświecił serca wasze i zajaśniała wam chwała Jego na obliczu Jezusa,” Chwała Bogu.

I doznaję w Bogu czegoś takiego: nasz Bóg nas kocha, Ojciec nasz nas kocha i chce, żebyśmy byli odważni, prawdziwi. On wie, że doznajemy rzeczy na ziemi, On wie, że gdzieś zagubimy to, co najważniejsze jest dla nas. On chce, abyśmy podążali, prowadzeni przez Jego Ducha, z chwały w chwałę, wzrastając wzrostem Bożym, doznając tego: „Cóż mi po rzeczach?”. A więc prowadzi nas poprzez różne doświadczenia, które nam pomagają zrozumieć: cóż mi po tych rzeczach, skoro one one nie mogą zmienić mego wnętrza. One na zewnątrz może mnie wygładzają, ale wnętrze moje nadal doznaje, że potrzebuje czegoś więcej niż rzeczy. Potrzebuje krzyża Chrystusowego, potrzebuje Jego życia, potrzebuje Jego każdego dnia, by móc stanąć przed radą wszystkich ludzi na ziemi i powiedzieć: „Jezus jest tym, który mną zarządza, nie bać się nikogo, tylko Boga”. Ja potrzebuję Jezusa w tym wszystkim i dlatego, kiedy przychodzimy na zgromadzenie, tak jak teraz Bóg mi wskazał, też przyszliśmy po to, by On nas napełnił tym, co potrzebne jest nam na każdy dzień. Przyszliśmy po to, żeby On tu mógł z nami dokonać tego, co jest nam potrzebne. Otwarci, gotowi przyjąć, pokorni, gotowi przyjąć to, co od Niego, uwielbić Go, podziękować Mu, okazywać Mu szacunek, doznawać tego, że bez Niego nie mogliby być jak Piotr i Jan, nie mogliby stanąć przed tymi ludźmi. Możemy popatrzeć dzisiaj, przeczytać, ale przecież to byli ludzie, tam stali żołnierze obok gotowi im ściąć głowy za chwilę też, jak tylko rozkaz wypadł. A oni powiedzieli: „Nie”.

A później, kiedy ich widzimy odchodzących po tym wielkim zwycięstwie w nich Chrystusa, bo to Jezus dał im taką odwagę i siłę, odchodzą i cieszą się, to jest dla mnie piękne. Jak doznaję tego, że mi tego brakuje, potrzebuję tego, cieszyć się z pokonania Chrystusowego, cieszyć się, że ludzie ze mnie się śmieją dlatego, że wierzę w Chrystusa, cieszyć się z tego, gdy patrzą na mnie i pukają sobie w głowę, cieszyć się, że należę do Chrystusa. Cieszyć się, potrzebuję Jego, żeby się cieszyć, żeby nie być kimś, kto się chowa i mówi: „Żeby tylko mnie nie zobaczyli, że należę do Niego”, ale móc się cieszyć, że należę do Niego.

Jezus nie posłał ich wcześniej, aż nie przyszedł Duch Święty. Powiedział: „Czekajcie, aż Duch Święty zstąpi na was, a wtedy pójdźcie”. Słowo Boże później mówi nam: „Płomienni duchem Właścicielowi służcie, płomienni duchem Właścicielowi służcie”. Ja doznaję u samego, kiedy wyruszam bez ducha, muszę się rozbić o skałę, którą jest Jezus. Ale kiedy wyruszam w duchu, mogę budować i moja budowla nie zachwieje się na Chrystusie. Wtedy doznaję tego, jak odchodząc przed różnych tych sytuacji, mogę cieszyć się, że Bóg mnie uczynił godnym, by iść za Jezusem. Cudowne jest to, ewangelia jest cudowna, ona mówi nam o Bogu, który nas sobie wybrał, o Bogu, który nas sobie przeznaczył do wieczności, o Bogu, który wejrzał ze swojej świętej wysokości i przemówił do nas, do naszego serca, jednym imieniem – Jezus. Staliśmy się ludźmi, którzy zaczęli się odwracać od tego biegu tego świata. Powoli, z podziwem, zaskoczeni, że to możliwe. Pamiętam sam, jak się odwracałem, każdy z was pamięta. Bóg mnie wysłuchał, jak to możliwe, a więc On jest żyje. Zaskoczeni, żyjąc pośród religijnego kraju, w religijnym kraju, pośród różnych świątyń, zaskoczeni Bogiem żywym. Chwała Bogu, że On tak do nas dotarł.

I teraz poprzez różne wydarzenia kształci  nas. Ostatnim moim takim doświadczeniem jest, w którym Bóg dociera do mnie i doznaję tego z Listu do Hebrajczyków, jak Jezus mówi: „Pośród braci będę opowiadał dzieła twoje, będę cię chwalił pośród dzieci twoich, których mi dałeś”. I doznałem coraz bardziej, tak doznaję jeszcze to bardziej, doznaję, że pierwsze to pierwsze to jest to: mniej mówić, więcej żyć tym, co co Właściciel powiedział, mniej wyobrażać sobie, jak to nazwać, a bardziej kosztować z tego. A drugie, tak bardzo ważne, że przebywamy pośród wybranych Bożych. Zobaczyłem, ile mi zabrakło w tym, żeby zobaczyć w drugim człowieku, który uwierzył w Chrystusa, wybranego Bożego, że Bóg zechciał go wybrać, to go czyni wysokim, to go czyni królewskim kapłaństwem, to czyni go rodem wysokiego wysokiego króla, najwyższego króla. Zobaczyć w człowieku, w którym Bóg zasiał wiarę w Jezusa, tego, którego On sobie wybrał. I zobaczyłem: „Właścicielu, Duch Święty tak dotarł do mnie, zobaczyłem, jak mi nie dostaje, jak często toczymy jakieś walki między sobą, toczymy różne rzeczy między sobą, zapominając o Bogu, że patrząc na jego rękę, powinniśmy wielbić Go i czcić za brata i za siostrę, nad którym widzimy rękę Boga działającego”. I Właściciel mówi, On chce mieszkać pośród takiego kościoła, który miłuje się nawzajem, dlatego że Bóg nas wybrał do jednego miejsca.

Oni szli, cieszyli się, później, kiedy wrócili do wszystkich, wszyscy mogli się cieszyć i radować, jak to Bóg posilił naszych braci, jak dał im odwagę stanąć mocno i zdecydowanie, jak dobre wieści przynieśli. Całe to zgromadzenie musiało się załamać i ustąpić wobec doniosłości Boga działającego w nich. Chwała Bogu za to. Wiele też takich przykładów jest w Starym Przymierzu: ci młodzieńcy idący jakby wrzucani w ogień i Daniel w jaskini lwa, i tak Dawid, który siedzi w jaskini, Saul jest w tej jaskini, a wojska otaczają, i różne miejsca, gdzie doznajemy chwały, chwały Boga działającego. I dzisiaj my, ludzie, jakie to jest cudowne. My, ludzie dzisiaj doznajemy tego samego Boga, jak do nas dociera. Gdzieś skręcimy, gdzieś zbłądzimy, i Bóg w tamtym miejscu dociera do nas w swojej świętej łagodności i miłości. I pokazuje nam: „Zobacz”. I doznajesz w tym momencie, wewnętrzny człowiek doznaje już: „Widzę, widzę, jak to zrobić”. Zewnętrzny, uparcie chciałby zrobić coś swojego. I Bóg mówi: „Popatrz, pozwalam ci to zobaczyć, w mocy mego Ducha teraz możesz to zrobić”. Jedną z takich rzeczy jest, którą właśnie Bóg mi ostatnio wskazuje, jest pokonanie w kościele cielesności, żeby nie dać się związać cielesnością. Ja muszę być rozradowany w Duchu, aby widzieć kościół jako coś, nad czym Właściciel pracuje. Żeby być uwolnionym od więzi, które powodują, że ciało walczy z ciałem. Muszę zobaczyć właśnie tak, jak Bóg wskazuje, pracę Właściciela nad nami. Co Właściciel chce z nami uczynić i w Jego Duchu podążać, ciesząc się, że On pozwala mi iść ze sobą, ciesząc się, że pozwala mi być pośród braci i sióstr i służyć, ciesząc się tym, że czyni nas nawzajem sługami dla siebie.

To jest coś cudownego, co Bóg czyni, to jest przerastający ludzki pomysł, ludzkie myślenie. Dziękuję Bogu za to, że dociera i cały czas mówi i wskazuje i dociera w ten sposób. W porządku, możesz powiedzieć o tych rzeczach, ale teraz jeszcze one muszą być w tobie wprowadzone. I widzę tą pracą, którą wykonuje wewnątrz, wprowadzając te rzeczy. Chwała Bogu za to. Diabeł najpierw to otrzymuje prawo ataku, z zadziorny uderza i teraz chce nastraszyć i zatrzymać. Doznają najpierw tego, później przechodzę do tego, które jest zwycięstwo, mogę przebywać w tym miejscu. Najpierw muszę być wypróbowany, czy to ja, czy Właściciel we mnie działający prowadzi mnie. I wtedy doznają przechodzą przez te zadziorności diabła i mogę wielbić Boga. On jak lew ryczący chodzi i szuka, kogo by pochłonąć, lecz ci, którzy są w Chrystusie, są dla niego zbyt mocni, żeby mógł ich pochłonąć. Dlatego w Chrystusie jest nasze bezpieczeństwo, nasza siła, nasze działanie. Zobaczcie, bracia i siostry, w Chrystusie. Bóg powołał nas do jedności w Nim. Powołał, żebyśmy należeli do Niego, żebyśmy patrzyli oczami serca naszego na Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, abyśmy kochali Go, abyśmy wspólnie się cieszyli Nim.

I doznajemy tego, że to jest doświadczenie nasze, doznajemy tego, że różne pokuszenia są na naszej drodze, doznajemy tego, że Słowo Boże mówi nam, że On może nam pomóc w naszych pokuszeniach, bo On je przeszedł, On może nam pomóc. Wtedy mogę składać na Niego te rzeczy, które na mnie nacierały. Ostatnio też Właściciel dociera coraz bardziej, jak jak piękne jest to Jego pouczenie, że On chce, żebyśmy chodzili w Jego jarzmie, pod Jego brzemieniem, żebyśmy uczyli się od Niego zachowywania się przed Bogiem, od Jezusa. To jest dla nas łaska, że zostaliśmy wprzęgnięci w Jego jarzmo, pod Jego brzemię, że odczuwamy ciężar, jaki On ma w sercu, że uczymy się pokory i cichości przed Jego obliczem. To jest cudowne dla nas, nikt nas nie zatrzyma. Dopóki Bóg jest z nami, nie ma siły ni mocy ani jakiej przeszkody, która by nas zatrzymała.

Doznajemy kruszenia, doznajemy tego, że kruszy nas Właściciel, ale po to, żeby ten duchowy człowiek nieustannie wzrastał, nieustannie bliższy Boga, nieustannie szczęśliwszy, coraz bardziej poznający i gotowy, aby odejść z tej ziemi do Właściciela, ale dopóki jest na tej ziemi, gotowy żyć dla Chrystusa i umrzeć. To jest coś, czego potrzebujemy koniecznie każdego dnia, co jest dla nas zaszczytem Bożego wybrania, gdyż Bóg wybrał nas do tego, abyśmy byli święci, czyści i nieskalani. I teraz ten cel Bóg chce zrealizować w nas. Dziwny jest to Bóg, bo w dziwny sposób realizuje ten cel – pośród pokus, pośród walki. To czasami pośród tych niedomagań. A widzisz, że rośniesz, coraz bardziej, bardziej to widzisz. Chwała Bogu za to.

Ich zwiastowanie było bardzo proste. Oni powiedzieli tak: „

Dz. 5, 30-33: "Bóg ojców naszych wzbudził Jezusa, którego wy zgładziliście, zawiesiwszy na drzewie, Tego wywyższył Bóg prawicą swoją jako Wodza i Zbawiciela, aby dać Izraelowi możność upamiętania się i odpuszczenia grzechów. A my jesteśmy świadkami tych rzeczy, a także Duch Święty, którego Bóg dał tym, którzy Mu są posłuszni. A gdy to usłyszeli, wpadli we wściekłość i chcieli ich zabić."

Zobaczcie, my jesteśmy świadkami tych rzeczy, świadectwo mamy w sobie. Właściciel zaczął w nas i On ma moc dokończyć. Jedyny wymóg: wytrwaj, wierząc w Niego. Do końca. Wytrwaj, wierząc w Niego, tylko w Niego. On jest jedyną żyjącą nadzieją. Tylko w Jezusa, tylko w Nim, z Niego i dla Niego. Nie ma innej możliwości dla nas, ludzi. Dlatego szczęściem naszym nieustannie jest Chrystus, dlatego walka toczy się o Chrystusa, o tego, kim On jest dla nas. Jak wiele On dla mnie znaczy. Musimy też sobie ostatnio mówić u nas, z gromadzenia, o tym, co ludzie uznają za pospolite, a co za kosztowne. Żydzi uznali ci, którzy odrzucili Jezusa, za pospolite, ten kamień nic nieznaczący dla nich, ale ci, którzy doznali Jezusa, uznali Go za kosztowny i stali się przez to kamieniami żywymi, które mogą się budować w dom duchowy. Całe nasze działanie, jakie to jest piękne. Nie musimy wcale, nie musimy wcale kolebać. To nie jest przeznaczenie kościoła. Przeznaczenie kościoła jest żyć i obfitować, radować się i cieszyć, chwalić swego Mistrza i doznawać tego przez psalmy, hymny, pochwalne pieśni duchowne. Być wolnymi od tych zahamowań, zblokowań cielesności, wolnymi, bo krzyż Chrystusa dokonał zniszczenia, a Duch Święty pracuje w tej sprawie nieustannie dla naszego dobra, abyśmy byli wolni i mogli cieszyć się nowością życia.

Także stoimy dzisiaj przed Właścicielem, jesteśmy przed Właścicielem naszym i doznajemy przez wiarę, z wiary, nie inaczej. Wierząc w Niego, jesteśmy zbawieni. Gdy przestajemy wierzyć w Niego, doznajemy utracenia, a wtedy rozbijamy się o te rzeczy. Zbawienie to znaczy wyzwolenie od tego, kim ja jestem, do tego, kim jest Chrystus. W Pierwszym Liście Piotra jest napisane:

„Osiągając cel wiary waszej, zbawienie dusz”.

Osiągając, dochodząc do tego celu już tu, nie później. Moja dusza musi być tu już zbawiona, uratowana od mego ciała, wszystkich tych rzeczy tego świata. Już tu, żeby mogła iść i powiedzieć: „Nie będę słuchał was, bo mam kogoś, kogo mam słuchać – Boga”. On mówi słowa prawdziwe, wasze słowa są kłamstwem. I teraz nasze doznanie, nasze doznanie, jak bardzo my potrzebujemy w zgromadzeniach wielbić Właściciela, czcić Go jako wolni ludzie, przychodzić, kosztować z Jego słów, pouczać się nawzajem, doznawać wolności chrześcijańskiej, mówić sobie prawdę, doznawać tego, co doznajesz i przekazać to innym, nazwać to rzeczywiście. Jednego nie wolno nam się uczyć: biadolenia i narzekania. Mamy się uczyć uwielbienia i dziękczynienia za to, co mamy w Chrystusie. Bo jak stare babcie czy starzy dziadkowie się spotkają, będziemy tak narzekać i narzekać, to to się zamieni tylko w utrapienie. To zgromadzenie zamieni się w miejsce wspólnego pocieszania się w narzekaniu. I ty do niczego, ja też do niczego, wszyscy do niczego. Ale to ma być miejsce, gdzie się budujemy, gdzie doznajemy, że jako kamienie żywe idziemy do Boga, do miejsca wiecznego, tam, gdzie nowe Jeruzalem Właściciel buduje. I każdy z nas jest kamieniem żywym.

Mamy doznawać tego, że Właściciel nas do siebie przywołał. Krew Chrystusa oczyściła nas, a więc kogo będziemy słuchać – ludzi, ludzkich pouczeń? Nic nie dają, nie zmienią mego wnętrza. Nic mi nie dadzą ludzkie nauki, ludzkie metody, muszę doznawać Jego, miecza wewnątrz mojej duszy każdego dnia, jak On oddziela swoim słowem to, co pospolite, od tego, co święte, każdego dnia. I ja mówię Mu z całą radością i szczęściem: „Amen, Właścicielu”. Doznaję i każdy z nas doznaje boju i walki w tej sprawie, lecz pokrzepieniem jest naszym łaska jeszcze trwa, abyśmy mogli dorosnąć do tego, by radować się z pohańbienia Jego, by każdego dnia wyjść poza obóz i mówić: „Należę do Ciebie, Właścicielu”. Jak bardzo tego potrzebujemy każdego dnia, aby bracia i siostry tak przychodząc, przychodzili do zgromadzenia jako ludzie. Może gdzieś doznający pewnych obić czy szyderstw, czy różnych wyśmiewań, przychodzili i mówili: „Właścicielu, wielbimy Ciebie za to, że uczyniłeś nas godnymi, aby znosić pohańbienie Twoje”. I możemy dzisiaj uwielbiać Ciebie, a wtedy Właściciel może przebywać w zgromadzeniu i On może pocieszać serca takim pocieszeniem, którego nigdy nie doznamy inaczej jak tylko od Niego, i wtedy możemy pocieszać innych, pocieszać tym: „Właściciel przeszedł przez to, idźmy za Nim, nie ustajmy, nie zrezygnujmy, nie zatrzymajmy się, wzrastajmy. Jeżeli gdzieś doznajemy lęków i strachów, przyszliśmy tu po to, żeby Właściciel z nas to wygonił, wykorzenił, tak jak ze świątyni te wszystkie przekupnie, te wszystkich, którzy handlować sobie chcieli. Przyszliśmy tu po to, żeby Właściciel to wyganiał”. To jest czas łaski, korzystajmy z niego, a najlepiej, gdyby już wszystko było wygonione, a żebyś szedł i w każdej chwili mógł powiedzieć o swoim Właścicielu naprawdę, nie z taką złością przeciwko ludziom, ale z miłością Jego, z łagodnością Jego. Nie jako człowiek, który jest pełen takiego, że ja wiem lepiej od was, ale jako człowiek, który dzięki Bogu doznał tych rzeczy i dzisiaj może usłużyć całym swoim życiem. Jak bardzo tego doznajemy. To życie Chrystusowe w nas, ono może dokonać tego, czego żaden z nas nie może dokonać.

Ostatnio tak coraz bardziej też do mnie docierało te słowa apostoła Pawła: „Nie w mądrości ludzkiej, lecz w mocy Bożej dotarło do was słowo”. Bo w mądrości ludzkiej można opowiadać różne rzeczy i uszy będą może połechtane, człowiek powie: „No naprawdę wspaniały jest ten Bóg”. Ale gdy przyjdzie doświadczenie, człowiek ucieknie. Ale gdy moc Boża go napełnia, to on doznaje kruszenia, doznaje: „O Właścicielu, to jest wielkie, gdy Ty to możesz uczynić”. Przychodzi doświadczenie i wygrywa. Moc Boża czyni go zdolnym. I to jest nasze doznawanie, że Duch Święty przyszedł po to, abyśmy byli mocni, gotowi służyć Chrystusowi, Właścicielowi.

Jeszcze z drugiego Listu do Tymoteusza, doznają tego, jak bardzo potrzebujemy prawdy każdego dnia, prawdy w dzieleniu się w zgromadzeniu, prawdy w rozmowach ze sobą, rozmawiania naprawdę, co jest, co potrzebujemy, czego szukamy, do czego zmierzamy. Jezus jest naszym celem, On jest naszym centrum, do Niego chcemy dojść, z Nim chcemy przebywać na całą wieczność, rozkoszować się Nim. I doznają, jak ważne jest to, co mówimy. Doznają tego, jak ważne jest to, co mówimy. Nauka Właściciela była: „Jeżeli powiesz tak, to tak, nie, to nie, bo co poza tym, to już nie jest od Boga”. Jak ważne jest to, co mówimy. Jeżeli jesteśmy pośród braci i sióstr, to, co mówimy, jak ważne jest, a wy mówcie jak Słowo Boże mówi. Jeżeli jesteśmy pośród ludzi tego świata, jak ważne jest to, co mówimy. Mówi: „Już nie jesteśmy, nasze usta nie są dla nas, żebyśmy mogli sobie robić, co chcemy z naszymi ustami, daliśmy je Właścicielowi. Niech On je napełni słowami swoimi. My doznajemy walki, zmagań. Ten stary człowiek umyka się, jak Jakub pisze: „Jeżeli już człowiek potrafi opanować swoje usta, to już cały potrafi się utrzymać”. Doznajemy tej walki. Łaska jest dzisiaj po to, żebyśmy nie ustali w tej walce i byśmy nie powiedzieli: „No trudno, rezygnuję”, bo Bóg nie ma w takich upodobania. Będę. dojdą, bo Bóg powiedział, że jest możliwe dla wierzącego wszystko. Dlatego my mamy się spotykać tu jako wierzący ludzie w Chrystusie. Możliwym stało się w Chrystusie, abyśmy doszli do tego, co tu jest napisane w Biblii. A więc przychodzimy tu, bo jest możliwe. Przychodzimy się pokrzepiać, wzmacniać, posilać w tym, co możliwe, że taki jest cel Właściciela, taki jest obraz Chrystusa.

Dlatego też człowiek, jeżeli mówi rzeczy, później będzie siejąc te rzeczy, też rżnął je, zbierał je. Jeżeli sieje pospolite rzeczy, pospolite będzie rżnął. Jeżeli szlachetne, szlachetne będzie zbierał. Z każdego słowa zda sprawę człowiek przed Bogiem. Tak mówi Słowo Boże do nas. I chciałbym, to jest moje doznanie także. Tak ważne doznanie. Jeżeli coś powiem, że to zrobię, to choćbym miał stratę ponieść, to Bóg oczekuje ode mnie, że to zrobię, bo taki jest Bóg. Powiedział i zrobi. I tego chce uczyć nas swoje dzieci. A my jako bracia, jako siostry, jako dzieci jednego Boga, z tego jednego rodu mamy nawzajem napominać się w tym samym, co jest według serca Bożego. Powiedziałeś? To dotrzymaj słowa. Obiecałeś? Zrób to, co obiecałeś. Albo nie obiecuj wcale. Jeżeli powiedziałeś w obecności Boga: „Zrobię”, to zrób to, bo zdasz sprawę przed Bogiem z tego. Bóg nie ma względu na osobę, ale podobają Mu się we wszędzie ci, którzy się Go boją, i dokończę, chociaż tego też nie ma, i słów swoich dotrzymują, obietnic swoich dotrzymują. Dlatego jest wiele słabości w kościele, dlatego jest wiele różnych rzeczy, dlatego że ludzie mówią i nie dotrzymują słowa. Po pewnym czasie traktują Słowo Boże już tak samo. Mówią, nie zachowują je w sercu swoim, bo oni nie dotrzymują też swoich słów, a więc też nie zachowują Bożego słowa.

Paweł, pisząc do Tymoteusza w 2 rozdziale 16 wierszu, pisze:

2 Tym. 2, 16: "A przemądrzałej, nic dobrego niewnoszącej mowy unikaj, bo ci, którzy się nią posługują, będą się pogrążali w coraz większą bezbożność,"

 Pospolitej i pustej mowy, w której nic nie ma, unikaj. Bo ci, którzy to czynią, spadają w dół coraz bardziej, coraz niżej, niżej. Jeżeli mówisz, to mów tak, jak mówi Właściciel. Jak trzeba być odważnym - prawda? - by mówić to, co mówi Właściciel, i żyć tym, co mówi Właściciel. I tu jesteśmy po to, wspaniały, prawda? Nie po to, żeby coś tutaj zrobić takiego, no odbyć zgromadzenie. Jesteśmy tu po to, żeby to przyjmować od Właściciela, wspólnie razem, pouczać się, wzmacniać i posilać jako słudzy dla siebie nawzajem gotowi umywać swoje nogi, jako słudzy dla siebie nawzajem, aby w tym napominać się i jakby przypominać o tym, to jest nasz Właściciel. U Niego słowo stało się i On chce od swoich dzieci tego samego. Inaczej problemy będą narastały.

Jak ważne jest, prawda, to doznanie, że jesteśmy przed Bogiem. Boga będę słuchał. On powiedział, On dotrzymuje swoich słów. Paweł w tym miejscu pisze: „Jeśli my nie dochowujemy wiary, On pozostaje wierny, albowiem samego siebie zaprzeć się nie może”. To jest 13 wierszu tego 2 rozdziału. On pozostaje wierny, jakie to jest wspaniałe dla nas. On powiedział, On dotrzymuje swoich obietnic wszystkich i dlatego w Liście Piotra drugim czytamy, że poprzez obietnice Boże nabywamy Jego naturę, która pozwala nam unikać złego, poprzez Jego obietnice w nas. Dlatego kosztujemy słowa w zgromadzeniu, uczymy się, przychodzimy i dzielimy się tym, co dał nam Właściciel. Dzielimy się tym, co Jezus nam dał, co doznajesz wewnątrz ciebie, jak cię poucza, jak ci wskazuje. Unikajmy jak ognia diabelskiego, bo ogień, który rozpala język, to jest ogień ciemności, ogień zła. Unikajmy pospolitej mowy, mowy, za którą nic nie idzie, nic. Postaram się zrobić to dla ciebie, a później zapominam zupełnie, że obiecałem postarać się to zrobić. Mowy, za którą nic nie idzie, nie idzie miłość i staranie. Przez tę mowę ludzie dzisiaj doznają spadania, dlatego wracajmy do mowy Właściciela. Właściciel, kiedy powiedział, to było amen. Wracajmy do mowy Właściciela. Uczmy się mówić, mogę wam to powiedzieć, że od paru lat, kiedy po pewnym doznaniu, kiedy zacząłem tracić powoli kontakt z Bogiem, kiedy zacząłem wracać, Właściciel powiedział: „Tylko na podstawie słowa mego masz się uczyć mówić tak, jak Ja tu napisałem”. I zacząłem się pilnować, żeby niczego nie powiedzieć, czego nie ma w Biblii i widziałem, jaką walkę musi toczyć człowiek, żeby nic nie dodać, nic nie ująć ze Słowa Bożego, żeby nie mówić fantazyjnych rzeczy, pilnować się tego, co jest napisane w Biblii i tylko w niej.

Paweł później pisze do Tymoteusza:

2 Tym. 3, 14-17: "Ale ty trwaj w tym, czegoś się nauczył i co uczyniło ciebie wiarygodnym, wiedząc, od kogoś się tego nauczył. I ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma święte, które cię mogą obdarzyć mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do napominania, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był przystosowany, do wszelkiego dobrego dzieła wyposażony."

To jest od naszego dzieciństwa te pisma, ty trwaj w nich, ty zachowuj je w sercu swoim, ty trzymając się ich przez doświadczenia, doświadczaj, co za tymi słowami idzie, co stoi za tymi słowami, doświadczenia pozwalają nam doznać tych słów wewnątrz nas, doznać tych słów coraz bardziej i bardziej. Chwała Bogu za to, że On nas poucza. I jak to jest wspaniałe, że Duch Święty nas poucza i uczy nas kościoła, uczy nas być kościołem, uczy nas przebywać w domu Ojca, uczy nas zachowywać się w domu Ojca, uczy nas być uprzejmymi, łagodnymi. To piekło rozpalające wnętrzności poprzez to, że dopuszczamy te pospolite słowa, rozpala w nich złość, zawiść, bunt, zniechęcenie. Niebo rozpala nas miłością, chęcią służby, gotowością życia dla Właściciela. I to jest coś bardzo nam potrzebne, niech Bóg napełnia nas tym nieustannie. Oni, kiedy powiedzieli: „My będziemy się bardziej Boga słuchać niż ludzi”, później zaraz nie pobiegli i nie zrobili...No wiecie, my tak tylko mówiliśmy, ale tak poza tym, to jest... Wiecie, pójdziemy, jakiś układ zrobimy ze sobą. Nie, te słowa to były mocne słowa, na których gruncie oni stali. Będziemy słuchać bardziej Boga niż ludzi. Niech imię Właściciela nas wzmocni i posili także, abyśmy uczyli się każdego dnia żyć, mówiąc: „Będziemy bardziej słuchać Boga niż ludzi”. Niech Właściciel w tym pomoże, niech nas umocni i nieustannie stawia na mocnym gruncie, każdego dnia, gotowi umrzeć, aby Jezus jako życie mógł napełniać nas tym, co jest potrzebne, tym, wśród których przebywamy. Niech Właściciel będzie uwielbiony, niech nieustannie wszystko w nas woła Jemu Chwała! Jeszcze o jednej takiej rzeczy chcę powiedzieć. Gdy pozwolimy tylko ożywać pożądliwości te go ciała, to złość, nienawiść, chciwość szybko się pojawią za tym. Ale jeżeli będziemy ożywieni Duchem, miłość, radość, pokój, cierpliwość, też się szybko pojawią za tym. Niech Duch nas ożywia dla chwały Bożej. Amen.

Jan 14:23