Chrześcijańska wolność

Chrześcijańska wolność – część 3

CHRZEŚCIJAŃSKA WOLNOŚĆ

Chciałbym przeczytać dalszy ciąg naszego rozważania z 1 Listu do Koryntian 10,23:

„Wszystko wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne; wszystko wolno, ale nie wszystko buduje.”

W głównej mierze, w tym „wszystko wolno”, chodzi o to, abyśmy się budowali na dom dla Boga. Teraz każdy z nas musi mieć świadomość, czy to co robię jest budulcem Bożym. Czy jest ku zbudowaniu dla chwały Boga? Wszystko mi wolno, wobec każdego z was, wszystko mogę zrobić, ale jeśli jestem wolnym człowiekiem, to zrobię to, co zbuduje. Jeśli zaś nie jestem wolnym człowiekiem, to zrobię w pewnych momentach to, co chcę, a to jest różnica. Ponieważ w tym „co chcę”, może być chęć dołożenia komuś w jakiś sposób, czy chęć wywyższenia się, cokolwiek. Ale jeśli to jest Chrystus, to służy ku zbudowaniu.

         Zauważyłem, że kiedy człowiek „dobrze stoi w Panu” i kiedy wróg popełni coś niedobrego, to taki człowiek jest gotowy dać mu szansę. Wróg wykorzysta ten moment, ale człowiek Boży potrafi dać szansę. Kiedy stoi w Panu, chce zbudować, nie zniszczyć.

         I dla nas teraz jest ważne: czy to jest budowanie dla Pana, czy to jest mój schemat budynku? Jaki plan mną kieruje?

         I znowu wracamy. Co jest najważniejsze? Słowo Boże. Jezus mówi: „Jeśli wytrwacie w Słowie Moim, poznacie prawdę”. Nie moje myślenie, nie mój schemat życiowy, ale Słowo Pana Jezusa jest tym planem, na którym mogę zobaczyć, czy to co robię teraz jest budowaniem, czy nie budowaniem? A jeśli nie budowaniem, to stawianiem czegoś na piasku, co nie wytrzyma próby, ani doświadczenia. Coś co może się czuć w tym momencie fajnie, ale gdy przyjdzie próba, to runie.

Pomyślmy, o co chodziło apostołowi „niech nikt nie szuka własnej korzyści, lecz korzyści bliźniego”. Przecież to jest naszą naturą szukać swojej korzyści, to jest naturalne w nas ludziach! Ale to, co jest naturalne w nas ludziach, musi umrzeć, żeby stało się to, co jest Boże.

Czy rozumiemy, że kiedy Bóg mówi o budowaniu, to mówi o uniżaniu się wobec siebie nawzajem? O służeniu sobie nawzajem? O tym mówi Bóg. Nie bądźcie panami, ani nie stawajcie się niewolnikami ludzi. O tym mówi Bóg. Jeśli jesteście w mojej sprawie, to budujcie się nawzajem na dom dla Boga. To znaczy, że ten dom, musi być napełniany. Nie może być przyobleczony niechęcią, kłamstwem, obłudą, złośliwością, nie może być, bo to nie jest dom dla Boga i On nie będzie mieszkał w takim domu. Musi to być dom zgodny z Jego wolą. Czyli jaki?

         Słowo Boże wyraźnie mówi, że dom Twój jest przyobleczony świętością po wszystkie czasy. Więc musi to być dom, który jest inny niż domy tego świata. A więc muszę zobaczyć, czy ja jestem podobny do domów tego świata, do ludzi z tego świata, nawet najlepszych, ale ze świata. Czy ja jestem gdzieś podobny do nich? Jeśli tak, to nie należy to do Pana. Jezus mówi: „Ja nie jestem z tego świata. Królestwo moje nie jest z tego świata, więc moi poddani będą walczyć niezgodnie z regułami tego świata”.

Jak nabrać siły, żeby wspólnie dodać sobie otuchy w walce, która nie jest podobna do walki żadnej armii tego świata? Nawet tych, którzy idą do trędowatych, czy zbiórka na jakieś pomoce, świąteczne orkiestry, jakieś inne, nawet w tym Bóg nie ma upodobnienia. Bo to, co jest dla Jego chwały, jest całkowicie inne, bo czyste, uwolnione od ego, od robienia czegoś dla samego siebie, dla własnej chwały. Ile zmiany musi w nas nastąpić, żeby być przemieszczonymi z ego na JEGO? Ile zmian  musi w nas nastąpić?

Zdajemy sobie sprawę, że to jest kolosalne przewrócenie wszystkiego w nas. Nie mówię co ja chcę, ale gotowy jestem przyjąć i zaakceptować to, co chce Chrystus. I wtedy On czyni mnie wolnym, uzdatnia  mnie, czyni mnie gotowym.

Nie osiągniemy tego nigdy, jeśli nie będziemy mieć z Nim codziennej relacji, kiedy On nas będzie napełniał tym, co dobre, by nie mieć udziału w tym, co złe. Wtedy jest ochota do budowania według woli Bożej.

Zwróćcie uwagę, że są zgromadzenia, rozmowy, które wydają się „gorące”, ale po tym wszystkim nic nie wynika. Czy jeśli Jezus coś mówił, to czy coś z tego miało wyniknąć? Zawsze. Jeśli On powiedział jakieś Słowo, to ono nam daje wyjście, albo nas osądzi. Żadne Słowo nie zostało wypowiedziane w taki sposób, że można je posłuchać i potem zrobić co się chce, a ono nie będzie miało znaczenia.

Nigdzie nie znajdziesz takiego Słowa Jezusa, że możesz zrobić inaczej, niż ono mówi, a nie będzie żadnych konsekwencji. Każde Słowo, albo zrobimy tak, jak On mówi, albo będziemy przez nie osądzeni, że  nie posłuchaliśmy go. Każde jedno Słowo Jezusa. Rozumiemy to? Nie wybiórcze, nie które nam pasuje. Każde Słowo, które On wyrzekł, albo nas pobłogosławi, albo osądzi. Nikt tak nie mówił jak On mówił. Nikt.

Paweł mówił: „Teraz ja mówię, nie Chrystus. Duch Boży działa we mnie, ale teraz ja mówię, a nie Pan. Teraz ja mówię. Możesz postąpić jak uważasz, ale teraz ja mówię. ” Ale jeśli Jezus mówi, nie możesz postąpić jak uważasz. Musisz zrobić tak jak On mówi.

I tak siadamy do Biblii, i otwieramy Ewangelię i zastanawiamy się. Te proste Słowa Jezusa mówią mi, że albo będę trwał w tym Słowie i wtedy poznam prawdę i ona mnie wyswobodzi, albo uznam je tylko za naukę i będę wiedział, że tak Jezus mówił, ale nie będę trwał w tym Słowie codziennie, tylko zostanę niewolnikiem tego świata. To jest codzienna praca, codzienne trwanie, codzienne chodzenie z Panem. To jest coś, co musi być najcenniejsze i najważniejsze w nas. Jezus powiedział, że to nie może być drugie, trzecie, czwarte. To musi być priorytetowe  dla nas! I wtedy uczymy się, czy jemy, czy pijemy, czy cokolwiek robimy, wtedy robimy to dla Niego.

Czasami zły humor może być przeciwnością. Ze złym humorem nie idzie dobrze pracować. Bo cokolwiek ktoś powie, to już masz odzywkę i to ciętą. Nie błogosławioną, nie budującą.

Nie szukać własnej korzyści lecz korzyści bliźniego. Tak czynił Jezus.

Widzimy, że to jest poważne i cenne. Chrześcijaństwo to poważna sprawa, ale i piękna. W tym chrześcijaństwie można rosnąć do wolności, do bycia swobodnym człowiekiem na ziemi, który może chodzić po tej ziemi i być nie skażonym przez ten świat.

         Czyż nie jest to piękne?  Ale tego nie osiągnie się nigdy, jeśli chrześcijaństwo jest drugoplanowe. Nigdy. To musi być pierwszoplanowe. Coś najważniejsze. Jeśli tylko wolny człowiek będzie w domu Ojca na zawsze, to czy dla nas najważniejsze jest bycie wolnymi ludźmi? Być wolnymi - czy to jest najważniejsza sprawa? Jeśli możemy być wolnymi, jeśli Jezus obiecuje nam wolność, jeśli będziemy trwali w Jego Słowie, to poznamy Go i On nas wyswobodzi. Pan gwarantuje nam wolność. Czy trwanie w Jego Słowie jest czymś potrzebnym nam?

         Czy masz świadectwo trwania w Słowie, które On potwierdza? Przez co Pan potwierdza Swoje świadectwo? Po tym, że coraz swobodniej poruszasz się po świecie i nie doznajesz, żeby kąsania diabła mogły cię dosięgnąć. To jest to, co daje Jezus. Chodziłbyś i wypiłbyś coś trującego, a nie zaszkodzi ci to. Nie może  to przeniknąć w twoje wnętrze, nie może to zniszczyć twojego duchowego chodzenia z Bogiem. Nie może to uczynić przeszkody w chodzeniu z Chrystusem. Wiecie jakie piękne to jest?

Często człowiek, ucząc się w szkole, identyfikuje chrześcijaństwo ze szkołą. O co chodzi w chrześcijaństwie? Nabyć wiedzę w szkole, którą rzadko kiedy się używa? Używam matematyki, tylko dlatego, żeby się nie dać oszukać, używam dla siebie samego. Nie dlatego, żeby dobrze wymierzyć komuś, żeby otrzymał to co mu się należy, tylko, żeby samemu nie być oszukanym.

My znamy smak zwycięstwa, kiedy zaczynamy cieszyć się z tego, że komuś dzieje się dobrze. To  jest  przełom, to jest coś pięknego. Tak żył Jezus. Tak żył Paweł i mówił : „Żebyście byli królami, a my nie! Obyście wy byli królami! Jesteśmy gotowi życie położyć, żebyście wy byli królami. Tym rodem królewskim, który króluje, zwycięża, chodzi w prawdzie i żyje  zwycięskim życiem. Gotowi jesteśmy nawet krew swoją przelać, żeby to osiągnąć”. I myślę, że to jest piękne zwycięstwo w człowieku, który już nie żył dla samego siebie, ale życie jego było poddane Chrystusowi i Kościołowi, a później napisał o innych, którzy też się tak nawrócili.

         I my tego bardzo potrzebujemy. Musimy umieć rozwiązywać problemy, ale nie według własnego schematu, ale według Słowa Bożego. Ci w Barei byli na tyle mądrzy, że patrzyli w Biblię, czy tak się rzeczy właściwie mają, czy to może być Chrystus. No tak, wszystko wskazuje, że to On. To się wykonało, to się wykonało. To musi być On. Oni zajrzeli w Biblię i nie osądzili tego na zasadzie tradycji. Bo wielu osądziło na zasadzie tradycji i powiedziało, że to nie może być Chrystus. Albo też osądzili na podstawie wiedzy fizycznej: „No przecież skąd On pochodzi? Z Nazaretu. A skąd będzie pochodził Mesjasz? Z Betlejemu. A więc nie może to być Chrystus.” Brak wiedzy nie pozwolił im dostrzec w Chrystusie Chrystusa i osądzili w sposób cielesny. Uznali, że to nie może być On, chociaż całe świadectwo, które przy Nim było wydane, świadczyło o tym, że to jest On. Wiedzieli co było w Starym Testamencie i jakie rzeczy będą towarzyszyły Mesjaszowi.

Mówiliśmy ostatnio na zgromadzeniu o umywaniu nóg. Jeśli kogoś skrzywdziłem, to nogi tego człowieka nie są chętne, aby w tym kierunku iść. I jakoś dziwnie chcą mnie zawsze minąć. A kiedy zdaję sobie sprawę, że skrzywdziłem kogoś, mogę mu umyć nogi zwyczajnym przyjściem i powiedzeniem: „Słuchaj przebacz mi, przepraszam. Naprawdę skrzywdziłem cię, bo spowodowałem to, że twoje nogi zaczęły nie dobrze się czuć, kiedy zbliżały się do mnie. Przebacz mi.” I kiedy ktoś przychodzi do ciebie i ze szczerym sercem mówi: „Przebacz mi”, to co się dzieje z  twoimi nogami?  Kierują się po to, żeby przytulić, a wcześniej był mur.

         Umycie nóg, jest wtedy kiedy ukorzę się, kiedy się poddam, przeproszę. I raptem te same nogi już inaczej funkcjonują. Są różne doświadczenia, które sam przechodzę. Jeśli ktoś cię tyle razy zwiódł, powiedział, że ci pomoże, a ci nie pomógł, to jak twoje nogi idą do tego człowieka? Niechętnie. Człowiek raz, czy drugi oszukany zaczyna omijać takiego człowieka. Jeśli zobaczysz, że ktoś cię omija, zastanów się, co zrobiłeś w tej sprawie?

         Jeśli wiesz, że twój brat ma coś przeciwko tobie, jak to rozegrać? Wcześniej biegł szczęśliwy: „Chwała Bogu bracie!”, a teraz?  Mina jakaś dziwna, ręce nie wyciągają się. Co jest? Coś jest, co go blokuje.

         Ktoś może być wrogiem, nie dlatego, że ja go skrzywdziłem, ale jeśli mogę to naprawić, to próbuję to naprawić. Ale np. mogę nie dać rady naprawić w tym momencie, bo ten drugi nie chce zaakceptować, nie chce przyjąć.

Ale jeśli jest to człowiek, który nie jest wrogiem omotanym przez diabła, ale jest po prostu skrzywdzonym bratem czy siostrą, to serce jest czułe i człowiek jest otwarty na to, by dążyć do pokoju.

         Jezus powiedział: „jeśli skrzywdziłby cię jakiś brat i przyszedł przeprosić, przebacz mu”. A jeśli ty byś skrzywdził kogoś, to co byś zrobił? Idź go przeproś. I wydawało by się, że to jest zbyt proste, że „przepraszam” takie sprawy rozwiązuje. Otwiera się droga. Pan Jezus nawet mówił, że jeśli by cię przeprosił i zrobił ponownie coś podobnego i znowu by cię przeprosił, przebacz mu. Ile Panie? Czy do siedmiu razy? No już chyba wystarczy! A Pan podnosi to tak wysoko, 77 razy, że Piotr myśli, kto to zdzierży? Kto da radę? Da radę tylko ta osoba, której Pan daje wolność, wolność przebaczenia. Potrzebujemy Pana.

Amen

Jan 14:23