Drugi mąż

Drugi mąż - część 2

On zbuduje dom Memu imieniu. To jest potężna praca. Salomon mógł zbudować ten dom z kamienia, drzewa, złota, ze srebra. Bóg uzdolnił pewnych ludzi, żeby wykonali to wszystko, co wcześniej Bóg pokazał. Ale jak z człowieka zbudować dom dla imienia Boga? Jak to zrobić z nami? Pomyśl, jaka to musi być silna praca nad tobą, żebyś był dla imienia Boga Wszechmogącego. Jaka to musi być miłość, jaka wrażliwość na każdy dzień twojej wędrówki, jaka czułość, jaka staranność, jaka wytrwałość, żeby zbudować nas na dom dla imienia Boga Wszechmogącego, Tego, który jest godzien najwyższej chwały i czci! To nie jest to, żeby zrobić z ciebie religijnego chrześcijanina, ale to jest obrócenie twojego życia od ciemności do światłości, od śmierci do życia, od grzechu do świętości. To może Jezus! Czy będziesz wstydzić się Go? Albo będziesz mieszkaniem dla diabła, albo On uczyni z ciebie mieszkanie dla Boga.

Tylko Jezus! Człowiek jest mieszkaniem dla kogoś. Jeśli nie wybierasz, jesteś mieszkaniem dla diabła. Musisz wybrać. Jeśli nie ma wyboru, diabeł mieszka. Jeśli wybrałeś, to musisz za tym pójść. Musisz być umarły, aby nowe życie prowadzić.

Imię Boga – to jest najwyższe, co może nas spotkać – być napełnionym Jego imieniem. Dlatego diabeł tak kpi i szydzi z tego, żeby zatrzymać cię; co powiedzą koledzy, co koleżanki, co tata, co mama, co syn, co córka. A człowiek musi mieć jedno: co Bóg powiedział, co Jego Syn powiedział na ziemi! To jest najważniejsze. Czy oddasz Mu swoje życie? Czy oddasz Mu chwałę? Czy oddasz Mu wszystko, całego siebie, żeby On mógł mieć ciebie teraz i na zawsze? Czy oddasz Mu siebie? Czy też zatrzyma cię wzgarda, szyderstwo, kpina i patrzenie na ciebie jak na głupka?

Dlatego chcemy poznawać Go, żeby każdego dnia ten wybór był coraz silniejszy. Chrystus – to jest mój Mąż. Wzgardzony, wyszydzony, wyśmiany, ale ja kocham Go i idę, i będę szedł za Nim, aż dojdę do wieczności z Nim. Ja kocham Go i On kocha mnie, kochamy się. Choć inni mówią: „źle wybrałeś (wybrałaś)”, to mnie nie obchodzi, oni nie wiedzą, co mówią. Ale jeśli nikt nic nie mówi, jeśli nikt nie ma do ciebie słowa wzgardy, śmiechu, szyderstwa, czy nie jest to sygnał, że zmieniasz oblubieńca, że kamuflujesz swoje należenie do ciała Chrystusa Jezusa, że boisz się być jawną cząstką Syna Bożego? I trzeba złamać to, bo jak nie złamie się tego na ziemi, to pójdziesz na zatracenie. Decyzja musi być pewna. Jezus mówi: „kto Mnie się wstydzi, tego i Ja zawstydzę się.” To mówi Ten, który umarł na krzyżu za nas, abyśmy nie musieli zginąć. I nie ma znaczenia jaki jesteś; śmiały czy nieśmiały, nie ma to znaczenia. Jezus jest inny. To Jezus jest tym, który napełnia Swoją oblubienicę pięknem z nieba. To jest tylko obrona – jestem nieśmiały, ja nie potrafię. Jezus nie mówił, że ty zrobisz to sam z siebie. Jezus powiedział: „Ja ubiorę cię w Moje klejnoty. Ja dam ci swoją piękną szatę. Zmienię twój umysł i zmienię twoje serce. Swoje wspaniałe prawa wpiszę w twoje serce, abyś mógł ciszyć się, że jesteś świątynią Boga.” To czyni Jezus – Mąż, który zatroszczył się o swoją oblubienicę. To jest Jego troska. „Ja przygotuję sobie Kościół, żeby był święty, czysty, nieskalany.”

A więc widzimy, że to Pan ma przygotować ten dom dla imienia Boga. On podejmuje się tej pracy.

Otwórzmy List do Efezjan, 4 rozdział, wiersze 10-16 :

Ten, który zstąpił, to ten sam, co i wstąpił wysoko ponad wszystkie niebiosa, aby napełnić wszystko. I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości, i dorośniemy do wymiarów pełni Chrystusowej, abyśmy już nie byli dziećmi, miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp, prowadzący na bezdroża błędu, lecz abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa, z którego całe ciało spojone i związane przez wszystkie wzajemnie się zasilające stawy, według zgodnego z przeznaczeniem działania każdego poszczególnego członka, rośnie i buduje siebie samo w miłości.

Chwała Bogu! Pokażę wam pewien obraz. Dla Izaaka szukana jest żona i kiedy tylko została znaleziona, co robi ten sługa? Zakłada jej klejnoty swojego pana, czyli inaczej mówi: „od dzisiaj on będzie troszczył się o twoje piękno.” Co zrobiła Rebeka? Przyjęła jego klejnoty.

Czego wymaga się od ciebie i ode mnie? Przyjmij, przyjmij Jego klejnoty przez wiarę! Przyjmij Jego dobroć, przyjmij Jego łagodność, przyjmij Jego miłość, Jego wrażliwość, przyjmij Jego służbę, Jego budowanie, przyjmuj wszystko od Niego. Do tego potrzebna jest wiara. Tego nie bierze się cieleśnie. Trzeba wierzyć, że On to wszystko ma dla ciebie. On jest bogaty! Kiedy czytasz tą Biblię, czytaj ją uważnie.

„Bóg ubłogosławił nas – Kościół wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios w Jezusie Chrystusie.” Dopóki ty wierzysz w Bożego Syna i trzymasz się Jego, te klejnoty przenikają przez twoje myślenie, mówienie, przez twoje życie. Ale kiedy odwracasz się od Niego, wtedy zaczynają wchodzić inne klejnoty. Ale te klejnoty nie czynią cię pięknym (piękną) i wtedy nie zasługujesz już na wzgardę u świata, potrafisz radzić sobie w życiu. Jezus był uznany przez świat jako ten, który nie potrafi radzić sobie w życiu. Kto, mając takie możliwości uzdrawiania, nic nie zarobiłby? Przecież jaki to ma sens? Dawać ludziom tylko dobro, a nic nie wziąć z tego? Jaki to ma sens? Uzdrowić tylu ludzi i nie wziąć ani grosza za to. Mając takie zdolności, takie możliwości, jaki to ma sens? Ilu ludzi odwróciło się od Jezusa dlatego, że widzieli to w Nim? On nie ma chęci tu na ziemi osiągać tych celów? Jak możemy należeć do Niego? Kiedy będziemy należeć do Niego, to może w końcu wpoi nam, żeby też w tamtym kierunku podążać i my niewiele skorzystamy z tego życia. Lepiej odejdźmy od Niego, bo jeszcze zmąci nam umysły i spędzimy życie na jakiejś miernocie, wszystko oddamy, zrezygnujemy z wszystkiego i później okaże się, że to było bez znaczenia. Zostawmy lepiej tego Nauczyciela, posłuchajmy, gdzie jest jakiś inny nauczyciel, który mówiłby: „możecie być na zawsze z Bogiem i mieć jeszcze coś tu na ziemi”. „To już trochę lepiej”, ucho reaguje już trochę inaczej. „Jakby jeszcze coś dołożyć do tych możliwości poradzenia sobie, to nawet byłbym gotów być chrześcijaninem”.

Ale ten Bóg z nieba ustalił pewną rzecz. „Ci, którzy będą należeć do Mojego Syna, będą musieli wyjść na pohańbienie.” To jest „dziwny” Bóg, prawda? „Gdyby Jezus był bardzo bogaty i miał wszystkiego mnóstwo (tak jak kiedyś ci, którzy należeli do Boga mieli pełno bogactw), wtedy wychodzilibyśmy do Niego. To byłoby super doświadczenie. Staję się wierzącym, staję się bogatym. Mam pełno rzeczy, domów, samochodów, wszystkiego pełno.” A tu Bóg zupełnie inaczej działa: „kto wyjdzie do Mego Syna musi wyjść na pohańbienie, na szyderstwo i kpinę.” Ale za tym stoją inne skarby, inne bogactwo. Tam czeka na ciebie duchowe błogosławieństwo niebios. Nie weźmiesz go nigdy, jeśli nie wyjdziesz do Chrystusa. Będziesz tylko czytać o Nim w Biblii, ale nie weźmiesz Go. Duchowe błogosławieństwo niebios jest tam, gdzie jest Boży Syn. A gdzie On jest? Poza obozem. Musisz wyjść poza obóz. Dopóki radzisz sobie tutaj w tym świecie, nie masz nic z duchowego błogosławieństwa niebios. Pan czeka, ale trzeba wyjść do Niego.

Widzicie jaki jest Bóg? Dlaczego tak to zrobił, dlaczego nie poszedł nam „na rękę”? Przecież wiedział w jakim ciele żyjemy. Dlaczego nie zrobił tego tak, żeby nasze ciało tak nie sprzeciwiało się temu, żeby chętniej chciało to wziąć? Dlaczego On tak zrobił, żebym miał problem sam z sobą, żeby wziąć te duchowe błogosławieństwa niebios? Dlatego, że ciało zbuntowało się przeciwko Niemu i teraz ciało musi być ukorzone, by do Niego wrócić. Ciało jest zewnętrznym elementem naszego człowieczeństwa. Człowiek składa się z ducha, duszy i ciała. Bóg chce mieć nas najpierw duchowymi ludźmi żyjącymi w ciele, a nie cielesnymi, którzy myślą o skarbach duchowych.

A więc Pan jest gotów budować dom dla imienia swego Ojca, w którym On będzie chodził i śpiewał, wielbiąc swojego Ojca i wywyższając Jego imię. Chwała Bogu! Musimy pomagać sobie nie w kierunku, żeby patrzeć na ciało i cieleśnie budować zbór, ale patrzeć na Pana i duchowo budować zbór, by w zborze rozwijali się duchowi ludzie. Nie inaczej.

Otwórzmy List do Rzymian, 5 rozdział, 21 wiersz:

żeby jak grzech panował przez śmierć, tak i łaska panowała przez usprawiedliwienie ku żywotowi wiecznemu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. 

Znasz panowanie grzechu. Czy znasz panowanie łaski? Bóg dał zakon, to był nasz mąż. Jaki był nasz pierwszy mąż? „Nie kradnij, nie zabijaj, nie cudzołóż, nie pożądaj, nie czyń sobie podobizny, czcij ojca i matkę” – przez cały czas wymagał od nas.

Czy Chrystus mniej wymaga? Więcej! Ale zakon nie mógł nam nic dać, oprócz wymagania. On nawet na końcu, na sądzie będzie sądzić człowieka. „Śmierć z powodu tego, że nie wykonali tego, co mówiłem im, śmierć” – mówi zakon. Zasługuje na śmierć – zakon jest konsekwentny. „Ta moja żona przez cały czas buntowała mi się. Mówiłem: nie kradnij, a ona kradła. Ja mówiłem: nie kłam, a ona kłamała. Ja mówiłem: czcij, a ona nie czciła. Cały czas buntowała mi się. Na śmierć!” Zakon ma prawo, on jest mężem. Wszyscy ludzie mieli się słuchać, co mówi zakon.

Przychodzi Chrystus. Wymagania są większe. Ale jest łaska, żeby człowiek oddał się Jezusowi. Człowiek, który nie oddaje się Jezusowi nie może przyjąć Jego królowania nad sobą, a więc nie może też być zmieniony. Nadal pozostanie pod wpływem pierwszego męża, który żąda. Tylko Chrystus może zmienić. Tylko Chrystus może dać ci nowe narodzenie. Tylko Chrystus może sprawić, że jesteś innym człowiekiem niż byłeś. Innym człowiekiem! Chociaż w tym samym ciele, ale innym, gdyż ciało grzechu jest z ciebie zdjęte, żeby twoje ciało mogło być Bożą świątynią i żeby ono służyło Bogu, a nie grzechowi. I wtedy Chrystus czyni cię innym człowiekiem, daje ci swoją cierpliwość, żebyś nie był złośliwcem, daje ci swoją łagodność, żebyś nie był agresorem, daje ci swoje przebaczenie, żebyś nie nosił urazów. On daje ci wszystko swoje. Czy chcesz być pod panowaniem Jezusa, chociaż jest tak wyszydzony, wykpiony, wyśmiany i lekceważony i za nic poczytywany w tym świecie. Czy chcesz, żeby On zmieniał cię?

Czy On słyszy cię, cząstko Jego ciała i mówisz: „mój Panie, moja Głowo, mój Mężu bez Ciebie nie mam jak żyć.” Czy chodzisz z Nim cały czas? Czy masz dwóch mężów, trzech i jesteś nierządnikiem, duchową cudzołożnicą? Czy masz tylko jednego męża, z którym jesteś cały czas, dzień i noc, codziennie i to jest Jezus Chrystus? Czy chodzisz raz z zakonem, a raz z Chrystusem? Zależy, kiedy ci pasuje. Raz oceniasz się według zakonu, a raz potrzebujesz Jego łaski. Czy potrzebujesz Jego łaski tylko po to, żeby czuć się dobrze, czy potrzebujesz Jego łaski, żeby twoje życie było przeobrażane dla chwały Boga?

Człowiek, który potrzebuje tylko Jego łaski, żeby czuć się dobrze, zwodzi sam siebie. Jezus nie po to przyniósł łaskę, żeby dać komfort człowiekowi żyć w dwóch małżeństwach i mieć dwóch mężów. Apostoł Paweł mówi: „ja przez zakon umarłem zakonowi, aby żyć Chrystusowi”. Muszę umrzeć, żeby żyć. Zakon, jako mój mąż, musi umrzeć dla mnie, abym mógł wziąć Jezusa jako Męża. Już nie mogę chodzić z tym Mężem i myśleć o tamtym mężu. Albo musi umrzeć, albo wchodzę w cudzołóstwo nawet z Jezusem, jeśli nadal mój pierwszy mąż jest prawowitym mężem! Nie mogę bez śmierci stać się cząstką Jego oblubienicy.

Jan 14:23