Zdrowej nauki nie ścierpią...
Zdrowej nauki nie ścierpią... Część 3
ZDROWEJ NAUKI NIE ŚCIERPIĄ.
Zobaczcie, że przychodzi aby oszukać, zwieść. Czytamy w księdze Daniela, że zwodzi przez pochlebne słowa. Tych, którzy lekko traktują swoje chodzenie z Bogiem, chce przeciągnąć na swoją stronę: „jesteś w porządku, fajny chrześcijanin jesteś, nie wiem o co się oni ciebie czepiają, tacy jacyś nadgorliwi są. Oni nie znają Boga, Bóg cię kocha i ty się powinieneś cieszyć cały czas, a nie chodzić i myśleć, że coś jest nie w porządku, że niby Słowo Boże cię przekonuje cały czas. A ty masz z tym problem i modlisz się, i pościsz, i szukasz Pana. Po co? Ty już nawet nie rób tak, bo kłamstwo zadajesz jeśli to robisz. Bóg kocha przecież swoje dzieci i nie chciałby abyś przechodził tak te doświadczenia. Ty się nie przejmuj tym w ogóle, przecież Bóg to załatwi”. I diabeł przychodzi w ten sposób, podbudowuje cielesność człowieka, podbudowuje jego własną wizję siebie. A co robi Jezus? Rujnuje. Pokazuje beznadziejność starego człowieczeństwa, bo nas kocha i nie chce żebyśmy zginęli.
Jak widzimy, obecnie powoli ginie świadomość, że w Biblii jest Słowo Boże. Powoli Biblia staje się normalną książką, wcale nie ważniejszą od książek teologicznych. Staje się jedną z książek. I często ludzie żyją wg książek teologicznych, według różnych nauk, objawień, wskazań, nauczań, chociaż one stoją przeciwko Biblii, a nie żyją według Biblii, dlatego, że tamte nauczania dają swobodę ciału. Człowiek czuje się fajnie, komfortowo. Nie czuje udręki krzyża, świadomości, że tu mi jeszcze potrzeba zmiany. Nie przeżywa tych rzeczy i na tym bazuje wróg. Daje różne znaki, cuda, w to wszystko on ubiera. Rozumiecie? Diabeł przychodzi wśród rzekomych znaków i cudów w zwodniczy sposób, pokazując ludziom jakoby to było coś pięknego, wspaniałe chrześcijańskie przeżycie itd., a tak naprawdę to już jest odstępowanie od Pana, coraz dalej i dalej.
Człowiek już nie zawraca sobie głowy Biblią. Już wiele razy słyszałem jak mówią: „o, to jest dla teologów. My żyjmy inaczej, radujmy się, cieszmy się każdym dniem.” Kiedyś przyjdzie ogień i spali to wszystko, a my nie chcemy być spaleni.
Cieszę się, że mam nadzieję, że mam możliwość, że Jezus jest, że mogę Go wołać i szukać, ale nie chcę być głupcem, który oszukuje sam siebie. Kiedy widzę, że jestem nie w porządku, nie chcę być głupcem. Jeśli czuję się niekomfortowo, wolę się tak czuć, ale nie chcę być głupcem, który oszukuje samego siebie. Bo jeśli zacznę oszukiwać samego siebie, to co będzie? Chodzi o to, żeby zrozumieć, że my powinniśmy zawsze dziękować za was, bracia umiłowani przez Pana, że Bóg wybrał was od początku ku zbawieniu przez Ducha, który uświęca i przez wiarę w Prawdę.
Cała potęga ludu Bożego to jest właśnie uświęcenie. Lud, który się uświęca i wierzy w Prawdę. Zobaczcie jak my tego dziś potrzebujemy. To jest bardzo trudny czas, naprawdę.
Nie wiem, ale w tych czasach w jedzeniu, jest coś takiego, co pada na umysły fizyczne. Do jedzenia dodają takie rzeczy, żeby odebrać rozum człowiekowi, aby człowiek nie mógł normalnie myśleć, żeby czuł ściśnienie umysłu. Stąd też w szkołach obniżają poziomy, bo już nikt by nie osiągnął poziomów, które były wcześniej. Człowiek robi się coraz głupszy tak naprawdę. Umysły coraz trudniej prawidłowo poruszają się. Jeśli Bóg nas nie zachowa, ty i my padniemy. Jeśli fizyczny człowiek będzie prowadzący, to z powodu skażonego umysłu przez jedzenie, przez wszystko, będzie zwiedziony. Ale jeśli Pan prowadzi, to nie da rady tą chemią, jedzeniem zmienić umysłu.
Dlatego też najważniejsze dla nas jest, by nie według mojego myślenia poruszać się, bo będzie coraz trudniej myśleć, ale według Pana, który może nas zachować. Słowo Boże mówi, że chociażby truciznę nam podali, nie zaszkodzi nam. Pan może uchronić umysły nasze, jeśli będziemy chcieli należeć do Niego. Pan je zachowa, aby one mogły normalnie myśleć. To co będzie chciał zrobić wróg, nie powiedzie mu się, ale my musimy do Pana należeć.
Ale jeżeli będziemy sami siebie oszukiwać, to pozwolimy na to, aby ciało nas prowadziło i wtedy jesteśmy już łatwo oszukani.
Różne sposoby mają wpływać na ludzi. Badają szczury jak się zachowują pod wpływem tego, czy tamtego i powoli zaczynają to podawać ludziom. Już nawet do ryb się dostali, aby napełniać swoimi substancjami. Jeśli Pan nie będzie z nami, zachowa nas. On jest dobry Pasterz.
Musimy pilnować się Pana i nawzajem pomagać sobie. Nie możemy zmienić struktury zboru na zbór „rodzinny”, musi to być zbór żołnierski. Uczniowie cały czas sprawdzają uzbrojenie, czy mają pancerz, czy mają przyłbicę, czy mają pas, czy są gotowi, aby głosić Jezusa.
Tak naprawdę to ludzie w świecie powinni się wstydzić, że nie znają swojego Stwórcy. Oni Go nie znają, a my Go znamy. Człowiek, który nie zna swojego Stwórcy jest w tragedii bezmyślności. Mienią się mądrymi, a nie znają, kto ich stworzył. To jest ich życiowa tragedia, a my wiemy, kto nas stworzył. To my powinniśmy doznawać, że ci ludzie powinni się wstydzić, jeśli nie znają odpowiedzi, kto ich stworzył. Czasami ludziom próbuje się tłumaczyć różne rzeczy, a nie stawia się im pytania: Czy wiesz kto cię stworzył? Jeśli człowiek nie wie, kto go stworzył, to tak naprawdę wiele mu brakuje. Na samochodzie, na ciastkach, na wszystkim jest napisana marka, kto to zrobił, a człowiek, nie wie kto go stworzył! Wymyśla jakieś bzdury, wielki wybuch, ewolucja. Wielki wybuch zrobił wszystko. Jeśli robił takie fajne rzeczy, że nawet ludzi na ziemi, to tak samo i powinien porobić samochody. Ciastko „wie”, że nie powstało z wielkiego wybuchu. Jak wariaci normalnie. Wszystko z wielkiego wybuchu. Ten statek co robicie, to też z wielkiego wybuchu. Wybuchł sobie i teraz płynie po morzu. Człowiek jest tak bezmyślny, że powinien się normalnie wstydzić, że wszystko wie, co kto zrobił, a nie wie, kto uczynił człowieka. Najważniejszej sprawy nie wie.
Ludzie wiedzą, że w nauce istnieje taka prawidłowość (tzw. entropia), że w czasie wzrasta stan nieuporządkowania, czyli wszystko niszczeje.
My musimy się cieszyć, że wiemy, kto nas stworzył. To jest naprawdę wielka sprawa wiedzieć i do Niego należeć. On jest Święty. Panie, chcę do Ciebie należeć! Mieć z Tobą święte relacje, wiedząc, że Ty mnie stworzyłeś Boże. Chcę żyć w Prawdzie, nie chcę się okłamywać i żyć jakbym był człowiekiem ze świata, który nie wie, kto mnie stworzył. Chcę żyć jak człowiek, który wie, kto mnie stworzył. Do Niego należę i Jego rozkazy i Jego Słowo jest mi miłe, bo wiem, że On jest doskonały we wszystkim co czyni. To jest właśnie Prawda. Niech Ona przejmuje moje serce, zdobywa mnie, uwalnia od samowoli, robienia co chcę, napełnia mnie tym, co jest Boże, prawdziwe, niezniszczalne.
Chciałbym jeszcze przeczytać jedną rzecz. Apostoł Paweł pisze w 1 Liście do Tymoteusza, abyśmy „nie zajmowali się baśniami, niekończącymi rodowodami, które przeważnie wywołują spory, a nie służą dziełu zbawienia Bożego, które jest z wiary. A celem tego, co przykazałem jest miłość płynąca z czystego serca i z dobrego sumienia i z wiary nieobłudnej, czego niektórzy nie osiągnęli i popadli w próżną gadaninę”.
Czego nie osiągnęli? Czystego serca, dobrego sumienia i wiary nieobłudnej. Mówią o czymś ale tego nie ma w nich i wtedy opowiadają bajki. Nie może być inaczej. Jeśli człowiek jak nie ma tego, co jest życiem, to co będzie opowiadał? Bajki. Sam niezbawiony, a mówi, jak być zbawionym. To jest bajka i człowiek musi wiedzieć co to znaczy.
A pospolitych i babskich baśni unikaj, ucz się natomiast pobożności. 1Tymo.4,7.
W Księdze Objawienia jest napisane, że dopuściłeś Izebel, która nauczała i wprowadzała baśnie do zgromadzenia, nie trzymając się Słowa Bożego. I takie rzeczy się dzieją, że nie trzyma się Słowa Bożego, tylko ładuje się ludzi emocjonalnie. Podnosi się emocje, aby to one funkcjonowały, a nie Prawda Boża.
Kiedy jestem w pracy, to muszę coś wykonać, muszę włożyć wysiłek, muszę starać się coś zrobić. Praca wymaga mojej koncentracji. Radość będę czerpał z tego, że pracuję, że wykonałem coś dobrze. I to jest piękna radość. Jeśli coś robimy prawidłowo, dla Pana, w Jego imieniu, zgodnie z Jego wolą – to jest radość, to jest szczęście. Ta radość jest czysta i zdrowa.
W liście do Tytusa 1,13 Paweł pisze, aby nie słuchali żydowskich baśni i nakazów ludzi, którzy się odwracają od Prawdy. Ktoś się odwraca od Prawdy i opowiada jakieś rzeczy, inny słucha i wydaje mu się, że można tak żyć i tak mówić. Bardzo często człowiek może opowiadać baśnie.
Pan Jezus powiedział kiedyś: „nie bądźcie jak uczeni w Piśmie, którzy mówią, a nie czynią.” To jest do każdego z nas. Do mnie i do ciebie. Można mówić dobre rzeczy, a nie czynić ich. Wtedy nazywam się faryzeuszem, a nie chrześcijaninem. Wystarczy tylko sprawdzić, czy czynię to co mówię. Czy kiedy kogoś nauczam jak żyć z Bogiem, sam tak żyję? Czy to jest prawda? Prawda jest Prawdą. Ktoś posłucha mnie, nawróci się i pójdzie za Panem. Ale czy ja też z tego korzystam by czynić to, czego uczę innych?
Dawid miał swoje świadectwa. Paweł miał swoje świadectwa, i pisał: „ale nie mówiłbym czego innego, jak to, co sam doświadczyłem i przeżyłem”. Oni mieli swoje doświadczenia i przeżycia z Bogiem, więc mogli się dzielić nimi. Nawet całą noc mogli opowiadać o tym, jak żyje się z Bogiem. Nie musieli wyszukiwać świadectw, oni mieli osobiste świadectwa z Bogiem. I o to tu chodzi, by mieć osobiste świadectwa z Bogiem. Jaki Bóg się okazuje w codzienności mojego życia? Czy ci, którzy mnie widzą, mogą powiedzieć o mnie, że prowadzę czyste, bogobojne, święte życie.
Do tych, którzy mnie nie widzą i nie znają, mogę przyjść i opowiedzieć im różne rzeczy. I wtedy widzimy: „Panie, to jest poważna sprawa”. Jeśli będę próbował oszukiwać innych, zginę. Słowo Boże mówi: „Kto oszukuje brata swego w jakiejkolwiek sprawie, Pan jest mścicielem”. Straszna rzecz.
Dlatego nie chcę oszukiwać, chcę szukać, chcę poznawać Pana, chcę mówić co doświadczam. Chcę się tym dzielić, chcę szukać Bożego działania w moim życiu. Chcę by normalnie Pan pracował nade mną, nad tobą, nad każdym z nas. Wtedy to ma sens.
Czasy końca bazują na tym, że ludzie nie przejmują się spotkaniem z Panem. Są zajęci różnymi innymi rzeczami, ale nie przygotowywaniem się na spotkanie z Panem. Oblubienica przygotowała się, bo miała sprawiedliwe uczynki. Żyła wg nauki Chrystusa. Ona była Mu posłuszna i ta szata była tkana.
Dałby Bóg każdemu z nas, abyśmy stanęli kiedyś przed Panem i Pan mógłby powiedzieć: „Sługo wierny i dobry. Wierny mi byłeś w tym, wejdź do radości”. To jest bardzo ważne dla nas. Rozumiemy się? My tak bardzo tego potrzebujemy, aby szczerze ze sobą rozmawiać. Musimy pokonać pewną barierę niechęci do szczerej rozmowy. Jeśli chcemy uczyć się Prawdy, to musimy pokonać barierę niechęci do słuchania Prawdy. Bo jeśli nie pokonamy tej bariery, to nie będziemy słuchać Prawdy, ani też nie będziemy szczerzy. To jest niemożliwe.
Bariera ciała musi być pokonana. Ciało musi być ukrzyżowane, abym mógł wejść w to dobro. Jeśli nie pokonam tej pierwszej, nie wejdę w tą drugą. Muszę zniszczyć swój opór wobec szczerości, opór wobec miłości, opór wobec Prawdy, opór wobec oddania swego życia Bogu i Kościołowi, opór wobec służby. Muszę zniszczyć wszystko co się spiera z Bożą Prawdą, żebym mógł skorzystać z Bożej Prawdy. Jeśli nie będę krzyżował tego, to ta Prawda będzie mnie mijała. Tak naprawdę nie będę Nią zainteresowany.
W 2 Piotra 1:16-19
„Gdyż oznajmiliśmy wam moc i powtórne przyjście Pana naszego, Jezusa Chrystusa, nie opierając się na zręcznie zmyślonych baśniach, lecz jako naoczni świadkowie jego wielkości. Wziął On bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki go doszedł głos od Majestatu chwały: Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem. A my, będąc z nim na świętej górze, usłyszeliśmy ten głos, który pochodził z nieba. trzymając się go niby pochodni, świecącej w ciemnym miejscu, dopóki dzień nie zaświta i nie wzejdzie jutrzenka w waszych sercach”.
Przez wiarę patrzenia na Pana widzę, jak sobie możemy być bliscy we wzajemnej pomocy, aby być z Panem teraz i na wieczność. Albo też możemy być sobie dalecy, chociaż blisko ale dalecy, nie współpracujący razem w tej jednej sprawie, nie oczyszczający się, nie pozbywający się zła, zaniedbujący słuchanie Słowa i czerpania z tego Słowa, zaniedbujący to, że Jezus oręduje, aby móc się oczyścić i pozbyć czegoś złego.
Możemy być znalezieni jako ludzie, którzy zmarnowali czas swego nawiedzenia, albo jako ludzie, którzy wykorzystali czas swego nawiedzenia.
Na zgromadzeniach najbardziej jest potrzebna nam Prawda, i to taka Prawda, którą będziemy słuchać i żyć tą Prawdą. To my musimy umrzeć. Jeśli przychodzę nadal ze swoimi starymi przyzwyczajeniami na zgromadzenia, to tak naprawdę „przeżyję jakoś”. Ale przeżyć, a być szczęśliwym, to jest różnica.
Można powiedzieć, że zwiastowanie uświęceniowe nigdy nie opuści Kościoła. Zwiastowanie uświęceniowe będzie każdego dnia w Kościele, bo bez niego Kościół nie może funkcjonować.
Jeśli porzucimy Słowo, które nas napomina, wzmacnia, ubłogosławia, objawia, to stracimy wszystko wśród wielu rzekomych doświadczeń, które tak naprawdę nie dają tego.
Chwała Bogu za wszystkie doświadczenia, to jest naprawdę ważne dla nas. W czasach końca diabeł będzie bardzo próbował przejąć nad nami władzę, bardzo. Będą to co raz silniejsze wpływy duchowe i fizyczne. My musimy być znalezieni w Chrystusie na te doświadczenia. Musimy być znalezieni jako ci, którzy do Niego należą, bo inaczej nie przejdziemy, nie damy rady. Będzie to straszne doświadczenie, gdy będziemy widzieć, jak pewne osoby bliskie nam, będą się wykruszać, będą powoli zmieniać mentalność wobec Chrystusa i wobec diabła. Będziesz w ogromnym doświadczeniu, gdy będziesz widział, że coraz mniej ludzi chce żyć naprawdę Słowem Bożym.
Myślmy o tym i niech Pan pomaga nam to pojąć, że to chodzi o mnie i o ciebie. Są Słowa w Biblii, które sądzą mnie dziś. Nie chcę od nich uciekać i powiedzieć sobie: „No nie, mam przecież trochę zarobione u Pana”.
Jeśli chodzi o chorobę, to nie ma znaczenia ile jesteś zdrowy, tylko ile jesteś chory. Czy przyjdę do lekarza i powiem: „panie doktorze przecież jestem zdrowy! Mam nos zdrowy, ucho zdrowe, oko zdrowe, rękę mam zdrową.” Lekarz powie: „przepraszam, ja nie leczę zdrowych. Na co pan choruje?”. „Tylko w 3% jestem chory, najważniejsze, że jestem zdrowy.” Nastał się człowiek w kolejce, zarejestrował się i przyszedł zameldować, że jest zdrowy. Przyszedł się pochwalić.
I tak czasami człowiek może przyjść do Jezusa, żeby się pochwalić: „Panie, ja jestem zdrowy, a o tym grzechu nie ma co mówić, to jest nieważne.” Naprawdę, ludzie tak funkcjonują. Wierzący palą papierosy i uważają, że to nie jest ważne i Pan się nie będzie czepiał takich rzeczy. Niektórzy się upijają i uważają, że Pan się nie będzie czepiał, bo przecież w innych sprawach robię to, robię tamto. Pan nie będzie dochodził tego. Pan nie jest taki drobiazgowy, zobaczy, że byłem tu, byłem tam. Rozumiecie? Tu chodzi o to, aby nie wpaść w ten niebezpieczny sposób myślenia. Czy mamy dążyć do doskonałości, czy być zadowoleni sami z siebie? Jeśli mamy być zadowoleni sami z siebie, to tylko przytoczmy to, co było dobrego i powiedzmy: „Panie, popatrz co nazbierałem i reszta nieważna”. Pan chce do końca nas przemienić, abyśmy do końca byli zainteresowani przemianą i nie powiedzieli: „Panie wystarczy i tak dosyć już ze mną zrobiłeś”.
Mamy być gotowi. Jeśli Słowo Boże nam pokazuje, że brak nam miłości, to co z tym robimy? Czy miłujemy się tak, jak chce Chrystus? Już jest jakaś praca, jakaś modlitwa, szukanie Pana, zaangażowanie. Chęć zniszczenia tego co przeszkadza, żeby miłować się nawzajem. Jest wiele pracy. Mamy postawione pewne priorytety. „Po miłości wzajemnej poznają, że Ja byłem na ziemi.” Chcemy zwiastować Jezusa, możemy opowiadać ludziom o Jezusie i kiedy przychodzą, czy mogą poznać Jezusa, czy nie?
Zobaczcie, że każde Słowo Jezusa ma wartość. My musimy być chętni, żeby się w tą wartość zaangażować, żeby oczyszczać serca i aby ta miłość mogła coraz swobodniej płynąć w naszych sercach. Aby nasze rozmowy były pełne miłości, szacunku do siebie nawzajem, aby Pan coraz więcej się uwidaczniał. To jest potrzebne i bardzo ważne. To jest ta Prawda, która powala nas na kolana, by szukać Pana. Możemy też się oszukiwać, nie oczyszczając się.
To jest bardzo ważne. Nie chodzi o to, aby się oskarżać, bo to nie ma z tym nic wspólnego. Tu chodzi o to, żeby przyjąć ten sąd dzisiaj. Błogosławieni ci, którzy dzisiaj są sądzeni, których Słowo dzisiaj osądza, którym Słowo dzisiaj pokazuje i oni mogą szukać dzisiaj zmiany stanu. Szczęśliwi to ludzie. Inni staną przed sądem i zamkną swoje usta i nic już nie będą mieli do powiedzenia. Nic już nie będą mogli powiedzieć, nawet „Panie pomóż mi.” To już będzie za późno.
Zobaczcie jaką mamy jeszcze szansę, że możemy czytać to Słowo i Ono może nas osądzać. Możemy szukać rozwiązania, potrzebować wzrostu, wzajemnych relacji, wygrania z diabłem, w tym co on chce wrzucać między wierzących ludzi. Mamy tak wiele wspaniałości do osiągnięcia, wspaniałości z Chrystusem. Ta Prawda jest cudowna dla nas ludzi, że Ona do nas w ogóle dotarła, że nie musimy żyć w zakłamaniach. Wiemy, że przyszedł ktoś, kto bardzo nas pokochał i chce nas zbawić i ratować, obdarzyć nowym życiem. Amen

