04.08.2009 Marian - Nie brońmy się przed Bożym Słowem cz.1

Nie brońmy się przed Bożym Słowem

Słowo z dnia 04.08.2009 Marian

 

Chwała Bogu. Piękne rzeczy mogliśmy usłyszeć. Być niewolnikami pragnień Jezusa to jest coś tak pięknego. Doznawać co On pragnie, to wiecie, to jest wyprzedzać, nim coś powie. Czasami człowiekowi trzeba ileś razy mówić.

 

Wiecie, są schrony przeciw nalotom bombowym. Takie schrony były w czasie II wojny światowej. I one miały chronić żołnierzy przed nalotami. Jak były spuszczane bomby, to były na tyle mocne, że mogły znieść upadek takiej bomby na ten budynek. Ale później wymyślono atom. No i te schrony przeciwko tym bombkom już były za słabe i trzeba było zacząć robić schrony przeciwatomowe. Takie schrony, gdzie spadłby atom, a schron by zachował człowieka. Chcę wam przeczytać o schronie już atomowym.

 

„A Mojżesz rzekł: Po tym poznacie, że Właściciel mnie posłał, abym dokonał wszystkich tych czynów, i że z własnej woli nic nie czyniłem. Jeżeli oni umrą taką śmiercią, jak wszyscy ludzie, i spotka ich los wszystkich ludzi, to nie Właściciel mnie posłał. Lecz jeżeli Właściciel dokona rzeczy nadzwyczajnej, że ziemia otworzy swoją czeluść i pochłonie ich oraz wszystko, co do nich należy, i żywcem stąpią do podziemi, wtedy poznacie, że ci mężowie zbezcześcili Właściciela. A gdy wypowiedział wszystkie te słowa, rozstąpiła się ziemia pod ich nogami. Ziemia rozwarła swoją czeluść i pochłonęła ich oraz ich domy i wszystkich ludzi Koracha i cały ich dobytek. Oni zaś wpadli ze wszystkim, co mieli, żywcem do podziemi, a ziemia zamknęła się nad nimi; tak zginęli spośród zgromadzenia. Wszyscy zaś Izraelici, którzy byli wokoło nich, uciekli na ich krzyk, mówiąc do siebie: Oby nas ziemia nie pochłonęła! Ogień też wyszedł od Właściciela i pochłonął owych dwustu pięćdziesięciu mężów, którzy ofiarowali kadzidło. I przemówił Właściciel do Mojżesza tymi słowami: Powiedz do Eleazara, syna Aarona, kapłana, niech pozbiera kadzielnice z pogorzeliska, a ogień niech rozrzuci daleko; były bowiem poświęcone. Kadzielnice tych, którzy swój grzech przepłacili życiem. Przekujcie je więc na blachy, na pokrycie ołtarza, gdyż oni przynieśli je przed Właściciela, więc są poświęcone. Niech będą znakiem dla synów izraelskich. Wziął więc Eleazar kapłan miedziane kadzielnice, które przynieśli ci spaleni, i przekuli je na blachy na pokrycie ołtarza. Jest to przypomnienie dla synów izraelskich, ażeby żaden obcy, który nie jest z rodziny Aarona, nie przystępował do kadzenia przed Właścicielem i aby nie stał się podobnym do Koracha i jego zastępu, jak mu to powiedział Właściciel przez Mojżesza. Nazajutrz znowu cały zbór synów izraelskich szemrał przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi, mówiąc: Wyście spowodowali śmierć ludu Właściciela.”

 

Oto czytałem wam o schronach przeciwatomowych. Wiecie, po takim doświadczeniu, jeżeli człowiek nadal może sprzeciwiać się Bogu, to zobaczcie, jak bardzo się już po prostu oddzielił od Boga. Jeśli było powiedziane: Jeśli ci ludzie są z Boga, to niech Bóg ich zachowa, a jeśli nie, to niech Bóg ich zabierze w taki sposób, jak nie umierają ludzie normalnie. I na ich oczach Bóg zabrał tych, którzy się buntowali przeciwko Bogu, i ziemia otworzyła się i zamknęła się nad nimi.

 

Nazajutrz, rozumiecie? Ile czasu minęło do tego czasu? Gdyby sto lat, to można było pomyśleć: Zapomnieli. Jedna noc minęła. I kiedy nazajutrz oni podnieśli się do życia, mieli znowuż pretensje, że ktoś ginie spośród nich, nie myśląc o tym, że przecież powodem tej śmierci był grzech.

 

Uważajmy, żebyśmy i my się nie stali takimi schronami przeciwatomowymi dla słowa Bożego. Bo Słowo Boże jest jak taka w cudzysłowie powiem „bomba”, która ma rozerwać człowieka, uwolnić go od jego blokad, od jego bunkrów, w których się schował, uwolnić go z tej pokrywy całej, którą się oddzielił od Boga. A człowiek coraz bardziej się oddziela, coraz bardziej się umacnia, utwardza się na to, co Bóg przeciwko niemu posyła. Tak, Słowo Boże ma docierać do człowieka i pozwolić uwolnić go, a człowiek coraz bardziej utwardza się na Słowo Boże. I im bardziej Bóg posyła słowo, tym człowiek staje się twardszy. Odpycha, odpycha, odpycha i następne. I później co trzeba użyć, żeby zburzyć tę pokrywę jeszcze?

 

Tak jak sobie wspomnieliśmy, po każdym zgromadzeniu albo odejdziesz jeszcze bardziej zabunkrowany przed Bogiem, albo coraz bardziej świadomy, że wszystko musi runąć, aby Właściciel miał zawsze możliwość przyjść i uczynić, co tylko zechce. Co tylko zechce uczynić Właściciel. Wiecie, to jest naprawdę... mało spotyka się ludzi na ziemi, w których Właściciel Jezus może uczynić, co zechce, i z nimi uczynić, co zechce. Większość ludzi ma zbudowane nadal swoje bunkry, do których Właściciel Jezus nie jest wpuszczany i oni nie uczynią, co chce Jezus. Mimo tego, że Słowo Boże wyraźnie mówi: Idź i zrób to.

 

Dlaczego tak nie jest? My się dziwimy, prawda? Ja myślę, że każdy, kto czytał to miejsce w Biblii, dziwił się: Co to za ludzie? W jednej chwili widzą, jak Bóg wymierza karę za grzechy, a w drugiej już szemrzą. Co to za ludzie byli tam? A powiem wam, że ja ich spotykam codziennie. Oni jeszcze żyją. Tylko w innym ciele. Równie dobrze i my możemy być nimi. Znając, co się stało z Ananiaszem i Safirą, którzy skłamali Bogu, możemy próbować i my. Znając, co spotkało tych ludzi z powodu tego, że co chcieli zrobić? Coś, na co Bóg im nie pozwala. Czasami ludzie się pchają nie do swojego miejsca. Koniecznie chcą zaistnieć. Niech człowiek zaistnieje tylko wtedy, kiedy Bóg mu daje zaistnieć, wtedy jest to czyste. To daje nam wtedy podstawę, że cokolwiek zrobimy, będzie świadczyło o Bogu, który już uzyskał pozycję w naszym sercu. I zawsze to będzie pełne pokory, uniżenia i łagodności Właściciela, Baranka.

 

Popatrzcie, wtedy synowie izraelscy... Bo Właściciel powiedział coś do Mojżesza i Aarona: odstąpcie, usuńcie się spośród tego zboru, a Ja ich zniszczę w mgnieniu oka. Rozumiecie? Jeśli oni są tak już zawzięci, to Ja mam jeszcze taki oręż, który te ich bunkry atomowe też rozbije. Ale oni skończą życie wraz z tym bunkrem. To straszna rzecz, prawda? Dopóki bunkier jest rozbity i Właściciel może tam wejść – Chwała Bogu. Ale jeśli człowiek ginie wraz z bunkrem, to jest tragedia. Już nie wróci. Nie odwróci sytuacji swego życia, już nie może powrócić.

 

Mówiliśmy o tym, że Bóg jest Bogiem konkretnym, rzeczywistym. W końcu synowie izraelscy rzekli do Mojżesza: Oto konamy! Giniemy, wszyscy giniemy! Ginie każdy, kto zbliża się do przybytku Właściciela. Czy mamy doszczętnie zginąć? Nie! Prawda? Nie! Ale jak się zbliżamy? Czy z sercem uniżonym, ukorzonym, gotowym do społeczności z Bogiem, czy podchodzimy sobie lekceważąco, lekkomyślnie i myślimy, że Bóg jest jak my, że On myśli jak my? Bóg mówi: Myślałeś, że jestem jak ty. A Ja widziałem to wszystko, słyszałem to wszystko. Czy chcesz się oddzielać takim bunkrem od Boga i coraz bardziej umacniać to wszystko? Ale pewnego dnia, kiedy przyjdzie dzień sądu, to zginiesz razem z tym swoim bunkrem, ponieważ oręż, którym dysponuje Bóg, rozbija wszystko, co cokolwiek człowiek by zbudował razem z diabłem.

 

A więc jak ważne jest to, żebyśmy o tym pamiętając, nie próbowali zrobić czegoś innego, jak tylko to: Właścicielu Boże, chcę być dla Ciebie. Chcę, żebyś mnie zmieniał. Chcę prawdziwego chrześcijaństwa. Chcę być z Tobą. My mamy lepszą nadzieję, żeby się przybliżać do Boga. To jest Chrystus. My mamy oczyszczenie krwią. Ale musimy przyjąć, jak mówiliśmy ostatnio, prawda? Jak ma wyglądać dom przeznaczony dla Właściciela? Ma być pomazany krwią Baranka. Co to oznacza? Jezus Chrystus jest Właścicielem tego domu. To oznacza. Nie że Jezus Chrystus zabezpiecza ten dom, rozumiecie? On go broni, a w domu pełno łupiestwa, złośliwości, tylko Jezus Chrystus jest Właścicielem tego domu. Tam jest spożywany Boży Baranek. Tam jest uniżenie przed Bogiem i zrozumienie tego, że Bóg chce nakarmić swój lud na zawsze, na wieczność.

 

Człowiek sobie wymyśli: Właścicielu Boże, przecież ja się od Ciebie nie oddzielam. Ale my wiemy, że grzech oddziela. Że jeśli pozwalam sobie na lekkomyślność czy lekceważenie Boga, to już jestem oddzielony od Boga. A jeśli umiem dobrze czynić, a nie czynię, też jestem oddzielony od Boga.

 

Wiecie, nam potrzeba jeszcze pięknych, wspaniałych lekcji naszego Właściciela. Wiecie, my chcemy być chrześcijanami, ale chrześcijaninem być – to trzeba po prostu być nowym człowiekiem. My chcemy być chrześcijanami. Chcemy być wierzącymi, chcemy być Kościołem Jezusa. Ale żeby być Kościołem Jezusa, to trzeba być gotowym na to, że On będzie chciał uczynić cię i mnie czystym, świętym i nieskalanym. Musimy zrozumieć to, że każdy, kto się zbliża do Jezusa lekkomyślnie – zginie! Ale ci, którzy z szacunkiem i bojaźnią zbliżają się do Właściciela – żyć będą teraz i na wieki. Ten Jezus jest Właścicielem właścicieli i Królem królów. To w oczach ludzi wokół różnych niemądrych przez kapłanów, którzy sami siebie ustalili kapłanami głoszonych wieści, ten Jezus to jest ktoś taki, który jest taki dający człowiekowi trochę radości, szczęścia, zadowolenia, niewiele wymagający, wszystko zabezpieczający. Ale w rzeczywistości ten Jezus powiedział: Jeśli nie oddam Mu swego życia, to jest stracone. Czy to jest wymóg? Czy to jest wymóg?

 

Czasami mówimy: Właściciel zalecił nam. Nie, Właściciel rozkazał nam. Gdyby mi zalecił, to ja mogę tak zrobić albo tak. A Właściciel rozkazał. Wiecie, z powodu tego, że brakuje tego, żeby człowiek przyjął: Właściciel rozkazuje! Dopóty człowiek się zmaga z Właścicielem i ściera się z Nim i chce zmusić, wiecie, tak jak dziecko małe zmusić rodzica, żeby rodzic ustąpił. Niejednokrotnie widzę, jak Kuba dostaje tam i on uparcie znowuż idzie, rozumiecie? Dostaje, boli go, płacze, ale znowuż chce. Taki uparty jest człowiek, dorosły człowiek często! Dostaje coś, Właściciel go karci, a on znowuż w to samo miejsce. I znowuż i próbuje, czy Właściciel przestanie karcić. A jak przestanie karcić, to co to będzie znaczyło? Osiągnąłeś swój cel. Właściciel już się tobą nie zajmuje.

 

Czy jest to jasne dla nas? Nikogo nie chcemy straszyć, nie chcemy żyć pod presją strachu czy czegokolwiek. My chcemy, żeby, osiągnąć pewien sukces dzięki Właścicielowi, żebyśmy mogli się przejąć tym, co On do nas mówi, żebyśmy mogli nauczyć się tego i szukać tego Bożego rozwiązania. Wiecie, dopóki ludzie ze świata czy ci, którzy ocierają się o chrześcijan, widzą, że chrześcijanie są niepoważni, to tak samo dla nich niepoważny jest Chrystus, o którym oni mówią. Ale jeśli ludzie ze świata widzą poważnych chrześcijan, którzy trzymają się tego słowa Bożego, to oni są przejęci strachem. Bo jeśli ktoś trzyma się tego i żyje w ten sposób, to znaczy, że to jest coś ważnego. Nic nie działa na tak mocno na świat jak zobaczyć człowieka, który boi się Właściciela, o którym mówi. Bo jeśli ja się nie boję Chrystusa, rozumiecie, to ten świat spojrzy na mnie i pomyśli sobie zupełnie tak jak świat: my też się nie boimy.

 

A więc przychodzenie do Boga to jest poważna sprawa. Czytamy dzieje Izraela, przeczytaliśmy je pewno wiele razy. Kto z nas pomyślał o sobie, że przecież to, co jest napisane w Nowym Testamencie, że to, co na nich przyszło, jest dla nas czym? Ostrzeżeniem! Abyśmy my co? Tych samych rzeczy nie robili, aby to samo na nas nie spadło, co na nich. Wiem, że bojaźń przychodzi od Właściciela. I liczymy na Właściciela, że On napełni nasze serca taką cudowną, czystą bojaźnią, w której my będziemy uważać na to, czy to, co robimy, to On chce, czy nie.

 

Przez wiele doświadczeń przechodzimy. Wiecie, musimy się nauczyć naszego Chrystusa, musimy Go poznać, musimy doświadczyć, jak On chce wpływać na nasze życie i On ma otrzymać to pełne prawo wpływania na nasze życie. Chcemy doświadczać, jak przepełnia nas swoją cudowną obecnością. Słowo Boże mówi: Za świętość... Świętość, świętości! Poczytujcie sobie Chrystusa w sercach swoich. Za kogoś tak świętego, którego chcecie mieć w sercu swoim, który będzie was czynił świętymi.

 

Wiecie, my ludzie mamy różne pomysły na życie. Wiecie, spotykasz ludzi wierzących, a oni się po prostu, gdzieś nie mogą uspokoić, jak takie morze wzburzone, które co rusz wyrzuca jakieś brudy po prostu z siebie. Nie może się uspokoić, ale słowo Boże mówi: Wierzący są jak morze wzburzone, które nie może się uspokoić? Czy bezbożnicy są jak morze wzburzone, które nie może się uspokoić? No to w pewnym momencie by trzeba było pomyśleć, czy ja się przypadkiem nie mylę po prostu, czy ja spotkałem bezbożnika, czy wierzącego. Wierzący ma być uspokojony, tak? „Mój pokój daję wam” – mówi Jezus. Nie taki jak świat daje. Masz być uspokojony w środku, bo przecież Chrystus jako pokój przyszedł do twojego życia. A jak nie ma pokoju? To jest bezbożność. Gdzie ona jest? Człowiek może często powiedzieć: Ja nie wiem, gdzie ona jest. I znowuż kłamiesz. Bo wiesz. Tylko nie chcesz się przyznać. Bo Słowo Boże mówi: Jak Duch Boży zna Boga, tak? To kto zna najlepiej człowieka? Kto? Duch ludzki. I nie kłam, że nie wiesz, o co chodzi. Pomódl się tylko w duchu i prawdzie, to zobaczysz. Dlaczego twój duch się nie może modlić? A wtedy porzuć to jak najszybciej, żebyś mógł być swobodny z Właścicielem i cieszyć się Nim, radować się Nim, żebyś nie był jak bunkier, który się umacnia. Bracia, siostry coś mówiły: A ty mówisz nie, absolutnie, niczego nie ma, zupełnie wszystko gra, w porządku jest, naprawdę, nie wiem o co chodzi! A nie masz pokoju...

 

Tak jak było powiedziane bardzo pięknie i co jest napisane w Biblii: Chcesz mieć pokój? To jest bardzo nieprzyjemne, co wam przeczytam... Ale jakże, jakże bardzo potrzebne. To jest z innego miejsca w Biblii.

 

„Radujcie się we Właścicielu zawsze; powtarzam: radujcie się! Skromność wasza niech będzie znana wszystkim ludziom. Właściciel jest blisko! Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie. Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały. Czyńcie to, czego się nauczyliście i co przyjęliście, i co słyszeliście, i co widzieliście u mnie, a Bóg pokoju będzie z wami.”

 

Proste? Dlaczego nie stosujemy tak prostych rzeczy? Bo troska się uczepiła, jakbyś wszedł w krzaki takie, i są takie ostre rzepy. I się uczepi i musisz to oderwać! Jak sam nie oderwiesz, to to będzie szło z tobą. Ono się samo nie oderwie. Musisz to wyrwać. Tak że... Kobiety mają większe problemy, bo wtedy włosy też się mogą dostać i wtedy wyrwij to z włosów, to też boli! Ale musisz wyrwać. Tutaj się czasami Ania przyklejała do czegoś i trzeba było też ją odrywać. A więc widzimy, że czasami coś się przyklei, trzeba to oderwać. To może boleć! Ale trzeba oderwać. Fajnie by wyglądała, tam cały czas stałaby przyklejona: „Nie sprawiajcie mi cierpienia przypadkiem...”. Głupio by to było, prawda? I czasami głupio tak człowiek wygląda, który trzyma tę swoją troskę i nie puści, i mówi: „Zostawcie mnie, zostawcie mnie!”. Po co? Skoro pokój Boży chce mieszkać w nas. Pokój, który przewyższa wszelki rozum. Po prostu po co się specjalnie, po ludzku umartwiać? Po co chodzić z czymś, co nie uwielbia Właściciela? Dlaczego Mu tego nie oddać i pozostawić Mu decyzję, czy to jest nam potrzebne, czy niepotrzebne?

 

Czasami człowiek, który ma pokój Boży, wszystkich wścieka. Bo jest tak spokojny, że ludzie mówią: „Ludzie, prze... nie chodź już koło mnie, bo ja już nie mogę na ciebie patrzeć! No przecież tyle jest niepokoju na tej ziemi, a chodzi taki spokojny...”. Nic go nie rusza normalnie. No to... Czasami tak jest właśnie, że przeszkadza nam taki spokój po prostu, bo my gotowi jesteśmy do takiego już zwarcia po prostu, chcielibyśmy z kimś się zetrzeć. Jest tak czasami, że ktoś sprawił ci przykrość i musisz to na kogoś przelać, chodzisz i rozglądasz się, komu tu coś zrobić po prostu, żeby to z siebie zrzucić w jakimś momencie, nie? No i trafiasz na takiego z Bożym pokojem i nie przerzucisz, jakbyś chciał. Nie dasz rady po prostu. To go nie dotyka, nie łapią go te rzeczy.

 

A więc widzimy, że Bóg chce, żeby pokój Boży napełniał nasze serca i żebyśmy mogli być z Bogiem, żebyśmy mogli być uspokojeni we Właścicielu, żeby ta korzyść Boża przepełniała nas po prostu na każdy czas. Czy chcemy już po prostu otworzyć drzwi i powiedzieć: Właścicielu Boże, już chcę, żebyś mieszkał ze mną, żebyś przebywał ze mną, żebyś napełniał mnie, żebym się mógł rozkoszować Tobą dzisiaj. Właścicielu Jezu, ja nie chcę być jak bunkier, który się umacnia przeciwko Tobie. Właścicielu, ja nie chcę chodzić jak chmura gradowa, chcę odpłynąć, żeby słońce Twoje zaświeciło nad ludem Twoim. Chcesz grać rolę gradówki? Czy chcesz spływać, żebyś nie przeszkadzał innym? Żeby słońce Właściciela spadało na wszystkich, a tak to ocienia swoim gradowym nastrojem innych i oni nie mogą spojrzeć na Właściciela normalnie. Tak samo było tam za czasów Mojżesza, ten gradowy, chmurny lud po prostu wpływał cały czas. Mojżesz przychodzi jak do słońca, do Właściciela, cieszył się, a oni z tym gradem przychodzili do niego i mówili: Znowuż giniemy przez ciebie, przez ciebie oczywiście giniemy, przez to, że ty jesteś taki słoneczny, giniemy. A my już mamy dość tego wszystkiego. Mamy dość tej pustyni, mamy dość tego, mamy dość tamtego, jeszcze dość tego, jeszcze dość tego... I tak dość, i dość, i dość, ale nie powiedzieli, jakie to cudowne, że Bóg nas uwolnił z tej niewoli.

 

A więc widzimy, że słowo Boże jest dla nas pomocą, żebyśmy mogli po prostu, spojrzawszy na pewne rzeczy, starać się o to, żeby te rzeczy w nas nie funkcjonowały, które przeszkadzają Właścicielowi być wywyższonym, uwielbionym. Rozmawialiśmy sobie o społeczności z Bogiem. To wszystko właściwie tego dotyczy również. Że jeśli chodzimy w światłości, tak jak Bóg jest w światłości, społeczność mamy z Bogiem, a krew Syna Bożego oczyszcza nas od wszelkiego grzechu. To jest bardzo ważne dla mnie i dla ciebie, ponieważ my żyjemy pośród świata grzechu, pośród wielu pragnień grzechu, pośród wielu sposobów, żeby zgrzeszyć. I kiedy chodzimy w społeczności z Bogiem, krew Syna Bożego oddziela nas od tych rzeczy, które mogłyby nas odciągnąć od tej społeczności również. Przychodzi diabeł i niekiedy napotyka krew Chrystusa. Widzieliśmy to ze słowa Bożego: My zwyciężamy go przez krew Syna Bożego. Niszczyciel nie może wejść i zacząć niszczyć, ponieważ krew Jezusa jest na nas! Tu nie chodzi o to, żeby sobie tylko śpiewać „pod przykryciem krwi”. Trzeba być po prostu zaznaczonym tą krwią. Ona musi świadczyć o tym, że my należymy do Właściciela i jesteśmy w środku i właśnie karmimy się Właścicilem, tym, co jest cenne, co dobre, myślimy o tym, co miłe, dobre, pożyteczne, co buduje, prawda? Nie może być tak, jak już powiedzieliśmy, naznaczenie krwią, a w środku trupie kości. Właściciel oznacza żywych, tych, którzy są żywi.

 

Tak że zobaczmy, że wielkie doświadczenie każdego dnia jest przed nami i oby Bóg nam pomógł właśnie, żebyśmy pewni byli, że Właściciel jest zabezpieczeniem naszym. Że my nie potrzebujemy żadnego bunkra przeciwatomowego, nie potrzebujemy bunkra przeciwko nie wiem czemu jeszcze. My potrzebujemy wolności, żeby się poruszać i chodzić z naszym Właścicielem tam, gdzie On chce. Przebywać razem czy pójść gdzieś tam, tam gdzie Bóg pokieruje nasze kroki, żeby się znaleźć i żeby On mógł nami się posługiwać dla swojej chwały. My potrzebujemy być wolni i swobodni w każdym czasie dla każdego Jego pragnienia, żeby ono było zrealizowane w nas i przez nas, ponieważ jesteśmy Jego ludem, nabytym, który sobie sam wykupił na własność. Już nie należymy do siebie samych. Czy my chcemy to? Powiedzcie, czy my chcemy to? Naprawdę musimy odpowiadać na każde Boże słowo: Czy chcemy być Jego własnością? Musimy sobie na to odpowiadać zawsze, bo przeczytać o tym to jest jedna część, ale odpowiedzieć sobie, czy ja chcę być własnością takiego Jezusa, który wprowadza mnie w tyle doświadczeń... I który mnie z nich również wyprowadza, ale piękniejszym.

Jan 14:23