19.06.2010 cz2 Marian Łaszewski - Wesele w Kanie Galilejskiej
Kazanie 19.06.2010 cz2
Wesele w Kanie Galilejskiej
Marian Łaszewski
Zobaczmy co się dzieje. Do stągwi jest lana woda, a później kiedy ci słudzy mają zaczerpnąć, pojawia się wino.
W Ewangelii Jana, w 7 rozdziale, od 37 do 39 wiersza czytamy, że Pan Jezus woła głośno: „A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije. Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w niego uwierzyli; albowiem Duch Święty nie był jeszcze dany, gdyż Jezus nie był jeszcze uwielbiony.” Jezus mówi, że to jeszcze nie jest ta godzina. Duch nie był jeszcze dany, gdyż Jezus nie był jeszcze uwielbiony. To jest tylko obraz tego doświadczenia, a nie samo doświadczenie.
W te stągwie jest nalana woda, ale to co się z nich zaczerpnie sprawia zadowolenie tym, którzy piją. Te kamienne stągwie nie mogły czuć w tym momencie, że napełnia je wino. Gdyby w nas nalać tak trzy wiadra wina, to byłoby nieźle, ale te stągwie tego nie czuły, a więc można było tam nalać do pełna i można było z tego zaczerpnąć. Kiedy widzimy jak Duch Święty po uwielbieniu Jezusa zstępuje na Kościół jakie tam się pojawia zadowolenie. Przecież na nich nie spłynęło wino, do nich popłynęła żywa woda z Chrystusa, ale ona rozweseliła ich serca, że byli tak szczęśliwi, że ludzie pomyśleli, że się upili młodym winem. Byli zadowoleni, zarumienieni, wiecie, jak człowiek jest szczęśliwy to się zarumienia i wygląda jakby nie wiadomo ile się czegoś napił. Ilu ludzi skorzystało z tego, że oni byli napełnieni Duchem Świętym, który jest wodą, a oni się zachowywali, jakby byli napełnieni winem? Trzy tysiące ludzi.
Bracie i siostro, czy ty wiesz jak musisz być pusty? Oni byli puści, rozumiecie? Jezus mówił: „Czekajcie tutaj, czekajcie aż przyjdzie Duch Święty”. Oni byli puści, czekali, a On przyszedł i napełnił te puste naczynia. My mamy problem, ponieważ przeciwnik chce nas napełniać czymkolwiek innym: pożądliwością, pragnieniami, marzeniami, różnymi pomysłami na życie, czymkolwiek, tylko, żeby człowiek nie był pusty. A to jest piękne kiedy jesteś pusty. Wiecie, że lepiej spotkać ciebie pustym, a nie napełnionym tym światem, ponieważ, gdy otwierasz usta, to co płynie zamiast miłości, radości i szczęścia? To wszystko pokazuje, że nie jesteśmy puści. Powinniśmy być puści, żeby Duch Święty napełniając nas, mógł nas mieć dla chwały Jezusa. Bracie i siostro, pilnuj siebie, żebyś był pusty. To nie jest wstyd dla chrześcijanina być pustym. Wstydem jest być napełnionym rzeczami tego świata. Oni stali się wrogami krzyża, bo o czym myśleli? To już przeszkadzało Duchowi Świętemu ich napełniać. Myśleli o tym, co ziemskie i Duch Święty nie mógł już ich napełniać. Czy Pan nie chce napełniać?
„Kanaan” oznacza uniżone miejsce, „Kana” oznacza trzcinę. Dziwne, że „Kana” oznacza trzcinę, a „Kanaan” oznacza niskie miejsce. I w niskim miejscu dobrze się leje wodę i jest czas, żeby mogła zamienić się w wino. Bądźmy w niskim miejscu, w uniżeniu, w świadomości, że nie żyjemy tu dla siebie, dla swoich pomysłów, wizji i swoich marzeń tylko dla Jezusa. Wtedy będziemy nisko, będziemy uniżeni i puści dla Pana. To nie oznacza, że jesteś beznadziejny, ale, że czekasz na Pana, jesteś sługą gotowym być dla Pana, dlatego jesteś gotowy na to, co On ci da. Gdy będzie komuś potrzebny chleb, to da ci chleb, tak? A gdy komuś będzie potrzebne ubranie, to da ci ubranie. Jesteś gotowy na to, co da ci Pan. Nie jesteś wymyślony przez siebie, nie masz wymyślonego chrześcijaństwa, które realizujesz, jesteś tak zagoniony, że gdy przychodzi Duch Święty i mówi, że Pan Jezus chce mieć cię do tej sprawy to ty mówisz: „Jestem zajęty, mam krowy, woły, żonę pojąłem, nie mam dziś czasu, Panie Jezu, być na Twojej uroczystości. Weź kogoś innego. Jestem tak zagoniony, że nie ma sił, już padam, a Ty coś ode mnie chcesz?”. Masz być pusty.
Stoją tam na przykład puste talerze i niech będą napełnione piachem, a ja chcę, żebyście się najedli zupy. Bierzemy te talerze z piachem i co? Lejemy zupę? Fajnie by się jadło? Nie, one muszą być puste i czyste. Czekają na swój czas. Skończyło się zgromadzenie, będzie do nich nalana zupka i będziemy sobie spokojnie jedli. Ale jeśliby ktoś przyniósł coś innego i tam wrzucił, bo widziałem też makaron z truskawkami, to będą do makaronu z truskawkami. Na jednym talerzu będzie zupka, na drugim makaron z truskawkami, a wszystko ku wspólnemu zbudowaniu. Tak chce działać Duch Święty: używać ciebie do tego, mnie do tego, każdego do czegoś. Ale musisz być pusty, gotowy na to czym Pan zechce mnie czy ciebie napełnić. Można było do tych stągwi nalać oleju, można było tam nalać różnych rzeczy.
Widzimy więc, że u naszego Pana wszystko dzieje się w porządny sposób. Pan mówi: „To jeszcze nie jest Moja godzina, ale chodź Mario, zobaczysz co się stanie.”
Pomyślałem sobie, że najlepszą rzeczą jaka może nam się przydarzyć, to być sługą. Siedzielibyśmy sobie na weselu, na uroczystości, są tutaj różne rzeczy i tak sobie siedzimy, i tak sobie rozmawiamy, i Żydzi tańczyli, bawili się, a tam dzieje się coś pięknego. Słudzy ci są w fascynującym doświadczeniu - Pan każe im nalać wody. Co sobie myśleli nie mamy pojęcia, może uśmiechali się pod nosem i myśleli sobie: „No ciekawe do czego ta woda? Czy przyjdzie jeszcze więcej gości umywać ręce, do czego ta woda jest potrzebna? Nie dość, że nie ma wina to jeszcze coś się ma wydarzyć.” I później Pan każe im zaczerpnąć tej wody i zanieść. Do kogo zanieść? Do gospodarza tego wesela. A on zupełnie nie ma pojęcia co się dzieje, nie wie o doświadczeniu, które jest na zapleczu, na sali nie wiedzą, ani na zewnątrz. Jednak słudzy wiedzą.
Był taki jeden sługa, który przeżywał olbrzymie doświadczenia, ale kiedy sobie o nim czytamy możemy zobaczyć jak ten sługa został wywyższony. Ewangelia Łukasza, 3 rozdział, wiersze od 1 do 2: „W piętnastym roku panowania cesarza Tyberiusza, gdy namiestnikiem Judei był Poncjusz Piłat, tetrarchą galilejskim Herod, tetrarchą iturejskim i trachonickim Filip, brat jego, a tetrarchą abileńskim Lizaniasz,” - same szychy tego świata - „za arcykapłanów Annasza i Kaifasza” – i szychy religijne, cała elita - „doszło Słowo Boże Jana, syna Zachariasza, na pustyni.” On był sługą. Zobaczcie jakie piękne doświadczenie. Ci wszyscy wielcy nawet nie mieli pojęcia co się dzieje, a sługa wiedział. Jak dobrze być sługą, wtedy jesteś blisko Pana i jesteś w tym, co czyni Pan. Ci, którzy uważają się za panów i myślą o sobie wysoko, to okazuje się, że nawet nie wiedzą co się dzieje. Wielu jest chrześcijan, którzy nie wiedzą co się dzieje w chrześcijaństwie. To gdzie oni są? Możemy powiedzieć śmiało: siedzą przy stołach i czekają, żeby ich obsłużono i nie mają informacji na temat tego, co Pan teraz właśnie czyni. Jeśli jednak człowiek chodzi przy Panu i ma satysfakcję z tego, że może służyć, ma zadowolenie ze służby, to dowiaduje się o następnych wspaniałych rzeczach i może być pierwszym, który widzi Pana w działaniu. Dobrze jest być w służbie, dobrze jest być w sercu sługą, który należy do Pana.
Widzimy więc, że ci słudzy byli pierwszymi, którymi Pan się posługiwał. Pan mówi do ciebie: „Idź na ulicę Prostą. Tam mam pewnego człowieka. To jest sławny morderca, rzezimieszek, który już wielu zrobił krzywdę”. „Ale Panie jak tam pójść do niego? Przecież to jest niebezpieczne, przecież właśnie przyszedł po to, żeby mnie zamordować, a ja mam sam teraz do niego iść?” Rozumiecie, to jest nielogiczne. Napełnić wodą? To już może było trochę bardziej logiczne, do tego te stągwie służyły. Ale kiedy oni to zobaczyli, stał się cud.
Wiecie, widzę tego sługę jak idzie, on widział cud i idzie z tym winem do gospodarza ze świadomością, że to był cud. Nalaliśmy wodę a ona jest teraz winem. To jest coś pięknego. Idzie z tym winem i jest cały pod wrażeniem cudu, który właśnie zobaczył, a gospodarz nie ma nawet pojęcia. Kiedy przynosi temu gospodarzowi wino, gospodarz był właśnie od tego, żeby próbować to, co jest przynoszone. Próbuje i sobie myśli: „Co to za wesele? Jeszcze nigdy na takim nie byłem. Na każdym weselu zawsze podają odwrotnie: najpierw dobre, a później, jak sobie podpiją, to złe. Co to za jest za wesele?” – myśli sobie ten gospodarz. Zaczyna się mu w głowie kręcić: „To jest jakieś inne wesele, co to jest? Wszyscy ludzie robią inaczej.” On nie wie, że to był cud, ale jest pod wrażeniem, że jest zupełnie inaczej, niż na wszystkich weselach, na których był wcześniej. I właśnie pod wrażeniem tego wypowiada te słowa. Woła oblubieńca do siebie, bo nikt tak nie robi, nikt z nas tak nie robi. Najpierw chcemy popisać się swoją religią i swoją wiarą, chcemy zademonstrować swoją cudowność, chcemy powiedzieć jak najwięcej o swoich dokonaniach, a na końcu nie mamy już co mówić i milczymy. Tak postępują ludzie. Nie, robimy odwrotnie: „ja nic wielkiego nie znaczę w tej sprawie, troszeczkę tylko”. Później jednak jak patrzysz na życie tego człowieka, ono jest całe uświęcone i ubłogosławione chwałą Jezusa. Ludzie tak nie robią, ludzie najpierw demonstrują swoją wielkość, a potem już nie ma o czym gadać. A tutaj jest zupełnie inaczej. On mówi: „Każdy człowiek” – on był na wielu weselach, to nie był człowiek, który tak nagle się zjawił, wiedział jak to prowadzić - „podaje najpierw dobre wino, a gdy sobie podpiją wtedy gorsze, a tyś dobre wino zachował aż do tej chwili.” Co sobie myśli teraz ten oblubieniec? Akcja za akcją się dzieje. Nie do końca sobie zdają sprawę z tego, co się dzieje. Nie byli na zapleczu, ale oni wszyscy wyniosą z tego pewien wniosek.
Wiecie, nie wierzę, żeby ci słudzy zamknęli buzie i nie powiedzieli o tym, co przeżyli. Niemożliwe jest żeby człowiek był przy takim cudzie, a później nic nie mówił. Tam tętniła aż cała Kana Galilejska. Oni czekali tylko komu o tym powiedzieć co właśnie przeżyli: „Laliśmy wodę, a naczerpaliśmy wina.” Wszyscy się o tym dowiedzieli.
Ale w tym momencie jeszcze nie wiedzieli, oblubieniec myśli sobie: „Ja tak nie myślałem zrobić, jak to się stało sam nie wiem, ale stało się.”
Dokonało się coś pięknego i teraz oblubieniec próbuje wina. Na weselu żydowskim było tak, że najpierw gospodarz, później oblubieniec, później oblubienica, on przekazywał dla oblubienicy, ona też piła z tego kielicha. Więc on również mógł skosztować i stwierdził, że jest wyśmienite: „Naprawdę, nigdy takiego nie miałem, skąd ono się wzięło na moim weselu nie mam pojęcia, ale cudownie, pięknie, ludzie będą wspominać to wesele.” Nawet na kartach Biblii zostaje ono opisane, gdyż potomni mają również o nim wspominać, gdyż tam Jezus uczynił pierwszy cud.
Dlaczego to był akurat pierwszy cud i to jeszcze taki? Gdyż on wskazywał na najważniejsze zadanie Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, żeby uwolnić człowieka od jego brudu, uczynić go pustym, aby następnie napełnić go ku chwale Boga, a ku zbudowaniu innych ludzi.
Po to właśnie przyszedł Jezus. Ten pierwszy cud pokazywał rzeczywistość Jego działania i Jego pracy. Jak w tym momencie czuł się Natanael? „Wszystko, co o Nim powiedziałem, było za mało. Teraz cała Kana Galilejska wie, że to co mówiłem, to była prawda, ale to jest jeszcze więcej niż mówiłem.”
Inni uczniowie, którzy byli z Jezusem myśleli sobie: „Tyle wspaniałych słów słyszeliśmy z Jego ust, mówił do nas tyle wspaniałych prawd, a teraz uczynił taki cud: z wody uczynił wino i to w jednym momencie. To jest tak dobre wino, że wszyscy możemy być dalej na uroczystości weselnej i cieszyć się pijąc to najlepsze wino.”
Jednak to najlepsze wino niczym jest, to jest tylko obraz. Tak jak niczym jest cień w porównaniu do tego, kto ten cień rzuca. Obraz to jest tylko obraz, podczas gdy ten, który jest na tym obrazie żyje i jest prawdziwy. Woda i wino pokazywały tylko obraz podczas gdy Duch Święty jest rzeczywistością uwielbionego Syna Bożego w Kościele. To jest rzeczywistość. Tam był obraz. Po tej rzeczywistości możesz zobaczyć, że pierwszy cud pokazywał prawdę. Czytamy: „Takiego pierwszego cudu dokonał Jezus w Kanie Galilejskiej; i objawił chwałę swoją, i uwierzyli weń uczniowie jego.” Jan 2,11 „Objawił chwałę Swoją” – moglibyśmy nazwać tą uroczystość weselna miejscem objawienia chwały Syna Bożego Jezusa Chrystusa. Jakież uznanie ma teraz ta uroczystość, uroczystość, na której objawiła się chwała Bożego Syna. Pierwszy raz stał się cud. Wszystko to wskazuje na piękno tej najważniejszej uroczystości, która jeszcze się odbędzie.
Pamiętaj bracie i siostro, gdy będziesz pustym dla Pana, będziesz gotowym iść na wieczność z Nim. Nie będziesz pustym dla Pana, to będziesz napełniony rzeczami świata i nie będziesz gotowy, gdy przychodzi powołanie: „Jezus nadchodzi”, ty nie będziesz przygotowany. Gdy jesteś pusty to w tobie dokonują się pewne rzeczy, które są bliskie sercu Bożemu. Gdy jesteś zapełniony rzeczami tego świata i dalej się nimi zapełniasz to nie jesteś gotowy wejść na uroczystość z Panem.
Mogę sobie określić: „Panie Jezu, Ty mnie używaj dziś tylko w tym temacie, mi się tak podoba głoszenie Ewangelii. Dla Ciebie, Panie Jezu, jestem gotowy głosić Ewangelię do końca swojego życia.” A Pan Jezus przychodzi i mówi: „A teraz Marian porąbiesz drzewo.” „Panie Jezu, te moje ręce takie są delikatne, odcisków sobie narobię, niech inny porąbie drzewo.” Czy jesteś gotowy? Nie można ustalić sobie, co będę robił od początku do końca, gdyż należymy do Pana i po każdym razie kiedy Pan uczyni w nas to, co jest Jego i mamy świadectwo, zostaje ono w nas, a to co się stało posłużyło komuś innemu. Jesteś nadal gotowy, żeby Pan cię napełniał.
Gdzie widzimy tą rzecz? W Dziejach Apostolskich, 4 rozdział, wiersze od 23 do 29 : „A gdy zostali zwolnieni, przyszli do swoich i opowiedzieli wszystko, co do nich mówili arcykapłani i starsi. Ci zaś, gdy to usłyszeli, podnieśli jednomyślnie głos do Boga i rzekli: Panie, Ty, któryś stworzył niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest, któryś powiedział przez Ducha Świętego ustami ojca naszego Dawida, sługi twego: Czemu wzburzyły się narody, A ludy myślały o próżnych rzeczach? Powstali królowie ziemscy i książęta zebrali się społem przeciw Panu i przeciw Chrystusowi jego. Zgromadzili się bowiem istotnie w tym mieście przeciwko świętemu Synowi twemu, Jezusowi, którego namaściłeś, Herod i Poncjusz Piłat z poganami i plemionami izraelskimi, aby uczynić wszystko, co twoja ręka i twój wyrok przedtem ustaliły, żeby się stało. A teraz, Panie, spójrz na pogróżki ich i dozwól sługom twoim, aby głosili z całą odwagą Słowo twoje.” Jesteśmy puści, Panie. Nie mamy w sobie nic, co by nam dało podstawę do tego, żeby się spodziewać, że to zrobimy. Tak jak Maria, przecież ona nie mogła zrobić tego wina i przyszła do Jezusa. „Panie, wiemy, że to jest dobre, ale nie mamy nic ku temu, żeby to zrobić.
„Gdy Ty wyciągasz rękę, aby uzdrawiać i aby się działy znaki i cuda przez imię świętego Syna twego, Jezusa.” Dz.Ap. 4,30 I to jest moment, gdzie to naczynie wzywa imienia Pańskiego i wie, że to Jezus jest tym, przez Którego dzisiaj przychodzę, aby tego szukać zgodnie z wolą Boga. Zobaczcie jakie to są piękne naczynia, gotowe na to, by przyjść do Pana, spodziewać się Jego działania, przyjść w słusznej sprawie. „Potrzebujemy odwagi Panie, bo mamy trzęsące się nogi, nadal boimy się stać przeciwko tym grozicielom. Boimy się i Ciebie potrzebujemy, żeby te nogi przestały się trząść i abyśmy stanowczo szli ku temu, co jest bliskie Twemu sercu. Panie Jezu, przychodzimy do Ciebie, ponieważ u Ciebie jest to, co jest potrzebne.” I co się dzieje?
„A gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże.” Dz.Ap 4,31. To miejsce się zatrzęsło i zostali napełnieni odwagą. Nogi ich były gotowe, by pójść. Cudownie – naczynia są napełnione, inni z tego korzystają. Kto mógł skorzystać z tej odwagi? Kapłani, faryzeusze, uczeni w Piśmie, którzy ich prześladowali, ci, którzy chcieli ich zabić. Czyż nie skorzystali z tej odwagi?
Stoi sobie Saul z Tarsu i patrzy jak mordują Szczepana. Widzi męża uśmiechniętego, szczęśliwego, oblicze jego jaśnieje, jest otoczony chwałą, a Paweł patrzy na niego i widzi to. Myśli sobie: „Chciałbym umierać tak szczęśliwy, a w moim wnętrzu jest to, że chciałbym czynić dobrze a nie mogę, nie umiem. Chcę czynić dobrze, a trzyma mnie się zło, Panie.” Jednak dalej jest zagniewanie na tych ludzi: „fajnie tak umierał, ale pewnie to jakiś fanatyk.” Kiedy Jezus stanął na jego drodze, to Paweł już wiedział: „Chcę być Jego fanatykiem, chcę by moje oblicze jaśniało jakbym się napił dobrego wina i najadł tłustego pokarmu, jakbym był w Tobie, Panie zaspokojony, tak moja dusza jest szczęśliwa z tego kim jesteś dla mnie Jezu”.
Wiecie, właśnie tego potrzebujemy. Boimy się być pustymi dla Pana, boimy się i chcemy koniecznie się czymś napełnić, czymkolwiek. Człowiek ma pełno książek, to książkami się napełni. Przeczytał dwadzieścia książek i czym się napełnił? Do Biblii usiądzie to zasypia. Bierze książkę i nie śpi. To jest bitwa. Ktoś nie chce, aby to naczynie było napełnione Bożym Słowem, ale pamiętaj, że kiedy karmisz się Słowem to Bóg chce używać to Słowo dla Swojej chwały. Nie do sporów, do dyskusji czy do innych rzeczy. Czy chcesz być właśnie takim człowiekiem, który przychodzi do Pana zgodnie z tym, co jest rzeczywistą potrzebą.
Pan Jezus jest z uczniami i z ludźmi, oddalony od miejscowości. I teraz Pan Jezus wie co ma zamiar zrobić. Pan Jezus chce nakarmić tych ludzi, ale do Swoich uczniów mówi: „Ludzie są głodni, trzeba ich nakarmić.” - „Panie, skąd weźmiemy tyle pieniędzy, żeby ich nakarmić i jeszcze daleko jest, żeby iść i kupić. Skąd my tyle weźmiemy, żeby nakarmić pięć tysięcy mężczyzn, a ile kobiet i dzieci jest?” Ale Pan Jezus wie co chce zrobić. „Mamy tylko tyle, Panie” – „Dajcie to”. Pan Jezus błogosławi, jedzenie się rozmnaża. Teraz ci, którzy zastanawiali się jak tu nakarmić tych ludzi, myśleli, że jest za mało pieniędzy, daleko, żeby iść i kupić to wszystko, a więc ich rozum pracuje na pełnych obrotach. Pan Jezus powiedział, że trzeba by było ich nakarmić, ale my sobie wymyślimy jak to zrobić.
Wydawałoby się, że nie byli z Panem Jezusem w Kanie Galilejskiej, wydawałoby się jakby Go nie znali. Pan ma specyficzny język. Pyta się ciebie czy mnie: „Marian, co teraz zrobimy?” Marian myśli: „Kredyt w banku by się wzięło, Pan Jezus pobłogosławi i spłacimy.” Ale Pan Jezus zadaje pytanie po to żeby wywołać we mnie reakcję: „Panie, Ty wiesz, co mamy zrobić”, tak?
Oni teraz to roznoszą i co sobie myślą? „Ci ludzie sobie myślą, że my tacy wielcy, a my jesteśmy takie głupki. Przy Panu Jezusie jak byliśmy, to zamiast ufać, że On wie co zrobić, to myśmy sobie myśleli już po ludzku co i jak zrobić. Ci ludzie mniemają, że my jesteśmy teraz tacy wielcy Jego apostołowie, chodzimy z tacami, dajemy wszystkim.” Zostali uniżeni, żeby ich pycha nie pożarła. Inni się najedli i wszystko zostało wykonane. Pan Jezus wie co robi. To jest cudowny Pan. Nawet, kiedy się ciebie pyta, to po to, żeby w tobie wywołać świadomość jak jesteś nikłym człowiekiem, że nic nie możesz. Aby, kiedy już zacznie cię używać, żebyś nie miał o sobie zbyt wysokiego mniemania - „Myśmy to własną mocą i siłą uczynili”. Piotr mówi: „Nie myśmy to własną mocą i siłą uczynili, Pan to zrobił.”
Jesteśmy więc po tej uczcie weselnej. Pierwsze – bardzo ważne żeby był tam Jezus. Drugie – ważne, że my też tam byliśmy. Trzecie – ważne, że to był ubogi oblubieniec, bo tak nie byłoby cudu. Byśmy byli jak na każdym jednym weselu, na końcu byłoby byle jakie wino. Wszyscy by wiedzieli, że tak jak wszędzie, tak i tu było. Ważne, że była tam osoba, która wiedziała do kogo ma przyjść z problemem. A więc wszyscy byli na swoich miejscach. Gospodarz też tam jest.
Po takim weselu oblubieniec i oblubienica sobie mówią: „Jakże piękne było to nasze wesele. Wszyscy będą o nim długo mówić, nawet dwa tysiące lat później. O wielu weselach nikt nie pamięta, ale o naszym będą pamiętać. Piękne wesele mieliśmy, przekroczyło tysiąclecia.”
Rodzice i rodzina myślą sobie: „Naprawdę, na tym naszym weselu wszyscy goście byli szczęśliwi, piękne wesele było.” Wszędzie indziej na końcu ludzie już sobie dogadywali, wypominali sobie przy tym złym winie swoje różne nastawienia: „A co dobrego jest w Nazarecie? A co dobrego jest w Kanie?”, a tam do końca było wesele, zadowolenie i szczęście. Goście wychodząc myśleli sobie: „Chcielibyśmy zawsze być na takich weselach, piękne było to wesele. Uczniowie myśleli: „Tam gdzie jest Jezus, tam jest radość.”
Nikt nie wyszedł bez niczego z tego wesela. Tak samo jak nikt nie wyjdzie bez niczego, kiedy należy do Chrystusa i jest tam, gdzie jest Chrystus. Chrystus daje. Na górze Pana jest zaopatrzenie. Kto należy do Jezusa, ten korzysta, ale najbardziej zadowolony jest Pan Jezus, gdyż rozpoczął Swoją służbę okazywaną też w cudach, które poruszały serca tych ludzi, ale najbardziej, że Jego Ojciec jest też uwielbiony poprzez to, że Jezus był gotowy na to, aby to uczynić.
Ogólnie mówiąc, wszyscy są szczęśliwi. Dotarła do mnie taka refleksja: Czy dzisiaj nie brakuje wpływu na nas Ducha Świętego, który rozwesela, przedłuża dalej wesele? Z trzeciego dnia, gdzie wesele mogłoby się zakończyć, idzie aż do siódmego dnia. Przedłuża nam wesele. Paweł mówi: „Powaleni, ale nie pokonani, zasmuceni, ale zawsze weseli. Radujcie się w Panu zawsze – powiadam, powtarzam jeszcze raz, pamiętajcie: Radujcie się w Panu zawsze.” Człowiek mówi: „No tak, ale jak się radować?” Bądź pusty, aby Pan się mógł tobą posługiwać. Będziesz zawsze tam, gdzie On jest i będziesz zawsze szczęśliwy.
Jeśli nie widzimy w nas, że to wesele się w nas przedłuża, jeśli widzimy, że zaczynamy wracać do starych narzekań, do starych kłopotów: „a to w tamtym kościele sami jacyś złośliwi ludzie, a w tym kościele inni złośliwi ludzie, a u nas zawsze dobrze było, a gdzie indziej jeszcze jest źle, itd.” do tych rzeczy, które dzieją się poza wpływem Ducha Świętego, jeśli widzimy, że zgorzel tego świata nas atakuje i zabiera nam to szczęście należenia do Chrystusa, wtedy widzimy, że czego nam brak? Na weselu brakowało wina, a nam Ducha Świętego. Można by tu postawić sto butelek wina, byś się najwyżej upił, ale szczęśliwy i tak byś nie był. Chodzi o szczęście, które jest szczęściem w cierpieniach i w doświadczeniach, i w śmierci nawet jest szczęściem, bo wiesz dokąd idziesz.
Jeśli doznajesz, że tego ci brakuje, to wiesz do kogo masz przyjść. Jezus mówi: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem oni będą ubłogosławieni.”
Wyobraziłem sobie każdego gościa na weselu jak jakąś myśl, a Słowo Boże mówi, że wszyscy mamy być poddani jednej myśli. Jeśli my jako myśli nie jesteśmy różni, tylko już tacy sami, wtedy jesteśmy jednakowo szczęśliwi w Jezusie. I Pan tak prowadzi gości weselnych, aby byli jednej myśli, jednego serca, żeby Duch Święty napełniający ciebie i mnie cieszył nas, krzepił i pozwalał nam przejść przez doświadczenia.
Potrzebujemy być zachowani w realności, idziemy na Ucztę Weselną, naszą Ucztę Weselną. Bracie i siostro, nie możemy wyglądać jak ludzie, którzy idą na pogrzeb. Mi nie chodzi o to, żeby się głupio śmiać, mi chodzi o to jaki jest stan naszego serca. Czy to jest stan uroczysty? My się przygotowujemy na wesele Baranka. Oblubienica Jego przygotowała się, bez Ducha Świętego jest to niemożliwe. Oblubienica musiała być pusta według ciała, żeby napełniał ją Duch, żeby ona przyoblekała się w czyste, sprawiedliwe uczynki.
Widząc to wszystko, czy możemy powiedzieć i udawać, że wszystko jest w porządku? Na przykład nalejemy soku. Zamiast wina sok. To czerwone, to czerwone, ale jedno rozwesela, a drugie nie. Nie można załatwić sobie substytutów za Ducha Świętego. Pamiętajmy o tym, że ten cud nie stał się bezcelowo.
Wszyscy, którzy wracamy do Pana, musimy wracać napełnieni żywą wodą, która ujawnia się w nas w taki sposób, że sprawia nam radość. Owocem Ducha jest radość. Niech Bóg pomoże nam, abyśmy właśnie takimi byli, żeby Chrystus napełniał nas jak te stągwie wodą, która zamienia się w radość.
Jeszcze raz – jeśli chcesz to mieć, przeczytamy to, ponieważ Duch Święty mi to przypomniał. 2 List do Tymoteusza, 2 rozdział, wiersze od 19 do 26: „Wszakże fundament Boży stoi niewzruszony, a ma taką pieczęć na sobie: Zna Pan tych, którzy są jego, i: Niech odstąpi od niesprawiedliwości każdy, kto wzywa imienia Pańskiego. W wielkim zaś domu są nie tylko naczynia złote i srebrne, ale też drewniane i gliniane; jedne służą do celów zaszczytnych, a drugie pospolitych. Jeśli tedy kto siebie czystym zachowa od tych rzeczy pospolitych, będzie naczyniem do celów zaszczytnych, poświęconym i przydatnym dla Pana, nadającym się do wszelkiego dzieła dobrego. Młodzieńczych zaś pożądliwości się wystrzegaj, a zdążaj do sprawiedliwości, wiary, miłości, pokoju z tymi, którzy wzywają Pana z czystego serca. A głupich i niedorzecznych rozmów unikaj, wiedząc, że wywołują spory. A sługa Pański nie powinien wdawać się w spory, lecz powinien być uprzejmy dla wszystkich, zdolny do nauczania, cierpliwie znoszący przeciwności, napominający z łagodnością krnąbrnych, w nadziei, że Bóg przywiedzie ich kiedyś do upamiętania i do poznania prawdy i że wyzwolą się z sideł diabła, który ich zmusza do pełnienia swojej woli.” Wszyscy ci ludzie, którzy nie chodzą szczęśliwi w Panu, są zniewoleni przez diabła i skrępowani. Nie mogą być z Panem w tym miejscu, gdzie On działa. Jakie to jest straszne, gdy nie można być z Panem w miejscu Jego chwały. Wystrzegajmy się tych rzeczy.
Nie myśl sobie, że możesz robić sobie głupie rzeczy, żyć głupio, a Pan cię będzie napełniał. Takie naczynia napełnia kto inny próbując mistyfikować napełnienie Pana, ale tam nie ma świętości, nie ma radości, miłości, pokoju, wstrzemięźliwości, łagodności, nie ma, nie ma, nie ma, dlatego, że jest złośliwość, kłamstwo, obmowa, chamstwo i inne takie rzeczy. Nie ma tam tego, co jest w Duchu Świętym. Opróżnij siebie jako naczynie z tego wszystkiego przez krzyż, a zobaczysz jak to się napełni, prawda? To, co uniżone napełni się, opróżnij to tylko przez krzyż. Weź na siebie swój krzyż, opróżnij. Niech to będzie usunięte, a będziesz do celów zaszczytnych.
Niech Bóg pobłogosławi w tym, żeby pamiętać o tym w imieniu Jezusa, Jemu chwała. A komu brakuje niech prosi. Jest napisane, że jeśli prosisz Boga o chleb, to nie da ci kamienia, a o jajko, to nie da ci węża. A co ci da? Jeśli prosisz zgodnie z Jego wolą, poddając się krzyżowi, to On da ci Swego Ducha, bo On daje Ducha Swego posłusznym synom i córkom, dla naszego dobra.
Gdyby wlał rzeczywiście Swego Ducha Świętego, przypomnijcie sobie króla Saula. Ten człowiek był napełniony Duchem Bożym, ale kiedy zaczął grzeszyć i grzech napełnił jego wnętrze wtedy Duch Boży odszedł od niego i przyszedł jaki duch? Też od Boga, ale zły. Można powiedzieć, że duchowość tego człowieka pozostała. To był duchowy człowiek, tylko duch, który go prowadził już był inny, był już inny kierunek prowadzenia.
Dlatego Boży człowiek, który został napełniony Duchem Świętym musi uważać, żeby się nie stała zamiana. Pilnuj się, troszcz się o swoje szaty, każdy z nas musi pilnować. Nie możemy być głupcami, którzy chodzą sobie lekceważąco po tym świecie, zajmują się czymkolwiek co im wpadnie w ręce, albo tym, albo tamtym. Musisz rozsądzać, czy to, czym się zajmujesz jest bliskie sercu Pana. Czy w rzeczywistości nawet szklankę wody pijesz dla Jego chwały, a nie dla własnej pazerności? To jest bardzo ważne, niech Bóg nam pomoże. Niech krew Syna Bożego oczyszcza nas, gdyż dobrze, żebyśmy byli dla Pana, do celów zaszczytnych. Dobrze, żebyśmy wszyscy byli dla Pana, żebyśmy wszyscy mogli wejść do Jego wieczności, bo to są naczynia Jego świątyni. On zabiera Swoje naczynia. To jest Jego własność. Jemu chwała za to w imieniu Jezusa. Amen.

