Krzyż kończy drogę grzechu

Krzyż kończy drogę grzechu – część 2

KRZYŻ KOŃCZY DROGĘ GRZECHU

      Kiedy ogarnia cię zniechęcenie, możesz przychodzić i wołać: „Panie, jesteś ponad to. Nie mogę żyć ze zniechęceniem w sercu przed Twoim obliczem. Zniszcz to zniechęcenie. Muszę być dla Ciebie zawsze świeży, zawsze dla Ciebie, dla Twojej chwały.” Paweł mówi: „tu mnie pobili, poszedłem dalej, tu mnie tak potłukli, że widzieliście jaki przyszedłem do was, w wielkiej niemocy, ale słowo, które głosiłem, przyjęliście sami, jako słowo od Boga.” I nie w mocy ciała, ale w mocy Ducha Świętego dokonują się te rzeczy. Wszystko to dzieje się dzięki Panu. To ciało jedynie Duch Święty może ożywić dla Boga, ale najpierw musi usunąć przeszkodę z tego ciała, która przeszkadza, by ono żyło dla Boga. Musi zaprowadzić na krzyż wszelkie pożądliwości, wszelkie „ja”, wszelkie pragnienia osiągnięcia czegoś dla siebie na tej ziemi, by to, co od Pana mogło żyć.

Przeczytajmy o tym, co omawiamy tutaj. List do Filipian, 3, 16:

Wielu bowiem z tych, o których często wam mówiłem, a teraz także z płaczem mówię, postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego; końcem ich jest zatracenie, bogiem ich jest brzuch, a chwałą to, co jest ich hańbą, myślą bowiem o rzeczach ziemskich.

Zwróćcie uwagę: „chwałą ich jest to, co jest ich hańbą”. Rozumiecie? Młoda dziewczyna chlubi się, jak pięknie wygląda, podobnie młody chłopak. Wywołują żądze i myślą sobie, że jest to ich chwałą, a to jest ich hańbą, bo prowadzi ich to na wieczne zatracenie. Przed tymi młodymi, w poprzednich pokoleniach również było wielu młodych. Diabeł bazuje na cielesności i bardzo lubi używać tą cielesność dla siebie, to znaczy, do pożądliwości, do czynienia zła – „a chwałą to, co jest ich hańbą”.

Ale co innego byłoby, gdyby człowiek wszedł w hańbę Chrystusową, wtedy ta hańba jest prawdziwą chwałą. Czy to, co robisz dzisiaj, robisz dla Jezusa? Czy robisz to, by Jemu podobać się? Czy zależy ci na Jezusie bardziej niż na wszystkich ludziach tej ziemi i na sobie samym? Jeśli zależy ci na tym bardziej, wtedy poddasz krzyżowi wszystko, co zaprowadziło Pana na krzyż, aby klejnot życia Chrystusa mógł być w tobie, aby On był uwielbiony. Wtedy powiesz: „umarłem ja, lecz żyje we mnie Chrystus.” Czyż to nie jest chwała? Czy Chrystus chce przez nasze ciało wzbudzać w kimkolwiek pożądliwość? Czy Jemu zależy na tym, by ludzie spoglądali i podziwiali nas, czy raczej, by te ręce służyły dla dobra, nogi szły prawidłowo w pokoju, usta wypowiadały słowa prawdy, oczy, uszy, serca, były czyste? Na tym zależy Jezusowi.

Jezusowi zależy na tym,  by wszystko działo się we wzajemnej miłości. Jeśli nie ma we mnie miłości do Bożego ludu, to na co ja liczę? Czy miłość chce kogoś skrzywdzić? Ten duch diabelski wie, że czasu ma niewiele i szaleje. Jak on szaleje? Szaleje w cielesności, gdyż najbardziej opanował ciało. Diabeł chlubi się ze swej zdobyczy, kiedy opanowuje ciało i okazuje się  w kłamstwach, złośliwości, bluźnierstwach, seksualności, zboczeniach, przez muzykę, która wzbudza złe emocje, przez filmy, które wywołują cielesne pragnienia. Bo kiedy przyjdzie koniec tej ziemi, diabeł już nie będzie mógł tego robić. Póki żyjesz na ziemi, jesteś narażony na te wszystkie rzeczy i albo udostępnisz je sobie, albo nie. Albo będziesz pamiętać, że to wszystko grozi śmiercią, że grzech rodzi grzech, a grzech rodzi śmierć, że jedno pójście na ustępstwa, drugie i następne, powoduje, że coraz łatwiej jest żyć w grzechu i słuchać coraz bardziej diabła, niż Boga, albo ulegniesz  temu złu!

Pamiętaj! Walcz! Jeszcze żaden z nas nie walczył aż do krwi w walce przeciwko grzechowi. To nie jest tak, że człowiek może sobie ulegać złemu. To jest właśnie to, że człowiek poszedł na łatwą ewangelię: „łaska będzie obfitsza, przeproszę i mam załatwiony temat, mogę grzeszyć”. To jest łatwa ewangelia, bardzo przyjemna dla ciała. Ale ewangelia krzyża mówi: Nie grzesz, idź i nie grzesz więcej. A jeślibyś zgrzeszył, to masz tą szansę, żeby powstać z tego grzechu, oczyścić się i pójść dalej, by żyć dla Pana.

Z tego powodu, że ta łatwa, tania ewangelia, wyszła naprzeciw ludziom, ludzie zaczęli się czuć w porządku. Ilu ludzi stanie przed Bogiem i powie: „Boże, ja przecież przeprosiłem Cię, o co więc chodzi, przecież Sam mówiłeś, że nie będziesz pamiętał tego wszystkiego.” Ale Bóg powiedział również: „pokorni odziedziczą ziemię”. „Pokornym i skruszonym duchem nie wzgardzę.” Trzeba zastosowywać całe Słowo! Tak samo, ci którzy szukają Boga, mają następne Słowo: „ci, którzy szukają Go z całego serca”. Ciało chce wziąć sobie urywki z Biblii, żeby sobie żyć, czynić zło i być bezpiecznym, podczas, gdy Bóg bardzo wyraźnie mówi: „Stop, wszelkiemu zmysłowemu, cielesnemu życiu w Moim domu”. Ludzie dzisiaj chodzą jak w chwale, a to jest hańba. Gdyby człowiek zrozumiał, jaka to jest hańba, wtedy oblicze człowieka wyglądałoby inaczej. Byłby przerażony, że z takim stanem swego serca stanie przed Bogiem. Ilu ludzi jeszcze wierzy, że staną przed Bogiem? Możesz zobaczyć po tym, czy przygotowują się na to spotkanie. Jeśli nie przygotowują się, to nie wierzą. Jeśli ja nie przygotowuję się, to nie wierzę, że przyjdzie Chrystus. Jeśli ty nie przygotowujesz się, też nie wierzysz. Tak sobie zorganizowaliśmy spotkanie, ale nikt nie będzie przygotowywał się, bo nikt nie wierzy, czy jest odwrotnie? Czy jest jeszcze ktoś wierzący, który myśli, że wróci Jezus i niepokoi się tym, że jest w stanie grzechu i szuka oczyszczenia, uwolnienia.

Diabeł spowodował wiele rzeczy i ludzie są jak pijani, stracili rzeczywistość. Wielu ludzi nie ma żadnego pojęcia, jaką pracę wykonuje krzyż Chrystusowy w życiu tego, kto do Niego należy. Naprawdę nie ma pojęcia. Teoretycznie – tak, bo w Biblii jest napisane, w Ewangeliach, np. 9, czy 14 rozdziale Ewangelii Łukasza. Ale, gdybym miał zapytać: „powiedz, co krzyż praktycznie wykonuje w tobie dzisiaj”, wielu ludzi używałoby nadal Biblię, bo tak naprawdę on nic nie robi w ich życiu. Ale ciało chce zasłonić się i mówi: „wiem”, ale apostoł Paweł pisze, że poznanie nadyma, a miłość buduje. I teraz znowu, czy to tylko poznanie trzyma mnie przy chrześcijaństwie, czy trzyma mnie rzeczywistość? Czy ja znam krzyż w codzienności? Czy widzę, jak on oddziela mnie od światowych pożądliwości, światowych pragnień, od ducha tego świata? Czy widzę moc tego krzyża w tych codziennych wyborach, decyzjach? Czy wiem, że ten krzyż jest dla mnie błogosławieństwem, bo gdyby nie on, musiałbym umrzeć fizycznie, jako człowiek i stanąć z tymi wszystkimi grzechami, z tą całą cielesnością przed Bogiem i być wyrzuconym precz? Krzyż Chrystusowy nie jest naszym wrogiem, on jest wrogiem cielesności, która spowodowałaby, że Bóg nie mógłby zostawić nas ze Sobą.

Czy jest mi potrzebny krzyż? Tak! I tobie też. Przeciwko głupim pomysłom, przeciwko chrześcijańskiej letności, przeciwko swawoleniu, i traceniu czasu na niepotrzebne rzeczy, potrzebny jest krzyż. Człowiekowi można sto tysięcy razy mówić, że to jest złe i on będzie dalej to robił, chyba, że naprawdę zobaczy krzyż i wtedy ten krzyż przeniknie jego wolę, jego jestestwo i spowoduje, że człowiek zrzuci to wszystko, traktując to za nic. Uzna, że to nie jest chluba, tylko jest to hańba i zrzuci to, by było wywyższone  to, co Chrystusowe.

Krzyż nie pozwala żyć człowiekowi. Krzyż zabija człowieka. Zobaczcie, jak dzisiaj ludzie traktują krzyż. Dzisiaj krzyż pozwala żyć grzesznikowi całkiem swobodnie, ale prawdziwy krzyż zawsze zabija tego, który na nim zawiśnie.

Zobaczcie, z jakimi ludźmi lepiej przebywać, z zabitymi przez ten krzyż, czy nie zabitymi? Jeśli żyjesz, nie będąc ukrzyżowany, twoje ciało ciągnie za sobą smugę twoich pożądliwości i chce skażać też innych. Pan nie chce, żebyśmy zginęli z powodu naszego ciała. Pan chce, żebyśmy żyli, żebyśmy mogli wykorzystać te dni, by być dla Jego chwały.

Wszystko jest możliwe, tylko ten przyjaciel – krzyż, musi być codziennie ze mną, z tobą. Nie mogę traktować go, jako kogoś, kto przeszkadza mi pożyć tu na ziemi, poswawolić i najlepiej schować go, albo powiesić na ścianie, albo powiesić na łańcuszku pod koszulą, jakkolwiek – że niby mam go. Ale co wolisz: pozwolić swemu ciału swawolić, czy pozwolić krzyżowi wykonać pracę? Co wolisz, co jest ci bliższe?

Zobaczcie, że to ciało ma wyliczone dni i przyjdzie ten ostatni dzień i wtedy jakaż będzie rozpacz, że zamiast krzyżowi pozwolić wykonać tą pracę, pozwoliłem ciału wykonywać swoją pracę. Zobaczcie, że to, co wzbudza emocje seksualne w ludziach obu płci, kończy się w prochu. Ale to, co wzbudza święte pragnienia w Chrystusie, idzie na wieczność. Komu chcemy służyć? Jezus mówi, że jeśli nie wezmę krzyża na siebie, nie mogę iść za Nim i naśladować Go. Nie ma takiej szansy. I będę musiał rozsiewać skażenie, podczas, gdy Jezus rozsiewał świętość. Za Nim nie szła żadna smuga skażenia. Tam, gdzie On szedł, szła czystość, świętość, nieskalaność, wspaniałość Pana chodzącego po ziemi, który nie należał w niczym do szatana, ale zawsze do swego Ojca. Jego kochać, do Niego należeć, w Nim nadzieje pokładać, Jego wzywać, uznawać Go za Zbawiciela.

Mówię wam, jeśli oczy serca zaczynają widzieć krzyż, to jesteś bardzo szczęśliwym człowiekiem, bo jesteś przejęty swoją sytuacją tu, na tej ziemi. Przejętych ludzi swoją sytuacją tu, na ziemi, jest bardzo niewielu. Zobacz, ilu ludzi przejętych jest tym, że nie żyją dzisiaj z Bogiem. Naprawdę, nie ma co oszukiwać się, bo nasze oczy pokażą w miarę wyraźnie, jak jest z nami. Ilu ludzi jest przejętych swoim cielesnym skażeniem? Ilu ludzi staje przed Bogiem? Tu nie chodzi o domyślanie się grzechów, chodzi o konkretne sytuacje, w których człowiek przychodzi do Boga. Jeśli przychodzę, wierząc w Jezusa, mam wspaniałego Przyjaciela, który umarł za mnie na krzyżu, który chce mi pomóc, abym był wolny. Pan Jezus przyszedł uwolnić swój lud. Ale kiedy mamy wolność, nie pobłażajmy ciału. Piękna jest wolność, kiedy Chrystus przejmuje władzę, wtedy czynisz dobro, wcale nie starając się o to. Ono jest w tobie – dobro jest w tobie. Nie kupujesz sobie nieba, niebo kupiło sobie ciebie na własność. I teraz to dobro jest w tobie. Ono jest wynikiem twojego serca, twojego myślenia. Wspaniały stan. W tym świecie skażenia, taki człowiek jest zabezpieczony, zabezpiecza go świętość Chrystusa, czystość Chrystusa. Inaczej człowiek nie jest zabezpieczony i wchodzi w różne złe rzeczy.

Otwórzmy list do Galacjan, 6 rozdział, 14 wiersz:

Co zaś do mnie, niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata.  

Niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czegokolwiek innego. Zobaczcie, jakie potężne słowa. Jeśli będę się chlubił, to tylko z tego, że krzyż skończył ze mną, że krzyż wykonuje swoją pracę codziennie we mnie, że już nie żyję ja. Z tego będę się chlubił, bo żyje we mnie Chrystus. Pięknie. Już nie muszę myśleć, jak wyglądam, ani, czy fajne ciuchy noszę. Czy świat może powiedzieć o mnie, że „jesteś super, wiesz, co dobre”? Tylko chlubię się z tego, że jestem przyobleczony w Chrystusa, kiedy ludzie mogą spotkać miłość, dobroć, łagodność, pokorę, prawdę. Cieszę się, że to nie ja, lecz Chrystus. Jaki piękny stan i w tym stanie żyć, to jest przywilej. Paweł mówi: „ja się nie chlubię już z niczego innego, jak tylko z krzyża.”

Tam, gdzie diabeł chce włożyć w twoje, czy moje serce chlubienie się z czegokolwiek innego, tam jest jego haczyk, by cię zniszczyć. Mogą być to różne rzeczy. Paweł mówi: myślenie o tych rzeczach już stawia mnie w rzędzie wrogów krzyża. Dziwne słowa, które czytaliśmy, prawda? – „gdyż myślą o rzeczach ziemskich, stali się wrogami krzyża”. To znaczy, chlubienie się z tych rzeczy, zaczęło zajmować serce: „o, moja córka to jest pani magister, i mój syn tak samo. A jaki mają samochód, mieszkanie, jaką willę, jak się powodzi im w życiu, a ile zarabiają,” itd. Wiecie, że świat lubi się tym chlubić.

Zobaczcie, co mówi apostoł Paweł - jemu w życiu ziemskim naprawdę powiodło się. Był człowiekiem bogatym, miał to, co chciał, uczył się w najlepszej szkole, od urodzenia był obywatelem Rzymu, państwa, które władało wszystkim, powiodło mu się w życiu. Ale on uznał to za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa i zobaczył powodzenie swego życia nie w tych rzeczach materialnych, fizycznych, wyglądzie, szmatkach, tylko zobaczył powodzenie w Chrystusie.

Zobaczcie jak pięknie jest, kiedy oczy serca zaczynają widzieć prawdę, prawdziwe życie, kiedy oczy zaczynają postrzegać, gdzie jest ta chluba, którą świat ma za nic, szydzi i kpi z niej. Ale, ci którzy ją mają, cieszą się, bo wiedzą, że to nie świat będzie ich sądził, ale Bóg, który jest w niebie i który powiedział o Swoim Synu: „Ten jest moim Synem, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie.” Świat nie będzie nas sądził. Tak, dzisiaj świat mówi: „ty jesteś taki, czy inny, fajny, albo zły, bo z tobą nie pójdzie się na zabawę, nie można pogadać o głupotach, a nie nadajesz się do naszego towarzystwa, jak się zmienisz, to możesz przyjść” – tak cię świat osądzi. Ale czy świat będzie sądził na końcu? Czy świat należy do Boga, czy do diabła? Jeśli świat nas sądzi – ten, który należy do diabła, to, czy te wyroki są prawdziwe i na zawsze? Jest Ten, który wyrokuje, i to jest Bóg, i kiedy On wyrokuje, to już na zawsze. Nikt nie może sprzeciwić się Mu.

Na kim powinno nam bardziej zależeć, na wyrokującym Bogu, czy na wyrokującym świecie? Bez krzyża, zależy mi bardziej, co świat powie o mnie, ale z krzyżem, bardziej, co Bóg powie o mnie. Krzyż musi rozprawić się z moim „ja”, gdyż inaczej będę chciał przypodobać się światu, a kiedy będę chciał przypodobać się światu, wtedy staję wrogiem Boga, prawda? Kiedy będę chciał żyć, jak świat, wtedy staję się wrogiem Boga. Na kim naprawdę zależy mi? Czy widzę sens nowego życia? Czy bardziej zależy mi na tym, co mówi świat, czy na tym, co mówi Bóg, jak Bóg ocenia, czy jak ocenia świat? Jakie to jest ważne, już od młodości, żeby zależało bardziej na tym, co mówi Bóg i na Bożej ocenie.

 Wtedy mogę naprawdę tu żyć i nie będę roznosić skażenia, zniszczenia. Nie mogę przestać być mężczyzną i ty nie możesz, podobnie kobieta, jesteśmy w takich ciałach, gdyż w takich urodziliśmy się, ale jeśli będziemy żyli z Bogiem, za nami nie będzie szła smuga pożądliwości, gdyż będzie odcięta i to jest szczęście. Nikomu nie będziemy nieśli krzywdy. Ta czystość Chrystusa w nas będzie zabezpieczeniem. Człowiek w świecie może sobie myśleć tak, czy inaczej: „szkoda tego chłopaka, (czy tej dziewczyny), mógłby być z nami, a on jest z jakimś Chrystusem”. Dziewczyny pomyślą: „taki przystojny facet, a on tu z jakimś Chrystusem jest, zamiast pójść z nami na zabawę”. Podobnie chłopcy mogą powiedzieć o dziewczynie: „ale niemądra, kiedyś zestarzeje się i zmarnuje te swoje dni.” Nie ma znaczenia. Człowiek okazuje się mądry, kiedy dochodzi do końca. Głupiec wyrokuje, kiedy jeszcze nie było sądu.

Pomyślcie, jak ważne to jest, by sprawdzić samego siebie. Co dzisiaj jest moją chlubą? Czy jest to krzyż? Czy dzisiaj ludzie są coraz mniej zagrożeni z mojej strony, że skrzywdzę ich swoim „ja”, swoim lekceważeniem, lekkomyślnością, swoją niechęcią, pychą, dumą, arogancją? Czy mogę żyć na tym świecie bez Boga? Czy chcę umrzeć, by nie krzywdzić, by mógł żyć we mnie Chrystus?

Zobaczcie, co dzisiaj usłyszycie i zobaczycie w kazaniach, gdy otworzycie komputer i posłuchacie, popatrzycie. Co dzieje się z tymi ludźmi, którzy mówią te kazania? Chodzą, machają rękoma, podnoszą głos. Ciało potrzebuje dodatków emocjonalnych, widoków, czy innych rzeczy. Dzieje się to na pewnych emocjach, padają bardzo silne słowa. Bez krzyża nic to nie da. Ludzie znowu zawiodą się i nadal będą żyli seksualnie, rozpasani, nadal będą złościć się, nadal będą nienawidzić, nadal będą czynić to, co chce to ciało. Dzisiaj jest więcej możliwości do czynienia zła niż w minionych latach.

Droga antychrysta jest przygotowywana przez szatana i dlatego na tą ziemię wylewane jest takie straszne skażenie, żeby zniszczyć. Ta zatruta woda jest po to, by zniszczyć. Świat wchłonął tą zatrutą wodą, ale teraz świat przyszedł z tym do kościoła.

Otwórzmy jeszcze raz list do Filipian, 4 rozdział, 12, 13, 15 wiersz:

Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości;

Apostoł Paweł mówi: „umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości.” „Umiem się ograniczyć” – to jeszcze można zrozumieć, ale „umiem żyć w obfitości” – to już trudniej pojąć, przecież każdy umie. Nie, nie każdy umie żyć w obfitości. Obfitość to jest coś, co masz nad to, co potrzebujesz i bardzo często to „nad” powoduje, że tracisz więcej czasu chodząc po sklepach, rozglądając się po różnych towarach, myśląc, co jeszcze kupić do domu i okazuje się raptem, że nie umiesz żyć w obfitości, bo straciłeś czas z Bogiem na ten świat. Paweł mówi: „umiem żyć w obfitości”, bo kiedy mam obficie, to umiem dzielić się z innymi. Nie latam tam, gdzie nie potrzeba. Jeśli idę na bazar, to po to, by ratować ludzi, jak również kupić to, co potrzebne.

…wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie. A wy, Filipianie, wiecie, że na początku zwiastowania ewangelii, gdy wyszedłem z Macedonii, wy byliście jedynym zborem, który był wspólnikiem moim w dawaniu i przyjmowaniu.

Kiedy Filipianie wysyłali Pawłowi pewne kwoty, jako wspomożenie w  służbie i kiedy Paweł dostawał to, wtedy również potrafił podzielić się z nimi. On umiał żyć w tym wszystkim i to nie zgarnęło jego serca. Zobaczcie, Judasz był skarbnikiem i co się stało? Serce jego zostało skażone, zaczął podkradać pieniądze. Co może zrobić coś, co masz ponad? Masz pieniądze „ponad” i kupisz sobie głupią grę, w którą grasz. Nie miałbyś jej, gdybyś nie miał za co kupić, a tak grasz i już tracisz swoje wieczne życie. Nie umiesz żyć, kiedy masz coś więcej, wydajesz to na głupie, niepotrzebne rzeczy. Musisz umieć wykorzystywać to zgodnie z zamysłem Bożym. (...)

Jan 14:23