Chrześcijańska wolność
Chrześcijańska wolność – część 2
CHRZEŚCIJAŃSKA WOLNOŚĆ
Idąc fałszywą drogą, to my musimy zrezygnować z tego co Chrystusowe, my musimy pozwolić, żeby to zostało zastąpione czymś innym. My. tak samo, gdy pozwolimy się zaczipować, zaznaczyć. To my! Jeśli nie zgodzimy się na to, to diabeł nie może nic nam zrobić. To my musimy zostawić Bożą wolę, która daje nam wolność i skorzystać ze swojej, która zawsze wprowadzała nas w niewolę. Kiedy Adam i Ewa skorzystali z własnej woli, to w tym momencie wpadli w niewolę.
Wracając, każdy z nas ma ileś lat chrześcijaństwa. Co jest pożyteczne, a co jest niepożyteczne? Kiedy się tego można nauczyć? Ile lat trzeba?
Paweł jest przyjacielem chrześcijan, on gotów był życie położyć za nas. On mówi do Tymoteusza:, „to co się nauczyłeś w tym już trwaj, a Bóg będzie ci dawał dalej”. Musimy się nauczyć trwania w tym, co już się nauczyliśmy, żeby nie być chwiejni. „No nauczyłem się, już wiem, już puszczam, już nie żyję tak, bo już wiem.” Prawda? Jeśli wiedza miałaby mnie zbawić, to jestem w porządku. Jestem zbawiony. Ale jeśli uczynki wiedzy, to wtedy jest ze mną kiepsko, jeśli tylko wiem.
Zobaczcie, możemy wiele rzeczy poznawać w życiu, bo one są ważne, ale najważniejsze dla nas to mieć rozeznanie, samemu wiedzieć, co jest pożyteczne, a co niepożyteczne, by pomóc innym, ostrzegając ich przed tym, co może im zaszkodzić, albo nakierowując ich na to, co by im pomogło.
Jeśli tylko będziemy religijnymi chrześcijanami, i nie będziemy wiedzieli co jest pożyteczne, a co nie jest pożyteczne, czy będziemy w stanie komuś pomóc? Nie. Przeszkodzić tak, ale pomóc nie. Bo zawsze zrobimy z nimi to, co zrobiliśmy z sobą i pokierujemy nie tam gdzie trzeba. Nie w taki sposób jak trzeba.
Od tego, który kieruje, zależy też bardzo dużo. Pan mówi, że poniesiesz za to odpowiedzialność, jeśli źle kogoś pokierujesz, zwiedziesz. A jeśli kogoś pokierowałeś prawidłowo, Pan powie: „Tak sługo wierny”. Nie możesz kierować kogoś jak chcesz: „bo mi się tak wydaje”. Za moje kierownictwo ponoszę odpowiedzialność. U Pana nie ma, że robię co chcę w Jego Królestwie. „Jestem wolny, wolno mi wszystko i mogę sobie powiedzieć: „a biegnij tam, albo tam”. Co mi do głowy wpadnie, to rób. Chociaż mi wszystko wolno, ale są w tym Królestwie rzeczy, które nie są pożyteczne.
Nie mogę zmarnować czyjegoś i swojego czasu. Nie mogę kombinować z kimś tak, jak lekarz: „A weź to lekarstwo. Nie pomogło? No to weź tamto. Też nie? To weź tamto. Też nie. To operację zrobimy.” W chrześcijaństwie tak nie ma. Jeśli komuś coś doradzasz, to musisz wiedzieć, czy to jest prawda, czy nieprawda. Nie możesz kombinować z drugim człowiekiem. Czy zdajesz sobie z tego sprawę? Jezus nie kombinował z nami. Był wolny. Jeśli mówił, to było to dokładnie tak, jak być powinno.
Kiedy apostołowie przekazywali swoje nauczanie, mówili: „Mówimy wam to, abyście wiedzieli jaka jest prawda i żebyście korzystali z tej prawdy, nawet jak my odejdziemy. Bo ona zawsze będzie was kierowała do wieczności z Bogiem i zawsze będzie obdarzała wolnością.” Oni wiedzieli, że to zawsze będzie ich obdarzać wolnością. Skąd to wiedzieli? Bo się nauczyli z Jezusem.
Czy możemy sobie lekko potraktować zakon wolności? Czy możemy sobie powiedzieć, że nie jest najważniejsze znać zakon wolności? Ale jeśli on będzie ciebie i mnie sądził? To czy to jest ważne znać ten zakon? Jeśli coś mnie będzie sądzić, a ja tego nie znam, to skąd wiem jak to sądzi?
„Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne.” Jest to bardzo ważne. Kogo potrzeba wśród wierzących? Potrzeba ludzi, którzy są nauczeni prawdy, którzy by innym pomogli iść do wieczności z Bogiem. Paweł mówi: „już powinniście być nauczycielami, a potrzebujecie wciąż mleka”. Paweł żałował, że ci ludzie nie są nauczycielami, żałował, że nie mogą powiedzieć komuś prawdy rzetelnie, bo sami jeszcze błąkają się i nie mają rozeznania co jest dobre a co złe. Mimo tylu lat chrześcijaństwa, nie mieli pojęcia, co jest dobre a co złe. Szkoda, że nie mieli pojęcia, bo przecież brakuje ludzi, którzy by autorytatywnie powiedzieli: „To jest złe.” I byłoby to naprawdę złe. „To jest dobre” - i naprawdę byłoby dobre.
Weźmy rodziców. Urodziło się dziecko i rodzic zaczyna eksperymentować. Tak? Jaki rodzic eksperymentuje na swoim dziecku? Chyba szalony, obłąkany! Stracił rozum. Człowiek zdaje sobie sprawę, że temu dziecku musi dać odpowiedni pokarm, żeby nie skrzywdzić. Ten rodzic musi być na tyle dojrzałym, żeby móc to zrobić, bo inaczej skrzywdzi swoje dziecko.
To samo jest z chrześcijanami. Nie ma znaczenia ile lat jest ktoś chrześcijaninem. Tylko czy już opuścił głupotę, czy zmądrzał, czy stał się człowiekiem trzeźwym, rozważnym. Czy może dać to, co jest potrzebne nie czyniąc szkody?
Myślę, że każdy z nas zaczyna sobie zdawać sprawę, że działanie na drugim człowieku nie jest proste, a jest bardzo skomplikowanym działaniem. Jeśli człowiek nie będzie umiał pracować, to może łatwo skrzywdzić drugiego człowieka i uczynić coś, co może temu człowiekowi zamykać drogę do wieczności. Dlatego potrzeba ludzi, którzy wiedzą co jest dobre, a co złe.
Czasami masz kłopot i nie wiesz jak coś zrobić i dzwonisz np. do kogoś aby zapytać jak to ugotować. I pytasz kogoś „dojrzałego” w gotowaniu: Czy to można zmieszać z sobą czy nie można? Jaki efekt będzie tego? Czy można wlać wodę po ogórkach do mleka? Można. Ale co potem? Ja kiedyś też w gorliwości zrobiłem Eli miksturę na przeziębienie. Przeziębienie to już nie było tak straszne, jak zwracanie po tym. W tym momencie, przeziębienie nie było już tym najgorszym. Nie miałem pojęcia: sok z czarnej porzeczki, mleko i jeszcze czosnek... chciałem jak najlepiej. Rozumiecie? To, że ty chcesz, aby było jak najlepiej, to nie znaczy, że jest dobrze. Muszę wiedzieć. Mogę mieć ochotę czynienia dobra, ale przy tym wiele złego narobię. Dlatego muszę wiedzieć czy to jest korzystne, czy niekorzystne. W innym momencie zrobiłem rzecz korzystną. Kiedy Ela była w ciąży i brakowało czerwonych krwinek, dowiedziałem się, że trzeba zrobić buraki, chleb razowy, zalać wodą, postawić na tydzień, zebrać chleb z pleśnią z góry i dać do picia. I piła, i hemoglobina bardzo skoczyła do góry, bez tabletek. Tu zadziałało, to nie była kombinacja, tylko ktoś wiedział co mi radzi, i wiedział, że to będzie dobre.
Jeśli ktoś dobrze poradzi i zrobisz to, to da dobry efekt. Tym bardziej, że jest to oparte na Słowie Bożym. Chrześcijanin nie może eksperymentować, co jest korzystne a co nie korzystne. Musi wiedzieć, że nigdy nie możemy radzić ponad to, co sami wiemy. Możemy powiedzieć: „Słuchaj, tego nie wiem, nie rozumiem, nie mogę autorytatywnie powiedzieć, że tak jest”.
Były takie sytuacje, które poznałem, więc mogłem powiedzieć, że jeśli wejdziesz w tą sytuacje, diabeł cię tam dopadnie i zrobisz, co on będzie chciał. I dokładnie się stało, tak jak powiedziałem. Wiedziałem, że człowiek już nie idzie za wolą Bożą i otwiera miejsce dla diabła i jego ataku i diabeł na pewno to wykorzysta. Wiedząc, mogłem powiedzieć: „na pewno cię to spotka”, nie będąc prorokiem, ale wiedząc.
I wtedy ostrzegam kogoś naprawdę i ten ktoś, jeśli mnie nie posłucha spotka go to, co mu powiedziałem. Wtedy moje ostrzeżenie było prawdziwe. Tak jak Bóg mówi: „jeśli nie posłuchasz Mnie, to spotka cię to”.
Jak widzimy, wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne.
Młody wierzący zabiera się za prowadzenie zboru. Czy jest to pożyteczne? Nie. Młody wierzący zabiera się za nauczanie innych. Czy jest to pożyteczne? Nie. Dlaczego? Nie jest przygotowany, żeby znieść przeciwności, za to, że podjął się takiego zadania. To jest zadanie dobre, bardzo ważne, cenne, ale człowiek nie jest jeszcze gotowy znieść przeciwności od ludzi, którym będzie usługiwać. I w tym momencie nie da rady, bo te wszystkie przeciwności spowodują, że zablokuję się i zatrzyma. Zamiast spokojnie iść dalej, będzie zamknięty w potępieniu diabelskim. Może jeszcze w tym czasie powie coś, co zupełnie nie jest prawdziwe i ktoś za tym pójdzie i wpadnie w jakąś chorobę duchową. I ten człowiek będzie wiedział, że doradził komuś coś, co nie było prawidłowe i ten ktoś z tego powodu cierpi. Jak teraz wydostać tego człowieka? Można robić tyle różnych rzeczy, ale bez świadomości czynionego zła.
Młody człowiek może się podzielić Słowem Bożym, bo to jest budujące, kiedy wszyscy się dzielimy Słowem. Ale kiedy coś autorytatywnie twierdzimy, że jeśli to zrobisz, będzie dobrze, jeśli tego nie zrobisz będzie źle, to znaczy, że już jesteśmy nauczycielami.
Jakub mówi: „Niech niewielu z was będzie nauczycielami, bo większą odpowiedzialność poniesiemy za to.” Jeśli mówimy komuś, że to jest złe i zatrzymamy kogoś, a to tak naprawdę będzie dobre, i ktoś mógłby wiele dobra uczynić, czyniąc to, ale tego nie czyni, bo usłyszał, że to jest złe – możemy ograniczyć ludzi swoim nauczaniem, albo wpędzić ich w tarapaty. Tak samo jak rodzice, kiedy otaczają dziecko zbyt wielką troskliwością, to co to wywołuje u dzieci? Uzależnienie. Dzieci wtedy nie rozwijają się już normalnie i nie uczą się tego, czego już powinny się uczyć. Są zablokowane.
I to co wydaje się dobre, okazuje się złym doświadczeniem. Dlatego trzeba otaczać i miłością, i troską, ale trzeba też pozwolić na przechodzenie przez doświadczenia.
Kiedyś było tak, że kiedy dziecko przychodziło ze szkoły do domu, a nauczyciel miał do tego dzieciaka obiekcje, to rodzic z gruntu, nawet nie pytając, dał dziecku w skórę, bo wywołuje kłopoty rodzinne w szkole. I dzieciak wiedział, że nie można skarżyć się na nauczyciela, narzekać, że w szkole jest źle. Jak dzieciak będzie sprawiać kłopoty w szkole, to rodzic, z powodu tego, że imię rodziny jest naruszane, jeszcze wywrze konsekwencje na dziecku. I każde dziecko wiedziało, że jak dostało linijką po ręku, to nie przyszło i nie mówiło: „nauczyciel jest do niczego”, bo dostałoby jeszcze od taty paskiem na tyłek, że narzeka na nauczyciela. Zawsze tak było. Potem się zmieniło, że już można było narzekać itd., i rodzice biegli do szkoły, żeby co zrobić? Nakrzyczeć na nauczyciela. I dziecko wtedy rosło w pychę, dumę, arogancję wobec starszych itd. I wydawałoby się, że rodzic spełnia swoje zadanie, otacza troską swoje dziecko w każdym doświadczeniu, ale przez to czyni mu krzywdę.
I tak również chrześcijaństwo łączy się z ojcami, z ludźmi, którzy dorośli do tego, żeby wiedzieć, kiedy pomóc, a kiedy zostawić kogoś w doświadczeniu, aż to doświadczenie pojmie i zrozumie.
Paweł miał wiele dzieci i wiele troski o te dzieci, widać to po listach. Pisał do Tymoteusza, wskazywał mu na to, na tamto. Czy to co mówił do Tymoteusza było dobre? Paweł wiedział, co mu pisze. Nie pisał jakiś dziwactw, tylko konkretne rzeczy. Miał mu pomóc, żeby sam nie zgubił się w tym działaniu Bożym. To nam teraz również pomaga. Kiedy czytamy listy do Tymoteusza i do Tytusa znajdujemy piękne pouczenie. Piękna sprawa. Ta pomoc jest wieczna, ona przechodzi dalej z pokolenia na pokolenie.
Ktoś mi powiedział, że ludzi nie powinno się słuchać, a ja się słucham. Pawła się słucham, Piotra. To są dla mnie super autorytety. Kiedy przeczytam List Judy, to mówię: „Rację masz bracie, trzeba toczyć bój o wiarę, raz na zawsze przekazaną świętym. Nie można bez wiary wykonać pracy. To jest prawda.” Dobre i pożyteczne, aby się tego trzymać.
Czy jest to ważne abyśmy rozeznawali, co jest pożyteczne, a co nie, kiedy wzrastamy w chrześcijaństwie? Bardzo ważne. Ja myślę, że szkoda zaniedbywać tego chrześcijańskiego życia, stracić czas, a potem być kimś, kto doradza bez rozumu. Trzeba zdawać sobie sprawę jak jest naprawdę.
Czyta się Słowa naszego Pana. Czy Jego porady są złe? Poprzestań na małym? To jest tragedia ludzka. Ja po latach pojmuję, o co Panu chodziło. Im więcej mam czegoś, tym więcej mam kłopotów, bo się często psuje, niszczeje, trzeba tego pilnować, koło tego chodzić. Niby ułatwia życie. Wsiadamy w samochód, jedziemy przez całą Polskę. Kiedyś jeździliśmy pociągami i było trudniej, ale nie trzeba było naprawiać pociągu. Pociągami się kto inny zajmował. My śpiewaliśmy pieśni, ludzie słuchali, można było rozmawiać o Panu. Ułatwiło się nam życie, że możemy się szybciej przemieścić. Czy wracać do prostoty, czy próbować umiejętnie wykorzystywać to, co mamy – tu trzeba mądrości od Pana, żeby być wolnym, że to co chcemy zrobić, chcemy zrobić dla Pana Jezusa.
Nie jest powiedziane, że nie możemy mieć samochodu, że to grzech. Wszystko nam wolno, tylko musimy wiedzieć czy to jest pożyteczne. Na przykład: ktoś kupił sobie samochód. A jak on sobie kupił, to ja też chcę. I wszyscy mają samochody. Nie myślimy, czy to jest dobre dla nas.
Ale nie myślimy tak, że jak ktoś się modli cztery godziny dziennie, to my też. Jak on może, to my też. Tak to nie działa. Ale w drugą stronę działa. Jesteśmy jak małe dzieci, jak cukierka to wszyscy, jak lanie to... I to się przenosi na chrześcijaństwo i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że przenosimy coś niepożytecznego. Uczymy się w ten sposób żyć w chrześcijaństwie i to nam nie przynosi korzyści. Pomyślmy o tym, że to jest coś bardzo ważnego dla nas, szczególnie w czasach końca. Skoro Bóg mówi, że miłość Prawdy daje nam wolność od obłędu, to od tego będzie zależne, czy my uwierzymy diabłu, czy też nie.
Czy pożytecznym jest pracować? Tak, ale nie można żyć dla pracy, trzeba żyć dla Jezusa. Trzeba pracować, zarabiając, żeby móc pomóc innym z tego co zarabiasz. Musimy rozeznać, do którego punktu jest to pożyteczne, a od którego niepożyteczne. Do którego punktu jedzenie jest pożyteczne, a od którego jest niepożyteczne. Tak jest ze wszystkim. Np. ktoś wypije lampkę wina, zje kawałek mięsa i wino pomogło mu strawić mięso, a inny wypił butelkę wina i to już nie jest dobre.
Możemy rozeznać, że ta sama rzecz używana nieprawidłowo, może być już niepożyteczna. Potrzebujemy być ubrani, ale jeśli napełniamy nadmiernie szafy, jak to się dzieje dziś, to po co? Człowiek wpada w pułapkę i staje się zbieraczem pewnych rzeczy. Człowiek musi być ubrany w czysty schludny sposób, ale nie może być przesady, żeby nadmiernie się przy tym kręcić i stwarzać sobie przy tym bożka, bo to go niszczy. „A bo to teraz mniej modne i trzeba tamto kupić” i tak wróg - moda tego świata, kieruje całym mechanizmem. My wiemy, że ta moda zawraca co dwadzieścia lat.
Słowo Boże nie mówi, żeby chrześcijanin był modnie ubrany, tylko schludnie i czysto, a to jest różnica. Chrześcijanin nie może być manipulowany przez władztwo tego świata. Musi być wolny od władztwa tego świata, to jest bardzo ważne.
Niepożyteczne jest to, kiedy chrześcijanin jest zależny od władcy tego świata i poddaje się jego manipulacji, i zaczyna myśleć tak, jak diabeł chce. To już nie jest wolny człowiek.
Gdyby diabeł chciał teraz ubrać Jezusa i powiedział by: „Panie, Ty jesteś niemodnie ubrany, ubierz się tak”. Czy Jezus by to zrobił? Jezus tego nie zrobiłby, nie był uzależniony od tego co było na tym świecie, nie miał udziału w tym sposobie myślenia. Pan Jezus był zawsze czysty i schludny.
Teraz są różne napisy na koszulkach, często mają obrzydliwe znaczenie i ten świat chce nas przyzwyczaić do takiego schematu myślenia: „nie ważne w co jestem ubrany”. A jednak jest to ważne. Muszę mieć rozeznanie, czy jest to pożyteczne, czy niepożyteczne. Jeśli mam możliwość wyboru w co się ubrać, to muszę wybrać to, co będzie miłe Panu.
To jest uwolnienie się od tego, jak mnie świat widzi. Świat mówi do chrześcijanki: „Weź się wymaluj, zrób sobie włosy. Jak ty wyglądasz? Jak kura domowa. Bądź normalna. Przecież jak to zrobisz to nie stracisz chrześcijaństwa. Przecież Bóg nie uzależnia od rzeczy zewnętrznych. Nie ma nic na zewnątrz, co by skaziło człowieka.” Nawet Biblię umieją cytować, jak trzeba. Ale Słowo Boże mówi, że mam się podobać Panu i to charakteryzuje człowieka. To nie jest to, że ja się umartwiam, bo zdaję sobie sprawę, że jest presja diabła, aby być zawstydzonym. Ale wiecie, nasz Chrystus mógł wjechać na najlepszym mustangu w Jerozolimie, a wjechał na ośle. Skromne to było, a jednak śpiewali: „Hosanna Synowi Dawidowemu!”
Jest walka. Mieszkamy w tym ciele i jest w nas coś takiego, żeby mieć szyk. Myślę, że kiedy ten schemat pęka, to człowiek staje się po prostu głupcem dla świata.
Świat ma swoje ustalone rytmy, a człowiek wierzący jest głupi w oczach świata i nie idzie jak ten świat, tylko inaczej funkcjonuje. „To co głupie w oczach świata wybrał Bóg.” Nie znaczy, że ten człowiek jest głupi, ale jest mądry, wie co dobre a co złe i odrzuca to, co złe. Jest swobodny a nie skrępowany.
Sami wiemy, że lepiej jest wejść do domu, gdzie jest skromnie, ale miłość, niż wejść do domu, gdzie siądziesz na super fotelu, a nasłuchasz się przy tym stole … Lepiej się kątem przespać w domu miłości, niż na super wersalce, gdzie za drzwiami słyszysz jak kłócą się, nienawiść, złość, ordynarne słowa i inne rzeczy.
To co ostatnio tak do nas bardziej dotarło, że „Jezus nie miał gdzie głowy skłonić”, ale tak naprawdę Jezus powiedział, że pragnie skłonić Swoją głowę w tobie, we mnie. I to jest pożyteczne dla nas, kosztowne, kiedy Chrystus może mieć miejsce w nas.
Jezus szukał gdzie indziej miejsca, w ludziach, a nie w fizycznych budynkach. Chodził i szukał i nie miał miejsca, gdzie mógłby w nich znaleźć miejsce dla siebie. Dlatego szukał i szukał i w końcu znalazł tego, czy tego człowieka. Znalazł mnie, ciebie, żeby zamieszkać w nas i napełniać nas rozkoszą tego wieczerzania. Chwała Bogu za wszystko, co się dzieje dla chwały Jezusa, że przez jakąkolwiek cząstkę ciała Chrystusowego dokonuje się dzieło, które może pomóc komuś. (...)

