12.06.2007 Marian - Patrzeć na Jezusa – źródło i moc prawdziwego chrześcijaństwa

Patrzeć na Jezusa – źródło i moc prawdziwego chrześcijaństwa

 

Słowo z dnia 12.06.2007  Marian

 

Kiedy tak myślimy i zastanawiamy się nad doświadczeniem wierzącego człowieka, to zdajemy sobie sprawę, że człowiek stał się wierzącym dlatego, że Jezus Chrystus stanął przed jego sercem i oznajmił mu, kim On jest.

I w duszy człowieka zawładnęło rozjaśnienie, i człowiek doznał, że ma do czynienia ze swoim Zbawicielem, i rozpoznał w Nim najwyższy skarb, coś najcenniejszego dla swego życia. Jezus stał się najważniejszy. Od tego zaczyna się wszelkie chrześcijaństwo.

To jest początek, cudowny początek, który powoduje to, że człowiek poddaje się Właścicielowi, uczy się, wzrasta, rozwija się, szanuje Właściciela, wie, co otrzymał, uczy się z tego korzystać. Jest poruszony tym, co jeszcze w Chrystusie jest dla niego otwarte, co doznaje w jakimś takim przedsmaku objawienia Ducha Świętego, a chciałby to jeszcze smakować w rzeczywistości własnego życia. I szuka oblicza Właściciela w tych sprawach, ponieważ zdaje sobie sprawę, że w Chrystusie Jezusie to, co jest, to jest najpiękniejsze i najcudowniejsze. Zdaje sobie również sprawę z rzeczywistości tego świata i rzeczywistości złych czynów, które panują pośród tego świata. Jezus jest najważniejszy, gdyż poza Jezusem nie ma życia.

Przeciwnik bardzo chciałby, żeby Chrystus Jezus stracił na wartości u wierzących ludzi. I żeby wierzący człowiek w pewnym momencie widział tylko w Jezusie kogoś, kto będzie mu zapewniał życie wieczne, i ewentualnie jeszcze w czasie tutaj życia na ziemi jakąś pracę, jakiś dom, jakieś inne rzeczy, a już nie widzi swojego nowego życia, życia niepodobnego do życia ludzi, którzy żyją w świecie.

I bardzo często, kiedy człowiek wchodzi w taki stan jakby odrętwienia, rozkoszowania się Jezusem Chrystusem, po pewnym czasie zaczyna być człowiekiem, który żyje jak świat, a ma mniemanie o sobie, że jest chrześcijaninem. I gdy Duch Święty jeszcze zapuka do drzwi tego serca i znowuż pokaże, kto to jest Jezus, człowiek doświadcza, że dzieje się z nim coś niedobrego. I wtedy doświadcza, że przecież ten Jezus to jest nowe życie, to jest inne życie.

Za tym innym życiem ludzie często wzdychają, ale wiele zła sobie czyniąc nawzajem, przeszkadzają sobie w tym, aby to nowe życie prowadzić. I nie tyle świat to robi, co robią to ludzie, którzy stracili już wizję Chrystusa jako najwyższy przywilej swego własnego, osobistego życia. Ludzie, którzy już mogą urągać, złorzeczyć, kłamać, gniewać się, złościć, narzekać i nie doznają, że to nie Chrystus jest na pewno. I ich sumienie nie oznajmia im o tym, że to życie to nie Chrystus. Może czasami jeszcze jakiś wierzący im to powie, ale ich własne sumienie już im tego nie mówi, a więc żyją sobie spokojnie i zmierzają do śmierci. I to śmierci na zawsze.

Bo to, co w Chrystusie jest, to jest tak cudowne, że właściwie każda cząstka Jego ciała przeżywa uroczystość każdego dnia. Uroczystość najwyższą, najwspanialszą, najcudowniejszą, uroczystość nowego życia, innego życia, życia, które potrafi widzieć to, czego ten świat nie postrzega.

Dlaczego więc, kiedy na początku Chrystus i prawda o Chrystusie docierała do ludzi, oni byli tacy szczęśliwi, że i oni mogą być uratowani i zbawieni? Dlaczego w dzisiejszych czasach jest tak, że ludzie grzeszą i wcale nie czują, że Jezus już nie jest ich Właścicielem? Dlaczego sumienie wcześniej ludzi potrafiło być tak zdecydowane i oznajmiać im o grzechu, a dzisiaj ludzie mówią, że są wierzący, a ich sumienie nie mówi im, że żyją w grzechu? Że to nie jest życie Jezusa, a więc musi być grzeszne. Jeśli nie życie Jezusa, to musi być grzeszne. Tylko życie Jezusa jest święte.

Dlaczego jest tak, że dzisiaj wielu ludzi mówi o sobie: jesteśmy chrześcijanami, ale życiem swoim odbiegają od życia Jezusa Chrystusa? Musiał Jezus przestać być atrakcyjny, żeby Go naśladować, a więc człowiek zaczął naśladować świat. Ale w swojej mowie jeszcze pozostał chrześcijański, a więc mówi: jestem chrześcijaninem, podczas gdy już w życiu przestał być chrześcijaninem. I jego własne sumienie pozwala mu żyć. Czyż nie jest wtedy ono martwe? Jest taka śmierć sumienia, gdzie jeszcze można powstać. Paweł mówi: Zbudź się z martwych, ty, który śpisz, a zajaśnieje ci Chrystus. 

Jest to taka śmierć odrętwienia, nie jest jeszcze to dokładnie całkowita śmierć nieodwracalna. Jeszcze może się to sumienie poruszyć. Jeszcze może zobaczyć piękno Chrystusa i rzucić wszystko, i ciężar, i grzech, i pobiec za Jezusem, odnajdując w Nim najwyższą rozkosz swego życia. Inaczej nie można być chrześcijaninem. Kto nie biegnie za Jezusem, tak naprawdę już Go nie kocha. Jezus nie jest najwyższą wartością. Rozgląda się po różnych rzeczach i tam znajduje jakieś zaspokojenie dla swojej duszy i nie jest zaniepokojony, że Jezus już nie jest najważniejszy. Że stał się ktoś, coś ważniejszego od Niego. A Jezus powiedział: jeśli ktoś albo coś stanie się ważniejsze ode Mnie, już nie będziesz szedł za Mną.

Czy Jezus zawsze mówi prawdę? I my sami wiemy, że tak jest, prawda? Jeśli Jezus przestaje być atrakcyjny, nasze uczynki również odbiegają od uczynków Jezusa Chrystusa. Ale kiedy Jezus jest atrakcyjny dla mnie i myślę o Nim, pragnę Go, marzę o Nim, tęsknię do Niego, szukam Go w swoich modlitwach, to i moje życie jest inne. Moje sumienie jest inne.

A więc przeciwnik, wiedząc o tym, że kiedy oczy Bożego ludu odwracają się od Głowy, od Chrystusa, tracą ochotę życia według Ducha Chrystusowego. On wie o tym. I dlatego próbuje odwrócić uwagę tak czy inaczej, pokazując często tłumy chrześcijan, jak oni żyją i że wcale nie czują się źle.

Ale na kogo mamy patrzeć my, którzy chcemy odziedziczyć życie wieczne? Na kogo mówi Biblia, masz patrzeć ty i ja, żeby Go naśladować? Kto to jest? Jezus Chrystus. Tylko On. Tylko On.

I to musi być pragnieniem mojego i twojego serca. Nam jest ciężko żyć między chrześcijanami, dlatego że odrętwienie jest wszechobecne prawie że, odrętwienie co do Chrystusa. Za to pycha wysokiego mniemania o sobie jest wszechobecna. I wielu ludzi ma o sobie wysokie mniemanie, daleko już będąc od Właściciela.

Gdzie jest więc błąd? Gdzie tkwi problem w człowieku? Nie patrzy już na Jezusa. Jego własne sumienie nie ma odzwierciedlenia, a więc go nie osądza. Mówi mu: jesteś i tak lepszy od innych. Ale gdyby istniała taka Ewangelia, która by mówiła, że jeżeli jesteś lepszy od innych, wejdziesz do Królestwa Bożego, to ta Ewangelia byłaby tutaj opisana. Ale tutaj nie ma takiej Ewangelii, jeśli będziesz od innych lepszy. Jezus mówi: jeśli Mnie będziesz służył, będziesz tam, gdzie Ja jestem.

A więc dla mnie i dla ciebie jest najważniejsze patrzeć na Jezusa, mieć doping od Jezusa. Najwyższy doping od Niego, żeby nie ustać, żeby biec dalej, żeby żyć innym życiem, żeby nie zrezygnować z pięknego życia chrześcijańskiego na konto jakiegoś innego doświadczenia.

Słowo Boże mówi, że tylko krew Jezusa Chrystusa jest w stanie tak oczyścić moje sumienie i twoje, żebyśmy niczego już Mu więcej nie przedkładali za nasze grzechy. Jakichś darów, jakichś tam pomysłów czy innych rzeczy, i grzeszyli. Ale żebyśmy zapomnieli o grzechu. Żebyśmy zapomnieli o życiu człowieka, który zbuntowany był przeciwko Bogu. Żebyśmy pamiętali o Tym, który jest życiem, o Jezusie Chrystusie, i patrzyli na Niego. Słowo Boże mówi, że w Nim Bóg dał nam najwspanialsze uczynki.

Człowiek tylko wtedy, kiedy patrzy na Jezusa, ma te wspaniałe uczynki. I wtedy te jego uczynki są jak światłość padająca na innych, na życie innego człowieka, ponieważ one są nieludzkie. Są Boże. Są cudownie czyste. I te uczynki pamiętane są przez całe życie wielu ludzi na ziemi, co im kiedyś jakiś Boży człowiek uczynił.

Ludzie po latach wspominają nawet, kiedy spotkali na swojej drodze człowieka, Bożego człowieka, i na tym człowieku znaleźli znak Jezusa, życie Jezusa. Bo jego uczynek był nieludzki, ale Boży. On nie był oparty na tym, co mu ludzie uczynili. To nie była odpowiedź na to, co mu ludzie uczynili. To było coś zupełnie danego, całkowicie ponad ten wymiar. Często nawet wrogowi. Coś, co potrafiło nieraz powalić kogoś, ponieważ nigdy by się nie spodziewał tego. To są właśnie te uczynki Jezusa Chrystusa. To, co nie znamionuje tego, że człowiek sobie zarabia na życie wieczne, cokolwiek innego, jakieś takie czyny, ale one są całkowicie swobodne, wolne i prawdziwe. I dlatego Bóg chce, żebyśmy wszyscy takimi byli, a diabeł nie chce.

Diabeł chce, żebyśmy się śmiali z Jezusa. Żebyśmy się śmiali z tego, jaki On jest, żyjąc bez Jezusa, a mówiąc, że jesteśmy Jego uczniami. Żebyśmy się śmiali z tego Jezusa, żebyśmy albo Go się wstydzili i unikali wszelkiego naśladownictwa Jego, żeby przypadkiem nie narazić się władcy tego świata i temu światu. Jakkolwiek, ale żebyśmy nie byli tymi, którzy są zachwyceni Jezusem i Jego życiem.

Wiecie, że ci, którzy czynią Chrystusowe uczynki, najczęściej oni nawet sobie do końca nie zdają sprawy, jak one są cudowne. Najczęściej sobie ich w ogóle nie układają. Wynikają one z tego, co Jezus w nich uczynił. I dlatego są tak piękne. Nie idzie za tym wywyższanie się ani wysokie mniemanie o sobie. Jest to sługa, który uczynił, co dał mu Właściciel.

Obyśmy wszyscy mieli takich uczynków coraz więcej i więcej, i więcej z Chrystusa Jezusa. Obyśmy wszyscy nawzajem dodawali sobie otuchy w drodze do wieczności. Ale żeby tak było, krew Jezusa musi oczyszczać nasze sumienie.

Wiecie, że ludzie, którzy bardzo troszczyli się gdzieś o swoje te powiedzmy reguły wobec Boga, bardzo często żyli bez Boga. Chcieli sobie zarobić coś. Jak ważne jest, żebyś był wolny od tego. Nie musisz nic zarabiać. Jesteś zbawiony za darmo z łaski, nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił z nas. Za ciebie zapłacił Jezus i za mnie własną krwią, a więc już jesteśmy spłaceni. Nasze długi zostały spłacone. Jesteśmy uwolnieni z naszych długów. Jeśli gdziekolwiek jeszcze zaciągniemy jakiś dług, zgrzeszymy, Właściciel stawia się za nami, żebyśmy opuścili tę strefę i żyli dla Jego chwały.

A więc jakie jest chrześcijaństwo? Ono zawsze musi być piękne. Ono zawsze musi być zachwycone Jezusem. Ono zawsze musi patrzeć na niebo otwarte. Na wieczność z Nim. Ono musi być wierzące, spragnione Jego na zawsze, na wieczność. Ono musi patrzeć na Jezusa i Go podziwiać, ponieważ w Nim odnajduje swojego Odkupiciela. Tego, który zapłacił za twoje i moje grzechy. Nam tego potrzeba. Tego ponad wszystko.

Nie pychy, dumy, nie demonstrowania, co ja mogę jako człowiek zrobić drugiemu człowiekowi i nikt mi za to nic nie zrobi. To jest właśnie obecne dzisiejsze chrześcijaństwo. Każdy robi, co chce i czuje się właścicielem własnego życia. Brak społeczności oznajmia, że Jezus nie włada nad sercem. Jak ważne jest to, bo Jezus przyszedł założyć społeczność, ciało swoje, które ma być napełnione Jego Duchem ku wspólnemu zbudowaniu.

A więc jak bardzo my potrzebujemy, patrząc na Niego, zobaczyć, jaki On jest i na ile On włada w moim życiu dzisiaj. Brak patrzenia na Jezusa zawsze powodować będzie to, że ja będę się czuł lepszy, bo są gorsi ode mnie. To będzie ta ocena. Jeszcze są gorsi ode mnie.

Ale kiedy patrzę na Jezusa prawdziwie, zdaję sobie sprawę, że to ja jestem tym, który Go potrzebuje. Że bez Niego zginę i nie mam żadnej szansy wejść do wieczności i pozostać tam na zawsze. Zdaję sobie sprawę z własnych ułomności i wiem, ile one czynią niedobrych rzeczy między ludźmi. I wtedy wiem, że potrzebuję Zbawiciela i dzisiaj. Że potrzebuję Jego ofiary i dzisiaj, aby moje sumienie było czyste i żeby mi zawsze mówiło, zawsze mi mówiło: tylko w Chrystusie jest zbawienie. Poza Nim nie ma. I żeby zawsze mogło mi pokazywać piękno Jezusa, który wykupił je od jego grzechów własną krwią, oczyścił to sumienie.

To, co ma mi oznajmiać bardzo czysto i w takim czystym charakterze, że należę do Jezusa, jestem Jego własnością. To jest mój Właściciel i Władca. I dla mnie i dla ciebie to jest najważniejsze. Wiecie, ile rzeczy człowiek musi wyrzucić, które się Jezusowi nie podobają? Jeszcze wyrzucić wiele rzeczy, które się Mu nie podobają. Z własnego serca. Żeby krzyż mógł to przeniknąć. Żeby człowiek stale pamiętał: jestem tutaj dzisiaj po to, żeby wzrastać. Żeby wydawać owoc dla Właściciela. Nie jestem tylko jak drzewo, które ma być i nazywać się drzewem, ale mam wzrastać i wydawać owoc dla Właściciela, ponieważ On tego się po mnie spodziewa, bo On chce to we mnie uczynić.

Kiedy jest człowiek naprawdę gotowy pobiec za Jezusem? Rzucić wszystko i nareszcie zacząć żyć, naprawdę żyć? Kiedy? Kiedy ma dość samego siebie. Kiedy jeszcze lubi siebie i kocha siebie, nie pobiegnie za Jezusem. Kiedy ma dość siebie, kiedy ma dość tego, co potrafi zrobić ludziom, a czego nie potrafi zrobić ludziom. Pamiętaj o tym, jeśli nie masz takiego stanu, jeśli siebie tak fajnie znosisz, innych zaś nie, to jesteś w wielkiej tragedii swego życia.

Człowiek musi wiedzieć, dlaczego ma się codziennie wyprzeć siebie, wziąć krzyż i pójść za Jezusem. Jeśli nie weźmie, to znaczy, że lubi siebie i tak naprawdę uznaje, że to wszyscy inni powinni wziąć krzyż, ale on przecież nie czy ona nie. Jezus mówi: każdy Jego uczeń codziennie ma się wyprzeć siebie. To znaczy, że jeszcze coś jest do wyparcia. Jeszcze gdzieś się można okazać człowiekiem, który potrafi ranić, uderzyć, lekceważyć, pomijać, cokolwiek zrobić. Jeszcze jest własna sprawiedliwość. Jeszcze jest wyznaczanie ludziom, jacy mają być wobec mnie.

Piękne uczynki stoją przed tobą i przede mną każdego dnia. Możesz brać i czerpać z nich. W każdej chwili, jeśli będziesz z gotowym sercem dla Jego chwały, będziesz obficie doświadczać każdego dnia, jak dobry jest Właściciel. I wiele rzeczy wtedy nie będzie miało przystępu do serca.

Dzisiaj wiemy wszyscy, że diabeł przygotowuje drogę dla antychrysta. I wiele, wiele oszustw wychodzi do człowieka, żeby go zwieść. Czasami jest to wysokie mniemanie o sobie, czasami jest to oskarżanie kogoś o coś, czasami jest to osąd taki czy inny, ale nigdy nie jest to zrozumienie, że moje życie potrzebuje krzyża.

Ile słyszysz na temat, że twoje życie potrzebuje krzyża? Czy dzisiaj usłyszałeś głos swego sumienia: bez krzyża nie pójdę. Bez krwi Jezusa nie pójdę, bo nie będę mógł Ci służyć. Nie będę mógł Ci nic powiedzieć.

Czy potrzebujemy czyste sumienie? Czy potrzebujemy radość mieć z tych dobrych uczynków, które dał nam Właściciel? Potrzebujemy. To jest nasza potrzeba, chrześcijanie. To jest nasza potrzeba, by razem ze sobą być na tych cudownych Bożych warunkach, by się miłować nawzajem, cieszyć sobą, budować nawzajem na dom dla Boga. Ale nigdy nie będzie to budowaniem, dopóki człowiek będzie nosił w sobie urazy, nastawienia, pomówienia, różne rzeczy. Nie będzie to budowaniem. I diabeł wie, że to nie będzie budowanie. Że będzie to rujnowanie, bo kto nie zbiera z Jezusem, już rozprasza. A nie mogę zbierać, jeśli mam złe nastawienie serca do mojego brata czy do siostry. Już nie mogę zbierać.

A więc co jest dla mnie ważniejsze: nosić w sobie urazy i złe nastawienia czy raczej, patrząc na Chrystusa, Sprawcę i Dokończyciela mojej wiary, zrzucić ten ciężar, który mnie obciąża, który nie pozwala mi żyć dla Jego chwały, i pobiec dalej? Co jest więc piękniejsze: biec jak zakochany w Chrystusie czy zakochana i cieszyć się Nim, i serce radować Nim, czy chodzić w złych nastawieniach?

Odpowiedz sobie sam. Co jest bardziej uroczyste, a co bardziej tragiczne? I co lepiej zrobić? Niech Właściciel da zwycięstwo. Amen.

Jan 14:23