Krzyż kończy drogę grzechu
Krzyż kończy drogę grzechu - część 1
KRZYŻ KOŃCZY DROGĘ GRZECHU
W Psalmie 63 czytamy: „Ciebie pragnie dusza moja, jak ziemia zeschła, spragniona i bezwodna”. Zeschła ziemia nie może owocować. Jeśli nie ma owocu, człowiek powinien wołać: Boże, nawodnij mnie. Człowiek nie może zaniedbać wydawania owocu dla Boga. Musimy pamiętać, że po to jesteśmy, by owocować dla Pana, bo jeśli nie będziemy owocować, to On odetnie nas. Musimy mieć świadomość, że jeśli nie ma owocu, to musi być to wołanie duszy: „Panie, napełnij mnie.” Będzie tam płynęła woda, po której nie będą pływać statki – to jest Duch Święty. Będzie wpływać tam woda życia i będzie czynić to miejsce żywym, prawdziwym, obfitującym.
W tym świecie, w którym żyjemy, droga ciała jest straszną drogą. Widzimy ile kłopotów jest z powodu tego ciała na ziemi. Ile obrzydliwości wydarzyło się już na tej ziemi z powodu odwrócenia oczu od Jezusa Chrystusa, od Stwórcy naszego, przez którego i dla którego zaistnieliśmy. Ile oczu patrzyło już na obrzydliwości i syciło swoje serce pożądliwością obcego ciała. Ilu ludzi zrobiło coś, czego zrobić nie powinno. Na tej ziemi dzieje się rzecz obrzydliwa i ludzie chlubią się tym, że zdobyli jakichś partnerów; chłopak dziewczynę, dziewczyna chłopaka i opowiadają o tym, jako o wspaniałych zdobyczach. A po co Stwórca stworzył to ciało? – żeby żyło w czystości przed Jego obliczem. A dzisiaj, jak łatwo jest pozwolić, by przez to ciało została zniszczona moja dusza. Jak łatwo jest pozwolić temu ciału zniszczyć swoją wieczność. Jak łatwo jest z tym zgodzić się! Jak łatwo dziś młode dziewczyny chcą wywoływać pożądliwość w młodych chłopcach. Jak łatwo młody chłopak obcuje z młodą dziewczyną, myśląc, że jest to coś wspaniałego. Jak łatwo starzy ludzie oglądają pornograficzne gazetki!
Jak łatwo jest dzisiaj żyć wbrew Bogu. Ale to, co przystoi światu, nie przystoi Kościołowi. Większą obrzydliwością jest, gdy dzieje się to w Kościele.
Świat nie jest świadomy, że jest Bóg, a Kościół, tak. Trzeba dobrze zastanowić się młody chrześcijaninie, chrześcijanko, czy też stary, czy chcesz swoim ciałem służyć diabłu. Może wystarczy ludzi w świecie, którzy służą diabłu swoim ciałem, może wystarczy, po co jeszcze w Kościele. Po co tyle frywolności, lekkomyślności. Ilu ludzi przychodzi na zgromadzenia, wcześniej oglądając pornografię. Do kogo podnoszą oczy, komu chcą śpiewać pieśni? Wielu ludzi pożądliwość tego ciała prowadzi do grzechu, dogadzania samemu sobie. Ilu ludzi czyni to wobec Stwórcy swego? Słowo Boże mówi, że droga wszelkiego ciała jest skażona. Ile jest złośliwości, agresji, zawiści, nieustępliwości. To jest droga ciała, droga buntu.
Droga ciała może być przecięta i może być zakończona tylko przez krzyż. Nie załatwią tego żadne ewangelizacje, żadne zgromadzenia. Jeśli krzyż nie zniszczy drogi ciała, to ciało będzie żyło wszędzie, wszędzie, tylko, że nie będzie żyło w wieczności. To jest jedyne miejsce, gdzie Bóg nie wpuści nic z tego ciała. Na zgromadzenie można przyjść w grzechu cielesnym, zmysłowym, demonicznym, usiąść i śpiewać Bogu, można jeszcze tutaj na ziemi. Ale kiedy przyjdzie już koniec i przyjdzie wieczność, żaden taki człowiek nie wejdzie tam! Można udawać, można się pysznić i robić inne podobne rzeczy, ale jest to tylko do momentu, kiedy Bóg zakończy temat tej ziemi. Nastąpi koniec tego ciała i wszelkich rzeczy, które powodują to, że na tej ziemi jest tyle smutku, tyle przerażających wieści. Jedni umierają i następni wchodzą w to samo i robią dokładnie to samo. Mają cielesnych idoli, którym cześć oddają, cielesnych ludzi, którzy z prochu powstali i w proch obracają się, a nie czczą Boga, swego Stwórcy.
Zobaczcie, jakie to ciało jest wredne. Czy my chcemy pozwolić mu żyć? Czy chcemy pozwolić mu, by robiło sobie to, co chce? Czy chcemy pozwolić, by ono kierowało naszym chrześcijańskim życiem? Czy chcemy pozwolić temu ciału?! Wtedy mamy gotową już własną śmierć. Jeśli pozwolimy kierować naszemu ciału, to skażenie jest naszym dziedzictwem, a nie wieczność. Dlatego musimy stoczyć konkretną bitwę, a ta bitwa została wygrana na krzyżu Golgoty. Albo krzyż będzie wyraźnie widoczny przeze mnie i przez ciebie i będzie siłą i mocą, by nie chodzić drogą skażenia tego ciała, albo będziemy pozwalać, by to ciało żyło i ono zabije nas, zniszczy czyste piękne życie.
Krzyż może zakończyć drogę ciała, tylko on musi być tym prawdziwym krzyżem, krzyżem, na którym Chrystus wygrał bitwę z diabłem. Zobaczcie, że Jezus był w ciele, ale nigdy nie zgrzeszył. I teraz mogę oprzeć się na Jego uczynkach i ty możesz, bo On nigdy nie zgrzeszył. Ale my musimy całym sercem należeć do Niego. Jeśli zostawimy ułamek cielesności, ten ułamek zabij nas i zniszczy. Jeśli należymy całkowicie do tego Chrystusa, który umarł za nas na krzyżu Golgoty i z całego serca wzywamy Jego imienia, nie zgadzamy się na żaden grzech dokonany w swoim życiu i Pan jest zwycięstwem naszym, to jesteśmy zbawionymi ludźmi. Ale, jeśli pozwalamy, by kierowało nami ciało i żeby ono odbierało chwałę, wtedy krzyż nic nie pomoże nam.
To, co stare przeminęło. To, kim byliśmy wcześniej, nie powinno nas zupełnie obchodzić, absolutnie, nie ma to żadnego znaczenia. Ważne jest, kim jesteśmy dzisiaj, w tej chwili, czy Duch Boży prowadzi nas, czy ciało. To jest najważniejsza sprawa mojego osądzenia - czy ciało, czy Duch. Mogę siedzieć, nic nie robić, nic nie mówić i wcale nie znaczy to, że jestem duchowym człowiekiem. Mogę być, robić i mówić bardzo wiele i wcale nie znaczy to, że jestem duchowym człowiekiem. Ciało potrafi siedzieć i nic nie robić, albo robić bardzo dużo. Ale, jeśli robię to, co robi Chrystus we mnie, wtedy jestem duchowym człowiekiem. Wtedy ten wewnętrzny człowiek, Chrystus Jezus, panuje nade mną i wtedy mówię kiedy On chce i milczę, kiedy On chce. Czy milczysz, kiedy On chce, czy mówisz, kiedy On chce? Czy czynisz, kiedy On chce, albo nie czynisz, kiedy On nie chce? Czy On ma przywództwo nad naszym codziennym pielgrzymowaniem?
Całe doświadczenie tych dzisiejszych dni pokazuje, jak mało widoczny jest krzyż Chrystusa, jak mało znany jest krzyż Chrystusa, dlatego ciało tak swobodnie poczyna sobie. Za czasów Noego ciało też swobodnie poczynało sobie. Pan Jezus powiedział, że będzie, jak za czasów Noego, ciało będzie sobie swobodnie poczynać i wtedy przyjdzie koniec. Dzisiaj również w kościele ciało bardzo swobodnie poczyna sobie. Ile związków cudzołożnych, ile nierządu, ile kłamstwa, ile gniewu, zawiści, ile tego jest? To jest ciało, to nie jest Duch. Duch, to jest łagodność, miłość, pokora, dobroć. Taki jest duchowy człowiek. Cielesny jest zmysłowy, demoniczny, zawzięty, uparty, nieustępliwy, myślący, że jest bogiem i że decyduje o tym, gdzie będzie. Bóg podjął decyzję, gdzie będziesz ty, gdzie będę ja, kiedy nie było jeszcze niczego, ani nieba, ani ziemi. Mówiliśmy już o tym nie raz i ta Jego decyzja jest jednoznaczna – jeśli będę w Chrystusie, będę z Nim, jeśli nie, nie będę z Nim. Bóg już podjął decyzję – wszystko, co w Chrystusie, bierze do Siebie, a wszystko co nie jest, zostawia. Bóg nie żałuje, nie jest człowiekiem, by żałować. To, co w Chrystusie, zabiera, to co nie, zostawia.
Człowiek przyjmuje wiele rzeczy powierzchownie, a więc naukę o krzyżu też przyjmuje powierzchownie i dlatego krzyż nie wykonuje zadania, które ma wykonać w życiu człowieka wracającego do wieczności z Bogiem. Jeśliby człowiek patrzył prawdziwie na krzyż i znalazł w tym krzyżu prawdziwe zwycięstwo, to wygrałby bitwę. Musi być wyraźnie widoczne, co stało się na krzyżu. Musi być wyraźnie widoczne, jaka moc płynie z krzyża do każdego człowieka, który chce uratować się. Krzyż rozbraja cielesność, naprawdę rozbraja. Krzyż wyjmuje jej argumenty z ręki, a w to miejsce kładzie śmierć. Krzyż musi skończyć z tobą i ze mną w każdym dniu, a jeśli nie zrobi tego, to nie jest to krzyż Chrystusa. Skoro Bóg odniósł tam zwycięstwo nad zmysłowością, cielesnością, którą diabłu udało się wykonać tutaj na ziemi, i wszystko tam zostało pokonane, to krzyż ma moc sprawiać, że stare umiera, a nowe żyje.
Nowe, to nie znaczy, że ja siebie codziennie ożywiam dla Boga, to Bóg mnie ożywia. To nie ja jestem sam z siebie chrześcijaninem, to Bóg czyni mnie chrześcijaninem. Kiedy krzyż Chrystusa czyni swoje dzieło we mnie, życie Jezusa czyni swoje dzieło w tych, pośród których przebywam. To nie my wytwarzamy życie. Jeśli to my wytwarzamy je, to jest to nadal produkt cielesności. Chcemy być trochę lepsi, trochę milsi, trochę łagodniejsi, trochę uprzejmiejsi, a potem znowu wybuchamy, walimy po stole, potem znowu staramy się. Jest to próba ciała.
Ale krzyż to takie miejsce, w którym doznajesz zdruzgotania swojej cielesności. Musisz być przed Bogiem, aż ujrzysz siłę tego krzyża na swoją cielesność, albo zgodzisz się na swoją cielesność i będziesz myślał, że wejdziesz kiedyś przed Jego oblicze i powiesz: „No, Boże starałem się być lepszym.” Krzyż musi uczynić swoje dokonania w tobie i we mnie, żebyśmy mogli żyć normalnie z Bogiem, żebyśmy byli ludem, który żyje dla Jego chwały. Droga wszelkiego ciała jest skażona. Ludzie utracili chwałę Bożą i ta chwała przywrócona jest dopiero w Chrystusie, ale czy może ona zmieszać się z chwałą grzesznika? Nie może. Chwała grzesznika musi umrzeć, żeby mogła żyć chwała Boga we mnie i w tobie. Pełnia Boga zamieszkała w Chrystusie i ta pełnia chce mieszkać w każdym dziecku Bożym.
Nie możemy stworzyć sobie krzyża, jako słowo, nie możemy myśleć, że znamy krzyż, gdyż krzyż musi znać nas w pełni. Musi nas znać, trzymać nas i nie puścić. Krzyż musi wykonać zadanie nad tobą i nade mną. To nie może być tak, że żyję chyłkiem i myślę o sobie, że jestem chrześcijaninem. Krzyż musi zniszczyć moją cielesność, usunąć wszelką przeszkodę, która przeszkadza Bogu działać przeze mnie. Może być to duma, pycha, fałszywa pokora, niechęć, chęć pokazania siebie, różne rzeczy, które ma to ciało. Dlatego widzicie różnych ludzi; zamkniętych i nad wyraz otwartych. To jest cielesność. Tak, jak mówi Salomon – człowiek milczący wygląda na mądrego, ale kiedy otworzy usta, możesz wiedzieć, kim jest naprawdę.
A więc w każdym jednym doświadczeniu, jakiekolwiek by nie było, musimy zobaczyć, czy przeszkadzamy Chrystusowi osiągnąć cel zbawienia nas od naszych grzechów, przez to, że nieuważni jesteśmy, co do krzyża Jego. Po prostu jesteśmy uczniami i mówimy: „wiemy, znamy już termin – krzyż Chrystusowy, wiemy o tym ,że mamy wyprzeć się siebie, mamy wziąć krzyż i pójść naśladować Chrystusa, wszystko to wiemy.” Ale pozostaje to tylko w sferze wiedzy, a nie dokonania. I tak można pobiec dalej. Ale, czy ta wiedza wykonała swoje zadanie?
Jak spowodować, żeby człowiek zrozumiał, że dopóki krzyż Chrystusowy nie wykona swego zadania we mnie, Jezus nie może wykonać tego zadania, które daje mi gwarancję, że nie wracam pusty do Boga, bo On chce napełnić mnie swoimi uczynkami, które są przez Boga uznawane jako święte. Tylko Chrystus może dać święte uczynki. Dlatego Słowo Boże mówi bardzo wyraźnie, że w Chrystusie jesteśmy przeznaczeni do dobrych, świętych uczynków i musimy zobaczyć to bardzo wyraźnie, czy Pan może nami rządzić, czy może władać nami, czy może zachować nas w tym świecie pełnym pożądliwości, żebyśmy nie czynili tego, co czyni ten świat. Czy jestem tak uważny, tak zdeterminowany, żeby to, co On powiedział stało się we mnie? Czy zależy mi na tym, bo wiem, że tak jest? Czy mijam sobie lekko te wszystkie miejsca i idę dalej, chcąc cieszyć się i radować? Ale cieszyć i radować mogę się wtedy, kiedy jestem już w wieczności. Zasmuceni, ale zawsze weseli, mówi Paweł. On był w wieczności. Zasmucany był różnymi rzeczami, widząc, jak cielesność próbuje chytrze w kościele zrobić swoje miejsce, swoje dzieło. On widział to i było to dla niego smutkiem, ale wiedział też również, że Chrystus ma moc wszystko pokonać, dlatego szedł i walił młotem Bożego Słowa w te pobudowane mury cielesności, żeby człowiek zobaczył Chrystusa. Mury zasłaniają i w pewnym momencie człowiek nie widzi już Chrystusa i nie widzi tego, że traci całą wieczność. Trzeba zburzyć te mury, by człowiek zobaczył, że jest wieczność i żeby pragnął oczyszczać się i uświęcać, bo wraca do wieczności z Bogiem. Te mury przeszkadzają i człowiek śpi spokojnie, żyje spokojnie, chociaż każdy dzień przybliża go do trafienia do jeziora ognistego! Nie woła, nie szuka.
Człowiek staje się coraz bardziej obojętny na to, co będzie. Obojętnie przyjmuje, nie walczy, nie zmaga się, nie wygrywa, nie ćwiczy się w pobożności, by pokonać wroga, nie ma siły w Panu, by zwyciężyć. Opiera się na tym ciele i na ile może z tym ciałem, na tyle sobie radzi. Jezus mówi: „czy znajdę wiarę na ziemi, kiedy wrócę?” Ludzie mówią: „oczywiście znajdziesz, ja jestem wierzący.” Czy umarłem, czy umarłam, czy żyję już nie „ja”, lecz żyje we mnie Chrystus? Czy jestem teraz szczęśliwym człowiekiem, bo wiem, że ktoś teraz zorganizował mi życie i używa mnie dla Swojej chwały, że jest we mnie czysto, że mam czyste serce?
A jeśli jest nieczyste, to nie chcę oszukiwać się i mówię: „Boże, moje serce jest nieczyste, jest w nim jeszcze tyle dumy, arogancji, wysokiego mniemania o sobie. To nie jest serce, by oglądać Cię, zmień mnie Boże, uczyń coś ze mną, spraw to, co jest potrzebne, bym przejrzał, zobaczył ten krzyż, bym w krzyżu znalazł pomoc na to, co mi przeszkadza. Boże, by ten krzyż stał się dla mnie tak silny, bym mógł wyprzeć się siebie, wziąć go i pójść za Tobą, aby naśladować Cię, Panie. Nie żyję dla Ciebie, pomóż mi Panie. ” Rozumiecie? To jest to, że ja wierzę, że jest krzyż. Wierzę, że jest takie miejsce, które może zniszczyć moją cielesność. Dążę, by to miejsce było miejscem, na którym jestem. Nie może być mi obojętne to miejsce, jeśli żyję w grzechu. Słowo Boże mówi do chrześcijan: „kto umie dobrze czynić, a nie czyni, dopuszcza się grzechu.” Mogę powiedzieć: „ja już nie kradnę, nie przeklinam”, ale jeśli Chrystus nie może wykonywać we mnie swego zadania, również jestem grzesznikiem, nie pozwalam uczynić Mu we mnie to, co miłe jest Ojcu. Rozumiecie? Mówię: „jestem wierzący” i nie pozwalam. To ja decyduję.
Inaczej, oni sprzeciwiają się władzy Jezusa w swoim życiu. Oni decydują jacy będą jako chrześcijanie, a nie przyjmują decyzji Ojca. Im mocniej naciśniemy na cielesność, tym lepiej dla nas. Im mocniej powiemy sobie o tym, tym większa szansa, że ktoś zobaczy potrzebę krzyża w swoim życiu, żeby zobaczyć, co tam się stało, żeby mieć wielką nienawiść do odstępstwa, do czynienia cielesności przed oczami Tego, który przepatruje całą ziemię. Wiedzieć, że On widzi i słyszy i mieć tę świadomość przez cały czas w sercu, że nic nie umyka Jego uwagi. On wszystko wie. Jego nie oszukam, ludzi mogę oszukać, ale Jego nie. Muszę być czysty, bo kiedyś stanę przed Nim. Bóg dał mi to w Chrystusie. On nie odrzuci mnie, gdy będę Go szukał z całym swoim bagażem zła, będę szukał, by On zniszczył to we mnie. On ma oręż, którym pokonał diabła. W Chrystusie dokonało się zwycięstwo nad diabłem, nad grzechem, nad wszystkim.
Czy zależy mi na tym, czy ja wierzę, że jest takie miejsce, które może zniszczyć mnie, żebym swobodnie chodził po ziemi i był nieskażony przez ten świat? Czy wierzę, że jest taka moc, taka siła w rękach mojego Boga, która może zniszczyć moje „ja”, żeby On mógł być widoczny? Czy ja wierzę, czy jestem gotów, żeby Bóg współdziałał ze mną w tym? Czy jestem gotów z całego serca skierować się do Niego i szukać Jego? Czy jestem gotów? (...)

