zgr.05.06.2026r Marian - Naprawianie, leczenie i ćwiczenie w budowaniu Ciała na dom Boga c.d

zgr.05.06.2026r Marian - Naprawianie, leczenie i ćwiczenie w budowaniu Ciała na dom Boga c.d

 

Chwała Bogu. Mówiliśmy o obrazie starego człowieka, o obrazie nowego człowieka i o powrocie Nowego Człowieka Jezusa Chrystusa, Syna Człowieczego. Możemy zorientować się co tu na ziemi jest naprawdę wartościowe, bo gdy On przyjdzie to, co On weźmie z tej ziemi. Zrobiono tu wiele fantastycznych rzeczy, wybudowano niesamowite wieżowce, statki kosmiczne i takie, co pływają po morzach i oceanach, mnóstwo pojazdów elektrycznych, spalinowych, różnych udogodnień, telewizorów, komputerów, mnóstwo rzeczy. Kiedyś diabeł pokazał chwalę tego swojego świata, a Jezus tym wszystkim wzgardził. Co tak naprawdę jest dla Niego wartościowe? Po co On w ogóle wróci tu jeszcze? A niech ma tylko jedną wartość powrotu – ci, którzy do Niego należą, i którzy razem wykorzystują czas, aby przygotowywać się na spotkanie z Nim. Tylko ci mają dla Niego wartość, którzy zrozumieli, że ziemskie rzeczy przeminą, ale to, co trwa w Chrystusie, jest na wieczność. I teraz Jemu zależy na tym, żebyśmy robili sobie nawzajem to, czego świat nie jest w stanie sobie nawzajem uczynić. Świat potrafi uczynić wiele dla siebie nawzajem. Widzimy ludzi na wojnach, którzy oddają swoje życie, broniąc swojej ojczyzny, walcząc, narażając się na różne rzeczy. Widzimy, że świat potrafi położyć swoje zasobności w jakiejś sprawie, potrafi zebrać się na coś tam, wyłożyć ileś. A nie potrafi położyć życie dla czynienia Bożego dobra, dla chwały Tego, który stworzył ludzi. Jezus uczynił to i całe Jego życie było przepełnione obecnością Ojca.

Jeżeli więc teraz chcę naprawdę być wartym tego, żeby Jezus wrócił, to chcę być jak On, chcę korzystać z tego, co On tu dla mnie i dla ciebie uczynił, chcę uczyć się wraz z braćmi i siostrami, co jest naprawdę warte uczynienia tu na ziemi, a co w ogóle nie warto za bardzo przyjmować do swojego serca. Paweł nie tyle pytał się: A co wam takiego ukradli?, tylko mówił: Abyście się radowali, bo wierzyliście, że macie skarb, którego żaden złodziej nie zabierze wam, że ten skarb jest w niebie. Zdając więc sobie sprawę, co jest naprawdę wartościowe na tej ziemi, musimy zrozumieć, że te wszelkie ludzkie instynkty starego człowieka, mijają się z tym, co jest naprawdę wartościowe na ziemi i grzebią się w rzeczach, które nie mają wartości dla wracającego Chrystusa, bo On na to nie wejrzy. Ludzie mogą mówić ile dobra zrobili, a On zważa tylko na jedno – czy przestałeś czynić bezprawie. U Niego nie ma tak, że dobrem zastąpi się bezprawie. U Niego kończysz z bezprawiem, bo w Jego ukrzyżowaniu jest zakończenie śmierci grzesznika, aby powstał nowy człowiek do życia.

Kiedy rozumiem więc po co wróci Jezus, to nie chcę być głupim, który chce stracić to, po co On wróci, to znaczy rozumiem, że wróci po to, co do Niego należy, co jest Jego własnością, co służy tej samej sprawie, której On służył, co przedłuża działanie Jezusa Chrystusa na tej ziemi. Wróci po tych, którzy stali się światłością tego świata, solą tego świata, dla których Chrystus stał się prawdziwym życiem, prawdziwą też możliwością, by z innymi ludźmi ratować się nawzajem by docierać do siebie nawzajem z tą prawdziwą informacją, żeby nie stracić z oczu tego dnia. Job mówi, że nerki Jego zanikają z tęsknoty oczekując tego dnia powrotu Odkupiciela. On wiedział więc, że warto wytrwać w sprawiedliwości, bo On wróci po tych, którzy trwali w sprawiedliwości, uczciwości, w prawości, w czystości. Wróci więc po to, co jest oddzielone od tego zepsutego człowieczeństwa.

I teraz my wiedząc to, rozumiemy, coraz więcej zdajemy sobie sprawę, że nie wystarczy tylko trochę zmienić się. My musimy całkowicie poddać przemianie, weryfikacji nasz sposób pojmowania. My możemy nie widzieć, że Bóg stawia przed nami możliwość uczynienia dobra i my tego dobra nie uczynimy, bo ciało raptem coś chce i ciało pójdzie za swoimi oczami, za działaniem uszu i zmarnuje szansę wykorzystania dobra, które mogłoby uczynić zgodnie z wolą Boga. Oczy więc mamią, uszy mamią, cielesne serce oszukuje, zwodzi. I człowiek musi rozumieć co teraz ma większą wartość - wybrać to, co miłe jest Chrystusowi niż miłe ciału. I to nie jest łatwe. Moi drodzy, to musi robić już człowiek, dla którego dzień powrotu Jezusa nieustannie znaczy więcej niż wszystko, co dotyczyłoby wygodności czy zasobności tego człowieka, czy jakikolwiek powód. Widzimy, że świat czyni sobie swobodnie różne złe rzeczy. Wielu wierzących przyjąwszy, że Ofiara Jezusa zapewnia im wieczność z Bogiem, nadal pozostają w swobodzie życia według swego cielesnego człowieka. Ale ci, którzy rozumieją, że Jezus umarł po to, żeby oddzielić nas od tego zepsutego człowieczeństwa, abyśmy nowe życie prowadzili, rozumieją, że trzeba się przygotowywać, trzeba przygotowywać się na spotkanie z Jezusem Chrystusem. I to jest dla mnie i dla ciebie czymś bardzo ważnym.

Oceń każdy dzień. Przed tobą, przy każdym z nas leży dobro i zło,. Każdego dnia leży przed tobą dobro i zło. Dobro jest tak jak Chrystus, nie podoba się za bardzo oczom. Uczucia ludzkie nie biegną zbytnio do tego. Zaś zło podoba się i myśli ludzkie szybko biegną do złego. Człowiek w tym szybko znajduje możliwości funkcjonowania, rozwijania myśli, pomysłów, różnych rzeczy. Jest w stanie szybko weryfikować, oceniać zyski, straty, różne rzeczy. Podczas gdy to dobro wydaje się akurat takie nie koniecznie tak bardzo potrzebne obecnie. A Jezus wziął właśnie to, czego ludzie nie chcieli wziąć. On uczynił to, czego inni nie chcieli. Oni chcieli być wielcy, a On uniżał się, uniżył cię całkiem, do końca. On wziął to, czego ludzie nie chcieli wziąć. Dlatego ludzie omijają tą wąską bramę i nie chcą za bardzo w nią wejść, bo ona nie ma dla nich atrakcyjności. Ale szeroka tak, bo tam jest więcej ciekawych rzeczy dla oczu, dla uszu.

Mamy więc olbrzymi problem wyboru, decyzji. Apostoł mówi, że przez długie używanie nabywają władz poznawczych. Jak więc trzeba to używać, jak trzeba oceniać to codziennie, ważyć, sprawdzać, weryfikować, żeby nauczyć się wybierać dobro, a odrzucać zło, żeby rozumieć co jest złe a co jest dobre. Człowiek myśli sobie: Ale jestem wierzący, jestem zbawiony, jestem uratowany, uratowana. W porządku, jesteś wierzący, ucz się więc wybierać. Oto kładę przed wami śmierć i życie, wybierzcie życie, mówi Bóg. Ale jeśli wybierzecie śmierć, pozwolę wam to zrobić. Człowiek myśli, że skoro Bóg mnie nie zatrzymał, to znaczy, że to jest wolą Bożą. Bóg mówi: Nie. Ja pozwalam ci podjąć decyzję, czy chcesz dotrzeć do Mojego domu, czy nie za bardzo ci na tym zależy. Bóg stawia więc przed nami doświadczenia i sprawdza nasze wybory. Sprawdzał to w Izraelu, stawiając przed nimi doświadczenia, stawia i przed nami. I teraz ty musisz cały czas rozumieć, czy to, co bierzesz prowadzi cię do uniżenia, czy to co bierzesz prowadzi cię do wywyższenia. Bo jeśli prowadzi cię do wywyższenia, to domyślam się, że tam nie ma Chrystusa. Ale ludzie chcą być wywyższeni, chcą być widzialni, chcą być lepsi. Tak samo jak uczniowie sprzeczali się między sobą, wpadli w to faryzeusze i dali złapać się wrogowi.

Czy wierzysz w to co cię uniży, co będzie znaczyło, że jesteś sługą, służebnicą, że jesteś tu, by służyć, a kiedyś otrzymasz władzę nad tyloma miastami, nad iloma będziesz mógł władać, służąc najpierw tutaj według Chrystusa Jezusa. Kto więc bardziej uniży się, kto wybierze to, co innym nie za bardzo pasuje i za bardzo nie chcą tego, co wcale nie będzie pokazywać ciebie ludziom w jakiejś wielkości i w nie wiadomo jakich fajnych kolorach: ‘Naprawdę, to było super’. Tylko spojrzą: Nic wielkiego nie zrobiłeś, nie zrobiłaś. Cóż wielkiego Jezus zrobił? Umarł na krzyżu, wyśmiany, wyszydzony, opluty. Co wielkiego zrobił Jezus? Wydawałoby się, że pokonany człowiek, który miał wielkie wspaniałe zamysły, plany, ale skończyło się to, jak skończyło się. Ludzie śmieją się i szydzą: A co mi zrobi? Ale dla tych, którzy pojęli to dobro i przyjęli ten krzyż, wzgardzony i wyśmiany, dla nich Jezus stał się zbawieniem, uratowaniem od starego człowieka, który nieustannie wlókł ich w to czy w to, czy w to zło. Uwolnieni zaś, doświadczyli niesamowitej wdzięczności, radości i swobody poruszania się w dobrych rzeczach i nie trzeba było mówić tym ludziom: Zrób tak czy tak. Oni wiedzieli, oni nie chcą inaczej, tylko tak, jak chce Chrystus, co podoba się Bogu.

Mamy więc przed sobą to doświadczenie i dla mnie i dla ciebie jest to oczywiste, że musimy tego nauczyć się i każdy, który nawraca się, który przychodzi do Boga, staje się uczniem, który uczy się rozsądzać, wybierać. Jeżeli zaniedbujemy to i przestajemy rozsądzać, to kończy się lekcja, kończy się nauka. Każdy dzień to są dni rozsądzania, co zrobisz, jak zrobisz, czy pozwolisz, żeby twoje emocje górowały nad rozumem Bożym. Czy pozwolisz, żeby fantazja górowała nad rzeczywistą oceną tego, co się dzieje. Bóg jest prawdziwy. Chce więc abyśmy tego nauczyli się. Po to jest właśnie miejsce, abyśmy spotykali się i uczyli się prawdy, bardzo ważnej prawdy. Bo możesz zobaczyć po wierzących ludziach jak lgną do tego, co ich ukarza, co pomniejsza ich imię, pomniejsza ich ważność dla innych, bo nie odpłacają tym, czym wcześniej mogliby odpłacić - złem, za zło. Przestają być niebezpieczni. Są bezpieczni. Można zrobić co się chce i wiadomo, że oni tym nie oddadzą. Można wykpić, wyśmiać ich, wyszydzić i oni nic nie zrobią. Dlatego tak łatwo szło im z Jezusem, bo myśleli sobie, że co On może nam zrobić; ten jeden, nie ma siły, nie ma nic. Kiedy Dawid pisze psalm, pisze, że jego wrogowie nawet nie myśleli, że on modli się za nimi. Oni szydzili, kpili, polowali na niego, a on modlił się za nich. On wybrał ukorzenie. Kiedy Szymei rzucał w niego kamieniami, powiedział: Zostawcie go, niech Bóg zobaczy, że przyjmuję to. Wtedy było to też i jako kara za popełniony grzech. Ale ukorzenie, które odnajdywał; wiedział, że kto uniża się, ten podoba się Bogu. Bóg ma upodobanie w tych, którzy uniżają się a nie wywyższają, bo tych uniżających się obdarza kolejnymi doświadczeniami, przez które oni nabierają takiego czystego, świętego stanowiska w tych rzeczach, na które napotykamy na ziemi, bo tu cały czas musimy rozsądzać.

Ewangelia Łukasza 10,33-37: „Pewien Samarytanin zaś, podróżując tędy, podjechał do niego i ujrzawszy, ulitował się nad nim.” Leżał tam człowiek pobity przez zbójców. „I podszedłszy opatrzył rany jego, zalewając je oliwą i winem, po czym wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i opiekował się nim. A nazajutrz dobył dwa denary, dał je gospodarzowi i rzekł: Opiekuj się nim, a co wydasz ponad to, ja w drodze powrotnej oddam ci. Który z tych trzech, zdaniem twoim, był bliźnim temu, który wpadł w ręce zbójców? A on rzekł: Ten, który się ulitował nad nim. Rzekł mu Jezus: Idź, i ty czyń podobnie.”

Mówiłemwczoraj o tych ranach, które często nie są jeszcze do dzisiaj zabliźnione, nadal one tam funkcjonują. I jak potrzeba Ofiary Jezusa i Ducha Świętego, żeby pomóc człowiekowi, żeby uwolnił się od tego pobicia, od tych różnych trudnych doświadczeń, przez które przeszedł ten człowiek, nim napotkał na swojej drodze Chrystusa Jezusa. Jak bardzo potrzebujemy rozumieć, że rozjątrzanie tych sytuacji czy nierozważne uderzanie w siebie nawzajem, nie pomaga pozbyć się tych ran. Potrzeba kogoś, kto potrafi otoczyć opieką jak Chrystus, kto potrafi naprawdę zająć się. I o tym mówi Jezus, że On przyjmuje takich poranionych przez życie ludzi i potrzebni są w zgromadzeniu ludzie, którzy będą mieli Boże umiejętności, by zaopiekować się tymi ludźmi, aż On wróci. Mamy około dwa tysiące lat jak Jezus odszedł. Co ponad to, odda jak wróci. Ale naszym zadaniem jest ratować, nie zatracać, leczyć, nie zadawać ran. A to nie jest łatwe, gdyż potrzebuje to oddanego życia i tego, by człowiek umiał ulitować się jak Chrystus nad doświadczeniem danego człowieka. Rany najlepiej leczy miłość, łagodność, ciepłe słowa, ale człowiek musi być wyleczony. Jezus nie spodziewa się, że w tym człowieku tylko nie pogorszy się jego stan, On spodziewa się, że kiedy wróci, to będzie to załatwione. Te rany będą już usunięte i człowiek nie będzie myśleć już na zasadzie pobicia, tylko na zasadzie wdzięczności, chwały, zadowolenia.

Twoim i moim zadaniem jest więc naprawiać, leczyć, służyć, mieć uniżonego ducha, który będzie w stanie przyjąć na siebie ciężar doświadczenia, który będzie pomagał tej drugiej osobie opuścić to miejsce poranionego człowieka. Może się czasami wydawać – ja tam zupełnie nic z tego już nie mam, jestem już całkowicie zdrowy czy zdrowa. To wychodzi w doświadczeniach. Prawdziwie zdrowy człowiek jest gotowy służyć już wszystkim. Poraniony jeszcze nie, jeszcze te rany przeszkadzają, gdzieś bolą, człowiek jeszcze oddziela się, sam potrzebuje pomocy. Tak naprawdę pomagać możemy tylko wtedy, kiedy jesteśmy już do tego przygotowani, żeby nieść pomoc. A przygotowani możemy być tylko wtedy, kiedy sami będziemy uwolnieni od tego. Rozumiecie, że to nic nie pomoże, że człowiek będzie żalił się na wszystko, co tylko jest i drugi też będzie żalił się na wszystko, co tylko jest i nie będzie widać tej chwały uwolnienia, wdzięczności, miłości, spokoju, który był normalnie w Chrystusie Jezusie. On chce, żeby był też w tobie i we mnie.

Jest więc naprawianie. Zostaje przyjęty człowiek, który żył starym życiem. Przyjęty zostaje do miejsca, gdzie Chrystus ma miejsce, żeby zostawić tego człowieka w tym miejscu, żeby zatroszczono się o niego. I ci, którzy są w tym miejscu, mają za zadanie aby ten człowiek był zdrowy, żeby był szczęśliwy, wdzięczny Bogu, że gdy wróci Jezus, by stanął ten człowiek i powiedział: Dobrze się mną tu zajęto, jestem zdrowy, jestem zdrowa, jestem tak wdzięczny i szczęśliwy za to, co dla mnie uczyniłeś Jezu. Jezus potrzebuje takich ludzi, którzy będą potrafili naprawiać wyłomy, nie tworzyć wyłomy, tylko naprawiać wyłomy, naprawiać pogubione, stare zepsute człowieczeństwo poprzez to, co już nowy człowiek posiada, aby czynić to dobro.

Księga Jeremiasza 30, 17: „Bo spowoduję, że zabliźnią się twoje rany i uleczę cię z twoich ciosów - mówi JESTEM - chociaż nazwali cię Odrzuconą, o którą nikt się nie troszczy.”

Bóg mówi: Oto jesteś poraniony, poraniona, pobity, ale Ja cię uleczę. Jaka to poważna sprawa umieć w Bożym Duchu leczyć, nie ranić, leczyć, usuwać stare rany, lęk, obawy, nieraz odrzucenie. Człowiek obawia się być znowu odrzuconym, zaczyna odgrywać rolę, staje się aktorem, boi się być znowu odrzuconym. Był odrzucany, czy była odrzucana w starym życiu i kiedy trafia między wierzących boi się być znowu odrzuconym i zaczyna odgrywać rolę, udaje kogoś, kim nie jest. To nie jest pomaganie, to jest szkodzenie. Człowiek powinien doznać, że to jest miejsce, gdzie każdy wie, bo każdy był też pobity czy pobita, i wie co to znaczy być uleczonym, uleczoną, co to znaczy być uwolnionym od starej historii, żeby być zupełnie swobodnym w tej nowej historii w Chrystusie Jezusie, aby móc swobodnie czynić Boże dobro, bez stękania, bez narzekania. Bóg mówi: Ja to czynię, mam do tego Swój lud, mam Swoich ludzi.

Jeremiasza 33,6: „Oto Ja sprawię, że zabliźnią się ich rany i uleczę je; uleczę ich i obdarzę ich trwałym pokojem i bezpieczeństwem.”

Chwała Bogu za to, że to nie tylko nam ludziom powierzono, ale ludziom, których uzdrowiono, których uleczono, których wyzwolono ze starego, zbolałego, zepsutego człowieczeństwa, bo jest ono zbolałe. Ma wiele trudnych doświadczeń, niektóre są przerażające, niektóre są takie, że nie warto nawet słuchać o nich. W życiu człowieka wydarzyło się wiele takich różnych rzeczy i potem człowiek może nie uwolniony z tych ran myśleć sobie, że trafiłeś w kolejne miejsce i znowu może gdzieś padną jakieś rzeczy. Człowiek może zrazić się, kiedy może znowu zobaczyć, że ktoś jeszcze kłamie, ktoś zwodzi, ktoś jest niechętny, ktoś złośliwy. I taki człowiek może pomyśleć sobie, to gdzie jest ratunek, gdzie można w końcu uratować się? Jaka duża odpowiedzialność spoczywa na każdym z nas, jako na Bożym ludzie, na Bożych dzieciach, żeby mieć tą świadomość, że kiedy sami nawracaliśmy się, dostaliśmy od Boga niesamowitą świadomość świętości, chwały Bożego ludu. A potem zorientowaliśmy się, że to dotyczy tylko Bożego ludu, że między tymi ludźmi są inni, którzy jakoś nie mogą w ten sam sposób postępować. Okazało się, że nieraz młody wierzący modlił się za starymi wierzącymi, gdyż oni nadal nie byli uwolnieni od swoich zranień i nadal zajmowali się nie tym, czym powinni zajmować się, i ten młody wierzący mógł to zobaczyć, i mógł modlić się: Boże, pomóż im. Pamiętamy tą sytuację opisaną o młodym człowieku, który przyjechał do Stanów i pastor opowiadał mu o domach i innych rzeczach. A on mówi, że on chciałby dowiedzieć się całkowicie czegoś innego, on zupełnie czegoś innego potrzebuje i modlił się: Boże, daj mu powiedzieć to, czego ja potrzebuję. Czasami jest tak, że stary wierzący opowiada o różnych trudnych doświadczeniach między wierzącymi, a ten człowiek nie przyszedł po to, żeby znowu trafić w jakieś złe doświadczenia, ale przyszedł, by uratować się od złych doświadczeń. Musi być jakieś miejsce na tej ziemi, gdzie ludzie nawzajem miłują się i troszczą się o siebie, gdzie nie padają łatwo różne słowa, tylko te słowa są wyważone, prawdziwe, świadome odpowiedzialności. Młodego wierzącego można przygnieść swoją opowieścią o swojej wielkiej chwale. I ten młody wierzący może pomyśleć, że co ja tu takiego szukam; taka chwała. Czasami wypowiedzi mogą mówić o tym jak wielki jest ten, który opowiada, a ktoś słuchający może pomyśleć sobie: To ja nie mam tu żadnych szans, nie uratuję się. I raptem to wywyższanie siebie spowodowało kolejną ranę, kolejny ból, kolejną niepewność.

Jak bardzo ważnym jest, by w miejscu gdzie potrzebne jest leczenie, uzdrawianie, nie zadawać kolejnych ran. Tu mówimy o starych jeszcze ranach. Ale zadawane są nowe rany i one są jeszcze bardziej niebezpieczne, bo jeszcze bardziej bolą niż te stare. Bo człowiek myśli: W porządku, ale to było tam, dlaczego to jest nadal tutaj? Często jest tak, że człowiek nie jest zdrowy, nadal jest chory, nadal te stare rzeczy bolą, przeszkadzają. Przeszkadzają być normalnie szczęśliwym, szczęśliwą, swobodnym, swobodną, takiego ochotnego, otwartego ducha. Tylko człowiek jest dalej zblokowany, zblokowana, zamknięty i nie umie znaleźć się w tym miejscu w takiej swobodzie, wolności. A wszak Chrystus wyzwolił nas, abyśmy w tej wolności żyli. Tylko pisze, żeby nie pobłażać ciału, to jest cenna wolność.

Mamy więc leczyć, mamy też uczyć. Apostoł pisze, że będzie ich uczył posłuszeństwa Bogu. A więc uwolnienie od tych lęków, niepewności, postawienie człowieka, że ty masz zbawienie w Chrystusie, krew Jego oczyściła cię od wszystkiego, dostałeś przebaczenie, przebacz innym, rozwijaj się już teraz, korzystaj z tego, że Bóg pojednał cię z Sobą, że dał ci pokój ze Sobą w Jezusie Chrystusie. Teraz korzystaj z tego, ucz się i raduj się tą prawdą nieustannie. Nie pozwól, żeby znowu nastąpiły gdzieś jakieś straty, ucz się posłuszeństwa Bogu. Tak mówi Słowo Boże, tak ucz się żyć. Apostoł mówi, że tego będę was teraz uczył, posłuszeństwa Bogu. Żyliście w nieposłuszeństwie, ale teraz będziecie uczeni posłuszeństwa. Dobiera takich słów, że ma taki duchowy oręż, który będzie używać, aby doprowadzić ich do pełnego posłuszeństwa. Tym orężem duchowym było i napominanie. Mówi: Napominałem was dzień i noc, aby korygować was, pzypominać. To był ten oręż duchowy, który nakierowywał ich, wprowadzał ich, okazywał im miłość, położył życie dla nich. To był ten oręż duchowy, że oni mogli widzieć, że jego życie było całkowicie temu oddane, że to nie był ktoś, kto tylko opowiadał w jaki sposób powinno to się dziać, ale ktoś, kto naprawdę czynił to dla nich. I widzimy, że w wielu momentach on stawiał się jako wzór, mówił: Widzieliście moje życie; tak wygląda życie, do którego ja was przyprowadzam, którego chcę was uczyć, do jakiego też koryguję was, abyście mogli z radością czynić to też kolejnym, którzy później nawrócą się.

List do Hebrajczyków 13,17: „Bądźcie posłuszni przewodnikom waszym i bądźcie im ulegli; oni to bowiem czuwają nad duszami waszymi i zdadzą z tego sprawę; niechże to czynią z radością, a nie ze wzdychaniem, gdyż to wyszłoby wam na szkodę.”

Apostoł upomina więc, żeby rozumieć, że to jest sprawa bardzo poważna, bardzo ważna. I ci, którzy przewodzą, mają olbrzymią odpowiedzialność, aby nie wnosić zakłamania, nie wnosić niepewności, nie wnosić niestabilności, żeby wnosić to, co jest stałe, stabilne, pewne, to, co jest w Chrystusie Jezusie. Tym, którzy przewodzą nie wolno chodzić i wnosić jakieś sprzeczki, kłótnie, nastawiać, nie wolno w ogóle tych rzeczy robić, nie mają prawa w ogóle tym zajmować się. Ich zadaniem jest to, by raczej uczyć ludzi, by sobie przebaczali, by okazywali sobie nawzajem miłość, żeby wspierali się, dodawali otuchy, a więc to jest zadanie. Nie może być, żeby ci, którzy stoją z przodu, sami robili bałagan w miejscu, w którym powinni pilnować porządku. Bo to byłoby bardzo złe. Dlatego Jakub pisze, aby niewielu stawało do tego zadania i podejmowało się tego zadania, gdyż ono jest bardzo odpowiedzialne i będą bardziej osądzeni. A więc to jest to, żeby przyprowadzać do tego, żeby ludzie umieli godzić się ze sobą, przebaczać sobie nawzajem, wychodzić naprzeciw, żeby szanowali się, żeby rozumieli, że najlepiej jest, kiedy każdy ma ten świeży zasób skarbów Bożych i może dzielić się nimi z taką zupełną pewnością, że jego czy jej życie nie sprzeciwia się temu, co mówi. Najgorsze rzeczy dzieją się wtedy, kiedy życie sprzeciwia się temu, co mówi człowiek. To robi straszną rzecz. To właśnie faryzeusze odpędzili wielu od Boga przez to, że mówili a nie czynili. Podczas gdy Jezus mówił i czynił i przygarnął tych ludzi. Oni lgnęli do Jezusa, bo On był inny niż ci, którzy mówili a tak nie czynili.

Bardzo ważne zadanie. Kiedy przychodzisz do pozycji prowadzenia, to twoje życie musi być pod pełną kontrolą. Nie może być, że pozwolisz sobie na lekkomyślność, na różne dziwne rzeczy i potem, no co, ja też jestem tylko człowiekiem; proste. Ale Bóg wymaga więcej od tych, którzy stają z przodu. Mają być bardziej uniżeni, bardziej świadomi tego do czego prowadzi Bóg, aby wybierać to, co może im zupełnie nie przynieść tego, co ludziom przynosi. Ale oni są szczęśliwi, kiedy ludzie mogą w to wchodzić. Zdajemy sobie sprawę, że w czasach starotestamentowych było tak, że kiedy świątynia była zabrudzona, później oczyszczali ją i usuwali wszelki brud. To było naprawianie. Kiedy była gdzieś zrujnowana, to też naprawiano ją. My, jako człowiek, którego Bóg stworzył na Swój obraz, na Swoje podobieństwo, też zostaliśmy zrujnowani i trzeba nas naprawiać. Mamy naprawiać. Nie wolno nam nosić tego, co burzy, co rujnuje. Dlatego Słowo Boże mówi: Kto niszczy świątynię Bożą. Nie wolno nam lekceważyć tego, ponieważ jest to bardzo odpowiedzialna sprawa. Wrócę do początku, to, co mówiłem. Dla Jezusa jest ważny każdy człowiek, który do Niego należy. Dlatego mówi, że cokolwiek uczyniłeś temu najmniejszemu, Mnie uczyniłeś.

Pamiętajmy, że to jest bardzo ważna sprawa, aby dotrzeć do wieczności. Niektórzy ludzie załamują ręce, mówią: Co w tym chrześcijaństwie jest? Ludzie są skłóceni, zwaśnieni, itd. Ale nie Bóg to czyni. Uczeń Jezusa mówi, że to wychodzi z waszego ciała. To nie czyni Bóg. To dalej nie wyleczone stare człowieczeństwo, nie usunięte zatory, które były w starym człowieku i one powodują, że później w tym nowym człowieku różne dziwne rzeczy się dzieją. Tak jak oni musieli wszystko oczyszczać, usuwać, tak my chcemy usuwać z pośród nas wszelkie zło. To jest konieczne, by usuwać zło, a przyjmować dobro, bo dobro pomoże nam przygotowywać się na spotkanie z Jezusem. A oblubienica przyoblekła się i to były sprawiedliwe uczynki świętych. Pamiętaj więc, że odpowiadasz całym sobą przed Bogiem za to, co dzisiaj obecnie tu robisz; czy to jest już wynikiem, że ty nie masz ducha zgryzoty, nie masz ducha blokady, nie masz ducha sprawdzania kogoś, czy ktoś miłuje, czy nie miłuje, cokolwiek. Po prostu żyjesz, funkcjonujesz jako cząstka ciała Chrystusowego i czynisz to, do czego Bóg przeznaczył cię. Uwolniony, uwolniona od starego, przeszłego życia, w którym było wiele różnych złych rzeczy. Jedyne co może przyjść do ciebie, to wstyd, że kiedyś tak żyłeś, czy żyłaś. Jeszcze może to przyjść, że Bóg musiał patrzeć na ciebie, człowieka żyjącego w ten sposób. Ale to nie może wpływać na twoje nowe, wdzięczne Bogu życie, nie może w żaden sposób zablokować tego nowego życia. Dlatego jest to tak bardzo, bardzo ważne.

Kiedy apostoł pisze List do Kolosan, w trzecim rozdziale pokazuje właśnie to usuwanie, oczyszczanie. Zaczyna to w ten sposób: „A tak, jeśliście wzbudzeni z Chrystusem, tego co w górze szukajcie, gdzie siedzi Chrystus po prawicy Boga; o tym, co w górze, myślcie, nie o tym, co na ziemi. Umarliście bowiem, a życie wasze jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu; gdy się Chrystus, który jest życiem naszym, okaże, wtedy się i wy okażecie razem z nim w chwale. Umartwiajcie tedy to, co w waszych członkach jest ziemskiego: wszeteczeństwo, nieczystość, namiętność, pożądanie zła i chciwość, zachłanność, która jest bałwochwalstwem.” Usuwajcie więc to z siebie, mówi apostoł, niszczcie, to jest do zniszczenia. „Z powodu których przychodzi gniew Boży na synów nieposłusznych. Niegdyś i wy postępowaliście podobnie, kiedy im się oddawaliście; ale teraz odrzućcie i wy to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, bluźnierstwo i nieprzyzwoite słowa z ust waszych; nie okłamujcie się nawzajem, skoro zwlekliście z siebie starego człowieka wraz z uczynkami jego, a przyoblekli nowego, który jest odnawiany ku poznaniu według obrazu tego, który go stworzył.” Niesamowite. „W odnowieniu tym nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, cudzoziemca, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz Chrystus jest wszystkim i we wszystkich. Przeto przyobleczcie się jako wybrani Boży, święci i umiłowani, w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, łagodność i cierpliwość, znosząc jedni drugich i przebaczając sobie nawzajem, jeśli kto ma powód do skargi przeciw komu: Jak Chrystus odpuścił wam, tak i wy. A ponad to wszystko przyobleczcie się w miłość, która jest spójnią doskonałości. A w sercach waszych niech rządzi pokój Boży, do którego też powołani jesteście w jednym ciele; a bądźcie wdzięczni. Słowo Chrystusowe niech mieszka w was obficie; we wszelkiej mądrości nauczajcie i napominajcie jedni drugich przez psalmy, hymny, pieśni duchowne, wdzięcznie śpiewając Właścicielowi w sercach waszych; i wszystko, cokolwiek czynicie w słowie lub w uczynku, wszystko czyńcie w imieniu Właściciela Jezusa, dziękując przez Niego Bogu Ojcu.” Kol.3,1-17.

I mamy tutaj taki wykład apostoła, który pokazuje to, o czym mówię. Przychodzą różni ludzie do zgromadzenia i następuje usuwanie tego zła. I my powinniśmy być świadomi, że po to jest zgromadzenie, żeby usuwać to zło, żeby nie zaakceptować starego człowieka, żeby usuwać jakieś stare, przeszłe bóle, jakieś oskarżenia, niechęci, żeby to wszystko ginęło, było usuwane. Żeby człowiek prowadził nowe, pobożne życie, jako przyobleczony w serdeczne współczucie, dobroć, łagodność, cierpliwość, radość, wdzięczność, święte zadowolenie, budowanie się nawzajem. Wtedy takie zgromadzenie ma sens, wtedy ludzie pracują ze sobą nawzajem, przygotowując się na spotkanie z Chrystusem, wykonują niesamowitą pracę. Ci, którzy są już bardziej posunięci, którzy nie noszą już na sobie tych starych zranień, ci niech będą jeszcze bardziej gotowi. Nawet gdyby były zadawane im rany, aby znieść je, iść dalej, czynić to, co jest cenne i wieczne. Bo kto ma to zrobić? My mamy to zrobić. I kolejni mają wchodzić w to miejsce, żeby czynić dokładnie to samo, żeby wybierać to, co nie pasuje ciału, ale podoba się Bogu, żeby to nie oczy wybierały, ale żeby wybierał Duch. I to jest dla mnie i dla ciebie bardzo ważne, ponieważ krótko żyjemy na ziemi, a potem wróci Jezus. Nie chcemy być znalezieni głupi, którzy dali się otumanić i stracili to, po co tu jesteśmy. Lepiej uczynić jedno dobro komukolwiek z braci, sióstr, czy gdziekolwiek, bo najpierw domownikom wiary mamy to czynić, niż zajmować się sobą, swoim zadowoleniem, swoimi udogodnieniami czy czymkolwiek innym. Bo przecież wróci Jezus i zapyta: Co zrobiłeś, co zrobiłaś w tej drogocennej sprawie, aby pomagać innym, aby ludzie nie chodzili i nie byli dalej zablokowani, zamknięci, bo kiedyś coś było. Kiedy wszedłeś czy weszłaś w wody chrztu, to przecież tam umarł ten „kiedyś”. A kiedy byłeś wynurzany, czy byłaś wynurzana, pojawił się nowy. Wracanie do starego to piołun i trucizna. To jest straszne, kiedy wierzący człowiek wraca do starych rzeczy i znowu zaczyna się lękać i obawiać, bo mnie oszukają. Wiecie, kiedy słyszysz jak ludzie mówią: Bo wiesz, w tym chrześcijaństwie to już tylu ludzi mnie oszukało, zrobiło to i tamto. I co z tego? Czy to pozwala ci teraz zachowywać się, jakbyś był obrażony na Boga, na Jezusa za to, że tak się dzieje? Dzieją się te rzeczy, a ty idź dalej i wykonuj swoje zadanie. Jezusa też obrażano, źle o Nim mówiono, oskarżano Go o to, że ma demona, i różne rzeczy. A On dalej robił to, co miał robić. Czy to przeszkadza ci już pracować, bo napotkałeś czy napotkałaś na przeciwności? Przecież przeciwności to są normalne w życiu wierzącego człowieka.

Idziemy więc dalej i rozumiemy po co tu jesteśmy. Jezus wróci po swój czysty lud. Chcemy oczyszczać się, chcemy usuwać zło, chcemy, żeby bracia i siostry mogli się nawzajem radować i kolejni, kolejni powstawać do zwycięskiego życia, żeby inni, którzy przyjdą też poranieni, mogli mieć z tego pożytek, żeby mogli napotkać ludzi świętych, gotowych znieść różne przeciwności, ale zawsze stabilnych, zawsze prawdziwych. Wtedy ci ludzie zrozumieją, że przyszli w dobre miejsce, bo to jest Chrystus. Po to też jest to ciało Chrystusowe, aby okazywać. Mamy więc naprawianie, mamy leczenie. Najlepiej leczy miłość. Najwięcej ran zabliźniło się dzięki miłości, dobroci, łagodności.

Księga Ozeasza 11,1-4: „Gdy Izrael był młody, pokochałem go i z Egiptu powołałem mojego syna. Im częściej odzywałem się do nich, tym dalej oni odchodzili ode mnie; składali ofiary Baalom i kadzili bałwanom. A przecież to Ja sam uczyłem Efraima chodzić, brałem ich na swoje ramiona, lecz oni nie wiedzieli, że to Ja ich leczyłem, przyciągałem ich więzami ludzkimi, powrozami miłości, i byłem dla nich jak ten, który podnosi niemowlę do swojego policzka, i nachylałem się do nich, aby ich nakarmić.”

Ten czwarty wiersz jest niesamowity – przyciągałem ich – czym? Więzami ludzkimi, to znaczy ludźmi, którzy żyli dla Boga, żyli z Bogiem. Przez tych ludzi Bóg mógł przyciągać do Siebie. Jezus mówi: Widzieliście Mnie, widzieliście Ojca. Paweł mógł mówić: Patrzycie na mnie, widzicie Jezusa. I to jest tak ważne, żeby przyciągać dzięki Bogu tak, jaki jest Bóg. Często może być tak, że przeżywasz jakieś doświadczenie, ale to nie jest prawem do tego, żeby zaniechać dzieła Bożego, bo i w doświadczeniach Bóg ćwiczy ciebie i wychowuje, aby dalej czynić to, co chce Bóg. Słowo Boże mówi, że nikomu nic winni nie bądźcie, prócz miłości wzajemnej, gdyż miłość nie czyni złego, tylko czyni dobro.

Wiemy więc, że wróci Jezus. Wiemy, że wróci po Swoje ciało. Chcemy być Jego Ciałem, chcemy się uświęcać, oczyszczać, chcemy być ze sobą na nowych warunkach. Nie chcemy tracić czasu na przekonywanie się i przekonywanie się, że to powinien być coraz bardziej Chrystus, że w chwili, kiedy to wybierasz, to pamiętasz co mówiłeś. Wróg może podrzucić ci takie rozwiązanie, ale ty je odrzucisz, bo powiedziałem, a słowo jest ważniejsze i wybiorę to, co nie pasuje memu ciału, bo powiedziałem; taki jest Chrystus i wybiorę to, co wybrał Chrystus. To będzie nęcić, a to wezmę. I wtedy przychodzi radość, prawdziwa radość i zwycięstwo.

 Jest to więc ważne, żeby naprawiać, leczyć, to jest nasze zadanie, by budować się nawzajem z tego, co już mamy dobrego. Kiedy człowiek doznaje, że jest już taki stabilny, stabilna w sprawach Bożych, że człowiek jest już takim ustanowionym sługą czy służebnicą, to też następuje właśnie ćwiczenie, codzienne ćwiczenie w pobożności. Ten człowiek może żyć pobożnie, zgodnie z wolą Boga. I wtedy taki człowiek jest też świadectwem dla innych. Paweł mógł mówić: Tymoteuszu, niech widzą twoje życie, że ono rośnie, rozwija się. I gdy im głosisz, to na pewno będzie pomagać im, by zastosowali to, co do nich mówisz. Nie znaczy, że mogą odrzucić to, co mówisz, bo gdzieś niedomagasz, ale lepiej, żeby było z tobą tak jak mówisz, bo wtedy będzie łatwiej przyjąć im to. Łatwiej przyjmuje się od kogoś coś, w kim widzi się to, o czym ten człowiek mówi, bo to jest takie świadectwo dokonanego działania. Jest to więc ćwiczenie, wychowywanie w działaniu.

Myślę, że najlepszy obraz jest w tym 2Liście Piotra, w pierwszym rozdziale, wiersze 3-11: „Boska jego moc obdarowała nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie tego, który nas powołał przez własną chwałę i cnotę, przez które darowane nam zostały drogie i największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami boskiej natury, uniknąwszy skażenia, jakie na tym świecie pociąga za sobą pożądliwość. I właśnie dlatego dołóżcie wszelkich starań i uzupełniajcie waszą wiarę cnotą,” To jest to ćwiczenie się w pobożności. Uzupełniajcie waszą wiarę czystością wiary, czystością należenia do Boga. Niech to będzie czymś naturalnym. To jest ćwiczenie się w pobożności. To nie to ile głoszę haseł, tylko czy moja wiara zachowywana jest w czystości należenia do Chrystusa.

„cnotę poznaniem, poznanie powściągliwością,” Człowiek coraz bardziej zaczyna doceniać to, żeby nie przeciążać się czymś z tego świata, żeby mieć zawsze swobodę poruszać się, funkcjonować. „powściągliwość wytrwaniem,wytrwanie pobożnością, pobożność braterstwem, braterstwo miłością. Jeśli je bowiem posiadacie i one się pomnażają, to nie dopuszczą do tego, abyście byli bezczynni i bezużyteczni w poznaniu Właściciela naszego Jezusa Chrystusa. Kto zaś ich nie ma, ten jest ślepy, krótkowzroczny i zapomniał, że został oczyszczony z dawniejszych swoich grzechów. Dlatego, bracia, tym bardziej dołóżcie starań, aby swoje powołanie i wybranie umocnić; czyniąc to bowiem, nigdy się nie potkniecie. W ten sposób bogato zostanie zaopatrzone wasze wejście do wiekuistego Królestwa Właściciela naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.”

Niesamowite jest to – ćwiczyć się, wychowywać, wzrastać, rozwijać, być coraz bardziej świadomym, świadomą swojej odpowiedzialności, że mijają lata, a więc moja odpowiedzialność rośnie za to, w jaki sposób reaguję, co robię, jak odpowiadam, o czym myślę, ku czemu zmierzam. To jest naturalna rzecz, gdyż żeby naprawiać, leczyć, to musi być widać, że to, co chcę komuś mówić, skutkuje, prawdziwie działa w moim życiu codziennym. Ćwiczymy się więc, czy przechodzimy próby; napisane jest to w wielu miejscach - poczytujcie to sobie za najwyższą radość. Ćwiczenie więc w trwaniu, w pobożności; w tych różnych miejscach pokazanie abyśmy zło zwyciężali dobrem. Niech Bóg pomoże wytrwać każdemu z nas. Bądźmy prawdziwi, nauczmy się tego. To jest naturalne bycie zboru, tak funkcjonuje prawdziwy zbór, cieszy się, buduje, ale też są usuwane stare rzeczy, stare złogi. Bo jeśli nie będą one usuwane, to będzie to taka niespoista mieszania. To jakby coś, co nie może połączyć się z tym drugim. Jeśli nie będzie to funkcjonować razem, to nie będzie z tego nic dobrego. Musimy usunąć to, co stare, aby mogło w nas funkcjonować to, co nowe. To jest ten czas. Mamy jeszcze ten czas i zawsze pamiętajmy, że Jezus wróci po swoich, a Jego lud oczyszcza się, uświęca się. Ci, którzy spodziewają się powrotu Jezusa, oczyszczają się, uświęcają się.

Rozmawiamy więc ze sobą, uczymy się tego, jesteśmy rzetelni, bo chcemy zdać egzamin, chcemy wygrać. Nie zależy nam na tym, by komuś imponować, popisywać się, bo wiemy, że to ma krótkie nogi i szybko spada, przewraca się. Chcemy być prawdziwi, rzetelni, żeby inni może nawet szybciej zobaczyli w nas to, o czym my będziemy mówić, niż usłyszeli o tym, czego jeszcze nie ma. Bo dobrze mówi się z tego, co mówi apostoł, że to, co głoszę jest tym, co sam doświadczyłem w swojej codzienności. Nie jest to więc opowiadaniem kogoś, kto domyśla się, jak być powinno, tylko mówi dokładnie to, co jest. To też wymaga od tych, którzy mówią, aby coraz bardziej uświęcali się, bo muszą wzrastać, rozwijać się. Żeby mówić więcej, muszą bardziej wzrastać. Ci, którzy mówią, muszą tym bardziej oczyszczać się, uświęcać się, ponieważ od nich więcej wymaga się niż od tych, którzy słuchają.

Dla mnie i dla ciebie jest to niesamowite, że zdajemy sobie sprawę, że zostaliśmy wprowadzeni w zbór, przyszliśmy z różnymi rzeczami, musieliśmy znosić różne rzeczy, ale nie może być tak, żeby człowiek nie opuścił tego zła. My musimy opuścić, musimy przemieścić się w kierunku Królestwa Jezusa, gdzie jest sprawiedliwość, pokój, radość w Duchu Świętym, gdzie ludzie są sobie bliscy nawzajem, gdzie sobie nawzajem usługują. I to jest kolejna rzecz – zaczyna się wzajemne usługiwanie, wzajemna służba. I kiedy wchodzi poraniony człowiek i podchodzi do rozmawiających braci czy sióstr i słyszy jak oni ze sobą rozmawiają, to mówi: To był balsam na moje rany, słysząc waszą rozmowę; zrozumiał czy zrozumiała jak cudowny jest Bóg. I wystarczy być na tych cudownych warunkach wzajemnego usługiwania sobie miłością, dobrocią, uczciwością, prawością – rozmawiania z szacunkiem do siebie nawzajem. Wystarczy. To jest niesamowite światło w tych ciemnościach. To są duże wymagania od nas, ponieważ wymagania muszą być duże, jeżeli Jezus wróci i to ma być cenne. To muszą być duże wymagania, aby okazać się tym, który jest godny czy godna tego by wziętym być czy wziętą na spotkanie z Jezusem.

1List Piotra 4,10.11: „Usługujcie drugim tym darem łaski, jaki każdy otrzymał, jako dobrzy szafarze rozlicznej łaski Boga. Jeśli kto mówi, niech mówi jak Słowo Boże. Jeśli kto usługuje, niech czyni to z mocą, której udziela Bóg, aby we wszystkim był uwielbiony Bóg przez Jezusa Chrystusa. Jego jest chwała i moc na wieki wieków. Amen.”

Usługujcie drugim tym darem; mówiliśmy, że Bóg obdarza. To co tobie dał, może innym pomagać, wspierać. Usługujmy więc sobie, wymieniajmy się nawzajem tymi Bożymi dobrociami. Niech to sprawia nam przyjemność, by nawzajem obdarzać się dobrem, którym obdarza nas Bóg, abyśmy naśladowali w tym Boga, abyśmy wygrali.

Ewangelia Jana 13,13-17: „Wy nazywacie mnie Nauczycielem i Właścicielem, i słusznie mówicie, bo jestem nim. Jeśli tedy Ja, Właściciel i Nauczyciel, umyłem nogi wasze, i wy winniście sobie nawzajem umywać nogi. Albowiem dałem wam przykład, byście i wy czynili, jak Ja wam uczyniłem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy nad właściciela swego ani poseł nie jest większy od tego, który go posłał. Jeśli to wiecie, błogosławieni, czy też szczęślwi jesteście, gdy zgodnie z tym postępować będziecie.”

Służba więc, usługiwanie. Jezus umywa nogi uczniom. Usługujmy sobie nawzajem, niech to będzie dla nas niesamowitą przyjemnością, gdy po rozmowie ze mną czy z tobą, twój brat czy siostra odejdzie jeszcze bardziej zachęcony, zachęcona do bycia z Bogiem. Niech to będzie dla nas niesamowitym szczęściem, najlepszą zapłatą już tu na ziemi. Gdy nasz duch, który należy do Boga będzie mógł znajdywać zadowolenie i rozkosz w tym, gdy Chrystus będzie uwielbiony poprzez to nasze nowe życie.

List do Rzymian 12,11: „w gorliwości nie ustawając, płomienni duchem, Właścicielowi służcie,”

A Jezus mówi, przypominajmy sobie, że cokolwiek uczyniłeś temu najmniejszemu, Mnie to uczyniłeś. Niech Bóg pomoże nam wykorzystać ten niesamowity czas łaski, który dostaliśmy, w którym możemy doświadczać jak świat tkwi w złu, ile zła tu się dzieje, ile naprawdę krzywdy tu się dzieje, abyśmy dzięki Jezusowi mogli nawzajem wzmacniać się, posilać, budować, cieszyć się sobą, odnajdywać niesamowite szczęście wspólnie razem, taki przedsmak nieba już tu na ziemi. Tylko pamiętajmy – stare rany nie mogą funkcjonować. Stare rany często powodują napieranie na ludzi w jakiejś sprawie. Bóg dał nam wolność. Nie próbujmy ograniczać tej wolności naszymi starymi oczekiwaniami. To co należy do Boga, do Boga należy. Bądźmy wolnymi i pozwólmy też innym być wolnymi ludźmi w Chrystusie Jezusie, aby oni mogli żyć i funkcjonować i my też wspólnie razem na zasadach wyzwolenia, uwolnienia. Nie na zasadach, że ktoś kogoś krępuje i powoduje, że człowiek musi rezygnować z tej swojej wolności ku zupełnie niepotrzebnej rzeczy. Bo kiedy czynisz to w sprawie potrzebnej rzeczy, uniżając się, to jest dobre. Ale kiedy niepotrzebne rzeczy, stare nastawienia; wiemy, że dzieci często bawią się fizycznie też tak, że mają między sobą zadry, dzielą się na grupki czy inne rzeczy; i potem dorośli mogą dalej nosić to.

Lekarz przyszedł, żeby uzdrowić. Bądź zdrowy, bądź zdrowa, bądźmy wszyscy zdrowi. Cieszmy się tym nowym życiem. Nie twórzmy jakiejś niepotrzebnej rzeczy, żeby to stare mogło być jakoś zaspokojone, ale zostawmy to stare, niech zostanie na krzyżu. Zajmujmy się nowym, cieszmy się nowym, służmy sobie nawzajem w tym nowym, uśmiechajmy się. Mamy prawo być szczęśliwymi ludźmi, bo szczęśliwi są ci, którzy należą do Chrystusa. Okazujmy sobie nawzajem to, że Chrystus sprawia nam zadowolenie, że Chrystus uwolnił nas od niezadowolenia, że teraz jesteśmy szczęśliwi w Chrystusie, zawsze szczęśliwi, że nie brak nam niczego, wszystko mamy, co tylko możemy mieć. Coraz więcej możemy poznawać, kosztować, żeby też móc sobie coraz więcej tego dobra dać i sprawia nam to przyjemność, gdy widzimy jak zbór rośnie, jak dorastają dzieci, nawracają się, docierają, zaczynają tak samo dołączać do tego Bożego zadania, by nawzajem budować się na dom dla Boga.

Niech Bóg będzie uczczony. Pamiętajcie, że Jezus wróci tylko po to, co do Niego należy. Nic innego w ogóle nie weźmie z tej ziemi, nic, to wszystko zginie. Tylko to co do Niego należy. Lepiej więc należeć do Niego, służyć Jemu, czekać na Niego i opuścić tą ziemię nim spadnie tu ogień, wyjść naprzeciw i cieszyć się wiecznością. Chwała Bogu za to. Amen.

Jan 14:23