zgr 29 08 2025r wieczorne Marian - Nowy Człowiek jako Pierwszy i Ostatni cz.1

 zgr 29 08 2025r wieczorne Marian - Nowy Człowiek jako Pierwszy i Ostatni cz.1

Chwała Bogu szczęśliwcy, najszczęśliwsi z ludzi, którzy dostaliście prawo poznawania Prawdy nie przed Sądem, ale jeszcze w czasie tutaj swojego ziemskiego życia. Jesteście niesamowicie uszczęśliwieni. Co prawda nie zawsze to widać, ale jesteście niesamowicie uszczęśliwieni przez to, że możecie siedzieć i słuchać Słowa Bożego. Moglibyście nie siedzieć i nie słuchać Słowa Bożego, moglibyście zupełnie co innego robić. I to byłoby straszne. Żyjąc na ziemi, którą stworzył Bóg, będąc Bożym stworzeniem nie rozumieć, po co się tutaj w ogóle jest; to jest niesamowite. Wtedy człowiek jest głupszy niż zwierzę, bo zwierzę ma prawo nie rozumieć, ale człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga i powinien rozumieć dlaczego jest na ziemi. Dlatego Bóg nie uznaje niewiedzy. List do Rzymian bardzo wyraźnie mówi, że Bóg dał się poznać poprzez całe Swoje stworzenie, także poprzez stworzenie człowieka. I człowiek ogląda siebie w lustrze, widzi siebie, patrzy, słucha, kosztuje, jest stworzeniem, jest stworzony czy stworzoną, może więc oddać Bogu cześć i chwałę. Ale jednakże człowiek nie robi tego, gdyż został zwiedziony, oszukany.

Adam i Ewa żyli w raju, Bóg do nich przychodził, mieli niesamowitą społeczność i możliwość bycia z Bogiem, lecz stracili to poprzez to, że poszli za złym doradcą. Słuchajcie, nie chodźcie nigdy za diabłem, nigdy nie słuchajcie diabła. Pan Jezus powiedział abyśmy uciekali od tego głosu, abyśmy w ogóle nie słuchali tego głosu, w ogóle nie akceptowali tego, co diabeł mówi do nas; wiemy czym to skończyło się na ziemi. Jaką mamy tragedię dzisiaj, że ludzi nieraz trzeba uczyć latami, żeby oni zrozumieli, że chodzi o ich wieczne życie. Trzeba uczyć latami czytających Biblię, że chodzi o ich wieczne życie! Nie o to, czy oni będą na zgromadzeniu, czy nie będą, czy będą się modlić, czy nie będą się modlić, tylko chodzi o ich wieczne życie i nie będą robić teraz tego, że się modlą; no modliłem się do Boga. A cóż z tego? Wielu modliło się do Boga i dalej żyją życiem zepsutym. To nie wystarczy modlić się do Boga. Na tej ziemi dzisiaj mnóstwo ludzi modliło się do Boga w różny sposób, do jakiegoś tego boga, tamtego boga. Wielu ludzi na tej ziemi jest wierzących w różnych bogów, ale tylko niewielu modliło się prawdziwe do Boga, bo ich serce zostało oczyszczone, ich umysły, sumienie zostało oczyszczone i oni mogli rozmawiać ze Świętym Bogiem w sposób godny Boga, rozumiejąc z kim mają do czynienia.

I to jest właśnie niesamowite, że mamy szczęście należeć do Boga, mamy szczęście, że możemy wiedzieć, że On posłał nam Syna, żeby powiedział nam o Nim wszystko, co jest potrzebne, abyśmy mogli to wiedzieć. A potem przyszedł Duch Święty aby wprowadzić nas w to, co zostało powiedziane, objawione nam. Mamy więc daną niesamowitą łaskę od Boga, żebyśmy mogli to dobrze wykorzystywać. Doradzam, nie słuchaj diabła, który doradza ci: A siedź sobie spokojnie w swoim kątku, a zajmuj się swoim życiem, niech inni zajmują się mówieniem o Chrystusie, ty nie musisz, nie jesteś taki mądry czy mądra jak inni, niech to oni robią, widać są specjalistami, widać, że Bóg wybrał ich do tego. A to, że Pan Jezus mówi, że wszyscy mamy świecić światłością Jego tu na ziemi, to może ja nie umiem, nie potrafię. I głupie panny też nie potrafiły pomyśleć, że w lampach potrzebne jest olej. Jak trzeba być głupim, żeby wziąć lampę a nie wziąć oleju. I człowiek może zdziwić się, że one były takie głupie i nie rozumiały, że lampa potrzebuje olej, żeby zapalić olej kiedy wróci Oblubieniec. To były takie głupie? To jest tylko przykład, ale zobaczcie ilu jest głupich wierzących ludzi, którzy są, ale nie mają ognia. Nie pali się w nich, nie ma oleju, nie ma Ducha. Jest wiara a nie ma Ducha. Idą na spotkanie z Oblubieńcem, co wtedy się zapali? Jaka światłość raptownie pojawi się, jeżeli ona codziennie nie świeci?

Musimy zrozumieć więc, że jesteśmy niesamowitymi szczęściarzami, że możemy dowiedzieć się jak głupi jesteśmy, kiedy nie słuchamy się Boga, a słuchamy diabła. To już jest coś, kiedy człowiek dowie się o swojej głupocie. To już jest coś, bo człowiek zdaje sobie sprawę, że ponosi konsekwencje, ale własnego nieposłuszeństwa. Bo ludzie często zwalają winę na kogoś, na tego, na tamtego; tamten ktoś jest winien. A nigdy na siebie, ‘bo jakże człowiek może być winien czegoś tam. Przecież człowiek zawsze chce jak najlepiej, zawsze myśli, żeby tylko dobro robić, człowiek zawsze jest taki kochający wszystkich, a inni to tacy złośliwcy, bandyci.’ A potem okazuje się, że wcale to nie jest tak do końca. Pierwsza więc rzecz, to dowiedzieć się, że jest się głupim. Żeby zmądrzeć, trzeba stać się głupim, mówi Słowo Boże. Ale żeby stać się głupim, trzeba zrozumieć, że jestem głupi. Dumny i pyszny człowiek nigdy nie zrozumie, że jest głupi, bo zawsze wydaje się, że jest mądrzejszy. Ale dopiero kiedy zaczyna rozumieć, jak bardzo potrzebuje kogoś, kto by wprowadził go w pierwsze nauki o Bogu, w pierwsze, w początek nauczania o Bogu, dopiero człowiek zaczyna rozumieć jak naprawdę jest głupi, że tak naprawdę to nic nie wie.

Ja zrozumiałem to z początku swego rozpoznawania Boga, że ja w sumie nic nie wiem. Kiedy zacząłem dowiadywać się o Bogu, zrozumiałem, że ja nic nie wiem o Bogu. To był początek mądrości, że ja nic nie wiem. Tak może mógłbym podyskutować jako wyznawca religii katolickiej: Ja wiary ojców nie oddam, nie sprzedam za nic, wytrwam do końca; jak ojcowie mi dali, tak będę trwać. Mógłbym przekazywać wszystkim i myśleć, że jestem bohater, czy cokolwiek. Ale początkiem było właśnie to, że zobaczyłem, że jestem głupi, nic nie wiem, nic nie wiem. Trzydzieści lat być w jakimś wyznaniu religijnym i prawie nic nie wiedzieć o Bogu, tylko to, że jakiś Mojżesz chodził po pustyni, czy inne rzeczy, a nic specjalnie więcej. Nie znalem przykazań Bożych tak jak są w Biblii, bo zupełnie inne znałem, wielu rzeczy nie rozumiałem. Kiedy zacząłem czytać Biblię, zacząłem rozumieć. Dzisiaj pewna osoba spytała mnie się o tą rzecz, która właśnie kiedy zacząłem czytać Biblię, zaczęła do mnie docierać, że to nic nie da, że ja chodziłem do ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z moimi przestępstwami i wyznawałem im swoje grzechy i dalej grzeszyłem. I zrozumiałem, że muszę przyjść do Boga, który mnie stworzył, przeciwko któremu grzeszyłem. On mnie wysłucha, On może mi pomóc. To jest właśnie to, czego człowiek nie do końca rozumie. No to jak mam pozbyć się tego, no chodzę przecież, spowiadam się, ale dalej grzeszę. Jest Ktoś, Kto nie tylko wysłucha cię, ale może ci pomóc. Chwała Bogu za to! Pomóc, żeby przestać grzeszyć, to jest Bóg w niebie, który posłał Syna, żeby pomóc nam przestać grzeszyć. Dobrze więc, kiedy człowiek zaczyna rozumieć, że mogę przyjść do Boga ze swoimi grzechami. A wyczytałem to u Dawida, jak on pisze w psalmie, że do Boga przyszedłem, wyznałem Bogu moje grzechy. Zrozumiałem, że jest ktoś, kto może mi pomóc, nie tylko wysłuchać, ale pomóc też. I myślę, że ty też zrozumiałeś, czy zrozumiałaś to, że przyjdziesz do Niego z wyznaniem swoich grzechów.

Mówiliśmy ostatnio o ofierze pojednania, że Bóg chce, żeby spożywać z niej, ale trzeciego dnia już jest kara śmierci za dalsze spożywanie. Bóg chce, żebyśmy przychodzili do Niego z wyznaniem grzechów, ale potem chce, żebyśmy skończyli grzeszyć, żebyśmy nie chodzili dalej wykorzystując Go, że zawsze mogę przyjść, powiedzieć: Przepraszam; Bóg mi przebaczy, nie ma więc problemu. Wykorzystywać Go do swoich niecnych planów, żeby sobie grzeszyć, a zarazem mieć Boga, który zawsze przebaczy. Bóg więc zagwarantował to, że jeżeli człowiek będzie chciał kusić Boga, to zginie z powodu własnych grzechów. Bóg chce pomóc, chce przebaczyć, ale nie chce mieć do czynienia z tymi, którzy by się bawili z Bogiem, przechytrzając Boga. To diabeł próbuje przechytrzać Boga i nigdy to mu się nie udało i nie uda.

Mamy niesamowitą łaskę i chciałbym na miarę możliwości trochę zaangażować was w to, o czym mówię, żebyście też mogli powiedzieć od swojej strony, jak to dokonuje się w was i w jaki sposób; zobaczymy jak to będzie dzisiaj,. Bo gdybyśmy mieli na przykład opowiedzieć jak było w pracy, nie ma problemu. Każdy może powiedzieć: Tak było, tak było, tak było. Jak dzisiaj dzień spędziłem; no tak spędziłem, tak spędziłem. Co czytałem? Jesteśmy w stanie opowiedzieć to. Jak więc dzieje się to w nas, że przygotowujemy się na spotkanie z Tym, który wróci tutaj po nas, z Synem Człowieczym? Na ile rozumiemy Go, co uczynił, kiedy był tu po raz pierwszy, żeby przygotować się prawidłowo, kiedy przyjdzie po raz drugi na tą ziemię, żeby wziąć Swój lud do Siebie. Jakie jest nasze postępowanie, jakie jest nasze działanie, w jaki sposób rozwiązujemy problemy, jak korzymy się przed Nim, jak wykorzystujemy to, co dla nas uczynił.

Chciałbym zacząć od 1Koryntian 15,45-49: „Tak też napisano: Pierwszy człowiek Adam stał się istotą żywą, ostatni Adam stał się duchem ożywiającym. Wszakże nie to, co duchowe, jest pierwsze, lecz to, co cielesne, potem dopiero duchowe. Pierwszy człowiek jest z prochu ziemi, ziemski; drugi człowiek jest z nieba. Jaki był ziemski człowiek, tacy są i ziemscy ludzie; jaki jest niebiański Człowiek, tacy są i niebiańscy ludzie. Przeto jak nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka, tak będziemy też nosili obraz niebiańskiego Człowieka, Człowieka z nieba.”

Myślę, że rozumieliście co czytałem. Wcześniej żyliśmy w niewiedzy i w standardzie pierwszego człowieczeństwa, które upadło, zepsuło się, odstąpiło od Boga. Urodziliśmy się w grzechach, żyliśmy w grzechach i wydawało nam się, że musimy jakoś sobie w życiu poradzić, żeby jakoś lepiej, wygodniej, łatwiej nam się żyło, cokolwiek. Mieliśmy różne pomysły, jedni mieli takie, drudzy w ogóle nie myśleli o tym, jak będą żyli, jakkolwiek to wyglądało. Ale żyliśmy w sposób skażony, zły. Nie mogliśmy żyć inaczej. Nawet wspaniały zakon nie był w stanie zmienić nas, gdyż nasza natura nie był w stanie ulec Bogu w taki sposób, jak On tego chciał. Niektórzy ulegali w miarę bardzo mocno, ale nie całkiem, nie do końca. Olbrzymia większość nie myślała w ogóle, aby cokolwiek zmieniać w swoim życiu. Po prostu tak żyło się i tyle. Może czasami wstrząsnęła śmierć któregoś z kolegów i człowiek zastanowił się, że można umrzeć tak młodo, a potem znowu poszło dalej. Czasami człowiek gdzieś przejeżdżał, zobaczył wypadek, pomyślał sobie: No przecież każdy może zginąć. Ale cóż ja? Ja sobie dam radę. Żyliśmy więc jak starzy ludzie i to było coś, co było dopuszczone, abyśmy mogli tak żyć na tej ziemi, którą stworzył Bóg. Bóg nie wyciągał od nas konsekwencji. Nie było innej możliwości. Cały Izrael odstąpił od Boga. Niewielu w Izraelu było takich, którzy by byli gotowi spotkać się z Panem Jezusem, czytamy w Biblii, że parę osób. Większość była zagubiona w grzechach.

I przyszedł Człowiek nie z tej ziemi, z nieba. Nie przyszedł z grzechu, przyszedł z nieba, z miejsca chwały na ziemię. Po co przyszedł? Ja wiem i ty też wiesz, żeby zabrać nas z tego pierwszego człowieczeństwa i wprowadzić nas w Swoje Człowieczeństwo. Jeżeli nie zakończy się to pierwsze człowieczeństwo, człowiek nie może poznać tego Drugiego, które jest w Chrystusie Jezusie. I to jest bardzo ważne, żeby zabrał. Nie tylko pouczał, ale zabrał. Czytamy Słowo Boże, że Bóg wyrwał nas z tego świata ciemności i przeniósł do Królestwa Syna Swego Umiłowanego. Zabrał. Nie zostawił z wiedzą, lepszą świadomością, z większą moralnością, tylko po prostu zabrał nas z pierwszego człowieczeństwa. O tym mówiliśmy i mówimy dosyć dużo, że to jest zabranie poprzez śmierć, poprzez krzyż. Zabranie z pierwszego człowieczeństwa jest wejściem w śmierć jeszcze za życia. Przyszedł zabrać nas.

I ty musisz wiedzieć, że nie przyszedł tylko po to, by opowiedzieć nam o wspaniałym niebie. Jezus powiedział, że jeżeli nie uwierzycie Mi co do ziemskich rzeczy, to jak uwierzycie Mi co do niebiańskich? Jeżeli On nie może cię zabrać, gdyż twoje plany i zamysły jeszcze łączą się tak silnie z ziemią, to ty masz cały czas problem ze swoim starym człowiekiem i ten stary człowiek stale przeszkadza ci, bo ten stary człowiek słucha diabła a nie Boga. Dla starego człowieka bliższy jest głos diabła, a nie Boga. My wiemy dobrze, że docierały nieraz do nas jakieś wezwania od Boga, ale my, starzy ludzie, bohaterzy przecież, to my wiemy jak żyć.

Ten Nowy Człowiek przyszedł więc zabrać nas ze starego człowieczeństwa, zabrać nas z tych wszystkich swawoli, z tego wszystkiego, co jest złe, zabrać nas z naszych nienawiści, złośliwości, zawiści, kłamstwa, niechęci, z tego wszystkiego, co nabyliśmy poprzez urodzenie się z Adama i Ewy. Zabrać nas. Nie zabierze nas żadna religia ze starego człowieczeństwa; nawet jak by była najlepsza i tak nie zabierze. Można zmieniać religie i nadal pozostać starym człowiekiem, może trochę bardziej rozważnym, rozmyślnym, może trochę bardziej bojącym się Boga, może już mniej grzeszącym, ale dalej człowiekiem, który nie żyje w sposób niebiański, dalej ma ziemskie zamysły. Dlatego Paweł pisze o tych ludziach, że ci ludzie zginą w gehennie. Oni nie myślą jak Chrystus, oni dalej myślą jak Adam. Ich zadowolenie, ich szczęście łączy się z grzechem, nie z czystością. Dlatego potrzebują grzechu, bo bez grzechu nie umieliby żyć, zanudziliby się na tej ziemi. Jezus nie zgrzeszył ani razu. I czy możemy powiedzieć, że kiedykolwiek ktokolwiek widział Go znudzonego? Nigdy! A dlaczego? Bo On nigdy nie nudzi się. Nowy człowiek nigdy nie nudzi się. Ale gdy patrzysz na tych starych ludzi, oni stale są czymś znużeni, bo słuchają się nie tego głosu.

Jezus jest w stanie wyrwać z tego świata każdego człowieka, każdego, najgorszego grzesznika. Podszedł do Saula z Tarsu i w jednej chwili obrócił jego życie od tego niszczącego, do życia poddanego. W jednej chwili. Tak samo postąpił ze mną, w jednej chwili. On nie musi nie wiadomo ile czasu spędzać ze mną, żeby uświadomić mnie, że od tej chwili zmienia się kierunek mojej podróży; teraz będzie interesować cię zupełnie co innego i gdzie indziej będziesz biegł, za czym innym będziesz chodzić, co innego będzie dla ciebie cenne, nie to, co było wcześniej, ale to, co Ja ci daję, teraz będzie dla ciebie cenne. Ale ode mnie zależy czy będzie mnie się to podobało, czy będę miał upodobanie w tym, co On mi daje. Diabeł podszeptuje: Zobacz, inni nie robią tego i też są zbawieni i uratowani, zobacz wyszły różne piękne nauki, i to, i to. Ja muszę wiedzieć: Nie! Nowy człowiek, zbawiony człowiek! Stary człowiek, stracony człowiek! Nie ma pomieszania. Nie ma możliwości zmieszać i wprowadzić do wieczności. Nie ma! Granica - krzyż i koniec!

Cokolwiek więc diabeł by nie gadał: Ulżyj sobie trochę, nie musisz tak pracować i czynić. Jeżeli Pan daje mi, żebym pracował, to będę pracował, dopóki On mi daje. A jak nie da, to nie będę pracował. Nowy człowiek żyje dzięki Jezusowi, a nie dzięki sile i mocy zepsutego człowieczeństwa. Musi być to nowy człowiek. Ne możemy zgodzić się na to, że pozostawię sobie swoje stare zadowolenia i one mi nie przeszkodzą. Przeszkodzą, będą przynajmniej utrudniać normalne funkcjonowanie. Jakie normalne funkcjonowanie? Miłowanie się nawzajem. Stary człowiek ma stale do kogoś pretensje. Zwróciliście uwagę? Zawsze ma pretensje. Najbardziej do żony, do męża, do wszystkiego w sumie; dzieje się to czy tamto i już nie pasuje. Niecierpliwość. Stary człowiek jest niecierpliwy, nie umie poczekać. Nim cokolwiek przyjdzie, już go nie ma, już gdzieś pobiegł, poleciał, już nie może. Ale nowi ludzie przez cierpliwość dziedziczymy obietnice Boże. A wszystkie one są wspaniałe i wszystkie one odnalazły swoje „tak”. W kim? W Jezusie Chrystusie.

Nie chciałbym głosić kolejnego kazania. Chciałbym, żebyście zaczęli myśleć i zastanawiać się nad swoją odpowiedzialnością, żeby przy tym stole mówić prawdę, nie udawać, mówić prawdę. Prawda jest przyniesiona z nieba, moi drodzy. Prawda nie pochodzi z ziemi. Przez człowieka z nieba Prawda przyszła na tą ziemię. I człowiek z nieba, Chrystus Jezus powiedział: Poznacie Prawdę. I co ona zrobi? Ona uwolni was od tych waszych zamknięć, zablokowania, zaciemnienia, od ukryć, udawania kogokolwiek, kimkolwiek może chciałbyś być czy chciałabyś być a nie jesteś. Nowy człowiek ma niesamowitą swobodę poruszania się. Wiecie dlaczego? Bo jego sumienie jest czyste. On nie szuka własnej chwały, nie poszukuje różnych rzeczy, gotów jest wyjść naprzeciw ludziom, którzy mogą pomyśleć, że może oni mają rację. A on będzie dla nich takim, żeby nawet tak mogli sobie myśleć, aby tylko chcieli posłuchać, co Bóg ma im do powiedzenia, bo wie, że dopóki siedzą w tym terenie diabła, to są bardzo wrażliwi na swoje ja; szybko urażają się, obrażają. Pamiętaj, że kiedy rozmawiasz z człowiekiem ze świata, to tak naprawdę rozmawiasz z diabłem, tylko że on ci się nie pokazuje. Ale Słowo Boże mówi, że dopóki człowiek należy do tego świata, to jest niewolnikiem diabła i diabeł zmusza tego człowieka do czynienia swego działania. Masz więc w sumie do czynienia z diabłem. On ukrywa się za maską tego człowieka, a tak naprawdę to on z tobą rozmawia. On nauczył tego człowieka tylu oszustw, tylu zakłamań, a to może rozbić tylko Prawda, światło. My widzimy ludzi i myślimy sobie, że to tacy ludzie, nawet nie najgorsi, nawet przyjemni ludzie, ale to nadal są ludzie po tamtej stronie. Muszą ją opuścić.

Czy my już opuściliśmy tamtą stronę, bo to jest ważne. Rozumiecie, przy tym stole nigdy nie będziemy mogli porozmawiać jak nowi ludzie, dopóki przy tym stole będą siedzieć ludzie wierzący, którzy nadal nie opuścili świata, nadal nie opuścili słuchania diabła, nadal mają napakowane swoje myślenie złem, które przynosi do nich diabeł. Pamiętacie jak Pan Jezus chodził z apostołami. Oni jeszcze byli nienawróceni, to byli nadal starzy ludzie. Co oni wymyślali przy Panu Jezusie? Jak chcieli Mu zaimponować, jak Piotr: ‘Panie, ja Cię nigdy nie zostawię, będę z Tobą, pójdę, choćbym miał zginąć’. ‘Chodźmy, idziemy, skoro On idzie, to i my zgińmy razem z Nim.’ Takie niesamowite rzeczy opowiadali, wyglądałoby, że tacy bohaterzy, że nie ma mocy, żeby ktoś ich zatrzymał. Okazało się, że Pan Jezus został sam.

Jak bardzo ważnym jest to, żeby ludzie mogli zrozumieć, że ratowanie się polega na tym, że przyjmujemy jako nasze rozwiązanie nowe człowieczeństwo. Czy widzisz to? Nowe człowieczeństwo ma w sobie czystość, niesamowite zwycięstwo nad diabłem. Diabeł brudzi ludzi. Chrystus oczyścił, abyśmy mogli w czysty sposób myśleć, podejmować decyzje, wyciągać wnioski. Czy chcesz zasiąść kiedyś przy stole w niebie? Musisz skorzystać z tego stołu na ziemi. To jest pewna namiastka tego, co czeka nas w niebie. W niebie nikt nie będzie nikogo udawał, nikt nie będzie musiał cokolwiek maskować. Tam wszystko jest rozjaśnione światłem Bożej obecności. Niesamowita chwała! A teraz na ziemi mamy jeszcze taki czas, kiedy możemy uporządkowywać te rzeczy, a więc głupio byłoby udawać kogoś, kim się nie jest, żeby zakrywać, kiedy i tak to wszystko będzie odkryte. Pan przyjdzie i wszystko będzie odkryte. Jedyna nadzieja istnieje dla nas, kiedy my przestaniemy kombinować, a zaczniemy naprawdę ratować się, zaczniemy z sobą naprawdę szczerze rozmawiać. Nie ma tu bohaterów, nie ma wszechwiedzących, wszyscy potrzebujemy tego samego Człowieczeństwa, Jezusa Chrystusa i wszyscy mamy zmagania w tym, aby takimi być. Chodzi więc o to, by wygrać tą bitwę, by nie dać się okraść.

Wszystkie środki, jakiekolwiek są, próbujemy zastosować, żeby się uratować. Nie chcemy pozostać na jednym, skoro widzimy, że nie skutkuje już, nie działa już tak jak wcześniej, to przechodzimy do drugiego środka, żeby zobaczyć czy może to będzie działać, może to zadziała, bo przecież chcemy się uratować. Tak samo jak w pracy, kiedy chcesz wykonać jakieś zadanie, to jeden sposób i doszedłeś do czegoś, ale dalej ten sposób już nie funkcjonuje. Musisz poznać dalszy sposób, jak dostać się głębiej do tego miejsca awarii, żeby nie uszkodzić czegoś kolejnego, a naprawić to, co zostało tam uszkodzone. Także mam nadzieję z pomocą Ducha Świętego, że bracia i siostry przy tym stole zaczną naprawdę mówić, naprawdę mówić, bo to jest bardzo ważne, by móc mówić, rozmawiać. Myślę, że Pan Jezus tak właśnie siedział z uczniami i rozmawiał. Oni mogli powiedzieć to i tamto: Panie, a co z tym, a jak z tym. Zwróciliście uwagę, że Pan Jezus, Człowiek z nieba, nigdy nie udawał? Mówi: Nikt nie zna dnia ani godziny, tylko Ojciec w niebie; ani nawet Syn nie zna. To trzeba mieć śmiałość, co? Pan wie wszystko, ale tej rzeczy nie wie i mówi wprost. I czy myślimy o Jezusie, że jest mniejszy? Nie. Szanujemy Go, wzywamy Jego Imienia i wiemy, że jedynie On może nam pomóc, bo jest prawdziwy. I dlatego chcemy poznać Prawdę, która daje nam wolność. Nie spróbować po prostu; nie działa ta religia, może ta religia działa lepiej, albo może tamta lepiej działa. Widzimy, że całe tłumy spotykają się i nie umieją wydostać się z tego ziemskiego życia – swary, kłótnie, waśnie. Jakub pisze, że to jest wynik cielesności, a nie działającego Ducha Świętego. Ale żeby ze sobą naprawdę szczerze rozmawiać, to musimy być nowymi ludźmi.

Nowy człowiek szuka dobra. Czyjego? Bliźniego swego. Swoje dobro znalazł już w Chrystusie Jezusie. I kiedy my w ten sposób mamy ze sobą te zdrowe, czyste relacje, kiedy nie chodzi o to, żeby się czymś popisać, ani wykazać, ale być szczerzy, naprawdę szczerzy ze sobą. Bóg ze szczerym obchodzi się szczerze. I to jest niesamowite, że to wszystko wiemy i tylko potrzebujemy odnaleźć w tym swoje święte zadowolenie, że nareszcie przyszedł Człowiek z nieba, ktoś, kto nie udaje. Wie o niebie i nikt nie zna Ojca, tylko On i nikt nie może poznać Ojca, jeśli Syn nie wprowadzi go w to poznanie. Czy jesteś szczęściarzem, czy nadal jesteś upadłą istotą, która cały czas nie widzi tego szczęścia, że Bóg dał ci czas na ziemi, żeby móc porzucić zło a przyjmować dobro z Chrystusa. Czy nie widzisz siebie jako niesamowitego szczęściarza, niesamowitego szczęściarza, któremu Bóg otworzył umysł i dał myśli, żeby się ratować? Mogę powiedzieć, że nie obchodzi mnie kim byłeś wcześniej, wystarczająco dobrze znam starego człowieka, nie muszę wiedzieć od ciebie jak żyje stary człowiek, sam wiem, żyłem tak. Ale teraz potrzebujemy dowiedzieć się jak żyje nowy człowiek i Bóg chce, żebyśmy wspaniale rozmawiali o nowym człowieku. On jest interesujący. Stary nie ma nic do zaoferowania przy stole Pańskim, nic nie ma do zaoferowania. Stary może tylko zaabsorbować kryminałami, różnymi rzeczami, zabili, zamordowali, kogoś gonili. To jest życie starego człowieka. Czytałem kiedyś kryminały, myślę, że każdy stary człowiek czytał kryminały, każdy stary człowiek był odkrywcą, detektyw odkrywający różne rzeczy. I można to zostawić, i dalej odkrywać różne rzeczy, zamiast zająć się tym, co miłe, dobre i pożyteczne. Jaki więc był stary człowiek, tacy są starzy ludzie, jaki jest nowy Człowiek tacy są nowi ludzie.

Może jeszcze z 1Listu Jana. Trochę wspomnieliśmy niedawno, z tego 2 rozdziału, wiersze 23-3,3: „Każdy, kto podaje w wątpliwość Syna, nie ma i Ojca. Kto wyznaje Syna, ma i Ojca. To, co słyszeliście od początku, niech pozostanie w was. Jeżeli pozostanie w was to, co od początku słyszeliście, i wy pozostaniecie w Synu i w Ojcu. A obietnica, którą sam nam dał, to żywot wieczny. To wam napisałem o tych, którzy was zwodzą. Ale to namaszczenie, które od niego otrzymaliście, pozostaje w was i nie potrzebujecie, aby was ktoś uczył; lecz jak namaszczenie jego poucza was o wszystkim i jest prawdziwe, a nie jest kłamstwem, i jak was nauczyło, tak w nim trwajcie. A teraz, dzieci, trwajcie w Nim, abyśmy, gdy się objawi, mogli śmiało stanąć przed Nim i nie zostali zawstydzeni przy przyjściu Jego. Jeżeli wiecie, że jest sprawiedliwy, wiedzcie też, że każdy, kto postępuje sprawiedliwie, z Niego się narodził. Patrzcie, jaką miłość dał nam Ojciec, że zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i nimi jesteśmy. Dlatego świat nas nie zna, że Jego nie poznał. Umiłowani, teraz dziećmi Bożymi jesteśmy, ale jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Lecz wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, gdyż ujrzymy Go takim, jakim jest. I każdy, kto tę nadzieję w Nim pokłada, oczyszcza się, tak jak On jest czysty.

To namaszczenie, które mamy od Niego, poucza nas o Nim, abyśmy wiedzieli jaki jest nowy człowiek, jakie jest nowe człowieczeństwo. I my musimy dopuścić do siebie tą niesamowitą informację, że to nie jest religia, to nie jest kolejna religia. Kiedy przyszedł nowy Człowiek z nieba, nie ma już religii i my musimy przyjąć to. Nowy człowiek, to nowe człowieczeństwo w tobie i we mnie. My stajemy się cząstkami nowego Człowieka Jezusa Chrystusa. Stajemy się z charakteru, z natury cząstkami tego nowego człowieczeństwa. Uczymy się go, poznajemy go, jesteśmy coraz bardziej świadomi tego nowego Człowieka. Starego rozpatrzyliśmy w różny sposób. Paweł pisze, że tak jak byliście posłuszni staremu, tak bądźcie posłuszni nowemu człowieczeństwu, jak oddawaliście członki swoje dla grzechu, tak teraz oddawajcie dla sprawiedliwości. My potrzebujemy przedostać się przez to, bo inaczej ten cielesny człowiek będzie dręczył nas, na wszystkich zgromadzeniach będzie dręczył nas stary człowiek. Będzie się upierać, będzie się obrażać, zrażać, będzie robić cokolwiek, aby tylko odwrócić uwagę od Chrystusa na siebie. Bo tacy byliśmy – my, nas trzeba było zobaczyć, my imponujący komuś, my, pokonujący kogoś, my, lepsi od kogokolwiek tam. To potrzebne było, żeby poczuć się lepiej. Porażka, no wstyd, jak mogłem przegrać w ogóle. Tu już nie ma tego, tu wszystko całkowicie stało się nowe. I ta prawda musi się tak przedostać, że te spotkania, te nasze społeczności będą coraz bardziej płomienne, coraz bardziej rozpalone Prawdą, coraz bardziej namiętne wobec Chrystusa, coraz bardziej szczęśliwe, że możemy spotkać się, by poznać Pana. Nie odbyć akt religijny, po którym jest gorzej, niż było wcześniej. Tak jak mówiliśmy nie raz, że jeśli przychodzimy nie w taki sposób, jak chce Bóg, to odchodzimy gorsi, niż przyszliśmy i dlatego wielu żyje gorzej, niż żyło ileś lat wcześniej, bo przychodzą nie na zasadzie Chrystusa i nowego człowieka, tylko na zasadzie religii, w której zaczyna się coś takiego dziać. Religia jeszcze nikogo nie zbawiła i nie zbawi. Zbawia Jezus Chrystus.

Staliśmy się więc cząstkami nowego człowieczeństwa i to jest najważniejsze. Zobaczcie, o czym pisze Słowo Boże; ilu odpadło od nowego człowieczeństwa. Pozostają w religii ale nie mają już nic wspólnego z Chrystusem. Pan Jezus mówi w Liście do Laodycei w Księdze Objawienia: Przejrzyj i zobacz jak nisko upadłeś, jak daleko odszedłeś od tego kim cię uczyniłem, kiedy uwierzyłeś czy uwierzyłaś we Mnie. Ale jeszcze mogę cię uratować, otwórz drzwi, wpuść, a będę z tobą wieczerzał i dam ci maści, żeby znowu przejrzały twoje oczy i żebyś zobaczył, że chodzi o nowego człowieka a nie o religię. ‘Jak się masz bracie?’ ‘Dobrze’. ‘Ale jak żyje w tobie nowy człowiek?’ ‘O czym ty mówisz. To co, ja jestem złym człowiekiem?’ Widzicie, już wiem z kim mam do czynienia. Nowy człowiek nie ma problemu z odpowiedzią na to proste pytanie. Nie czuje się obrażony ani zagrożony, ani zrażony. Jest szczęśliwy, że ktoś pyta go o działanie Chrystusa w jego życiu czy w jej życiu. Czy to nie jest niesamowite szczęście, jak ktoś pyta cię o takie wspaniałe rzeczy? Chętnie odpowiesz każdemu. Gdyby ktoś spytał cię o twoje zdrowie? ‘Hm, no wiesz, zęby mnie bolały ostatnio, aj to wszystko takie, to życie w ogóle takie bolesne.’ To mam dla ciebie dobrą wiadomość, że tam nie będzie już bólu. A skoro jesteśmy jak para, która pojawia się i znika, to szybko skończy się ból i tam nie będzie już bólu. Ale tu musisz wygrać, musisz należeć do Chrystusa.

Niech Bóg pomoże, abyśmy mogli pojąć tą bardzo ważną rzecz, będziesz coraz bardziej sztywny, tak jak umiera człowiek, robi się sztywny, wcześniej elastyczny, a potem robi się sztywny. Tak samo wierzący ludzie, kiedy umierają duchowo, sztywnieją, robią się sztywni, nie są elastyczni, nie poddają się działaniu Ducha Świętego i dlatego to, co jest najlepsze, to znowu trzeba wymasować cię Prawdą, rozgrzać serce, żeby zaczęło doznawać, że nadzieja jeszcze nie skończyła się. Póki żyjesz, jest nadzieja, jest możliwość, żeby się ratować. Ale to musi być zdecydowanie Chrystus. Nie trochę lepiej, tylko zdecydowanie Chrystus, Chrystus. Paweł mówi: Macie wiarę? Bardzo dobrze, ale niech przez tą wiarę Chrystus zamieszka w sercach waszych, a wtedy poznacie najwyższe poznanie, poznacie Jego miłość do was i będziecie niesamowicie wdzięczni, że On was tak umiłował, że możecie być Jego umiłowaną cząstką, i że On ma o was takie staranie w niebie, troszczy się o was, abyście mogli przejść przez to ziemskie życie i wejść do wieczności. Kocha was i chce z wami spotkać się, kiedy wróci, żebyście byli w tej liczbie, która powstanie przy pierwszym zmartwychwstaniu. Tak Mu na tym bardzo zależy, ponieważ naprawdę miłuje. Niech Bóg pomoże i niech usuwa się to, co stare, aby było miejsce dla nowego. Co powiecie na ten temat? Z mojej strony na tą chwilę, amen.

Jan 14:23