05.06.2007 Marian - Najcenniejsza służba - o mocy i trudzie przebaczenia

Najcenniejsza służba - o mocy i trudzie przebaczenia

 

Słowo z dnia 05.06.2007  Marian 

 

Takich parę spraw chciałem z wami dzisiaj omówić dla chwały naszego Chrystusa, Właściciela. Z Ewangelii Marka drugi rozdział. Od pierwszego wiersza.

Mar. 2, 1-12: "I znowu, po kilku dniach, przyszedł do Kafarnaum i usłyszano, że jest w domu. I zaraz zeszło się tak wielu, iż nie było miejsca nawet przy drzwiach, a On głosił im słowo. I przyszli do niego, niosąc paralityka, a dźwigało go czterech. A gdy z powodu tłumu nie mogli do niego się zbliżyć, zdjęli dach nad miejscem, gdzie był, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. A Jezus, ujrzawszy wiarę ich, rzekł paralitykowi: Synu, odpuszczone są grzechy twoje. A byli tam niektórzy z uczonych w Piśmie; ci siedzieli i rozważali w sercach swoich: Czemuż ten tak mówi? On bluźni. Któż może grzechy odpuszczać oprócz jednego, Boga? A Jezus zaraz poznał w duchu swoim, że tak myślą w sobie, i rzekł im: Czemuż tak myślicie w sercach swoich? Cóż jest łatwiej, rzec paralitykowi: Odpuszczone są ci grzechy, czy rzec: Wstań, weź łoże swoje i chodź? Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma moc odpuszczać grzechy na ziemi, rzekł paralitykowi: Tobie mówię: Wstań, weź łoże swoje i idź do domu swego. I wstał, i zaraz wziął łoże, i wyszedł wobec wszystkich, tak iż się wszyscy zdumiewali i chwalili Boga, i mówili: Nigdyśmy nic podobnego nie widzieli."

Cóż więc jest łatwiej? Odpuścić grzechy komuś, czy powiedzieć: wstań, weź łoże swoje i chodź?

Wiemy, że gdybyśmy dzisiaj wszyscy mieli tę zupełną aprobatę Boga w tej sprawie, abyśmy każdemu na drodze powiedzieli, który by nie mógł chodzić: wstań i chodź, i on by mógł chodzić. Bylibyśmy bardzo szczęśliwymi ludźmi, bardzo zadowolonymi, chodzilibyśmy i widzielibyśmy, jak tłumy do nas biegną, gdyż potrzebują nas, bo potrzebuje człowiek uzdrowienia, potrzebuje, żeby móc chodzić, biegać, cieszyć się zdrowiem. Czulibyśmy się bardzo fajnie. Moglibyśmy ludziom dawać to, co jest im potrzebne i oni byliby bardzo z tego powodu zadowoleni.

Ale jest jeszcze innego rodzaju zadowolenie, o wiele większe. Jest innego rodzaju chodzenie z aprobatą Bożą, o wiele cenniejsze. Co to jest? Odpuszczajcie sobie grzechy nawzajem. To jest o wiele trudniejsze, mniej widowiskowe. Ale zarazem o wiele cenniejsze niż uzdrawianie. Jest to uzdrawianie wewnętrznego człowieka tam, gdzie jest siedlisko ciemności, tam może przyjść światło.

Ale żeby wnosić takie światło w życie człowieka, człowiek musi mieć przebaczenie w sercu swoim. Chęć takiej pomocy udzielania. W tej pomocy jest olbrzymia przeciwność. To są olbrzymie bitwy, żeby móc przebaczyć. Żeby móc powiedzieć: odpuszczone ci są grzechy. Człowiek musi mieć serce sługi, w którym już nie ma: "Co mi uczyniono? Dlaczego mi to uczyniono? Dlaczego ludzie nie rozumieją mnie? Dlaczego robią mi tyle krzywdy? Dlaczego nie patrzą na mnie i nie myślą, jak mi pomóc?" I tak dalej, i tak dalej. Tego już nie może być, bo inaczej nigdy nie będzie mogło naprawdę paść: przebaczam. Będzie zawsze "ale". Będzie zawsze oskarżyciel miał dostęp i mógł powiedzieć: przecież tyle zła ci czyni. Czy chcesz być sługą Jezusa?

Jezus powiedział do apostołów kiedyś takie słowa, gdy tchną na nich Ducha Świętego: idźcie i przebaczajcie, komu przebaczycie, będzie przebaczone, komu zatrzymacie, będzie zatrzymane. Otrzymaliśmy prawo i moc, aby przebaczać grzechy. Czy my jesteśmy gotowi do tego, aby w tym prawie i mocy Boga przebywać?

Oskarżyciel diabeł nie chce, żebyś w tej mocy chodził. To jest największa moc na ziemi. Nie ma większej mocy. Choćby z martwych tysiące wzbudził, to nie ma takiej mocy, niż odpuścić jeden grzech drugiemu człowiekowi. Ponieważ zapłatą za grzech jest śmierć. Czy chcesz uwalniać ludzi? Czy chcesz, tak jak Jezus, uwalniać ludzi, aby mogli być uratowani? Czy oni z tego skorzystają, to już jest inny temat. Jak z tego skorzystają? Jezus mówił również do pewnych osób: idź i więcej nie grzesz, aby ci się co gorszego nie stało. Idź i więcej tego nie rób. Przebaczać.

To nie jest tylko takie proste słowo, prawda, jeśli ktoś ci krzywdę zrobił. Wiele zła ci uczynił, powiedzieć: przebaczam ci, odpuszczone są twoje grzechy. Trzeba miłować bliźniego swego jak siebie samego, żeby to zrobić, trzeba już miłować bliźniego swego jak siebie samego. To jest największa bitwa, jaką toczymy tu na ziemi. Nie ma większej bitwy. Żadnej większej bitwy nie ma. Jezus przeszedł przez tą bitwę całkowicie czysty. Całkowicie czysty.

Co On powiedział z krzyża?

"Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią"

Padły te potężne słowa, przecież był w tym momencie wystawiony na cierpienia, wykpiony, wyszydzony. A więc ludzie, którzy to robili, byli naprzeciwko Niego. I On powiedział:

Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią, nie wiedzą, z kogo szydzą. Nie wiedzą, że Ja umieram właśnie za ich grzechy. To diabeł kusi ich i ciągnie ich, aby oni pokazywali, że nienawidzą Mnie. Ale gdyby dotarło do nich światło, tak jak do tego złoczyńcy, który obok był ukrzyżowany. I on mógł powiedzieć: Właścicielu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego.

A później, kiedy widzimy ucznia Właściciela Jezusa, Szczepana, i on jest zabijany, i twarze tych, którzy są naprzeciwko niego, są gniewne, złośliwe. Uderzenia, rzucania kamieniem są z nienawiścią: zabić go, bluźniercę. I co on mówi?

"Właścicielu przebacz im, nie policz im grzechu tego."

To jest najtrudniejsza, najcenniejsza służba na tej ziemi. Nie ma cenniejszej służby na ziemi. Wszystkie służby są atrakcyjne: modlitwa językami, tłumaczenie języków, proroctwa, objawienia. Usługiwania, niesienia pomocy i tak dalej, i tak dalej. Ludzie cię mogą zobaczyć i podziwiać, i pragnąć tego. I możesz się tym zaspokoić. Można w różne rzeczy się dostać, diabelskie, ciemne, gdzie człowiek jest zaspokojony swoim życiem. Ale nikt z nas nie może być naprawdę zaspokojony, dopóki nie jesteśmy sługami Jezusa w tej sprawie przebaczenia.

Tutaj bez krzyża nie ma możliwości. Nie ma takiej możliwości. Bez krzyża naprawdę uwolnić człowieka. Musi nam bardziej zależeć na tym, żeby człowiek był wolny, niż na tym, żeby nam przyszła sprawiedliwość, bo cierpieliśmy. Nasze ciało krzyczy: czyż i oni tego nie robili? Słowo Boże mówi, że w tym ciele mieszka zło. I my sobie zdajemy z tego sprawę, kiedy nasz język mówi to, że nasz duch mówi nie. To nie jest Chrystus.

Raczej pomyśl, co ty byś mógł zrobić innym. A chciałbyś, żeby tobie to uczyniono. Czy chciałbyś, żeby ci przebaczono, gdy zrobisz coś złego drugiemu człowiekowi? Czy chciałbyś, żeby cię miłowano? Żeby cię akceptowano i niesiono ci pomoc i wsparcie? Żebyś mógł zobaczyć, że naprawdę ci przebaczono, że nikt nie nosi urazy do ciebie za to, że zrobiłeś coś złego, bo ty przyjąłeś przebaczenie. Poddałeś się oczyszczeniu.

Idźcie i czyńcie to samo. Nie zaspokajaj się tym, że jesteś chrześcijaninem, masz Biblię, śpiewasz pieśni, modlisz się. To jest za mało. W tym boju, w tym dobrym boju, musisz stanąć na skale, na gruncie zbawienia, którego udzielił ci Jezus Chrystus i mi. To jest najważniejsza służba, do której zostaliśmy powołani. To jest prawdziwe umywanie nóg innym. Żeby ich diabeł nie zabił.

Jeśli ktokolwiek chce służyć w tym Jezusowi, niech się zaprze samego siebie, nie da rady inaczej. Tutaj nie ma bohaterów, tu każdy bohater rozpada się. Diabeł rozbija każdego, kto naprawdę nie zaparł się samego siebie. Każdego, nie ma człowieka, którego on by nie doprowadził do oddania mu pokłonu. A diabeł jest przecież oskarżycielem. Nie ma takiego człowieka, jeśli się nie zaprze samego siebie, nie weźmie krzyża i nie pójdzie za Jezusem. Będzie musiał należeć do sług diabelskich.

Nie można dwóm właścicielom służyć. Albo jednemu, albo drugiemu. I teraz bardzo ważna sprawa, jeśli chcemy służyć Chrystusowi. To On mówi: odpuszczajcie. Mogą być zatrzymane też grzechy. Są takie grzechy, które też zostaną zatrzymane. Lud Boży wie, jakie to są grzechy. Takie, które są już u Właściciela zatrzymane. O których też i apostoł pisał: już na nich tylko czekają ciemności. Nie ma dla nich już łaski. Ci ludzie po prostu już po raz drugi umarli. Nie ma dla nich już krzyża.

A więc widzimy, że prawdziwa służba, ona jest cicha. Niewidowiskowa. Tam tylko cię widzi Bóg i zastępy ciemności również. Bo idziesz jak światłość, która zamyka im drogę do niszczenia, do zabijania. To ty stajesz na drodze diabłu, żeby nie mógł kogoś niszczyć, kiedy prawdziwie uwalniasz go z jego grzechów. Dajesz mu większą szansę na to, żeby światło ewangelii dotarło do jego wnętrza i rozjaśniło umysł i serce, i pozwoliło mu zobaczyć, w jakim miejscu obecnie się znajduje. Bo przecież tego pragniesz dla drugiego. A żeby tak było, to również i diabeł musi wiedzieć, że nie ma w tobie swojego sługi. Dlatego też trzeba pilnować i serca, i uszu. Właściciel pilnował, trwał, słuchał woli Ojca i według tej woli postępował.

Apostoł Paweł w pewnym miejscu modli się za ten lud, Izrael, który mu wiele cierpień zadał. I on mówi, że on gotów był wieczne życie oddać, żeby oni byli uratowani. To jest przebaczenie. Mojżesz wołał do Boga: Boże, raczej mnie zabij. A Bóg powiedział: kto grzeszy, ten umrze. Dawid się wstawia: dlaczego oni cierpią, a nie ja, przecież to ja zawiniłem? Chociaż Bóg karał ten naród za to, że w pewnym doświadczeniu nie słuchali Go. Ale zawsze w sercu Bożych ludzi było uratować, wyzwolić, zbawić, nie zatracić. Jak więc nasze rozmowy powinny wyglądać? I jak powinny wyglądać nasze modlitwy, jak powinno wyglądać nasze serce, nasz umysł, nasze życie, nasze działanie? Nasze ustalanie, o co się będziemy modlić. Jeśli jesteśmy ratownikami. Jeśli w duchu Zbawiciela żyjemy na ziemi.

Jeśli mamy taką wolność, aby w modlitwie rzeczywiście otwierać niebo nad ludźmi. To wykorzystujmy tę wolność. A jeśli jej nie mamy, to jesteśmy w niebezpiecznym miejscu. Konieczna jest taka wolność. Bo my jesteśmy w miejsce Jezusa posłani, jako światłość. A Jezus przyszedł ratować, nie zatracać. Nie przyszedł nikogo niszczyć. On powiedział: Moje Słowo sądzi was. Ale dla was jest otwarta droga ku ratunkowi. Co jest więc trudniejsze? Odpuszczać grzechy? Czy wzbudzić człowieka do ruchu, do poruszania się?

Jeśli ktoś ci zrobił krzywdę, co czujesz wtedy w środku? Jaką bitwę musisz stoczyć, żeby wygrać? Czy to są te największe bitwy? Czy są jakieś większe jeszcze bitwy? Czy są jakieś większe bitwy w życiu chrześcijanina, które musi wygrać? Jak właśnie te, że oskarżyciel przychodzi i nastawia twoje wnętrze przeciwko komuś. Kto cię krzywdzi. Kto ci zadaje ból. Kto ci się rewanżuje za twój grzech. I co wtedy musisz zrobić? Dobry bój bojowałem - mówi apostoł Paweł. Jaki to był więc bój? Czyż nie ten? Wiarę zachowałem, czyż nie o to chodzi? Że nie chodzi w duchu diabelskim, tylko w duchu Chrystusowym. Jeśli chcemy wejść do nieba, to nie wolno nam wejść tam z jakimkolwiek złym nastawieniem w sercu swoim. Zły, nieczysty człowiek nie wejdzie tam.

Dobrze, że jest Właściciel, bo gdyby tylko taki rozkaz padł bez Ducha Świętego. Najpierw Jezus tchnął Ducha na swoich uczniów, a później powiedział: przebaczajcie. A komu w tym Duchu zatrzymacie, będzie zatrzymane i w niebie. Ten Duch naciska na nasze serce i na nasz umysł, na naszego ducha też. I pokazuje nam prawdziwą służbę, która jest najtrudniejszą służbą na ziemi. Nie ma trudniejszej służby. Żadnej trudniejszej służby nie ma tutaj. Żadnej.

W Ewangelii Marka jest napisane, że mamy ściągać węże z ludzi. Mamy mieć czyste dłonie, żeby móc uwalniać ludzi od związań diabelskich. Oni są związani przecież przez własne grzechy. Diabeł może ich ruchy krępować i powodować to, że oni nie mogą być wolni w służbie dla Jezusa. Jak uwolnisz ich? Jeżeli sam raz krzywdzą ciebie? Można powiedzieć, to może jest dziwne, ale w tym momencie jest najlepiej, jeśli krzywdzą ciebie, a ty masz moc z góry, żeby ich uwolnić. Bo gdyby krzywdzili kogoś obok ciebie, który nie ma tej mocy, wpadłby w doświadczenie i nie wyszedłby z niego. Też by się uwikłał w to wszystko. Jeśli jesteś mocen, to dziękuj Bogu za to, że akurat ciebie krzywdzą. Jeśli możesz przebaczyć. Jeśli możesz nie nieść tego przed Boży majestat, w duchu agresji, nastawienia czy jakiejś goryczy.

Diabeł będzie przychodził i różne rzeczy próbował zrobić, żebyś nie miał zwycięstwa. Jeśli chcesz prawdziwą bitwę toczyć, to stocz bitwę o to, żeby twoje serce było czyste. Pierwsze, żebyś mógł zawsze uwalniać ludzi, nie krępować. Krępować to znaczy wtedy krępujesz ludzi, kiedy ty sam grzeszysz przeciwko nim. A oni nie są na tyle mocni, żeby ci przebaczyć. A więc ile grzechów robimy takich, które krępują innych ludzi? Bo oni nie mają siły, by nam przebaczyć. I wtedy chodzą z tymi nastawieniami. Dobrze, jeśli to są grzechy, które wynikają z naszego niedoświadczenia, z naszego zagubienia gdzieś w tym momencie. Nie są to grzechy świadome, kiedy lekceważąco sobie grzeszysz i za nic sobie poczytujesz to, co drugi czuje. Jest łaska, jest przebaczenie. Jest wylana na Kościół miłość, która zakrywa wiele grzechów. Która pozwala minąć wiele takich przeciwności. Bez tej miłości Kościół nie jest Kościołem. On potrzebuje tej miłości, żeby był wolny, żeby mógł naprawdę zwyciężać. Tak jak Jezus zwyciężał.

Z Ewangelii Marka, z czwartego rozdziału. Od trzydziestego piątego wiersza.

Mar. 4, 35-41: "I rzekł do nich owego dnia, kiedy nastał wieczór: Przeprawmy się na drugą stronę. Opuścili więc lud i wzięli go z sobą tak jak był, w łodzi, a inne łodzie towarzyszyły mu. I zerwała się gwałtowna burza, a fale wdzierały się do łodzi, tak iż łódź już się wypełniała. A on był w tylnej części łodzi i spał na wezgłowiu. Budzą go więc i mówią do niego: Nauczycielu, nic cię to nie obchodzi, że giniemy? I obudziwszy się, zgromił wicher i rzekł do morza: Umilknij! Ucisz się! I ustał wicher i nastała wielka cisza. I rzekł do nich: Czemu jesteście tacy bojaźliwi? Jakże to, jeszcze wiary nie macie? I zdjął ich strach wielki i mówili jeden do drugiego: Kim więc jest Ten, że i wiatr, i morze są mu posłuszne?"

Nie tylko, że grzechy odpuszcza. Nie tylko, że pozwala paralitykowi chodzić, ale wiatr i całe morze są Mu posłuszne. Ale co Jezus powiedział najpierw? Przeprawmy się na drugą stronę. Co Jezus tobie i mnie powiedział? Idź ku wieczności. Jakie naprawdę burze miotają twoim życiem? Co to są za burze? Zobacz, jakie burze przeszkadzają ci ufać, że Jezus jest w tym, żebyś do drugiego brzegu dotarł. Jakie to są burze? Pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha życia. Niechęć do ludzi. Na tej ziemi mnóstwo krzywdy się dzieje i będzie coraz gorzej, i coraz więcej tego. Jak dopłyniesz więc do drugiego brzegu, jak wykonasz rozkaz Jezusa: Idź i czyń dobrze. Nawet wrogom swoim, a wtedy nazwany będziesz synem Boga żywego, ponieważ On jest miłosierny i łaskawy. To są największe burze, jakie diabeł rozpętuje przeciwko tobie i mnie, żebyśmy do brzegu nie dotarli.

Co tam czekało na tym brzegu? W jednym człowieku był cały legion demonów. Jeden człowiek, a w nim legion demonów. Jakże ten człowiek był w nędznym stanie. On nawet nie potrafił sam mówić, bo kiedy w jego ciele to wszystko przybiegło przed oblicze Właściciela Jezusa, to demony mówiły. Nawet ten człowiek mówić sam nie mógł. Tak był opętany przez demony. I diabeł nie chciał, żeby ten człowiek był wolny. Ile ludzi możesz uwolnić, kiedy ty jesteś wolny? Kiedy jesteś wolna? Diabeł nie chce, żebyśmy uwalniali ludzi. On nie chce, żebyśmy wierzyli, że Jezus jest w tej sprawie. On chce, żebyśmy się zaspokoili tym, że mamy Biblię, że możemy śpiewać, że możemy się modlić, że mamy swoją religię i że jest wszystko fajnie. Ale gdzie ta burza jest, w której ty uczysz się patrzeć na Jezusa? Gdzie ta burza jest w twoim życiu, gdzie z Jezusem robisz następny ruch posunięcia ku brzegowi?

Jeśli żyjesz bez burzy, to znaczy, że nie jesteś w odpowiednim miejscu. Jeśli możesz sobie spokojnie żyć... To może już nawet demony nie muszą się obawiać. Czy musisz wygrywać? Czy zdajesz sobie sprawę, że twoje wnętrze diabeł chce ogarnąć wirem swojej wichury, zalać cię ze swego morza tymi obrzydliwościami różnymi, żebyś nie był tym, który w Chrystusie zmierza dalej? Do miejsca, w którym czeka ktoś, aby otrzymać wolność. A ty masz przecież przykazanie od Właściciela Jezusa, aby uwalniać ludzi. Aby wyswobadzać. Idźcie i czyńcie uczniami.

Właściciel Jezus może uciszyć burze. Ale trzeba przez nią przejść. Najczęściej ta burza to są właśnie nastawienia przeciwko. Najczęściej człowiek, który by mógł wiele dobrych rzeczy uczynić, jest skrępowany burzą wewnątrz siebie, gdzie jego umysł nie jest otwarty na to, co myśli Właściciel, tylko w tym momencie jest zablokowany i zamknięty tymi wichurami diabelskich myśli, które go atakują. To jest największa burza twojego życia. Nie ta, że tam stracisz coś. Rzecz tego świata, czy coś innego. Największa burza to jest to, kiedy nie możesz płynąć z Jezusem dalej. Właściciel nie chce, żebyś został. Właściciel chce, żebyś był tam, gdzie On czyni wolność. Ile burz musieli przeżyć nasi bracia, o których czytamy w Biblii, czy siostry, ile burz musieli przeżyć, żeby przyszedł cud Boży.

Paweł z Sylasem najpierw atak. Najpierw pobicie, dyby, ciemnica. A dopiero później cud. Ich umysł był atakowany: za co cierpimy? A co oni zrobili? Zaśpiewali Bogu pieśń. Oni byli wolni. Mieli przebaczenie. I zrobili to. I ten człowiek, który pilnował więzienia, doznał nieba. Tej nocy. Bóg uczynił cud. Musieli najpierw przejść przez wichurę, przez doświadczenie, żeby wejść na tę spokojniejszą wodę, gdzie już mogli opowiedzieć jemu całą ewangelię. Zanim Piotr przyszedł do świątyni i głosił, jeszcze bardziej szczęśliwy z powodu Jezusa, najpierw spędził noc, czekając na egzekucję – na śmierć.

Po co więc są te wichury? Pierwsze, że w nich człowiek Boży uczy się bardziej słuchać Chrystusa niż diabła. Ma swój cel wytyczony, a celem jego jest iść i ratować. A więc wie, że jeśli przyjmie to, co z diabła, to już nie może być tym, który ratuje, bo idzie już skażony jakimś złem. Jak my musimy być wolni. Wolni w Właścicielu. Żeby przechodząc przez te wszystkie diabelskie przeciwstawienia, wygrywać. Uzbrojeni w Chrystusa, w dobry bój bojować. Bo my toczymy walkę nie z ciałem i krwią, ale z mocami ciemności. Ale jeśli już toczymy walkę z ciałem i krwią, to burza nas ogarnia, wlewa się do naszej łodzi woda i zaczynamy tonąć. Jeszcze pozostaje to: Właścicielu, ratuj nas, toniemy!

Jeszcze jest ratunek, jeszcze jest Zbawiciel. I widzimy, co się stało, że to nie uczniowie Jezusa utonęli w tym morzu, ale stado świń, które Właściciel pozwolił, żeby zostały napełnione tymi demonami. A uczniowie oglądali cudowne przebaczenie i ten człowiek usiadł u Właściciela Jezusa stóp i słuchał. A później powiedział: Właścicielu, pójdę za Tobą, a Właściciel mówi: Nie, idź tam, gdzie cię widzieli takiego spętanego i powiedz im, co uczynił ci Bóg. Idź, czy ten człowiek nie przeżył burzy? Wszyscy zaraz byli pięknie szczęśliwi, zadowoleni, jak on do nich przyszedł? Musiał przeżyć swoją burzę również, ale później widzimy, jak cudownie wygrał, skoro Jezus, następnym razem tam będąc, już napotkał ludzi otwartego serca.

Nie ma drogi bez burz. Nie ma drogi w służbie Jezusowi bez cierpień. Nie ma. Po prostu my musimy nawzajem o siebie gorąco się modlić. Żeby, po pierwsze, nie krępować innych, nie lekceważyć swojego nieuporządkowanego życia, ale oczyszczać się w krwi Jezusa, żeby nie krępować innych ludzi swoją złą postawą. A po drugie: piękne i cudowne – być gotowym ratować. Nie dać się skrępować, kiedy ktoś zadaje nam ból, ale do tego nie nadaje się człowiek, który ma umysł rozpamiętujący, co złego mu uczyniono.

W tym szóstym rozdziale z tej Ewangelii Marka jest to drugie doświadczenie, kiedy uczniowie znowu są na morzu. Ale to jest trochę innego już rodzaju doświadczenie. Trzeba się zmagać, trzeba walczyć, trzeba nie ustawać. Oni już teraz wiosłują, oni są w pracy. Utrudzeni, zmęczeni, ale już pracują, już są czegoś nauczeni. I Jezus do nich przychodzi. Jezus był w tym czasie, odprawił cały lud, był na górze, modlił się i później, widząc, jak oni się trudzą, przyszedł do nich po morzu.

Czy oni mogliby zobaczyć Jezusa chodzącego po wodzie, jeśliby nie byli tymi posłusznymi, którzy się trudzili, ale dla Właściciela? Bo Jezus im ponownie powiedział, aby popłynęli na drugą stronę w kierunku Betsaidy.

Nie obawiaj się. Właściciel się nigdy nie spóźnia. On nie jest uzależniony od żadnych burz. On może wejść w największą burzę i tam, znajdując ciebie w twoim boju dla Jego chwały, pozwolić ci, żebyś popłynął swobodnie dalej w Jego mocy i sile. Najpierw Właściciel mówi: trudź się, opierając się na Moim słowie, staraj się pełnić to, co wiesz, i wytrwaj. A prawda cię wyswobodzi i będziesz wolny, bo kto tkwi w grzechu, jest niewolnikiem grzechu. Ale kogo już Chrystus wyswobodził, ten jest wolny, by służyć w Jego armii całkowicie jako zwycięzca.

I do tego zwycięstwa wzywa ciebie i mnie Jezus Chrystus – do największego zwycięstwa, nie ma większego. To jest zwycięstwo, które mówi: możesz wejść do wieczności. Bo w takim zwycięstwie Jezus umarł na krzyżu.

Jedni drugich ciężary noście – to jest dojrzałość. To jest to, do czego Chrystus cię prowadzi. Nie oskarżajmy, nie napadajmy na ludzi, ale pracujmy w konkretnym kierunku, ponieważ dobrze, kiedy jeden, dwóch, trzech, czterech, pięciu, sześciu, siedmiu i następni wiedzą, po co tutaj są. Wiedzą, jaki bój mają toczyć. Wiedzą, że nie zaspokoi ich nic, jeśli oni nie mają czystego serca, jeśli nie mogą przebaczenia mieć w swoim sercu. Nie zaspokoi ich największy poklask ludzi, bo oni wiedzą, że tego nie mają, co jest najważniejsze, że są zamknięci nadal w jakimś jarzmie pewnych niedociągnięć, że nie są uwolnieni, by swobodnie się poruszać, by mieć szczęśliwe serce, radość Chrystusa w sobie.

I to jest to, co każdy uczeń Chrystusa wie, że potrzebuje Właściciela. I nie wynosi się już nad innych, bo wie, jak bardzo zależny jest od Właściciela, żeby tak żyć tu na ziemi. Pycha nie ma wstępu, ponieważ on zdaje sobie sprawę, że bez Jezusa jest niemożliwe żyć w ten sposób na ziemi. Ale dzięki Jezusowi jest możliwe i ci, którzy w tej możliwości żyją, oni rzeczywiście odziedziczą życie wieczne – z wiary w Chrystusa Jezusa w każdej sprawie, a głównie w tej: idź i uwalniaj, wyprowadzaj.

W imieniu Jezusa niech każdy z nas w Duchu prawdy Bożej rozsądza to i zastanawia się nad tym. Są nakazy, które są nakazami ludzkimi, i wielu ludzi w tych nakazach chce żyć i myśli sobie, że wypełniają coś porządnego. Są nakazy Chrystusa, rozkazy Wodza Jezusa Chrystusa, i one, jedynie one są dla ciebie i dla mnie zobowiązaniem do wypełniania. One są czyste i klarowne, każdy jest napisany w Biblii.

Widzimy na drodze mnóstwo zniekształconych ludzi, którzy mienią się chrześcijanami, zniekształconych poprzez to, co wypowiadają ich usta, co pokazują własnym życiem. I to jest bardzo trudne doświadczenie, ponieważ olbrzymia większość myśli, że idzie dobrze. Ale Jezus pokazuje, że to nie jest chodzenie w Jego Duchu. Że to jest nadal pycha człowieka, który coś poznał i ma już wysokie mniemanie o sobie, a nadal nie chodzi z przebaczeniem, nie chodzi w wolności, nie chodzi w miłości do Właściciela i do ludzi. A przecież na tych dwóch opiera się...

I nie napadajmy na siebie w tej sprawie, ponieważ wszyscy jesteśmy słabi, ale potrzebujemy mocy od Właściciela. Raczej, jeśli chcemy służyć Jezusowi, chciejmy sobie nawzajem pomóc w tej sprawie. Módlmy się o siebie. Naprawdę połóżmy serca nasze przed Właścicielem w imię Jezusa, by modlić się o taką siłę dla brata, dla siostry, żeby oni byli wolni w Chrystusie dla Jego chwały. Amen.

 

 

Jan 14:23