Zdrowej nauki nie ścierpią...

Zdrowej nauki nie ścierpią... Część 2

ZDROWEJ NAUKI NIE ŚCIERPIĄ.

     Zobaczcie jak ludzie dzisiaj stygną. Coraz mniej są poruszeni tym, że nie są w porządku, coraz spokojniej żyją. To jest tzw. letniość. Człowiek przestaje po prostu doznawać potrzeby kontroli. Już nie przechodzi przez „urząd celny”, bo nie ma urzędu celnego. Nie sprawdza, czy wszystkie dokumenty są nadal w porządku, czy zachowuje w czystości swoje szaty. Co myślę o Panu, który umarł na krzyżu? Czy ta śmierć na krzyżu coś znaczy w tym momencie dla mnie? Zaczynam przestawać myśleć. Staję się bezmyślny i wtedy można mi już powiedzieć cokolwiek, aby tylko mi pasowało i jest fajnie.

         Po jakimś czasie, kiedy człowiek by słyszał naukę apostolską to powiedziałby: „nie nadaje się”.

         Możemy wziąć np. Janeczka z Mrągowa. Nie nadaje się ten chłop do chrześcijaństwa, bo mówi innym o tej choince w zborze, o tym, że jeden z nich sprzedaje zabawki wojenne dla dzieci. „Ale on przecież musi sprzedawać te zabawki, bo inaczej interes by padł”, itd. Ludzie nie rozumieją tego Janka, o co mu chodzi, jak mówi, że w zborze są jakieś niedobre związki. Jakie niedobre związki? Przecież ludzie dobrze żyją ze sobą. Nie rozumieją człowieka. On się chyba czepia. A on im mówi Prawdę, bo to nie pasuje do Kościoła. I już są ostrzeżenia przed Jankiem, aby się z nim nie spotykać.

         Zwróćcie uwagę, że ci ludzie, którzy przychodzili do Janka, słuchali co on im mówi, i wiedzieli, że mówi im prawdę, bo nie raz się rumienili. Dzisiaj już nie chcą z nim być. Wolą tego, który organizuje modlitwę za przyszłego biskupa Rzymu, za dobry wybór itd.

         Nie przeszkadza człowiekowi to, że jest taki fajny brat, do wszystkich otwarty itd. Już widać, że jakiś  człowiek poznaje Prawdę i dzieli się tą Prawdą, a przestrzega się innych przed nim. Tak samo jak ostrzegali przed Jezusem, przed Pawłem.

         Ludzie słyszeli i widzieli Jezusa, nie widzieli w Nim tego zła, grzechu i mimo wszystko odwrócili się od Niego do tych, którzy żyją w sposób lekceważący Pana. Dla nich tamci mają rację, a nie On. I tak będzie to pogłębiać się. Ludzie nie ścierpią Prawdy, nie ścierpią.

         Dzisiaj, gdyby Jezus wszedł do jakiegoś miejsca w społeczności, to by mu powiedziano: „Ty usiądź sobie tam w ławeczce, bo my będziemy teraz głosić. Posłuchaj co my teraz mamy Ci do powiedzenia.” I to się teraz dokonuje, że w rezultacie nie dopuszczono by Jezusa do mównicy. Powiedzieli by Mu: „słuchaj, czasy się zmieniły, Ty się musisz douczyć. My Ci powiemy nową ewangelię.” To jest bardzo smutne, ale tak dziś jest. Dlatego Paweł powiedział, ty uciekaj od tego Tymoteuszu.

         Dzisiaj tak się mówi, żeby fajnie było: „jakby Jezus chodził po tej ziemi, czy Paweł, moglibyśmy słuchać ich nauk”, itd. Ale w rzeczywistości jakby posłuchali ich nauk, to zaraz by ich rozstrzelali.

Jak my dzisiaj reagujemy na Prawdę Bożego Słowa, która kazałby nam opuścić miejsce naszego cielesnego bycia w chrześcijaństwie? Jak my reagujemy na Słowo, które porusza dokładnie temat mojej cielesności? ”Bracie, ja już muszę kończyć, ja już muszę iść”. Tak by reagowano.

Bardzo często jest to reakcja przerzucenia odpowiedzialności. Aby zapomnieć o sobie, trzeba znaleźć kozła. Odsunąć to od siebie. A Pan chce abyśmy to brali do siebie i słuchali do końca Prawdy. Do końca, do ostatniej chwili Pan uczy nas Swojej Prawdy. Mamy się rozwijać w Prawdzie, wzrastać. To ma być coś, co ciągle się rozwija, człowiek coraz bardziej jaśnieje tą Prawdą.

         Jak widzimy, nie jest to tak, że człowiek uczy się cały czas Prawdy. Trwa to na ogół ileś lat, a potem: „mogę sobie odpuścić, zostawić wszystko, bo już znam Prawdę”. A gdy wezmę to, co już znam i sprawdzę czy tak żyję, to co wtedy będzie? Co wyjdzie? Jeśli będzie wynik negatywny to znaczy, że jestem zwiedziony. Człowiek, który jest spokojny i nie żyje Prawdą – jest zwiedziony! Proste.

         Człowiek, który nie żyje Prawdą musi być zaniepokojony tym swoim odstępstwem od Prawdy i musi szukać Pana. Musi szukać Pana. Musi Go potrzebować.

Jeszcze niewiele lat temu, 20-30 lat wstecz, to była rzecz normalne, że kiedy ludzie doświadczali, że nie żyją zgodnie z Prawdą, byli bardzo zaniepokojeni stanem swojego życia i szukali rozwiązania. Teraz już się tego prawie nie widzi. Coś się stało z ludźmi, że przestali sprawdzać, czy żyją zgodnie z Prawdą. Jakiś fałszywy pokój przychodzi na ludzi i przestają się zastanawiać czy żyją zgodnie z Prawdą. Wmówili sobie, że żyją i wszystko gra. Ale jeśli czytam Biblię i widzę, że Biblia mówi, że jeśli tu jesteś nieposłuszny – grzeszysz, to co ja z tym zrobię? Prześpię się z tym, jedną, drugą noc i zapomnę. Prawda? Tak się często dzieje. Człowiek nie chce czegoś z tym zrobić, podjąć jakieś działania, zapisać i pamiętać o tym, być zainteresowanym tym, bo to chodzi o moje życie. Ogólnie, to dziwny stan jest wśród chrześcijan, że nie patrzą w Biblię tylko w religijność. Jeśli to się toczy religijnie to jest w porządku. Nie patrzą czy Słowo Boże mówi, że to jest w porządku.

         W zborach zanika dbałość o siebie nawzajem. Ludzie nie pilnują czystości jeden drugiego, bo jest takie przekonanie, że nie będę mówił bratu, bo też to samo czynię. Zwrócę mu uwagę, to on mi też zwróci.

         „Lecz przyjdzie czas, że przestaną tolerować zdrową naukę, a skłonni do słuchania tego, co odpowiada ich upodobaniom, otoczą się nauczycielami przyklaskującymi ich własnym rządzom”

         Nauczyciele mówią dziś takie słowo, które się podoba ludziom. Dziś są dwa rodzaje upodobań, to co Chrystusowe i to co nie Chrystusowe. Chrystusowe są słabości, zniewagi itd. Ciało się wzdryga, kiedy słucha rzeczy Chrystusowych, ono nie lubi. Upodobania naprowadzają człowieka na rodzaj nauki jaka ma być głoszona.

Ten co żyje w Prawdzie i słucha Prawdy, nie będzie chciał słuchać kłamstw, a człowiek, który żyje ułudnie, będzie chciał słuchać kłamstw. Mogę być w zborze, gdzie jest głoszona Prawda, a tak naprawdę człowiek może nie korzystać z tego i też będzie zwiedziony.

Nie śmiem pytać każdego z nas, gdzie nas to Słowo ocenia i wydaje o nas werdykt. Jak z tym Słowem sobie radzimy, czy Ono radzi z nami? Czy wykonuje to, z czym Ono zostało posłane? Czy też wykonujemy to, z czym diabeł przyszedł do nas? Czy usuwamy Słowo? Kto wygrywa bitwę o nas? Pan czy diabeł? Czy miecz przenika nas? My tak bardzo potrzebujemy tego, by Słowo nas przenikało i zdobywało, tak jak wódz ma zdobyte serce swoich żołnierzy. On wypowiada Słowo i my jesteśmy gotowi na rozkaz Pana.

         Widzicie, że „lud Mój ginie z braku poznania, bo ty kapłanie porzuciłeś poznanie”. Oni już nie są uczeni Prawdy. jakieś kamuflaże, ale nie Prawda. Dopóki twoje sumienie jest dotykane przez Prawdę, dopóki masz świadomość, że coś jest nie tak i chcesz to zmienić, dopóty widać, że wieczność jest dla ciebie czymś cennym.

         Słyszy się, że kobiety w katolicyźmie, starsze panie cały czas paciorki odmawiają. One naprawdę boją się po śmierci wpaść do ognia. One chcą tego uniknąć, a więc to robią. Klepią wszystkie rzeczy dlatego, że są tak nauczone. One naprawdę wierzą, że na tym życiu się nie kończy.

         Czy wierzący ludzie, też wierzą, że na tym życie się nie kończy i przygotowują się do wieczności? Jest napisane, że kto umiłował dzień przyjścia Pana Jezusa Chrystusa, ten się do tego dnia przygotował. Czy wierzący ludzie nie zapomnieli przypadkiem, że wróci Pan i zapominają się przygotowywać na spotkanie z Panem? Czytać Biblię, zobaczyć to co Ona o mnie mówi. Jeśli my stracimy trzeźwość, reagowanie na Boże Słowo, to już jest bardzo blisko koniec. Słowo Boże mówi, bądźcie trzeźwi abyście się mogli modlić. A co najbardziej otrzeźwia człowieka? Otwarte okno, przewiew, bo jeśli w zaduchu gdzieś siądę, to już coś się dzieje. Dlatego najlepiej jest, kiedy jestem na otwartej przestrzeni, kiedy mogę patrzeć w kierunku wieczności i wiedzieć, że z tej wieczności przyjdzie do mnie Pan, żeby zabrać mnie. I chcę być gotowy, dlatego się tym interesuję.

         Widzę, jak diabeł krępuje ludzi i powoduje, że ludzie tracą zaangażowanie o swoją wieczność. Odpuszczają sobie swoją wieczność. Przestają walczyć. To jest chyba najgorsza rzecz, kiedy chrześcijanin przestaje walczyć o swoją wieczność i powoli oddaje wszystko diabłu, aby tylko mieć spokój. Już nie patrzy na to czy Słowo Boże ocenia czy nie ocenia. Widzę wielki niedostatek. Dlaczego? Dlatego, że wróg uruchamia  wszystkie swoje siły, możliwości, aby po prostu nas okraść z tego, aby słuchać Jezusa.

          Mogę się wolno rozwijać, ale gdy się rozwijam, to Pan mnie weźmie do wieczności. Ale mogę się szybko rozwijać a potem zwinąć żagle i zostać jak rozbitek i zginąć. Można się szybko rozwijać, to nie jest złe, ale trzeba się rozwijać i wzrastać. Są chwile, kiedy człowiek w doświadczeniach musi silnie bojować. Coś jest w tym klimacie duchowym na tej ziemi, że człowiekowi coraz ciężej jest naprawdę walczyć o swoje życie wieczne. Ludzie jakby powoli mdleli duchowo. Diabeł zajął ludzi różnymi rzeczami, które tak naprawdę nie są uświęceniem, nie są oczyszczaniem się. Są to jakieś atrakcje, które podobają się ciału, ale nie jest to słuchanie Bożego Słowa.

Nie jest to patrzenie czy jestem posłuszny w danej sprawie.  Musimy uważać na siebie, każdy z nas, czy nie stajemy się ludźmi, którzy nie chcą ścierpieć Prawdy przez to, że tą Prawdę odrzucam, odkładam na później. „Później się tym zajmę, to nie jest takie ważne dzisiaj. Później się tym zajmę, co mówisz, że dziś to jest nie w porządku wobec Pana. Dziś mam wiele bardzo ważnych spraw. Później się tym zajmę.”

         Musimy zobaczyć pewną rzecz, że nawet człowiek, kiedy nie może sobie poradzić z jakimś grzechem, ale woła do Pana i szuka Go, jest milej Panu widziany niż człowiek, który czuje się, że jest w porządku. Bo ten, który widzi swój grzech woła do Pana – to Pan pomoże. Na Swój sposób, czasami to może trochę dłużej potrwać, ale Pan pomoże. Pan słyszy.

         Chodzi o to, aby człowiek nieustannie wołał, aby był zaangażowany, aby szukał Pana, nie zaniedbywał dzieła Pańskiego, żeby mógł wzrastać, żeby nie zasypiał duchowo.

         Przyjdzie czas końca, że zdrowej nauki nie ścierpią. Na tych, którzy nie umiłowali Prawdy, przychodzi obłęd. Oni nie chcą Prawdy, ponieważ uważają, że Prawda im odbiera możliwość życia, odkładają ją na bok, ale biorą inne słowa, które uważają, że pozwalają im żyć. Wiecie przecież, że z Biblii można wybrać co się chce. Ale Bóg dał to Słowo w odpowiednim kierunku, żeby nas przekształcać na obraz Swojego Syna.

         Jeśli to Słowo nie przekształca nas na obraz Chrystusa to znaczy, że Ono nie wykonuje Swej pracy, z którą zostało posłane i my żyjemy wbrew woli Bożej. To jest nie możliwe, żeby Bóg posłał Słowo, które by nie wykonywało tego, czego On pragnie. Prawda? On pragnie, abyśmy byli podobni coraz bardziej do Jego Syna, a więc Słowa, które nam dał, muszą w tym kierunku pracować. Nie może być rozdwojenia, że Bóg mówi jedno, a robi drugie. To jest niemożliwe.

         Dlatego to Słowo musi pracować we mnie, aby mnie karcić, napominać, wskazywać, pocieszać, wzmacniać. Ja muszę czuć, że to Słowo nade mną pracuje, że ja muszę z tym Słowem coś robić. Nie może Ono być nijakie dla mnie. Tak jak z mieczem, chcę uderzyć porządnie, a tu się okazuje, że to jest jakaś guma. I czasami człowiek traktuje Słowo Boże jak taką gumę: „Ono mnie nie tnie, nic nie robi ze mną. Jest, a nic nie robi”. Ale Słowo Boże jest prawdziwie jak miecz obosieczny. Musi przenikać. Ja muszę uważać i ty, to jest dla każdego z nas ostrzeżenie. Ostrzeżenie bardzo silne zwłaszcza dla tych, którzy chcą wejść do wieczności. Ci, którzy chcą wejść do wieczności, przejmują się tym Słowem. Chcą być pewni, że to nie jest o mnie, że ja chcę Bożego Słowa i chcę żyć każdego dnia, jestem zainteresowany nawet gdyby mnie to kosztowało. To moje ciało będzie kosztowało niewygodne życie wg tego Słowa. Jestem gotowy narazić się na niewygody, ale żyć wg Słowa Bożego. Tak?

         Myślę, że to jest ważne, abyśmy czasem nie zasnęli duchowo i będzie nam się śnił sen, który będzie tragiczny, przy końcu spotkamy się z inną rzeczywistością.

         Nie chodzi, o to, aby się czegoś specjalnie doszukiwać. Czytając Boże Słowo, można zobaczyć, np. 1 List Jana 2 rozdział, czy te Słowa nie są wyraźne? „Nie miłujcie świata, ani tych rzeczy, które są na świecie.” Jakie rzeczy są na świecie? Wszystkie! Nie miłujcie świata, ani tych wszystkich rzeczy, które są na świecie. Nie miłujcie tego! Niech to nie będzie złączone z sercem waszym. Traktujcie to jak coś, co ma służyć dla chwały Pana. Tylko dlatego macie to. Proste. Nie miłujcie tego: „jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca.” Nie mogą być te dwie miłości razem. Zobaczcie to takie proste Słowo i teraz muszę zobaczyć, czy rzeczy tego świata pociągają moje serce, że zapominam o Ojcu, czy one służą, ale tylko w jednej sprawie.

         To chce Pan. Bo wszystko, co jest na świecie, (to się łączy) pożądliwość ciała, pożądliwość oczu, pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata. I świat przemija wraz z pożądliwością swoją, ale kto pełni wolę Ojca, trwa na wieki.

         Świat ma różne pomysły na życie. Czy mi się podobają pomysły tego świata na życie?

         Widzimy, że nauka Pańska jest prosta. Tylko czy my chcemy ją tak przyjąć, jaka ona jest? I to jest całe  doświadczenie. To jest ważne, co my zrobimy z naszym życiem, jeśli ono nie pasuje do Biblii. Czy my zmienimy Biblię, czy będziemy chcieli, aby zmieniło się nasze życie? Lepiej, aby się zmieniło nasze życie, niż abyśmy mieli zmienić Biblię, bo Słowo Boże mówi, jeśli ktoś cokolwiek zmieni w Biblii, ujmie albo doda, to temu coś też Bóg uczyni.

         Chodzi o to, aby słuchać Bożego Słowa, nawet coś nie pasuje mojemu ciału. Słowo Boże jest po to, aby mnie zbawić i uratować. Ono jest moim Przyjacielem.

Ale ja mogę traktować Słowo jak nieprzyjaciela, gdy przeszkadza mi bawić się w te zabawki świata,  sposoby życia świata. I wtedy będę zamykał Słowo Boże w jakimś miejscu, które na ten czas ma być dla mnie niedostępne.

         „Nie ścierpią...” Potrzebni będą nauczyciele, którzy będą mówić, co mi się podoba.

         Jest olbrzymia bitwa o naszą wieczność i sami musimy wiedzieć, czy jesteśmy gotowi na tą bitwę. Czy chcemy wygrać? Słowo Boże nie chce nam nic na siłę narzucać. Albo ja słucham tego, albo nie chcę tego słuchać. Pan nie biega za nikim. Nie chcesz słuchać, nie słuchaj, ale pamiętaj, z tego powodu zginiesz. Chcesz słuchać, słuchaj i raduj się. Pamiętaj, że wiara jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe. Będziesz więcej gotowy do walki, do zwycięstwa.

         Wiedząc to wszystko, musimy jeszcze silniej wojować o to, co się dzieje. Rozumiecie? My wiemy, że w zborze ma być miłość wzajemna. Musimy się miłować, tak jak Pan nas umiłował, nie tak jak ludzie się miłują, tylko jak Pan nas umiłował. Mamy się miłować czystą miłością Pana, a ta miłość chce abyśmy wszyscy weszli do wieczności. A więc nie chciejmy się po ludzku oszczędzać. Chciejmy sobie pomagać po Bożemu.

         Rozumiecie, że mogę znosić czyjąś ułomność ileś czasu, ale jeśli ta ułomność trwa zbyt długo, to znosząc ją, w pewnym momencie się zgadzam, że ktoś z tą ułomnością idzie w jezioro ogniste. I co wtedy? Paweł mówi, że nie był winien niczyjej krwi. Dlaczego nie był winien niczyjej krwi? Bo mówił Prawdę i napominał cały czas wierzących. Można pewien czas się modlić, ale jeśli dalej nic się nie zmienia, wtedy coś muszę zrobić z tym. Bóg puka do człowieka, ale on jest uparty i nie chce się zmienić. Apostoł pisał o tym w listach, że słyszy, że ludzie źle się zachowują i napominał ich.

         Paweł też naucza, że „tajemna moc nieprawości już działa. Tajemna dopóty, dopóki ten, który powstrzymuje, nie zejdzie z pola. A wtedy pojawi się ów niegodziwiec, którego Pan Jezus zabije tchnieniem ust Swoich i zniweczy blaskiem przyjścia Swego. A ów niegodziwiec przyjdzie za sprawą szatana z wszelką mocą wśród znaków i  rzekomych cudów i wśród wszelkich podstępnych oszustw. Wobec tych, którzy mają zginąć, bo nie przyjęli miłości Prawdy, która mogła ich zbawić. Dlatego zsyła Bóg na nich ostry obłęd, tak, iż wierzą kłamstwu”. (...)

Jan 14:23