Drugi mąż
Drugi mąż - część 1
DRUGI MĄŻ
Chwała Bogu za Jego łaskę, że Bóg tak postanowił i dał nam możliwość, by wybrać czy Chrystus, czy Belial. Tak jak dwie drogi i człowiek musi wybrać. Dwa miejsca, do którego trafi ludzkość i człowiek musi wybrać. Bóg podjął decyzję, że dał nam możliwość, a my musimy wybrać każdego dnia. Dlaczego jest diabeł i ta walka? Dlatego, że jest możliwość. Gdyby nie było możliwości powrotu do Boga, nie byłoby tej wojny.
Czy zdajesz sobie sprawę jak ważną to jest rzeczą, że dostałeś, dostałaś możliwość wyboru? Czy dzisiaj nadal funkcjonuje to, że ktoś za ciebie ustalił, kto będzie twoją żoną, albo kto będzie twoim mężem? Ktoś za ciebie podjął decyzję, a ty po prostu realizujesz tą decyzję. Czy jest inaczej, tak że ty podejmujesz decyzję i ty chcesz mieć tą możliwość podjęcia decyzji? Dlatego tak ważne są decyzje jakie podejmujemy. Czy może tak być, że w sprawach wiary zostawiamy to komuś, a w sprawach fizycznych, my? „A gdzie mnie poprowadzą, tam pójdę”. Ale dlaczego nie tak samo w sprawach męża, czy żony? Bo człowiek chce mieć to, co jego oczy potrzebują. A w sprawach wiary nie widzą, a więc „nie jest to takie ważne, mogą poprowadzić mnie w lewo, czy w prawo, nie ma znaczenia”. Ale jak już oczy widzą, to jest ważne.
(Teraz to może trochę ciąć). Dlaczego nie jest tak, że przychodzi brat i pyta, która jest najmniej ładna siostra w zborze? Chcę, by była moją żoną. Albo siostra pyta, który tu najbrzydszy brat w zborze? Będę modlić się, żeby był moim mężem. Rozumiecie dlaczego o tym mówię? Jeśli takiego wyboru nie będziecie mieli w sprawach zewnętrznych, nigdy nie będziecie należeć do Chrystusa, nigdy. Jeśli będziecie wybierać według patrzenia oczu i patrzeć po ludzku, tak jak patrzy zwiedziony człowiek, nigdy nie pójdziecie za Chrystusem, żeby stać się Jego oblubienicą. Dlaczego? Mogę odpowiedzieć bardzo szybko. Dlatego, że jest On najbardziej wzgardzony na tej ziemi. Nigdy nie pójdziecie, jeśli będziecie chodzić tutaj na zasadzie oczu. Jeśli nie nauczycie się wziąć krzyża na swoje oczy, na swoje serca, na swoje umysły, na swoje potrzeby cielesne, nigdy nie będziecie do Niego należeć całym sercem. Nie mylę się ani troszeczkę, kiedy to mówię. Nie ma nikogo tak znienawidzonego na tej ziemi, jak Jezus Chrystus. Aby być Jego oblubienicą trzeba wyjść na to znienawidzenie, trzeba przyjąć pozycję, że będę należeć do kogoś, kto nie jest lubiany na tej ziemi, na którego nie chcą patrzeć oczy, bo ten widok nie podoba się.
Jak chcesz pysznić się swoim mężem, czy swoją żoną, chlubić się z ciała i powiedzieć: „ale mam piękną żonę, to mi trafiła się sztuka”, to tak naprawdę twoje serce nigdy nie będzie należało do Chrystusa. Jeśli będziesz umiał wziąć to co najmniejsze, to co wzgardzone z tych ziemskich spraw, może w pracy – najgorszą pracę, może w domu – najgorszą pozycję i weźmiesz to, przyłożysz do tego swoje serce i będziesz w tym znosić przeciwności, wtedy Chrystus jest dla ciebie kimś odpowiednim. On taki jest. Zniósł szyderstwo, kpiny, odrzucenie, zniewagi, a na końcu ukrzyżowanie.
Dlatego cielesny chrześcijanin nie należy sercem do Chrystusa. Chrystus nie jest ponętny dla cielesnego chrześcijanina. Dla takiego Chrystusa cielesny chrześcijanin nie położy swego życia za nic, tak jak nie wziąłby najbrzydszą siostrę w zgromadzeniu. Z radością i wdzięcznością, że uczyni ją najpiękniejszą poprzez najwspanialsze uczucie miłości do niej, ubierze ją w klejnoty swojej dobroci, swojego miłosierdzia. I to, co najbardziej wzgardzone, stanie się najpiękniejsze, dzięki niemu. Weźmie z poniżenia, a podniesie do góry i wszystkie siostry w zborze będą mówić: „taki mąż ci się trafił? Kocha cię, czyni cię szlachetną, dba o ciebie, jest dobry.” Tak Jezus czyni swój Kościół.
Zobaczcie, co jest zaraz za Chrystusem najbardziej znienawidzone na tej ziemi? Jego Kościół.
Dlaczego nie możesz żyć na tej ziemi jako najszczęśliwsza cząstka ciała Chrystusa? Dlaczego musisz patrzeć, czy komuś podoba się to co mówisz, czy komuś podoba się to co robisz? Dlaczego musisz patrzeć, czy ocenią to pozytywnie, czy negatywnie? Dlaczego patrzysz i wybierasz? Co wybierasz? Czy Chrystusa i przynależność do Niego, czy wybierasz zupełnie co innego, żeby źle o mnie nie pomyślano, że jestem chrześcijaninem? „Bo jestem głupi z tego powodu, że jestem chrześcijaninem”. Tak oceniane jest chrześcijaństwo: „jesteś głupi, że wierzysz w kogoś takiego jak Chrystus. Jesteś głupi, gdy oddajesz mu życie.”
Czy cieszy cię to, że jesteś głupcem, który oddał życie Jezusowi? Czy też z tego powodu jesteś szczęśliwą cząstką Chrystusa i mówisz: Chwała Ci Panie za tą wzgardę. Należę do Niego nie z tego powodu, że On da mi wieczność. Należę do Niego, dlatego, że zakochałem się w tym Chrystusie, który gotów był znieść wszelkie pohańbienie dla Mnie. Dla mnie poszedł na krzyż, dla mnie zniósł szyderstwa, kpiny, bo pokochał mnie, takiego brzydaka, obrzydliwca tarzającego się w błocie swoich grzesznych namiętności i pokochał mnie. Wziął sobie to najgorsze, żeby uczynić z tego piękne. Alleluja! I dzięki Niemu mogę doznawać, że czyni mnie pięknym, bo Jezus zajął się mną. Czy do takiego Jezusa będę należał z całego serca? Taka niewiasta, ta najbrzydsza i trafia się jej najwspanialsza możliwość - bierze ją Ktoś, kto chce ubrać ją w piękne szaty miłości. Ile kobiet nie ma w ogóle miłości od swoich mężów? A cóż to za miłość cielesna, zmysłowa, demoniczna, która tylko liczy, że będzie korzystać z tego drugiego ciała i poza tym nic więcej lepszego nie widzi? Czy widzi tam jeszcze coś więcej? Czy widzi tam chrześcijankę? Czy ceni sobie tą świątynię Pana? I to w dwie strony, czy mężczyzna, czy kobieta.
Chciałbym, żebyśmy dzisiaj o tym mówili. Nasze wybory muszą być pewne. Nasze wybory muszą być konsekwentne. Nasze wybory muszą mieć swoje cierpienia. Jeśli nie będzie ich, nie ma wyboru i oznacza to, że zrezygnowaliśmy z Chrystusa. Albo wychodzimy na światło i jesteśmy wdzięczni, że Bóg dał nam takiego Chrystusa, którego świat nie chce, albo będziemy szukać takiego „chrystusa”, w którym świat znajdzie swoje upodobanie, ale wtedy my stracimy wieczność. Komu chcemy podobać się? Komu chce podobać się kobieta, która ma męża? Komu ma podobać się Kościół? Jezusowi, czy światu? Czy ma ubierać się i stroić jak świat, żeby świat powiedział: „jesteś w porządku”, żeby świat powiedział: „to jest dosyć fajne”?
Jeśli Mąż mówi: „to mi się podoba”, jeśli chcę być cząstką Jego Kościoła, to i mnie musi podobać się to co podoba się Jezusowi. A jeśli On mówi, że coś nie podoba Mu się, mnie też musi się to nie podobać. To jest złączenie. Tak złączył nas Ojciec ze swoim Synem. „To co będzie podobać się Memu Synowi, niech wam się podoba, a co nie podoba się Memu Synowi, niech i wam nie podoba się, a wtedy będziecie Jego Kościołem na ziemi, wtedy On przez was będzie mógł pokazywać się dalej na tej ziemi taki, jaki jest.”
Wielu wierzących ludzi z Biblią do dziś nie wybrało. I tak balansują między Chrystusem, a Belialem. Nie wiedzą kogo bardziej kochają, czy świat, czy Chrystusa. Komu oddać serce? I tu mi się podoba, a tamte fajne rzeczy, ta wieczność, radość też podoba mi się. „Ale gdyby nie ta hańba, to byłoby dobrze. Po co ta hańba, po co?” Już nie mogę chodzić z Nim i mówić: „zobaczcie, jaki jest wspaniały”, bo świat patrzy się i mówi: „a coś ty wziął? Gdzieś ty poszedł, w coś ty się wpakował (wpakowała)? Zobacz ilu mądrych ludzi żyje swobodnie, a ty pakujesz się w takie rzeczy? Chcesz słuchać kogoś, kogo nie widać? Ty wierzysz w to, że ktoś taki w ogóle był na ziemi?” A ty możesz wtedy powiedzieć: „wierzę, bo zmienił moje życie. Gdyby nie było Go, nie zmieniłby mojego życia. Nadal kochałbym to, co w świecie, a dzisiaj kocham Jego i chcę być z Nim teraz i na zawsze. Zmienił moje myślenie, zmienił kierunek. Mam wielki bój idąc w tym kierunku. Wiem, że szatan szaleje, żeby zmienić kierunek wędrówki, ale On wezwał mnie po imieniu i powiedział: wracaj”. „Położyłem wszystko za ciebie, aby uczynić ciebie zdolnym do wieczności ze Mną. Wracaj.”
Alleluja! Wiecie wybór jest prosty, prawda? Każdy wybrałby Jezusa. Ale to ciało musi jeszcze być ukrzyżowane, bo ono nie wybiera Chrystusa. Ono chce żyć po swojemu, chce mieć swoje życie na ziemi. To ciało jest wrogiem wyboru za Jezusem. Umysłem tak, ale co zrobić z ciałem?! Ono musi być ujarzmione, doprowadzone do poddaństwa i ono musi skłonić kolana przed Panem i służyć Mu, tak jak wewnętrzny człowiek tylko zechce. Narażony na pobicie, na znieważenie, na szyderstwo i kpinę. Nie ma znaczenia, wewnętrznego człowieka to nie rusza. Wewnętrzny wie, że to jest doświadczenie tej wędrówki, że gdyby było odwrotnie, że wielu byłoby chrześcijanami, a niewielu nie chrześcijanami, nie byłoby doświadczenia. Ale z powodu tego, że niewielu jest chrześcijanami, a wielu nie jest chrześcijanami, jest doświadczenie.
Jak Jezus żył na ziemi? Czy ukrywał miłość do ciebie, do mnie? Czy wstydził się tych grzeszników, którzy chodzili przy Nim i mówiono: „zobaczcie, kto z Nim przebywa, jakby był prorokiem, to z takimi ludźmi by nie był”? A Pan powiedział: „przyszedłem do chorych”. Jezus nie wstydził się tych ludzi. „Przyszedłem do chorego człowieka, zanurzonego w różne bałwany, w różne cielesności, obrzydliwe grzechy, żeby wydobyć go z tych grzechów”. Podchodzi do ciebie, takiego bezbożnika i mówi ci o swojej miłości do ciebie. Jeśli tylko zaufasz Mu, to On zmieni cię, uczyni cię pięknym (piękną) dla Jego chwały. Przyoblecze cię w szaty Swojej sprawiedliwości, da Swoją miłość do twego serca, uczyni cię myślącym o tym co dobre, miłe i pożyteczne, zmieni wszystko w tobie. Ten Ukochany tak wyśmiany, wyszydzony, zohydzony, ale jakże potrzebny człowiekowi, Jezus Chrystus. Tylko On może uwolnić cię od twego strasznego umysłu, uwolnić cię od twego strasznego serca, od twoich strasznych pożądliwości. Tylko ten Jezus może ci to zrobić.
Dlatego, jeśli będziesz się wstydzić Go, Pan mówi: „wtedy i Ja zawstydzę się ciebie.” Jakie to straszne, prawda? Jezus wychodzi do mnie, do ciebie ze swoją wspaniałą miłością, chociaż w ogóle nie zasłużyliśmy na to. Jeśli my wstydzimy się Pana, to znaczy, że nie pojmujemy Kim On dla nas jest! Nie rozumiemy Kim On dla nas jest. Nasze serce przez to jest zatwardzane i blokuje się przed tym, by do Niego należeć. „Gdybyś był piękniejszy Panie Jezu, gdyby świat cieszył się, że Cię wziąłem jako swojego Oblubieńca, to ja bym od razu chciał Ciebie, ale z powodu tego, że świat będzie się śmiać ze mnie, kpić, lekceważyć, to Ja Ciebie nie wezmę Panie Jezu. Gdybyś był taki bardziej ponętny dla świata Panie.”
Ale ten świat jęczy pod jarzmem diabła, jęczy i żyje w grzechach i każdy kto w tego Jezusa uwierzy, jakże mówi o Nim: „gdyby nie ten Jezus, zginąłbym w tym świcie, a dzisiaj mogę żyć dzięki Niemu!” Zwiastuje i chwali się Jezusem. Zobaczył swoje bagno i Tego, który przyszedł do tego bagna, żeby wydobyć Go z tego. Nie da rady bez decyzji, nie da rady moi drodzy! Dopóki nie ma decyzji, nie ma kierunku. Musi być decyzja: „za kim”. Nie można dać pół Jezusowi, a pół światu. Tak nie da rady! Za kim? Albo za Jezusem, albo za światem. Pan Jezus powiedział to wyraźnie: „jeśli nie oddasz Mi swego życia, stracisz je”. Nie ma zabawy.
Niech serca nasze będą otwarte. Naprawdę szkoda, żeby trafić do zatracenia, a mieć taką szansę pójść do wieczności. Szkoda naszego życia codziennie, skoro możemy nowe, żywe życie prowadzić, ożywione dzięki Jezusowi.
Otwórzmy 2 Księgę Samuela, 7 rozdział, wiersze 12- 16:
A gdy dopełnią się dni twoje i zaśniesz ze swoimi ojcami, Ja wzbudzę ci potomka po tobie, który wyjdzie z twego łona, i utrwalę twoje królestwo. On zbuduje dom mojemu imieniu i utwierdzę tron królestwa jego na wieki. Ja będę mu ojcem, a on będzie mi synem; gdy zgrzeszy, ukarzę go rózgą ludzką i ciosami synów ludzkich, lecz łaska moja od niego nie odstąpi, jak odjąłem ją Saulowi, którego usunąłem sprzed ciebie. I trwać będzie twój dom i twoje królestwo na wieki przede mną; tron twój też utwierdzony będzie na wieki.
On zbuduje dom Memu imieniu. To jest potężna praca. Salomon mógł zbudować ten dom z kamienia, drzewa, złota, ze srebra. Bóg uzdolnił pewnych ludzi, żeby wykonali to wszystko, co wcześniej Bóg pokazał. Ale jak z człowieka zbudować dom dla imienia Boga? Jak to zrobić z nami? Pomyśl, jaka to musi być silna praca nad tobą, żebyś był dla imienia Boga Wszechmogącego. Jaka to musi być miłość, jaka wrażliwość na każdy dzień twojej wędrówki, jaka czułość, jaka staranność, jaka wytrwałość, żeby zbudować nas na dom dla imienia Boga Wszechmogącego, Tego, który jest godzien najwyższej chwały i czci! To nie jest to, żeby zrobić z ciebie religijnego chrześcijanina, ale to jest obrócenie twojego życia od ciemności do światłości, od śmierci do życia, od grzechu do świętości. To może Jezus! Czy będziesz wstydzić się Go? Albo będziesz mieszkaniem dla diabła, albo On uczyni z ciebie mieszkanie dla Boga.
Tylko Jezus! Człowiek jest mieszkaniem dla kogoś. Jeśli nie wybierasz, jesteś mieszkaniem dla diabła. Musisz wybrać. Jeśli nie ma wyboru, diabeł mieszka. Jeśli wybrałeś, to musisz za tym pójść. Musisz być umarły, aby nowe życie prowadzić.
Imię Boga – to jest najwyższe, co może nas spotkać – być napełnionym Jego imieniem. Dlatego diabeł tak kpi i szydzi z tego, żeby zatrzymać cię; co powiedzą koledzy, co koleżanki, co tata, co mama, co syn, co córka. A człowiek musi mieć jedno: co Bóg powiedział, co Jego Syn powiedział na ziemi! To jest najważniejsze. Czy oddasz Mu swoje życie? Czy oddasz Mu chwałę? Czy oddasz Mu wszystko, całego siebie, żeby On mógł mieć ciebie teraz i na zawsze? Czy oddasz Mu siebie? Czy też zatrzyma cię wzgarda, szyderstwo, kpina i patrzenie na ciebie jak na głupka?
Dlatego chcemy poznawać Go, żeby każdego dnia ten wybór był coraz silniejszy. Chrystus – to jest mój Mąż. Wzgardzony, wyszydzony, wyśmiany, ale ja kocham Go i idę, i będę szedł za Nim, aż dojdę do wieczności z Nim. Ja kocham Go i On kocha mnie, kochamy się. Choć inni mówią: „źle wybrałeś (wybrałaś)”, to mnie nie obchodzi, oni nie wiedzą, co mówią. Ale jeśli nikt nic nie mówi, jeśli nikt nie ma do ciebie słowa wzgardy, śmiechu, szyderstwa, czy nie jest to sygnał, że zmieniasz oblubieńca, że kamuflujesz swoje należenie do ciała Chrystusa Jezusa, że boisz się być jawną cząstką Syna Bożego? I trzeba złamać to, bo jak nie złamie się tego na ziemi, to pójdziesz na zatracenie. Decyzja musi być pewna. Jezus mówi: „kto Mnie się wstydzi, tego i Ja zawstydzę się.” To mówi Ten, który umarł na krzyżu za nas, abyśmy nie musieli zginąć. I nie ma znaczenia jaki jesteś; śmiały czy nieśmiały, nie ma to znaczenia. Jezus jest inny. To Jezus jest tym, który napełnia Swoją oblubienicę pięknem z nieba. To jest tylko obrona – jestem nieśmiały, ja nie potrafię. Jezus nie mówił, że ty zrobisz to sam z siebie. Jezus powiedział: „Ja ubiorę cię w Moje klejnoty. Ja dam ci swoją piękną szatę. Zmienię twój umysł i zmienię twoje serce. Swoje wspaniałe prawa wpiszę w twoje serce, abyś mógł ciszyć się, że jesteś świątynią Boga.” To czyni Jezus – Mąż, który zatroszczył się o swoją oblubienicę. To jest Jego troska. „Ja przygotuję sobie Kościół, żeby był święty, czysty, nieskalany.” (...)

