11-04-2026 Marian - Jeden Nauczyciel i Jego uczniowie cz2
Słowo z 11-04-2026 Marian - Jeden Nauczyciel i Jego uczniowie
Chwała Bogu.
Wczoraj mówiliśmy o byciu uczniami, o Nauczycielu, który chce mieć uczniów na swoje podobieństwo. Dzisiaj chcielibyśmy mówić o tym dalej. Mamy niesamowicie ułatwione zadanie jako uczniowie Jezusa Chrystusa, gdyż wszystko kim byliśmy zanim Go poznaliśmy jest do usunięcia. Zadanie proste, nie musimy nic przebierać, wszystko trzeba usunąć co jest nasze, wszystko musi stać się nowe. Dziwne, że wierzący ludzie tyle się uczą i nie mogą zrozumieć, że wszystko jest do usunięcia. Ani jedna rzecz nie może pozostać nie usunięcia, bo ona nas będzie skażać. Widzimy po latach wierzących uczniów Chrystusa Jezusa, którzy nadal są skażeni swoim "ja". A problem jest w tym, że oni tego skażenia nie uznają za skażenie, uznają to za normalną cechę swojego charakteru i to jest naturalne, że chrześcijanin czy chrześcijanka mają swój własny charakter, swoje własne przyzwyczajenia, swoje własne ulubione rzeczy . Widzicie, to jest właśnie problem, bo wszystko w nas musi się zmienić na podobieństwo Jezusa. Musimy lubić to co On lubi, żyć w ten sposób jak On żyje, słuchać tego czego On słucha, mówić o tym, o czym On mówi. Wszystko musi w nas zamienić się na to Kim On jest. Nie powinno nam to długo zejść, żeby zrozumieć, a jednakże jest doświadczenie, bo okazuje się, że człowiek jednak przypisuje sobie jakieś chwalebne działania. Przypisuje sobie jakieś dobro, które wydaje się, że czyni, a więc można je zachować. Ale Słowo Boże mówi, że nasze najlepsze nawet dobre uczynki są jak szata skalana, nie nadają się. Bóg rozsądza i mówi to nie jest dla Mnie. Dla Mnie musi to być mój Syn.
Już na pierwszej lekcji mamy wyjaśniony temat, że my musimy zginąć całkowicie, aby w nas był Chrystus. W tej szkole uczymy się pozbywania siebie i przyjmowania tego, co Chrystusowe, bo Chrystusowe jest wspaniałe. Ono przyniosło nam niesamowitą ulgę, uwolnienie od tych wszystkich złych rzeczy, od chaotyczności, od złośliwości, od tego wszystkiego Chrystus przyszedł nas uwolnić. Jego nauki są niesamowicie wspaniałe dla nas, bo my wiemy jak krzywdzimy innych i On zaczyna uczyć nas tego, jaki On jest. On nikogo nie skrzywdził i On chce, abyśmy się tego od Niego nauczyli. Sprawa powinna być na prawdę bardzo prosta. On powiedział nawet wręcz tak: jeżeli chcemy być Jego uczniami, to musimy znienawidzić siebie samych i wszystko co zostało skażone grzechem. Wtedy będziemy chętnie przyjmowali to, co On mówi, bo będziemy cenili sobie to, co On do nas mówi i Kim On jest. Jego nauka nie będzie łechtać naszych uszu, ale będzie docierała do naszego serca i będzie napotykała tam chęć aby właśnie w ten sposób żyć. O tym mówi Jezus, kto słucha i wykonuje.
Mamy problem, który jest bardzo ważny, bo wielu jest uczniami Jezusa, ale nadal nie odrobili tej lekcji, gdzie nie uznali wszystkiego kim są za skażone i nie nadające się do tej szkoły. Dlatego wielu cały czas ma problem ze swoim "ja". To "ja" po prostu cały czas przeszkadza, aby Chrystus był uwidoczniony. To "ja" produkuje różne rzeczy. To "ja" się uraża, to "ja" się cieszy, to "ja", to "ja".
W szkole Jezusa Chrystusa w centrum jest krzyż, na którym On jest ukrzyżowany, a my wraz z Nim. Lekcja zaczyna się od krzyża, my się dowiadujemy że dla nas nie było miejsca u Boga, więc trzeba było nas usunąć, i dlatego Jezus umarł, a my w Nim. Jeżeli uczeń już na pierwszej lekcji jest nieuważny, to później mają problem, bo cały czas produkują to swoje "ja" i pomnażają. Potem idą dalej i nie rozumieją o co tu chodzi, czy ja jestem takim złym człowiekiem, żeby tak do mnie mówić, że jesteś ślepy, ślepa, głuchy, nie potrafisz nawet dobrze mówić. Czy ja tak nie umiem mówić? O co chodzi temu Jezusowi Chrystusowi? Może później człowiek się urażać nawet na Jezusa dlaczego On tak do mnie mówi, co ja jestem jakiś nierozumny? Przecież wiem co On mówi. Ale Jezus mówi kto słucha, rozumie i zachowuje, wydaje owoc. Kiedy nie ma tego wydawania owocu, to znaczy, że człowiek nie do koca rozumie co mówi Jezus. To dla mnie i dla ciebie jest bardzo, bardzo ważne i chcielibyśmy właśnie o tym dalej mówić jaki jest nasz Nauczyciel, bo uczniowie mają być jak Nauczyciel.
Nauczyciel jest więc dla nas wzorem do naśladowania i dobrze byłoby gdybyśmy sprawnie pojmowali, że nie mamy już czynić tego, co my byśmy chcieli, ale to co chce Nauczyciel. Powinniśmy to zrozumieć, że prawdziwie będziemy ludźmi, którzy będą się prawidłowo rozwijać i wzrastać, gdy będziemy żyć nauką Nauczyciela , a nie starymi naukami, które produkowały nasze charaktery. Te charaktery często funkcjonują dalej w chrześcijaństwie i dalej one właśnie nie pozwalają, żeby wierzący ludzie byli jedno, żeby się miłowali nawzajem, żeby się budowali. Oni cały czas mają zwarcia, starcia, cały czas czegoś się dopominają, czegoś doszukują o coś oskarżają, cały czas coś się dzieje. To jest właśnie ten zepsuty człowiek, który potrzebuje być ukrzyżowany. Mówiliśmy już kiedyś, że zapis do szkoły Jezusa jest poprzez ukrzyżowanie. Dopiero uczeń może uczyć się nauki Nauczyciela, kiedy umrze dla starych nauk, dla wszystkich starych nauk. Nawet jak coś wykonywaliśmy w pracy, to chociaż umieliśmy to wykonać, często płynęło z tego zło, niechęć do kogoś, złość na kogoś, albo to, albo tamto, że ludzie nie cenią tego, co robimy. No cokolwiek to było, nie było to w Duchu Chrystusowym, tylko raczej urażanie się starego Adama, starej Ewy, że ktoś nie ceni, albo może ktoś coś zniszczył, już wielka niechęć, zawiść, bo jak to można było. Chociaż człowiek sam zniszczył innym niejedno, to jednak bardzo nie lubi, gdyby jemu to zniszczono.
Różne rzeczy i różne charaktery - sami wiecie o czym mówię - to nie są rzeczy niezrozumiałe dla ludzi.
Ewangelia Jana, 15 rozdział, od 22 wiersza.
"Gdybym nie przyszedł i do nich nie mówił, nie mieliby grzechu, lecz teraz nie mają wymówki z powodu grzechu swego. Kto mnie nienawidzi i Ojca Mojego nienawidzi, Gdybym wśród nich nie pełnił uczynków, których nikt inny nie czynił, nie mieliby grzechu, lecz teraz i widzieli i znienawidzili zarówno Mnie jak i Ojca Mego. Jednakże Słowo, które jest w zakonie ich napisane, wypełniło się: bez przyczyny Mnie znienawidzili".
Bez przyczyny Mnie odsunęli od swojego życia. Jezus nigdy nikomu z nas nie zrobił krzywdy. Nie ma przyczyny, żeby Jezusa odsunąć i próbować żyć po swojemu. Nie ma przyczyny, żeby uznać że Jezus jest niewystarczający. Nie ma żadnej przyczyny, żeby podjąć się samowolnego działania. Jezus nie dał żadnej przyczyny, ponieważ udowodnił swoją miłość do każdego z nas, dając się ukrzyżować za nas, abyśmy my mogli być uwolnieni. Nie ma przyczyny, żeby Jezusa usunąć ze swojego codziennego życia i być skoncentrowanym na sobie samym. Nie ma żadnej przyczyny, żeby Jezusa nie słuchać. Nie ma żadnej przyczyny, bo w Jego Słowach nie ma żadnego złego nastawienia do nas. Nie ma chęci oszukania nas, żadnej chęci. Nie ma nic kłamliwego, a więc odsuwanie się od Chrystusa nie ma żadnej logicznej przyczyny, żadnej. A jednakże wierzący ludzie to czynią. Odsuwają się od Niego, zostawiają Go, podążają po swojemu, tak jak sami to widzą, a wtedy nie ma gorliwości, żeby być jak Nauczyciel. Nie ma chęci, aby być jak Nauczyciel. Człowiek czuje, że jest w porządku, o co chodzi? W czym jest problem? Gdzie jestem złym człowiekiem? Nie widzę byś mógł mi coś udowodnić. Jednakże Nauczyciel mówi, że już się urodziliśmy złymi ludźmi, a tylko wzrastaliśmy w tym złu. A Nauczyciel przyszedł, aby usunąć całe zło i uwolnić nas od tego zła, od tego życia po swojemu, według swojej chwały.
Wiemy, że Jezus mówi: nie mieliby grzechu. O jaki tu grzech chodzi? Bo nie uwierzyli w Niego - to jest grzech, o którym przekona też Duch Święty, że nie uwierzyli w Niego. Nie przyjęli Go jako swojego Zbawiciela. Wierzyli, nawet uznawali, że musi być prorokiem, kimś naprawdę cennym, ważnym, bo kto by takie cuda czynił. Ale nie chcieli uwierzyć, ze jest Synem Bożym, że przyszedł aby zbawić grzeszników, uwolnić z grzechów.
Mamy bardzo ważne doświadczenie, gdzie wróg próbuje nas oszukać w tych pierwszych lekcjach Chrystusowych, żeby kolejne lekcje już nie trafiały na odpowiedni grunt, żeby one się odbijały, żeby to były lekcje, które trafią gdzieś na skałę, na drogę, między jakieś chwasty, żeby nie trafiały do serca czystego, otwartego, chętnego, aby żyć każdym Słowem, każdą nauką Nauczyciela, więc diabeł szybko rozpoczyna szturm. Widzimy to już w Biblii, kiedy powstawało ciało Chrystusa, kiedy Chrystus odszedł do Ojca, jak szybko diabeł zaczął mieszać tam, a Paweł mówi - niczego nie chcemy znać między wami jak Chrystusa i to ukrzyżowanego. On to mówi też do wierzących ludzi, bo ludzie stracili moment ukrzyżowania wraz z Chrystusem i wszystkie te lekcje, listy które były pisane trafiały na ludzi dumnych, pysznych i aroganckich. Oni gotowi byli sprzeczać się z tym co pisał apostoł i nie przyjąć tego. Sam mówił, wy sami twierdziliście, że moja mowa jest niewiele warta, są lepsi mówcy ode mnie. Oni oceniali według tego kto z jakim akcentem mówi, kto mówi bardziej elokwentnie, bardziej ciekawie. A nie patrzyli czy mówi prawdę czy nie. Byli już zwiedzeni przez diabła, bo przestali słuchać Jezusa i Jego apostołów a zaczęli słuchać tego co ucho łechce. Apostoł już wtedy o tym pisał, a więc diabeł działał szybko, żeby znieść te początkowe lekcje, bo bez nich dalsze nie trafią dobrze. Człowiek musi być otwarty, żeby następne pouczenia trafiały na człowieka, który już umie przyjmować te pouczenia i nie żyje pod potępieniem, ani pod fałszywą chwałą, ale jest świadomy tego, że w nim nie ma nic dobrego, nic dobrego nie ma. Cokolwiek dobrego może być, to tylko to, co Jezus uczyni we mnie. Tylko to może być dobre, a bez Jezusa nie ma nic dobrego, nie ma żadnej chwały.
Apostoł pisze później, dlaczego przyjmujecie chwałę, jakbyście sami do tego doszli, przecież wy nie doszliście do tego sami, tylko Bóg was tym napełnił. Dlaczego bierzecie to, co Bóg wam dał i używacie dla własnej chwały. Przecież nie osiągnęliście tego swoją elokwencją, rozumem ani czymkolwiek. Bóg was obdarzył, a więc oddajcie Bogu chwałę, że to co macie naprawdę dobrego i co może posłużyć innym, pochodzi od Boga w Chrystusie Jezusie. To jest coś, czego uczymy się, Jezus uczył tego cały czas swoich uczniów. Uczył ich świadomości, że są Jego uczniami i nie znaczy to, że mają zabijać, ściągać jakiś ogień na wioskę samarytańską, bo są tacy poruszeni tym, że oni Jezusa nie przyjęli, tacy zaangażowani w to. Jezus mówi złe jest to wasze zaangażowanie, Ja nie jestem tak zaangażowany, idziemy do innej wioski, nie musimy atakować ludzi , którzy czegoś nie rozumieją, nie musimy ich za to zabić, że czegoś nie rozumieją. Zresztą sami, uczniowie nie rozumieli Jezusa, więc też musieliby zginąć, mieli wiele różnych pomysłów.
Jest to dla nas zrozumiałe? Nie ma w nas nic dobrego. To jest ciężka lekcja, wiem, ale gdyby coś było w nas dobrego, Jezus nie umarłby na krzyżu. To dobro zostałoby otoczone troską i z tego Bóg coś by zrobił. Zaczęłoby to się rozrastać, docierać do innych. Bóg zrobiłby to, bo Bóg potrafi. Nic nie było w nas dobrego, wszystko zostało skażone, straciliśmy chwałę Bożą i wszyscy żyliśmy w upadłości, kiedy przyszedł Jezus, ten wspaniały Chrystus. On przyszedł w odpowiednim momencie, żebyśmy pojęli, że żyliśmy bez Boga na tym świecie i byliśmy nikczemnikami. Jeżeli tylko wrócimy do swojego "ja", znowu będziemy nikczemnikami, bo inaczej nie umiemy.
Człowiek, który chce być uczniem Jezusa, uczennicą Jezusa, musi cały czas rozumieć, że Jezus ma wiele pracy z nim. Dobrze, żeby On tą pracę mógł wykonywać. Ja nie będę Mu przeszkadzać, mówiąc już Jezu nie musisz, ja już potrafię, już nie musisz tego robić. Jezus mówi beze Mnie nic nie uczynicie i koniec, amen. Prawdziwie moglibyśmy powiedzieć wszystko co złe to my, wszystko co złego tu się dzieje, to my. Chrystus nie jest w niczym złym. On nie jest udziałowcem czyjegokolwiek grzechu. On nie popełnia grzechu, więc cokolwiek złego się dzieje między nami, to my. A cokolwiek dobrego się dzieje między nami, to Chrystus. Wtedy oddajemy chwałę prawidłowo, nie sobie, tylko Temu, który przyniósł nam to dobro w Sobie. Wtedy jest szansa, że czegoś się nauczymy, bo Bóg pokornym łaskę okazuje, pysznym zaś przeciwstawia się. Jeżeli mamy jakieś wysokie mniemanie o sobie, to znaczy że gdzieś już nas wróg podszedł i wydaje nam się że musimy chyba być mądrzejsi od innych, skoro potrafimy sobie poradzić w takiej czy innej sytuacji. Ale prawidłowo nie potrafimy sobie poradzić w jakiejkolwiek sytuacji, tylko wtedy kiedy to Duch Boży nas prowadzi w tej sytuacji, wtedy my idziemy zgodnie z wolą Bożą, a jeśli sami, to sami wiemy do czego dojdziemy, zepsujemy. Nawet gdyby na początku wyglądało to dobrze, to i tak zepsujemy to.
Mamy oczywistą sprawę. Dlatego jest tyle problemów, tyle ludzi wierzących jest zagubionych, bo cały czas nie umieją się przyznać do swojego zła. Jezus mówi, kto wyznaje, kto się przyznaje, temu Bóg okaże łaskę, oczyści. Ale jeśli człowiek nie uznaje zło za zło, tylko zło nazywa dobrem, to zostanie z tym złem jako dobrem i z tym złem jako dobrem stanie przed Sędzią i usłyszy, że to nie jest dobre tylko złe i z powodu tego zła, będzie musiał zginąć w ogniu gehenny. Lepiej nie okłamywać się w szkole Jezusa, tylko uznawać prawdę. Skoro Jezus nazywa to złem, to jest to na pewno złe. Nauczyciel umiłował swoich uczniów do końca. Jeżeli umiłował nas do końca, to znaczy, że przyjął nas takimi jakimi byliśmy, nie wypominając nam czegokolwiek, ale okazał nam miłość, dobroć, zawiązując z nami taką społeczność, chociaż cały czas potrzebujemy Jego Krwi, Jego ofiary, Jego pracy. Jednakże On z nami związuje się takimi swoimi obietnicami, że jeśli Jemu zaufamy, to nigdy nie będziemy zawstydzeni, On przyprowadza nas do tego, że On nas umiłował i Jego miłość jest doskonała, dlatego poniósł nasze grzechy na krzyż. Możemy być zdziwieni, może przeczytajmy Drugi List do Koryntian, 12 rozdział, 15 wiersz.
"Ja zaś sam jak najchętniej sam na koszta łożyć będę i samego siebie wydam za dusze wasze. Czy tak ma być, że im więcej ja was miłuję, tym mniej przez was mam być miłowany?"
Apostoł doznaje tego samego, czego doznaje Chrystus. On nas miłuje, okazuje nam miłość i coraz mniej jest miłowany. Staje się kimś, nawet nie do końca potrzebnym. Człowiek coraz bardziej sam czy sama radzi sobie w tych różnych wydarzeniach, a nie radzi się Chrystusa. Nie radzi się Tego, który wie wszystko co powinno się wydarzyć. Uczeń uczy się od swojego Nauczyciela i jeżeli uczeń uważa, że jest mądrzejszy od Nauczyciela to znaczy, że to jest głupi uczeń, bo skoro Jezus jest naszą mądrością we wszystkim, to prawidłowo będzie przygotowany każdy, kto będzie mądry dzięki Jezusowi.
Musisz wiedzieć, że żyjąc na tej ziemi, masz możliwość albo uratować się w Chrystusie, albo zginąć w gehennie. Człowiek lekko podchodzi do tej sprawy, o której dzisiaj mówię i wydaje mu się ta sprawa taka nie do końca ważna, bo człowiekowi wydaje się, że sobie poradzi ale widzieliśmy już wielu braci i sióstr, którzy nie poradzili sobie i okazali się raczej porozbijani przez wroga. Może udało im się jeszcze trochę ujść z życiem, ale niektórym się nie udało, bo myśleli sobie że sami mogą sobie dać radę w chrześcijaństwie, a diabeł na takich czeka, a potem mamy rozbitków duchowych, którym się wydawało, że oni sobie dadzą radę. Nie dają rady i nie dadzą rady.
Mamy coś naturalnego i apostoł to samo mówi. Jezus umiłował nas do końca i im bardziej ta miłość jest okazywana, tym łatwiej ludzie lekceważą Jezusa. To jest niesamowite, jak stary człowiek potrafi marnować to co wspaniałe, zajmując się tym co jest w ogóle niegodne uwagi.
Ewangelia Jana 15 rozdział, od 12 wiersza.
"Takie jest przykazanie Moje, abyście się miłowali jak Ja was umiłowałem. Większej miłości nikt nie ma nad tę jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich. Jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli czynić będziecie co wam przykazuję".
Nauczyciel mówi bardzo wyraźnie, że On daje rozkaz, wszystkim uczniom, żebyśmy miłowali się nawzajem jak On nas umiłował, żebyśmy troszczyli się o siebie nawzajem, starali się, aby każdemu się powiodła i aby każdy mógł wejść do wiecznej radości Niebiańskiego Ojca i Jego Syna Jezusa Chrystusa, bo Jezus właśnie po to przyszedł, aby zbawić nas, uratować, wyprowadzić z niewoli i wprowadzić do wiecznej radości.
Mamy więc miłość, Nauczyciel miłuje swoich uczniów i On oczekuje, że uczniowie będą miłować swojego Nauczyciela i będą też się nawzajem miłować.
W szkole Jezusa miłość jest podstawą bycia z Nim. My doznajemy Jego miłości i On chce, abyśmy tą Jego miłością, która On nas umiłował obdarzali się nawzajem, abyśmy się ćwiczyli w pobożności i sprawdzali jak nam się wiedzie. Czy używamy Jego miłości, czy raczej swojego własnego charakteru do oceniania sytuacji, do podejmowania decyzji, każdy ma jakiś charakter. Jeżeli nie jest ukrzyżowany, to każdy ma jakiś charakter. Charakteru nie mają tylko ci, którzy są ukrzyżowani w Chrystusie, oni już umarli dla swoich charakterów. Oni mają nową naturę, wszystko stało się nowe.
Nauczyciel chce, abyśmy żyli w nowości, ale On musi nas oduczyć tego zła. Uczy nas dobra, ale też pokazuje - tego już nie czyń, w to już nie wchodź, tego nie potrzebujesz. Uczysz się, że wcześniej to byś się w to zaangażował, w tą rozmowę, czy w tą, a teraz zdajesz sobie sprawę, że już się nie angażujesz, już nie wchodzisz w te rzeczy. Zdajesz sobie sprawę, że tam nic dobrego z tego nie wyniknie, bo skoro ciała angażują się w coś, to tam na pewno będzie skażenie, więc już nie wchodzisz w te wydarzenia ciała. Dlatego też Paweł mówił, że nie radził się ciała i krwi.
Mamy sprawę oczywistą. Nauczyciel miłuje uczniów, a uczniowie mają miłować Nauczyciela i siebie nawzajem jak mamy się miłować, skoro my dalej reprezentujemy nasze charaktery. Tak nie da rady, my musimy okazać sobie nawzajem, że jesteśmy zaangażowani w naukę Nauczyciela, że ta nauka jest dla nas ważna, my pokutujemy, oczyszczamy się, rozmawiamy ze sobą w jaki sposób postępować prawidłowo, jak Jezus powiedział to, jak powiedział to. Wtedy staje się oczywistym, że zaczynamy się nawzajem miłować, bo cenimy to, że chcemy się nawzajem uratować. Wtedy nie stajemy sobie na drodze, ale stajemy ze sobą, żeby poradzić sobie z tym czy z tym doświadczeniem.
Jezus jako Nauczyciel okazał co to znaczy przebaczenie. Kiedy widzimy moment ukrzyżowania, jest straszny moment. Ludzie tam kpią z Niego, szydzą, śmieją się. Są tam też ukrzyżowani z Nim dwaj złoczyńcy, jeden po prawej stronie, drugi po lewej i ci dwaj złoczyńcy też dołączyli do szyderców. To niesamowite, ludzie ukrzyżowani, kończy się ich życie, a oni też kpią z Jezusa, szydzą sobie z Jezusa. W jakimś momencie, możliwe że chodzi o to, że jeden z nich już przegiął kiedy mówił: no, skoro jesteś Jezusem, to uratuj siebie i nas. Może ten drugi złoczyńca widząc już, że za daleko poszli z tym szyderstwem i kpiną, a zarazem widząc zachowanie Jezusa, zrozumiał że to chyba oni są w błędzie i mówi: słuchaj, my jesteśmy prawidłowo winni, ale On nie. Wtedy mówi do Jezusa: Jezu, wejrzyj na mnie, kiedy wejdziesz do swojego Królestwa. Zobaczcie jak Jezus przebacza temu złoczyńcy całe to szyderstwo, tą kpinę. Po prostu mu przebacza i mówi: powiadam ci, dziś będziesz ze Mną w raju. Niesamowite przebaczenie! Złoczyńca przyznał się. Jezus przebacza na prawdę. To nie jest tak, że On przebacza kiedy jest wygodnie. Rozumiesz, jesteś ukrzyżowany, za chwilę grzechy całego świata będą złożone na ciebie, tu jeszcze sobie szydzą, kpią i mówią zejdź z krzyża, a uwierzymy w Ciebie i jeden z nich zmienia swoje myślenie i przychodzi do Jezusa i otrzymuje przebaczenie. Tak Jezus przebacza. Czy jesteś gotowy, gotowa naśladować Go?
Nauczyciel chce, abyśmy byli jak On. Czy jesteś gotowy, nawet w chwili największego doświadczenia mieć tak czyste przebaczenie jak Chrystus? To jest lekcja, którą trzeba odrobić. Mamy Szczepana, który nie jest winny, nic złego nikomu nie zrobił tak jak jego Zbawiciel Jezus Chrystus, a ludzie źli, złośliwi, zawistni postanowili go oczernić, udowodnić że łamie prawo, człowiekiem, który zasługuje na śmierć, bluźniercą. Kiedy oni go kamienują, on widząc Chrystusa po prawicy Boga, robi dokładnie to co jego Jezus. On jest uczniem, który naśladuje swojego Mistrza i dokładnie robi to samo - przebacz im to, co czynią teraz, przebacz im.
Zobaczcie, Nauczyciel chce, abyśmy byli jak On. Jeżeli On przebacza, to i my mamy przebaczać. Jeżeli chcesz być w Jego szkole, to musisz się nauczyć tej lekcji przebaczenia, nie nosić urazy, nie chodzić z nastawieniami i nie przebaczać po łebkach, tylko w rzeczywistości. To nie jest tak: a, przebaczam ci, a później wychodzą wszystkie nastawienia. Kiedy widzimy w takich doświadczeniach, kiedy uczeń staje wobec tak samo niesłusznej śmierci jak jego Nauczyciel, uczeń robi dokładnie to samo.
Przebaczenie jest czymś bardzo ważnym i to są codzienne lekcje u Jezusa Chrystusa. Jeżeli nauczysz się przebaczać, nie będziesz wrogiem żadnego człowieka. Nie będziesz walczyć o swoje, będziesz swobodny aby czynić to, co jest godne, aby innym pomóc. Nie będziesz nosić nastawień, wygrasz. Jednak Chrystus wygrał. To nie złoczyńcy wygrali, którzy myśleli że są teraz silni, bo Go ukrzyżowali. On wygrał, bo nie dał się im nastawić przeciwko sobie. Wygrał z tym starym Adamem, który szybki jest do zemsty, aby oddać. Jezus tego nie zrobił, więc u Niego w szkole jednymi z pierwszych lekcji jest miłość okazana nam poprzez pójście na krzyż i wydobycie nas z niewoli diabła, abyśmy też tak się miłowali, abyśmy wszyscy chodzili na wolności. Łączy się też z tym przebaczenie, abyśmy mogli przebaczać. Jezus, kiedy mówił o sianiu, o ziarnie Słowa Bożego, nie mówił przepatrujcie wszystkich i ewentualnie mówcie Słowo Boże tylko tym, których byście byli zupełnie pewni, że oni będą chcieli według tego Słowa postępować. Jezus tego nie mówi, Jezus pokazuje - mówcie wszystkim, siejcie we wszystkie miejsca. To, co zrobicie może zostać zmarnowane, ale nie wiesz kto to zmarnuje, a kto z tego skorzysta.
Jezus tak samo mówi: idźcie na cały świat i głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu, kto uwierzy będzie uratowany, uratowana.
Widzimy, że nasz wybiórczość często jest nieprawdziwa i człowiek mówi ja bym nigdy nie uwierzył, że ty uwierzysz, to nie było w ogóle widoczne, żebyś ty stał się wierzącym, wierzącą, a jednak tak się stało. Człowiek myśli o kimś: no ten człowiek na pewno, widać to, a za chwilę patrzysz a tego człowieka już nie ma. Nasze oczy nie są w stanie ocenić tego, dlatego Jezus mówi, siejcie. Paweł też mówił, że jesteśmy taką ziemią, która wydaje dobry plon, aby to co jest w nas siane - Słowo Boże, wydało plon. To musi być ziemia, która słucha, zachowuje i w wytrwałości wydaje owoc. Jedną z takich rzeczy, które uczy Nauczyciel jest współczucie. Nie nostalgia, nie taki płacz jak na filmach, a w rzeczywistości siekiera i pięść, tylko prawdziwe współczucie.
W Ewangelii Mateusza, w 14 rozdziale, 13 i 14 wiersz.
"Gdy Jezus o tym usłyszał, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce puste, na osobność. A kiedy o tym usłyszał lud, poszedł za Nim z miast piechotą i wyszedłszy ujrzał mnóstwo ludu i zlitował się nad nimi i uzdrowił chorych spośród nich."
Widząc jak potrzebują tego, co On ma, chociaż nie widzą może więcej w Nim tego, czego chciałby żeby mogli widzieć, ale widzą, że On może nas uzdrowić. On ulitował się nad nimi i dał im to. Nie powiedział, wy i tak tego nie docenicie, idźcie sobie, chorujcie dalej. On po prostu ich uzdrowił, chociaż wiedział, że oni skorzystają z tego tylko dla swojego zadowolenia, a nie po to, żeby służyć w tym zdrowiu Bożej sprawie. Ale zlitował się nad nimi.
W Ewangelii Łukasza, w 7 rozdziale, od 11 wiersza:
"A zaraz potem udał się do miasta zwanego Nain, i szli z Nim uczniowie Jego i mnóstwo ludu. A gdy się przybliżył od bramy miasta, oto wynoszono zmarłego, jedynego syna matki, która była wdową, a wiele ludzi z tego miasta było z nią. A gdy ją Właściciel zobaczył, użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz. I p odszedłszy, dotknął się noszy, a ci, którzy je nieśli stanęli. I rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię, wstań. I podniósł się zmarły i zaczął mówić i oddał go jego matce".
Kiedy widział tą kobietę już samą, ulitował sia nad nią, bo miał serce czułe na ból, na smutek, na doświadczenia innych ludzi. To jest ten Nauczyciel, który z jednej strony jest niesamowicie twardy, zdecydowany, a z drugiej niesamowicie współczujący, który potrafi zobaczyć to, co wielu umyka, aby wyjść naprzeciw i udzielić tego co On ma, aby dać tym ludziom. Jeżeli my też będziemy tak trwać w Nim i Jego litość, Jego miłosierdzie, Jego czysty smutek będzie w nas, to może i tak być, że Bóg da nam uczynić również i to, co On uczynił, bo On tak powiedział.
Tak bardzo ważne jest, żebyśmy nie chodzili w złych nastawieniach, ale abyśmy mieli serce czułe na to, co dzieje się złego na tej ziemi, abyśmy do tego zła się nie dokładali.
W Ewangelii Jana, 11 rozdział od 33 wiersza:
"Jezus tedy widząc ją płaczącą i płaczących żydów, którzy z nią przyszli, wzburzył się w duchu wzruszył się i rzekł: gdzie go położyliście? Rzekli do Niego: Czcigodny, pójdź i zobacz. I w oczach Jezusa pojawiły się łzy. Rzekli więc żydzi patrz, jak go miłował. A niektórzy z nich mówili: nie mógł Ten, który ślepemu otworzył oczy, uczynić aby i ten nie umarł? Jezus więc znowu będąc wzburzony w sobie, poszedł do grobu, a była to jaskinia u której wejścia leżał kamień, rzekł Jezus: usuńcie ten kamień. Rzekła Mu Marta, siostra umarłego: Właścicielu, już cuchnie, bo jest już czwarty dzień w grobie. Rzekł jej Jezus: czyż ci nie powiedziałem, że jeśli uwierzysz, zobaczysz chwałę Boga? Usunęli więc kamień, gdzie leżał umarły, a Jezus wzniósłszy oczy w górę rzekł: Ojcze, dziękuję Ci żeś mnie wysłuchał. A ja wiedziałem, ze mnie zawsze wysłuchujesz, ale powiedziałem to ze względu na lud stojący wokoło, aby uwierzyli, że Ty mnie posłałeś. A gdy to rzekł zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł umarły mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu odejść".
Mamy znowu Jezusa, który widzi to. Chcielibyśmy mieć to Jego uczucie, takie zdrowe, czyste współczucie innym ludziom w ich doświadczeniach, bo wiemy że Jezus takie współczucie miał wobec ciebie mnie i okazał nam to nie mijając nas, ale podchodząc do nas, aby nam uczynić to, czego nie spodziewaliśmy się, że ktokolwiek chciałby nam tyo uczynić. On jednakże współczuł tym naszym tragicznym działaniom w tym życiu i uczynił to niesamowite działanie, gdzie my zupełnie nie myśleliśmy, że ktoś taki mógłby nam okazać współczucie, a jednakże to zrobił.
W Ewangelii Marka w 1 rozdziale od 40 wiersza czytamy.
"I przyszedł do Niego trędowaty z prośbą, upadł na kolana i rzekł do Niego jeśli chcesz możesz mnie oczyścić. A Jezus zdjęty litością wyciągnął rękę swoją dotknął się Go i rzekł chcę, bądź oczyszczony".
Jezus niczego nie czynił na pokaz, czynił to dlatego, bo naprawdę miłował człowieka i naprawdę litował się nad stanem człowieka. To jest coś, co chcielibyśmy mieć jako Jego uczniowie, żebyśmy nie byli tacy twardzi, tacy oskarżycielscy, tacy z gruntu już wiedzący: a, zgrzeszył, jest ślepy bo zgrzeszył. A Jezus mówi dlaczego tak myślicie? Ani On nie zgrzeszył, ani jego rodzicie, tylko żeby okazała się chwała Boża, mylicie się.
Jezus widzi to i On potrafi się ulitować. Jedno chcielibyśmy na pewno, miłować jak Nauczyciel, przebaczać jak Nauczyciel i umieć zapłakać nad czyjąś krzywdą jak Nauczyciel, nie być hardymi, twardymi, niech sobie też radzi, ja sobie radziłem, niech sobie też radzi, tylko umieć pomóc, ale nie dla własnej chwały, nie po to, żeby inni widzieli, ale dlatego że naprawdę przejęty jesteś tym, co ten ktoś przeżywa, w jakim jest doświadczeniu.
Ewangelia Łukasza, 19 rozdział od 41 wiersza.
"A gdy się przybliżył, ujrzawszy miasto zapłakał nad nim, mówiąc: gdybyś o ty poznało w tym dniu co służy ku pokojowi, lecz teraz zakryte to jest przed oczyma twymi, gdyż przyjdą na ciebie dni, że twoi nieprzyjaciele usypią wał wokół ciebie i otoczą i ścisną cię zewsząd i powalą na ziemię ciebie i dzieci twoje w tobie wytępią, nie pozostawią w tobie kamienia na kamieniu dlatego, żeś nie poznało czasu swego nawiedzenia".
Zobaczcie teraz co robi Jezus dalej. Tutaj płacze nad Jerozolimą, ale z drugiej strony ma gniew przeciwko tym, którzy doprowadzili to miejsce do takiego stanu. On jest zgniewany, widzimy - a wszedłszy do świątyni zaczął wypędzać sprzedających w niej i kupujących. To miało być miejsce modlitwy, gdzie Bóg wysłuchiwałby ich i okazywał troskę temu miastu. Jezus widział skąd to zło się bierze, gdzie są te korzenie. W miejscu, gdzie powinno być miejsce dla Boga założono korzenie zła i robiono tam złe rzeczy. Niszczono w ludziach świadomość Boga. Jezus płacze nad Jerozolimą, ale też idzie do tego miejsca, gdzie uczyniono z miejsca modlitwy jaskinię zbójców, nastawionych, złośliwych, zawistnych, niechętnych, składających ofiary, a w sercu mających zgorzel przeciwko. Jezus idzie tam, aby ich wypędzić z tego miejsca, aby oni tam nie przychodzili w taki głupi sposób, aby przyszli tam żeby szukać Boga, aby im pomógł uwolnić się z tego całego zła, aby nie wnosili zła tam, gdzie jest miejsce, aby zło usuwać, żeby zbliżać się do Boga. Oni dla zysków sprzedali świętość Boga. Więcej ich interesowało żeby coś z tego posiąść i z pobożności czerpać zyski niż to, aby w tym miejscu ludzie mogli się ratować, przychodzić i spotkać się z Bogiem, spotkać się z prawdziwą modlitwą, spotkać się z ludźmi, którzy szukają Boga, tak jak w opowieści o faryzeuszu i celniku, jeden się wywyższał, a drugi się uniżał. Ten, który się wywyższał pokazywał siebie, swoją wielkość, a tamten zrozumiał, że nie jest godzien nawet głowy do Boga podnieść, w tak złym stanie jest. Ale Bóg wysłuchał tego człowieka, bo Bóg kocha ludzi. Nauczyciel kocha ludzi, dlatego doznaliśmy, że dotarł do nas, że pewnego dnia dotarła do nas prawda, że jest ktoś kto nas kocha i chce z nami być i wyruszyliśmy w tym kierunku, aby Go poznać. On chce, żebyśmy w szkole Jezusa uczyli się miękkości, łagodności, uczciwości, prawości, bo wiemy że w starym życiu byliśmy złośliwi, sprytnymi, oszustami, fałszywymi szukającymi zadowolenia ze swojego zwycięskiego pokonania drugiej osoby, zadowolenia ze zła, a nie z dobra.
Jezus chce nas u siebie nauczyć zupełnie czegoś innego, chce oduczyć nas tego zadowolenia z tego z czego ten świat się cieszy, a nauczyć zadowolenia tego, z czego Bóg się cieszy. W szkole Jezusa tracimy głupotę, a nabywamy mądrości, aby szukać tego co dobre, co pożyteczne.
Ewangelia Mateusza, 23 rozdział, od 13 wiersza.
"Biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze. obłudnicy, że zamykacie Królestwo Niebios przed ludźmi, albowiem sami nie wchodzicie ani nie pozwalacie wejść tym, którzy wchodzą".
Niesamowite, prawda? Jezus wykazuje skąd to, że tak źle się dzieje w tym mieście, które powinno należeć do Boga, bo ci, którzy dbać o to, ci którzy uczyli i powinni dbać o czystość tych, których uczą, oni dbali o to, by wytargać z ich kieszeni jak najwięcej dla siebie, aby mieć jak najwięcej korzyści, czy z ich grzechów, czy złego postępowania, z czegokolwiek. Cenili ich na tyle, na ile z nich coś wyciągną, a nie na tyle, żeby ich uratować. Nie zastanawiało ich to, w jakim stanie oni żyją.
Zobaczmy, Jezus dobiera się do tego miejsca, On płacze nad stanem, ale On też nie zostawia tych, którzy mają tak potężny udział w tym, a powinno być inaczej, bo to przecież są ci, którzy są uczonymi, oni powinni uczyć prawdy, żyjąc w prawdzie. Oni porzucili prawdę. W szkole Jezusa nie ma miejsca na faryzejstwo, na obłudę, na szukanie swego. W tej szkole tego się nie nauczysz, bo to jest szkoła diabła. W tek szkole nauczysz się zupełnie czegoś innego, jak stracić, aby naprawdę zyskać, a nie jak zyskać, aby tak naprawdę stracić. Ten sam rozdział od 37 wiersza.
"Jeruzalem, Jeruzalem, które zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie byli posłani. Ile to razy chciałem zgromadzić dzieci twoje jak kokosz zgromadza pisklęta swoje pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto dom wasz pusty wam zostanie, albowiem powiadam wam, nie ujrzycie Mnie odtąd aż powiecie błogosławiony, który przychodzi w imieniu Właściciela".
Jezus z jednej strony płacze, a z drugiej strony jest zgniewany i my jako uczniowie też musimy stać się jak On. Umieć płakać i być zgniewani przeciwko złu, żeby niszczyć zło. Nie tyle żeby płakać jak kiedyś Mojżesz płakał, ale być ludźmi którzy są w stanie przeciwstawić się temu. Mogą płakać, ale też są w stanie stanąć i powiedzieć dość, koniec temu. Jezus dokładnie to zrobił. Czy chcemy się tego od Niego nauczyć? Umieć zapłakać i umieć naprawdę się zgniewać. Gniew nie jest złem, bo Bóg też się gniewa na bezbożnych. Gniewa się też na fałszywych, ale jeszcze nie niszczy tego wszystkiego, bo tak jak mówił w ukryciu płakać będę. My ludzie stworzeni na podobieństwo Boga tak łatwo dajemy się odwracać od Jego Syna z powrotem do swojego "ja", swojej zapobiegliwości, kombinacji, wszystkiego co przecież podzieliło nas. Jezus przyszedł połączyć nas w jedno. Teraz Jezus uczy nas tego wszystkiego. To jest Jego szkoła. Czy jesteś w tej szkole? Czy nabywasz władz poznawczych? Czy masz współczucie, a zarazem i gniew, ale czyste współczucie i czysty gniew. Nie zgodzisz się na kłamstwo, na fałszywą naukę, na fałszywe ewangelizowanie, na fałszywe podlizywanie się ludziom, kiedy tu chodzi o to, żeby ludzie wiedzieli co to jest grzech, a czym jest zwycięstwo nad grzechem, aby potrafili tak jak Jezus powiedział nie potępiam cię, ale idź i więcej nie grzesz.
Jezus chodząc po ziemi i doświadczając tych wszystkich rzeczy, czytamy że również wysławia publicznie Ojca wobec wszystkich i Ojciec odpowiada na Jego takie publiczne wysławianie Go. Nie wstydzi się nazywać Ojca w Niebie swoim Ojcem i wysławiać Go jako swojego Ojca, wysławiam Cię i Bóg odpowiada na to wysławianie. Widzimy w Jezusie czystość, wszędzie jest czysto i On chce na tej czystości nauczyć, wprowadzić nas w tą czystość. Czy chcesz tego? czy chcesz być takim zwyczajnym uczestnikiem religijnych spotkań? Czy chcesz być uczniem Chrystusa, uczennicą, którzy od pierwszych lekcji nie pozostawiają lekcji na boku, ale codziennie biorą swój krzyż, aby iść za Nim i Go naśladować, którzy nie zapominają że codziennie muszą być oddzieleni od światowego życia, aby żyć w Chrystusowy sposób, aby nie nabyć znowu tych władz złośliwości, zawiści, czegokolwiek, bo szybko można odzyskać to, co się straciło, kiedy się przyszło do Chrystusa, aby w Nim odnaleźć to co potrzebne. Kiedy obserwujemy Nauczyciela, widzimy, że On jest doskonale posłuszny swojemu Ojcu. On nie jest nauczycielem uczącym nas jak oszukać Ojca. On uczy raczej, żebyśmy nie oszukiwali, bo zginiemy jak Ananiasz i Safira. Pamiętacie, szybko zginęli. W tej lekcji oni byli pierwszymi reprezentantami kłamców, którzy chcieliby oszukiwać i zwodzić.
Jezus nie chce, abyśmy tak czynili, On chce abyśmy byli posłuszni Ojcu. Czy tak kochasz Ojca jak Syn, aby czcić Go i aby być Mu posłusznym, posłuszną. Widzicie, wielu wierzących, też młodych wierzących, nie ma pojęcia po co tutaj są. Po co są wierzącymi? Po to, żeby być w szkole Jezusa i uczyć się od Niego jak żyje się przed Bogiem w sposób godny Boga. Nie szukać innych nauczycieli, którzy będą mówić co ucho łechce, będą głosić , że i tak jesteś lepszy, lepsza. Cały czas mamy wzrost, rozwój. Nawet apostoł Paweł, który mówi moje życie widzieliście i nie widzieliście nigdzie żebym czynił zło i on mówi chcę dalej poznawać Jezusa, to jest mój Nauczyciel, od Niego chcę pobierać te lekcje i czynić to samo co On. Czytamy o nim, jak później apostoł Paweł pisze, że Chrystus w posłuszeństwie Ojcu doszedł do doskonałości.
Mogę być pewny i ty też, że dlatego mamy ułomności, bo Nauczyciel nie jest dla nas najważniejszy. Dlatego odzywają się stare charaktery, bo Nauczyciel nie jest dla nas wzorem. Dlatego pozwalamy sobie na to czy na tamto, bo nie patrzymy na to co Jezus o tym myśli.
Ewangelia Mateusza 11 rozdział od 28 wiersza.
"Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam odpocząć. Weźcie na siebie Moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, że jestem łagodny i pokornego serca, a znajdziecie odpocznienie dla dusz waszych, albowiem jarzmo moje jest miłe, a mój ciężar jest lekki".
Jezus tu bardzo wyraźnie mówi, do wszystkich którzy mają problemy ze sobą samym, pójdźcie do Mnie, a Ja wam dam odpocząć. W czym dam wam odpocząć? W pokorze i uniżeniu, w łagodności, wasze serce złagodnieje, będziecie łagodni jak baranek. Pokorni jak Syn Boży jest pokorny i wygracie z diabłem, który chce przychodzić na lekcje i podpowiadać jak wygrać z bratem, jak wygrać z siostrą, jak udowodnić że jest się lepszym. On stale próbuje nastawiać, Jezus zaś ratować, zbawiać. Jeżeli będziesz codziennie pobierać lekcje od Chrystusa Jezusa, zwiążesz się z Chrystusem w codzienności, w każdym miejscu, to łagodność, pokora, uniżenie będzie czymś naturalnym. Nie będziesz musiał, musiała nawet o tym myśleć, bo z natury staniesz się jak On. To jest niesamowite, że ludzie mogą wtedy spotkać w tobie Bożego Baranka. O to właśnie chodzi Ojcu, żebyśmy nie byli jak wilki, które udają baranków, ale byli jak baranki, które nikogo nie udają, bo mieszka w nich ten Boży Baranek Chrystus Jezus. Amen.

