Zgr.16 01 2026 Marian - Miłuj bliźniego swego jak siebie samego

Zgr.16 01 2026 Marian - Miłuj bliźniego swego jak siebie samego

 

Chwała Bogu. Kolejny czas, który nasz Niebiański Ojciec chciałby, abyśmy mogli spędzić w taki świadomy sposób.

Ewangelia Marka 12, 28-31: „I przystąpił jeden z uczonych w Piśmie, który słyszał, jak oni rozprawiali, a wiedząc, że dobrze im odpowiedział, zapytał go: Które przykazanie jest pierwsze ze wszystkich? Jezus odpowiedział mu: Pierwsze przykazanie jest to: Słuchaj, Izraelu! Właściciel, Bóg nasz, Właściciel jeden jest. Będziesz tedy miłował Właściciela, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej. A drugie jest to: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Innego przykazania, większego ponad te, nie masz.”

I my będziemy chcieli ten czas spędzić nad tym właśnie, aby miłować najpierw siebie samego, aby zlitować się nad sobą samym, aby sobie samemu czy sobie samej okazać miłosierdzie, aby sobie samemu powiedzieć ewangelię w jak najbardziej wyrazisty sposób, żeby okazać sobie samemu miłość, którą Bóg chce, abyś ty okazał, czy ty okazała sobie, żeby pomóc sobie samemu czy sobie samej iść drogą przez ciało Chrystusa do domu Ojca. Dlatego Jezus mówi o tym przykazaniu, że najpierw trzeba siebie samego miłować, najpierw trzeba sobie samemu okazać łagodność i cierpliwość, i napominać siebie samego jak najgorliwiej, by jak najszybciej móc być podobnym, podobną do Jezusa Chrystusa. Aby starać się jak najbardziej jasno i wyraziście przyjmować Słowa ewangelii do swego osobistego codziennego życia, mówienia, myślenia, działania. O tym mówi tu Jezus, czy człowiek będzie troszczyć się tak o siebie samego czy o siebie samą z całego serca, z całej duszy, siły i myśli, tak jak miłuje Boga, żeby Bóg miał to, co chce. A On chce mieć ciebie na obraz Swojego Syna. Jeżeli więc będziesz czynić wszystko by być jak Jego Syn i będziesz codziennie upominać się o ten czas, który Bóg chce, abyś miał spędzony w Duchu Chrystusowym, to Jezus mówi, że wtedy, gdy sam czy sama dojdziesz w jaki sposób ty sam czy sama doszłaś do tego, w jaki sposób to wszystko w tobie dokonuje się, jak pozbyłeś się, czy pozbyłaś się wszelkiego zła, w jaki sposób przyjąłeś Boże dobro, jak zostało usunięte to, co liczy się w świecie, a zastąpione tym, czym świat wzgardza, jeżeli dojdziesz do takiego stanu, wtedy będziesz mógł pomóc bliźniemu swemu. Jeżeli nie dojdziesz do takiego stanu, to będziesz opowiadać te puste rzeczy, o których wiesz sam czy sama, że w twoim życiu nie działają. To będą takie nic nie ważne frazesy, których ty nawet do swojego życia nie przypisujesz i nie uważasz ich za ważne, a chcesz powiedzieć komuś, że one są naprawdę ważne. Jeżeli ty sam sobie nie powiesz o ich ważności, nie zachowasz ich jako najważniejszych dla twojego życia, to jak możesz powiedzieć komuś, że one są ważne dla kogoś? To tak jakby wmawiać komuś coś, co sam uznajesz za nic nie warte, nie warte do zastosowania, nie warte do przyjęcia, nie warte do tego, aby w ten właśnie sposób postępować.

2Koryntian 13,5: „Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze, doświadczajcie siebie; czy nie wiecie o sobie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba że wciąż bez próby jesteście.” Apostoł uczy więc w ten sposób, że każdy z nas musi najpierw siebie wypróbować. Często wierzący próbują innych, a nie próbują siebie. Innych poddają próbie, urażają się na nich, zrażają się do nich, robią różne rzeczy, a samych siebie tej próbie nie poddają, to znaczy, że nie miłują siebie. Jak więc mogą miłować bliźniego, skoro sobie samemu odmawiają tej łaski zachowania Słów Chrystusowych, jak więc mogą powiedzieć komuś, że warto zachować Słowo Chrystusowe. To będzie puste, bez znaczenia, nie będzie miało potwierdzenia w rzeczywistości.

Bóg nie chce, żebyśmy okłamywali innych, sami nie uznając tego za ważne. Apostoł mówi, że on przeszedł próbę, on jest wypróbowany, Chrystus żyje w nim. Rozumiecie, jak ważne jest to, żebyśmy my, chrześcijanie, byli prawdziwi, i żebyśmy naprawdę wszystko, co tylko chcemy, aby inni zastosowali, najpierw wprowadzili w swoje osobiste, codzienne życie. Najpierw sami, bo to jest najłatwiejsze dla mnie i dla ciebie; ty siebie znasz doskonale, sobie jesteś w stanie wszystko wytłumaczyć, do siebie jesteś w stanie najlepiej dotrzeć. Bóg więc mówi: Zacznij od siebie, zacznij robić porządek w sobie, wtedy nauczysz się w jaki sposób to się dzieje i będziesz w stanie pomóc innym ludziom, głosząc im prawdziwą ewangelię twojego codziennego życia. I oni będą mogli zobaczyć w tobie tą ewangelię. Bo to jest bardzo ważne dla Boga, żeby to nie było gołosłowne mówienie do kogoś, tylko, żeby to było przekazywanie tego, co już sam posiadłeś, czy posiadłaś. Wtedy jest to głoszenie ewangelii w sposób godny Boga. Naczynie jest gotowe, by przekazywać prawdę, bo samo doznało tej prawdy. Jeżeli nie doznało, nie jest w stanie przekazywać tego w sposób taki, jak chce tego Bóg. Chrystus w nas, nadzieja chwały.

I znowuż, czy w tobie, we mnie Chrystus jest już ukształtowany? Czy my już mamy ten kształt Chrystusa w sobie, by mówić innym jaki jest Chrystus, by przekazywać innym rzeczywistość ze swojego codziennego życia, codziennych wyborów, decyzji? Czy rozumiemy co w tym drugim przykazaniu jest zawarte? To jest oczywiste, bo ono tak wyraźnie o tym mówi: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Jeżeli sobie nie okażemy łaski, żeby zmienić to, usunąć grzechy, usunąć wszelkie zło, to jak mamy okazać łaskę innym ludziom? Jak mamy mówić innym ludziom: No weź, no weź, przecież łaska jest, nie chodź w ogóle w tym złu; kiedy sami nie przyjmujemy łaski po to, żeby oczyścić się z tego wszelkiego zła. Rozumiecie, o czym mówimy? Mówimy o Prawdzie. Jezus przyszedł jako Prawda. On nie przyszedł nikogo oszukać. On jest Tym, który dokładnie tak żyje jak mówi. I każdy mógł zobaczyć w Jezusie, w codziennym życiu to, co On głosił. Jezus chce, żebyśmy my byli Jego posłańcami. Ale żebyśmy byli Jego posłańcami, to musimy miłować siebie samych względem tego, kim jest Chrystus Jezus, by poddawać siebie samych przemianie na obraz Chrystusa.

Wielu wierzących dojdzie do jakiegoś punktu, ochrzci się, coś tam pozna, już są bohaterami, którzy są w stanie nauczać innych, jak powinno się żyć z Bogiem, sami z tym Bogiem tak naprawdę nie żyjąc. No bo trzeba jechać, głosić ewangelię. Ale czy ty znasz tą ewangelię, czy ty znasz Tego, o którym będziesz mówić? Często ludzie żyją nadal w grzechach, w upadłości, ale coś dowiedzieli się i już chcą innym zaimponować. A więc tak naprawdę to nie pójdzie posłaniec, to pójdzie człowiek, który sam siebie posłał. Jeżeli posłaniec ma być światłością, to on ma być światłością, on ma być wyraźnym pokazaniem tego, co on niesie jako posłanie. O tym będziemy czytać w Biblii, gdzie w każdym miejscu jest to napisane, ponieważ Bóg jest prawdziwy, On chce mieć Prawdę tu na ziemi. On nie chce, żebyśmy mówili innym jak mają żyć, nie powiedziawszy najpierw sobie: Ty tak żyj; i zobaczywszy co my z tym zrobimy, w jaki sposób my postąpimy z tym Słowem. Czy będziemy zdeterminowani, aby to Słowo wykonało się w nas? Czy będzie nam na tym nie za bardzo zależało. O tym też będziemy sięgać w kierunku modlitwy.

Nie jesteś w stanie modlić się naprawdę za nikogo, jeżeli nie modlisz się za siebie samego, za siebie samą naprawdę. Jeżeli ty nie wzywasz Boga po to, by być jak Chrystus, nie możesz modlić się o kogoś naprawdę, żeby był jak Chrystus. Jeżeli ty nie miłujesz siebie samego, czy nie miłujesz siebie samej, to jak możesz modlić się o kogoś? Wtedy skoro sam siebie czy sama siebie nie miłujesz, to jak możesz miłować tego kogoś, o którego modlisz się? A modlitwa bez miłości to jest kiepska modlitwa. Skoro mamy miłować tego bliźniego jak siebie samego, a ja siebie nie miłuję, to co to jest za modlitwa? To jest raczej przemądrzałe mówienie o czymś i myślenie, że Bóg będzie mnie wysłuchiwał, bo ja dosyć mądrze mówię do Niego. Bóg wysłuchuje prawdy, wysłuchuje modlitwy sprawiedliwego. Bliska jest Mu modlitwa sprawiedliwego. Pomyśl więc, czy wołasz do Boga o siebie tak gorliwie, żeby twoje życie było coraz bardziej wyraźnie podobne do życia Syna Bożego? I wołasz tak zawzięcie, tak zdecydowanie, w taki święty zdeterminowany sposób, że Bóg patrzy na ciebie i mówi: Tak, ty chcesz takim być. Czy powiesz: Boże, obym był jak Chrystus i idę dalej. Czy ty przyjmiesz od Ducha Świętego to, co Bóg ci da, żebyś był, czy była jak Chrystus? Czy ty miłujesz siebie naprawdę? I kiedy stajemy przed Prawdą Bożego Słowa, możemy często powiedzieć: Boże, ja siebie nawet nie miłuję, ja sobie pozwalam na różne ułomności wiedząc, że za te ułomności jest przekleństwo, że jest gehenna. A ja pozwalam sobie na nie, a komuś mówię, żeby przestał palić, pić, czy cokolwiek. Nawet jeśli ten człowiek przestanie palić i pić, a nadal będzie egoistą czy egoistką, to co mu to pomoże, że przestał? To będzie jeszcze bardziej dumnie podnosił, czy podnosiła głowę, no bo jest wolny, już tego nie robi. Ale dalej wobec innych ludzi jest to ktoś, kto zachowuje się niegrzecznie, w sposób zły, bezprawny. Bo miłując nie mamy takiej możliwości, jak mówiliśmy ostatnio, aby postępować wobec innych inaczej jak wobec Chrystusa.

Kiedy więc patrzę na te przykazania i słyszę, co mówi Jezus, zdaję sobie sprawę, że On mówi do  mnie: Czy tobie zależy na tym? I kiedy patrzymy na nasz początek, to zależało nam bardzo na tym i nasze wołania były: Boże, zrób ze mną coś, uratuj mnie, wyzwól mnie z tego! A potem człowiek urósł już w piórka i zaczyna już, że ja nie muszę się tak zmieniać. I widzimy iluś letnich chrześcijan, którzy są gorsi, niż byli wcześniej, jak się nawracali. Są bardziej dumni i pyszni, ale wcale nie bardziej podobni do Chrystusa.  I to jest coś, co diabłu udało się zrobić, że ludzie nie miłują siebie, mówiąc, że miłują innych. Jeżeli tobie na twoim wiecznym życiu nie zależy, to jak może zależeć ci na życiu wiecznym innych. Czy ty naprawdę miłujesz innych więcej od siebie, że myślisz, żeby uratować innych, a ty możesz zginąć w gehennie? Nie o takiej miłości mówi Bóg. Zacznij więc najpierw od siebie. I kiedy to widzimy, to widzimy gdzie jest ta letność, gdzie wierzący ludzie zgubili wartość wzrostu, rozwoju. Właśnie w poczuciu, że są już wystarczający i mogą nauczać innych jak żyć, sami nie dając się dalej nauczać.

Kiedy przypominamy sobie apostoła, on mówi, że cały czas wzrastam, rozwijam się. Moglibyśmy powiedzieć: Paweł, ty jesteś niesamowitym wzorem dla innych już. On mówi: Tak, ale w tym, w czym Chrystus jest już we mnie ugruntowany, gdzie widać we mnie tego Chrystusa, ale są rzeczy, w których jeszcze nie widać Go. I on wołał za sobą do Boga. I wtedy można było powiedzieć, że kiedy szedł do ludzi i głosił im, mówił: Ja nie mówię nic innego, jak tylko to, co sam doświadczyłem. Kiedy szedł do ludzi, mówił im o tym, co już doświadczył, czego był świadomy i co w jego życiu można było zobaczyć. Był autentyczny, był prawdziwy. Dlatego diabeł wiedział, że on nie jest podrobiony, nie jest aktorem. On jest prawdziwy.

List do Galacjan 3, 26: „Albowiem wszyscy jesteście synami Boga przez wiarę w Chrystusie Jezusie.” Wszyscy jesteście synami Boga. I zwróć teraz uwagę – jak zachowują się synowie Boga? Kiedy spotykam Syna Bożego Jezusa Chrystusa, to jak On wołał o siebie, będąc na ziemi? Jak On wołał o siebie? Czytamy o tym w Liście do Hebrajczyków: Ze łzami stawał przed Bogiem i wołał i ze względu na pobożność został wysłuchany. I On mógł codziennie iść i okazywać miłość ludziom, bo On miłował Siebie samego. On nie myślał, żeby skończyć źle na tej ziemi. On myślał wrócić tam, skąd przyszedł. Jemu na tym zależało i Ojciec widział to. Jezus jest więc dla mnie i dla ciebie przykładem jak mamy walczyć o swoje życie. Wiecie dlaczego wierzący ludzie giną? Bo przestali walczyć o swoje życie – ‘już są dobrzy, już są w porządku, nie kradną, nie upijają się, czy cokolwiek innego’. Ale co więcej? Czy chcesz być jak Chrystus? Czy chcesz przebaczać jak Chrystus? Czy chcesz mówić Prawdę jak Chrystus? Czy chcesz miłować siebie jak Chrystus? Czy chcesz tego? Popatrz jak wygląda modlitwa o ciebie. Jak modlisz się o siebie do Boga? Kiedy modlisz się o siebie do Boga, żebyś był, czy była jak Chrystus? Kiedy wołasz do Niego ze świętą determinacją, wiedząc, że On właśnie tego chce od ciebie?  A On powiedział, że jeśli będziesz prosić według Jego woli, to On cię wysłucha. Ale to musi być Jego Syn w twoim sercu i myśleniu. Wołam, bo chcę być jak Jezus. Nie chcę, Ojcze, udawać, że miłuję tych ludzi, o których się modlę; jeśli nie miłuję siebie, to ich też nie miłuję. I wystarczy, że za chwilę coś będzie i już ja sam będę robił  krzywdę tym, o których modliłem się. Jeśli nie miłuję siebie, tak samo ich nie miłuję. I mogę mówić w modlitwie różne rzeczy i samemu siebie nie pilnować przy Chrystusie, ale za to mieć wiele obiekcji do innych. To nie jest dobre. Mamy być więc jak Syn, synowie Boga.

Gal.3,27: „Bo wszyscy, którzy zostaliście w Chrystusie ochrzczeni, przyoblekliście się w Chrystusa.” Jak my teraz żyjemy w tym przyobleczeniu? Zobacz ile jest spraw do zrobienia. Gdybyśmy rozumieli to, o czym teraz mówię, naprawdę rozumieli, to wiecie jak byśmy wołali do Boga o siebie? To byłaby główna część naszego wołania o siebie: Boże, zbaw mnie! Kiedy widzisz psalmy, kiedy widzisz modlitwy świętych, to o kogo oni głównie wołali? O siebie a potem modlili się też o innych. Bo oni wiedzieli, że naczynie musi być czyste. Jeżeli z tego naczynia ma popłynąć woń Chrystusowa, modlitwa, która uwielbi Ojca, i która będzie naprawdę wysłuchana, to naczynie musi być gotowe do tej modlitwy. Dlatego jest tak ważne, co Bóg chce do mnie i do ciebie powiedzieć. Zacznij walczyć o swoje życie, które będzie coraz bardziej podobne do Chrystusa i połóż całą wagę na tym, aby być coraz bardziej podobnym do Chrystusa, podobną do Chrystusa. Na tym skup się najbardziej. Jeżeli tu zaczniesz doznawać tych przemian, wtedy to, co już doświadczysz, będziesz w stanie dać innym. Tylko to, co dostaniesz, będziesz w stanie dać innym, reszta będzie podróbką. Jeżeli będziesz dawać i mówić, że to jest Chrystus, to będzie to oszukanie. To nie będzie Chrystus. Tam będzie dodatek. Tylko ci, którzy są z Prawdy w tym doświadczeniu, mogą przekazać prawdę o tym doświadczeniu.

Gal.3, 28.29: „Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie. A jeśli jesteście Chrystusowi, tedy jesteście potomkami Abrahama, dziedzicami według obietnicy.” Abraham powiedział: Jak mam się radować, skoro nie mam dziedzica. Jak mamy się radować, skoro nie jesteśmy z Jerozolimy. Jak mamy się radować, skoro my sami nie pragniemy być jak Chrystus? Skoro pragnienie umyka, a nam wystarczy takie chrześcijaństwo, takie zwyczajowe, często skupione na sobie, ale nie w sposób taki jaki mówię, tylko zupełnie inny, w grzeszny sposób, kiedy żądamy od innych czegoś dla siebie, czego nie dajemy innym, kiedy obrażamy się, kiedy urażamy się. To jest takie skupienie na sobie, ale diabelskie. To nie jest to, o czym tu jest napisane, aby miłować siebie samego czy siebie samą. Miłować, to znaczy – chcę być jak Chrystus. To znaczy miłować siebie.

Może nim wejdziemy w modlitwę, czy mógłbyś, czy mogłabyś powiedzieć innym teraz aby byli jak ty, bo ty jesteś jak Chrystus? Nie chodzi mi o potępiane, chodzi mi o świadomość. Czy będąc już iluś letnim chrześcijaninem czy chrześcijanką, mógłbyś powiedzieć abyście byli jak ja, bo ja jestem jak Chrystus? I to jest widać, słychać, można to zobaczyć.

1Koryntian 11, 1: „Stawajcie się naśladowcami moimi, jak i ja jestem naśladowcą Chrystusa.” Stawajcie się naśladowcami moimi. Mówi to ten, który miłuje siebie, i któremu najbardziej zależy na tym, żeby to był Chrystus a nie on. On mówi: Ja umarłem, to jest dla mnie najwyższy zaszczyt – żyje we mnie Chrystus. I on mówi: „Stawajcie się naśladowcami moimi, bo ja jestem naśladowcą Chrystusa”. To znaczy, że ten człowiek, apostoł Paweł, naprawdę miłuje siebie. On uznał wszystko za śmieć, żeby zyskać Chrystusa. Jego wołanie to nie było: No, zrób coś ze mną dobrego, Jezu. On wołał o każdą sprawę. Przychodził do Jezusa, przychodził do Ojca, żeby być jak Jego Syn. Tak jak Jezus często modlił się, często modlił się, oni spali, On modlił się, On walczył i On chce, żebyśmy w tej walce mieli świadomość, że musi mnie na mnie zależeć. Mogę chcieć zbawić cały świat, sam nie będąc zbawionym. To co to będzie? ‘To co, ja jestem takim zupełnie? Boże, ja bardziej miłuję od Twego Syna. Ja już nie myślałem o sobie w ogóle, tylko o innych.’ Jezus nigdy nie zgrzeszył. Gdyby nie myślał o sobie, tylko o innych, na pewno by zgrzeszył. Ale myślał o sobie, że Ojciec jest Święty i Syn jest Święty. I wszystkie grzechy musiały odnieść porażkę.

List do Filipian 3,17: „Bądźcie naśladowcami moimi, bracia, i patrzcie na tych, którzy postępują według wzoru, jaki w nas macie.” Apostoł więc ponownie mówi o tym, żeby go naśladować, ale też i patrzeć na tych, którzy postępują według wzoru, jaki jest w apostole. To znaczy, że w apostole mieszka Chrystus, apostoł żyje dzięki Chrystusowi i on jako apostoł dotarł do innych ludzi, którzy też weszli na tą samą drogę miłości do siebie, aby być jak Chrystus, i którzy idąc w ten sposób odnaleźli największą potrzebę, aby modlić się do Boga o to, by być jak Chrystus. Tak zawsze zaczynają ludzie, którzy uwierzyli, zawsze zaczynają od siebie, wołają do Boga o siebie; zawsze tak się zaczyna. Widzą swoje ułomności, swoje potrzeby o przejście przez to doświadczenie, o przejście przez to doświadczenie. I w jakimś momencie zostawiają siebie i uważają, że teraz modlitwa o innych jest ich najważniejszym zadaniem. Ale nigdy nie możesz przestać modlić się o siebie. Zawsze potrzebujesz wzrastać, rozwijać się, zawsze potrzebujesz działającego Boga. Jezus mówi: „Beze Mnie nic nie uczynicie”. Apostoł mówi: „Bez ustanku módlcie się”, a więc zawsze będziemy potrzebować pomocy. Nigdy nie dojdziemy do takiego stanu, gdzie nie będziemy potrzebować pomocy aby być jak Chrystus. To jest najważniejsze, po to tu jesteśmy.

1Tymoteusza 4,12: „Niechaj cię nikt nie lekceważy z powodu młodego wieku; ale bądź dla wierzących wzorem w postępowaniu, w słowie, w miłości, w duchu,  w wierze, w czystości.” Bądź wzorem. On mówi: Wzorujcie się na tych, którzy naśladują mnie, czynią to, co ja, bo ja czynię to, co Chrystus czyni, mówi apostoł. On mówi też o innych i to jest właśnie jeden z tych innych też, który jest wzorem dla innych, jak powinien człowiek miłować samego siebie. To jest niesamowite, że kiedy naprawdę miłujesz siebie, zajdziesz tam, gdzie trzeba. To nie jest ta miłość, o której ludzie myślą, żeby więcej skorzystać, więcej to, więcej tamto, to nie jest ta miłość, nie o tej miłości tu mówimy. To jest zupełnie co innego. Mówimy o miłości, w której ty pragniesz być jak Jezus. To jest twój cel, to jest wszystko dla ciebie, co jest najważniejsze. O to będziesz walczyć w każdym czasie dogodnym czy niedogodnym, by być jak Jezus, bo to jest dla ciebie zbawienie. Ojciec powiedział, że On chce, żebyśmy byli jak Jego Syn. I On współdziała z nami we wszystkim, co w tym kierunku zmierza. Wołajmy naprawdę, myślmy o tym, że Bóg chce mieć kolejne wzory, które będzie można naśladować.

1Tesaloniczan 1, 6.7: „A wy staliście się naśladowcami naszymi i Właściciela i przyjęliście Słowo w wielkim ucisku, z radością Ducha Świętego, tak iż staliście się wzorem dla wszystkich świętych w Macedonii i w Achai.” W tym doświadczeniu, w którym oni osiągnęli już to, jaki jest Jezus Chrystus, stali się wzorem dla innych. Oni dalej rosną, dalej wzrastają, ale w tym już są wzorem, bo taki jest Chrystus. Ja wiem, że to nie jest łatwe, że człowiek, kiedy staje do bitwy o siebie samego, okazuje się, że nie ma siły walczyć o siebie, okazuje się, że staje się bezradny, bezradna. I dopiero widzi jak bardzo potrzebuje Jezusa w swoim życiu, dla swego życia. Jak bardzo potrzebuje tej miłości Jezusa dla siebie, by móc ratować się z tego przewrotnego świata. Jeżeli w tym dojdziemy i będziemy w tym, jak w pierwszej miłości, kiedy walczyliśmy o to, by być jak Jezus, by żyć jak Jezus, by nie odpowiadać jak kiedyś, by żyć w czystości, by ludzie widzieli w nas żyjącego Chrystusa. I to było dla nas niesamowicie ważne. Zrezygnowaliśmy z mnóstwa grzechów, żeby być jak Jezus. Zrobiliśmy wiele posunięć, żeby być jak Jezus. Z jakiegoś powodu przestaliśmy miłować siebie. Zaczęliśmy bardziej myśleć, że miłujemy innych. Zwróćcie uwagę, co z tej miłości do innych wychodzi, ile zranień, ile bólu, ile pomówień, oskarżeń, ataków, złości. To jest właśnie to, co doszło, jak człowiek miłuje innych, kiedy nie miłuje siebie. Wtedy staje się oskarżycielem braci, sióstr, jacy oni są, dlaczego oni nie są jak Chrystus, samemu, czy samej nie myśląc o tym, że sami już dawno przestali już walczyć o to by być jak Chrystus. Dlatego teraz już bardziej naśladują oskarżyciela niż Jezusa, który przyszedł zbawiać a nie zatracać. Możesz więc zobaczyć po owocu jak to się dzieje.

List do Hebrajczyków 13, 7.8: „Pamiętajcie na wodzów waszych, którzy wam głosili Słowo Boże, a rozpatrując koniec ich życia, naśladujcie wiarę ich.” Oni więc pilnowali się. Tak jak apostoł mówi: Wiarę zachowałem. I apostoł mówi: Naśladujcie ich wiarę, widząc jak oni dobiegli, to jest wasz wzór. Oni walczyli każdego dnia o to, by należeć do Boga, aby dać odpór diabłu, który kusił ich, żeby zostawili Boga, żeby poszli szukać zadowolenia w świecie. Oni to odpierali i uważali, że poza Bogiem nigdzie nie ma szczęścia. Oni walczyli o swoje życie z Bogiem, o swoją społeczność z Bogiem. Oni oczyszczają się, uświęcają, oni pilnują swoich szat, by stawać przed Bogiem, aby być wysłuchanymi, bo wiedzą, że cały czas potrzebują jeszcze wzrastać, rozwijać się. Oni nie odpuścili już sobie i zabrali się za innych. Oni dalej rozumieją, że tylko w tym mogą pomóc innym, co już naprawdę jest Chrystusem w nich. Za dalsze rzeczy nie biorą się, bo nie pomogą, tylko zaszkodzą. Nie są głupcami, którzy rzucają się i mówią: Bóg będzie ze mną. Oni wiedzą, że Bóg jest ze Swoim Synem i tylko ze Swoim Synem. I tam, gdzie ja wyprzedzam Syna, tam nie ma już ze mną ani z tobą Boga.

Pamiętaj, kiedy będziesz miłować siebie i będziesz w stanie już wołać o siebie, i Bóg zacznie cię wysłuchiwać, wtedy inni poznają, że w tobie działa Chrystus. To będzie niesamowite. Nie tyle ty będziesz demonstrować, tylko sam Chrystus okaże się i to będzie najlepsze, co mogło cię spotkać. Wtedy poznasz jak bardzo cenne jest to, aby miłować siebie tak jak chce Bóg, by Chrystus był widoczny w nas i pośród nas. Jezus Chrystus wczoraj, dzisiaj, ten sam na wieki. Ten sam Chrystus w nich, ten sam Chrystus w nas.

Wiem, że będzie ci ciężko. To co mówię, to nie jest łatwe zadanie, to jest bardzo trudna praca. Wydaje się taka prosta, o siebie człowiek przecież powinien wołać niesamowicie swobodnie. Okazuje, że to wcale tak nie jest, jeżeli ty nie miłujesz siebie. Nie za bardzo będzie to takie prawdziwe wołanie. To będzie takie kombinowanie. Ale kiedy miłujesz już siebie naprawdę, wtedy wołanie twoje jest niesamowite. Wtedy cały twój duch woła do Boga o to, by Bóg w Swojej łasce patrzył na ciebie i pracował nad tobą, by Chrystus był w tobie widoczny. Wtedy to wołanie jest niesamowite. Ale żeby tam być, trzeba wrócić do miejsca, gdzie wiedziałeś, wiedziałaś, że to chodzi o Chrystusa, że ta sprawa, to Chrystus w tobie. Rozumiecie, jaka to jest niesamowita sprawa.

Psalm 37, 37: „Przeto wzoruj się na niewinnym i popatrz na prawego, bo przyszłość należy do męża pokoju.” Jezus mówi o takich mężach pokoju, którzy są mężami pokoju; jeżeli wejdziesz do domu, to jeśli tam jest mąż pokoju, to pokój spocznie. Jeśli nie, to wróci do ciebie, bo to nie jest człowiek, który miłuje siebie, który ma pokój z Bogiem. Bo to jest sprawa oczywista. Teraz mówię o miłowaniu siebie, ale konsekwencją kiedy miłujesz siebie, będzie w naturalny sposób miłość do bliźniego. To będzie naturalny sposób; darmo dostałeś, dostałaś, darmo też zaczniesz dawać. Ale to będzie dawany Chrystus, nie będziesz dawał siebie, czy dawała siebie, to będzie Chrystus, niesamowity Chrystus. To będzie jak łamanie się tym chlebem, gdzie jest jeden Chrystus i podajemy sobie nawzajem to, co już mamy z Chrystusa i wtedy to jest budujące a nie rujnujące. To nie jest sprzeczanie się, kłócenie się, ale budowanie się nawzajem na Boży dom, którym jak wiemy jest Chrystus Jezus.

Wrócimy do 2Tymoteusza 1,13.14: „Wzoruj się na zdrowej nauce, którą usłyszałeś ode mnie, żyjąc w wierze i miłości, która jest w Chrystusie Jezusie; tego, co ci dobrego powierzono, strzeż przez Ducha Świętego, który mieszka w nas.” O kim mówi cały czas? O Tymoteuszu. Wzoruj się na zdrowej nauce, ty wzoruj się cały czas. Jesteś wzorem, bądź wzorem i cały czas wzoruj się. Cały czas jesteś w rozwoju, Chrystus jest większy od ciebie, ty dorastasz do wymiarów Chrystusowych. Ale w tym, w czym dorosłeś już, w tym możesz usługiwać innym, możesz wiele pomóc im, ale nie rezygnuj z tego, co już osiągnąłeś, mówi apostoł. Trwaj w tym, co osiągnąłeś i zmierzaj dalej. Ten, który cię umiłował i był na krzyżu z powodu ciebie, On chce pomóc ci w tym wszystkim. I On pomaga, gdy my naprawdę wołamy zgodnie z tym, po co On przyszedł.

Moglibyśmy powiedzieć, że ludzie często modlą się: Zbaw tego, zbaw tego, tamtego. A Bóg patrzy, mówi: A czy ty jesteś zbawiony, czy ty jesteś uwolniony, uwolniona od swojej grzeszności? Czy ty jesteś wolnym człowiekiem, by czynić dobro innym? I nieraz sumienie mówi: Czy ty to masz, czy ty to posiadasz? Fajnie, modlisz się o innych, ale czy ty to masz? Czy będziesz wołać, abyś ty to miał, bo przecież wszyscy mamy dorastać do wymiarów Chrystusowych, czytamy w Liście do Efezjan. Czy to rozumiesz? Wielu wychodzi głosić, sami nie będąc w Słowie Bożym, sami nie będąc zbawieni poprzez Słowo Boże, sami nie będąc uwolnieni od swojej starej natury. A więc idą i przekazują swoje stare informacje, stare wiadomości. Tam gdzie Chrystus dokonał już w nich Swego dzieła, tam mogą powiedzieć tą Prawdę, ale kiedy już przekraczają tą granicę, głoszą nie Chrystusa lecz siebie. Jezus mówi: Abyście poczekali na Ducha. A wiemy jak Duch Święty działa, że Duch Święty jest przeciwko ciału. Kiedy On przychodzi, nie zgadza się na to, by ciało było reprezentantem Chrystusa, ale On chce w nas uwielbić Chrystusa.

Ewangelia Marka 8, 34: „A przywoławszy lud wraz z uczniami swoimi, rzekł im: Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, a idzie ze Mną dla Mnie, naśladuje Mnie.” Do kogo więc Jezus mówi? „Przywoławszy lud wraz z uczniami swoimi, rzekł im: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech wyprze się samego siebie” To znaczy, że musisz tak miłować siebie, żeby wyprzeć się siebie, bo ty, ja, każdy z nas, jesteśmy złymi ludźmi z natury, musimy wyprzeć się siebie. My chcemy, żeby inni wypierali się, kiedy my nie wyparliśmy się siebie i złościmy się na tych ludzi, że nie wypierają się. Wiecie dlaczego złościmy się? Dlatego, że sami nie wyparliśmy się siebie. Gdybyśmy wyparli się sami siebie, nie byłoby w nas złości, nie złościlibyśmy się na innych, bo w Jezusie nie ma złości. Trzeba więc wyprzeć się siebie, mówi Jezus; tak miłuj siebie, żeby wyprzeć się siebie, bo wiesz co ty potrafisz, ja wiem, co ja potrafię. Wiemy więc co potrafimy zrobić złego, wiemy. Miłując więc siebie, potrzebuję wyprzeć się tego, co nie jest Chrystusem we mnie, żeby czynić miejsce dla Chrystusa we mnie, żebym mógł żyć jak Chrystus tutaj przed Obliczem Ojca, jak też wobec innych ludzi.

Czy mógłbyś więc powiedzieć do innych ludzi, aby byli jak ty, żeby wzorowali się na twoim życiu, na twoim mówieniu, na twoim działaniu, bo ty jesteś już dla Chrystusa, nie dla siebie? A Jezus chce, żebyś mógł to powiedzieć. Czy wierzysz w to? On po to umarł na krzyżu, żeby każdy syn, każda córka Boga Wszechmogącego mogli powiedzieć: Patrz na mnie, to jest Chrystus, który dokonał Swego dzieła we mnie. I to nie będzie podróbka, to będzie prawda. Jezus potwierdzi każde Słowo, które wyrzekł. On to powiedział: Potwierdzę Moje Słowo; innego nie potwierdzi.

 Jak ważne jest więc to, by modlić się jak Chrystus, rozmawiać jak Chrystus, myśleć jak Chrystus. Mamy taką możliwość. Moi drodzy, to jest dla mnie i dla ciebie, dla nas takich ludzi, to jest sprawa, gdzie Bóg szuka tych, którzy by Go szukali w tej jednej sprawie – żebyśmy byli jak Jego Syn. To jest to, co Boga tak bardzo interesuje. I gdy napotkasz na przeciwności, wołaj Jezusa: Pomóż mi, Jezu, pomóż mi Jezu walczyć o siebie. Zostawiam wszystkich ludzi, daję im spokój, przestaję dręczyć ich sobą, Jezu, uratuj mnie ode mnie. Nie chcę krzywdy, nie chcę złości, nie chcę nienawiści, nie chcę niechęci, nie chcę tego wszystkiego, co zaprowadziło Cię na krzyż.

Kiedy rozumiesz jak wiele zła potrafisz zrobić między wierzącymi i niewierzącymi z powodu myślenia, że ty już jesteś gotowy czy gotowa, aby mówić, że jesteś wierzącym, wierzącą, to widząc owoc tego, tym bardziej powinieneś zrozumieć to, o czym teraz mówię, że to jest zły owoc, jeżeli to nie jest Chrystus, to jest zły owoc. Dlatego tylu ludzi jest oszukanych i zwiedzionych, że oni są zbawieni, uratowani, oni mogą żyć sobie jak chcą, bo oni wierzą w Jezusa. W Biblii nie ma nic takiego. Tu jest wyraźnie: Czy miłujesz siebie tak, aby dotrzeć do wieczności, aby iść tą wąska drogą, aby być człowiekiem, który codziennie wypiera się swego starego zepsutego człowieczeństwa, by coraz więcej, więcej było widać w tobie Jezusa. Czy kochasz Jezusa więcej niż siebie? To jest piękne, że będziesz  gotowy, gotowa ustąpić Mu miejsca.

Ewangelia Marka 5,21-23: „A gdy się Jezus znowu przeprawił w łodzi na drugą stronę, zeszło się mnóstwo ludu do niego, a On był nad morzem. I przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair, a ujrzawszy go, przypadł mu do nóg. I błagał go usilnie, mówiąc: Córeczka moja kona, przyjdź, włóż na nią ręce, żeby odzyskała zdrowie i żyła.” Czy ty jesteś w stanie tak wołać o siebie? Przecież widzisz jak konasz, jak tracisz orientację, jak gubisz się w jakichś rzeczach. Czy ty nie widzisz, że umierasz dla tej chwały Chrystusa, że nie możesz żyć jak Chrystus, że w tobie jest coraz więcej różnych innych rzeczy? Czy ty wołasz tak o siebie i widzisz, że twoje chrześcijaństwo umiera, że twoja prawdziwa wieczność oddala się od ciebie i wołasz: Jezu, przyjdź do mnie! Zobacz jak ze mną jest źle! Jeszcze trochę i przestanę w ogóle funkcjonować jako chrześcijanin czy chrześcijanka. Weź mnie uratuj, daj mi życie! Jeszcze trochę tli się we mnie nadziei, jeszcze trochę mam potrzeby Ciebie, ale to już tak mało, tak niewiele. Umknęło życie, umknęło pragnienie, umknęło miłość, radość i spokój, wdzięczność i chwała należenia do Ciebie. Jezu! Przyjdź do mnie! Jezus mówi, że On przyjdzie, jeśli będziemy wołać. Tak jak ten ojciec miłował córkę, tak Jezus chce żebyś ty miłował siebie, żeby nie czynić krzywdy innym ludziom, ale zbawić, uratować, samemu czy samej będąc zbawionym, uratowanym. Myślę, że to w jakim żyjemy czasie dzisiaj w szczególny sposób interesuje Jezusa, żebyśmy byli przygotowani, żebyśmy byli jak On. On przeszedł przez wszystkie pokuszenia i wygrał, przez wszystkie przeciwności i wygrał, ale wiemy, że On wołał, wołał do Ojca. Często niedosypiał i wołał do Ojca, ze łzami wołał do Ojca. Był kuszony jak my i nigdy nie uległ żadnej pokusie.

Pamiętamy modlitwę pokutną Dawida. On mówi: Mój grzech jest zawsze przede mną, kiedy tylko patrzę, widzę mój grzech. Nadzieja jest tylko w Tobie, Boże, że to zmieni się, że usuniesz to zło, które uczyniłem, odnowisz moje serce, uczynisz nowym moje serce, zachowasz Ducha Swego we mnie i będę mógł głosić o Tobie, że jesteś pełnym miłosierdzia. Dlaczego? Bo mnie okazałeś miłosierdzie w takim doświadczeniu. Król rządzący pada przed Bogiem, zdaje sobie sprawę, że ani to, że jest królem, ani to, że posiada zasobność, nie uratuje go, jeżeli Bóg nie odnowi tego w nim, nie uczyni nowym jego serce. Pomyśl, ile dobra mógłby Jezus uczynić przez ciebie, gdybyś tak naprawdę wołał, czy wołała o siebie przed Bogiem. Często wierzący ludzie czują się tacy podniesieni, gdy wołają za kimś innym, czują się tacy lepsi, że mogą się już modlić o innych. A może ktoś o ciebie modli się w tym czasie, bo widzi, że z tobą jest źle; stojąc samemu w Chrystusie i widząc, że twoje chrześcijańskie życie kuleje, modli się za tobą.  Pamiętamy te modlitwy opisane w Biblii, kiedy ci ludzie dniem i nocą wołali, aby Boży ludzie żyli w sposób godny Boga, sami żyjąc w sposób godny Boga. Ich życie było świadectwem. To jest coś niesamowitego, że Bóg wezwał nas do czegoś tak wzniosłego, tak chwalebnego. Kiedy czytamy Psalm 22, widzimy tam modlitwę.

Psalm 4, 2: „Odpowiedz na wołanie moje, Sprawiedliwy Boże mój! W ucisku ulżyłeś mi. Zmiłuj się nade mną I wysłuchaj modlitwę moją!” Wysłuchaj modlitwę moją, zmiłuj się nade mną. Boże, zmiłuj się nad każdym z nas. Potrzebujemy wiele, żeby dać sobie Chrystusa. A nie damy Go, jeśli nie mamy Go. Możemy dać tylko to, co mamy. Jeżeli więc będziemy naprawdę wołać Boga: Boże, zmiłuj się nade mną, chcę bym żył jak Twój Syn. Bogu miła jest modlitwa, która potrzebuje działania Jego Ducha Świętego. Jeżeli są modlitwy, które tego Ducha nie potrzebują, to niewiele znaczą.

Psalm 56,2-7: „Zmiłuj się nade mną, Boże, bo ludzie nastają na mnie; cały dzień wrogowie uciskają mnie! Cały dzień nieprzyjaciele moi nastają na mnie, gdyż wielu zuchwale mnie zwalcza. Ilekroć lęk mnie ogarnia, w tobie mam nadzieję. Bogu, którego słowo wysławiać będę, Bogu ufam, nie lękam się; cóż mi może uczynić człowiek? Cały dzień sprawie mojej szkodzą, wszystkie zamysły ich zmierzają do mojej zguby. Schodzą się, czyhają, śledzą kroki moje, ponieważ nastają na życie moje.” Psalmista mówi, że ma wielu wrogów wokół siebie, a Ty, zmiłuj się nade mną, Boże, abym nie był jak oni, bym nie uczynił im tego, co oni mnie czynili, ale bym mógł należeć do Ciebie, ponieważ wiem, że Ty miłujesz i nie chcesz śmierci grzesznika, ale chcesz, by grzesznik pokutował i porzucił swoje grzechy.

Psalm 57,2.3: „Zmiłuj się nade mną, Boże, zmiłuj się nade mną, Bo tobie zaufała dusza moja I w cieniu twych skrzydeł chcę się schronić, aż przeminie nieszczęście! Wołam do Boga Najwyższego, do Boga, Który do końca doprowadzi sprawę moją.” Potrzebujemy wiele posilenia także od siebie nawzajem w tym, abyśmy wszyscy mieli tą świadomość, że jeżeli każdy weźmie się za swoje, wtedy nie będziemy czynić sobie żadnych przeciwności w tym, abyśmy mogli się ratować, bo będziemy rozumieli siebie nawzajem i będziemy szanowali siebie nawzajem, że dobry bój toczymy i w dobrej sprawie położyliśmy jednomyślność, aby być jak Chrystus, aby być jak Boży Syn.

Księga Jeremiasza 33, 1-3: „I doszło po wtóre Jeremiasza, gdy był jeszcze trzymany na dziedzińcu wartowni, słowo JESTEM  tej treści: Tak mówi JESTEM, który uczynił ziemię, JESTEM, który ją stworzył i umocnił, JESTEM jego imię. Wołaj do mnie, a odpowiem ci i oznajmię ci rzeczy wielkie i niedostępne, o których nie wiesz!” Rozumiecie, to jest tak niesamowite pamiętać po co przyszedł do mnie, do ciebie Jezus Chrystus – żeby przez nas móc dać innym Siebie. To jest najważniejsze dla Niego. A nie da przez nas Siebie, jeśli my nie damy Mu siebie. Jeżeli my będziemy szukać mądrości, cudów, znaków, to możemy je znaleźć, ale nie znajdziemy tego życia Chrystusowego, które jest tak ważne na tej ziemi, które ratuje a nie krzywdzi.

2Kronik 33, 9-16: „Lecz Manasses zwiódł Judę i mieszkańców Jeruzalemu, tak iż postępowali gorzej niż narody, które JESTEM wytępił przed synami izraelskimi. JESTEM przemawiał do Manassesa i do jego ludu, lecz oni na to nie zważali. Wówczas JESTEM sprowadził na nich dowódców wojska króla asyryjskiego i ci pochwycili Manassesa hakami, skuli dwoma spiżowymi łańcuchami i uprowadzili do Babilonu. A gdy znalazł się w ucisku, błagał JESTEM, swojego Boga, ukorzył się bardzo przed obliczem Boga swoich ojców i modlił się do niego, a On dał się uprosić i wysłuchał jego błagania, i pozwolił mu powrócić do Jeruzalemu do swego królestwa. Wtedy Manasses poznał, że JESTEM jest Bogiem.” Domyślamy się, że wołał: Boże, pomóż mi, pozwól mi wrócić i usunąć to, co tam zrobiłem złego, lekceważąc Ciebie, aby oddać Ci chwałę i cześć. I Bóg wysłuchał go i pozwolił mu na to, aby mógł powrócić. „Potem wybudował zewnętrzny mur Miasta Dawida na zachód od Gichonu w dolinie Kidron aż do wejścia do Bramy Rybnej, pociągnął go wokół Ofelu i bardzo go podwyższył; ustanowił też dowódców wojskowych we wszystkich warownych grodach judzkich. Następnie usunął obcych bogów oraz posąg ze świątyni JESTEM i wszystkie ołtarze, które pobudował na górze świątyni JESTEM w Jeruzalemie i kazał je wyrzucić precz poza miasto. Postawił na nowo ołtarz, i złożył JESTEM na nim krwawe ofiary pojednania i dziękczynne, i nakazał Judejczykom, aby służyli JESTEM, Bogu Izraela.”

 I to jest łaskawy Bóg, który wysłuchał go i dał mu możliwość, aby usunął zło, które wcześniej czynił, aby mógł uczynić to, co jest dobre. Wołajmy do Boga, On jest Tym, który chce nas wysłuchać, On czeka na modlitwę prawdziwie wołającego. Jezus woła do nas: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy spragnieni i obciążeni, a Ja wam dam odpocząć. Weźcie na siebie Moje jarzmo i przy Mnie nauczycie się tego, co jest dobre, miłe, pożyteczne, odpoczniecie od dzieł swoich, znajdziecie ukojenie, znajdziecie odpocznienie.” Niesamowity jest Bóg. Mam nadzieję, że jest to dla nas sprawa oczywista. Zdajemy sobie sprawę, że wiele jeszcze nie dostaje nam, że potrzebujemy wiele zmian, pracy naszego Właściciela nad nami, i że chcemy zgłaszać się do Niego, żeby ta praca była wykonana, żeby Duch Święty nie omijał nas -  ‘bo my nie chcemy już tej pracy, tam, tam zrób porządek z tamtym, z tamtą, ale my jej nie potrzebujemy już, żeby z nami zrobić dalszy porządek, my już uznaliśmy, że z nami jest już wszystko bardzo dobrze.’

Przeczytam jeszcze cztery miejsca. Psalm 30: „Psalm Dawidowy. Pieśń na poświęcenie przybytku. Wysławiać cię będę, JESTEM, bo wyciągnąłeś mnie z toni i nie pozwoliłeś wrogom moim cieszyć się ze mnie. JESTEM, Boże mój, wołałem do ciebie i uzdrowiłeś mię. JESTEM! Podniosłeś z otchłani duszę moją, ożywiłeś mnie pośród tych, którzy schodzą do grobu. Wysławiajcie JESTEM, święci jego, I wyznawajcie święte imię jego! Bo tylko chwilę trwa gniew jego, ale życzliwość jego całe życie. Wieczorem bywa płacz, ale rankiem wesele. A ja, pewny siebie, powiedziałem: Nie zachwieję się na wieki. JESTEM! W życzliwości swej postawiłeś mnie na potężnej górze, a gdy zakryłeś oblicze swoje, zatrwożyłem się. Do ciebie, JESTEM, wołałem i ciebie jako Właściciela mego błagałem o zmiłowanie. Jakiż zysk z krwi mojej, z mojego zejścia do grobu? Czy proch może cię wysławiać? Czy może zwiastować wierność twoją? Wysłuchaj, JESTEM, i zmiłuj się nade mną! JESTEM, bądź moim wspomożycielem! Zmieniłeś skargę moją w taniec, rozwiązałeś mój wór pokutny i przepasałeś mię radością, aby dusza moja śpiewała ci i nie zamilkła: JESTEM, Boże mój, będę cię wiecznie wysławiał.”

Dałeś mi to, Boże, żebym mógł żyć dla Twojej chwały. Byłem jak ten, który myślał o sobie wzniośle, lecz Ty pomogłeś mi to zobaczyć, zrozumieć i wtedy wołałem o zmiłowanie Twoje, i uczyniłeś to, Boże. Zobaczcie, jaka to jest niesamowita łaska! To życie chrześcijan, tych Bożych ludzi, którzy znają swoją wielką potrzebę Chrystusa, i którzy żyjąc w tej potrzebie Chrystusa są dla innych bezpieczni, bo nie ma w nich pychy, dumy i arogancji. Jest świadomość jak sami z sobą mają problem, by tak należeć do Chrystusa, jak należeć powinni. Wtedy co mają dla innych? Zmiłowanie. Co mają jeszcze? Miłosierdzie. Sami doznając tego, mogą okazywać to innym. Ale jeśli ja jestem super, to ja nie potrzebuję zmiłowania, nie potrzebuję miłosierdzia, wtedy też nie muszę okazywać innym. Mogę być złośliwym, złośliwą, bo ja już też nie potrzebuję. A jeśli potrzebuję, to modlę się: Boże, przebacz mi moje winy, jak ja przebaczam innym. To jest niesamowite, mamy taką szansę wygrać, musimy tylko trwać w Prawdzie, znając Prawdę.

Psalm 50, 14.15: „Ofiaruj Bogu dziękczynienie I spełnij Najwyższemu śluby swoje! I wzywaj mnie w dniu niedoli, wybawię cię, a ty mnie uwielbisz!” Czy to nie jest nasz dzień niedoli? Czy to nie jest tak, że my widzimy sami, że nie dajemy innym to, co wiemy, że już po takim długim okresie powinniśmy dawać, że nadal jesteśmy ograniczeni w tą chwalebność Chrystusa w nas. A może nawet jest coraz mniej zamiast więcej. Tym bardziej trzeba przyjść do Boga i wołać.

Księga Izajasza 38,9-19: „Psalm Hiskiasza, króla judzkiego, gdy był chory i wyzdrowiał ze swojej choroby:  Rzekłem: W połowie moich dni muszę odejść, na resztę mych lat zostałem wezwany do bram krainy umarłych. Rzekłem: Już nie ujrzę JESTEM który JESTEM w krainie żyjących, już nie zobaczę człowieka między mieszkańcami ziemi. Moja chata rozebrana i odjęta mi jak namiot pasterski. Zwinąłeś jak tkacz moje życie, odciąłeś mnie od krosien, poniechałeś mnie tak w dzień, jak w nocy. Wołałem o pomoc aż do rana, jak lew, tak miażdżył wszystkie moje kości; poniechałeś mnie tak w dzień, jak w nocy. Jak pisklę jaskółcze, tak świergotałem, gruchałem jak gołąb. Moje oczy zmęczone, zwrócone ku górze: Właścicielu! Mękę cierpię, dopomóż mi! Cóż mam mówić, skoro to On rzekł do mnie i On sam to uczynił? Wszystek mój sen spłoszony przez gorycz mojej duszy. Właścicielu! Nad tymi, którzy żyć mogą i wśród nich jest życie ducha mego, uzdrów mnie i pozwól mi żyć! Zaprawdę, zbawienna była dla mnie gorycz, lecz Ty zachowałeś duszę moją od dołu zagłady, gdyż poza siebie rzuciłeś wszystkie moje grzechy. Nie w krainie umarłych bowiem cię wysławiają, nie chwali ciebie śmierć, nie oczekują twojej wierności ci, którzy zstępują do grobu. Żywy, tylko żywy wysławia ciebie, jak ja dzisiaj, ojciec dzieciom ogłasza twoją wierność.” Chwała Bogu za to, że mógł poznać na sobie jak działa Bóg, który dokonuje Swego chwalebnego dzieła.

Księga Izajasza 58, 6-12: „Lecz to jest post, w którym mam upodobanie: że się rozwiązuje bezprawne więzy, że się zrywa powrozy jarzma, wypuszcza na wolność uciśnionych i łamie wszelkie jarzmo, że podzielisz twój chleb z głodnym i biednych bezdomnych przyjmiesz do domu, gdy zobaczysz nagiego, przyodziejesz go, a od swojego współbrata się nie odwrócisz. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza poranna i twoje uzdrowienie rychło nastąpi; twoja sprawiedliwość pójdzie przed tobą, a chwała JESTEM będzie twoją tylną strażą. Gdy potem zawołasz, JESTEM cię wysłucha, a gdy będziesz krzyczał o pomoc, odpowie: Oto jestem! Gdy usuniesz spośród siebie jarzmo, szydercze pokazywanie palcem i bezecne mówienie, gdy głodnemu podasz swój chleb i zaspokoisz pragnienie strapionego, wtedy twoje światło wzejdzie w ciemności, a twój zmierzch będzie jak południe, i JESTEM będzie ciebie stale prowadził i nasyci twoją duszę nawet na pustkowiach, i sprawi, że twoje członki odzyskają swoją siłę, i będziesz jak ogród nawodniony i jak źródło, którego wody nie wysychają. Twoi ludzie odbudują prastare gruzy, podźwigniesz fundamenty poprzednich pokoleń i nazwą cię naprawiaczem wyłomów, odnowicielem, aby w nich można było mieszkać.”

Widzimy, że Bóg wyraźnie mówi, że jeżeli będziesz troszczyć się o to, by czynić Jego dobro, będziesz otwarty na to, by JESTEM mógł obdarzać cię Swoim dobrem, wtedy On uczyni to, czego ty nie jesteś w stanie uczynić, i pokieruje tobą, i nasyci cię, i będzie cię chętnie wysłuchiwać. Niech Bóg będzie z tobą i ze mną w tej ważnej sprawie – najpierw ty, najpierw ja, najpierw każdy z nas osobiście. Wołajmy o siebie, wołajmy aż wysłucha, aż zobaczymy, że możemy wyjść z Chrystusem. Zachowujmy Słowo, czytajmy Biblię, zastanawiajmy się nad tym, co On mówi do nas poprzez Słowo. Bóg chce mówić do nas, chce odpowiadać na różne potrzeby, w jaki sposób wykształca w nas podejście do innych. Za wszystko dziękujmy Mu i bez ustanku się módlmy, a On uczyni to, co jest niemożliwe dla nas, będziemy coraz bardziej podobni do Jego Syna. A wszak o to najbardziej tutaj chodzi. Amen.

Jan 14:23