zgr.25.09.2026r Marian - Rozważamy Boże łaskę Twoją we wnętrzu Świątyni Twojej

zgr.25.09.2026r Marian - Rozważamy Boże łaskę Twoją we wnętrzu Świątyni Twojej

 

Chwała Bogu. Mamy kolejny taki czas. Ostatnio rozmawialiśmy o tym – czy widzimy, jak widzimy seans tego nowego życia w Chrystusie Jezusie i jakie bodźce powodują, że idziemy mimo przeciwności dalej, w wyznaczonym dla nas kierunku. Bodźce muszą być na tyle silne, abyśmy nie zmienili go, abyśmy wytrwali w tej drodze do domu Ojca. Nie mogą więc gdzieś osłabnąć, muszą być stale pewne poprzez wiarę i poprzez doświadczenie, umocnieni w tym. Możemy nawzajem umacniać się, mówiąc że tak jak Bóg postanowił, tak jest najlepiej żyć.

Psalm 48, 10: „Rozważamy, Boże, łaskę Twoją we wnętrzu świątyni Twojej.”

Niesamowite miejsce rozważania Bożej łaski. Nie gdzieś, w jakimś kraju, na przykład w Polsce, tylko w miejscu świętym, w świątyni Boga. I chociaż siedzimy tutaj w takim materialnym budyneczku, to jednakże o wiele ważniejszym jest to, żebyśmy siedzieli dzisiaj w świątyni Boga i rozważali Jego niesamowitą łaskę, to co On dla nas uczynił, przerastającą nasze pojmowanie, że można by komuś takiemu dać takie bogactwa, i żeby uczyć nas posługiwać się tymi bogactwami. Dlatego też mając przez Krew Jezusa wstęp do Miejsca Najświętszego, do świątyni Boga, nie omieszkamy w tej świątyni przebywać. Każde zgromadzenie więc musi odbyć się w tym miejscu chwały. Ażeby w tym miejscu chwały przebywać, żeby duchowo przebywać w świątyni Bożej, musimy być oczyszczeni Krwią Baranka. Rozumiecie, jest olbrzymia różnica, być na zgromadzeniu i nie być w świątyni Bożej, i być na zgromadzeniu i być w świątyni Bożej. Duchowy stan jest zupełnie różny; ktoś jest bo jest, a ktoś jest niesamowicie wdzięczny Bogu, że może być w tak wspaniałym miejscu, gdzie rozważane jest Boże Słowo, gdzie możemy modlić się do Boga, wzywać Imienia Jezusa Chrystusa i zarazem rozważać jakimi bogactwami Bóg obdarzył nas w Swoim Umiłowanym Synu. Liczyć te wspaniałości, sprawdzając jak one działają w naszym codziennym życiu.

To jest niesamowity dar, być w świątyni Boga, według Jego upodobania. Kiedy więc spotykamy Jezusa Chrystusa, który jest tą świątynią tu na ziemi dla Ojca; urodził się w ciele jak my; wszystko było zależne od Ojca. Była próba zabicia Go już jako około dwuletniego chłopczyka. Józef otrzymał informację, żeby opuścić miejsce pobytu i wyjechać do Egiptu. Był więc całkowicie zależny. Wszystko musiał wziąć. Dlaczego On musiał wszystko wziąć? Przecież w niebie miał wszystko. Musiał stać się jak my, by okazać nam, co też Bóg od nas będzie chciał. Skąd On to wszystko brał, by czynić to, co czynił? Skoro powiedział, że nic sam z Siebie nie może uczynić, jak tylko to, co Ojciec uczyni w Nim? On musiał to wszystko wziąć. Do czego było Mu to wszystko potrzebne, że On musiał to wszystko wziąć? Do tego, żeby przejść przez to ziemskie życie i wrócić do Ojca. Kiedy dobiega do końca, mówi: Ojcze, Ja cię uwielbiłem na ziemi.

Pomyśl teraz tak jeszcze raz; możemy jeszcze myśleć w miejscu chwały: Czy Bóg nie oczekuje przypadkiem ode mnie i od ciebie, jako od Swojego syna i Swojej córki, abyśmy podobnie jak Jezus Chrystus czerpali z tej chwały i z tej mocy w codziennym życiu? Czy my nie musimy czerpać? Czy wystarczy tylko, że my jesteśmy wierzącymi i już mamy temat wystarczający? Czy wiara nie po to  jest nam potrzebna, żebyśmy wiedzieli, że mamy według tego korzystać, żebyśmy czerpali z tego źródła chwały w każdym jednym doświadczeniu, gdyż wszystko, co potrzebne mamy już w Chrystusie Jezusie? Dlatego Paweł mógł powiedzieć: „Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia.” Czy nasze chrześcijaństwo przypadkiem nie zrobiło się leniwe? Gdyby Jezus taki był i tak słabo zwracałby uwagę na to, co jest potrzebne tu na ziemi, żeby wygrać z diabłem, w pokuszeniu okazać się zwycięzcą, że gdy ludzie potrzebują pomocy, by mogli ją otrzymać. Jezus mówi, że wszystko bierze od Ojca. Żył w taki sposób, że mógł powiedzieć: Ojcze, Ty mi nigdy nie odmówisz. Nie odmówisz mi. O co Cię poproszę, dasz mi to.

Czy myślicie, że to takie niby skromne życie chrześcijan, a może bardziej takie mało potrzebujące, takie – ‘a mi wystarczy, tak jak jest, wystarczy mi’; może to jest właśnie źle, a nie dobrze. Może właśnie brak tej potrzeby, aby mieć więcej, aby więcej móc dać, aby móc być sługą czy służebnicą jak Jezus. To jest taki bodziec, który powoduje, że modlę się, szukam Boga, potrzebuję Jego odpowiedzi i znajduję. Znamy historię ludzi, którzy to zrozumieli. I co oni zrobili na ziemi, żyjąc na tej ziemi? Eliasz był taki jak my, pisze Jakub; modlił się i nie było deszczu, potem modlił się i był deszcz. Przecież Eliasz nie zatrzymał deszczu, ani nie wywołał deszczu, ponieważ on czekał; idź zobacz. Przecież to Bóg zatrzymał i Bóg posłał deszcz.

Kim jesteś mały człowieczku? A może twoja małość jest wynikiem tego, że nie chcesz być dużym człowiekiem, sięgającym coraz wyżej i wyżej w chwale?  Będąc coraz bardziej podobnym do Jezusa Chrystusa. A może właśnie brakuje tego bodźca, który powoduje, że wołasz do Boga, jesteś przed Nim, uniżasz się i otrzymujesz. Wszak wiele może modlitwa sprawiedliwego. I kiedy patrzymy na Jezusa, to On cały czas mówi, że to, co widzicie, to właśnie Ojciec, to Ojciec mi to dał. Wszystko dostał od Ojca. Wszystko musiał wziąć od Ojca. Był taki jak my. I zobaczmy ile uczynił, ile my korzystamy z tego, co uczynił. Był taki jak my, przyszedł w ciele jak my, był święty z Ojca, tak jak my dzisiaj jesteśmy święci z tego Niebiańskiego Ojca, urodzeni z Boga, bo Ojciec jest Święty.

Mamy więc święte pragnienia i święte dążenia; a jeżeli wytłumisz to. Jeden człowiek może zrobić bardzo wiele, ale nie zrobi tego, bo nie ma potrzeby, żeby to zrobić. Czy Jezus powiedział: Poprzestawajcie na małym w sprawach duchowych, czy bardziej w sprawach fizycznych? Ale w duchowych czerpcie obficie, korzystajcie z tego wszystkiego; możesz mieć niewiele w sprawach fizycznych, ale za to być niesamowicie bogatym czy bogatą w sprawach duchowych. Dlatego patrząc na Chrystusa, widzę, że On to wszystko brał od Ojca. Niesamowite życie. Wyparł się swojej Boskości, aby stać się człowiekiem jak ja i ty, i wszystko brał od Ojca. I nawet sam mówi w Ewangelii Jana  np..5,26. 27. Wcześniej też mówi, że to wszystko ma od Ojca.

„Jak bowiem Ojciec ma życie sam w sobie, tak dał i Synowi, by miał życie sam w sobie.  I dał mu władzę sądzenia, bo jest Synem Człowieczym.”

Przecież Jezus mówi też do Piotra, do apostołów: „Daję wam władzę sądzenia; kogo zatrzymacie, będzie zatrzymany; kogo usuniecie, będzie usunięty.” Rozumiesz, król, ma swoich synów i córki, którzy są z tego rodu królewskiego, są książęta, księżniczki, którzy mają dostęp do zasobności swojego ojca, króla, a chodzą po śmietnikach. Czy to nie przynosiłoby ujmy temu ojcu, królowi, że jego dzieci, które mają dostęp do całego bogactwa swojego ojca, chodzą i zbierają jakieś dziwne rzeczy? To jeśli to tak wezmę – chrześcijanie, którzy zamiast do źródła, czerpią swoje zadowolenie z jakichś dziwnych książek, w których jest tyle bałaganu, tyle zagubienia, albo dziwnych internetowych spraw, w których widać, że to nie trzyma się Chrystusa Jezusa. Jan pisze, że wy wszystko wiecie, że macie namaszczenie od Ojca, że wy wiecie to wszystko, co jest potrzebne dla was tu w tym życiu na ziemi, żebyście nie zasnęli, żebyście nie byli ospali w tak ważnych sprawach, jak naśladowanie Chrystusa, jak w miejsce Chrystusa życie tutaj dla chwały Ojca i Syna.

Kiedy Jezus modli się w Ewangelii Jana 17, 1-4, i dalej, mówi: „To powiedział Jezus, a podniósłszy oczy swoje ku niebu, rzekł: Ojcze! Nadeszła godzina; uwielbij Syna swego, aby Syn uwielbił ciebie; jak mu dałeś władzę nad wszelkim ciałem, aby dał życie wieczne tym wszystkim, których mu dałeś. A to jest życie wieczne, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. Ja cię uwielbiłem na ziemi; dokonałem dzieła, które mi dałeś, abym je wykonał;”

Jeżeli bym wziął, jakie jest moje dzieło, które ja mam wykonać? Jakie jest twoje dzieło, skoro wszyscy jesteśmy napełnieni działaniem Bożym? Wiemy też, że mówili: Dziełem Bożym jest wierzyć w tego, którego Ojciec posłał. Ale też dzieło budowania się nawzajem na Boży dom. Jakie bodźce powodowały, że Jezus mimo tych wszystkich przeciwności, mimo tych zdrad, mimo szyderstw, kpin, wszystkiego, On dalej szedł i wykonywał to, co chce Ojciec? Co to za bodziec był, tak silny, że chociaż był w takim ciele jak my, nie uległ żadnej pokusie, wygrał wszystkie bitwy? A gdyby zletniał w jakiejś sprawie? A gdyby Mu na tym nie zależało, na czym Ojcu zależy, tylko w jednej sprawie? Gdyby to, co Ojciec chciał mieć w Synu, Syn mówi: Ojcze, ale to w ogóle nie ma znaczenia; nie byłby dla nas wystarczająco bogaty. Musiał wziąć wszystko dla mnie i dla ciebie, aby dać nam zbawienie.

I teraz patrząc na Chrystusa, który w tak piękny sposób bierze to wszystko, przyjmuje i w pokorze używa tego wszystkiego. I zawsze mówi: Widziałeś Mnie, widziałeś Ojca w działaniu; taki jest Ojciec właśnie. Ale przecież to Chrystus czynił. Oni widzieli Chrystusa, nie Ojca. Ale Jezus mówi: To Ojciec, który we Mnie działa, On dokonuje tych rzeczy. Czy więc ja też pozwalam, żeby Chrystus mógł dokonywać tych dzieł we mnie, czy ty pozwalasz na to? Czy masz takie bodźce, które powodują, że chcesz, by Chrystus napełniał ciebie, tak jak Ojciec napełniał Jego? Mówi: Ojcze Ty ich wszystkich dałeś Mi.

Ew. Jana 17,5-7: „a teraz Ty mnie uwielbij, Ojcze, u siebie samego tą chwałą, którą miałem u ciebie, zanim świat powstał. Objawiłem imię twoje ludziom, których mi dałeś ze świata; twoimi byli i mnie ich dałeś, i strzegli słowa twojego. Teraz poznali, że wszystko, co mi dałeś, od ciebie pochodzi;”

I teraz kiedy my jesteśmy tak razem, czy Bóg nie dał nas sobie nawzajem, abyśmy razem uczyli się Boga, poznawali Jego wspaniałego Syna i abyśmy razem przyjmowali od Boga – darmo dostałeś, darmo oddaj. Ale ja muszę dostać to, musi mi na tym zależeć. Tobie też musi na tym zależeć. Bo jeśli na czymś nie zależy nam, o czym Bóg mówi, że chciałby w nas to mieć, to tak jak dziecko; nie zależy mu na tym, kiedy rodzice mówią: Zrób tak jak do ciebie to mówię. ‘Ale po co, ale można inaczej zrobić’. Czy Bóg zamierzył dla jakiegokolwiek Swego syna czy córki ułomne życie? Czy Bóg postanowił, żeby ci synowie i córki, to byli takie fajtłapy, o których inni synowie i córki będą musieli stale troszczyć się, żeby ich diabeł tak całkiem nie pożarł? Nie. On obdarzył nas wszystkich w Chrystusie Jezusie. Tylko kto chce dostać się do tego? Kto naprawdę będzie wypierać się siebie, szukać? Tylko ten, komu na tym zależy. I ten bodziec, by być jak Chrystus, żeby mnie też na tym zależało, powoduje, że ci Boży ludzie okazują się zwycięzcami, tak jak Syn Boży. A kiedy nie ma tego bodźca, to człowiek żyje tak leniwie; ach, już jest dobrze, wszystko jest, jak być powinno, a więc nie jest źle. Ale jaki inni mają z ciebie pożytek? Apostołowie przedstawiają to jako ciało, jak te wszystkie członki współdziałają, pracują i obdarzają się nawzajem tym, co otrzymały, aby wykonywać to potężne zadanie w Ciele.

I raptem okazuje się, że sprawa nie polega na tym, żeby wyznaczyć sobie kogoś; a niech ten człowiek troszczy się o to, a my mamy swobodę, wolność, możemy sobie lekko żyć, a ten człowiek niech się o to troszczy; czy tych dwóch, trzech, czy iluś, niech się troszczy. Jezus nie uczył tego. Uczył nas, abyśmy wszyscy mieli o siebie jednakie staranie. Myślę więc, że ten bodziec musi w nas funkcjonować. A on może funkcjonować tylko wtedy, kiedy miłuję, kiedy miłuję ciebie i dla ciebie gotowy jestem położyć życie; stawać przed Bogiem, by dla ciebie być kimś, kto cię zbuduje, kto ci pomoże, tak jak Jezus stawał przed Ojcem w każdej sprawie i osiągał tą sprawę u Ojca.

Ew. Jana 17,7.8: „Teraz poznali, że wszystko, co mi dałeś, od ciebie pochodzi; albowiem dałem im słowa, które mi dałeś,” Niesamowite co Jezus tu mówi. Te same Słowa, które Jezus dostał od Ojca, przekazał nam wszystkich. W tych Słowach zawarta jest cała informacja życia. To tak jakby kod genetyczny każdego życia nowego człowieka. I te wszystkie Słowa mają w sobie wartość, która pociąga nas do tego, abyśmy szukali Bożego Oblicza, abyśmy należeli do Niego. Ale to musi być zdrowy bodziec, prawdziwe pragnienie aby Bóg napełniał tym, co w tym Słowie jest zawarte, aby móc obdarzać innych tym dobrem; tu nie chodzi o jakieś umartwiania się, czy inne rzeczy.

Ew. Jana 17,9.10: „Ja za nimi proszę, nie za światem proszę, lecz za tymi, których mi dałeś, ponieważ oni są twoi; i wszystko moje jest twoje, a twoje jest moje i uwielbiony jestem w nich.”

Niesamowite. Zobaczcie, Jezus dostaje to od Ojca, ale Jezus nie bierze tego i nie mówi: No to teraz jest Moje. Jezus mówi: Ojcze, to jest cały czas Twoje. I to co Ja teraz mam, nadal jest Twoje. I kiedy my przychodzimy dalej, i kiedy my dostajemy od Chrystusa, to czy my to bierzemy i zaczynamy sami cwaniakować tym, co dostaliśmy? Czy nadal mówimy: Jezu, to jest Twoje. To co Twoje, jest moje, a to, co moje, jest Twoje. Zostaliśmy złączeni. Cokolwiek Jezus dostał od Ojca, nie użył inaczej, jak chciał Ojciec. Jeżeli ja wchodzę w tą lekcję, to cokolwiek Jezus mi daje, to ja nie mogę używać jak ja myślę i chcę, bo to byłoby już zepsucie. Musi iść ciągłość linii, która idzie od Ojca poprzez Syna do nas, żeby ta sama wola była wykonywana. Cokolwiek więc dostałeś, czy dostałaś od Jezusa Chrystusa, to jedynie słuszne jest używanie tego według tego, jak On to używa. Nigdy ludzie nie doznawali od Jezusa, że On wywyższa się między nimi, że popisuje się swoją elokwencją czy czymkolwiek innym.

Wiecie, kiedy zaglądam w jakieś książki i one są najczęściej tak przemądrzałe, że po jakimś czasie można się zmęczyć. Jak jeszcze jest jakieś wykładanie, że ktoś w czymś myli się i używanie tych różnych dziwacznych terminów, myślisz sobie, jak ci ludzie mają wygrać, skoro wchodzą w jakieś dziwne mądrości. Jakbyś wszedł pomiędzy nich, pomyślałbyś sobie, jak z takim mądrym, uczonym człowiekiem w ogóle dyskutować? Ale niesamowite jest to, że o wiele mądrzejszy jest ten, który żyje każdym Słowem, które od Boga pochodzi, niż ten, który jest mądry według filozofii ludzkich. I ten człowiek może przemądrzać nie wiadomo ile, ale kiedy okaże się moc nowego życia, to ten człowiek wie, że tej mocy nie ma.

Niesamowite jest, że Bóg chce, abyśmy do Niego przychodzili. Jezus nawet mówi: Proście, proście, Ojciec chce, żebyście przychodzili do Niego i prosili Go. Ale żeby prosić Ojca, to musi mi na tym zależeć, na czym zależy Ojcu. Kiedy przychodzę w Imieniu Jezusa Chrystusa do Ojca, to chcę przychodzić w tych samych sprawach, w których przychodził Jezus. Siła nasza polega na służbie, na czynieniu innym tego, co chcielibyśmy, aby nam uczyniono. Cała ta sprawa polega więc na tym, że jeżeli kierują nami prawdziwe bodźce, to one naprawdę przyprowadzają nas do Boga i z tego jest pożytek.

Ew. Jana 17,14: „Ja dałem im słowo twoje, a świat ich znienawidził,”

Dlaczego świat znienawidził? Bo dostaliśmy Słowa Jezusa. W tych Słowach jest życie. Nie tylko, że mówimy, ale zaczęliśmy tak żyć i świat znienawidził Prawdę Bożą, śmieje się, szydzi, kpi sobie z tego, tak samo jak kpił z Jezusa: Co ty jesteś? Kim ty jesteś?

Ew. Jana 17,17: „Poświęć ich w prawdzie twojej; słowo twoje jest prawdą.”

Jezus nakierowuje więc cały czas na te same Słowa: Ja dałem im Słowa, które Ty mi dałeś, poświęć ich w tych Słowach, bo to jest Prawda, aby żyli według Prawdy, aby byli spragnieni chwały, żeby nigdy nie zeszli na manowce zlekceważenia życia w chwale Chrystusa, żeby nie zeszli i nie myśleli sobie: A, mi wystarczy to albo tamto. To nie będzie cię nic kosztowało, nie musisz położyć swego życia w tej sprawie, ale też nie skosztujesz z tego Bożego dobra, które Bóg dał w Swoim Synu każdemu z nas. Jezus mówi: „Jeśli nie będziesz się Mną karmił i pił Mojej Krwi, nie ma życia w tobie.”

Muszą więc nami kierować prawdziwe bodźce, żeby nie przychodzić jałowo do Boga, i żeby to nie było tylko tak – trzeba się pomodlić, a więc pomodliłem się. Tylko rozmowa z tym, który pozwala ci wejść do świątyni, aby stawać przed Jego świętym Obliczem. Niech Bóg napełnia nas, żebyśmy mieli zdrowe pragnienia, zdrowe bodźce. Wiecie, kiedy prowadzisz konia, to lejce są w ręku tego, który prowadzi; koń reaguje w tą czy w tą stronę. Nam nie trzeba tego zakładać, my mamy innego rodzaju bodźce: miłość, służenie, budowanie nawzajem, znajdywanie tego, co najlepsze, aby mogło posłużyć to w dobrej sprawie, aby Bóg był uwielbiony w nas i pośród nas, gdyż niesamowita jest Jego łaska, niesamowity jest Jego dar, że wziął nas z tego świata i wprowadził nas w niesamowite miejsce świątyni w Swoim Umiłowanym Synu, abyśmy świętymi będąc, mogli należeć do Boga, abyśmy mogli nawzajem budować się na Boży dom, abyśmy mogli nawzajem umacniać się i usługiwać sobie tym, czym Bóg nas obdarza. Mamy trzysta sześćdziesiąt dni w roku, niesamowity dar od Boga, że pozwolił nam przeżyć te wszystkie dni. Ale czy On jest zadowolony z tego, że my naprawdę wzięliśmy od Niego to, co On chciał nam dać, że nic nie pominęliśmy, nie powiedzieliśmy: Ojcze, to nie ma potrzeby, to nie musi tak być, to może kiedyś indziej? Czy jesteśmy otwarci na Boże działanie?

Ew. Jana 17,20:  „A nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez ich słowo uwierzą we mnie.”

Teraz my idziemy z tym Słowem Jezusa. My nie wymyślamy nowej ewangelii, tylko mówimy to, co powiedział Jezus i przez te Słowa inni mogą także uwierzyć. Poznawanie Boga i Jezusa Chrystusa, którego On posłał nie polega na tym, że ja sobie myślę, co ten Bóg może zrobić, a czego nie może zrobić. Tylko poznaję Go po tym, co On czyni i co chce uczynić, i o czym mówi, że też tak uczyni. Dlatego tylko Jego Słowo ma wartość. Słyszymy i też mówimy: Wiecie, my tylko opieramy się na Biblii; i to wszędzie słychać: ‘My tylko opieramy się na Biblii.’ Ale kiedy przychodzi do rozsądzenia, okazuje się, że jest wiele nauk pozabiblijnych, których nie ma w Biblii, które ktoś wymyślił sobie robiąc z Boga tego, którego chciałby mieć. I mimo wszystko, że w Biblii może nawet być to wyraźnie napisane i Jezus może nawet o tym mówić, ci ludzie uważają, że Bóg taki nie może być, że skoro jest Miłością, to dlaczego ludzie w gehennie mieliby bez końca cierpieć za to, co zrobili na ziemi nie tak jak Bóg by chciał. No w porządku, niech będzie niebo, niech ludzie cieszą się, którzy się uratowali. Ale dlaczego męczyć tych, którzy nie chcieli. Uważają, że to jest niesprawiedliwe. Uważają więc, że Bóg zlikwiduje wszystkich, którzy nie chcieli służyć według Jego woli, a tych, którzy chcieli, zabierze do nieba, a reszta zniknie, wyparuje, przestanie w ogóle istnieć. Chociaż Słowo Boże, Jezus, mówi o tym, że będą tam i diabeł będzie tam, i będą ci, którzy jemu służą. Bóg sprawiedliwie nagradza i sprawiedliwie sądzi.

Dlaczego próbować zmieniać Boga, bo mi się wydaje, że On nie może być takim Bogiem? Poznawanie Boga nie polega więc na tym, że ja próbuję sobie ustawić Go tak jak ja myślę. Tylko ja uczę się tak jak On mnie uczy, jak ciebie uczy. I nie muszę tłumaczyć Boga dlaczego Bóg to robi. Bóg wie najlepiej, ma do tego całkowite prawo. Nie będę więc wymyślał, żeby tworzyć jakiegoś ładniejszego Boga, Jezusa, który będzie taki miły. A On mówi: „Idźcie precz ode Mnie wy, którzy czynicie bezprawie, nie znam was, nigdy was nie znałem.” Jeżeli rozumiem, że bezprawie jest czymś, co oddziela mnie, ciebie, od Chrystusa, to chcemy oczyszczenia, chcemy uświęcenia, bo wierzymy, że tak jest naprawdę; kiedy prawidłowe bodźce kierują nami, kiedy wierzymy temu co On do nas mówi. W Izajasza czytamy, że kiedy Bóg mówi Słowo, Ono idzie i czyni to z czym Bóg je posłał. I tak właśnie Słowo stało się ciałem, zamieszkało między nami, i wypełniało wszystko, co tylko Ojciec chciał, żeby wypełniło się do końca przez tego Umiłowanego Syna.

Teraz czy moje i twoje życie naprawdę dzisiaj jest takie jak Bóg chciał, kiedy powoływał nas w Swoim Synu? Czy Bóg osiągnął w nas dokładnie to, co chciał osiągnąć w czasie tych lat należenia do Boga? Czy coś w ogóle od nas zależy, żeby On to osiągnął, co chce osiągnąć? Czy nie mamy żadnego udziału w tej sprawie i w sumie co byśmy nie robili, to On i tak sobie osiągnie, co zechce? Jest Bogiem przecież. Dlaczego Syn modlił się do Ojca i to wołał ze łzami? I ze względu na tą pobożność został wysłuchany? Dlaczego On to robił, skoro i tak wszystko musi się stać, jak chce Ojciec? Dlaczego my musimy patrzeć w niebo i orientować się, czy w niebie widzimy Chrystusa, czy On jest bodźcem tego, że na ziemi chcemy żyć pobożnie, bo chcemy dostać się do tego nieba, tam gdzie On jest. Czy po prostu patrzymy w niebo i widzimy tylko jakieś chmury, deszcz, słońce, księżyc, nic więcej poza tym.

Dlatego musi nam na tym zależeć i musimy mieć odpowiednie bodźce, które będą nami kierować, żebyśmy stawali przed Bożym Obliczem i chcieli otrzymać to, co jest potrzebne, aby być zbudowaniem, żeby nikt nigdy nie mógł powiedzieć prawdziwie złego słowa o nas. By nikt nigdy nie był zgorszony naszym postępowaniem. Byśmy byli jak Jezus, byśmy byli zbudowaniem dla innych, abyśmy mogli czerpać zwycięstwo nad wrogiem duszy naszej. Widzimy, że apostołowie tak stawali przed Jezusem Chrystusem i czerpali z Niego. Czytamy w Dziejach Apostolskich jak wołali do Boga w niebie i Bóg dał im odwagę i śmiałość, by poszli i dalej głosili ewangelię.

Czy my możemy czuć się zaspokojeni, że to, co Ojciec w niebie chce od ciebie i ode mnie, że On to dzisiaj ma, że my poddajemy się wpływowi Jego, żebyśmy byli coraz bardziej podobni do Jego Syna, żebyśmy tak jak Jego Syn brali od Ojca to, co jest potrzebne, aby nadal Boża sprawa była prawidłowo realizowana na tej ziemi? Czy wiesz, że On ciebie i mnie do tego właśnie powołał? I że to jest główna bitwa wroga, abyśmy tego nie robili, nie czynili woli Ojca, by Słowa Ojca i Słowa, które przekazał nam od Ojca Syn, nie znaczyły dla nas to, co znaczą? Żeby to były zwykłe słowa, żeby  znaczyło coś innego? Ilu ludzi w Internecie na słowo co szkodzi, co nie szkodzi, są w stanie od razu zacząć to robić? A tutaj Słowo Boże, które wyraźnie mówi, że szkodzi ci, gdy umiesz dobrze czynić, a nie czynisz, ponosisz szkodę. Człowiek nie przychodzi od razu do działania, żeby czynić dobro. Może tu nie ma takiego bodźca jak zdrowie. Ale jest też zdrowie duchowe. Jest to więc bardzo ważne dla mnie i dla ciebie. Jezus nie raz mówił, znacie to, że Ojciec mi to dał, teraz to jest Moje, Ja to używam, a to jest nadal też Ojca. Dalej pracuje w tej samej sprawie, w której Ojciec chce aby to pracowało.

W Ewangelii Jana 3,16 czytamy te Słowa znane nam: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.”

Dał nam Syna. I teraz co ja robię z tym darem? Co ty robisz z tym darem z nieba, najcenniejszym darem, jaki ma Ojciec? Dał nam Syna. Po co? Abyśmy mieli życie wieczne. Kiedy? Już teraz. Abyśmy życie wieczne mieli już teraz, bo kto ma Syna, ma życie. Bóg dał Syna więc, abyśmy mieli nowe życie, wieczne życie, prawdziwe. I tylko zabrać nam bodźce, które wynikają z tego i powiedzieć o tym w inny sposób – ‘Bóg dał nam Syna, abyśmy mieli życie wieczne, a więc nie ma znaczenia jak żyjesz dzisiaj; wierzysz, masz życie wieczne’. Wystarczy to zmienić i człowiek już odpuszcza sobie i nie walczy o to, o co powinien walczyć, nie wzywa Imienia Jezusa tak jak człowiek, który rozumie, że codziennie potrzebuje karmić się Jezusem  i żyć, by wypełniać wolę Ojca. W Liście do Hebrajczyków czytamy, że jeżeli ktoś uzna za pospolitą Krew Jezusa, ten wpada w straszny gniew Boga, w straszną pomstę.

Rozumiecie, jeżeli ktoś daje ci Biblię do tego, żebyś ratował się, czy ratowała, żebyś czytał ją, bo tam tyle informacji, a ktoś odkłada tą Biblię i zachowuje ją taką czyściutką; jakby pokazać, to zobacz, ja cenię to, co dałeś, stoi tutaj w dobrym miejscu i zobacz, wszystko równiutkie jest. A ty mówisz: Nie o to chodziło. Po co Ojciec dał nam Syna? Czy po to, żebyśmy powiesili sobie jakiś obrazek, mieli jakąś wizytówkę czy cokolwiek? Czy po to, żeby żyć dzięki Synowi? Żeby w tym Synu odnaleźć pojednanie z Ojcem, żeby przychodzić do Ojca w Imieniu Syna, aby Bóg napełniał nas chwałą, żebyśmy wygrali na tej ziemi, abyśmy mogli być w miejsce tego Chrystusa nawzajem dla siebie obdarzeniem.

Jezus mówi, że miłość wielu oziębnie. Dlaczego oziębnie? Dlatego, że w życiu człowieka nie ma odpowiednich bodźców. Chrześcijaństwo zamienia się w taką leniwą rzeczkę, w której ludzie sobie płyną i marzą o wieczności w domu Ojca, a ta wieczność jest tak daleko od nich. Łatwiej jest człowiekowi powiedzieć coś uszczypliwego niż coś dobrego. A powinno nam na tym zależeć, bo mamy nawzajem obdarzać się dobrym słowem; wy mówcie ze sobą jak Słowo Boże mówi. Paweł mówi, że nie jesteśmy handlarzami, żeby handlować i patrzeć – co się spodoba, to powiem i wtedy będzie łatwiej; tylko mówię to, co jest Prawdą. Jeżeli nie będziemy mieli zdrowych bodźców, to diabeł z tym, co ma tu w świecie, to łatwo pochłonie, zabierze człowiekowi to, co jest drogocenne w Chrystusie. Dlatego Jezus mówi: Wróć do pierwszej miłości, kiedy stawałeś, stawałaś, kiedy to było dla ciebie tak ważne, żeby to Słowo było wykonane, żeby tak się stało jak napisane jest w Biblii, i wtedy dokonywały się te niesamowite rzeczy.

Kiedy patrzę na apostoła, jak on modli się w Liście do Efezjan: Aby Bóg objawił im bogactwo, jakie jest w Chrystusie Jezusie, aby oni korzystali z tego bogactwa. Wiecie ile dobra jest nam dane w Chrystusie? W Chrystusie jesteśmy przeznaczeni do dobrych uczynków; moglibyśmy sobie tyle dobra czynić nawzajem, wyświadczać wzajemnie tyle niesamowitych usług. Być dla siebie jak te otwarte księgi, w których można czytać czym Bóg już cię obdarzył ku zbudowaniu innych. Przecież właśnie po to zostaliśmy wyrwani z tego zła, z tego świata, by prowadzić nowe życie. Apostoł mówi nawet w ten sposób: Jeżeli wiesz już, to „zewlecz z siebie tego starego człowieka wraz z jego uczynkami, a przez odnowienie w duchu umysłu, przyoblecz się w tego nowego z jego uczynkami.” Weź, czyń, miej to, patrz na tego Niebiańskiego Człowieka, na Syna Bożego Jezusa Chrystusa, który siedzi dzisiaj w chwale i  wszystko Jemu jest poddane oprócz Ojca. I On chce, abyśmy tam doszli, bo On modlił się: Ojcze, Ja chcę, żeby oni byli tam, gdzie Ja jestem. Niesamowity Chrystus, dodający otuchy. Możesz dotrzeć tam, ale musisz kierować się tymi bodźcami: Ja dla ciebie żyłem na ziemi, ty żyj dla innych. Jeżeli to rozumiesz, położysz swoje życie w tej dobrej sprawie i zyskasz życie. Ale to muszą być odpowiednie bodźce. Nie tak, że ja sobie coś kupię u Niego. Największym przywilejem jest żyć dzięki Niemu. Paweł mówi, że jestem gotowy żyć i umrzeć; jedno i drugie, jeżeli On uzna, jestem Mu wdzięczny.

Dostaliśmy dar nowego życia. Żyjmy nowym życiem. Nie wracajmy do starego, nie zróbmy tej głupoty, że z tego co wieczne, co niesamowite, co jest miłością, radością, pokojem, wdzięcznością, cierpliwością, wytrwałością, czystością, świętością, zrobimy zupełnie powrót do starego, oziębłego, zamkniętego, cielesnego człowieczeństwa, które modli się, ale nie ma potrzeby, żeby to dostać. Mówi o czymś, ale w ogóle nie czeka, żeby to mogło się stać.

Dlaczego Bóg tak to zrobił, żeby odpowiadać na modlitwy, w których człowiek kładzie swoje życie? Dlaczego Anna musiała dojść do punktu, w którym była już tak sponiewierana przez drugą żonę, była tak wyszydzona, sponiewierana, wykpiona, że w końcu wylała swoją duszę przed Bogiem. Powiedziała: Jeśli dasz mi syna, to ja Ci go oddam; coś co tak cenne, upragnione, ale ja ci go oddam. I Bóg wysłuchał. Dlaczego musimy dojść do takich punktów, gdzie naprawdę nam na tym zależy. Czy Bóg chce wysłuchiwać takie modlitwy; ‘a, możesz zrobić, co zachcesz, nie jest takie ważne’. Czy naprawdę potrzebujemy czystego języka, czy potrzebujemy czystego umysłu? Czy dobrze czujemy się, gdy z kogoś zadrwimy? Czy źle czujemy się, jeśli coś takiego próbowało nam się pchać na usta? Jezus tego nie robił. Jeżeli więc mam brać z Jezusa, to znaczy, że każdego dnia potrzebuję być w świątyni i rozmawiać z Nim jako Arcykapłanem o tych sprawach, po co tu jestem, komu służę.

Psalm 127, 3: „Oto dzieci są darem JESTEM, podarunkiem jest owoc łona,”

Masz dzieci, to jest dar od Boga. Jak nauczysz ich tego Boga? Jak im Go pokażesz? Czy docenisz ten dar? Czytamy, że żona jest darem, mąż jest darem, brat jest darem, siostra jest darem. Zostaliśmy darowani sobie nawzajem, by oddać chwałę Temu, który darował nas sobie nawzajem, abyśmy jednomyślnie stawali przed Bogiem, wspierali się, pomagali sobie. By ludzie, którzy by przyszli, powiedzieli: Zaprawdę, ci ludzie żyją inaczej. Nie ma między nimi tego, co jest naturalne w świecie. Są zupełnie innymi ludźmi. Jakub mówi: Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, a ja ci pokażę wiarę z uczynków moich. One będą lepiej świadczyć niż tylko słowa.

5Mojżeszowa 30,14-20: „Lecz bardzo blisko ciebie jest słowo, w twoich ustach i w twoim sercu, abyś je czynił. Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i dobro oraz śmierć i zło;  gdyż ja nakazuję ci dzisiaj, abyś miłował JESTEM, Boga twego, chodził jego drogami i przestrzegał jego przykazań, ustaw i praw, abyś żył i rozmnażał się, a JESTEM, Bóg twój, będzie ci błogosławił w ziemi, do której idziesz, aby ją posiąść. Jeżeli zaś odwróci się twoje serce i nie będziesz słuchał, jeżeli dasz się odwieść i będziesz oddawał pokłon innym bogom oraz im służył, to oznajmiam wam dzisiaj, że zginiecie i niedługie będą wasze dni na ziemi, do której przeprawiasz się przez Jordan, aby dojść do niej i objąć ją w posiadanie. Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię. Położyłem dziś przed tobą życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierz przeto życie, abyś żył, ty i twoje potomstwo, miłując JESTEM, Boga twego, słuchając jego słowa i lgnąc do niego, gdyż w tym jest twoje życie i przedłużenie twoich dni, abyś mieszkał na ziemi, którą JESTEM przysiągł dać twoim ojcom, Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi.”

Bóg mówi: Stawiam to przed tobą, ty wybieraj. Bracie, siostro, to ty wybierasz, ja wybieram. Bóg przed nami otworzył to. To my mamy nauczyć się przez długie używanie wybierać dobro, odrzucać zło. To my jesteśmy odpowiedzialni za korzystanie z tego daru z nieba, z Jezusa Chrystusa. I diabeł wie o tym, dlatego próbuje wyciągać nas w różne inne przestrzenie, żeby zabrać nam to, co powinniśmy robić, czym zajmować się w szczególny sposób. Aby położyć bodźce i nacisk w zupełnie innym kierunku, niż kładzie je Bóg w Chrystusie Jezusie w nas,  w Swoich synach i córkach. Toczymy bój. Diabeł próbował zrobić to też z Jezusem, próbował  odciągnąć Go od woli Ojca. Tamci – to bez śmierci; ‘nie musisz umierać, ja ci to dam; Twój Ojciec wymaga od ciebie, żebyś za to umarł, a ja daję ci bez’. Jaki fajny miły, tylko co za tym idzie; kłamca, oszust; wszyscy byśmy zginęli. Jezus mówi: Ja jestem Droga, Prawda i Życie, nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko przeze Mnie. Pomyśl, jak bardzo ważne to jest.

 Syn marnotrawny kiedy wracał, powiedział: Ojcze, nie jestem godzien, żebyś nawet mnie synem nazwał, tak straszne rzeczy zrobiłem. Ojciec przyjął. Ważne jest zrozumieć, żeby pojąć to – Bóg nie jest przeciwko nam, nie chce śmierci nikogo z nas. Ale jest ktoś, komu zależy na tym, żebyśmy poginęli, to jest diabeł, zależy mu, żebyśmy stracili wartość naszego życia jako synowie i córki Boga, abyśmy z powrotem zamienili to na zepsucie, na utarczki, na te różne ziemskie, światowe kombinacje. A my mamy Ojca w niebie, tego samego Ojca, którego ma Jezus Chrystus. To jest bodziec. Ten Ojciec chce ode mnie i od ciebie, abyśmy miłowali się nawzajem, czynili sobie dobro nawzajem.

Zobacz, masz krótkie życie na ziemi, mogę wykorzystać je dla swego zadowolenie, a potem iść do gehenny. Albo wykorzystać dla twego zadowolenia i pójść tam, gdzie poszedł Jezus, który żył dla naszego zadowolenia.

Jeżeli odnajdziesz szczęście w tym, że możesz służyć innym, to odnalazłeś Chrystusa. To jest dobry bodziec. A jeżeli oczekujesz, żeby inni tobie służyli, to jest zły bodziec. A co to znaczy służyć sobie nawzajem? Czy ty jesteś godzien, żeby Jezus tobie służył? Czy ja jestem godzien? Czym zasłużyliśmy sobie na to, żeby On stał się naszym Sługą? Nie zasłużyliśmy sobie w ogóle na to. Czy ktokolwiek zasłużył sobie na to, żebyś był jego czy jej sługą, czy jej służebnicą, jego służebnicą? Czy ktoś sobie na to zasłużył? Nie. Sługa nie myśli czy sobie ktoś zasłużył, sługa czyni to, co ma czynić. Jezus uczynił tobie i mnie to, co cenne, najcenniejsze, nie dlatego, żeśmy sobie na to zasłużyli, tylko dlatego, że Ojciec dał nas Jezusowi. Jeżeli Ojciec dał nas sobie nawzajem, to powinniśmy sobie nawzajem dać to, co Ojciec chce, aby Jego synowie i córki nawzajem sobie dawali. Przychodź po to do Ojca, a na pewno będziesz widzieć coraz wyraźniej Jezusa. Poznanie będzie wzrastać i sprawy Boże będą posuwać się w dobrym kierunku.

Bóg obiecuje w Izajasza, że idąc tą Drogą, nawet głupi na niej nie zbłądzi. Jest to Droga Święta. Sprawiedliwi nią chodzą. Może przeczytamy te Słowa z Księgi Izajasza 35, 3-10:

„Wzmocnijcie opadłe ręce i zasilcie omdlałe kolana! Mówcie do zaniepokojonych w sercu: Bądźcie mocni, nie bójcie się! Oto wasz Bóg! Nadchodzi pomsta, odpłata Boga! Sam On przychodzi i wybawi was! Wtedy otworzą się oczy ślepych, otworzą się też uszy głuchych. Wtedy chromy będzie skakał jak jeleń i radośnie odezwie się język niemych, gdyż wody wytrysną na pustyni i potoki na stepie. Rozpalona ziemia piaszczysta zmieni się w staw, a teren bezwodny w ruczaje; w legowisku smoków będzie miejsce na trzcinę i sitowie. I będzie tam droga bita, nazwana Drogą Świętą. Nie będzie nią chodził nieczysty; będzie ona tylko dla jego pielgrzymów. Nawet głupi na niej nie zbłądzi. Nie będzie tam lwa i zwierz drapieżny nie będzie po niej chodził, tam się go nie spotka. Lecz pójdą nią wybawieni. I wrócą odkupieni przez JESTEM, i pójdą na Syjon z radosnym śpiewem. Wieczna radość owionie ich głowę, dostąpią wesela i radości, a troska i wzdychanie znikną.”

I kiedy czytam Księgę Objawienia, Bóg otrze wszelką łzę z naszych oczu. Służmy dzisiaj. Niech to będą zdrowe bodźce do takiego życia, jakie Jezus przyniósł nam w Sobie na tą ziemię. Jest to raczej życie sługi a nie władcy, raczej uniżenie a nie wywyższanie się, myślenie raczej jak pomóc a nie jak zaszkodzić. Raczej wybieganie ku sobie, wyprzedzanie się siebie nawzajem w okazywaniu sobie szacunku jako tym, których Bóg wywołał, niż pokazywanie, że nic dla mnie nie znaczysz.

Rozumiecie? Toczy się bitwa o twoją, moją wieczność. Kto wytrwa do końca, należąc do Chrystusa, będzie chodzić w odpowiednich bodźcach, ten wygra i pójdzie do domu Ojca. Ale kto odstąpi, kto uzna, że nie ma potrzeby, że ludzie nie są godni, żeby w ten sposób postępować; a niech sobie sami żyją jak chcą; ja sobie też będę żył, czy żyła jak chcę, wtedy odstawiasz to, co drogocenne. Jezus mógł zrobić to w każdej chwili, a jednakże nie zrobił. Umiłował nas do końca i poszedł umrzeć za moje i twoje grzechy. I powiedział, że jeżeli my mamy być Jego przyjaciółmi, to On chce od nas tego samego.

Te zdrowe bodźce, to właśnie to. Krótko żyjesz, starzejesz się, coraz mniej możesz wykonać fizycznie rzeczy jak wcześniej, ale to wcale nie zmienia tego, że możesz być nadal użytecznym czy użyteczną w sprawach Bożych. Mówiliśmy o tym – modlitwa, czysta modlitwa, niesamowita modlitwa, w której Bóg daje to, co potrzebne. Niech Bóg pomoże każdemu z nas nie stracić tych zdrowych bodźców, które powodują, że sprawa Boża jest dla ciebie ważniejsza od tych spraw ludzkich. Chrystus jest ważniejszy, brat, siostra są ważniejsi, aby nawzajem budować się na dom Boży, być w miejscu świętym, w świątyni, być sobie przyjaciółmi. I wtedy możemy zobaczyć Boży lud, jak oni zrozumieli Jezusa Chrystusa, skoro wszystko jest razem, nowa rodzina; oni mieli wszystko razem, cieszyli się, wspierali się, budowali nawzajem.

Niech Bóg pomoże nam nie walczyć przeciwko temu po co Jezus przyszedł, ale walczyć po stronie Jezusa, aby to, po co przyszedł, było dzisiaj lepiej widoczne w twoim życiu, w moim życiu w zgromadzeniu Bożego ludu, kiedy spotykamy się w świątyni, aby uczcić Tego, który nas wezwał do tej świątyni przez moc Ofiary Syna Bożego. Amen.

Jan 14:23