Drugi mąż
Drugi mąż - część 2
DRUGI MĄŻ.
Widzimy, że to Pan ma przygotować ten dom dla imienia Boga. On podejmuje się tej pracy.
Otwórzmy List do Efezjan, 4 rozdział, wiersze 10-16 :
Ten, który zstąpił, to ten sam, co i wstąpił wysoko ponad wszystkie niebiosa, aby napełnić wszystko. I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości, i dorośniemy do wymiarów pełni Chrystusowej, abyśmy już nie byli dziećmi, miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp, prowadzący na bezdroża błędu, lecz abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa, z którego całe ciało spojone i związane przez wszystkie wzajemnie się zasilające stawy, według zgodnego z przeznaczeniem działania każdego poszczególnego członka, rośnie i buduje siebie samo w miłości.
Chwała Bogu! Pokażę wam pewien obraz. Dla Izaaka szukana jest żona i kiedy tylko została znaleziona, co robi ten sługa? Zakłada jej klejnoty swojego pana, czyli inaczej mówi: „od dzisiaj on będzie troszczył się o twoje piękno.” Co zrobiła Rebeka? Przyjęła jego klejnoty.
Czego wymaga się od ciebie i ode mnie? Przyjmij, przyjmij Jego klejnoty przez wiarę! Przyjmij Jego dobroć, przyjmij Jego łagodność, przyjmij Jego miłość, Jego wrażliwość, przyjmij Jego służbę, Jego budowanie, przyjmuj wszystko od Niego. Do tego potrzebna jest wiara. Tego nie bierze się cieleśnie. Trzeba wierzyć, że On to wszystko ma dla ciebie. On jest bogaty! Kiedy czytasz tą Biblię, czytaj ją uważnie.
„Bóg ubłogosławił nas – Kościół wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios w Jezusie Chrystusie.” Dopóki ty wierzysz w Bożego Syna i trzymasz się Jego, te klejnoty przenikają przez twoje myślenie, mówienie, przez twoje życie. Ale kiedy odwracasz się od Niego, wtedy zaczynają wchodzić inne klejnoty. Ale te klejnoty nie czynią cię pięknym (piękną) i wtedy nie zasługujesz już na wzgardę u świata, potrafisz radzić sobie w życiu. Jezus był uznany przez świat jako ten, który nie potrafi radzić sobie w życiu. Kto, mając takie możliwości uzdrawiania, nic nie zarobiłby? Przecież jaki to ma sens? Dawać ludziom tylko dobro, a nic nie wziąć z tego? Jaki to ma sens? Uzdrowić tylu ludzi i nie wziąć ani grosza za to. Mając takie zdolności, takie możliwości, jaki to ma sens? Ilu ludzi odwróciło się od Jezusa dlatego, że widzieli to w Nim? On nie ma chęci tu na ziemi osiągać tych celów? Jak możemy należeć do Niego? Kiedy będziemy należeć do Niego, to może w końcu wpoi nam, żeby też w tamtym kierunku podążać i my niewiele skorzystamy z tego życia. Lepiej odejdźmy od Niego, bo jeszcze zmąci nam umysły i spędzimy życie na jakiejś miernocie, wszystko oddamy, zrezygnujemy z wszystkiego i później okaże się, że to było bez znaczenia. Zostawmy lepiej tego Nauczyciela, posłuchajmy, gdzie jest jakiś inny nauczyciel, który mówiłby: „możecie być na zawsze z Bogiem i mieć jeszcze coś tu na ziemi”. „To już trochę lepiej”, ucho reaguje już trochę inaczej. „Jakby jeszcze coś dołożyć do tych możliwości poradzenia sobie, to nawet byłbym gotów być chrześcijaninem”.
Ale ten Bóg z nieba ustalił pewną rzecz. „Ci, którzy będą należeć do Mojego Syna, będą musieli wyjść na pohańbienie.” To jest „dziwny” Bóg, prawda? „Gdyby Jezus był bardzo bogaty i miał wszystkiego mnóstwo (tak jak kiedyś ci, którzy należeli do Boga mieli pełno bogactw), wtedy wychodzilibyśmy do Niego. To byłoby super doświadczenie. Staję się wierzącym, staję się bogatym. Mam pełno rzeczy, domów, samochodów, wszystkiego pełno.” A tu Bóg zupełnie inaczej działa: „kto wyjdzie do Mego Syna musi wyjść na pohańbienie, na szyderstwo i kpinę.” Ale za tym stoją inne skarby, inne bogactwo. Tam czeka na ciebie duchowe błogosławieństwo niebios. Nie weźmiesz go nigdy, jeśli nie wyjdziesz do Chrystusa. Będziesz tylko czytać o Nim w Biblii, ale nie weźmiesz Go. Duchowe błogosławieństwo niebios jest tam, gdzie jest Boży Syn. A gdzie On jest? Poza obozem. Musisz wyjść poza obóz. Dopóki radzisz sobie tutaj w tym świecie, nie masz nic z duchowego błogosławieństwa niebios. Pan czeka, ale trzeba wyjść do Niego.
Widzicie jaki jest Bóg? Dlaczego tak to zrobił, dlaczego nie poszedł nam „na rękę”? Przecież wiedział w jakim ciele żyjemy. Dlaczego nie zrobił tego tak, żeby nasze ciało tak nie sprzeciwiało się temu, żeby chętniej chciało to wziąć? Dlaczego On tak zrobił, żebym miał problem sam z sobą, żeby wziąć te duchowe błogosławieństwa niebios? Dlatego, że ciało zbuntowało się przeciwko Niemu i teraz ciało musi być ukorzone, by do Niego wrócić. Ciało jest zewnętrznym elementem naszego człowieczeństwa. Człowiek składa się z ducha, duszy i ciała. Bóg chce mieć nas najpierw duchowymi ludźmi żyjącymi w ciele, a nie cielesnymi, którzy myślą o skarbach duchowych.
A więc Pan jest gotów budować dom dla imienia swego Ojca, w którym On będzie chodził i śpiewał, wielbiąc swojego Ojca i wywyższając Jego imię. Chwała Bogu! Musimy pomagać sobie nie w kierunku, żeby patrzeć na ciało i cieleśnie budować zbór, ale patrzeć na Pana i duchowo budować zbór, by w zborze rozwijali się duchowi ludzie. Nie inaczej.
Otwórzmy List do Rzymian, 5 rozdział, 21 wiersz:
żeby jak grzech panował przez śmierć, tak i łaska panowała przez usprawiedliwienie ku żywotowi wiecznemu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego.
Znasz panowanie grzechu. Czy znasz panowanie łaski? Bóg dał zakon, to był nasz mąż. Jaki był nasz pierwszy mąż? „Nie kradnij, nie zabijaj, nie cudzołóż, nie pożądaj, nie czyń sobie podobizny, czcij ojca i matkę” – przez cały czas wymagał od nas.
Czy Chrystus mniej wymaga? Więcej! Ale zakon nie mógł nam nic dać, oprócz wymagania. On nawet na końcu, na sądzie będzie sądzić człowieka. „Śmierć z powodu tego, że nie wykonali tego, co mówiłem im, śmierć” – mówi zakon. Zasługuje na śmierć – zakon jest konsekwentny. „Ta moja żona przez cały czas buntowała mi się. Mówiłem: nie kradnij, a ona kradła. Ja mówiłem: nie kłam, a ona kłamała. Ja mówiłem: czcij, a ona nie czciła. Cały czas buntowała mi się. Na śmierć!” Zakon ma prawo, on jest mężem. Wszyscy ludzie mieli się słuchać, co mówi zakon.
Przychodzi Chrystus. Wymagania są większe. Ale jest łaska, żeby człowiek oddał się Jezusowi. Człowiek, który nie oddaje się Jezusowi nie może przyjąć Jego królowania nad sobą, a więc nie może też być zmieniony. Nadal pozostanie pod wpływem pierwszego męża, który żąda. Tylko Chrystus może zmienić. Tylko Chrystus może dać ci nowe narodzenie. Tylko Chrystus może sprawić, że jesteś innym człowiekiem niż byłeś. Innym człowiekiem! Chociaż w tym samym ciele, ale innym, gdyż ciało grzechu jest z ciebie zdjęte, żeby twoje ciało mogło być Bożą świątynią i żeby ono służyło Bogu, a nie grzechowi. I wtedy Chrystus czyni cię innym człowiekiem, daje ci swoją cierpliwość, żebyś nie był złośliwcem, daje ci swoją łagodność, żebyś nie był agresorem, daje ci swoje przebaczenie, żebyś nie nosił urazów. On daje ci wszystko swoje. Czy chcesz być pod panowaniem Jezusa, chociaż jest tak wyszydzony, wykpiony, wyśmiany i lekceważony i za nic poczytywany w tym świecie. Czy chcesz, żeby On zmieniał cię?
Czy On słyszy cię, cząstko Jego ciała i mówisz: „mój Panie, moja Głowo, mój Mężu bez Ciebie nie mam jak żyć.” Czy chodzisz z Nim cały czas? Czy masz dwóch mężów, trzech i jesteś nierządnikiem, duchową cudzołożnicą? Czy masz tylko jednego męża, z którym jesteś cały czas, dzień i noc, codziennie i to jest Jezus Chrystus? Czy chodzisz raz z zakonem, a raz z Chrystusem? Zależy, kiedy ci pasuje. Raz oceniasz się według zakonu, a raz potrzebujesz Jego łaski. Czy potrzebujesz Jego łaski tylko po to, żeby czuć się dobrze, czy potrzebujesz Jego łaski, żeby twoje życie było przeobrażane dla chwały Boga?
Człowiek, który potrzebuje tylko Jego łaski, żeby czuć się dobrze, zwodzi sam siebie. Jezus nie po to przyniósł łaskę, żeby dać komfort człowiekowi żyć w dwóch małżeństwach i mieć dwóch mężów. Apostoł Paweł mówi: „ja przez zakon umarłem zakonowi, aby żyć Chrystusowi”. Muszę umrzeć, żeby żyć. Zakon, jako mój mąż, musi umrzeć dla mnie, abym mógł wziąć Jezusa jako Męża. Już nie mogę chodzić z tym Mężem i myśleć o tamtym mężu. Albo musi umrzeć, albo wchodzę w cudzołóstwo nawet z Jezusem, jeśli nadal mój pierwszy mąż jest prawowitym mężem! Nie mogę bez śmierci stać się cząstką Jego oblubienicy.
Czy widzicie to? Zobaczcie, jakie to jest potężne. Jezus mówi: „już nie grzech będzie nad wami panować, lecz Moja łaska”. Co to znaczy panować? Władać, kierować, używać kiedy tylko chce i jak tylko chce – to znaczy panować. Jakie to jest potężne! Już nie będziesz żył dla grzechu, lecz będziesz żył dla Boga, bo łaska panuje nad tobą! W tym zniewolonym świecie jesteś wolnym człowiekiem i nie wstydzisz się swojej wolności. Nie wstydzisz się Tego, który dał ci wolność, bo On uwolnił cię umierając na krzyżu za twoje grzechy. Nie wstydzisz się Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, ponieważ On wyswobodził cię z twoich grzechów. To jest dopiero życie! To jest prawda! I musi być to prawdą. Jeśli jest to tylko wizualizacja, to człowiek żyje jednocześnie w różnych światach. Jezus jest prawdą, nie widzeniem. Rzeczywistością jest Jezus.
I dzisiaj jest tak ważne dla mnie i dla ciebie: kto jest moim mężem? Kto panuje nade mną? Kto mną rządzi? Kto z was chce, żeby panował nad nim zakon? Ludzie! Czy my jesteśmy szaleni myśląc, że możemy poradzić sobie z tym mężem, że damy sobie radę i przechytrzymy go? „Nagotujemy mu jakiejś strawy i on zapcha się tym i będzie dawał nam spokój.” Zakonu niczym nie zapchasz, niczym nie zmienisz go, ani joty, ani litery. On cały czas jest żywy, silny, dopóki ty nie umrzesz w Chrystusie. Wtedy traci władzę nad tobą i już nie jesteś pod zakonem, lecz pod łaską. Wtedy cieszysz się, że Ktoś otacza cię miłością. Zakon nie otaczał miłością ciebie, ani mnie: „nie kradnij – ukradłeś, śmierć. Nie złorzecz – złorzeczyłeś, śmierć.” Tak chodził ten mąż i miał prawo do tego. Tak Bóg postanowił go, aby wykazał nam naszą grzeszność, a więc chodził za nami i mówił: „zobacz o czym myślisz, zobacz do czego dążysz. Grzech, śmierć. Grzech, śmierć.” To było prawem tego męża.
Ale co jest prawem Jezusa? „A Ty ich przekształć, żeby mogli być ze Mną na wieczność. Zmieniaj ich każdego dnia, żeby mogli być ze Mną” – mówi Ojciec. Pan może zmienić sposób myślenia kobiety i sposób myślenia mężczyzny. Pan może zmienić w niebiański sposób myślenia. W Nim nie ma już mężczyzny i kobiety. Wiecie to jest wspaniałe. Ta Biblia jest tak przesiąknięta skarbami z nieba, wiadomościami dla mnie i dla ciebie. My jako starzy ludzie tak myślimy: mężczyźni jako mężczyźni, kobiety, jak kobiety. Jakie to jest? Grzeszne, napełnione grzechem. Ale kiedy Jezus w swojej łasce przejmuje nas jako Małżonek, napełnia nas swoim myśleniem. To nie jest myślenie ani mężczyzny, ani kobiety. Tak myślcie, jak Słowo Boże. „Moje myśli to nie wasze myśli”. Tak bardzo potrzebujemy Jezusa każdego dnia, żeby w nas były Jego myśli, a nie nasze. Tak bardzo ważny jest nam ten Mąż.
Oby Bóg sprawiał, żebyśmy nigdy nie wstydzili się Go, żebyśmy zawsze mogli powiedzieć: „to jest mój Mąż. On dał mi nowe życie. On dał mi wieczność. Wy możecie teraz śmiać się i kpić; jaka wieczność, to nie ma znaczenia.” „Ja nie będę z wami spierać się, znam swego Męża, wiem, że On zawsze mówi prawdę. Wasi mężowie kłamią wam, wasze żony kłamią wam i wy dobrze wiecie o tym. Ale mój Mąż Jezus nigdy nie kłamie. Zawsze mówi prawdę. Nawet jak karci mnie, to w miłości. Jak podnosi mnie, to w miłości. Jak troszczy się o mnie, to w miłości. Jak karmi mnie i ubiera, to w miłości. Jedynie On naprawdę miłuje mnie. Wy nie kochacie mnie wcale, bo nie potraficie nawet kochać siebie.” On jest miłością. On wie co to jest miłość.
Zakochana oblubienica. Pieśń nad pieśniami. Salomon miał jednak dużo mądrości od Boga. Oblubienica chora z miłości, oddająca wszystko za miłość. Czyż na wzgardę zasługuje? W świecie tak, ale nie u tych aniołów, które należą do Boga. Nie u Boga, nie u Tego wspaniałego Małżonka.
A więc nad Kościołem jest panowanie łaski. To tak jak mąż bierze żonę i mówi: „zobacz, to jest moje mieszkanie, a teraz też i twoje. To wszystko co moje, jest też i twoje. Korzystaj z tego moja ukochana.” Czy wierzysz w to, że Jezus mówi ci: „co Moje, to twoje”?
Moi drodzy. Z powodu tego, że my mało patrzymy na tego Chrystusa i mało słuchamy Go, myślimy o sobie, że musimy dla Niego zrobić coś wielkiego. On zrobił wszystko dla nas, a my mamy to wziąć każdego dnia. Brać od Niego. Co my wnieśliśmy do tego małżeństwa? Nasze grzechy. A więc musiały być złożone na krzyżu. A co On wniósł? Świętość Swoją, miłość Swoją, pokój, radość, cierpliwość i łagodność. Najważniejsze sprawy na tej ziemi wniósł dla nas Jezus Chrystus. Jesteśmy tymi, którym On daje to. „Daję ci, przez wiarę, bierz.” Mimo przeciwności, mimo tych rzeczy, na które napotkasz, ale pamiętaj, jeśli opowiesz się za Chrystusem, diabeł będzie chciał sprowadzić cię z powrotem kpiną, szyderstwem, lekceważeniem i pomijaniem. Ale Jezus mówi: „Choćbyś została moja cząstko sama, Ja nie zostawię cię.” Czy to jest dla ciebie ważniejsze? Choćby zostawił cię świat, rodzice, dzieci, wszyscy wyparliby się ciebie, bo byś przynosił im wstyd, Jezus mówi: „Ja się nie wstydzę ciebie i nie wyprę się.” Czy to jest dla ciebie ważniejsze?
Wielu z was, którzy nawracaliście się w domach, gdzie mówiono o Chrystusie, nie doznaliście wielu rzeczy. I to jest Boży sposób dla was. Bóg wie co komu dać. Ale ci, którzy nawracali się w miejscu, gdzie nikt jeszcze się wcześniej nie nawrócił, ci spotkali od razu na sobie szyderstwo, kpinę, wzgardę, odrzucenie i nie poczytali sobie tego za coś, co mogłoby sprowadzić ich z drogi za Jezusem. Bo w Jezusie znaleźli to, czego nikt nie był w stanie dać im - nowy sposób patrzenia na ludzi, nowy sposób patrzenia na Boga. Wszystko stało się nowe. Biblia zaczęła przemawiać, Duch Święty zaczął wprowadzać to, co mówi Biblia. Człowiek zaczął doznawać żywego Chrystusa. I chwała Bogu za to! (...)

