zgr.19.12.2025 Marian - Ja dałem im chwałę
zgr.19.12.2025 Marian - Ja dałem im chwałę
Chwała Bogu. Mamy dzisiaj niesamowity przywilej dowiedzieć się coś więcej na temat tego, co nasz Niebiański Ojciec postanowił wobec nas, jakie wielkie wspaniałe Boże dzieła są przygotowane dla Jego synów i córek, i w których my odnajdujemy swoje najwyższe zadowolenie, przyjmując je od Ojca każdego dnia, coraz więcej i więcej kosztując jak dobry jest Ten, który posłał nam Swojego Umiłowanego Syna a naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa, i który dał nam wszystko w Synu, całe dziedzictwo Niebios. Niesamowita chwała i to jest dla mnie i dla ciebie czymś bardzo cennym i ważnym.
Zaczniemy od Łukasza 9, 23-26: „I powiedział do wszystkich: Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, idzie ze Mną dla Mnie. Kto bowiem chce zachować duszę swoją, straci ją, kto zaś straci duszę swoją dla mnie, ten ją zachowa. Bo cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, jeśli siebie samego zatraci lub szkodę poniesie? Kto bowiem wstydzi się mnie i moich słów, tego i Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale swojej i Ojca, i aniołów świętych.”
Z pomocą Ducha Świętego będziemy dzisiaj chcieli dobrać się do naszego największego wroga, którym jest nasz charakter. To o tym właśnie mówi Jezus. Nigdy nie poznasz naprawdę, co Ojciec dla ciebie przygotował w Jezusie, jeżeli będziesz w chrześcijaństwie bronić swojego charakteru. Po rodzicach ziemskich dostaliśmy pewne działania, zachowania, sposób mówienia, pewnego rodzaju reakcje takie czy inne, ale Niebiański Ojciec ma dla nas wszystko nowe, wszystko od Siebie. On chce dać nam wszystko. Zostaje nam tylko ciało i tak uwolnione od tego, cośmy zrobili, żyjąc bez Boga na świecie. Zastaje to, co Bóg stworzył dla Swojej chwały i teraz to ciało napełnia sam Niebiański Ojciec przez Ducha Swego Świętego w Uwielbionym Swoim Synu. A ty potrzebujesz koniecznie i ja wypierać się siebie, żeby przyjąć Chrystusa. Jezus o tym mówił, żebyśmy mogli wiedzieć, żebyśmy nie chcieli siebie, tylko chcieli ponad wszystko Jezusa. Jeżeli nie będziesz tego mieć, nie poznasz tak naprawdę Niebiańskiego Ojca, nie poznasz chwały tego, co On dla ciebie przygotował, dając ci Swego Syna. Jeżeli będziesz bronić swego charakteru i myśleć, że chrześcijaństwo zgadza się na twój charakter, to mylisz się bardzo grubo, bo Jezus, Głowa tego chrześcijaństwa, Głowa tego Ciała nie zgadza się na twój ani mój charakter, na żaden charakter nie zgadza się, ponieważ gdyby zgodził się na którykolwiek charakter mój albo twój, to musiałby zgodzić się na wszystkie charaktery. Jeżeliby ustąpił jednym, musiałby zgodzić się na resztę. Nie ustępuje więc nikomu z nas i do każdego z nas tak samo dokładnie mówi: Nie ty, nie ty, bo inaczej jak będziesz ty, to będziesz gmatwać Moje wspaniałe proste drogi i stale będziesz chodzić w zagubieniu i będziesz narzekać, chwalić się, cokolwiek będziesz robić i to nie będzie Chrystus.
Chrześcijaństwo ma takie doświadczenie krzyża; ludzie nazywają różnie krzyż – sąsiadem, sąsiadką, mam krzyż w pracy. To jest bzdura, to nie jest żaden krzyż. Krzyż oddziela twój charakter od ciebie, od twojego ciała. Twoje postrzeganie, twoje strachy, twoje odwagi, wszystko umiera na krzyżu. Bogu nic nie jest potrzebne z ciebie, Bóg bierze twoje ciało i chce z tego ciała uczynić Swoją świątynię, miejsce wiecznej Swojej chwały. Czy rozumiesz? Nigdy nie poznasz Ojca, jeżeli twój charakter nie będzie przez ciebie samego, czy samą znienawidzony, bo to masz po grzesznym ciele. Nawet u wierzących to ciało nie zradza świętych, dalej przekazuje doświadczenie ciała. Dopiero krzyż, kiedy człowiek dorasta, przyjmuje osobiście swoją śmierć w ukrzyżowanym Chrystusie, wtedy to ciało zostaje uwolnione z tej historii Adama i Ewy. Wiecie co by się stało, gdyby nikt z nas nie miał już swego charakteru, tylko byłby to już Chrystus? Wiecie, co to byłoby w domach? Miłość, radość, budowanie się, agape, niesamowita uczta. To właśnie te charaktery powodują, że między wierzącymi są kłótnie, waśnie, nastawienia, złorzeczenia, obmowy, to charaktery, stare zepsute człowieczeństwo robi to w chrześcijaństwie i dlatego Jezus tu mówi bardzo wyraźnie o tym, że jeśli ktoś chce zachować tą swoją charakterność, tą swoją duszę, to straci, to pójdzie do gehenny.
Czy jesteś gotów, gotowa chcieć poznać naprawdę Ojca, jaki jest Ojciec? Czy chcesz naprawdę doświadczyć wspaniałości niesamowitej społeczności z Bogiem jaką miał Jego Syn Umiłowany Jezus Chrystus, chodząc tu w ciele na ziemi? To jest tak pięknie opisane w Biblii, niesamowicie, tak prosto. Wszystkie umiejętności, jakie dostaliśmy po rodzicach, wszystkie zostają zakończone. Umiejętności, które dostajemy od Ojca w niebie, daje Duch Święty, bo On napełnia nas tymi umiejętnościami. Nie mów więc co ty będziesz robić w ciele Chrystusa, ani czym będziesz zajmować się, ani co potrafisz, czy nie potrafisz, to nie ma żadnego znaczenia, ponieważ nic nie możesz mieć sam z siebie, czy sama z siebie z tych nowych umiejętności, które daje Bóg. Powinieneś być zaciekawiony, zaciekawiona cóż ten wspaniały Ojciec przeznaczył dla mnie w tym wspaniałym działaniu tutaj na ziemi w Jego charakterze, w Jego naturze, w Jego działaniu jaki On jest. Powinno cię zachwycać to, nowe zrodzenie powinno mówić ci, że to, co zrodzone zostało z ciała, to jest jedno, ale to, co z Boga, to jest dopiero chwała! To powinno najgłębiej poruszać cię. A ludzie próbują w swoim charakterze prowadzić chrześcijańskie życie. To nie ma szansy. Ten człowiek ani nie pozna Boga, ani ten człowiek naprawdę nie pomoże nikomu poznać Boga, bo cały czas ten charakter będzie przeszkadzał i człowiek będzie podług swego charakteru myślał, że tak powinno wyglądać chrześcijaństwo. Gdyby wziąć teraz sto osób i jak powinno wyglądać chrześcijaństwo, to te sto charakterów określi chrześcijaństwo według swego ja – powinno być takie jak ja myślę. A chrześcijaństwo ma być takie, jak Bóg myśli.
Czy rozumiesz o czym Jezus mówi? Wyprzeć się siebie, to znaczy, nie dać dalej miejsca mojemu pojmowaniu życia, jak będę żył, mojemu zrozumieniu, co wybierać, co odrzucić, bo to przyjdzie w działaniu Ducha Świętego; tak jak Paweł napisał, że to Duch Święty napełnił was umiejętnościami, abyście umieli podejmować dobre decyzje według Słowa Bożego. Dlatego cały czas mamy kłopot i zmagamy się. Apostołowie tak samo zmagali się. Lata mijały, a ci ludzie dalej tworzyli własne chrześcijaństwo. Powstawały kolejne zbory, które wprowadzały kolejne charaktery i te kolejne charaktery wprowadzały do chrześcijaństwa to, co im wydawało się, że powinno być.
Czy chcesz naprawdę być częścią tego wspaniałego działania Boga? Apostoł mówi, że nie obchodzi mnie kim byłeś, czy byłaś wcześniej. Obchodzi mnie kim stałeś się, czy stałaś się, kiedy Ojciec w niebie zrodził ciebie do Swojej wieczności.
Cały czas będziemy mieli problem w chrześcijaństwie i to będzie ciągnęło się aż do śmierci. Ludzie będą zmagać się, narzekać na innych, bo im coś nie wychodzi, będą zrzucać winę na innych, podczas gdy winę cały czas masz ty, bo dalej trzymasz swój charakter i według swego charakteru oceniasz jak powinno wyglądać twoje chrześcijańskie życie. Ja nie miałbym odwagi powiedzieć Ojcu w niebie: Wiesz, Ojcze w niebie, Ty chyba nie do końca wiesz, jak ja powinienem żyć, może ja powiem Ci jak powinienem żyć. I modlę się o to, co On powinien zrobić, żebym ja mógł tak żyć. Ojciec w niebie mówi: Słuchaj Mój synu, Moja córko, przestań w końcu, uspokój się, Ja wiem, co chcę dla ciebie lepiej od ciebie. Czy rozumiesz to? Ilu ludzi zmaga się, próbując Ojcu w niebie powiedzieć, co On powinien z nimi zrobić. Ojciec w niebie doskonale wie, co zrobić. Określił już, powiedział, że chce abyśmy wszyscy byli podobni do Jego Syna.
Czy rozumiesz, co naprawdę przeszkadza być ci jedno w Chrystusie? Twój charakter. To jest główna przeszkoda. Bo jeśli twój charakter zostanie ukrzyżowany, to choćby otaczali cię sami charakterni, ty będziesz wiedzieć, co to znaczy być dzieckiem Boga, bo będziesz miał taką społeczność z Bogiem, że będziesz zwycięzcą, będziesz przechodzić zwycięsko przez wszystkie wydarzenia, na które napotkasz. A potem może ktoś inny zobaczy, że głównie chodzi o to, żebyś nie określał, nie określała jak powinno wyglądać twoje chrześcijańskie życie, bo to jest największy problem; ja myślę, że powinienem to robić, a ja myślę, że powinienem to robić. A Bóg? On daje jak chce, tak jest napisane. A więc: ja myślę, ja myślę; a Bóg daje jak chce. Czy On będzie zważać na to, co my myślimy? Rozumiesz? Nie określaj sobie co ty możesz zrobić w chrześcijaństwie, bo ty nie masz pojęcia do czego ciebie Bóg przeznaczył. Powinieneś być zawsze w taki cudowny sposób ciekawym, ciekawą tego, co też Bóg chce we mnie i przeze mnie uczynić. Nie masz nawet pojęcia ile umiejętności On przygotował dla ciebie w Chrystusie Jezusie. Ale ty do nich nie dojdziesz, bo twój charakter oddziela cię od tych umiejętności. To ty nie przyjmujesz tych umiejętności, bo nie wierzysz, że mógłbyś mieć w ogóle takie umiejętności. Kiedy weźmiesz tych, którzy pracowali nad świątynią, kto im dał te umiejętności? Bóg dał im te umiejętności. I oni wiedzieli, co Bóg chce zrobić, bo mieli umiejętności od Boga. Dlaczego więc próbujemy określać, co my możemy zrobić w chrześcijaństwie, skoro wszystko jest możliwe dla wierzącego. Chwała Bogu! Tylko nasze charaktery muszą zginąć. To one są przeszkodą, to one tworzą bazę wypadową przeciwko działaniu Ducha Świętego. To one powodują zablokowania, zamknięcia, albo nadzwyczajne otwarcia, cokolwiek by to było. To one mają takie, takie, czy inne dni. U Boga wszystkie dni są tak samo czyste. Niesamowita chwała!
Ja rozumiem, co Jezus mówi, że On chce właśnie powiedzieć każdemu z nas, że nigdy nie będziecie prawdziwym zborem, jeżeli będziecie ze swoimi charakterami słuchać Mojego Słowa i według swoich charakterów będziecie oceniać, co wy będziecie mogli zrobić z tego Słowa. To nigdy nie zadziała. Słowo musi trafić na ludzi, którzy są gotowi na to, by to Słowo uczyniło w nich to, z czym zostało do nich posłane. Napotkać na to miejsce, które jest gotowe na takie doświadczenie. Czy jest to zrozumiałe? Nigdy. Rozumiecie. Ja odejdę, przyjdzie drugi, trzeci, czwarty, piąty i nic nie zrobi, nikt nic nie zrobi, jeżeli w zgromadzeniu wierzący nie przestaną oceniać działanie Boga według swoich charakterów. Jeżeli cokolwiek z tego charakteru, który wziąłeś, wzięłaś po ciele, dalej pozwalasz, żeby w tobie było, to będzie przeszkadzać działaniu Ducha Świętego, żeby wprowadzić ciebie głębiej w kosztowność tego, kim jest Jezus Chrystus. Już tyle razy mówiłem o tym, mówię kolejny raz. Nie da rady; jeżeli ty będziesz wierzyć według swego charakteru, to dokładnie nie przyjmiesz tego, co Bóg chce ci dać według Swego charakteru. Bo ty przypiszesz to do swojego sposobu myślenia i działania, tak to ocenisz i z tego weźmiesz tylko to, co ty myślisz, że dasz radę zrobić. A i tak nie dasz rady tego zrobić. Potem ludzie potykają się i myślą: O co chodzi, przecież chciałem dobrze; tak, ze swoim charakterem. Nie z charakterem Boga.
Apostoł Paweł pisze o tym w Liście do Filipian 3,7-17. To jest niesamowite odkrycie, mówię wam. Takie proste, tak niesamowite. Kim jesteś mały człowieczku? Kto cię zrodził? Czyje zrodzenie dzisiaj tak naprawdę działa w tobie? „Ale wszystko to, co mi było zyskiem jako moja sprawiedliwość, uznałem ze względu na Chrystusa za stracone. Lecz więcej jeszcze, wszystko to uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Właściciela mego, dla którego poniosłem wszelkie straty i wszystko to uznaję teraz za strawione i usunięte na zewnątrz” Czy usunięte całkiem, nie ma. To wszystko, co powiodło mi się samemu osiągnąć, usunąłem z siebie, żeby tego nie było już we mnie. „żeby zyskać Chrystusa i znaleźć się w nim, nie mając własnej sprawiedliwości, opartej na zakonie, lecz tę przez wiarę Chrystusa, sprawiedliwość z Boga, na podstawie wiary, żeby poznać go i doznać mocy zmartwychwstania jego, i wspólnoty w cierpieniach jego, stając się podobnym do niego w jego śmierci, aby tym sposobem dostąpić zmartwychwstania. Nie jakobym już to osiągnął albo już był doskonały, ale dążę do tego, aby pochwycić, ponieważ zostałem pochwycony przez Chrystusa Jezusa. Bracia, ja o sobie samym nie myślę, że pochwyciłem, ale jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, i zdążając do tego, co przede mną, zmierzam do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany przez Boga w Chrystusie Jezusie. Ilu nas tedy jest doskonałych, wszyscy tak myślmy; a jeśli o czymś inaczej myślicie, i to wam Bóg objawi; wszakże trwajmy w tym, co już osiągnęliśmy, według tej samej miary i jednej myśli. Bądźcie naśladowcami moimi, bracia, i patrzcie na tych, którzy postępują według wzoru, jaki w nas macie.”
Niesamowite, co? To wszystko, co osiągnąłem poprzez wszystkie pokolenia, które pracowały wcześniej przede mną nad tym wszystkim, uznałem za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa. Wszystkie sposoby myślenia, wszystkie sposoby wyciągania wniosków, wszystkie moje myśli o tym, kim jestem, uznałem za nic nie warte, ponieważ Bóg określił kim chce mnie mieć. A skoro On jest Bogiem i stworzył mnie fizycznie, to tym bardziej może stworzyć mnie duchowo i zrodzić mnie duchowo do nowego człowieczeństwa, które jest w Chrystusie Jezusie. Nie myślę więc mieszać starego z nowym, skoro nie da rady pomieszać to w żaden sposób. Nie mogę i nie chcę określać, co On będzie chciał ze mną zrobić. Chcę przyjąć z Jego ręki, z tej Ojcowskiej dłoni wszystko, co ma dla mnie przygotowane tu na tej ziemi, aby oddać Mu chwałę za to, że zechciał zakończyć moje zepsute stare człowieczeństwo i nigdy nie będę do tego wracać, ani nie myślę oglądać się za starym Marianem. Patrzę na Chrystusa i wiem do czego Bóg postanowił przeznaczyć moje nowe człowieczeństwo, aby było coraz bardziej podobne do Jego Syna. Nie myślę kombinować ani domyślać się w jaki sposób. Wiem, że ten, który zaczął, ma moc też dokończyć. Niesamowita chwała! Ale jeśli ja postawię swój charakter, już się kończy, Duch Święty nie będzie działać. Zostaje mi mój mozół próbowania zrobienia tego, co jest napisane w Biblii. A za tym idzie kombinowanie, zasłanianie, chowanie, wystawianie jakichś teatralnych kombinacji, pomysłów. To będzie stary Adam, stara Ewa, którzy próbują odegrać rolę chrześcijańską. To nie działa, moi drodzy. Musi zginąć jedno, żeby zaczęło działać drugie. Musisz znienawidzić swojego starego człowieka z jego wszystkimi namiętnościami, z wszystkimi ograniczeniami, ponieważ u Boga nie ma ograniczeń. Będziesz robić takie rzeczy, o których nawet nie masz pojęcia, że mógłbyś je robić, ponieważ te umiejętności aby je czynić przyjdą od Boga, który potrafi ożywić to, co martwe. Paweł pisze o Duchu Świętym, który ożywia to ciało dla Boga. To Duch Święty ożywia.
Zobaczcie, że problem polega na tym, że charakterni ludzie próbują prowadzić chrześcijańskie życie i to wszystko cały czas jest szarpane, bo taki jest stary człowiek, to jest szarpak; szarpie i szarpie sobą, innymi, nie potrafi się uspokoić i nie uspokoi się, dopóki nie umrze na krzyżu. Krzyż uwalnia człowieka od tego szarpania, uspokaja się, zaczyna poznawać swoje wspaniałe nowe życie i to, co Bóg przeznaczył na to życie. Niesamowita społeczność z Ojcem. Nie próbuj przekonać człowieka, który kocha swój charakter do tego, żeby prowadził życie chrześcijańskie, bo ten człowiek nic innego z tym nie zrobi, jak tylko popsuje; cokolwiek mu dasz, to i tak popsuje. Nasze charaktery potrafią tylko zepsuć. Ci najwspanialsi Izraelici, Judejczycy, kapłani, arcykapłani, faryzeusze, którzy według ciała starali się naprawdę wszelkimi środkami i żeby zrobić to, co chce Bóg, okazało się, że robili dokładnie to, co chce diabeł. Bo diabeł zwodzi charakternych ludzi. Jest w stanie tak zaprowadzić charakternego człowieka, że ten człowiek będzie myślał, że działa dla Boga, a będzie działać dla diabła, bo nie idzie inaczej. To musi działać Bóg. Ciało tu nic nie pomoże. Duch ożywia.
Czy rozumiesz to? Jeśli kochasz swój charakter, nigdy nie poznasz co to znaczy być blisko Boga. Nigdy nie poznasz tej niesamowitej radości, że Bóg z tobą rozmawia, a ty rozmawiasz z Bogiem. Wcześniej było o Eliaszu, że rozmawiał, Mojżesz rozmawiał twarzą w twarz, tak blisko Boga, a ty jeszcze bliżej. To jest nieznane tylko dlatego, że człowiek według swego charakteru ocenia chrześcijaństwo, nieznane. Taka bliskość z Bogiem jest nieznana dla wielu chrześcijan, nieznana zupełnie. Ale ta bliskość czeka na każdego, który znienawidzi swój charakter, nie pozwoli, żeby charakter decydował o chrześcijańskim życiu. Paweł mówi, że ja codziennie wystawiam siebie na śmierć, nie chcę prowadzić chrześcijańskiego życia. Chcę by to Bóg prowadził mnie w Swoim życiu. Nie chcę chodzić po swojemu, chcę chodzić po Bożemu. Niesamowita chwała.
I mówię wam, że całe chrześcijaństwo cierpi dlatego, że nie jest głoszony naprawdę krzyż, nie jest głoszona śmierć charakternego Adama, charakternej Ewy. Ludzie przyjmują mowę o krzyżu jak głupstwo, które nic nie znaczy, bo zachowują dalej stare charaktery. Pomimo wielu lat chrześcijańskich, krzyż nie zniszczył ich charakterów. A więc w sumie nie ma mocy nad nimi. Ich charakter odepchnął krzyż i wtedy został nazwany jakoś inaczej. Czy pojmujesz, że nie ma ciebie. Jakie niesamowite szczęście! Nie ma zgryzoty, nie ma fałszywych radości, nie ma tego wszystkiego. To skończyło się. Teraz Chrystus. Apostoł mówi: Teraz już nie żyję ja, lecz żyje we mnie Chrystus. Nawet najlepsza cecha naszego charakteru jest przeszkodą dla Boga, najlepsza nawet cecha naszego charakteru. Dlatego my umieramy na krzyżu z naszym dobrem i złem, ze wszystkim, bo to wszystko jest skażone przez nas. Musi powstać całkiem nowy człowiek. I to jest to nauczanie Chrystusa. Jan mówił już, że ja muszę stawać się mniejszym, aby On był coraz bardziej widoczny. Jeżeli naprawdę będziesz nienawidzić siebie z tym swoim charakterem, który mówi: Ja tego nie potrafię, ja tego nie umiem, ja tego nie zrobię. Jak Bóg postanowi, tak będzie. I to jest niesamowite, kiedy Bóg czyni Swoje wspaniałe dowody.
Wielu ludzi wiedziało, że Chrystus przyszedł dokonać wielu niesamowitych rzeczy, lecz wstydzili się pójść za Jezusem, bo to by znaczyło, że zrywają z całą historią człowieczeństwa. I nie chcieli narażać się na to, by być uznanymi za zdrajców człowieczeństwa, pozostawali więc w tej sferze starego człowieka, żeby nie było widać tego, że oni już nie żyją jak oni, tylko żyją jak Chrystus; bo wrogowi o to chodzi.
I teraz gdy Jezus mówi: „Ojcze, Ja dałem im chwałę”, to czy już masz tą chwałę? Zwróć uwagę, Jezus mówi: „Ojcze, Ja dałem im chwałę”. Może weźmiemy Ewangelię Jana 17,22.23: „A Ja dałem im chwałę, którą mi dałeś, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy. Ja w nich, a Ty we mnie, aby byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś.” Czy masz tą chwałę już? Jesteś wierzącym ochrzczonym, wierzącą ochrzczoną. Czy masz tą chwałę już? Co jest? Czyżby Jezus nie do końca mówił prawdę? Nie. Jezus zawsze mówi prawdę.
Ewangelia Jana 1, 14: „A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jednorodzony Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy.” Ojcze, Ja dałem im chwałę, którą Ty mi dałeś. Jednorodzony Syn Boga. Chwała synów i córek z tego Pierworodnego Syna. Ojcze, Ja dałem im chwałę. Czy masz już tą chwałę?
Ewangelia Jana 5, 44: „Jakże możecie wierzyć wy, którzy nawzajem od siebie przyjmujecie chwałę, a nie szukacie chwały pochodzącej od Jedynego Boga?” Jezus mówi: „Ojcze, daję im chwałę”. A teraz mówi do ludzi: Dlaczego nie szukacie chwały? Co więc musi stać się z nami, jeżeli dowiadujemy się, że On dał nam chwałę?
2Tesaloniczan 2,13-17: „My jednak powinniśmy dziękować Bogu zawsze za was, bracia, umiłowani przez Właściciela, że Bóg wybrał was od początku ku zbawieniu przez Ducha, który uświęca, i przez wiarę w prawdę. Do tego też powołał was przez ewangelię, którą głosimy, abyście dostąpili chwały Właściciela naszego, Jezusa Chrystusa. Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się przekazanej nauki, której nauczyliście się czy to przez mowę, czy przez list nasz. A sam Właściciel nasz Jezus Chrystus i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i dał pocieszenie wieczne, i dobrą nadzieję z łaski, niech pocieszy serca wasze i utwierdzi was we wszelkim dobrym uczynku i w dobrym słowie.” Abyście dostąpili chwały Właściciela naszego Chrystusa Jezusa. Głoszona jest więc ewangelia, aby oni dostąpili chwały. Kto uwierzy.
2Tymoteusza 2,19-21: „Wszakże fundament Boga stoi niewzruszony, a ma tę pieczęć na sobie: Zna Właściciel tych, którzy są jego, i: Niech odstąpi od niesprawiedliwości każdy, kto wzywa imiennie Właściciela. W wielkim zaś domu są nie tylko naczynia złote i srebrne, ale też drewniane i gliniane; jedne służą do celów zaszczytnych, a drugie pospolitych. Jeśli tedy kto siebie czystym zachowa od tych rzeczy pospolitych, będzie naczyniem do celów zaszczytnych, poświęconym i przydatnym dla Właściciela, nadającym się do wszelkiego dzieła dobrego.”
Jezus daje chwałę, ale żeby przyjąć tą chwałę, ja muszę porzucić chwałę człowieczeństwa, porzucić chwałę, którą osiągnął człowiek. Te dwie chwały nie mogą z sobą się zmieszać. Jezus jest Człowiekiem z nieba, a ja jestem człowiekiem z ziemi. Żeby więc być człowiekiem z nieba, muszę porzucić chwałę człowieka z ziemi, aby przyjąć chwałę Człowieka z nieba, aby nie być już jak ludzie, którzy są ziemscy, ale być jak Chrystus, który jest niebiański. Kiedy więc Jezus daje chwałę, to On daje, ale teraz każdy z nas musi przyjąć ją, dlatego jest problem. Chwała jest dostępna, tylko nie przyjmie jej ten, który dalej w pospolitych sprawach odnajduje swoje charakterne poczynania. Człowiek musi usunąć to, co przeszkadza, aby było to, co jest dane. Jezus daje więc, ale żeby to przyjąć, to ja muszę usunąć to, co jest w kontrze przeciwko temu, co On daje. Bo kiedy On daje mi Swoją chwałę, to prowadzi mnie w jedność z innymi, którzy też przyjęli Jego chwałę. Jedność nie jest sztucznym tworem, jedność jest prawdziwym działaniem, kiedy w tobie i we mnie jedna chwała, jednego Syna Bożego napełnia nas. Wtedy stajemy się jedno tak jak On z Ojcem jest jedno. Żeby więc otrzymać tą chwałę, ja muszę wyprzeć się wszelkiej chwały, którą mogę mieć jako człowiek, ponieważ ona nie pasuje do chwały tego Syna Bożego, Syna Człowieczego Jezusa Chrystusa. I o tym mówi Jezus. Daję ci, ale żebyś to przyjął, przyjęła, musisz wyprzeć cały swój charakter, całe swoje mniemania o sobie, całe myślenie kim ty takim jesteś, czy takim zdołowanym, czy takim wysoko, wysoko wyniosłym, nie ważne, jedno i drugie jest ułudą fałszem.
Aby stać się jak Chrystus. Czy chcesz żyć w chwale syna, córki Boga? A przecież synowie i córki Boga nie grzeszą. Tak czy nie? Jezus nie grzeszył. Czy chcesz chodzić w chwale czystości? A żeby chodzić w chwale czystości, to ty nie możesz być sobą, bo ty zaraz zabrudzisz tą czystość. Zobaczcie więc, czy chcemy to, o czym dzisiaj mówimy. Jezus mówi: „Musisz wyprzeć się siebie, wziąć swój krzyż na siebie codziennie i iść za Mną”. Codziennie. Jezus mówi, że nie według tego kim ty jesteś, tylko według tego kim Ja jestem, tak będzie teraz wyglądała twoja codzienność. Niesamowita zmiana, co? Nie znamy się już według ciała, czy jeszcze znamy się? Możemy mówić: My już nie znamy się według ciała. A czy jesteś jak Chrystus? Jeżeli nie, to jesteś jeszcze według ciała, a więc znamy się według ciała. Czy ty mnie znasz według ciała, jeśli to nie Chrystus, ale ja jestem? Nie mamy więc oszukiwać się. Czy tu jest Chrystus? Czy jeszcze człowiek ze swoim charakterem, ze swoimi ułomnościami, ze swoimi wspaniałościami? Ale nadal nie odłączony od cielesnego człowieczeństwa. O tym tu jest mówione.
Niesamowite, w jaki sposób Jezus przyszedł do nas mówić nam. Jeżeli nie zrobisz porządku z tym starym, nigdy nie będziesz znać chodzenia w chwale Chrystusa po tej ziemi. A jak zrobisz porządek ze starym, poznasz niesamowitą chwałę w jakiej On tu żył. Niesamowita chwała, czystość, niesamowita czystość i tam jest niesamowita społeczność z Ojcem. Ale żeby poznać to, to trzeba najpierw usunąć tamto. Dlatego Jezus mówi o wyparciu się siebie. Jednym słowem – On daje, ale ty musisz to wziąć. A żeby to wziąć, ty musisz usunąć to, co przeszkadza tobie to wziąć. Proste?
Może chcesz uczyć innych, korygować innych, ale czy sam siebie czy sama siebie skorygowałeś? Ludzie lubią uczyć innych, ale czy ty dałeś, dałaś pouczyć się Jezusowi? Czy już nie twój charakter, nie twoja przebiegłość, nie twoja chytrość, nie twoje kombinatorstwo, nie twoja wylewność, tylko chwała Chrystusa, który chodził po tej ziemi. Niesamowite zwycięstwo! Czy rozumiesz jak ważna jest to sprawa? Jeżeli chcesz brać w tym udział, musisz być zdeterminowany, zdeterminowana w tym.
Ewangelia Marka 4,20: „Owymi zaś, którzy są zasiani na dobrej ziemi, są ci, którzy słuchają słowa” Co teraz robią? „przyjmują je i wydają owoc trzydziestokrotny i sześćdziesięciokrotny, i stokrotny.” Słuchają i muszą przyjąć to Słowo. Ażeby przyjąć to Słowo, to co muszą zrobić? Wyprzeć to wszystko, co byłoby skłonne zamienić wspaniałość Chrystusa na przemijającą chwałę znowu starego Adama i starej Ewy; gdzie pośród doświadczeń i cierpień jesteś gotowy, gotowa pozostać wiernym, wierną Chrystusowi. Jezus mówi o czterech glebach i trzy nie dają rady, one przegrywają. W jednej wydawałoby się, że zaczyna się coś dziać, ale przeciwności, różne rzeczy obciążają; nieusunięte myślenie przeciąża to i zadusza to, co jest czyste, piękne i chwalebne. Nie ma wdzięczności ani radości, ani chwały. Dalej jest to człowieczeństwo – ‘próbowałem, próbowałam i nie wyszło’. Ale to nie o tej glebie Jezus mówi, że ona będzie wydawała owoc. To jest ta, która przyjmie Jego Słowo. Ażeby przyjąć Jego Słowo, ty musisz usunąć całą naukę ludzkości, która sprzeciwia się temu Słowu, które mówi Jezus. Wszystkie świadectwa, które mówią przeciwko temu, co mówi Jezus, musisz usunąć. Nic nie może stać na przeszkodzie temu, co mówi Jezus. To właśnie czyni wiara. Na Twoje Słowo pójdę, jeśli Ty powiesz, Jezu, jestem gotowy. Czy rozumiesz jak to jest ważne, żeby nie niszczyć, ale budować? Żeby nie obciążać swoim chrześcijaństwem, ale nosić ciężary innych. Możesz to mieć, bo kiedy Jezusa daje, to daje. Ale czy jesteś w stanie przyjąć to? Co powoduje, że nie możesz tego przyjąć? Pycha życia, pożądliwość ciała, pycha oczu, pożądliwość oczu? Co tam stoi na przeszkodzie, że nie możesz przyjąć tego Słowa, które mówi ci o tym, że; i wiele, wiele „że”. Bo za każdym Słowem Jezusa stoi niesamowity dar – chwała, w której On chodził po tej ziemi, a jest tak mało widoczna. Za to ludzie są kłótliwi, złośliwi, niechętni, zawistni, fajni, tacy zadowoleni, miłujący wydawałoby się. Taka mieszanka, tak jak w człowieczeństwie są tacy i tacy ludzie. Niewielka różnica. Potrafią kłócić się o różne rzeczy i potrafią dawać różne rzeczy. Ale to nie jest Chrystus.
Może jeszcze taki jeden punkt. Ewangelia Jana 3, 16: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.” Bóg dał Swego Syna, aby każdy, kto wierzy, że Jezus Chrystus jest Synem Boga, nie zginął, ale miał życie wieczne. Bóg dał Syna wszystkim, którzy co? Którzy wierzą, że On jest Synem Bożym. I teraz co oni muszą zrobić? Ewangelia Jana 1,11-13: „Do swej własności przyszedł, ale swoi Go nie przyjęli.” Bóg dał, ale oni Go nie przyjęli. „Tym zaś, którzy Go przyjęli.” Jak Go przyjąć? Czy domieszać Chrystusa do mojego? Przyjąć Go i On teraz będzie równo ze mną? Czy może ja będę mówił Mu, co On ma robić? Jak Go przyjąć? On już powiedział, że „jeśli nie wyprzesz się siebie i nie weźmiesz krzyża, to nie możesz iść za Mną”. Teraz więc kiedy czytam, że Bóg dał Swojego Syna, i czytam Słowa Jezusa, który mówi, że „przyszedł do swojej własności, ale swoi Go nie przyjęli, tym zaś, którzy Go przyjęli dał prawo stać się dziećmi Boga, Tym, którzy wierzą w Imię Jego, którzy narodzili się nie z krwi, ani z cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga.” Ci, którzy Go przyjęli. Czy ty przyjąłeś, przyjęłaś Jezusa ustępując Mu całkowicie, bo przecież On jest Synem Boga. Czy rozumiesz o czym tu jest powiedziane. Jeżeli nie, to cały czas borykasz się i borykasz, bo Jezus nie może zbawić ciebie. Nie może uratować cię od twoich lęków, obaw, strachów, niepewności, pewności, od czegokolwiek nie jest w stanie uratować cię, bo ty nie dajesz Mu tego miejsca uratowania. Ojciec dal Syna, ale ty nie przyjmujesz Syna jako tego, który ma prawo władać wszystkim w twoim codziennym życiu. Ty chcesz, żeby On pomagał ci żyć łatwiej, przyjemniej, ale nie chcesz oddać Mu władzy. I dlatego borykasz się, bo sam czy sama nie potrafisz nie czynić zła i musisz czynić je, bo nie potrafisz je nie czynić. Tylko Jezus potrafi nie czynić zła, a czynić dobro.
Czy rozumiesz? Wszystko, cokolwiek chcesz mieć i Bóg mówi: Ja dałem to, to musisz zrozumieć, że chcąc to przyjąć, to ty musisz coś usunąć. To coś, to twój charakter, to twoje opory. Każdy ma charakter, każdy ma jakieś swoje myślenie, każdy czy każda widzi to w ten czy inny sposób. Są to ludzie do obrobienia przez diabła, do oszukania, bo on wie, że w charakterze ludzkim jest zawsze furtka dla diabła, ale w charakterze Jezusa nie ma. Kto więc przyjmie Jezusa, ten będzie mieć prawo być dzieckiem Boga, które nie grzeszy, które nie lęka się, nie obawia, jest spokojne, zrównoważone, czyni to, co chce Bóg, wzrasta, rozwija się, coraz bardziej podobne w działaniu do Pierworodnego Bożego Syna Jezusa Chrystusa. Ale ty musisz kochać Go, chcieć bardziej niż siebie samego czy siebie samą. Ty musisz więcej pragnąć Jezusa niż pragnąć siebie. Ty musisz zobaczyć jaka jest różnica między tobą a Jezusem, i zobaczyć, że ty nie możesz dołożyć do siebie Jezusa. Ty musisz całkowicie we wszystkim ustąpić Jezusowi, wtedy wygrasz, wtedy On napełni cię i będziesz mieć siłę, moc być tutaj na tej ziemi dzieckiem Boga, które zwycięża dzięki życiu Jezusa. Dlatego Paweł mówił o tym, że nie żyję już ja, lecz żyje we mnie Chrystus, ja codziennie wydaję siebie na krzyż, abym to nie ja żył jako chrześcijanin, ale by to Jezus żył we mnie każdego dnia.
Cały problem polega na tym, że człowiek nie ustępuje i człowiek określa kim będzie w chrześcijaństwie, człowiek określa co będzie robić w chrześcijaństwie, człowiek określa na co go czy ją stać w chrześcijaństwie. I to jest cały czas człowiek. I mamy to, co mamy, mnóstwo mądrych ludzi, którzy potrafią mówić niesamowite kazania, a nie ma życia, bo nie rozumiane jest to, że Jezus zawsze mówi Prawdę. Ale żeby ta Prawda mogła wykonać się, to kto przyjmie tą Prawdę; poznacie Prawdę a Prawda was wyswobodzi. Ale co? Poznam Prawdę; poznanie nadyma, miłość buduje, pisze apostoł. Muszę więc umiłować tą Prawdę. Ażeby umiłować Prawdę, muszę znienawidzić kłamstwo. Wszystkie kłamstwa jakie zostały wyprodukowane przez zepsute człowieczeństwo pod władzą diabła, muszę usunąć, żeby przestały mi przeszkadzać patrzeć na Boga, na Jego działanie, na to, co Bóg chce ze mną zrobić. To nie ja określę. Niesamowita chwała! Bóg postanowił przed założeniem tego wszystkiego kim będę w Ciele Jezusa Chrystusa. Przed założeniem świata przeznaczył mnie na to, bym należał do Jego Syna, i żebym poznał jak żył Jego Syn na tej ziemi. Ale nim mogłem poznać Jego Syna, musiałem usunąć siebie. To jest niesamowite doświadczenie, kiedy kończysz swoje i wtedy zaczyna się rozkosz kosztowania jakim jest Bóg. Wtedy duchowy człowiek zaczyna poznawać duchowe życie. I dopóki to nie nastąpi, chrześcijaństwo będzie przez cały czas cielesne, cały czas zbudowane na sile człowieka, nie na sile Boga. I dlatego ludzie będą zastanawiać się, czy to zostawić, a może tego nie muszę zostawiać, albo to muszę zostawić, albo to, albo tamto. Chrystus nie ma problemów. Żył tu na ziemi i zawsze wola Ojca była dla Niego wystarczającą wolą, aby żyć według tych Słów.
Bóg dał więc Syna. Dał. Czy masz Syna? ‘Mówię, przecież modlę się: Jezu napełnij mnie’. Jezus mówi: Przecież powiedziałem jak to będzie się działo. Kubek musi być najpierw oczyszczony, wszelki brud usunięty, dopiero wtedy. Przecież powiedziane - Jan 14,1-23, że ten Mnie miłuje, kto usunął swoje rzeczy, aby być posłusznym Moim rozkazom, do tego przyjdziemy z Ojcem i zamieszkamy w tym. Kto Go przyjmie. Coś musi się stać, moi drodzy, u Boga jest porządek, nie bałagan. Najpierw trzeba usunąć to, co Bogu się nie podoba. Apostołowie wszędzie to pisali: Ojciec mówi: Oczyśćcie się, usuńcie spośród siebie brudy, wtedy przyjdę do was i będę z wami, będę przechadzał się między wami. Ale co trzeba najpierw zrobić? Usunąć zepsutego człowieka, usunąć charakter zepsutego człowieczeństwa. Mając świadomość, powinniśmy wszyscy rozwiązywać tą sprawę. Nie popierać starego człowieka, nie wspierać starego człowieka, nie zasłaniać go ani nie bronić go, ale krzyżować, usuwać, bo to on przeszkadza nam miłować się nawzajem. To on przeszkadza budować się nawzajem na Boży dom, to ten stary człowiek przeszkadza nam być jedno. To on powoduje, że co innego masz ty, co innego ma inny, co innego może ja, i każdy ma coś swego, nie ma jedności. Stary człowiek nie ma jedności. Jedność jest tylko w Chrystusie.
Zobacz więc, czy ty potrzebujesz usunąć swój charakter, to kim nauczyłeś, nauczyłaś się być od dzieciństwa. Twoje domowe nauczenie się, kiedy wychowujesz się w domu, w którym nie znają Boga. Ja nie mówię czy to są wierzący czy niewierzący, mówię o ludziach, którzy nie znają Boga. Wychowujesz się w domu, w którym rodzice, którzy wychowują cię, nie znają Boga. Nie są w stanie dać ci to, czego nie mają. Ale ty możesz przyjąć to, wiedząc, że bez tego nie dasz rady żyć na tej ziemi zgodnie z wolą Ojca. Potrzebujesz usnąć wszystko, czegokolwiek nauczyłeś się, czy nauczyłaś się pod wpływem cielesności. Są urodzeni przywódcy, którzy w Ciele Chrystusa wcale nie będą przywódcami. Są urodzeni flegmatycy, którzy w Ciele Chrystusa wcale nie będą flegmatykami. To jest niesamowite, co Bóg czyni. To nie jest zależne od twoich cech charakteru jakie masz, od twego działającego ciała, to wcale nie jest zależne od tego. Bóg nie jest uzależniony od ułomności zepsutego człowieczeństwa i On nie może nic zrobić, bo niestety, no, z takim człowiekiem mam teraz do czynienia. Nie. On bierze ciebie takim, jakim jesteś, wydaje na krzyż, kończy wszystko i wszystko rozpoczyna całkowicie od nowa. Niesamowite dzieło Boże, niesamowita chwała, kiedy Bóg określa warunki w jakich ty będziesz żyć jako chrześcijanin czy chrześcijanka. Niesamowity triumf nad diabłem. Już nie diabeł decyduje co będziesz robić czy nie robić, ale Bóg decyduje o tym wszystkim. Zaczyna ujawniać się niesamowite zwycięstwo Chrystusa. O tym mówi Chrystus. Nie będziesz już żyć według siebie ale według Niego. Stare przeminęło, wszystko stało się nowe. Będziecie jednej myśli, nie tej ludzkiej, ale tej Chrystusowej. Będziecie mieć jedno serce, jedno życie będzie napełniać was wszystkich i będziecie jednością, niesamowitą jednością poprzez to, że ten sam Jezus Chrystus będzie mieszkał w każdym z nas. Ale kiedy my mamy swoje charaktery i On nie może zamieszkać w nas, to próbowanie zrobienia z tego jedności, to jest tak jakby próbować przesunąć ziemię w jakiś inny punkt. Nie da rady. Musimy to zrozumieć, że musi ustąpić jedno; te wszystkie pomysły, te rzeczy, te działania, to musi skończyć się. Bóg chce nauczyć ciebie i mnie wszystko na nowo. Pójdziesz drogą, którą nigdy wcześniej nie szedłeś i nawet głupi na tej drodze nie zbłądzi, ponieważ Duch Święty będzie napełniać człowieka tym, co jest cenne, wieczne i prawdziwe. Niesamowita chwała. Odpoczniesz od swoich dzieł, a Jezus będzie napełniać wszystko w tobie. Czy chcesz? Czy chcesz naprawdę Jezusa? Czy wstydzisz się Go i lękasz się, że twoje życie może nie będzie się tak podobać.
Może jeszcze jedno miejsce. Ewangelia Jana 6, 32.33: „Wtedy rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chleb Boga to ten, który z nieba zstępuje i daje światu życie.” Oto Ojciec daje wam prawdziwy Chleb z nieba. No i dobrze, Bóg dał prawdziwy Chleb z nieba. I co teraz? Co dalej? W tym szóstym rozdziale wiersze 49-51: „Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i poumierali; tu natomiast jest chleb, który zstępuje z nieba, aby nie umarł ten, kto go spożywa. Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił.” Rozumiecie, jeżeli weźmiesz chleb jako stare człowieczeństwo i Chleb z nieba jako nowe człowieczeństwo, to żeby karmić się tym Chlebem z nieba, musisz przestać karmić się tamtym chlebem, zepsutym człowieczeństwem. Wiecie jak żyje człowiek, który karmi się zepsutym człowieczeństwem – chodzi znękany albo zadowolony czy zadowolona; cały czas zgrzyta i zgrzyta. Muszę więc przestać karmić się starymi rzeczami, starymi ambicjami, honorami, nastawieniami, złorzeczeniami, obietnicami, cokolwiek by to było. Kończę karmienie się tym, czym karmił się mój stary człowiek, bo ten Chleb z nieba nie pasuje do tego chleba starego człowieka. Ile karmiliśmy się złościami? Ile karmiliśmy się złymi opowieściami? Ile karmiliśmy się nastawieniami? Ile karmiliśmy się wspaniałymi obietnicami; byliśmy szczęśliwi, zadowoleni, a to później okazało się nic nie warte. Ile takich rzeczy przeżyliśmy w swoim życiu? Musimy przestać w ogóle karmić się tym.
„tu natomiast jest chleb, który zstępuje z nieba, aby nie umarł ten, kto go spożywa. Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki; a chleb, który Ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za życie świata.” To jest ten Chleb. Jego życie w tym ciele – to jest ten nasz Chleb. To jest Jego ciało – czystość Jego codziennego życia. Tam nie ma humorów, nastawień, nie ma zawiści, nie ma plotki, nie ma nic! Tam jest czysto. Niesamowicie wspaniały chleb przynoszący zbawienie. Już nie żyjesz w atmosferze zepsutego człowieczeństwa. To nie jest twoje zadowolenie, twoja potrzeba, nie nastawiasz ucha, żeby usłyszeć, co komuś coś tam złego wydarzyło się, co kto ma do kogo, czy jakieś rzeczy. Zupełnie nie interesuje cię to, a zupełnie co innego. Cieszą cię wieści z nieba, jesteś zachwycony życiem Chrystusa, który zawsze miał relację z Ojcem, którego Duch Święty napełniając prowadził według tego wszystkiego, co jest bliskie Ojcu. To jest niesamowite.
Ewangelia Jana 6,52-57: „Wtedy sprzeczali się Żydzi między sobą, mówiąc: Jakże Ten może dać nam swoje ciało do jedzenia? Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie.” No nie ma życia Jezusa. Bóg dał Chleb, ale jeśli nie będziemy karmić się tym wspaniałym Chrystusem, a będziemy zagryzać sobie codziennie z tego starego człowieczeństwa, to nie da rady karmić się Jezusem. Nie możemy jeść z dwóch stołów, nie da rady. Jak wolisz jeść ze stołu starego człowieka, to nie będziesz mógł czy mogła jeść ze stołu Bożego. I wtedy nie ma radości, nie ma wdzięczności, nie ma chwały, nie ma jedności, nie ma życia, nie ma zbawienia, nie ma uratowania. Dalej borykanie się i borykania się z tymi cielesnymi problemami; bo to, bo tamto, bo jeszcze coś tam.
„Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma życie wieczne, a Ja go wzbudzę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim. Jak mię posłał Ojciec, który żyje, a Ja przez Ojca żyję, tak i ten, kto mnie spożywa, żyć będzie przeze mnie.” Później czytamy w modlitwie Jezusa: „Ojcze, tak jak Ty mnie posłałeś, teraz Ja ich posyłam”, dzięki sile i mocy Chrystusa. I mówię wam, dopóki człowiek będzie cenić sobie swoje stare człowieczeństwo i uważać, że ono ma znaczenie w chrześcijańskich sprawach, dopóty człowiek nie będzie umieć skorzystać z tego, co przyszło w Chrystusie Jezusie, to będzie przeszkoda. Musi nastąpić ta świadomość uwolnienia. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, wszystko jest możliwe dla wierzącego, całe dobro jest otwarte. Bóg przeznaczył nas w Chrystusie do dobrych uczynków. To jest niesamowita prawda. Tam nie ma naszych możliwości, tam są Jego możliwości. To jest nasze ciało, ale to ciało staje się narzędziem Bożym do działania na tej ziemi. I poprzez twoje ciało zaczynają się dziać te rzeczy, które Bóg chce na tej ziemi czynić. On wie do czego przyłożyć tą rękę, On wie o czym ma mówić język, On wie gdzie mają skierować się nogi, czym masz się zająć, jak masz się zająć; spokój. Nie myślisz, że powinieneś być tam czy tam. Jesteś tam, gdzie chce Bóg i zawsze czynisz to, co chce Bóg, mówisz o tym, co chce Bóg, bo Bóg napełnia ciebie. Jesteś Jego świątynią. Jezus powiedział: „Ja nic innego nie mówiłem jak tylko to, co powiedział mi Ojciec”. Słyszałeś Mnie? Słyszałeś Ojca. Widziałeś Mnie? Widziałeś Ojca. Musimy zrozumieć więc, że chrześcijaństwo zaczyna się tam, gdzie kończy się stare człowieczeństwo, stare charaktery. Jak nie skończą się, to będzie się ciągnąć, ciągnąć i ciągnąć, i później człowiek zrobi sobie swoje chrześcijaństwo, ale ono będzie ułomne, zepsute, egoistyczne. Bóg dał i Bóg może to uczynić. Chcenie i wykonanie pochodzi od Boga. Amen.

