zgr.05.04.2026r Marian - Jezus Chrystus z nami na Górze Oliwnej

zgr.05.04.2026r Marian - Jezus Chrystus z nami na Górze Oliwnej

 

 

Chwała Bogu. Bóg coś chce, abyśmy mogli zrozumieć. Zbliżamy się do czegoś bardzo mocno i niezbyt jesteśmy tego świadomi. Trochę jak ci uczniowie, którzy szli z Jezusem i nie mieli pojęcia gdzie Jezus idzie. Oni szli, mieli swoje myśli, usłyszeli od Niego tyle wspaniałości, a On szedł tam z tą świadomością, że zbliża się ta chwila, kiedy On weźmie na Siebie wszystkie nasze grzechy. Kiedy widzę stan obecnie wierzących ludzi, widzę upadłość. I myślę sobie, że Jezus szedł i wiedział o tym wszystkim. Nikt by nie potrafił tego zrobić.

Ile ten Jezus znaczy dla nas dzisiaj? Czy On jest w stanie zatrzymać nas przed naszym lekkomyślnym życiem, przed naszym łatwym korzystaniem z tego, że jeszcze żyjemy, bez trudu ratowania się w Nim? Tak jakby życie biegło sobie dalej, a my teraz jesteśmy wierzącymi ludźmi. Tak uczniowie; ponad trzy lata chodzenia z Chrystusem, słuchania, oglądania Jego życia, a oni dalej zachowują się, jakby nie pojmowali z kim naprawdę mają do czynienia. Mają objawienie, że On jest Synem Bożym, słyszą, że On mówi, że będzie zabity. Co jest nas w stanie powstrzymać przed nami? Powiedzcie. Nawet Ten Chrystus, który idzie pełen miłości, pełen strwożenia z tego powodu, co będzie musiał na siebie wziąć, już jest niewystarczający. On już jest zabawką, już nikt nie powstrzyma. Mam obawy, że to już jest upadłość i Bóg wydaje na obłęd tych, którzy nie kochają Jezusa.

Dlatego ty, który jeszcze chcesz być w niebie, jeszcze masz te zdrowe pragnienia, patrz na Chrystusa, jak On tam szedł. Patrz jak On szedł i wiedział, że całe to obrzydliwe życie ludzi na ziemi weźmie na Siebie i tam z powodu każdego jednego grzechu umrze. On nie powiedział, żebyśmy chodzili ze spuszczonymi głowami. Nie. On powiedział raczej, że mamy mieć podniesione głowy, ale nie mamy być frywolni, ani głupi. Mamy mieć świadomość, że żyjemy tutaj i mamy wykorzystać czas, żeby się uratować. A ten Jezus właśnie tam szedł i On wiedział, że to nasze całe obrzydliwe życie zostanie na Niego włożone i Bóg Go opuści przez to nasze życie.

 Zdaję sobie sprawę, że coraz trudniej jest osiągnąć u ludzi świadomość Chrystusa i to, żeby rozumieli z kim mają do czynienia. Wydają się fajni ludzie, czytają Biblię, modlą się, śpiewają, ale tam nie ma tego zwycięskiego życia Chrystusa. Tam jest dalej człowiek ze swoim pomysłem na życie. I kiedy Jezus wszedł tam na tą Górę, poszedł modlić się do Ojca. Jakże Ten czysty Baranek miał przyjąć na Siebie chociaż jeden nasz grzech. Jakże On brzydzi się chociaż jednym grzechem, a musiał wziąć moje, twoje. Czy my będziemy chcieli Go uszanować? Czy my chcemy naprawdę Go uszanować? Czy my chcemy dalej obciążać Go tym swoim ja, czy raczej chcemy, że On już widząc z nieba nas, bo widzi nas, słyszy w tej chwili, nawet wie o czym mówię teraz. Jemu naprawdę zależy na tym, żeby ludzie przez Niego mogli pokonać wroga i wygrać. Ale żeby tak się stało, to nie wystarczy pójść z Nim na Górę Oliwną i patrzeć jak On się modli, i spać duchowo. Tylko trzeba zrozumieć, że On walczył tam o mnie, o ciebie, żeby wziąć na Siebie to, co ja zrobiłem złego, co ty zrobiłeś, zrobiłaś złego. Czy mamy jeszcze dokładać? Apostoł Paweł był już taki poruszony: czy mamy dalej grzeszyć dlatego, że jest łaska? Diabeł kpił sobie z Jezusa, mówił: Coś Ty osiągnął przez to całe Swoje życie? A z drugiej strony Ojciec, który mówi: Musi być ta Ofiara, bez tej Ofiary oni zginą, nie będą w ogóle mieli szansy.

Mamy bardzo dużo rzeczy do zrobienia z sobą, ale jeśli nie będziemy tego robić, to nie wykorzystamy czasu swego nawiedzenia. Ja muszę rozumieć, że On umarł tam z powodu moich grzechów, nie chcę grzeszyć, nie chcę czynić zła. Nie chcę żyć w brudzie, w bałaganie, nie chcę udawać, że pasuje mi koncepcja, aby tylko było fajnie; ludzie nastwieni przeciwko sobie, rozgoryczeni, rozzłoszczeni, mają do siebie pretensje i żale i oni wszyscy mają zamiar wejść do domu Ojca. Nie mają dla siebie ani uczuć, ani miłości, ani pokoju, ani wdzięczności za to, że Bóg daje nam być razem. Takie coraz bardziej zagubione, takie beznadziejne, takie coraz bardziej pustawe. Coraz mniej Chrystusa w tym wszystkim, a coraz więcej cielesnego człowieczeństwa skupia się i próbuje się jakoś zebrać, żeby wyszło z tego coś porządnego. A to nie wyjdzie nic porządnego. Jeżeli weźmiesz złe produkty, to i wynik będzie zły. Jeżeli weźmiesz to z ciała i to ciało ma wyprodukować tą świętość, radość, spokój, wdzięczność, to nic innego z tego nie wyjdzie jak zgorzel, zawiść, złośliwość, niechęć.

Jest to opisane i każdy z nas wie, żeby pot z krwią się zmieszał, to człowiek musi być w potężnym doświadczeniu, w potężnym doświadczeniu. To nie było, że ja się tam pomodlę, jakoś będzie. On był w potężnym doświadczeniu. Z jednej strony moje grzechy, z drugiej strony Ojciec, którego Jezus kocha i każda chwila rozstania jest dla Niego tragedią. Z jednej strony przekleństwo mojego strasznego życia, a z drugiej strony rozstanie z Ojcem. I On bierze te dwie rzeczy. Jezusa nie było w stanie zatrzymać to nasze obrzydliwe życie, gdyż ponad to nasze obrzydliwe życie, dla Niego wola Ojca była ważniejsza. Wolą Ojca było to, żeby położył za mnie i za ciebie życie. I dlatego On to zrobił.

Nie wiem czy zniósłbyś, czy zniosłabyś grzechy drugiej osoby. Widzisz jak zachowujesz się, kiedy druga osobą jest z tobą i jakie są relacje, jakie są nastawienia. Po prostu spotykasz tego samego grzesznika, tylko robiącego inne rzeczy i to drażni cię, to ci przeszkadza, nie lubisz, nienawidzisz tego, mówisz: Nie, nie, ja z tym człowiekiem nie chcę mieć nic wspólnego, bo drażni cię; chociaż sam czy sama grzeszysz. A Jezus nigdy nie zgrzeszył. I mimo wszystko, że wiedział, że w czasach końca miłość oziębnie, wielu się odwróci, On nadal szedł tam umrzeć.

Pomyśl. Możemy jeszcze wiele zmienić, możemy jeszcze zobaczyć, czy robimy to dla Chrystusa, co robimy, a nawet jeśli mamy pić. Ludzie chwalą się z czegoś, czego nie robią dla Chrystusa i myślą, że to pokazuje ich siłę i moc, że mogą pozwolić sobie na to, co chcą. Nie ma w tym nic mądrego. A jeśli pokażesz, że wszystko robisz dla Chrystusa, to będzie mądre, to będzie budujące, to na pewno będzie wiele znaczyło dla ludu Bożego. Pokaż jak kochasz Go i dla Niego poświęcasz swoje życie. Ludzie idą do zakonu, stają się księżmi, popami; tak to widzą, że to może jest coś, czym chcieliby pokazać, że zależy im. Mają mnóstwo spotkań modlitewnych, obracają koralikami, w telewizji mają wspólne modlitwy, mają róże rzeczy. Cały świat jest jakby w takim poczuciu, że musi coś zrobić. Ale to wszystko jest na nic, bo w tym nie ma Chrystusa. Jest dużo działania, dużo włożonej w to siły, dużo ofiar, ale nie ma Jezusa.

Dlatego to, co najlepsze możemy zrobić, to patrząc na Chrystusa, Sprawcę i Dokończyciela wiary, idąc z Nim jak uczniowie, ale już przez te prawie dwa tysiące lat, obeznani z tą historią, jak cierpieli chrześcijanie, jak cierpiały chrześcijanki, jak dzieci cierpiały z powodu tego, że ich rodzice byli wierzący. Mając tą całą świadomość ile zła uczyniono chrześcijanom dlatego, że byli uczniami Jezusa i chcieli żyć według nauki Jezusa, to mielibyśmy wzgardzić tą całą wspaniałą historią tych bohaterów wiary i sami żyć, jak byśmy w ogóle nie potrzebowali naśladować ich? Paweł mówił: Naśladujcie wodzów waszych, tych, którzy gotowi byli oddać życie, ale nie grzeszyli. Nie żyli swawolnie.

Czasami wydaje mi się, jakbym mówił do ludzi, którzy rozumieją o czym mówię, ale wcale nie chcą tego, co mówię, którym to nie pasuje, bo musieli by stracić to swoje ja na konto Ja Chrystusa. Jezus mówi: Ja Jestem. To całe człowieczeństwo upadło na plecy, przewrócili się, tam był smutek, tam był smutek Jezusa. On nie był uchachany – ‘o, wezmę grzechy twoje, ale dla mnie to jest drobnostka całkowicie, twoje grzechy, to takie; ja grzechy całego świata wezmę nawet; to dla mnie takie, ja wszystko mogę w sumie’. Jak znosisz grzechy swojego męża, swojej żony? Czy to wszystko jedno? ‘A, to dla mnie drobnostka, nie ma problemu, może tak czynić cały czas.’ Zdajesz sobie sprawę, że to nie jest tak, nie chciałbyś, nie chciałabyś, żeby twój mąż czy twoja żona popełniali to. Chciałbyś, żeby wygrali tą bitwę, żeby zmienili się. Tym bardziej Jezus chce nam pomóc, żebyśmy uratowali się. Dla Niego jest to święte pragnienie. Chociaż idzie tam strwożony, smutny, bo jest Mu smutno, że uczniowie w ogóle nie rozumieją nawet, co się dzieje, a On toczy największy bój. On wie, że wstanie z martwych. Powiedział, że ma moc oddać życie i wziąć je. Ale w tym czasie między oddaniem a wzięciem z powrotem, On jest smutny. On jest w bardzo niesamowity sposób poruszony, że będzie musiał wziąć na Siebie coś, czego nienawidzi, nie chce.

Jak myślicie, czy my spotykając się, nie powinniśmy walczyć o to, co Jemu jest miłe, żeby pozbywać się zła, żeby nie bronić grzechów, nie bronić tego cielesnego Adama czy cielesnej Ewy, którzy popisują się i pokazują swoją niezależność. Ale ukrzyżować ich, wydać na krzyż, wszyscy razem, jednomyślnie. Dlatego Jezus nie myślał o jakiejkolwiek religii. On myślał o całkowitym uwolnieniu nas od starego człowieka i o uczynieniu nas nowymi ludźmi. I to jest niesamowita łaska. I chcielibyśmy oglądać to w nas i pośród nas, jak wygrywa Jezus, jak Jezus pokonuje nas, jak zdobywa nas Jezus, jak On sprawia, że my oczyszczamy się, pokutujemy, porzucamy zło, biegniemy wspólnie razem, by spotykać się, by dziękować Mu za tą niesamowitą dobroć, że pozwala nam oczyszczać się, uświęcać, że w bracie, siostrze możemy odnaleźć takiego samego człowieka, który jest w święty sposób zdeterminowany czy zdeterminowana, aby czynić wolę Ojca tak jak Jezus, czynić wolę Ojca. Jezus powiedział, że ten, kto czyni wolę Ojca, ten jest Jego bratem, siostrą, jest Bożą rodziną. Czynić wolę Ojca znaczyło dla Jezusa więcej niż to, że weźmie na Siebie moje i twoje grzechy. Gdyby nie tak silna więź z Ojcem, nie dałby rady. Mówię ci, nawet Jezus nie dałby rady, nie dałby rady. Jesteśmy tak wstrętni, tak niechętni, tak niewdzięczni, tak zawistni, złośliwi, uparci. Można byłoby wymieniać wszystkie cechy zepsutego człowieczeństwa, które nie zostały usunięte z chrześcijan. I dlatego Chrystus nie jest uwielbiony. Bo tak samo jest niechętnie przyjmowany, za dużo żąda. Fajnie możemy o Nim porozmawiać, pomodlić się, pośpiewać, ale nie, nie, żeby tak żyć, żeby tak uniżyć się, żeby tak znieść wszystkie te przeciwności i nie odpowiedzieć złem na zło. To było najtrudniejsze w życiu naszego Zbawiciela, to był najtrudniejszy czas na ziemi, ten właśnie czas. Przyszli Jego oprawcy i cieszyli się, że Judasz przyszedł, powiedział im, gdzie mogą Go znaleźć. Cieszyli się, że w końcu usuną Tego, który im tak przeszkadzał. Uczniowie spali, nie zachowując w sercu; ich serce było nieczułe. Jezus powiedział im: Dlaczego tego nie rozumiecie, wasze serce jest nieczułe. Serce ich było nieczułe, zamknięte na Słowa Jezusa. Lecz upodobało się Bogu dać Swego Syna za każdego z nas, upodobało się Bogu aby nas zbawić, aby uratować nas.

Jedno, co myślę, żeby mogło też wyniknąć z tego czasu, to to, że wykorzystamy ten czas, by usunąć zło, by nie zniechęcać, ale zachęcać, by wspierać, pomagać sobie nawzajem. Myślę, że gdy wierzący ludzie uzgodnili nawzajem między sobą to, żeby ratować się; pamiętacie jak powiedział Nehemiasz, wyciągnął kieszeń, powiedział: Tak wytrząśnięty będzie każdy, jeśli nie uczyni tego, co chce Bóg, jeśli nie dotrzyma słów tej przysięgo, którą złożyliśmy Bogu, że dla Niego będziemy żyli, że Jego będziemy się słuchać i tylko według Jego Słów postępować. Niech tak Bóg wytrząśnie każdego, który nie chce żyć dla Boga, nie chce korzystać z tego czasu łaski, aby budować się nawzajem, posilać i wzmacniać, aby stawać się dla siebie jak Chrystus, by też umieć sobie pomóc nawzajem w tym trudnym doświadczeniu, aby ogłaszać Jego chwałę i majestat.

W Liście do Efezjan 6,10 czytamy: „W końcu, bracia moi, umacniajcie się we Właścicielu i w potężnej mocy jego.”

I tutaj pomyślmy, w czym tkwiła ta moc Chrystusa. Na pewno w miłości. Ale także i w tym, że wola Ojca znaczyła dla Niego więcej, niż wszystkie przeciwności, że wypełnienie woli Ojca znaczyło dla Niego więcej niż nawet to, że miał wziąć na Siebie wszystkie grzechy całego świata. Dlatego wczoraj czytałem, Jezus mówił o miłości: „Daję wam przykazanie, abyście nawzajem miłowali się, jak Ja was umiłowałem”. „Bo jeśli będziecie nawzajem miłować się, będziecie Moimi przyjaciółmi, gdy gotowi będziecie położyć życie jeden za drugiego.” Bo gdzież jest największy sprawdzian miłości, jak nie w tym.

Czytałem wczoraj wiele rzeczy, żebyście sami zobaczyli, jacy jesteśmy jako ludzie. Jak łatwo zapominamy o tym, co Jezus powiedział, jak łatwo zapominamy o Jego pragnieniach, o Jego Słowach, gdzie mówi: Jak bardzo gorąco chciałem być z wami, jak bardzo chciałem być z wami razem, jak bardzo widzę waszą potrzebę i chcę pomóc wam w waszych problemach, abyście mogli wykorzystać czas na budowanie się, na radowanie się. Już nie na niszczenie, nie na gubienie tego, co wartościowe, ale przyjmowanie tego. Przez zbór przynoszone są chwalebne skarby, mówiłem o tym niedawno. Ludzie nawzajem posilają się, wzmacniają, budują, wykorzystają czas swego nawiedzenia. Nikt nie szuka swego zadowolenia, nikt nie patrzy za tym, żeby pokazać swoją niezależność. Wszyscy chcą pokazać jak szanują Chrystusa i jak położyli życie dla Niego. Nie szukają już swojego zadowolenia, znaleźli Chrystusa i to jest najważniejsze. To jest szczęście. Kto znalazł Chrystusa, znalazł wszystko, już nic więcej nie potrzebuje. Tą Jego mocą było właśnie wypełnienie woli Ojca. Miłość do Ojca i konieczność – nie może być inaczej; Ojcze, jeśli można inaczej, ale nie moja wola, lecz Twoja wola. To jest dobry czas, żeby jeszcze wykorzystać go; jeszcze trochę jest, żeby wykorzystać go, żeby ratować się nawzajem, żeby ukorzyć się przed tym Chrystusem, żeby uczcić Go, uszanować jako Tego, który zapłacił taką cenę.

Wiecie, my chyba nie do końca rozumiemy co to jest grzech, co to jest żyć wbrew woli Stwórcy. Dlatego, kiedy nawet coś takiego zrobimy, nie mamy poczucia, że zrobiliśmy coś ohydnego, coś strasznego, coś strasznego. Ale Jezus dokładnie widzi grzech jako grzech, jako coś ohydnego. I On przyszedł do grzeszników, by zbawić, żeby przestali czynić to, żeby przestali żyć tymi grzechami i nie cieszyli się, że mogą grzeszyć jeszcze, bo są pod łaską, bo krew oczyści.

 Jest taki niesamowity czas by zrozumieć, w jakiej mocy ja mam umocnić się. Co to jest za moc, która wygrywa z diabłem, który namówił nas ludzi do tego, byśmy postawili się Bogu. To jest moc buntu, moi drodzy, moc stanowienia o sobie po swojemu. I to o tej mocy mówi apostoł Paweł, żeby oprzeć się na mocy Chrystusa, który nic nie robił po swojemu, lecz wszystko według woli Ojca. To jest Jego moc, w której mamy wyruszyć przeciwko diabłu. Wtedy wygrywamy z diabłem, kiedy to wola Ojca jest dla nas wszystkim. Wbrew woli Ojca nie będziemy żyli. Choćbyśmy mieli nawet stracić wszystko, nie zrobimy nic wbrew tej woli. Wtedy jest to zwycięstwo nad diabłem. Bo on przychodzi do każdego z nas i namawia nas do samowoli i jeszcze daje nam radość z samowoli. A dlaczego nie masz radości z Chrystusa? Bo masz radość w samowoli. Te dwie radości nie mogą ze sobą przebywać. Cieszysz się, że możesz żyć po swojemu, bo nie możesz cieszyć się, że możesz żyć po Bożemu. Ale jeśli cieszysz się, gdy żyjesz po Bożemu, nie umiałbyś czy nie umiałabyś cieszyć się, że możesz żyć po swojemu. To byłoby dla ciebie ohydne. Dlatego tu Słowo Boże mówi o mocy, w której chodził Chrystus Jezus. A to jest moc wypełniania woli Ojca. On wcześniej już mówił, że Moim pokarmem jest pełnić wolę Tego, który Mnie posłał. Jeżeli tym będziemy karmić się, wtedy wygramy. Nie mamy żadnej siły do bitwy z diabłem i on bawi się wierzącymi ludźmi, kręci nimi jak chce, bo nie ma siły Chrystusa w człowieku. Człowiek zamierza coś robić, ale nie ma siły, by pełnić wolę Ojca. A ta siła jest tylko w Chrystusie. Poza Nim nikt na tej ziemi nie ma siły, żeby pełnić wolę Ojca. Do bitwy z diabłem można wyruszać więc ze swoimi pomysłami, fantazjami, bohaterskimi okrzykami i żyć coraz bardziej głupio, albo wyruszyć w Chrystusie, w Jego mocy. Wola Ojca, reszta nie liczy się. Jeżeli Ojciec tak powiedział, amen i koniec. Choćby wszyscy nie chcieli, ja to zrobię; wtedy wygrasz z diabłem. Inaczej jesteś dla niego zabawką, raz cię puści, raz cię złapie. Ale jeśli wola Ojca stanie się dla ciebie najważniejsza, a to tylko w Chrystusie, to żeby takim się stać, czy taką się stać, to musisz z tym Chrystusem być. Wtedy On przeleje w ciebie tą moc wypełniania woli Ojca i stanie się dla ciebie czymś naturalnym żyć każdym Słowem, które z ust Boga pochodzi. Dlatego On tam szedł, żeby przed nami to otworzyć. Bez tej Ofiary nie mógłby nas napełnić tym, kim On jest. On torował drogę dla Swojej chwały, usuwając całe nasze przekleństwo. Jeżeli my nie będziemy dzisiaj żyli w chwale Chrystusa Jezusa, to cały czas to przekleństwo będzie ciążyło nam.

Mamy dwie możliwości, tak jak nam pokazał – wąska i szeroka droga. Czy rozumiesz co to znaczy umacniać się w potężnej mocy? Ludzie myślą sobie, że to taki power, taka moc, takie wielkie okrzyki, takie zdecydowanie, pokazanie takiej siły. Nie. To wcale nie ta siła, nie ta moc. Jezus w słabości okazał się mocarzem. Nie w okrzykach, nie w hasłach, nie w popisywaniu się. On po prostu przyjął tą wolę. I to było zwycięstwo, który my straciliśmy w Adamie i Ewie. Chwała Bogu. Moi drodzy, mamy taką niesamowitą szansę, ale musimy zobaczyć, co my tu robimy, jak krzywdzimy siebie nawzajem. A Jezus przyszedł zbawić każdego z nas, i mężczyzn, i niewiasty, dając nam Swoją naturę. Czytamy w Biblii, że wtedy mamy dorastać do męskiej doskonałości Chrystusa Jezusa. Czy mężczyźni czy niewiasty, w Chrystusie już tego nie ma. Wszyscy razem potrzebujemy Jego natury, Jego chwały, Jego zwycięstwa.

Czy dotarło do ciebie w jakiej mocy masz walczyć? To musi być oczyszczenie, to musi być to, że Krew Jezusa oczyściła ciebie, mnie od tej oszukańczej woli diabła, że my wiemy jak żyć. Nie wiemy jak żyć. Wydaje nam się, że wiemy, ale nie wiemy. Dopiero Jezus Chrystus wie jak żyć. On właśnie jest Życiem wiecznym, Tym, które Ojciec przyjął do Siebie. Niech Bóg pomoże nam, póki jeszcze jest czas, aby wygrać w tej bitwie, aby przestać niszczyć się nawzajem swoim ja. By zrozumieć, że Chrystus umarł na krzyżu po to, żebyśmy nawzajem ratowali się, wspierali, pomagali sobie nawzajem, byśmy z każdym dniem byli coraz bliżsi sobie nawzajem.

Czy masz tą moc, by przeciwstawić się diabłu, powiedzieć diabłu: Nie, a Bogu: Tak? Jak będziesz mieć tą moc, to inni ludzie będą mieli wielki pożytek z ciebie, bo nie pomożesz im już grzeszyć. Ale jeśli cokolwiek będziesz czynić, to po to, żeby ich uratować, zbawić, pomóc im wygrać z grzechem. Nie staniesz się współudziałowcem cudzych grzechów, ale staniesz się współudziałowcem czystości Chrystusa. Wola Ojca będzie dla ciebie niesamowitym wydarzeniem, by móc czynić to, co chce Ojciec.

Czy jest ktoś, kto nie rozumie co to znaczy umacniać się we Właścicielu i w potężnej mocy Jego? Czy ktoś myśli nadal, że jakąś specjalną modlitwą załatwię to sobie, zgromadzeniami, śpiewaniem pieśni? Czy raczej przyjściem do Chrystusa i przyznaniem się do swojej obrzydliwej sytuacji. On mówi: Kto przyjdzie i wyzna, tego nie odrzucę. On nie jest wrogiem naszym, nie jest tym, który by oskarżał, On jest raczej tym, który mówi prawdę po to, żeby uratować, żeby zbawić. A więc prawdziwie stać w mocy, to stać w woli Ojca.

Jeszcze raz powiem, że mnóstwo ludzi wkłada mnóstwo wysiłku w to, żeby się uratować, ale stosują złe środki. Po pierwsze wolą Ojca jest to, żebyśmy nie żyli my, lecz żeby żył w nas Chrystus. To jest wola Ojca. I dopiero wtedy rozpoczyna się prawdziwe dzieło zbawienia, bo kto ma Syna, ma życie, kto nie ma Syna, nie ma życia. Wolą Ojca jest to, żebyśmy my przestali żyć, a żeby żył w nas Chrystus. Od razu będzie wiadomo, że to nie jesteś ty ani ja, tylko Chrystus, kiedy owoc będzie widoczny, wola Ojca stanie się wiodącą wolą. Choćby nawet ludzie nie lubili cię z tego powodu, nie chcieli z tobą być, to i tak zrobisz to, co chce Ojciec.

Efezjan 6,11-13: „Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stać przeciwko zasadzkom diabelskim. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, stać.”

Cała zbroja Boża to pełnia Boga mieszkająca w tobie i we mnie. To jest niesamowite zwycięstwo. Miejmy to na uwadze i starajmy się nie pozwolić diabłu, żeby odpychał nas od Chrystusa do jakiegoś swojego własnego myślenia. Ale żebyśmy pozostali przy Chrystusie i chcieli poznać Go jeszcze bardziej, i chcieli korzystać z tego jaki On jest. Jeszcze jest to możliwe. Czy jeśli komuś na czymś nie zależy,  czy może zrobić coś dobrego dla tego, komu na czymś nie zależy? Czy może wnieść coś dobrego tam, gdzie mu, czy jej wcale nie zależy na tym, co tam jest? A jest szansa. Mamy niesamowity potencjał. Mamy Słowo Boże, mamy czas, mamy możliwość wzywać Imienia Jezusa Chrystusa i chcieć, żeby On uratował nas od nas, żeby uratował nas od tego kim jesteśmy, abyśmy mogli nowe życie prowadzić. A Jezus jest gotów. Stary człowiek nie musi zginąć  w przekleństwie. Może uratować się w Chrystusie. I to jest dla mnie i dla ciebie niesamowita wartość. Chrystus właśnie za nas umierał, żebyśmy nie zginęli, żebyśmy nawzajem nie wymordowali się, bo to i tak nie pomoże. Zabijesz innego, a nie jesteś w stanie zabić siebie; i tak stary człowiek będzie męczył cię, dręczył cię. Choćbyś wybił nie wiadomo ilu, dalej nie będziesz mieć zadowolenia i szczęścia, bo dalej będzie ten stary człowiek. Ale wystarczy, że ten stary człowiek umrze na krzyżu, powstanie nowy i już jest inaczej. Niech Bóg będzie uwielbiony. Niech będzie wywyższone Imię Jego, że obiecał nam Pocieszyciela, Ducha Świętego.

To co czytałem to są niesamowite Słowa, które On wypowiadał przy Wieczerzy, które On mówił idąc z nimi. Rozumiem co Jezus chciał im przekazać. Będą mieli olbrzymie doświadczenie na ziemi z powodu Niego, ale oni wygrają, bo będą do Niego należeć. Pokonają przeciwności i okażą się zwycięzcami. W próbach okażą się tymi, którzy uznali Jezusa za wartościowszego i tak się też stało. I potem ci zepsuci ludzie, którzy doznali uwolnienia od swego zepsucia poszli, by głosić prawdę ewangelii i przynieśli niesamowite wieści do nas, pogan, że jest Zbawiciel od tej starej natury, jest Chrystus Jezus. I chociaż minęło dwa tysiące lat, ja wierzę, że ten Zbawiciel ma dalej tą samą moc dla grzesznika, dla grzesznicy, jak miał wtedy; jeżeli tylko przyjdzie grzesznik i poprosi Zbawiciela o zbawienie, o ratunek. „Pójdźcie do Mnie wszyscy spragnieni, obciążeni, a Ja wam dam odpocząć.” Od czego? Od waszych ciężarów, od tego, w czym tak męczyliście się. W Jezusie widzę nas, jako ludzie przyjemnych sobie, sprawiedliwych, bogobojnych, budujących się nawzajem, miłujących się i rozmawiających z sobą o niesamowitych sprawach Bożych. Ale bez Jezusa, to widzę bałaganiarzy, którzy chcą coś zrobić, ale nie mają nawet pojęcia do czego biorą się, jak to jest święta sprawa, jak czysta. Dlatego przywdziejmy się w całą zbroję Bożą, to znaczy, że wola Ojca nie jest tylko w pewnych fragmentach, a potem już my, tylko wola Ojca jest w całym naszym życiu, we wszystkich sprawach.

Jeżeli coś do ciebie dotarło z tego, co mówiłem teraz, jeśli zrozumiałeś swój bunt, swoje stawianie się, swoje pokazywanie niezależności i zobaczyłeś, że w tym nie ma Chrystusa, że raczej jest to stary buntownik, stara buntowniczka, to jest Ten, który zaniósł ten bunt na krzyż, który nigdy nie zbuntował się, który może obdarzyć cię uległością, której może nigdy nie skosztowałeś czy nie skosztowałaś. W tej uległości jest niesamowita moc, moc pokonania diabła. Przecież on jest wrogiem naszym. A poprzez to też moc zwycięstwa nad śmiercią, która grozi grzesznikowi, a którą Jezus wziął na Siebie, żeby tobie i mnie pomóc, żeby nas uratować.

1Piotra 2, 24.25: „On grzechy nasze sam w ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińcami zostaliście uleczeni.  Byliście bowiem zbłąkani jak owce, lecz teraz nawróciliście się do pasterza i stróża dusz waszych.”

Lekko czytamy te Słowa, prawda? Nie mając poczucia wstydu, skrępowania. Jeżeli to jest wynik, że Bóg przebaczył nam wszystko i my dzisiaj żyjemy w Chrystusie Jezusie i przyjęliśmy ten Boży warunek, że już nie my lecz Chrystus i wola Ojca, nie nasza, to chwała Bogu! Ale jeżeli tak nie ma, to powinniśmy wstydzić się czytając te Słowa i dalej dokładając swoje grzechy do tej Ofiary. Wstyd jest dobrą rzeczą. Jeżeli czytam o takim wydarzeniu, że On poniósł moje, twoje grzechy na krzyż, na drzewo, abym ja umarł, abyś ty umarł czy umarła dla swoich grzechów, byśmy mogli żyć dla sprawiedliwości, to nie mogę przejść obojętnie, wiedząc co On przeszedł z powodu mnie. I nie może być mi to obojętne w codzienności, że ten Jezus musiał taką karę ponieść za mnie. Dlatego Słowo Boże mówi, że jeżeli nie utrwalam się w tym, co Bóg dał mi w Chrystusie, to zapominam o przebaczeniu moich grzechów i wracam z powrotem do zepsutego człowieczeństwa.

1Piotra 3,18: „Gdyż i Chrystus raz za grzechy cierpiał, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby nas przyprowadzić do Boga; w ciele wprawdzie poniósł śmierć, lecz w duchu został przywrócony życiu.”

 On nie chce byśmy chodzili pod ciężarem naszych grzechów. On chce, żebyśmy odpoczęli, byli szczęśliwymi ludźmi, którzy nie dźwigają już tych wstrętnych ciężarów, ale możemy pomagać sobie nawzajem, wspierać się nawzajem. Czymś naturalnym stanie się, by mówić o tym po co tu przyjechaliśmy, po co spotkaliśmy się teraz, w tym czasie, co Bóg mówi do nas, w czym chce nas odnajdywać. Ile jeszcze nie rozumiemy z tej Wieczerzy? Ile jeszcze nie rozumiemy z tego, o czym Jezus mówi w tym krótkim czasie, w czasie tych niewielu godzin? Jakiej lekcji udziela, co On chce osiągnąć? Kto słucha, rozumie, zachowuje, ten wydaje owoc, mówi Jezus. Może myślisz o sobie, że jesteś dobrym człowiekiem. Taki człowiek też może mieć mniemanie, że jest lepszy od innych. Ale kiedy przyszedł ten dostojnik do Jezusa, mówiąc: „Nauczycielu dobry”. Jezus mówi: „Dlaczego nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko Bóg jeden jest dobry”. Dlaczego masz mieć poczucie, że jesteś dobrym człowiekiem, skoro wcale nim nie jesteś? Nie jesteś dobrym, ani ja. Dobry jest jedynie Bóg, który nas ratuje, zbawia. Ale jeśli nie będziemy Go chcieli, to zostawi nas, bo jest dobry. Nie chce ciągnąć nikogo na siłę, wprowadzać. Bóg mówi: Daję przed tobą drogę życia i drogę śmierci. Wybierz drogę życia. Ale jeśli wybierzesz drogę śmierci, pozwolę ci pójść tą drogą.

Bóg nikogo nie trzyma na siłę. To ja trzymam się Boga całą swoją siłą, jaką jeszcze mam, żeby zostać z Nim. I doradzam tobie też się trzymać tego Boga, ile tylko masz siły, bo bez Niego nie ma zbawienia, nie ma ratunku. Choćbyś nawet miał najmniejszą, to trzymaj się Go. On cię nie puści. Ale nie rezygnuj, nie zamieniaj tego, po co przyszedł Chrystus, na samowolę, na swawolę, na różne pomysły. Raczej pokutuj, porzucaj złe rzeczy i wracaj do tego, by czynić wolę Ojca, należeć do Chrystusa, nie żyć już dla siebie ale dla Niego.

Rzymian 5, 10: „Jeśli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Syna jego, tym bardziej, będąc pojednani, dostąpimy zbawienia przez życie jego.”

To nie my, moi drodzy, my krzywdzimy się, my nadal krzywdzimy się dlatego, że nie przyjęliśmy tej Ofiary jako spłaty, jako uregulowanie, jako zakończenia naszego życia, aby żył w nas ten wspaniały Boży Syn. On musi być w nas bardziej cenny niż wszystko, co sami potrafimy zrobić, w czym sami potrafimy przypisać sobie jakąkolwiek chwałę. Ten Syn musi przewyższać wszystko z czym diabeł przyjdzie do mnie i do ciebie, czy chwaląc nas, czy potępiając nas. I powiesz tak jak Syn: Cała chwała należy do Chrystusa. Nie mocą swoją, ani swoją siłą cokolwiek uczyniłem, czy uczyniłam dobrego, ale mocą Tego Syna zostało to uczynione. I taka jest prawda i amen. I wtedy chwała Bogu. Bo ten Syn powiedział, że bez Niego nic dobrego nie możemy uczynić, nic dobrego nie możemy uczynić z tej woli Ojca. Zbawienie przez życie Jego. To nie my, nie ty, nie ja. Żyjemy na tej ziemi ale apostoł Paweł, który żył dzięki Chrystusowi, nie dzięki sobie, a więc ta dobroć Boża była w nim; nie był to apostoł, który przynosił jakieś oszukańcze wieści ale prawdziwe, mówi: Żyjcie tak jakbyście nie żyli, kosztujcie jakbyście nie kosztowali, gdyż przemija kształt tego świata. A przychodzi ten najwspanialszy, ten wieczny, ta nowa ziemia i nowe niebo.

Teraz jeszcze możemy przebaczać sobie. Wspaniale, umyliśmy sobie wczoraj nogi i mówiliśmy o tym, że tu głównie chodzi o to, że chodzimy jeszcze po tym świecie, i że chcemy nawzajem oczyszczać się z tego świata, nie brudzić tym światem, ale oczyszczać z tego świata. Dlatego Jezus powiedział: Czyści, ale jeszcze tu nadal żyjący. Pomagajmy sobie w tym, żeby oczyszczać się, a nie brudzić tym światem. Świat tkwi w złym, to jest świat. Nie mówię o tym zewnętrznym, o drzewach, krzewach, czymkolwiek, ale o tym, co jest produktem diabła.

Dzieje Apostolskie 3, 25.26: „Wy jesteście synami proroków i przymierza,” Niesamowite, co? Synowie proroków i przymierza. „ które zawarł Bóg z ojcami waszymi, gdy mówił do Abrahama: A w potomstwie twoim błogosławione będą wszystkie narody ziemi.” Pięknie. „Wam to Bóg najpierw, wzbudziwszy  Swego Sługę Jezusa, posłał go, aby was wysławił, przez odwracanie każdego z was od złości waszych.” Synowie proroków, przymierza? I trzeba ich odwrócić od złości, żeby wprowadzić w chwałę Chrystusa? No tak. Do czego oni doszli, jak opuścili to, co zaczęło się w Abrahamie. Mienili się potomstwem Abrahama, ale już w ogóle nie wiedzieli co Abraham miłował, a czego nienawidził.

Co rusz jacyś wierzący ludzie uskarżają się na złość innych wierzących ludzi, ile potrafią im zrobić w tych złościach. Bo złość nie jest dobrym doradcą. Łagodność jest dobrym doradcą. Ona pomaga wygrać, pokonać przeciwność. Jezus przyszedł wyzwolić nas z naszych złości, wsławić nas chwałą zwycięstwa Swego, abyśmy byli mili sobie nawzajem, uprzejmi, żebyśmy szukali dobra dla siebie nawzajem, byśmy nie niszczyli, ale ratowali. Byśmy mogli tak służyć w tej sprawie, to musi wola Ojca w Chrystusie znaczyć dla nas więcej niż to, co my myślimy o chrześcijaństwie.

1Jana 4, 7-11: „Umiłowani, miłujmy się nawzajem,” Apostoł Jan tylko powtarza Słowa Jezusa. „miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością.”  Wcześniej Jan pisze, że kto nie miłuje, chodzi jeszcze w ciemnościach. Ten, który miłuje, chodzi już w świetle. Tak miłujmy się jak umiłował nas Chrystus, żeby nikt z nas nie zginął, ale żebyśmy wszyscy uratowali się. „W tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli. Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze. Umiłowani, jeżeli Bóg nas tak umiłował, i myśmy powinni nawzajem się miłować.”

Powinniście wszystko czynić w tej sprawie, abym mówił wam prawdę. A ja powinienem wszystko czynić, abyście tego chcieli. Niech to będzie nasza wspólna umowa. Miłość jest w stanie pomóc nam to zorganizować, i żeby prawda pokonała całe zło, pokonała wroga, który zniewala, krępuje, doprowadza do różnych niepotrzebnych wydarzeń, rzeczy, sprawia smutek zamiast zadowolenia, że wierzący ludzie wspólnie spotkali się. Niech będzie w nas ta świadomość.

Przecież On poszedł na tą Górę, wiedząc, że właśnie tam na tej Górze, w tym zmaganiu przed Obliczem Ojca, On przyjmie to, co dla mnie i dla ciebie znaczy – łaska, przebaczenie. A dla Niego – najstraszniejsze przeżycie jakiekolwiek kiedykolwiek miał. Dla mnie i dla ciebie dobro, a dla Niego najstraszniejsze doświadczenie. To że zdarzyło się nam zdradzić Jezusa, On też za to umarł, ale On nie chce, żebyśmy zdradzali Go nagminnie, abyśmy zdradzali Go w różnych sytuacjach; On jest zazdrosny o nas. On chce, abyśmy należeli do Niego, a On, żeby należał do nas. On chce tych wspaniałych relacji między nami. Niech Bóg wspiera nas, módlmy się o to i bądźmy zdeterminowani w tym, myśląc właśnie o tym, o czym teraz też mówiłem, że bardziej zależy nam na tym, żebyśmy uratowali się niż zginęli, że jeżeli tylko zrozumiem, że to, co robię teraz, jest złem, usuwam to i nawet nie dyskutuję dlatego, że nie chcę krzywdzić złem kogokolwiek miłując was, czy wy nawzajem, tak jak Jezus mówił, abyśmy miłowali się. Jeżeli tylko odkryjesz, że coś jest złem, usuń to, nie walcz o zło, nie upieraj się przy złym. To będzie świadczyło, że miłość Jezusa mieszka w tobie. Mogłeś czegoś nie widzieć, mogłaś czegoś nie rozumieć, ale gdy to zrozumiesz, nie przeciągaj ani chwili tego, usuń to natychmiast. Jezus właśnie w tym okazał się Zwycięzcą.

Niech Bóg będzie z tobą i pomoże każdemu z nas, abyśmy patrząc na siebie, widzieli brata i siostrę widzieli zwycięzców, widzieli Chrystusowych sług, którzy czynią wolę Chrystusa i są bardziej szczęśliwi, gdy mogą ją czynić, niż to, gdy jej nie czynią. Niech Bóg będzie Tym, który pomoże nam w tym. Amen.

Jan 14:23