zgr 07 11 2025 w Marian - Wytrwałość w wypełnianiu woli Boga
zgr 07 11 2025 w Marian - Wytrwałość w wypełnianiu woli Boga
Chwała Bogu. Wydawałoby się, że nie ma nic prostszego dla nas ludzi, jak należeć do Jezusa Chrystusa, skoro wiemy, co On dla nas uczynił. Wyglądałoby, że powinno to być dla nas czymś tak łatwym, że nawraca się człowiek i od razu jest cały dla Chrystusa. Wydawałoby się, że to jest takie logiczne, że tak powinno się to dziać. Lecz widzimy, że dzieje się całkiem inaczej. Z czegoś to wynika i dobrze, żebyśmy w czasie naszej ziemskiej pielgrzymki mogli to odkryć i usunąć przeszkody, bo to jest ważne. Jeżeli nie usuniemy przeszkody i będzie to nam cały czas przeszkadzać, to może okazać się, że nie dojdziemy do celu i wtedy kto będzie winny, jak nie my sami. Jeżeli mamy jakiś cel i widzimy, że coś nam przeszkadza, to chcemy usunąć to, co przeszkadza a nie cel. Co więc tak naprawdę przeszkadza nam, żeby całą ochotną wolą należeć do tego Chrystusa, żeby radować się, że w końcu ktoś podjął się rządzić takim tłumem ludzi dla jednej Chwały, w jednej Prawdzie, w jednym Życiu, wolą jednego Ojca. Bądźmy właśnie wśród tych, którzy są wdzięczni, szczęśliwi, dla których jest to czymś niesamowicie ważnym, którzy nie mają wątpliwości po co stali się wierzącymi i chcą osiągnąć cel, który został wyznaczony dla wierzących. Nie myślą dać się odwrócić gdzieś tu albo gdzieś tam. Widzimy, że ludzie absorbują się wieloma rzeczami, lecz nie umieją zrozumieć, że celem jest być z Bogiem teraz i wiecznie, a zwłaszcza w tych czasach, kiedy wróg będzie wszelkimi środkami próbował powstrzymać przed takim należeniem do Chrystusa, jakiego On jest godzien.
Pamiętamy Nehemiasza. Człowiek, w którego sercu było dobro Bożego ludu, Jerozolimy. Sprawa Boża była dla niego centrum jego planów, jego radości, jego wdzięczności. I gdy mu to się powiodło i gdy Boży lud dał się pociągnąć do dobrej pracy, wrogowie wszelkimi środkami starali się przeszkadzać i pamiętacie co odpowiedział: ‘Nie mam czasu na to, żeby z wami w ogóle dyskutować. Podjąłem się bardzo ważnego zadania i mam zamiar dokończyć je’. I to jest dla mnie i dla ciebie piękna odpowiedź Bożego człowieka. Podjąłem się czegoś prawdziwego i nie mam zamiaru tracić czasu na inne rzeczy, które nie mają połączenia z tą sprawą. Ta sprawa i wszystko, co tylko łączy się z tą sprawą, interesuje mnie. A więc interesuje mnie Bóg, interesują mnie ludzie, którzy mieszkają, którzy należą do Bożego ludu, interesuje mnie miejsce, aby oddawać chwałę Bogu, interesuje mnie to miejsce, Jerozolima, żeby ten lud mieszkał razem, budował się razem, wspierał się razem, żeby przebywał razem przed Bożym Obliczem – mówi Nehemiasz. To mnie interesuje i tylko w tym kierunku moje życie jest nakierowane. Kiedy tylko wyjechał to ci, którzy pozostali po nim jakoś nie mieli tego samego w sercu, co ten Boży człowiek i szybko z powrotem zaczęli przywracać stare wartości. Wrogowie znowu zostali dopuszczeni do miejsca, gdzie powinno to być miejsce dla Boga. Ale gdy ten Boży człowiek wraca i kiedy tylko widzi to, znowu robi porządek, usuwa to co tam pojawiło się bezprawnie i dalej podąża w kierunku wypełniania woli Bożej. Mówi takie słowa do Boga: ‘Boże, pamiętaj mi co uczyniłem w Twojej sprawie, pamiętaj mi to, co uczyniłem’. Zależy mu więc na tym, żeby Bóg był uczczony, i żeby Bóg mógł zwracać na niego uwagę, na jego prośby, modlitwy, nie z tego powodu, że jest jakimś wyjątkowym człowiekiem, ale że sprawa Boża jest w jego sercu. My też miejmy sprawę Bożą w sercu ponad te wszystkie sprawy, jakiekolwiek tu istnieją, gdyż wiemy dobrze, że tylko ta jedna sprawa ma sens. Tylko ta jedna sprawa ma sens, by należeć do Boga i być w Jego woli, być w tym, co On postanowił, co zaplanował. Zadaniem wroga jest przeszkadzać. On nienawidzi, żeby Boży lud był razem, złączony, kochający Boga, miłujący się nawzajem. Pieniądze, znajomości, przekupienie proroków, prorokini, żeby zwieść Nehemiasza, i żeby wciągnąć go w grzech. Jednak on nie dał się wciągnąć w grzech, wygrał i chwała Bogu za to.
Był inny człowiek, Salomon. Człowiek ten bardzo dobrze zaczął. W sercu miał Boży lud. Kiedy Bóg rozmawiał z nim we śnie, Salomon nawet we śnie myślał: ‘Boże, żeby sprawiedliwie sądzić Twój lud’. I Bóg dał mu mądrość, by mógł sądzić Jego lud. I lud był pod wrażeniem wyroków Salomonowych. Lecz człowiek zaczął tracić cel; chodziło mu o dobro tego ludu, zaczął tracić cel i coraz bardziej zaczął skierowywać swoją uwagę na swoje zadowolenia, na swoje potrzeby poznawania tego czy tamtego. I zaczął brać sobie różne żony z różnych narodów, i gdy zestarzał się, jego serce odwróciło się od Boga, i zaczął czynić rzeczy obrzydliwe. Stracił cel, stracił już go wcześniej, kiedy zaczął brać to, o czym Bóg mówił: Nie bierz tego. Jego własny ojciec mówił też: Nie bierz tego, uważaj.
Jaki masz więc cel swego życia? Co jest celem? Czy ten cel, który Bóg dał w Chrystusie Jezusie, aby przez Niego wrócić do domu Ojca? Oczyszczony, oczyszczona, połączony, połączona z tymi, którzy wracają do domu Ojca? Czy to jest cel? Czy wszystko, co pracuje w tym kierunku, to ty akceptujesz? A jeśli nie pracuje, to nie akceptujesz. Uznajesz, że nie będziesz niepotrzebnie tracić czasu na coś, co nie prowadzi w tym kierunku, co nie powoduje ani uświęcenia, ani oczyszczenia, ani nabycia jeszcze większego poznania Boga. Nie potrzebujesz więc rzeczy i wydarzeń, które będą absorbować i odbierać ci czas, który poświęciłeś dla sprawy Bożej. To jest najważniejsze. Jeden człowiek, chociaż był w niewoli, położył całe swoje życie, żeby uczcić Boga. A drugi człowiek, chociaż był królem, oddał swoje życie bałwanom. Pamiętaj, gdy stracisz cel, diabeł szybko da ci inne cele. Napełni cię różnymi pomysłami, które spowodują, że zboczysz z drogi Bożej, a często wrócić jest już prawie niemożliwe. Człowiek jednak jest człowiekiem, którego umysł jeżeli zostanie zwiedziony, to bardzo często, najczęściej już nie wraca. Są wyjątki, gdzie Bóg daje jeszcze możliwości i daje otrzeźwienie. Ale jeśli nie da tego, to ten człowiek nigdy już nie wróci, będzie już szedł w zupełnie innym celu, w zupełnie zepsuty sposób, bez działającego Ducha Świętego, po swojemu. Tak samo postąpili faryzeusze, uczeni w Piśmie, stracili cel, stracili sens po co Bóg dał to wszystko. I odrzucili najwyższe prawo miłości do Boga i do człowieka, zastępując je samozadowoleniem. Stracony cel zawsze pokazuje się poprzez to, w jaki sposób człowiek postępuje, co wybiera, co jest bliższe. Stracony Boży cel zawsze okazuje się poprzez to, że człowiek niknie, coraz bardziej niknie, coraz mniej można spotkać go w tym co jest cenne, wieczne i prawdziwe.
Przy okazji może takie dwa przykłady pewnego doświadczenia z naszego zgromadzenia, które może pomogą mi coś zobrazować. Jeden brat postanowił postawić ganek. Podjął się tego zadania, załatwił to, co potrzebne, zgłosił to. Zgłoszenie zgłoszeniem, ale są sąsiedzi, którzy są bardzo spostrzegawczy i zawsze gotowi sprawdzić, czy to jest tak jak być powinno, czy jest pozwolenie i czy jest wykonane jak potrzeba. Człowiek pod wpływem tej świadomości, że są tacy sąsiedzi pilnuje każdego szczegółu, żeby sąsiedzi nie czepili się, i żeby nie donosili, że coś jest nie tak. Człowiek więc pilnuje się i stara się zrobić to jak najlepiej. Sąsiedzi wykonali bardzo dobre zadanie, a zwłaszcza złośliwi sąsiedzi, którzy są naprawdę tak w stanie upilnować, żeby człowiek pilnował każdego szczegółu, bo wie, że jak coś nie tak, to zaraz będą kłopoty. Drugi brat postanowił postawić sobie wiatkę na drzewo. Postawił to w miejscu, do którego pewna osoba przyczepiła się. Wyglądałoby na to, że inni zgadzają się na to, że mogłoby tam to zostać, ale ta jedna osoba jest na tyle niebezpieczna w tym swoim nastawieniu, że brat postanawia jednak przenieść to wszystko, żeby ta osoba nie miała się czego czepiać. Zrobiono więc coś w ten właśnie sposób dlatego, że byli ludzie, którzy mogliby się do tego doczepić.
Teraz mamy Boga, który każdy szczególik zbada i ma być tak jak On chce. Zwróćcie uwagę czy my podobnie reagujemy na Boga jak na tych ludzi, którzy są tacy czepliwi. Czy z powodu Boga staramy się zrobić to jak najdokładniej, żeby było tak jak On chce, bo wiemy, że On wymaga, żeby wszystko zostało zrobione według Jego zamysłu i woli. I szanując Boga, bo mając też bojaźń Boża, albo jeszcze lepiej, miłując Boga, robimy wszystko, żeby było zrobione tak jak On chce. Czasami gdy ludzie na wszystko zgadzają się, powodują to, że robią coraz mniej tak jak być powinno; ‘a, to przejdzie, tamto przejdzie’. Są ludzie, którzy mogliby w jakiś sposób temu zawadzić i człowiek woli zrobić tak, żeby tego nie zrobili.
Niech ten przykład posłuży nam ku zrozumieniu na ile my jesteśmy gotowi i zrobimy to, co Bóg mówi, że tak to ma być, tak jak mówi Bóg w każdym szczególiku, żeby nie chybić celu wykonywanej pracy. Pamiętacie jak była budowana świątynia, musiało być dokładnie tak jak chce Bóg. I dopiero Bóg potwierdził, że jest dokładnie tak jak chciał, kiedy Jego chwała tam weszła. To samo mamy z Jezusem, Właścicielem, Królem naszym, który mówi, że jeśli wypełniamy Jego rozkazy, wtedy On przyjdzie z Ojcem i zamieszka w nas, to znaczy, że jeżeli miłując Go czynimy to, co On mówi. Kiedy jesteśmy Mu posłuszni, wtedy On przyjdzie z Ojcem i zamieszka.
Czy zdajemy sobie sprawę jak ważne jest to, by być uporządkowanymi i czynić to tak jak mówi Bóg, nie po swojemu. Bo jeśli budujemy po swojemu, nie zwracając uwagi na Boga, to widzimy, że to nie jest tak jak być powinno, że to nie będzie miało charakteru Boga, że to nie będzie miało tego namaszczenia Bożego, że to będzie takie nijakie, takie niedopracowane, niedopieszczone, nie do końca staranne, takie aby coś zbyć, czy cokolwiek innego. Myślę, że warto zawsze zastanowić się nad tym, co dzieje się wokół nas, bo Bóg we wszystkim współdziała ku temu, żeby ci, których On miłuje, byli w szczególny sposób świadomi, że Bóg zawsze sprawdza to, co dzieje się w ich życiu, czy w myśleniu, mówieniu, planowaniu. Boga interesują ci, których On miłuje. Chce by to, co oni czynią, było wykonane tak jak On chce. Jezus powiedział, że Jego pokarmem jest pełnić wolę Tego, którego On posłał, to znaczy, że On wszystko czyni według rozkazów Swojego Ojca. Dlaczego Jezus Chrystus był taki dokładny? Dlaczego nic nie zrobił inaczej niż chce Ojciec? Przecież jest Synem. Przecież Ojciec kocha Syna i czy nie zrozumie, że Syn chce też coś po swojemu? Dlatego On czynił to, bo wiedział, że to, co Ojciec postanowił jest doskonałe, że nic do tego nie można dodać ani nic z tego ująć. Musi być tak wykonane, żeby była wypełniona wola Boża, i żeby to mogło przejść do wieczności. W posłuszeństwie więc doszedł do doskonałości, wykonał wszystko.
Czy zdajemy sobie sprawę o czym mówimy? Czy my mamy ten cel, żeby to, co czynimy, to co budujemy, żeby mogło znaleźć upodobanie w oczach Boga? Czy wkładamy w to całe serce, czas, pragnienia, siły, wszystko, co Bóg nam dał, aby to, co Bóg chce uczynić, żeby było wykonane w nas? Pamiętamy jak żył Jezus Chrystus, jak On poświęcił wszystko ku temu, żeby Ojciec mógł znaleźć w Nim upodobanie. I Ojciec mówi: To jest Mój Syn Umiłowany, w którym mam upodobanie. Ale Jezus osiągnął to upodobanie u Ojca poprzez wierne posłuszeństwo Ojcu. Sam Jezus mówi, że Ojciec miłuje Go, bo On kładzie życie za nas. To jest więc niesamowite, że Jezus mówi tak wprost takie rzeczy, ujawnia takie niesamowite tajemnice. I Ojciec miłuje też tych, którzy miłują Jego Syna. I nie ma nic bardziej ważnego na tej ziemi, jak czynić wolę Bożą w każdej jednej sprawie, mając świadomość, że On nie chce nas sądzić, nie chce nas zgubić, On chce nas uratować. I dlatego chcemy zrobić to tak, żeby On mógł przyjąć to. Oczyszczamy się, uświęcamy się, kładziemy swoje życie u Jego stóp, oddajemy Mu swój czas, siły, wszelkie możliwości.
Paweł mówi nawet takie słowa, że wydaje się, że one nie pasują, że ci, którzy mają żony, żeby żyli, jakby ich nie mieli; Pawle, o czym ty w ogóle tutaj piszesz. On pisze, że sprawa Boża jest tak ważna, że w niektórych wypadkach, decyzjach trzeba żyć tak jakbyś był tylko ty i Bóg. Mówi, że kto opuści domy swoje, ten zyska więcej domów. Zobaczcie więc, że kiedy Jezus mówi do nas, to mówi, że ta sprawa to jest najważniejsza sprawa na tej ziemi, aby wola Ojca wykonała się. On mówi, że kto wypełnia wolę Ojca, ten jest Jego siostrą, bratem, matką, rodziną. Wola Ojca jest więc najważniejsza, najważniejsza, aby stało się tak jak On chce. Jedyny, który doskonale to wykonał, to jest właśnie Jego Syn Umiłowany Jezus Chrystus. Dlatego siedzi po prawicy Ojca w niebie i włada wszystkim. On decyduje o wszystkim. Wszystko jest poddane Jego decyzjom.
Czy rozumiesz? Czy rozumiecie? Kiedy przyszedł Nehemiasz, on miał zadanie od Boga. I on wiedział jak przekonać ten lud, żeby to zadanie, które Bóg włożył w serce Nehemiasza, stało się w sercu tych ludzi. On widział jak próbuje atakować ich zwątpienie, lęk, obawa. On musiał zmagać się z tymi przeciwnościami, aby utrzymać w nich pragnienie wykonania woli Bożej. I kiedy rosły te mury, oni nabierali otuchy, widzieli, że to dzieje się. Jeżeli my będziemy wzrastać i będzie widać w nas coraz więcej Bożej sprawy, to będziemy nawzajem dodawać sobie otuchy, że sprawa Boża posuwa się do przodu, że bracia i siostry wzrastają, że rozwijają się i są sobie bliscy w jednym Jezusie Chrystusie. Będziemy dodawać sobie nawzajem otuchy. Ale jeżeli będzie odwrotnie, to będziemy odbierać sobie otuchę. Jeżeliby oni doznawali na tych murach, że jedni robią, a drudzy nie robią, jedni stawiają a tamci w ogóle nie stawiają, to byłaby niepewność; po co my się w ogóle staramy, skoro tam nie robią. Dlatego sprawa była bardzo ważna, żeby wszyscy pracowali na murach, i żeby był widoczny wynik pracy wszystkich. Żeby inni nabierali otuchy, że nie tylko na wschodzie, ale na zachodzie, na północy i na południ rozwija się sprawa Boża i to wszystko idzie ku dobremu. A więc ty masz w tym udział albo w stronę tego, że jesteś zbudowaniem dla innych, albo w drugą stronę, że jesteś zniechęceniem dla innych, gdyż sprawa Boża nie stoi w twoim sercu jako najważniejsza, gdyż rozbiegają ci się rzeczy i wydarzenia, i poświęcasz więcej uwagi swojemu ja niż sprawom Bożym. Ale można to zmienić, bo sprawa Boża nadal posuwa się do przodu. I to jest łaska Boża.
Wielką zachętą dla nas jest to, że Duch Święty przyszedł na tą ziemię, i że Duch Święty pokazuje nam teraz to, co będzie później. To jest wielka zachęta przez moc obecności Ducha Świętego, przez Jego możliwości, by nam objawiać to, co jest w niebie i my doznajemy zachęty ku temu aby dalej iść. On daje nam przedsmak tego ku czemu idziemy. Owoc Ducha jest takim przedsmakiem wieczności, bo to wszystko będzie tam w wieczności. Bóg posłał Swojego Syna, żeby uczynić dla nas możliwym to, aby opuścić to co złe i wyruszyć w kierunku domu Ojca. Następnie posłał Ducha Świętego, żeby uchylił nam tajemnicy, i żebyśmy mogli zobaczyć to, co niewidoczne jest dla oczu. Duch Święty jest zachęcającym nas, aby wytrwać, aby nie ustać, aby nie zrezygnować, aby dalej zmierzać w tym określonym przez Boga kierunku, który wyznaczył dokładnie w Swoim Synu Jezusie Chrystusie i dlatego Bóg chce, abyśmy byli jak Jego Syn, aby to, co było w Synu, było też w nas – Jego pragnienia, Jego dążenia, Jego radość gdy wola Ojca wypełnia się, Jego smutek, gdy jest inaczej, abyśmy byli w ogromny sposób zachęceni.
Wiecie, gdy jest iluś ludu Bożego; tam była tylko garstka, nie było ich wielu i z tą garstką wyruszyć na budowę. To nie byli budowlańcy, to nie byli fachowi ludzie, to byli po prostu jacyś ludzie i oni mieli teraz podjąć się tego zadania, to zdajemy sobie sprawę, że bez Ducha Świętego to nie mogłoby się dobrze wykonać, bo jak? Ale Duch Boży pracował tam i wyznaczał ludzi, którzy mieli świadomość, co trzeba robić. A te ręce, które były tam, to były ręce, które służyły tej świadomości. Niesamowite. Jezus wie co trzeba robić, a my mamy ręce, aby służyły tej Jego świadomości, co my mamy robić. Dlatego On jest Głową a my Ciałem, które wykonuje Jego wolę. On ma świadomość, a my mamy swobodę, aby czynić to dzięki Niemu, oczyszczeni Jego Krwią. Mamy swobodę budować się na Boży dom, mamy swobodę czynić Bożą wolę, bo On wygrał bitwę dla mnie i dla ciebie, abyśmy mogli to czynić. I gdy rozumiesz po co jesteś wierzącym człowiekiem, to wtedy też wkładasz w to co potrzebne, to znaczy wszystko, żeby wola Ojca mogła wykonać się. Dlatego kiedy Jezus mówi do nas, że kiedy rękę do pługa przykładasz, nie oglądaj się wstecz, nie patrz już za siebie. Przed tobą jest cel, najważniejszy cel. Czyń to, poddaj się temu, będziesz mieć mnóstwo przeciwności, ale zawsze będzie dopingować cię, żeby pójść dalej, dalej i dalej, dalej i dalej. Zlęknieni ale nieustraszeni, zaatakowani, osaczeni ale nie przerażeni. Cel powoduje, że masz kogo prosić i błagać o to, żeby pomógł ci iść dalej; dzisiaj dalej, krok dalej, krok bliżej, krok dalej i bliżej; bliżej i dalej, bliżej i dalej, coraz bardziej do Boga każdego dnia, aby przyjść bliżej do Niego, aby być z Nim jeszcze bardziej, żeby jeszcze więcej skosztować jak dobry jest Bóg; o tym mówi Jezus. Każdego dnia mieć społeczność z Bogiem, żeby żaden dzień nie został gdzieś przepuszczony, opuszczony.
List do Hebrajczyków 10,36: „Albowiem wytrwałości wam potrzeba, abyście, gdy wypełnicie wolę Boga, dostąpili tego, co obiecał”. Apostoł wie o czym pisze. Wytrwałości nam potrzeba abyśmy, gdy wypełnimy wolę Boga dostąpili tego, co obiecał. Nie ma innej możliwości. Dlatego Jezus mówi, że kto pełni wolę Ojca, ten jest Jego rodziną. Nie ma innej możliwości. Wytrwałość jest potrzebna w wypełnianiu woli Boga. A każdego dnia wróg walczy, żeby zrezygnować z woli Niebiańskiego Ojca i poddać się woli ojca, który jest diabłem, który jest ojcem wszystkich buntowników, bo on jest buntownikiem, zbuntował się. On chce być ojcem dla człowieka, on chce dawać człowiekowi zadowolenie, on chce dawać człowiekowi cel, ale to wszystko prowadzi do gehenny, do ognia.
Dlatego jeżeli wiesz, że Jezus wyznaczył dokładnie kierunek; kiedyś była taka zabawa w chowanego, podchody, gdzie pewna grupka przodem umknęła i zostawiała na chodniku strzałki. I musiałeś odnaleźć. Jak zobaczyłeś strzałkę, to ona pokazywała kierunek, w którym masz się też poruszać. I w taki sposób osiągałeś cel. Ktoś wyznaczył ci najpierw kierunek, a ty patrząc i szukając tego, odnajdywałeś i szedłeś dalej, aż osiągałeś cel. Jezus jest tą jedną potężną strzałą pokazującą cel - dom Ojca. I jest powiedziane, że nie chybisz celu, jeżeli będziesz dokładnie w tym kierunku zmierzać. Jezus powiedział, że kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemnościach. Jeżeli więc widzę kierunek, który Jezus określił w kierunku domu Ojca, to nigdy nie będę chodzić ślepy, nigdy nie stracę orientacji gdzie idę, po co tam idę i dlaczego wola Ojca w niebie jest ważniejsza od tego ciemnego, który tutaj na ziemi zarządza wszelkimi ciemnościami.
Kiedy Jezus dochodzi do końca, kiedy decyduje się tak ważna sprawa, i chociaż jest Mu bardzo trudno, pot u Niego jest jak krople krwi, mówi: „Ojcze, jeśli możliwe, ale nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie”. Myśmy jeszcze nigdy nie opierali się do krwi. Powinniśmy wygrać tą bitwę mając kogoś takiego jak Jezus Chrystus, który okazał nam tyle miłości, tyle dobra, tyle miłosierdzia, cierpliwości, łaski. Powinniśmy poradzić sobie mając taki wzór, taki przykład, takie zachęcenie w Chrystusie Jezusie, żeby nie chybić celu. On do końca umiłował nas, Jemu zależy. Powiedział, że Ojcze, Ja nie stracę nic z tego, co Mi dałeś. Ile razy już zgubilibyśmy się całkowicie i byśmy szli już w zupełnie innym kierunku, gdyby On nie zawrócił nas, gdyby nie zawrócił i nie przywrócił kierunek w jakim mamy podążać. Myślisz, że to ty? Nie. Jak człowiek wierzący opuszcza teren służby według woli Bożej, staje się jeszcze bardziej ślepy niż był wcześniej. Bez woli Bożej ten człowiek już nie wróci. Dlatego Bóg mówi, że nie ma upodobania w tych, którzy odwracają się, odchodzą, idą aby zginąć. Ale Bóg w Swojej łasce i miłosierdziu dociera do ludzi i przywołuje. Lecz zobaczcie jak zatwardzili swoje serce i czytamy w Biblii, że nie chcieli Go słuchać. Karcił, ćwiczył, jednak dalej nie chcieli Go słuchać. Okazywał im miłość, dalej nie chcieli Go słuchać. Cokolwiek zrobił i tak nie chcieli Go słuchać. Aż w końcu powiedział, że teraz Ja nie będę was słuchał, będziecie wołać, a Ja nie będę odpowiadał. Dwadzieścia trzy lata docierał, docierał, docierał a oni go odrzucali, odrzucali, odrzucali.
Musimy zrozumieć czy mamy określony cel naszego życia. Czy to wszystko, co tutaj jest połączone z nami, może służyć jednej sprawie, aby ten cel osiągnąć, żeby nic nie odwiodło nas od Boga. Widzimy, że Nehemiasz, chociaż miał pozycję i król bardzo cenił go sobie, jednakże gotów był stracić to wszystko, aby służyć Bogu. Miej tą radość w sercu, że Bóg ciebie zawołał do tego, aby wypełniać Jego wolę. Jedyny taki Ojciec, od którego wszelkie ojcostwo ma swoje imię, to znaczy doskonały Ojciec, Ojciec, który nigdy nie popełnia żadnego błędu. Ojciec, który jest miłością, doskonały we wszystkim, posyła doskonałego Syna, aby nas uratował, wyzwolił i wspaniałego, doskonałego Ducha, aby nas wyprowadził i wprowadził w to wszystko, pouczył nas. „Nie zostawię was samych, przyjdę do was”, mówi Jezus. Słuchajcie, mamy niesamowitą szansę, ale nieustannie musimy pamiętać o celu, po co my jesteśmy wierzącymi. Bo możemy zakończyć jak faryzeusze, czytając Biblię, modląc się i nie mając zupełnie świadomości po co my jesteśmy wierzącymi.
Bóg określił bardzo wyraźnie. Zwróćcie uwagę na przykład w 2Liście do Koryntian 6,14-18; 7,1: „Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Boga a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, I będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Właściciel i nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Właściciel Wszechmogący;” Zobaczcie jakie On stawia warunki. Posłał Syna, Syn uczynił wszystko, co potrzebne, żebyśmy mogli ratować się. I Ojciec stawia przed nami, którzy uwierzyliśmy w Jego Syna warunki, mówi: Nie chodźcie w jednym jarzmie z tymi, którzy nie wierzą, nie miejcie żadnej zgody z Belialem, kiedy macie zgodę z Chrystusem. Bądźcie świątynią dla Boga, nie dla diabła. „Wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi nasz Właściciel i nieczystego się nie dotykajcie a Ja przyjmę was i będę wam Ojcem; mając tedy te obietnice, umiłowani, oczyśćmy się od wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając świątobliwości swojej w bojaźni Bożej.”
Nie wiem jak to można jeszcze lepiej wyrazić. Wiecie, że to, co możemy naprawdę zrobić, to porzucić wszystkie łachamy zepsutego człowieczeństwa, zewlec to obrzydliwe, stare, zepsute i przyoblec się w Chrystusa dla chwały Ojca. Chodzić w chwale Chrystusa. Już nigdy nie chodzić w upadłości człowieczeństwa, ale zawsze chodzić w chwale Chrystusa. Mieć to za najwyższą potrzebę. Nigdy nie rozbierać się z Chrystusa, być zawsze przyobleczeni w Niego, w każdej sprawie, dogodnej, czy to niedogodnej. Diabeł nas sprawdza i nieraz robimy głupotę. Dobrze, że jest Ten miłosierny Arcykapłan, który nam przebacza, ale On wcale nie chce, żebyśmy chodzili w upadłości. On chce, żebyśmy chodzili w zwycięstwie, w chwale. Dlatego miejmy ten cel dla Jego chwały. Nauczmy się wybierać między dobrem a złem, wybierając dobro, odrzucając zło, między tym, co wierzące a tym, co niewierzące, aby wybierać to, co wierzące, a nie to, co niewierzące, wybadać i sprawdzać, czy to czym teraz zajmuję się, to jest budowanie czy rujnowanie, żeby nie robić czegoś nieświadomie, ale z całą świadomością – wiem, co teraz robię, wiem do czego rękę przyłożyłem, wiem dla Kogo żyję, Komu służę i kto jest teraz moim Właścicielem, komu jestem winien wierną służbę, aby kiedyś wziął mnie tam gdzie On jest. On powiedział, że tam gdzie Ja jestem, sługa Mój będzie.
Umiłowani, mamy więc potężne zadanie. Musimy jak najszybciej skończyć z tym zamkniętym człowieczeństwem. Jak najszybciej zakończyć to. Chrystus jest otwartym Człowiekiem. Paweł mówi, że moje serce jest otwarte. Ludzie, nowe człowieczeństwo, to otwarte człowieczeństwo, to swobodne, radosne, wdzięczne, uwielbiające Boga, posłuszne Bogu, ale złączone też więzami niesamowitej łaski Bożej miłości. O to modlił się Jezus, abyśmy byli jedno tak, jak On z Ojcem jest jedno. Tego nie osiągniemy, jeżeli nie będziemy trwać na budowie. Tak jak ci, których poruszył Nehemiasz i oni poszli na tą budowę. I potem widzimy, że oni tam pracowali, później jedni stali i pilnowali, drudzy pracowali, wykonywali tą pracę, służyli, strzegli tego, żeby nikt tam nie wszedł i nie popsuł tego. Strzeżmy tego bardziej niż wszystkiego innego, bo to jest najważniejsze. Po to właśnie nawróciliśmy się, po to Bóg dotarł do nas i pewnego dnia oznajmił nam, że chce widzieć nas u Siebie w domu. Ale ta droga, to dojście, kto wytrwa, kto nie starci z przed oczu celu, który został nam wyznaczony, bo celem duszy jest zbawienie duszy. Wszystko więc co czynimy, czyńmy zgodnie z tym jaki jest Boży zamysł wobec tych, którzy tam idą. On chce, żebyśmy nawzajem miłowali się, zostawił nam rozkaz i powiedział: To wam rozkazuję, abyście nawzajem miłowali się, jak Ja was umiłowałem. My spotykamy dalej wiele różnych naprężeń poprzez człowieczeństwo, które nie jest Chrystusowym człowieczeństwem. A my potrzebujemy Chrystusa a nie upiększonego starego Adama czy Ewy, tylko potrzebujemy całego Chrystusa w tobie, we mnie, abyśmy mieli przed oczyma wszyscy ten sam cel i coraz bardziej poznawali środki, jakie są potrzebne, aby ten cel osiągnąć i używali tych środków.
Apostołowie wiedzieli o tym i przekazywali jakie środki trzeba stosować, żeby ten cel osiągnąć. I widzimy ile problemów mieli z cielesnością jako wierzący. Jak ciężko odchodzi cielesność, jak długo człowiek pilnuje swego, nie rozumiejąc, że to go trzyma cały czas w oddzieleniu od chwały Chrystusa, jego czy ją. Bo teraz wszystko to jest Chrystusa, do Niego należymy, Jego własnością jesteśmy. On jest Właścicielem. Czy to dobrze? Chyba dobrze, to ma swój wymiar, ale to jest najlepsze co mogło nam się trafić. Bo Właściciel nie myśli, żeby skrzywdzić swoich poddanych, ale żeby dać im współudział. Sługa, który staje się dziedzicem. To co nie udało się temu słudze Abrahama, bo Bóg miał dziecko obietnicy, to nam się właśnie udaje – słudzy stają się współdziedzicami w Chrystusie Jezusie. Niech Bóg będzie uczczony jako nasz Niebiański Ojciec.
Kto wytrwa do końca. Czy widzisz ten cel? Czy w tobie on tak mocno pracuje, że kiedy rozmawiasz z tymi młodszymi od siebie, z dużo młodszymi od siebie, to oni widzą jak ten cel, jak ta chwała Chrystusa jest w tobie najważniejsza, widzą jak wszystko robisz w tym kierunku, aby miłość Chrystusowa była czymś naturalnym w twoim codziennym życiu jako przyobleczeni, jako chwała. Nie chciałbym dzisiaj za dużo o tym mówić. Chodzi o to, żeby pamiętać o tym, że mamy naprawdę niesamowity cel, niesamowity cel, że ktoś dał nam w ogóle taki cel, nam takim ludziom, tak niesamowicie wzniosły cel - dotrzeć do domu Boga. Niesamowite. I w tym czasie oczyścić się. Ja to sobie tak zobaczyłem, że nigdy nie możesz określić na jaki dystans biegniesz. Ktoś mówi, że chrześcijaństwo to maraton. Niekoniecznie. Ten złoczyńca na krzyżu miał parę godzin biegu i już osiągnął cel. Zależy więc od jakiego punktu zaczynasz start i ile ci jeszcze życia zostało, tak będzie długi twój bieg. Niektórzy nawracają się na łożu śmierci i też krótko biegną, i też cel osiągną. Bóg jest taki. Ale są tacy, co naprawdę mają maraton. Jednym z tych maratończyków to był apostoł Jan. Ten miał maraton, został jako jedyny. Długo biegł i wygrał. Czy krótko czy długo, to zależy od Boga, ale wygrasz, kiedy cały czas widzisz cel, do którego zmierzasz. To jest najważniejsze aby widzieć ten cel.
Może jeszcze Łukasza 21, 16-19: „A będą was wydawać i rodzice, i bracia, i krewni, i przyjaciele, i zabijać niektórych z was, i będziecie znienawidzeni przez wszystkich dla imienia mego, lecz i włos z głowy waszej nie zginie. Przez wytrwałość swoją zyskacie dusze wasze.” Mnóstwo więc ciężkich przeciwności. Ale jeśli widzisz kierunek i nie zmieniasz z powodu tego, że te przeciwności pojawiają się, Bóg dał ci obietnicę: Nie zostawię cię, pomogę ci i ze Mną już masz ten cel osiągnięty, mówi Bóg. Tylko wytrwaj należąc do Boga, tylko pozostań z Nim. Czy słaby czy silny, czy słaba czy silna, miej ten kierunek. Oczyszczaj się, uświęcaj się, Bóg będzie widział dokładnie czy ten cel jest dla ciebie najwznioślejszy, najważniejszy. Możesz tu jeść, pić, ubierać się, żyć. Ale pamiętaj, czy jesz, czy pijesz, czy ubierasz się, czy cokolwiek czynisz, czyń to w jednym kierunku, aby dotrzeć do domu Ojca. Niech Bóg będzie z nami.
Pamiętaj, przed nami jest wiele pracy. Spójrz na zbór i zobacz ile pracy jest w zborze, żeby każda cząstka tego zboru widziała ten cel, i żeby wszystkie dokładnie w tym kierunku zmierzały nawzajem budując się i każdy, jeżeli by wziąć, że ty jesteś urywkiem tego muru, i ty budujesz teraz swój fragment tego muru a wszyscy budujący budując jesteśmy na terenie dobrej budowy i to wszystko powstaje dla chwały Boga. Ty, ten kawałek którym jesteś, ja, każdy z nas i to tworzy jedną całość. Jeżeli ktoś zaniedbuje, powstają wyłomy i wróg śmieje się, cieszy się. Jeżeli kolejny ktoś wyłamuje się, kolejny wyłom, wróg znowuż cieszy się, że przerwał, że zatrzymał, że nie ma jedności, jednomyślności, że ludzie mają swoje własne widzenia i swoje własne zapatrywania i nie umieją zobaczyć, albo nie chcą zobaczyć tego o czym jest mówione, gdyż musieliby zapłacić cenę, oddać swoje życie, a oni nie za bardzo są chętni oddać swoje życie. Ale jeżeli widzisz ten cel, to ja nie wierzę, że ty masz problem, żeby oddać swoje życie, bo kto widzi ten cel, jest niemożliwe, żeby tam nie pobiegł. Chwała Bogu za to. Amen.

