Krzyż kończy drogę grzechu

Krzyż kończy drogę grzechu - część 3

KRZYŻ KOŃCZY DROGĘ GRZECHU

    Przeżywamy różne próby i kiedy nie mamy i kiedy mamy. Obie są dla nas doświadczeniem. Czy będziemy w jednych narzekać, a w drugich zapomnimy o wszystkich, bo mamy dla siebie? To jest ważne. Tu nie jest napisane, ile muszę mieć - umieć dawać i brać, czynić jedno lub drugie, kiedy trzeba. To jest bardzo ważne, gdyż cielesność zawsze chce coś dla siebie. Nie znaczy to, że nie możesz najeść się. Paweł mówił, że umiał żyć obficie, umiał też cierpieć głód – ani obżerać się, ani narzekać, gdy nie dostaje. Umiem skosztować dobrego jedzenia (nie tylko suchy chleb), nie umartwiam się cieleśnie tak, jak myślą ludzie, że przez to zyskają coś.

Umiem żyć w każdej sytuacji, bo Jezus uwolnił mnie od mojego grzechu. Umiem żyć – grzech mną nie rządzi, rządzi mną Jezus. Nie muszę być fałszywie pokorny, ale nie będzie rządziła mną pycha, duma ciała. Jest to ważne zadanie, ponieważ tu na ziemi jest bóg mamona, bardzo silnie rządzący ludźmi, wywołujący różne emocje w ludziach. Żyjąc tutaj, w tym ciele musimy być wolni od tego bożka.

 Otwórzmy 2Tesaloniczan, 3 rozdział, 7-12:

Sami bowiem wiecie, jak nas należy naśladować, ponieważ nie żyliśmy między wami nieporządnie ani też u nikogo nie jedliśmy darmo chleba, ale w trudzie i znoju we dnie i w nocy pracowaliśmy, żeby dla nikogo z was nie być ciężarem; nie dlatego, jakobyśmy po temu prawa nie mieli, ale dlatego, że wam siebie samych daliśmy za przykład do naśladowania. Bo gdy byliśmy u was, nakazaliśmy wam: Kto nie chce pracować, niechaj też nie je. Albowiem dochodzą nas słuchy, że niektórzy pomiędzy wami postępują nieporządnie: nic nie robią, a zajmują się tylko niepotrzebnymi rzeczami. Tym też nakazujemy i napominamy ich przez Pana Jezusa Chrystusa, aby w cichości pracowali i własny chleb jedli.

Nie tylko jeść własny chleb, ale też móc udzielać innym, pomagać innym – to ciało też musi nauczyć się tego. Zobaczcie, że żyjąc w służbie dla Pana, można pozwolić na to, by diabeł skaził serce i odejść od Pana. Paweł pokazuje to na przykładzie Demasa, mówiąc: „Demas opuścił mnie, umiłowawszy świat doczesny”. Inni ludzie odeszli od Pawła i poszli w służbie do różnych zadań. Demas odszedł, bo umiłował świat doczesny, odszedł od służby Panu, bo umiłował to, co jest dla ciała. Zobaczcie, jakie to jest niebezpieczne.

Powiem wam, że lepiej jest mieć dwa krzesła w domu, wersalkę, stół, coś niewielkiego i służyć Panu, niż mieć więcej w domu i przestać służyć Mu. Wszystkie te rzeczy pójdą w ogień, ludzie, dzieła ludzkie, wszystko to spłonie. Ludzie zginą, dzieła zginą, ale kto trwa w Chrystusie, będzie żył na wieki. Te dzieła Boże w nas idą na wieczność. To jest najważniejsze - nie odstępować od służby. Są różne dni w służbie. Paweł pisze o boju chrześcijanina, o walce z mocami ciemności i mówi: „ty, chrześcijaninie bądź w takim stanie, żebyś nawet w dniu złym wykonał to, co masz wykonać i ostać się. Nie odstępuj od służby dla Pana, nie pozwól, by twoje serce pociągnęły rzeczy tego świata i odciągnęły cię od życia dla Chrystusa.”

Kiedy ten Boży człowiek, apostoł Paweł pisał list do Tytusa, możemy czytać w pierwszym rozdziale, 16 wierszu:

Utrzymują, że znają Boga, ale uczynkami swymi zapierają się go, bo to ludzie obrzydliwi i nieposłuszni, i do żadnego dobrego uczynku nieskłonni.

Mówią, że znają Boga, ale uczynkami swymi zapierają się Go. Jakimi uczynkami zapierają się Go? Cielesnymi, żyją dla ciała. Paweł pisał, by własnymi rękoma nie tylko dla siebie zapracować, ale by pomóc jeszcze innym. Paweł służył Bogu, głosił ewangelię, zakładał zbory, pracował i pomagał jeszcze innym ludziom. Skąd ten człowiek miał tyle czasu? Jego zegar bił dokładnie tak samo, jak nasz, ale on cały czas należał do Pana. W liście do Kolosan pisał: „czy jemy, czy pijemy, czy cokolwiek czynimy, wszystko czyńmy dla Pana.” On tak żył i tak pisał. To nie była teoria, on jadł dla Pana, pił dla Pana, ubierał się dla Pana, pracował dla Pana, głosił dla Pana, zakładał zbory dla Pana i umarł też dla Pana. Wszystko zrobił dla swego Jezusa. Chwała Bogu! Czy możemy powiedzieć, że krzyż był chlubą tego człowieka? Tak, bo życie Jezusa w nim pokazało to. Żaden człowiek nie potrafi tak żyć, tylko ten, który żyje dzięki Jezusowi, bo to jest Jezus, dokładnie Jezus, to jest miejsce dla Jezusa w tobie i we mnie.

Teraz poczytajmy, co pisze Jakub o bogaczach. Wprawdzie nie ma takich ludzi wśród nas, ale czasem coś nadto, może już prowadzić do skażenia.

List Jakuba, 5, 1-7:

A teraz wy, bogacze, płaczcie i narzekajcie nad nieszczęściami, jakie na was przyjdą. Bogactwo wasze zmarniało, a szaty wasze mole zjadły. Złoto wasze i srebro zaśniedziało, a śniedź ich świadczyć będzie przeciwko wam i strawi ciała wasze jak ogień. Nagromadziliście skarby w dniach, które się mają ku końcowi. Oto zapłata, zatrzymana przez was robotnikom, którzy zżęli pola wasze, krzyczy, a wołania żeńców dotarły do uszu Pana Zastępów. Żyliście na ziemi w zbytku i w rozkoszach, utuczyliście serca wasze na dzień uboju.  Wydaliście skazujący wyrok i zabiliście sprawiedliwego; nie opiera się wam.

Zobaczcie, że ludzie w tym świecie nadal pożądają mieć więcej, bardziej wykorzystać to życie, pojechać w ciekawe miejsca, mieć wiele różnych rzeczy, jeszcze coś więcej zrobić i tak to ciało gna człowieka. Jeden męczy się, drugiemu przychodzi to łatwiej, ale to ciało ciągle gna człowieka: wykąpać się w lepszym morzu, polecieć na wspaniałą wyspę, dać temu ciału więcej słońca, więcej zadowolenia, więcej można się pysznić, gdzie człowiek był, co widział, itd. Ilu ludzi wyjeżdża kosztem swoich robotników na wspaniałe wczasy, a oni żyją w nędzy. Tu Słowo Boże mówi: „bogactwo wasze zaśniedziało, nie używaliście tego tak, jak Ja chciałem, by było używane.” Pan Jezus też mówił: „obrodziło pole, to wybudujmy sobie pomieszczeń na to, by tą swoją zasobność zgromadzić i wtedy żyj duszo moja, masz pełno tego wszystkiego”.

Czy umiemy żyć na tej ziemi? Kto z was umie żyć na tej ziemi? Jak bardzo potrzebujemy Jezusa. Wtedy dopiero jest to prawdziwe życie. Tacy ludzie spotykają się, mają jedno serce, jedne usta, jeden Chrystus jest ich zadowoleniem. Budują się nawzajem na dom dla Boga. Ohydą jest dla nich cielesność, a chwałą życie Chrystusa. Nie chcą tej ohydy, ale mają miłość, by nie nienawidzić ludzi, ale chcieć im pomóc. Jak pomóc człowiekowi? Hołubiąc mu, czy stawiając przed jego oczy krzyż? Zobacz, to twój Chrystus umarł tam za ciebie, po to, byś nie zginął (czy nie zginęła) na zawsze. Twój Chrystus, Ten jedyny, który cię naprawdę umiłował.

Komu chcesz podobać się: Jemu, czy światu? Komu chcesz służyć: Jemu, czy diabłu? Dobrze, kiedy człowiek sam zrozumie to i sam zacznie korzystać z krzyża Chrystusowego, by służyć Jezusowi. Tego nie można mieć przez kogoś, to trzeba mieć osobiście. Musisz wziąć swój krzyż, swoją śmierć. Możemy czytać o Pawle, o jego wspaniałym życiu dla Pana i o tym jak mówi: „dobiegłem do końca, wiarę zachowałem, biegu dokonałem, dobry bój bojowałem, a teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który da mi Pan i tym, którzy umiłowali dzień przyjścia Jego.” Można widzieć, jak pięknie dobiegł ten człowiek, ale czy ja też chcę dobiec do mety w Chrystusie, nie należąc do siebie, ale do Niego? Czy chcę też innych zarażać tym, że warto jest trwać i biec w Chrystusie, że to jest jedyne zwycięstwo?

Czy chcę cielesności, czy nowego życia? Czego chcę? Co chcę dać innym – siebie, ze swoją cielesnością, czy żeby Chrystus mógł docierać przeze mnie? Jan rozumiał już, mówiąc: „ja muszę być coraz mniejszy, aby Chrystus był coraz bardziej widoczny”. W nas dokonuje się to jeszcze bardziej, nas musi zniszczyć krzyż. Skoro Pan miłuje tych, którzy doszli do tego samego przekonania, że skoro Chrystus umarł, to wszyscy umarliśmy, aby nie żyć już dla siebie, ale dla Niego, to chcemy, by On był uwielbiony. I to musimy mieć, jeśli chcemy być uratowanymi ludźmi, jeśli chcemy nawzajem budować się tylko w ten sposób. Nie możemy budować się, jeśli nadal nasza cielesność stoi z przodu, jeśli pozwalamy sobie włączyć jakiś przycisk i oglądamy głupie rzeczy, czy jakąś prasę, w której sycimy cielesne oczy, uszy, pozwalamy sobie na to, czy na tamto, bo wszystko nam wolno. A później dziwimy się, że nie mamy serca w tym, by umierać. Grzech rodzi grzech, a grzech rodzi śmierć. Nie dziwmy się, kiedy pozwalamy temu ciału nasycać się obrzydliwościami, bo będzie ono coraz silniejsze i będzie jeszcze bardziej walczyć przeciwko nam. Nie dziwmy się. Ale, kiedy będziemy oczy tego ciała kierować na krzyż i trzymać je na krzyżu, aż przestanie wierzgać, wtedy zrobiliśmy dobrą rzecz. Jako pierwsi mamy z tego pożytek, a inni też.

Otwórzmy jeszcze 1list Jana, 2, 15-17:

Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata. I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki.

  Zrozumcie to, kiedy Słowo Boże mówi tak do nas, to czy ono chce zabrać nam radość, czy chce uratować nas? Słowo Boże wie, gdzie naprawdę jest radość – nie w świecie, tylko w Chrystusie. Raduj się w Panu zawsze. Paweł mówi: „I za moim Panem powtarzam jeszcze raz, jakby: zaprawdę, zaprawdę raduj się w Panu zawsze”, nie daj się zwieść. Jeśli nie będziesz pilnował swojego życia, to znaczy Chrystusa, to zaczniesz pilnować swoje ciało, i będziesz koło tego kręcić się, według tego żyć, zdążać do swojej wiecznej śmierci. A jeśli będziesz pilnować się Chrystusa, to będziesz żył dzięki Niemu i na każdy dzień Pan da ci siłę w tym świecie, coraz gorszego skażenia, przejść, jako nieskażony człowiek. Kuszony i nieskażony. Amen.

Jan 14:23