Ale Pan stał przy mnie

Ale Pan stał przy mnie

  ALE PAN STAŁ PRZY MNIE...

     To jest piękna lekcja. Wystarczy zacząć pracować u Pana i od razu wiesz, że potrzebujesz, by modlono się o ciebie, to znaczy, że Kościół potrafi wspomóc w modlitwie.

To jest tak, jak z kapłanem, lewitą i samarytaninem. Oni spieszyli się, ale szli w dobrym kierunku, do świątyni. Samarytanin podszedł do rannego inaczej i zaopiekował się nim. Czasami te próby przychodzą na nas, kiedy nie mamy już na nic czasu. Mamy ważne zadanie do wykonania i raptem spada na nas coś takiego. Pamiętamy jak było z człowiekiem, który przyszedł do przyjaciela o północy po chleb. Śmiejemy się, że ten przyjaciel po iluś takich odwiedzinach mógłby myśleć, że lepiej nie mieć chleba w domu, żeby nie budzili w go nocy. Albo odwrotnie. Dobrze, że mogę mieć ten chleb, żeby nawet, jeśli ktoś potrzebuje w nocy, gdy przyjdzie do mnie, żeby dostał. Rozumiecie? Dwa sposoby myślenia: z jednej strony, żeby mieć spokój, a z drugiej strony, żeby Pan przez to odebrał chwałę. Diabeł mówi: miej spokój i nie kupuj wcale chleba, kup sobie rano. To są takie lekcje, gdzie musimy wygrać.

Będziemy za chwilę spożywać Wieczerzę Pańską, wspominając też Jego śmierć. Ta ofiara na krzyżu spowodowała to, że teraz możemy mówić do nowo ochrzczonej osoby – bracie, siostro. Nie używamy haseł, ale chcemy traktować się, jak bracia i siostry w Chrystusie. Chcemy mieć między sobą więzy rodzinne, prawdziwe. Pan Jezus powiedział, że kto wypełnia wolę Ojca, ten jest moim bratem, siostrą, matką. Chcemy poważnie traktować swego Jezusa i chcemy, żebyś ty, siostro, traktowała nas, jako swoją rodzinę w Chrystusie. Domy nasze są otwarte dla dzieci Bożych, gdyż to jest normalne, podobnie, jak jedzie się do fizycznego brata, czy siostry i dom jest otwarty, tym bardziej do tego wiecznego. W Chrystusie, musi być otwarte.

         Z łaski Pana, rozważaliśmy ewangelię Jana i inne teksty, wygłoszone przez Maćka, Darka, które też wspólnie omawialiśmy. Dawały one nam pewien zakres pragnienia Jezusa względem ciebie i mnie, jako kochającego Króla, który ma cudowny zamiar, żeby nasze życie zmierzało do piękności.

W mieście, gdzie są kopalnie, huty, normalną rzeczą jest, że szyby po krótkim czasie robią się ciemne i widoczność pogarsza się, trzeba częściej je myć. W świecie grzechu szyby trzeba myć codziennie, żeby nie były zarzucone, żeby człowiek nie przestał widzieć tego, co powinien widzieć, gdyż jeśli nie obmywa się, to powoli człowiek zaczyna tracić widzenie. Wygląda i coraz mniej widzi i coraz mniej mu to  przeszkadza i coraz mniej interesuje go, co dalej. Nasze zainteresowanie „co dalej”, musi być bezwzględnie rosnące. Musimy rozwijać się w pragnieniu poznania „co dalej” i doświadczać, że to nas coraz bardziej interesuje i coraz bardziej pragnę dotrzeć tam. Widzę przeciwności, to znaczy, że przeciwnik próbuje mi zarzucać szyby, żebym nie widział. Muszę dalej „zmywać” to, żebym widział do czego zmierzam i jak mam tam dotrzeć, żeby ten cel osiągnąć.

A więc, jeśli mówimy o oczyszczaniu szyb, myślimy oczywiście o oczyszczaniu serca, oczu sumienia, takiego działania, które pozwala nam patrzeć na ten cel i spodziewać się, że osiągniemy ten cel w Chrystusie. Kiedyś już określiliśmy to sobie, że pierwszy wygrywa. Chrystus był pierwszy, a nawet najlepszy człowiek na ziemi, jest drugi. A więc, jeśli oprę się na najlepszym człowieku na ziemi, w najlepszym przypadku jestem, drugi. A tylko jeden wygrywa. A więc muszę znaleźć się w Chrystusie, żeby wygrać. Muszę być w Chrystusie i poddawać się Jego wpływowi i doznawać, jak moje życie coraz bardziej upodabnia się do życia Chrystusa. Najlepszy sposób uczenia się od Pana, to chodzenie za Nim. Jezus zawsze mówił: „pójdź za Mną, zobaczysz, jak żyję, a wtedy będziesz wiedział jaki jestem”. Jeśli możemy tak powiedzieć do człowieka: „chodź za mną, a zobaczysz jaki jestem tu i tam” i ten człowiek będzie mógł ocenić po miesiącu czasu, że jestem uczniem Chrystusa, to znaczy, że ja jestem uczniem Chrystusa. Człowiek ten może ocenić to, chodząc za mną z Biblią i patrząc, że żyję tak, rozmawiam tak, podejmuję zgodne z Bożym prawem decyzje, np. w sprawie nie brania łapówek, kredytów, a więc dobrze, coraz większe podobieństwo do Chrystusa. Człowiek ten po miesiącu obserwowania może ocenić: „on żyje tak, jak mówi”.

Ilu byłoby takich odważnych? To nie polega na śmiałości, że rzucam się w ogień i mówię: „ciekawe, czy spłonę”. Muszę wiedzieć, że nie spłonę tak, jak ci młodzieńcy, którzy dostali się w ogień, chodzili w piecu i nic im nie było, ponieważ Jezus też tam był. Pan chce, aby tak było, bo On chce być z nami codziennie, a więc chce chodzić z Biblią z nami i mówić: „uczniu mój, czynisz dobrze, rozumiesz moją lekcję, cieszy mnie to.”

Apostoł Paweł miał trudne doświadczenia w swoim życiu. Wielu ludzi nienawidziło go z tego powodu, że oddał swoje życie Jezusowi Chrystusowi. Apostoł pisał: „w pierwszej obronie mojej, nikogo przy mnie nie było, wszyscy mnie opuścili, niech im nie będzie to policzone”. Apostoł nie obraził się z tego powodu. Zostawili go na polu bitwy, w najgorszym, trudnym boju ci, z którymi apostoł normalnie funkcjonował. Nie rozumieli tego boju i uciekli. Apostoł został sam i powiedział: „Panie, niech nie będzie im to policzone. Niech raczej nie będą pogrążeni przez to, że mnie zostawili, ale nich dalej mają ochotę wygrać bitwę, by osiągnąć cel.” Dalej mówi: „ale Pan stał przy mnie i dodał mi sił.” Pan nie uciekł z pola bitwy. Pan pierwszy był na tym polu bitwy, wygrał, a teraz Jego uczeń wszedł w to potężne pole bitwy. Musiało być to potężne pole, skoro dojrzali bracia pouciekali z tego pola bitwy (apostoł chodził z dojrzałymi braćmi), to znaczy, że była to potężna bitwa.

Pamiętacie, jak była bitwa Jezusa, to również uczniowie uciekli, rozpierzchli się. To była potężna bitwa, kiedy Paweł walczył twarzą w twarz z diabłem, pozostał przy nim tylko Chrystus. Jeśli wejdziesz kiedykolwiek w taką bitwę, nie oskarżaj tych, którzy nie wytrzymają, ponieważ niewielu jest w stanie wchodzić w takie bitwy, w jakie wchodził apostoł Paweł.

Powiem wam, że kiedyś pojechałem do pewnego zboru. To nie jest dobry zbór, zjawiły się tam ciemne rzeczy. Wyszedłem, żeby móc podzielić się Słowem Bożym. Kiedy szedłem, czułem taką diabelską presję, że myślałem, że za chwilę ucieknę. Taki strach, wręcz przerażenie. Stałem, ale moje nogi rwały się do ucieczki. Powiedziałem: „Panie, jeśli Ty nie przyjdziesz za chwilę, to ja zwiewam stąd.” To jest pole bitwy, gdzie diabeł naciera na ciebie bardziej, niż normalnie, codziennie, kiedy kusi cię do różnych rzeczy. Stajesz z nim prawie twarzą w twarz i czujesz, że twoje ciało myśli tylko o jednym: zwiać. I za chwilę przyszedł Pan i diabeł zwiał. Mogłem spokojnie głosić Słowo Boże. Gdyby nie Pan, to ja bym zwiał. Rozumiecie, ktoś musiał uciec, albo ja, albo diabeł.

To już jest poważna bitwa; stajesz twarzą w twarz i nie ma alternatywy, że dwóch zostaje. Ktoś musi uciec z tego pola. I gdybym nie wzywał imienia Pańskiego, to ja bym uciekł, naprawdę. Hańba, wstyd, ale uciekłbym. Dlatego, gdy stajemy na takim polu bitwy, to widzimy, że może pozostać przy nas tyko Jezus Chrystus. On ma moc nad diabłem, nad tym, który poraża nas. Przez to również uczymy się, że każdy z nas ma jakieś pole bitwy i dla każdego z nas ważne jest, by stał przy nas Pan. Czasami są to niewidoczne pola bitwy, gdzie muszę coś zostawić, za czymś pójść i wtedy też musi być przy mnie Pan. Ale wtedy mam jeszcze przy sobie braci i siostry, którzy mogą mi cos doradzić, jeszcze potrafią być na tym polu bitwy, ale są takie pola, gdzie już nikt nie zostanie przy tobie.

Do takiego pola bitwy musiał być wprowadzony taki człowiek, jak apostoł Paweł – „nie żyję już ja, ale żyje we mnie Chrystus, krzyż jest dla mnie chlubą, świat umarł dla mnie, a ja dla świata.” Gdyby apostoł nie był człowiekiem, według tych słów, również przegrałby. Chrystus staje przy tym, który jest uświęcony i trwa w uświęceniu. Grzech daje szanse dla przeciwnika. Paweł mówi o tym, kiedy został sam: „aby przeze mnie dopełnione było zwiastowanie ewangelii i żeby usłyszeli wszyscy poganie i zostałem wyrwany z paszczy lwiej.” Co to był za lew? Diabeł. Czy już wiesz, jak to jest w paszczy lwa? Straszne, prawda? Klap i nie ma czegoś z ciebie. To jest coś, co w tym momencie przeżywał Paweł. On był bliski śmierci. Paszcza lwa oznacza śmierć. A jednak Pan pozostał przy nim i Paweł został wyrwany również i z tego doświadczenia. Piękne, prawda?

Paweł pisze dalej: „wyrwie mnie Pan ze wszystkiego złego”. To jest chwalebne, triumfalne zwycięstwo. „Zostałem już wyrwany z paszczy lwa i teraz mogę mówić jaśniej i śmielej. Pan mnie wyrwie z wszystkiego i zachowa dla Królestwa swego niebieskiego. Wyrwie mnie ze wszelkiego zła, aby zachować mnie dla swego Królestwa.”(2Tymot.4,18). Chcę żyć w Jego Królestwie, ale to Pan musi mi udostępnić, wspomóc, przeprowadzić, nie pozwolić, żebym był oszukany, czy zwiedziony. To Pan musi mnie zabezpieczyć, żeby mieć mnie w swoim Królestwie. „Jemu niech będzie chwała na wieki wieków. Amen.”

Zobaczmy, dla tego człowieka było to równoznaczne, że ten Król chce mieć nas w swoim królestwie. Niech On wprowadza nas w to również. Nie możemy zaufać samym sobie. Paweł już przeżył to doświadczenie, kiedy został ukamienowany. Powiedział wtedy: „po to Bóg dopuścił, żeby mnie ukamienowano, abym już nie polegał na sobie samym, ale tylko na Bogu.”Paweł musiał wycierpieć ukamienowanie po to, by już więcej nie polegać na sobie. W Pawle było jeszcze gdzieś trzymanie się pewnej cząstki siebie samego – „poradzę sobie z tym, wytrzymam jakoś z tym”. I raptem ukamienowany, zostaje z tego też uwolniony. Pan wie, w jaki sposób dokonać to z tobą i ze mną.

W tym samym liście do Tymoteusza apostoł Paweł, starszy brat, pisze do starszego brata, ale młodszego od siebie (Tymoteusz też był starszym bratem, ale młodszym od Pawła). Paweł był silnym, mocnym starszym, a Tymoteusz był starszym, który był silny, ale jeszcze wielu rzeczy musiał doświadczyć na sobie samym. Musiał nauczyć się jeszcze wielu rzeczy i Paweł pomagał mu w tym doświadczeniu. Paweł mówi: „poszedłeś za mną we wszystkim, co ja czynię”, a mimo wszystko brakowało czasami Tymoteuszowi tego hartu, zdecydowania, które było w Pawle.

Paweł pisze do Tymoteusza w ten sposób, I Tymot. 2, 19 -22:

Wszakże fundament Boży stoi niewzruszony, a ma taką pieczęć na sobie: Zna Pan tych, którzy są jego, i: Niech odstąpi od niesprawiedliwości każdy, kto wzywa imienia Pańskiego.  W wielkim zaś domu są nie tylko naczynia złote i srebrne, ale też drewniane i gliniane; jedne służą do celów zaszczytnych, a drugie pospolitych. Jeśli tedy kto siebie czystym zachowa od tych rzeczy pospolitych, będzie naczyniem do celów zaszczytnych, poświęconym i przydatnym dla Pana, nadającym się do wszelkiego dzieła dobrego. Młodzieńczych zaś pożądliwości się wystrzegaj, a zdążaj do sprawiedliwości, wiary, miłości, pokoju z tymi, którzy wzywają Pana z czystego serca.

Myślę, że apostoł Paweł przeżył już różne doświadczenia w swoim życiu i wiedział, że nie wszyscy „święci” są święci. Mówi więc do Tymoteusza, który ma duże zadanie w Kościele: „wzywaj imienia Pańskiego z tymi, którzy mają czyste serca”, ponieważ ich wzywanie imienia Pańskiego będzie szczere i prawe i będziesz miał z nimi jedność w tym wzywaniu, będziesz się umacniał i twój duch będzie pokrzepiony. Wiecie, kiedy wzywasz imienia Pańskiego z nieczystym, który jest obok ciebie, jesteś wtedy gdzieś druzgotany i nie ma duchowej jedności. Paweł wiedząc o tym mówił do Tymoteusza, że musi być umacniany i potrzebuje mieć takich ludzi, którzy mają czyste serce. „Rozpatruj i obserwuj kto ma szczere pragnienie Pana i módlcie się wspólnie razem”. To jest wzajemne umacnianie się w podążaniu za Panem.

Czy jest to czymś pięknym, być czystym, aby Pan mógł mieć mnie dla celów zaszczytnych? Piękne pragnienie, prawda, chcieć być dla celów zaszczytnych. Bóg mówi: „jeśli mam używać cię dla celów zaszczytnych, musisz być czysty.” Czystość jest nam dana w krwi Jezusa Chrystusa, to znaczy, że musisz zawsze korzystać z krwi Jezusa Chrystusa, aby być zawsze gotowym do użycia przez Boga. Nasza czystość nie polega na tym, że wypieramy się czegoś, lecz na tym, że przyjmujemy oczyszczenie. „Ubranie wypiera się brudu”. Nie,  ono musi być wyprane z brudu, a nie, że ja „nie mam zgodności z brudem”. Ubranie musi być oczyszczone, a to może uczynić tylko krew Jezusa Chrystusa.

Bądźmy szczęśliwi, że jesteśmy chrześcijanami, którzy w Chrystusie otrzymali prawo, aby osiągnąć zwycięstwo, prawo, aby nawzajem budować się, umacniać i wkroczyć do wieczności. Cieszmy się z tego każdego dnia, nie bierzmy na siebie ciężarów, jak my to zrobimy, bo to jest bezsensowne, raczej cieszmy się, że z nami jest Ten, który wie, jak to zrobić i dopóki On jest z nami, wszystko jest w porządku. Jeśli mamy szczególną uwagę skierowaną na to, by wzywać imienia Pańskiego i przebywać z Jezusem, wszystko jest w porządku. Nie będzie zaniedbana sprawa i gdy Pan da nam się tu spotkać za rok, spotkają się bardziej dojrzali chrześcijanie, bardziej świadomi Chrystusa, mający więcej świadectw krwi Syna Bożego, krzyża, otwartego grobu i nieba napełniającego nasze serca już tu na ziemi. I to wtedy uwielbi Jezusa, bo to jest wtedy normalne. Normalne, bo rosnące dziecko coraz bardziej, uwielbia swoich rodziców, chociaż ich nie słucha, ale pokazuje, że oni troszczą się o  nie. A my jesteśmy już dojrzali, nie jesteśmy jak dzieci, które nie słuchają się, a rodzice mimo wszystko troszczą się.

Niech Bóg będzie uwielbiony w nas. Jemu chwała za wszystko cokolwiek tu się stało, a krew Syna Bożego niech oczyszcza nas od tego, co tu się stało bez Niego. Co stało się bez Niego, niech to zginie bo jest to przeszkodą, którą chce diabeł, aby przykleiła się do dzieci Bożych i aby potem miały kłopoty z tym. (...)

Jan 14:23