04.08.2009 Marian - Nie brońmy się przed Bożym Słowem cz.2

Nie brońmy się przed Bożym Słowem cz.2

Słowo z dnia 04.08.2009 Marian

 

Otwórzmy sobie na chwilę Księgę Ozeasza. Czwarty rozdział i szósty wiersz:

 

„Lud mój ginie, gdyż brak mu poznania. Ponieważ ty odrzuciłeś poznanie, i Ja ciebie odrzucę, abyś mi nie był kapłanem. A ponieważ zapomniałeś o zakonie swojego Boga, Ja też zapomnę o twoich dzieciach.”

 

Lud mój ginie, gdyż brak mu poznania. Czy widzicie to, że lud Boży ginie dzisiaj, gdyż brak poznania Boga? Bóg jest dzisiaj taki jakiś fantastyczny, wiecie, jak filmy fantastyczne, jak gry fantastyczne. Taki jest ten Bóg, do którego ludzie przychodzą, przed którym można pobrykać, różne głupie rzeczy porobić i Mu to wszystko pasuje, wszystko Mu pasuje temu Bogu. Co by człowiek nie zrobił, to Bogu pasuje. I dlatego tak dużo ludzi ginie przy Bogu.

 

Bóg jest Bogiem porządku. On określił, na jakich warunkach mamy prawo się do Niego zbliżać. Nikt z nas nie ma prawa się zbliżać bez krwi Syna Bożego, nikt z nas. Nawet gdybyśmy 50 lat tylko dobre uczynki czynili i pewnego dnia chcieli powiedzieć: „Właścicielu, ja już teraz bez Jezusa, bez krwi, bez tej ofiary przychodzę do Ciebie”, to zginiemy w tym dniu.

 

Tylko poprzez krew Syna Bożego jesteśmy przyjmowani u Ojca. I musimy to pojąć i zrozumieć po prostu, bo czasami jest tak, że człowiek ileś lat jest chrześcijaninem i już myśli, że może przychodzić bez krwi. Nawet Jezus z własną krwią stanął przed Ojcem, aby wstawiać się za nami, za tobą i za mną. Nie bez krwi, ale z krwią tam się stawił. I my musimy przychodzić oczyszczeni tą krwią. Nie tylko z hasłem „krew”, ale z oczyszczeniem krwią Jezusa musimy przychodzić przed Boże oblicze. My musimy w tym kierunku poddawać się. Lud mój ginie, gdyż brak mu poznania, bo ty zostawiłeś, kapłanie, poznanie, które dostałeś od Boga.

 

Słuchajcie, krew oddziela nas od diabła. To znaczy, że on nie może już nas niszczyć, rozumiecie? Nie może rozbijać jednego o drugiego. Krew powoduje, że staliśmy się udziałowcami jednej krwi, jednego oczyszczenia, jednego Właściciela, jednego zbawienia. Staliśmy się jedno dzięki Jego krwi. My musimy akceptować tą jedność poprzez Jego krew i musimy się nauczyć, aby nie wykraczać przeciwko tej jedności. Rozumiecie? Kiedy Bóg ustalił, że Mojżesz miał być tym, który prowadzi, Aaron tym kapłanem i z rodu Aarona inni, synowie jego, kapłanami, to Bóg ustalił i amen. I chociaż inni byli też z rodu Lewiego, nie mieli prawa przekroczyć tego, co ustalił Bóg. Z chwilą, kiedy to przekroczyli, zginęli. „Czyż my nie jesteśmy też ludem świętym?” – powiedzieli. „Czyż i my nie jesteśmy prorokami Właściciela?”.

 

Dlatego krew powoduje, że my się uniżamy. Niech każdy uczyni tylko to, co... no powiedzcie dalej. Niech każdy z nas uczyni tylko to, co... co dał nam Właściciel. On nie oczekuje od nas innowacji w Jego nauce. On nie oczekuje od nas jakiejś elokwencji, jakichś sposobów ludzkich. On oczekuje tylko jednego: żebyśmy zrobili tylko ile On nam dał. Kiedyś opowiadałem wam, że pewni ludzie przyszli do mnie, byłem może miałem dwa czy trzy lata, byłem chrześcijaninem: „Marian, my się po tobie spodziewamy głębszych kazań już”. Ja dziękuję Bogu, że nie poszedłem za tą głupotą tych ludzi. Czego się można spodziewać po dwu- czy trzyletnim chrześcijaninie? Głębszych kazań? Jak głębokich? Czego się możemy spodziewać po Kubusiu? Bo nie ma jeszcze trzech lat, ale już tak minął pierwszy rok i zmierza do dwóch lat. Czego się możemy spodziewać po nim? Cieszymy się z tego co już umie mówić: "ata". Co on tam mówi? Ja się cieszę, że próbuje mówić. Prawda? I nie mówię: „Kubuś, przecież ja się spodziewam po tobie więcej, żebyś jakieś kazanie nam tu powiedział przyjemne”. Cieszy nas to jego „ata”. Rozumiecie? My się cieszmy z tego, co ktoś ma dane od Właściciela i tym się tak jak potrafi się podzieli z nami.

 

Nauczmy się cieszyć Chrystusem po prostu. Nie szukajmy przemądrzania, tylko szukajmy mądrości Właściciela i z niej korzystajmy. Ona zawsze będzie rozbrajała nas, czyniła nas bardziej otwartymi. Bo najczęściej właśnie przemądrzałość czyni nas zamkniętymi. „My jesteśmy najlepsi, wszyscy to dno”. A okazuje się, że mądrość Właściciela, kiedy przychodzi, to ty coraz bardziej doznajesz, jak ty Go potrzebujesz, uniżyć się, poddać się, cieszyć się Właścicielem.

 

Oczywiście spodziewalibyśmy się, gdyby przyszedł apostoł Paweł i usiadł między nami, czegoś dojrzałego. A on by ocenił, czy my jesteśmy na to gotowi. Powiedziałby: „Właścicielu Boże, im trzeba jeszcze mleczka podać, tak?”. Chociaż powinni już twarde mięso wcinać, ale trzeba im mleczka dać, bo oni po prostu nadal są niedojrzali. Oceniwszy, dałby to, co potrzebne. To jakimi my mamy oczy, żeby móc ocenić? Czy widzimy człowieka, który nadal trzyma się w poznaniu Właściciela, czy on zostawił już poznanie i zaczyna się trzymać swojej cielesności, sposobów życia cielesnego człowieka? Co wtedy mu damy? Paweł do pewnych ludzi powiedział: „Nie mogę wam niczego na razie głosić, jak Chrystusa ukrzyżowanego, bo wy chodzicie w ciemnościach jeszcze i musicie z nich się wydostać. Po co wam mówić o niebie, o wspaniałym, cudownym miejscu, jeśli wy nadal jesteście w drodze do gehenny, do zatracenia?”.

 

A człowiek chciałby słuchać o niebie. „Nie, dzisiaj byłem na złym kazaniu, mówili cały czas o gehennie”. No jeśli tam idziesz, no to o czym mówić? Jak ostrzec człowieka w tym momencie, jak go zatrzymać przed tą drogą? Ale jeśli idziesz już do nieba i masz serce piękne, szczęśliwe, to rozmawiamy o niebie. Pamiętacie, jak wam kiedyś opowiadałam o pewnym człowieku? Cały czas mi mówił o piekle i o piekle, i o piekle. Tu źle, tam źle, tam źle, tam źle... I w końcu już nie mogę i mówię: „Powiedz mi coś o niebie”. I nic nie powiedział. Chrześcijanin. Nic o niebie! Wiedział, co źle w jakimś zborze jest, ale nie wiedział, co się w niebie dzieje. No po prostu to było nienormalne w tym momencie. Tyle wieści z czegoś ciemnego, a w ogóle nie ma wieści ze światłości? To znaczy, że ten chrześcijanin nie przebywa w światłości, ale bardzo często przebywa w ciemnych miejscach i te ciemne miejsca napełniają jego serce. Powinien zmienić miejsce swojego przebywania. Przyjść do Właściciela i prosić o uwolnienie.

 

Czy my jako ludzie mamy jakieś prawo, które nas zobowiązuje do jakiegoś życia przed Bożym obliczem? Tu Słowo Boże mówi: „Ponieważ zapomniałeś o zakonie swojego Boga...”. Czy my mamy jakieś takie prawo ustanowione przez Właściciela, naszego i Władcę, które by kazało nam tak właśnie żyć i postępować? Czy my żyjemy jako lud, który nie ma jakiegoś takiego ustalonego prawa, kto wstanie wcześniej, ten rządzi, tak? Ten ustala, co będzie, jak będzie i ten... Czy mamy ustalone prawo na co dzień, na każdy dzień, na każdy wieczór? Jakie to jest prawo? Jak wiecie, to ja bym się bał nie żyć tym prawem, tak? Jak wiecie, jakie to jest prawo i nie żyjecie tym prawem, ja bym się bał każdego dnia żyć. Bo wtedy niebezpieczne jest to, że świadomie łamiemy pewne prawo, o którym wiemy, że ono nas obowiązuje.

 

I czasami można słyszeć: „Ja nie wiem, dlaczego tak w moim życiu jest”. Dlatego że nie żyjesz według prawa Jezusa Chrystusa. Tak wielu ludzi chodzi po tej ziemi chrześcijan i mówi: „Tu mi nie dali tego, tam mi nie dali tego, tam mi nie okazali tego, tam mi nie okazali tego”, rozumiecie? I jeśli chodzi taki człowiek i spotykasz go na swojej drodze, to możesz wiedzieć, że to jest bezbożnik, który łamie Boże prawo, ponieważ Boże prawo powiedziało: „Co chcesz, aby tobie uczyniono... to uczyń to innym”. Jeśli on mówi, czego mu nie uczyniono, trzeba by się spytać, czy on to wszystko zrobił tym, o których on mówił.

 

Rozumiecie, takie jest prawo naszego Właściciela. Czy chcemy takiego Jezusa? Jego prawo jest: „Miłujcie się nawzajem, bo Ja was umiłowałem”. Po prostu, wiecie, my możemy łamać często prawo miłości i myśleć sobie: „No jestem chrześcijaninem”. Ale kiedy Izrael łamał prawo, ponosił konsekwencje. Jeśli chcę wypełnić Boże prawo, muszę mieć Jezusa. To, co mówiliśmy wczoraj, prawda? Skok o tyczce na wysokość 55 metrów – kto skacze? Każdy powie: Niemożliwe, żeby taką wysokość przeskoczyć. Ale z Jezusem jest to możliwe. Muszę mieć Jezusa, żeby miłować ciebie. Naprawdę nie jesteś zbyt przyjemny dla mnie. Potrafisz mnie rąbnąć nieraz. Muszę mieć Jezusa. Ty musisz mieć Jezusa, kiedy ja nie jestem taki, jak byś chciał. To jest prawo Bożego ludu. Jeśli będziemy je łamać, nie dziwmy się, że w naszym życiu jest pusto. Inaczej Bóg musiałby jak z Izraelem zabić nas tego dnia. A On daje nam świadectwo przez to, że robi się co? Pustynia bez wody.

 

Dlatego jest tak ważne, żebyśmy pamiętali, że poznanie jest czymś bardzo ważnym. Jezus Chrystus powiedział: „To jest życie wieczne, abyśmy poznawali jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego On posłał”. To jest życie wieczne. Wiecie, my nie jesteśmy uczniami, którzy mogą odrobić lekcje albo nie. My musimy odrobić lekcje! Prawda? Musisz iść za Jezusem czy nie musisz? Musisz, jeśli chcesz żyć! Musisz być wierzącym, jeśli chcesz być uratowany! Musisz czy nie musisz? Musisz! Koniec, to jest niewola! Ale w tej niewoli jest właśnie wolność. W tym „musisz” jest zbawienie. A człowiek sobie myśli: „Mi dzisiaj się nie chce”. No to dzisiaj giniesz. Bo dzisiaj również musisz iść za Jezusem. Dzisiaj również musisz okazać miłość swemu bratu, swojej siostrze. Również dzisiaj, tak jak się specjalnie modlimy rano: „Ojcze nasz... i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy naszym winowajcom”. Specjalnie się modlimy rano, żebyśmy sobie przypomnieli, czy chcemy mieć przebaczone nasze winy czy nie. A jeśli otwieramy usta do złorzeczenia, to czy my chcemy to samo zaraz spotkać od Boga? Mamy sobie przypomnieć o tym, ponieważ tak łatwo można zapomnieć w tym momencie.

 

A więc dlaczego lud Boży ginie? Brak mu poznania. Lud Boży nie ginie dlatego, że brakuje tego, co by mu było potrzebne, żeby żył. Tylko lud Boży przestaje to brać od Boga. Nie doznaje, że to potrzebuje nadal. Zaczyna wyciągać ręce gdzie indziej, nie w kierunku Boga, ale w kierunku świata. Stamtąd oczekuje, że dostanie to, co nie bierze od Boga. Kto tak zrobił? Saul, król izraelski. Bóg już mu nie odpowiadał na to, co będzie. Gdzie poszedł? Do ciemności. Do tej, która wywoływała duchy. I co myślicie, że Samuel przyszedł do niego? Nieziemska istota, diabeł przyszedł do niego i powiedział mu, co dalej. Diabeł też wie, co dalej, na tyle, na ile mu dał wiedzieć Bóg. Na ile Bóg mu dał coś do zrobienia, on wie, że Bóg już mu to udostępnił. Ale po co iść tam, gdzie ciemność raczej ogarnia serce niż jasność? Po co szukać pomocy w świecie, jeśli Bóg jest na drodze? Kiedyś pewien król szedł po pomoc do świata, wyszedł naprzeciw niego prorok i mówi: „Gdzie idziesz? Bóg jest honorowy. Gdzie idziesz? Chodź do mnie!”.

 

I w wielu punktach i doświadczeniu życia my widzimy, jak bardzo Bóg chce, żebyśmy Go znali. On chce mieć udział w każdej cząstce naszego życia. Jeśli coś próbujemy ukryć przed Bogiem, to znaczy, że jesteśmy zwiedzeni. Tak jak dziecko. Je trzecią czekoladę i tylko słucha, czy mama nie nadchodzi. Już jest oszukane.

 

I w tej Księdze Ozeasza też w szóstym rozdziale i trzecim wierszu i dalej czytamy:

 

„Starajmy się więc poznać, usilnie poznać Właściciela, że Go znajdziemy, pewne jest jak zorza poranna. I przyjdzie do nas jak deszcz, jak późny deszcz, który zrasza ziemię. Co ci mam uczynić, Efraimie? Co ci mam uczynić, Judo? Wszak wasza miłość jest jak obłok poranny, jak rosa, która szybko znika. Dlatego ociosywałem ich przez proroków, zabijałem ich słowami moich ust, i moje prawo wzeszło jak światłość. Gdyż miłości chcę, a nie ofiary, i poznania Boga, nie całopaleń.”

 

Piękne słowa Bóg wypowiedział przez proroka i skierował je do mnie i do ciebie, abyśmy mogli próbować kosztować, czego pragnie ten Bóg. Że Go znajdziemy, to rzecz pewna. Słuchajcie, niech to pragnienie, jakie mamy w sercu, się rozwija: „Boże, my chcemy Ciebie poznawać. Boże, my chcemy widzieć, jak Ty nas zmieniasz i używasz nas dla swojej chwały. Boże, my chcemy widzieć, jak Ty przez swojego Ducha ożywiasz nas dla Ciebie. Boże, my chcemy Ciebie widzieć w Twoim działaniu, Boże. Chcemy widzieć, jak czynisz swoje cudowne dzieło w nas i pośród nas. Właściciel niech będzie obecny między nami”. Nie polegaj na człowieku, nie opieraj się na żadnym ciele. Nie opieraj się na żadnym człowieku! To nie znaczy lekceważyć człowieka, pomijać go, nie. Nie opieraj się na możliwościach człowieka. Oprzyj się na Bogu! Niech wszystkie serca mówią: „Właścicielu, bez Ciebie to zgromadzenie nie ma żadnego sensu! Żadnego sensu! My się nie dostaniemy do naszych serc, my się nie dostaniemy do naszych umysłów, nie dostaniemy się do naszego życia. Skończy się zgromadzenie, wracamy automatycznie do tego, kim byliśmy wcześniej, a nawet jeszcze gorzej jest z nami. Właścicielu, przychodź i ratuj nas tutaj! Właścicielu, ratuj nas!”.

 

Rozumiecie? Ratuj nas! Zdajemy sobie sprawę, że Cię potrzebujemy. Potrzebujemy Cię poznawać jeszcze bardziej. Właścicielu, przychodź tutaj, niech Jezus słyszy, że Go potrzebujemy! Że nie wystarczy nam tu żaden człowiek, nawet jakby apostoł Paweł przyszedł: „Pawle, nie wystarczasz nam, potrzebujemy jeszcze oprócz ciebie Jezusa tutaj”. I Paweł powiedział: „Ja też bez Jezusa nie myślę wam zwiastować niczego”. 100 procent gwarancji. Paweł mówi: „Gdybym przyszedł nie w Jego Duchu, nie słuchajcie mnie zupełnie nawet”. Tylko w Jego Duchu to ma wartość. Niech po prostu to będzie coś, co się wydobywa z serc naszych jako wielka potrzeba poznawania Boga. Takim, jakim On jest. Gdyż wiele złych rzeczy wychodzi na ten świat, coraz bardziej i bardziej, i bardziej, a ludzie giną, gdyż brak im poznania. Dla człowieka Bóg nie jest autentycznym, który mógłby go uratować, wyzwolić, wyswobodzić. Cały czas mu się wydaje, skoro tylu wierzących ginie w świecie, zanurzonych w skąpstwie, złośliwościach, kłamstwach, to kto może uratować człowieka?

 

Jeśli ludzie ze świata widzą pazerność ludzką, no to kto może uratować człowieka? A Jezus mówi: „Jeśli wezmą ci szatę, to co jeszcze zrób? Oddaj mu i płaszcz, niech weźmie nawet! Dołóż mu jeszcze! Bądź wolny!”. Nauka Mistrza sięga tak głęboko do naszych serc i pokazuje: „Marian, ty jeszcze jesteś niewolnikiem tego i tego, i tego”. Ale Jezus mówi to w miłości: „Chcę cię uwolnić! Po co się tego tak trzymasz? Utoniesz razem z tym, jak się będziesz tego tak trzymać. Puść się! A zobaczysz, jak popłyniesz w mocy Ducha Świętego dalej w kierunku nieba”.

 

Poznania brak Boga. Często nie widzimy Tego, który ma największy skarb. Wiecie, ten młodzieniec, który już wypełniał tyle przykazań – czego mu brakowało? Poznania Boga mu brakowało! Bo gdyby znał Boga, to widziałby, że gdyby rozdał to wszystko... przecież on już nie żyje, zostawił to wszystko! Gdyby zostawił to wszystko, jak mu powiedział Jezus, i poszedł za Jezusem, zyskałby wszystko! On nie widział Boga i dlatego odszedł zasmucony. Zbyt duże poświęcenie. Niech Bóg nam właśnie pomoże, żeby to poświęcenie nie było dla nas czymś szczególnym. Żebyśmy... On nie mówi do każdego człowieka: „Sprzedaj wszystko i rozdaj ubogim”. Nie mówi tego do każdego człowieka. Ale chcesz być doskonały? To sprzedaj wszystko i rozdaj ubogim, i idź za Jezusem i naśladuj Jego. Ten człowiek chciał być doskonały. I się zatrzymał.

 

Uczmy się przychodzić do Właściciela. I gdy się radzimy o coś Właściciela, usłyszymy naprawdę to, co jest dla nas błogosławieństwem, chociaż może to być niemiłe naszemu ciału. Ale nasze ciało przemija, zamienia się powoli, powoli w coś, co odejdzie, co skończy. Ale dusza nasza – ona ma cel, ona ma życie wieczne. Niech Właściciel Bóg pomoże nam właśnie, żebyśmy tego celu nie chybili, żebyśmy mogli doświadczać, że poznanie Boga jest bardziej dla nas ważne niż wszystkie skarby tego świata. Że wiedzieć, jaki jest nasz Bóg, wiedzieć, co Mu się podoba, w czym chciałby nas znajdować, to jest dla nas tak ważne i tak cenne jako dzieci Bożych. My nie jesteśmy w stanie zmusić się nawzajem do takiego piękna, o którym mówi Biblia. Ona mówi o wielkim pięknie Kościoła. Ale my możemy prosić Właściciela, żeby to piękno czynił w nas. Jeśli będziemy mieli takie samo chcenie, takie samo pragnienie, żeby On czynił nas pięknymi, to On będzie to czynił. On potrafi dotrzeć do nas w namiocie, w budynku, na ulicy, w różnych miejscach, aby sprawić to, co jest naprawdę dane nam od Niego. Dobre pragnienie. Od Właściciela dobre pragnienia przychodzą, a jeśli przychodzi dobre pragnienie od Właściciela, to dobrze za tym pragnieniem jest pójść. Pragnijcie Właściciela! Jezus mówi: „Kto pragnie mnie, niech przychodzi do mnie”. Czy to jest dobre pragnienie – pragnąć Jezusa? Przyjść do Niego? Złożyć wszystkie ciężary, wszelki grzech, który obciąża, i pobiec za Nim? Czy to jest dobre? Nic piękniejszego nie może cię spotkać tutaj. Wszystko inne, co cię w życiu spotka, jest piękne... jest niczym wobec tej piękności! Czy chcesz tego? Czy pragniesz tego? Wiecie, jeśli będziemy w stanie osiągnąć tutaj właśnie tę jednomyślność, że my tu chcemy Jezusa, to On tu przychodzić będzie za każdym razem, żeby dać nam coś jeszcze, coś więcej, żebyśmy jeszcze bardziej doświadczyli, jak On nas zmienia. Amen.

 

Jan 14:23