26.06.2007 Marian - Polegać na Jezusie, a nie na sobie

Polegać na Jezusie, a nie na sobie

 

Słowo z dnia 26.06.2007  Marian

 

Niech Właściciel nasz będzie uwielbiony za Jego łaskę i że możemy dzisiaj uczyć się Właściciela.

Nie idzie to nam tak dobrze, jakbyśmy osobiście chcieli, ale to Bóg wie. I On nim wprowadza człowieka bliżej czy wyżej, tym więcej człowiek rozumie, że Bóg lubuje się w tych, którzy są uniżeni i gotowi służyć, gdyż im kto wyżej stoi, tym większym sługą jest.

Mówiliśmy ostatnio, że dla człowieka osobiście zbawienie samego siebie jest niemożliwe, że choćby nie wiadomo co człowiek zrobił, i tak siebie nie uratuje. Gdybyśmy mieli się oprzeć na wszystkich możliwościach, jakikolwiek tylko byśmy mieli po swojej stronie, to i tak musielibyśmy powiedzieć: nie jesteśmy w stanie osiągnąć wiecznego życia.

Wtedy również mamy przebaczenie dla siebie. Inaczej człowiek nie ma przebaczenia. Spotykaliście się z ludźmi, którzy zrobili wam więcej krzywdy niż wy im, mogli usłyszeć od was: „przebacz”, ale sami nie potrafili tego powiedzieć: „przebacz”. Uważali, że im się bardziej przeproszenie należy, niż oni powinni przepraszać. To jest bardzo często u ludzi, którzy nie mają świadomości do końca jeszcze, że sami nie są w stanie się uratować. Mają gdzieś jeszcze swoją dumę i pychę, i wysokie mniemanie o sobie, i myślą, że to ich tylko się krzywdzi, a oni krzywdy nie zadają.

Właściwie to wiele krzywdy sobie zadajemy, nawet nie zdając sobie z tego sprawy: brakiem odpowiedniej reakcji, okazaniem czułości, miłości, ciepła, dobroci, cierpliwości, sposobem odzywania się, reagowania, zachowania, mimiką. Już tylko wystarczy wziąć takie działania i już człowiek powinien zastanowić się i powiedzieć: „Boże, to jest prawda, ja nie uratuję siebie”. Pewne myśli, które są szybsze niż zastanowienie się, słowa, które szybciej wypadają, niż człowiek pomyśli, czy powinien takie słowa w ogóle wypowiedzieć, niechęć do kogoś, bo akurat nie robi czegoś tak, jak ja bym chciał, gniew, reakcja niezadowolenia, padają cierpkie słowa... I to powinno człowiekowi każdego dnia uświadomić jeszcze bardziej: czy ty możesz oprzeć się na własnych siłach? I czy jest Ktoś, kto może ci naprawdę pomóc w tym doświadczeniu?

Wyciąga rękę do Boga ten człowiek, który zdaje sobie sprawę, że Bóg chce go uratować. Taki człowiek już nie ucieka od Boga, nie ucieka w taką zasłonę wysokiego mniemania o sobie, zasłonę, że „jestem w porządku, bo przeliczyłem coś więcej i mam tych dobrych rzeczy od innych”. Nie chowa się przed Bogiem już, ale zdaje sobie sprawę, że Bóg chce mu pomóc.

Jak czytamy w Ewangelii Jana, co jest bardzo często cytowane, ale oby zamieszkało w sercu naszym z całą tą wypowiedzią, stanowczością naszego Właściciela Jezusa Chrystusa, żeby to zamieszkało na każdą chwilę naszego życia, na każdą sekundę. Trzeci rozdział i trzynasty wiersz i dalej:

Ewangelia Jana 3, 13-21:

"A nikt nie wstąpił do nieba, tylko Ten, który zstąpił z nieba, Syn Człowieczy. I jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Bo nie posłał Bóg Syna swego na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony. Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego. A na tym polega sąd, że światłość przyszła na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność niż światłość, bo ich uczynki były złe. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światłości i nie zbliża się do światłości, aby nie ujawniono jego uczynków. Lecz kto postępuje zgodnie z prawdą, dąży do światłości, aby wyszło na jaw, że uczynki jego dokonane są w Bogu."

I teraz weźmy nas, ludzi. Przyszła do nas doskonałość w Jezusie Chrystusie, ale my nie jesteśmy jeszcze doskonali. Mamy doskonałość w Nim, bo w każdej chwili Ojciec może nas wziąć do wieczności, ale my jeszcze nie jesteśmy doskonali w tym ciele. To ciało nie jest doskonałe i Słowo Boże mówi, że ciało i krew nie wejdą do Królestwa Bożego, ponieważ nigdy ciało i krew nie będą doskonałe. Nigdy nie będą doskonałe. Jakby człowiek nie pracował, czy umartwiał, nie uczyni tego ciała doskonałym. Zawsze gdzieś pojawi się coś.

I dlatego każdy z nas musi mieć świadomość, że jest tylko jeden prawdziwy Przyjaciel – Ten, który umarł za nas na krzyżu, Jezus Chrystus. Ten, który nie oskarża ciebie ani mnie. Nie przyszedł sądzić, bo gdyby miał sądzić, wszyscy każdego dnia musielibyśmy być odsunięci od nieba, od wieczności, ale przyszedł ratować. I ten, który rozumie krzyż i rozumie i pojmuje miłość Boga, ten chce chodzić w światłości Jego oblicza, żeby wyszło na jaw. Nie boi się.

Również zdaje sobie sprawę, że nie chce być oskarżycielem braci ani sióstr, nie chce chodzić w nastawieniu dumy i pychy i wykazywania czyichś grzechów. Chce chodzić w świadomości, że sam jest bardzo narażony na to, że może źle zareagować w jednej chwili i w niczym nie być lepszym od tego drugiego, w niczym. I myślę, że Bóg w jakiś sposób daje nam takie doświadczenia również.

One przychodzą na nas, aby uniżyć nasze karki, aby skłonić nasze kolana i aby westchnienia nasze zaczęły się od tego: „Boże, nie jestem godzien, abyś wejrzał na mnie, ale błagam Ciebie, wiem, że jesteś, że uczyniłeś wszystko, abym mógł być z Tobą, pomóż mi. Pomóż mi i dzisiaj”. To tylko może doprowadzić nas nie to, że cały świat jest zły, nie to, że ludzie są źli, ale to, że my jesteśmy źli.

Prawdziwe zrozumienie swojej niedoskonałości prowadzi zawsze do Boga. To jest ciekawe, że człowiek im więcej rozumie, jak niegodnym jest nieba, tym więcej lgnie do Boga. Dlatego z Jezusem było mnóstwo ludzi, którzy tak naprawdę nie byli godni według tych świętych ludzi, aby wejść do wieczności, być z Bogiem. Ale oni przebywali z Jezusem i czuli się przy Nim dobrze, chociaż też i doświadczali, że coś się ujawnia z ich życia, ale widzieli, że Jezus nie napada na nich jak faryzeusze, ale łagodnie i cierpliwie znosi ich niedoskonałość i uczy ich, jak żyć z Bogiem.

Bóg jest po naszej stronie. On udowodnił to, dając swego Syna. Bóg nie chce, żebyśmy uciekali i chowali się za własną sprawiedliwością, nie chce tego. On nie chce, żebyśmy udawali kogoś, kim nie jesteśmy. On chce, żebyśmy chodzili w światłości, chodzili w światłości Jego oblicza. On chce pomóc nam na każdy dzień, ale dopóki w światłości Jego oblicza chodzić nie będziemy, będziemy narażeni na to, że będziemy musieli sami wykonać to, czego nie jesteśmy w stanie wykonać: sami być sprawiedliwymi, sami być łagodnymi, cierpliwymi, wytrwałymi, dobrymi, miłującymi.

Jezus mówi: „Bez Mnie tego nie zrobicie, to jest niemożliwe”. Dlatego pierwsze i podstawowe doświadczenie każdego z nas musi być: odpocznijmy. Odpocznijmy w Jezusie, odpocznijmy od wszystkich dzieł naszych. Pozwólmy, żeby On uczynił z nami ten cud, który jest potrzebny, bo naprawdę potrzebujemy w sobie więcej łagodności, więcej miłości, więcej ciepła, więcej dobroci, więcej cierpliwości. Potrzebujemy tego, bo to jest normalne! Jesteśmy Kościołem Jezusa. Nie lubujemy się w grzechach czy bezprawiu, ale w miłości, cierpliwości, dobroci. Bóg jest po naszej stronie, gdy my jesteśmy wpatrzeni w Jezusa, kiedy my patrzymy na wywyższonego Syna Człowieczego.

Czy tak jak mówimy, czy chciałbyś spotkać na swojej drodze siebie samego ze swoimi wadami, nastawieniami, kombinacjami myślowymi, i z tym kimś pobyć sobie tak troszeczkę dłużej niż tylko chwilę? Żeby on stał naprzeciw ciebie, czy ona, i tak z tobą rozmawiał, jak ty rozmawiasz z innymi, myślał o tobie, jak ty myślisz o innych?

Właśnie takiego człowieka Jezus zabrał na krzyż: ciebie i mnie. I my potrzebujemy zrozumieć to, żeby nawzajem nabrać otuchy i błogosławić się. W chwili widzenia niedoskonałości nie dać się zirytować przeciwnikowi, że drugi jest niedoskonały, ale nauczyć się modlić o siebie, błogosławić, od razu iść do Boga, bo tylko Bóg może człowieka wyprowadzić z grzechów. I to mówi Jan apostoł: kiedy widzisz swojego brata czy siostrę, kiedy popełnia grzech, co zrób? Idź do Boga. A Bóg może go wyrwać z tego grzechu.

Nie irytuj się, nie bierz czegoś na siebie w tym momencie. Wołaj do Boga, kiedy to dotyka ciebie osobiście, kiedy to zaczyna uderzać w ciebie osobiście. A jak dobrze, kiedy wtedy patrzymy na Jezusa, w którego wszystko zostało uderzone, wszystko w Niego uderzone! To, co my dzisiaj doznajemy po jakiejś części, wszystko spadło na Syna Bożego w jednej chwili. Wszystkie nasze grzechy zostały złożone na Niego. Wszystkie te bóle, które odczuwamy... My odczuwamy po części tylko, to wszystko spadło na Niego. I On z tym wszystkim stanął przed Ojcem na krzyżu.

I On chce, żebyśmy raczej wygrali bitwę. Diabeł chce, żebyśmy pozabijali się nawzajem przez te niedoskonałości. Bóg chce, żebyśmy wygrali z Jezusem Chrystusem, żebyśmy przestali się irytować na zło, tak jak my byśmy byli doskonali, ale zaczęli walczyć z tym złem - dobrem. A to jest dużo, dużo trudniejsze. Tak uczynił Jezus.

Nieraz jeszcze może zobaczymy brata czy siostrę w dziwnej sytuacji, niepasującej do życia chrześcijańskiego. Ja nie mówię o jakimś konkretnym, jakimś rzeczywistym grzechu, ale właśnie o tych takich dziwnych zachowaniach w jakimś momencie, kiedy chodzi o sprawy Chrystusa, taką niechęć do służby.

Niech Bóg nam pomoże chodzić w Jego światłości i doświadczać Właściciela. Słuchając pewien psalm, osiemnasty, ostatnio usłyszałem piękne wołanie Dawida do Boga i sposób, w jaki Bóg mu odpowiedział, wielką radość w słudze Bożym.

I to jest właśnie nasz Bóg, do którego mamy prawo i przywilej wołać. I chciałbym, żebyśmy otworzyli 1 Koryntian 9. rozdział od 24. wiersza.

 

1 List do Koryntian 9,24-27:

"Czy nie wiecie, że zawodnicy na stadionie wszyscy biegną, a tylko jeden zdobywa nagrodę? Tak biegnijcie, abyście nagrodę zdobyli. A każdy zawodnik od wszystkiego się wstrzymuje, tamci wprawdzie, aby znikomy zdobyć wieniec, my zaś nieznikomy. Ja tedy tak biegnę, nie jakby na oślep, tak walczę na pięści, nie jakbym w próżnię uderzał; ale umartwiam ciało moje i ujarzmiam, bym przypadkiem, będąc zwiastunem dla innych, sam nie był odrzucony."

Taki wstęp powiedzmy uczynimy przed czytaniem dalszych części, dalszych wierszy. Wiemy, że tylko dobiec można jako zwycięzca w Chrystusie. On już tam dobiegł. Wszyscy inni, którzy będą poza Nim, będą przynajmniej drudzy. Najlepszy z ludzi na tej ziemi, który nie należy do Jezusa Chrystusa, będzie drugi. Najwspanialszy człowiek tej ziemi, który nie należał do Jezusa, będzie drugi i nie wejdzie do wieczności, bo tylko jeden zdobywa zwycięstwo. A to stało się w Jezusie. I wszyscy, którzy są w Chrystusie, mają to zwycięstwo już. Tak biegnijcie, abyście cel osiągnęli.

My bardzo dużo ciosów zadajemy na oślep, nie myśląc o tym, że właściwie one tylko wywołają reakcję w drugim i sami dostaniemy. Mamy tak uderzać, aby trafić, aby prawidłowo uderzać, tak jak Jezus to robił.

Powiem wam, że ostatnio czytałem Ewangelię Marka i sam byłem zaskoczony: co chwilę czytam, że ktoś się bał Jezusa. Dlaczego bano się Jezusa? I bali się faryzeusze, i uczniowie się bali, i ci, którzy chodzili z Jezusem, się bali, i później jeszcze inni się tam bali... I wszyscy wokół raptem okazuje się, że bali się Jezusa! Dlatego że On uderzał tak, żeby trafić. I wszyscy to wiedzieli. Nic na próżno nie było. I później się bali pytać nawet, bo wiedzieli, że kiedy On odpowie, to odpowie rzeczywiście co do prawdy, w której oni teraz są. Tak nie było, że wszyscy się cieszyli. Bano się Jezusa, Właściciela naszego.

My może byśmy chcieli, żeby ludzie wszyscy nas bardzo lubili, żeby otaczali nas tłumami, żeby byli zadowoleni, że my tacy fajni jesteśmy. Ale wtedy nie będziemy już naśladować Jezusa. Prawidłowo powinno być tak, że niektórzy ludzie powinni nas nienawidzić, niektórzy bać się, niektórzy lubić. Musi tak być, jeśli idziemy z Właścicielem.

I w dużej części my nie mamy na to żadnego wpływu. To działanie Boże powoduje pewne rzeczy.

1 List do Koryntian 10,1-6:

"A chcę, bracia, abyście dobrze wiedzieli, że ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem i wszyscy przez morze przeszli. I wszyscy w Mojżesza ochrzczeni zostali w obłoku i w morzu, i wszyscy ten sam pokarm duchowy jedli, i wszyscy ten sam napój duchowy pili; pili bowiem z duchowej skały, która im towarzyszyła, a skałą tą był Chrystus. Lecz większości z nich nie upodobał sobie Bóg; ciała ich bowiem zasłały pustynię. A to stało się dla nas wzorem, ostrzegającym nas, abyśmy złych rzeczy nie pożądali, jak tamci pożądali."

Dziwne słowa apostoła, prawda?

Lud Boży żyje sobie normalnie w miastach, żyje na wioskach, ma dostęp do tego, do tamtego, do jedzenia, do picia, do różnych rzeczy ma normalny dostęp. Może sobie to kupić, czy ma ziemię jakąś, którą uprawia, czy zwierzęta, które może zabić i zjeść, ma dostęp do studni, może zawsze się napić wody, do rzeki. I raptem padają słowa, które pokazują coś, że ktoś był wzorem, aby ktoś inny tych złych rzeczy nie pożądał.

Mogłoby wyglądać, że tak jak często osądzano tych, którzy zabijali proroków, a to byli źli ludzie, ale później następni też zabijali. Można byłoby pomyśleć: co to za ludzie, przecież chwała Boża była z nimi, przez Morze Czerwone przeszli, rozstąpiło się, a Egipcjanie poginęli tam, widzieli mnóstwo znaków i cudów, widzieli Boga idącego przed nimi w obłoku czy w ogniu, a mimo wszystko pożądali złych rzeczy, wspominali rzeczy stare i chcieli do nich wrócić. Myślimy sobie: „Jacy to byli ludzie, przecież Bóg był z nimi, jak oni w ogóle mogli myśleć o wracaniu?”.

I apostoł mówi: „A wy uważajcie, żebyście tego samego nie zrobili, żebyście się nie odwrócili od Boga właśnie w takich warunkach, w jakich jesteście”.

Co oni mogli widzieć na pustyni? Mieli dzieci, zwierzynę, było ich kilka milionów i widzieli piach. I szli i się zastanawiali: dlaczego idziemy po piachu, dlaczego Bóg nie prowadzi nas drogą zieleni, łąk, lasów, jezior, rzek, tylko prowadzi nas pustynią? Dlaczego Bóg postanowił, żebyśmy byli narażeni na takie doświadczenia, że nie mamy co pić, co jeść, grzeje słońce? Czy im było fajnie, czy mieli komfort taki? Myśleli o dzieciach, myśleli o sobie. I coraz mniej w sercu było ochoty, aby iść dalej.

A ja myślę, że Bóg specjalnie prowadził ich pustynią, żeby ich nauczyć, że wszystko jest zależne od Niego, że bez Niego zginą, że człowiek nie ma szans bez Boga. Czasami człowiek szuka zabezpieczenia w rzeczach jakiś, ale w rzeczach ich nie znajdzie, bo one są albo nie ma. Czy my dzisiaj się zastanawiamy, że ich doświadczenie było bardzo trudne? Może moglibyśmy powiedzieć: „Gdybyśmy byli na tej pustyni, my byśmy poszli za Bogiem na pewno”. Ale czy tak jest, kiedy nie jesteśmy na pustyni? Kiedy możemy pójść do sklepu, kupić butelkę wody, napić się, pójść kupić jakąś bułkę czy chleb, kiełbasę, czy ser, czy cokolwiek innego i... Czy my również potrzebujemy tą Skałę, z której się możemy napić? Czy tutaj jest pustynia? Tak samo jest pustynia, idziemy po pustyni. I potrzebujemy pić z Jezusa i karmić się Jezusem. Że ten pokarm dla ciała nie zabezpiecza życia wiecznego, że pożądliwość tych rzeczy powoduje to, że człowiek odwraca się od Boga i tutaj właśnie przestaje czerpać z Jezusa i staje się samowystarczalny, bo może to czy to zrobić.

Oni byli uczeni zależności od Boga. Musieli się nauczyć wstawać, kiedy wstawał Bóg, i siadać, kiedy siadał Bóg powiedzmy, kiedy Bóg zatrzymywał się, oni się zatrzymać mieli, i kiedy Bóg wyruszał, oni wyruszać mieli. Musieli się nauczyć pielgrzymki, codziennej pielgrzymki, kiedy ich oczy widziały wiele przeciwności.

Co myślisz dzisiaj zrobić? Co myślę ja dzisiaj robić tutaj na ziemi? Kiedy to, co na nich przyszło, jest dla mnie i dla ciebie przykładem, abyśmy złych rzeczy nie pożądali, co powinniśmy zrobić? Jaka powinna być nasza reakcja na te słowa? Skoro wiem, że tylko w Jezusie jest zwycięstwo, co powinniśmy zrobić? Czy my jesteśmy tak naprawdę zależni od Boga, żeby o wszystko Go prosić, za wszystko dziękować? Czy jesteśmy tak zależni? Czy mało się modlimy w tym momencie, bo wszystko mamy właściwie: to mamy, tamto mamy?

Czy to może się odnosić do mnie i do ciebie, że jesteśmy również w niebezpieczeństwie pożądliwości czegoś z tego świata, czegoś, co zajmie nasze serce, umysł i spowoduje, że poczujemy się lepiej, bezpieczniej? Jezus mówi, że ci, którzy do Niego należą, będą po wężach i skorpionach deptać. A gdzie węże i skorpiony są? Chodzą po fajnych łączkach?

Gdzie więc lud Boży się porusza, po jakich miejscach chodzimy? Po olbrzymim zapotrzebowaniu Boga na każdy dzień. Ale to dopiero jest pojęte i zrozumiałe wtedy, kiedy my sami doświadczamy, że bez Niego nie możemy i nie potrafimy żyć.

Niebezpieczeństwo odwrócenia oczu od Boga dzisiaj jest takie samo, jak i wtedy było. Już człowiek nie wstaje, kiedy Bóg wstaje, i nie siada, kiedy Bóg siada, porusza się własnym osobistym tempem, nie chodzi z Bogiem już. I to jest właśnie niebezpieczeństwo, przed którym ostrzega apostoł Paweł, aby tych rzeczy nie pożądać. Przeciwnik diabeł różne rzeczy wystawia, mnóstwo rzeczy takich i takich, i takich. Uważajmy, żebyśmy korzystali z tego tak, jakbyśmy nie korzystali. Apostoł Paweł w innym miejscu mówi: „A ty używaj tego, jakbyś nie używał”. Nie przyłącz serca do tych rzeczy, bądź wolny zawsze. Idź dalej za Bogiem. To jest najważniejsze dla ciebie zadanie.

Bóg mówi, że jest Przyjacielem pielgrzymów i wychodźców, którzy mówią: „Tu nie ma dla nas miejsca, jest miejsce, które jest upodobaniem serca naszego”. Do czego wyszedł ten Boży lud z Egiptu? Słowo Boże mówi, że miejsce wieczności jest dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, tylko dla tych.

„Nie bądźcie też bałwochwalcami, jak niektórzy z nich, jak napisano: Usiadł lud, aby jeść, pić i wstali, aby się bawić”. Jutro pomrzemy, a więc hulajmy, ile tylko wejdzie, radujmy się. Mojżesza nie ma, już dawno na pewno umarł, tyle już dni nie wraca. Zróbmy sobie bożka i bawmy się, cieszmy się, jedzmy i pijmy. I tak na tej pustyni co nas jeszcze może czekać? Wody nie ma, jedzenia nie ma.

I bardzo często przeciwnik, kiedy przychodzi, kiedy jesteś w takim zagrożeniu myślowym, przychodzi i mówi: „Zrób coś grzesznego teraz”. Do niektórych mówi: „Zapal sobie papierosa albo idź się napić, pobawić. Zrób z siebie teraz kogoś innego”. Przychodzi i kusi człowieka, żeby odwrócił się od Boga, żeby zrobił i powrócił do jakiegoś starego swojego grzechu. Palacza będzie namawiał do palenia, pijaka do picia, kogoś innego, kto żył w jakimś nierządzie, do nierządu czy do czegokolwiek innego. Po co będziesz się troszczył, przecież i tak nie masz dla ciebie nadziei. Jesteś przegrany, po co masz się tutaj trzymać, po co masz dalej iść? Zacznij korzystać tak jak dawniej. Ale nie, właśnie nie słuchaj się diabła. Dalej idź za Bogiem! Właśnie to, że cię tak kusi, pokazuje, że jesteś na drodze za Bogiem. I że dalej trzeba za Właścicielem wytrwać, nie dać się wciągnąć w te rzeczy, ponieważ kusi się tylko kogoś, kto jeszcze jest na tej drodze, aby go zniszczyć, aby go zabić.

1 list do Koryntian 10, 8-10:

"Nie oddawajmy się też wszeteczeństwu, jak niektórzy z nich oddawali się wszeteczeństwu, i padło ich jednego dnia dwadzieścia trzy tysiące, ani nie kuśmy Właściciela, jak niektórzy z nich kusili i od wężów poginęli, ani nie szemrajcie, jak niektórzy z nich szemrali, i poginęli z ręki niszczyciela."

I ktoś może powiedzieć: „Ale oni mieli rację, oni mieli prawo szemrać! Szli po pustyni, ich dzieci cierpiały, wołały: tatuś, mamuś, pić! Krowy ryczały, to wszystko potrzebowało wody, oni mieli prawo narzekać!”. I to dzisiaj również się próbuje powiedzieć Kościołowi: „Wy macie prawo narzekać! Życie jest trudne, wszystko jest nie tak, możecie sobie ponarzekać trochę, prawda? Ponarzekajcie sobie trochę, powiedzcie, że jest źle, mówcie, że to jest najgorsze, co was mogło spotkać, to chrześcijaństwo takie, kiedy Bóg jest chyba daleko, nie myśli o nas, a my tu musimy się troszczyć o nasze życie, zabiegać. Wszyscy władcy tego Egiptu napierają na nas, zmuszają nas, żebyśmy jeszcze bardziej byli zależni od nich. I gdzie jest nasz Bóg? Dajmy sobie może po prostu i...”. Tak jak też mówiła żona Joba: narzekaj przed Bogiem i umrzyj.

Ale Słowo Boże mówi: „A wy uważajcie”, abyście tych rzeczy nie robili. Oni poginęli i wy również możecie zginąć. To jest ostrzeżenie: uważajcie, zostaliście wszczepieni, ale Bóg również może was odciąć. Pilnujcie się Właściciela.

Inaczej to nie byłoby potrzebne Kościołowi pisać. Jeśli byłoby inaczej, nigdy Paweł by tych rzeczy nie napisał do Kościoła, nigdy takich ostrzeżeń by nie trzeba było. Jeśli człowiek mimo wszystko, co by zrobił, będzie uratowany, to nie potrzeba tych rzeczy.

1 list do Koryntian 10,11-12

"A to wszystko na tamtych przyszło dla przykładu i jest napisane ku przestrodze dla nas, którzy znaleźliśmy się u kresu wieków. A tak, kto uważa, że stoi, niech patrzy, aby nie upadł."

Niech uważa na siebie każdy z nas. Nie myślmy sobie, że im było łatwo. To było naprawdę bardzo trudne doświadczenie: iść po pustyni, słyszeć to, widzieć to i dostrzegać, że czegoś brakuje, i tego, i tamtego brakuje. Ale pamiętajmy, że właśnie w takim doświadczeniu Bóg ma swój lud. W takim doświadczeniu uczy swój lud, jak żyć.

I dzisiaj było czytane to w pewnym psalmie akurat, a ja bym chciał to z Izajasza przeczytać z 41. rozdziału:

Księga Izajasza 41,17-20

"Gdy biedacy i ubodzy szukają wody, a nie ma jej, gdy ich język usycha z pragnienia, Ja, JESTEM, ich wysłucham, Ja, Bóg Izraela, ich nie opuszczę. Sprawię, że wytrysną rzeki na gołych miejscach i krynice wśród dolin, obrócę pustynie w kałuże wód, a ziemię suchą w źródła. Zasadzę na pustyni cedry, akacje, mirty i drzewa oliwne. Zaszczepię na stepie razem cyprys, wiąz i pinie, aby widzieli i poznali, zważyli i zrozumieli wszyscy, że to ręka JESTEM uczyniła i że to stworzył Święty Izraelski."

Oto na pustyni trwając, doznacie, że Ja wam dam to, co potrzebne do życia i pobożności, abyście wytrwali i ostali się, i abyście mogli być z Bogiem na wieczność. Bóg mówi: „Pozostań w tym miejscu, w którym Ja ciebie dzisiaj mam. Tam wołaj i wzywaj Mnie z całego swojego serca, a Ja przyjdę i uczynię z tego miejsca oazę”.

Przyjdzie Bóg i uczyni z tego miejsca miejsce chwały, miejsce radości i wesela, ale pozostań tam. Nie próbuj uciekać czy szemrać, czy narzekać, ale pozostań i czekaj na swojego Boga. Czekaj, wołając do Niego. Bóg mówi: „Kiedy tacy biedacy spragnieni, obciążeni wołają do Mnie, Ja przyjdę do nich”. I oni doznają radości zbawienia, radości wyprowadzenia z tego doświadczenia. I Paweł tam dalej napisał: gdyż nie przyjdzie na was więcej, niż znieść możecie. Bóg nie dopuści. Jak będzie wam się wydawało, że to już jest ponad wasze siły, kiedy będzie wam się wydawało, Bóg wie jeszcze, ile możecie jeszcze poczekać. I kiedy już całkowicie będzie wyglądało, że nic, już nic, wtedy przyjdzie Właściciel.

Bóg nie da nic ponad siły. I wiele razy jako lud Boży tego doświadczaliśmy. Wydawało się, że już koniec, że już się coś rozleci. I kiedy przyszedł Bóg, w tym miejscu zaczęła się radość, uwielbienie, chwała, śpiew wdzięczności.

I Bóg prowadzi nas poprzez te doświadczenia. Jeśli będziemy od nich uciekać... Apostołowie, bracia w Chrystusie pisali do nas: kiedy przychodzą na was takie doświadczenia, dziękujcie Bogu, gdyż Bóg chce was czegoś nauczyć. Chce was nauczyć, abyście Mu ufali, że On się nigdy nie spóźni, żebyście spokojnie czekali. On nigdy się nie spóźni, nigdy nie odda swojej chwały nikomu.

Job, kiedy był w doświadczeniach, doszedł w tych doświadczeniach do pełnego przekonania: choćby mnie Bóg zabił, ufa. On wie, co jest dla mnie najlepsze. Choćby mnie zabił, ufam. I będę oglądał mojego Zbawiciela. On jako ostatni nad prochem moim stanie i moje oczy będą oglądać Świętego. Ufam. Jakie to jest ważne! Gdzie my się tego możemy nauczyć? W jadłodajniach tego świata czy na pustyni, gdzie tylko Boży cud może uczynić dla nas oazę szczęścia, wdzięczności?

I wszystkie dzieci są w doświadczeniu Bożym i wszystkie dzieci przechodzą przez doświadczenie. Ale nasz Chrystus uczył nas, wszystkich swoich uczniów...

I czytamy też również o tym w Ewangelii Łukasza, kiedy anioł przyszedł do Zachariasza... i kiedy przyszedł też do Marii i mówi od trzydziestego szóstego wiersza:

Ewangelia Łukasza 1,36-37

"I oto Elżbieta, krewna twoja, którą nazywają niepłodną, także poczęła syna w starości swojej, a jest już w szóstym miesiącu. Bo u Boga żadna rzecz nie jest niemożliwa."

Żadna rzecz nie jest niemożliwa! Dlatego Jezus powiedział: proście, a jeśli pewni jesteście Bożej odpowiedzi, stanie się wam. Żadna rzecz nie jest niemożliwa, tylko jedno: wytrwaj, ufając Bogu, a stanie się.

Czas jest próbą. Cierpliwość otrzyma od Boga to, o co prosiłeś czy prosiłaś. Jeśli prosimy zgodnie z wolą Bożą, stało się! Nimżeśmy poprosili, już Bóg odpowiedział. U Boga żadna rzecz nie jest niemożliwa. Nasze ciało, nasz przeciwnik diabeł może podpowiadać: za wysoko mierzysz, za wysoko prosisz, to nie może się stać. Ale posłaniec z nieba mówi: u Boga żadna rzecz nie jest niemożliwa. Jeśli będziesz prosił, spodziewaj się otrzymać, a stanie ci się. Patrzycie, że stało się coś z tym drzewem. Byście rzekli tej górze: podnieś się i rzuć się w morze, i stanie się. Jeśli będziecie prosić pewni Bożej odpowiedzi, stanie się wam, i jeszcze większe rzeczy, ponieważ u Boga żadna rzecz nie jest niemożliwa.

I z Ewangelii Marka z 11. rozdziału właśnie przeczytajmy te słowa od 22. wiersza:

Ewangelia Marka 11,22-24

"A Jezus, odpowiadając, rzekł im: Miejcie wiarę w Boga! Bo zaprawdę powiadam wam: Ktokolwiek by rzekł tej górze: Wznieś się i rzuć się w morze, a nie wątpiłby w sercu swoim, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, spełni mu się, cokolwiek powie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie, a spełni się wam."

Zawsze Jezus mówi: „Niech ci się stanie zgodnie z wiarą twoją”. Jeśli byś już miał taką wiarę od Boga na ten czas, żebyś góry przenosił, to rzekłbyś górze i stanie się.

Ewangelia Marka 11, 25-26: 

"A gdy stoicie i zanosicie modlitwy, odpuszczajcie, jeśli macie coś przeciwko komu, aby i Ojciec wasz, który jest w niebie, odpuścił wam wasze przewinienia. Bo jeśli wy nie odpuścicie, i Ojciec wasz, który jest w niebie, nie odpuści przewinień waszych."

Również czytamy Biblię po to, żeby się modlić, żeby modlić się o te sprawy Boże i nie bać się. Modlić się o to, co Bóg powiedział: Ja chcę to uczynić, Ja chcę to sprawić.

Bóg chce, żebyśmy byli zbawieni, uratowani, Bóg chce, żebyśmy chodzili w mocy Jego Ducha, Bóg chce, żebyśmy byli z Nim na wieczność. Bóg dał swego Syna jako świadectwo dla mnie i dla ciebie, że chce, żebyś był uratowany.

Patrz na Niego i z całą ufnością trzymaj się Jego, a nie zawiedziesz się. On wyprowadzi cię z każdego zaułka twojego ciemnego, zasłoniętego dla innych życia. Wyprowadzi cię na światło, jak przyjaciel wyprowadza kogoś, kogo kocha. I tam, w tym świetle Jego miłości, ty porzucisz tą rzecz i pójdziesz dalej za Nim.

Krzyż jest obrazem miłości, tam się porzuca wszystkie złe rzeczy. Tam jest obraz miłości Chrystusa do mnie i do ciebie. Tam człowiek zostawia i idzie dalej za Właścicielem.

Niech Bóg będzie z nami i niech każdy z nas będzie w Jego łasce prowadzony przez Tego, który jest światłością, abyśmy w tej światłości przebywając, coraz bardziej byli przyjemni sobie w Chrystusie Jezusie, dla Jego chwały. Amen.

Jan 14:23