14 06 2025 wieczorne Marian – Cel Boży dla nas i działanie zgodne z tym celem cz 2
14 06 2025 wieczorne Marian – Cel Boży dla nas i działanie zgodne z tym celem cz 2
Bardzo mnie to cieszy że możemy być razem przed Bożym Obliczem, bo to jest szansa na to, że będziemy rozumieć co wydarzyło się na tej ziemi i będziemy zdawać sobie sprawę z tego, że to jest bardzo poważna sprawa, żeby się tam dostać, bo w domu Ojca nie będzie już nic poprawiane, nic nie będzie zmieniane. Jeśli wiemy, że cokolwiek mamy zmienić, to musimy zrobić to teraz tutaj. Dla mnie i dla ciebie to jest właśnie dobry czas na to, by to zmieniać i żeby tu był Pan, i żeby tu była chwalebna uroczystość, żeby młodsi uczyli się od starszych co to znaczy należeć do Boga, co to znaczy pokonywać przeciwności, co to znaczy okazywać w przeciwnościach to, co chce Pan, mimo przeciwności, żeby to nie przeciwności rządziły nami, ale Chrystus w przeciwnościach. Mamy bardzo dużo przeciwności, które musimy pokonywać i niektóre tworzymy sobie sami, niektóre są rzeczywiste i w tych rzeczywistych tak naprawdę przechodzimy próbę.
Ewangelia Jana 17 rozdział. Jesteśmy wdzięczni Bogu za to, że dał Janowi spisać tą modlitwę Pana Jezusa Chrystusa, gdyż czytając tą modlitwę możemy zobaczyć w jaki sposób Pan Jezus modlił się do Swojego Ojca, jak Pan Jezus rozmawiał ze Swoim Ojcem. To nie była jakaś pusta mowa aby wypełnić czas. To była konkretna sprawa, konkretna rozmowa na konkretny temat. Pan przytaczał konkretne wartości i w ten sposób rozmawiał ze Swoim Ojcem. A skoro my mamy być w Duchu Chrystusowym, to nasze modlitwy też muszą być konkretne, prawdziwe, realne, rzeczywiste. To nie może być, że człowiek mówi i nie wie, co mówi, tylko musi być to coś, co łączy się naprawdę z tym, z czym mamy do czynienia. I kiedy czytamy tą modlitwę Pana Jezusa, widzimy, że to jest niesamowita łaska, że możemy być współudziałowcami tego, i że tam Jezus Chrystus modlił się również o mnie i o ciebie, żebyśmy nie należeli do świata, ale do Boga. I żebyśmy byli jedno, co jest wbrew wszelkiej ludzkiej logice, bo człowiek nie lubi być jedno z innymi, lubi jak inni są jedno z nim, z nią, ale nie on z kimś, ona z kimś, tylko ktoś z tą osobą jedno. Nie jedno według twojego, tylko jedno według mojego. Co więc człowiek to tak, ale nie według twojego, bo to już jest ujma.
Tu mamy wszyscy rozwiązanie tematu – nie według naszego, tylko jedno według Bożego. Odebrano nam już więc wszystkim prawa do tego, żeby ktokolwiek z nas mówił, że według mojego jedno, tylko jedno według tego jak Syn z Ojcem są jedno. Do tej jedności więc zostaliśmy wprowadzeni i o tą jedność dla mnie i dla ciebie modlił się Jezus Chrystus, abyśmy byli jedno, jak Syn z Ojcem są jedno. Wiemy, że w tej jedności Ojciec jest Głową, Syn jest Tym, który wypełnia wolę Ojca. Potem w jedności, którą my mamy w Chrystusie, On jest Głową a my wypełniamy rozkazy Syna i to jest dobra jedność, bo On rządzi a my wypełniamy zadania. Wtedy jesteśmy całkowicie swobodni, ponieważ nie czynimy tego, co chcemy, ale czynimy to, co chce Pan, a On zawsze chce to, co chce Ojciec.
Kiedy mamy dostęp do tej modlitwy, zdajemy sobie sprawę, że bierzemy udział w czymś niesamowitym. Bo to jest niesamowite. Kiedy słuchamy naszych modlitw, one są różne, takie czy inne. Potem obserwujemy życie modlących się; to życie też jest takie lub inne, różnie to wszystko wygląda. Ale kiedy słyszymy modlitwę Jezusa i patrzymy na Jego życie, tam jest pełna zgodność. On jest prawdziwy w tej modlitwie. Nie ma próby modlitwy, tam jest prawdziwa rozmowa. I to jest coś, co Ojciec bardzo chce. On chce, żebyśmy modlili się w duchu i w prawdzie, żeby to była prawdziwa rozmowa. Nie pod publiczkę, nie po to, żeby ktoś usłyszał, nie dlatego, żeby ktoś pomyślał: O, fajnie pomodlił się, czy pomodliła się, ale normalna rozmowa. A my musimy zrozumieć, że nie modlimy się do siebie, tylko modlimy się do Boga. Nie nam jest rozsądzać modlitwę kogoś, tylko Bóg będzie rozsądzał czy to była modlitwa do Niego skierowana, czy modlitwa nie do Niego skierowana; tylko człowiek pomodlił się.
Ew. Jana 17, 1: „To powiedział Jezus, a podniósłszy oczy swoje ku niebu rzekł: Ojcze! Nadeszła godzina; uwielbij Syna swego, aby Syn uwielbił ciebie”, Podniósłszy oczy ku niebu. Kiedy czytamy List do Kolosan 3,1-4: „A tak, jeśliście wzbudzeni z Chrystusem, tego co w górze szukajcie, gdzie siedzi Chrystus po prawicy Bożej; O tym, co w górze, myślcie, nie o tym, co na ziemi. Umarliście bowiem, a życie wasze jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu; Gdy się Chrystus, który jest życiem naszym, okaże, wtedy się i wy okażecie razem z nim w chwale”. Jezus podniósł Swoje oczy ku górze. Apostoł uczy, że gdy stajemy przed Bogiem, to mamy myśleć o tym, co w górze, mamy podnosić swoje głowy ku górze. Nasze serca muszą być poniesione ku górze. Kiedy spotykamy Mojżesza w modlitwie i widzimy jak ten lud walczy z Amalekiem, a Mojżesz jest u góry i kiedy on ma podniesione ręce ku górze, to na dole jest zwycięstwo.
Co ty robisz, kiedy się modlisz? Czy to jest ważne, gdzie patrzą twoje oczy? Czy to jest ważne, czy twój umysł jest w górze? Czy twoje życie jest w górze? Czy ty już siedzisz po prawicy Boga w Chrystusie? I wiesz, że modlisz się do Tego, który jest twoim wiecznym życiem na ziemi? Rozmawiasz ze swoim Zbawicielem. Jakież to jest uwolnienie od naszego ja. My cały czas mamy obawy jak nas ludzie ocenią. Jesteśmy skrępowani tymi strasznymi obawami. Boimy się, że moglibyśmy źle wypaść, że może to będzie źle wyglądało w czyichś oczach. Ogólnie, albo fantazjujemy, albo obawiamy się, jedno z dwóch. A rzadko jesteśmy spokojnie świadomi z Kim rozmawiamy. Jak ważne jest to, czy rozmawiamy z Nim szczerze, bo On szczerych przyjmuje, z nieszczerymi inaczej się obchodzi. Mamy więc – myślcie o tym, co w górze, podnieście swoje oczy ku górze. Wszędzie kiedy spotykamy modlitwy Ezdrasza, Nehemiasza, Daniela, oni wszyscy podnoszą swoje oblicza ku górze. Oni wszyscy patrzą w otwarte niebo, wiedzą, że modlą się do tego, który jest ponad wszystkimi niebiosami, Który ogarnia Sobą wszystko. Oni zdają sobie sprawę z Kim mają do czynienia. I kiedy później przychodzi posłaniec od Boga, mówi do Daniela: Danielu, zostałeś wysłuchany, Bóg posyła ci odpowiedź.
Wiecie, jak byśmy chcieli modlić się tak normalnie, to jak musimy uwolnić siebie nawzajem od lęków i od obaw. Jak ja muszę dać ci ten komfort, żebyś ty mógł, mogła spokojnie pomodlić się przy mnie, i żebyś wiedział, że ja nie jestem krytykiem, nie jestem tym, który będzie oceniać, że możesz wylać swoje serce, bo stajesz przed Bogiem. Rozumiesz, gdyby otaczało cię stado demonów i ty rozmawiasz z Bogiem, i oni kpią i szydzą z twojej modlitwy, a ty zdajesz sobie sprawę, że rozmawiasz z Bogiem, i dalej będziesz rozmawiać z Bogiem, to znaczy, że wygrałeś, wygrałaś bitwę. Ale straszne jest to, kiedy to ludzie stają się blokadą. Pamiętam jak dziś, kiedyś już opowiadałem to, że kiedyś w czasie zgromadzenia wylałem serce przed Bogiem, modliłem się i po tej modlitwie podszedł pewien brat i powiedział: Ty nie możesz tak modlić się. To znaczy, że wszystko musi być odegrane, wszystko musi być sztuczne, człowiek nie może modlić się do Boga według tego w jakim jest stanie przed Bogiem, tylko musi grać rolę przed innymi ludźmi. My zmuszamy się do aktorstwa i wymuszamy, żeby odgrywać rolę, dlatego apostoł Paweł wołał do Tymoteusza: Ty nie graj roli, ty nie daj zdobyć się tym ludziom, żebyś musiał mówić to, co im się podoba, tylko ty mów to, co Bóg chce, żebyś mówił. Musisz wygrać tą bitwę o swoją modlitwę do Boga, musisz odpocząć i móc szczerze porozmawiać z Bogiem. Nie musi to być długa modlitwa, nie musi to być krótka modlitwa, ale będzie to modlitwa, w której ty powiesz to, co masz powiedzieć przed Bogiem. Tu czytamy dłuższą modlitwę Pana Jezusa Chrystusa. On modlił się jeszcze dłużej, ale nie widzimy tutaj, żeby On powtarzał, powtarzał i powtarzał. On rozmawia ze Swoim Ojcem o ważnej sprawie dla Niego – co z nami będzie, kiedy On pójdzie już do Ojca i mówi: „Ojcze, zachowaj ich od zła tego świata. Nie proszę Cię, żebyś zabrał ich z tego świata, ale żebyś ich zachował.”
Co by było, gdybyśmy my tak myśleli w sercach swoich wszyscy razem: Boże, my wiemy, że zostawiłeś nas tu w świecie, ale zachowaj nas od tego świata, od lęków, obaw, od myślenia, że ja muszę zrobić coś, żeby to się wszystkim podobało, że nie mogę być prawdziwy, tylko muszę być jakiś tam, jakaś tam. Prawdziwy, to nie znaczy ordynarny, chamski czy chamska. Prawdziwy to znaczy prawdziwy. Taki jaki jestem, oto przychodzę, Boże, gotowe jest serce moje, Panie. Jak my będziemy w niebie modlić się do Ojca? Wiecie, że tam już nie będzie żadnego problemu? Tam nie będzie nikogo, kto by patrzył się na ciebie dziwnie, gdy będziesz się modlił. Tam wszyscy będą modlić się dokładnie tak samo jak ty, bo będziemy wszyscy mdlić się razem tymi samymi słowami. To będzie niesamowite, bo to będzie prawdziwa rozmowa z Bogiem. Kiedy nawracaliśmy się, nauczyliśmy się rozmawiać i to było piękne, rozmawialiśmy z Bogiem. Potem będąc z wierzącymi ludźmi, uczyliśmy się jak rozmawiać z Bogiem, żeby to było teologicznie dobrze rozbudowane; i już przestaliśmy rozmawiać z Bogiem, i może do dzisiaj nie rozmawiamy z Nim. Może trzeba wrócić z powrotem do pierwszej miłości, do pierwszego bycia z Bogiem, do rozmawiania z Nim naprawdę o tym, co jest ze świadomością, że On chce odpowiedzieć na modlitwę i dać ci to, o co prosisz. Żeby nie prosić na wyrost, bo gdyby mi to dał, to od razu wołałbym: Panie zabierz; tylko w rzeczywistości według tego, co doznaję teraz, że dobrze by było, gdybyśmy wszyscy byli jedno w Panu.
„Rzekł: Ojcze! Nadeszła godzina; uwielbij Syna swego, aby Syn uwielbił ciebie; Jak mu dałeś władzę nad wszelkim ciałem, aby dał żywot wieczny tym wszystkim, których mu dałeś” Ew. Jana 17,1.2. Jestem w stu procentach przekonany, że Ojciec dał mnie Synowi, to jest niesamowita świadomość. A Syn nigdy nie marnuje tego, co Ojciec Mu dał; Ojcze, Ja tego nie zmarnuję, ale wykorzystam wszystko, aby to, co mi dałeś doprowadzić do wieczności. Chwała Bogu! I Jezus jest sto procent pewny. Na Nim jeszcze nikt nie zawiódł się, ale On potrzebuje ciebie naprawdę. Nie daj się wrobić w sztuczne, nieprawdziwe chrześcijaństwo. Nie daj się zwieść i oszukać, że jesteś sztucznym, nieprawdziwym, przestań w ogóle o tym myśleć. Zacznij myśleć o Bogu, o tym, co w górze. Pomyśl o tym, który umiłował cię i posłał do ciebie Syna. Myśl o Bogu, który umiłował cię przed założeniem świata, żeby dać ci Swojego Syna, dać ci prawdę, dać ci zbawienie.
„A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś.”17,3. To jest życie wieczne, abyśmy poznawali Boga. To jest nasze główne zadanie, o tym mówimy w zgromadzeniu. My nie chcemy wprowadzać tutaj jakichś reguł, zasad, cokolwiek. Ty możesz w każdej chwili stąd odejść, możesz pójść gdziekolwiek chcesz. Nikt nie założył ci więzów, nie skrępował cię, nie kazał pisać ci zobowiązania, że jak będziesz odchodzić, to musisz zapłacić milion złotych, czy cokolwiek. I ty musisz tu być, bo nie masz miliona złotych, a więc jak zapłacisz te milion złotych, to musisz tu być, nie masz wyjścia. Nie ma takich zobowiązań, w każdej chwili możesz sobie pójść, odejść, wstać, wyjść, co chcesz, możesz zrobić. Nie czujesz chyba, że ktoś cię tu skrępowuje, związuje, nakłada na ciebie jakieś więzy zobowiązań, ślubowań, czy innych rzeczy. Ale jeśli jesteś tutaj, to bądź już dla tej głównej zasady, żeby się tu uratować, żeby być ze sobą tak blisko, żebyśmy mogli być swobodni i spokojni wobec siebie nawzajem. To nie jest łatwe, mówię wam, bo jednakże wróg bardzo się temu sprzeciwia. On cały czas chce sztuczności, nienaturalności. I my w pewnym momencie sami wiemy, że gdy gramy rolę, czujemy się głupio, nienaturalnie. Sami mamy do siebie żal; po co ty to robisz, przecież to nie jest potrzebne. Jezus nie mówił w ten sposób: Chodźcie, chodźcie, posłuchajcie jak Ja teraz się modlę. On rozmawiał z Ojcem: „Ja cię uwielbiłem na ziemi; dokonałem dzieła, które mi zleciłeś, abym je wykonał; A teraz Ty mnie uwielbij, Ojcze, u siebie samego tą chwałą, którą miałem u ciebie, zanim świat powstał” 17,4.5. Ja wykonałem to, co Ty chciałeś, Ojcze, na tej ziemi. Cała Twoja wola wobec tych ludzi dopełnia się i pójdę umrzeć za ich grzechy, abyś mógł mieć ich dla Siebie. Potem, pamiętacie Księgę Objawienia, gdy całe niebo jest rozradowane.
Mamy niesamowitą szansę być sobie bliskimi ludźmi, kiedy zostawimy to swoje sztuczne, dziwne ja, które stale ma swoje zamknięcia, swoje drzwi i nie pozwala nikomu, żeby za bardzo zbliżyć się. Grzech kiedyś rozdzielił nas, Ofiara Jezusa złączyła nas. Korzystajmy z tej Ofiary, abyśmy byli razem, jedno.
„Objawiłem imię twoje ludziom, których mi dałeś ze świata; twoimi byli i mnie ich dałeś, i strzegli słowa twojego.”17,6. Pamiętacie jak wczoraj mówiłem wam, że mamy zanurzać się w świętość Chrystusa, z każdym dniem naszego życia być głębiej w kosztowności Chrystusowej świętości, miłości, pokoju, radości, społeczności z Ojcem. To jest to najwspanialsze, co mogło spotkać nas tu na ziemi. Nikt nie jest panem nad tobą ani nade mną. Jeżeli tu jesteśmy to tylko dlatego, że chcemy tu być, że chcemy poznać Pana, chcemy uratować się. Dziwne byłoby gdybym miał jakieś żale do ciebie albo ty do mnie. Bo po cóż i o cóż? „Teraz poznali, że wszystko, co mi dałeś, od ciebie pochodzi;” 17,7, że to wszystko jest od Ojca. Czy doznajesz tego niesamowitego pozwolenia na to, by móc dzisiaj po tylu latach czytać Słowa, które wypowiedział Pan Jezus? Pan Jezus mówi, że Ojciec Mnie zawsze wysłuchuje, to znaczy, że też tego wysłuchał: „Ojcze, aby oni byli jedno, jak My jedno jesteśmy”.
W zeszłą sobotę zrobiliśmy taki niesamowity krok ku temu, żeby powiedzieć sobie: To ja jestem winien, ja jestem winna, że do tego czasu nie dostajesz ode mnie więcej z tego, co przyszło w Chrystusie. Gdzieś zaniedbałem czas, zaniedbałam, może gdzieś uwikłałem się, uwikłałam, może zająłem się nie tymi sprawami i straciłem czas swego nawiedzenia. I zamiast przyjść i dać ci więcej tego, co z Chrystusa, to przyszedłem i dałem siebie, swoje niepewności, lęki, obawy, niedowiarstwo, zniechęcenie, cokolwiek, co można wziąć z człowieka. I nasyciłem ciebie smutkiem a nie radością. A powinienem sprawiać ci radość swoim życiem. Powiedzieliśmy sobie, że chcemy to zmienić. Nie chcemy w ten sposób, chcemy więcej Chrystusa dać sobie nawzajem. Nie chcemy być oskarżycielami braci, sióstr. Oskarżyliśmy samych siebie i uznaliśmy, że my musimy więcej kosztować z Chrystusa, żeby więcej móc dać innym tego Chrystusa. Nie interesuje nas zwada, spór, demonstrowanie niezależności, pokazywanie swego ja. To nie interesuje nas, bo to zabiera nam tak cenny czas. Mamy wyliczony czas. Wiecie o tym, że Bóg wyliczył tobie i mnie czas na ziemi. On wie ile masz jeszcze tego czasu, ile ja mam. Głupio byłoby stracić to na jakieś bezsensowne szamotanie się. Jeżeli cokolwiek chcemy zrobić, to musimy wiedzieć, czy to jest dobre, czy to jest potrzebne i na dzisiejszy czas jest to przydatne.
Dlaczego Jezus modli się w ten sposób, kiedy kończy Swoje zadanie na ziemi? On zamyka temat. On niedługo pójdzie wstawiać się tam za nami do Ojca. Ale On chce, żebyśmy wiedzieli co Go interesowało tu na ziemi względem ciebie i mnie. Interesowało Go, żebyśmy byli jedno jak On z Ojcem jest jedno, że po to zapłacił najwyższą cenę, żebyśmy mogli wspólnie radować się jednym Chrystusem. Słyszeliśmy ile razy Ojciec odpowiadał Synowi: Ojcze, wysławiam Cię, że objawiłeś to prostaczkom, nie jakimś mądrym. Ojciec odpowiedział: Wysłuchałem Cię i jeszcze Cię wysłucham, jesteś Moim Umiłowanym Synem. Chcielibyśmy złamać to, co? Złamać ten opór ciała, złamać te obawy, lęki, te blokady, przemyślenia. Chcielibyśmy być tak razem, jak pierwszy Kościół był razem, kiedy oni mieli wszystko jedno i wstydzili się nawet nazywać coś swoim. Byli szczęśliwi gdy razem mogą być przed Bożym Obliczem, spotykali się, radowali się. I widzimy co tam wkroczyło. Co wkroczyło? Wkroczyła ludzka niesprawiedliwość. W Ciele Chrystusa zaczęły się podziały. Ci uważali za swoich tych, którzy są według narodu swoi, a tamci uważali za swoich tych, którzy według ich narodu są swoi. I nastąpiło starcie. Bo ci bardziej zwracali uwagę na tych, którzy są z ich narodu, kiedy dzielili pokarm, a pomijali tych, którzy nie byli z tego narodu. Zaczęły się więc podziały. Diabeł już zaczął im mącić w głowach.
Czy ty wiesz, że to, co ty zainwestujesz w to zgromadzenie, to inwestujesz w wieczność? To co tu dajesz, albo przeniesie cię do wieczności z Bogiem, albo odetnie cię od wieczności z Bogiem. Pamiętacie co Pan Jezus powiedział, że to, co dałeś jednemu z tych najmniejszych, to Mnie to dałeś, a co nie dałeś, to Mnie nie dałeś. A więc albo dajemy albo nie dajemy. Mamy olbrzymią szansę, by wygrać. Tu potrzeba rozumu. Tu nie są potrzebne emocje; ‘jak będę miał emocje, to wtedy coś zrobię’. To nie emocje, tu jest normalne wyliczenie. Jak jedzie na ciebie pociąg i wesz, że się zbliża, to wiesz że szybko musisz zdążyć, działa więc wyliczenie. Nie tak, że nie mam odpowiednich emocji, tylko momentalnie przemieszczasz się, bo nie chcesz, żeby nastąpiło zderzenie z tobą. Kiedy widzisz, że na coś musisz zdążyć, starasz się, żeby zdążyć, nie czekasz na emocje. Nie musisz czekać na emocje, bierzesz się i robisz to po prostu, czynisz to, co wiesz, że masz czynić. Apostoł mówił, że to, co wiecie, czyńcie. Jest szansa, żebyśmy się uratowali. Ale my nie możemy stracić rozumu, który przyniósł do nas Chrystus i zacząć szamotać się w emocjach, w myśleniu takim czy innym. Wszystko, co sprzeciwia się Bożemu porządkowi w tym zgromadzeniu, sprzeciwia się Panu, bo On ustalił porządek. Jeżeli toczy się walka przeciwko temu porządkowi, to już człowiek przegrywa, bo stoi w złej sprawie.
Wiemy, że pięknie jest, kiedy człowiek jest taki wdzięczny, zadowolony, że może być w zgromadzeniu Bożych ludzi, którzy wspólnie cieszą się tym, co jest święte, co sprawiedliwe. Doznaliśmy dużo uderzenia od wroga, dużo z nas zostało sponiewieranych przez tych, którzy pogubili się; może do dzisiaj też poniewierani. Ale Pan Jezus powiedział, żeby modlić się za tymi ludźmi, żeby o ile możliwe, Bóg dał im pokutę, upamiętanie, a samemu dalej czynić to, co wiemy, że mamy czynić; niezależnie od tego. Szkoda, bo to jest przykre, a chcielibyśmy mieć święte relacje z wierzącymi. Zobaczcie, tylu jest wierzących, a wyzywają się od diabłów, od różnych. Pana Jezusa już wyzywali wierzący ludzie w ten sposób. Pan Jezus mówi, że skoro Mnie to mówili, to i wam będą to mówić. Toczy się to cały czas. Przyjeżdżamy tutaj, żeby chwalić Boga, nie żeby emocjonalnie pokazać. Przyjeżdżamy tu po to, żeby razem stanąć przed Bożym Obliczem, szczerze porozmawiać z Nim, więcej skosztować z tego czym On nas chce dzisiaj obdarzyć i przez to więcej móc dać sobie z tego dobra.
Kiedy czytam tą modlitwę Pana Jezusa, widzę jaki On jest konkretny, jak On dokładnie wie, co potrzebujemy. Dlatego zdajemy sobie sprawę, że tych naszych spotkań jest coraz mniej i każde jest ważne, bo zostało zapłacone Ofiarą Jezusa. Tak że ono nie może być bezwartościowe. Ono musi mieć wartość wieczności, musi mieć przesłanie wieczności i musi mieć zrozumienie, że bierzemy coś, co wprowadza nas do wieczności. Pan Jezus kończy tą modlitwę: „Ojcze! Chcę, aby ci, których mi dałeś, byli ze mną, gdzie Ja jestem, aby oglądali chwałę moją, którą mi dałeś, gdyż umiłowałeś mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! I świat cię nie poznał, lecz Ja cię poznałem i ci poznali, że Ty mnie posłałeś; I objawiłem im imię twoje, i objawię, aby miłość, którą mnie umiłowałeś, w nich była, i Ja w nich. ”17,24-26.
Spodziewam się, że ta wysłuchana modlitwa to, że miłość jest już dla nas wymodlona przez Pana, że On już wymodlił ją dla mnie i dla ciebie, abyśmy nawzajem miłowali się tak jak Ojciec miłuje Syna, jak Syn miłuje Ojca. My tylko mamy być otwarci na to, aby to mogło napełniać nas, żebyśmy nie dali diabłu zarzucić się złymi nastawieniami, pomówieniami, oskarżeniami, różnymi rzeczami, żebyśmy nie dali oddzielić się od miłości. To jest nasze zadanie, by nie pozwolić diabłu, żeby pobudował jakieś rzeczy w nas, które zamkną dojście tej miłości, którą wymodlił dla nas Jezus Chrystus. W Liście do Rzymian Paweł wyraźnie pisze, że nadzieja nie ustaje, gdyż miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który jest nam dany. Nadzieja nie zawodzi. Miłość więc została wymodlona. Ja nie muszę starać się o miłość ani ty. Mamy tylko starać się o to, by nic nie przeszkodziło tej miłości przebywać w nas. Dlatego to oczyszczanie się, uświęcanie jest konieczne. To z czym wróg przychodzi, w jaki sposób próbuje nastawiać, jak próbuje usztywniać, jak próbuje poluzowywać, cokolwiek, to musimy dać pełny odpór diabłu. Jestem tu by cię miłować, a nie po to, żeby cię znosić, żeby jakoś z tobą trochę wytrzymać i być szczęśliwym, że w końcu pojechałeś, pojechałaś sobie i już mam spokój. Kolejne zgromadzenie zakończyło się. To będzie tragedia. Ale kiedy kończy się zgromadzenie i myślę kiedy będzie kolejne, żeby znowu cię zobaczyć, chociaż dałeś mi w kość na tym zgromadzeniu, to znaczy, że cię miłuję a ty mnie. I to kolejne zgromadzenie będzie wyrazem tego, że ta wymodlona miłość złączyła nas, że to Jezus wymodlił tą jedność dla mnie i dla ciebie, dlatego wygrywamy, bo Jego modlitwa dalej ma znaczenie przed Obliczem Ojca: Ojcze, Ty zachowaj ich od zła tego świata.
List do Rzymian 1, 1-:4 „Paweł, sługa Jezusa Chrystusa, powołany na apostoła, wyznaczony do zwiastowania ewangelii Bożej, Którą [Bóg] przedtem zapowiedział przez swoich proroków w Pismach Świętych o Synu swoim, potomku Dawida według ciała, Który według ducha uświęcenia został ustanowiony Synem Bożym w mocy przez zmartwychwstanie, o Jezusie Chrystusie, Panu naszym,” Który według Ducha uświęcenia został ustanowiony Synem Bożym. Według tego samego Ducha uświęcenia ustanowiony synem Bożym, ustanowioną córką Bożą jesteś ty, jeżeli jesteś w Duchu uświęcenia. Bez Ducha uświęcenia nie możesz być dzieckiem Bożym, bo dzieci Boże nie grzeszą. Przez Ducha uświęcenia musi być postawiona pieczęć na tobie i na mnie, że będziemy prowadzili życie godne Boga. To jest bycie synem, córką Boga. Przez Ducha uświęcenia, nie przez ducha różnych języków, darów, czy innych rzeczy, tylko przez Ducha uświęcenia. Bo mieli różne dary, a byli totalnie zagubieni. To musi być Duch świętości, Duch świętego Chrystusa napełniający ciebie i mnie, oddzielający nas od cielesności, od szukania własnej chwały, od zabiegania o to, żeby ludzie mnie jakoś widzieli w ten czy inny sposób.
Im bardziej będziesz bliski Chrystusowi, tym bardziej ludzie będą nastawiani przeciwko tobie, bo wróg będzie cię nienawidzić. I kogo będzie mógł użyć, to będzie próbował użyć, żeby zatrzymać cię w tym, co dzieje się w tobie teraz. Próbował tak z Panem Jezusem. Pan mówi o krzyżu, a uczniowie mówią kto, gdzie będzie siedział, kto będzie większy. Pan mówi o Swojej Ofierze, a Piotr doradza, że to na Niego nie przyjdzie. Ten sam Duch uświęcenia musi uczynić to ze mną i z tobą. Pan Jezus powiedział: Narodzeni z wody i z Ducha; inaczej nie ma jak wejść do Królestwa Bożego. Musi więc być Duch oddzielenia nas od ducha tego świata. Duch Boży musi oddzielić nas od ducha tego świata poprzez świętość Bożego Syna. Synami i córkami stajemy się poprzez uświęcenie, poprzez uczynienie nas świętymi. „Świętymi bądźcie, bo wasz Ojciec jest Święty.” I tu masz Syna. Niesamowite zwycięstwo Syna.! To On jest Święty, a ten Duch uświęcenie to jest Duch, przez którego Jezus Chrystus złożył Siebie Bogu na Ofiarę, przez Ducha wiecznego. Jeżeli ten Duch działa na mnie i na ciebie, to my tu jesteśmy z powodu Chrystusa, a jeżeli nie działa, to my jesteśmy z innych powodów. Musi więc działać w nas Duch uświęcenia, żebyśmy byli tutaj z tego samego powodu, z powodu Chrystusa Jezusa, aby do Niego należeć, poznawać Go, przychodzić do Niego przed Oblicze Ojca. I wszystko musi być prawdziwe. Nic nie może wydarzać się w formie emocjonalizmu. Wszystko musi być prawdziwe. Nie wiem czy próbowałeś kiedyś jeść zupę widelcem. Można. Pewnie długo będzie to trwało, nie wiem jak z tym miękkim, bo z tym twardym to jakieś ziemniaki powybiera się, ale z tym miękkim, to będzie trudniej. Ale po co się tak męczyć, skoro można wziąć łyżkę. Po co ciałem czerpać coś, skoro i tak to przeleje się, skoro można przez Ducha Świętego. Mamy więc Ducha Świętego, by przez to być Bożymi dziećmi i przez to być razem w społeczności jako jedno, w jednym Duchu.
Rzymian 1,5: „Przez którego otrzymaliśmy łaskę i apostolstwo, abyśmy dla imienia jego przywiedli do posłuszeństwa wiary wszystkie narody,”
Ewangelia Łukasza 1 rozdział, wiersz 35. Czytamy tu o Pierworodnym Synu Bożym, Jezusie Chrystusie Panu naszym. „I odpowiadając anioł, rzekł jej: Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego zacieni cię. Dlatego też to, co się narodzi, będzie święte i będzie nazwane Synem Bożym.” Inaczej możemy powiedzieć, że Duch Boży zstąpi na ciebie i moc Najwyższego zacieni cię. Dlatego to, co się w tobie zrodzi, to będzie Boży Syn Chrystus Jezus. I ty będziesz wiedzieć, że ty jesteś synem Boga, córką Boga, ponieważ zrodzenie jest czymś oczywistym. Pan Jezus mówił jako dwunastoletni chłopiec: „Czyż nie wiedzieliście, że mam być w sprawach mego Ojca?” Synowie i córki wiedzą w czyich sprawach mają być. Synowie i córki już z natury są w sprawach Bożych, bo to jest normalne. A tym, którzy Go przyjęli dał prawo, dał moc, abyśmy byli dziećmi Bożymi; tym, którzy nie narodzili się z ciała i krwi, lecz z Boga. A ci, którzy narodzili się z Boga, nie grzeszą. A ci, którzy z Boga narodzili się, wypełniają Jego rozkazy. A ci, którzy z Boga narodzili się, oni miłują. A ci, którzy z Boga narodzili, oni idą do domu Ojca.
Jesteśmy tutaj i rozumiecie, że to nie jest akt teatralny, tu nie trzeba grać jakiejś roli. Tu trzeba być świadomym: Czy ja tu jestem rozumnie, czy bezrozumnie? Czy dalej jeszcze religia steruje moim pobytem między wierzącymi, czy już Duch Boży wprowadza mnie w kosztowność bycia jednością? Czy dalej ja muszę coś robić, bo ktoś mi karze, czy robię to dlatego, że ja mam to już w naturze swojej, aby być w sprawach mojego i twojego Ojca, Ojca Jezusa Chrystusa. Musisz to zrozumieć. Ty nie musisz robić czegoś dla mnie a ja dla ciebie. My z natury mamy czynić to dla Ojca, a przez to czynimy sobie nawzajem, budując się na dom Boży. To jest naturalne. Bądź tu naturalnym człowiekiem według Boga, bo to jest najważniejsze.
A jeżeli jeszcze nie narodziłeś się, nie narodziłaś przez Boga, to przyjmij Chrystusa Syna Bożego takim, jakim On jest, a On da ci prawo bycia dzieckiem Bożym. I wtedy nie będziesz przychodzić tutaj i myśleć: No, muszę to robić, bo mi każą. Nie. Będziesz robić to dlatego, że chcesz tak czynić. Będzie sprawiało ci przyjemność czynienie tego, co podoba się Bogu. I wcale nie będziesz czuć się poszkodowanym, że jesteś gdzieś tu a nie tam, gdzie indziej, bo dobrze będziesz czuć się tam, gdzie jest Pan.
Jakub pisze, że kiedy zechciał to zrodził nas przez Słowo prawdy. Znowuż więc mamy Słowo a Słowo to Chrystus. Zrodził nas przez Słowo ewangelii, przez Słowo prawdy, przez Słowo Boga. Po co nas zrodził? Po to, żebyśmy doszli do Jego domu, do wieczności, żebyśmy nie żyli już jak świat, ale żyli jak synowie i córki Boga. Uczmy się teraz żyć według tego. Zapomnij o wszystkim kim byłeś. Ja to mówię i będę mówił cały czas, bo to cały czas jest przeszkodą, którą widzę w wierzących ludziach, że oni cały czas łączą swoje obecne życie z tym, co było kiedyś, kiedy jeszcze nie byli świadomi Boga. Cały czas to ciągnie się. Jeżeli to nie umrze, to nie pozwoli być normalnie czynną cząstką w Ciele Chrystusa. Musi to umrzeć, skończyć się. Nie pamiętam już kim byłem, teraz uczę się kim jestem w Chrystusie Jezusie. To jest najważniejsze. Chcę poznać kim jestem. Kim byłem, skończyło się na krzyżu. Teraz chcę wiedzieć kim jestem w Chrystusie i to mnie interesuje najbardziej, by poznać Go, doświadczyć Jego. To jest ważne do samego końca, pisze apostoł i taka jest prawda. Rozumiemy po co tu jesteśmy. ‘Rozumiem, że przychodzisz tutaj i tracisz czas dlatego, że nie rozumiesz po co tu jesteś.’ Ale nie musisz tracić czasu, bo kto słucha i rozumie, do tego dociera prawda i zdobywa serce, i człowiek zaczyna to robić już nie dlatego, że nakazano mu. Znowu jakiś zakon, znowu coś mi każą. Tylko słuchasz i rozumiesz, że to jest twoje dobro, dobro teraz twojego obecnego życia, to co mówi Pan. Będziesz cierpieć z tego powodu, ale w tych cierpieniach wyrośnie prawdziwy Boży człowiek. Rozumiecie? Jesteśmy tu na prawach modlitwy Jezusa Chrystusa. To On wymodlił nas. Ojciec dał nas Swemu Synowi, a On modlił się abyśmy mogli być jedno, jak On z Ojcem jest jedno, abyśmy mogli być tam, gdzie On teraz jest i mogli oglądać Jego chwałę.
List do Filipian 3, 14: „Zmierzam do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany przez Boga w Chrystusie Jezusie.” Nasza droga jest do domu Ojca. Tą drogą jest Ciało Chrystusa. To co potrzebujemy, to być razem na warunkach odkupienia w Krwi Jezusa. Nie na warunkach, że jesteś mniejszy, mniejsza albo gorszy, gorsza, lepszy, lepsza; to nie są żadne warunki. Jesteśmy na tych samych warunkach. Zapłacone zostało za nas, abyśmy dzisiaj mogli uczyć się prawdy. Ktoś zapłacił nam ten czas, spłacił nasze długi, zagwarantował nam wszystko, co potrzebne, abyśmy mieli czas poznawać Boga i wykorzystujemy to, zmierzamy do celu, do nagrody w górze. „Nasza zaś ojczyzna jest w niebie, skąd też Zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa, Który przemieni znikome ciało nasze w postać, podobną do uwielbionego ciała swego, tą mocą, którą też wszystko poddać sobie może”. Filip.3,20.21.
Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Jezusa Chrystusa. A wiara, którą dostaliśmy, to jest wiara, która zwycięża świat. Tego, czego normalnie oczekuje się od siebie i od was, to być tutaj normalnymi ludźmi, którzy są normalnie ze sobą na normalnych warunkach, rozumiejąc w normalny sposób, że nie odprawiamy żadnych aktów religijnych, ale chcemy się uratować, chcemy oczyszczać się, uświęcać, przyjmować dobro a odrzucać zło. Nie rywalizować, nie popisywać się, nie czuć się potępionymi, gorszymi, po prostu wszyscy ratujemy się. I musimy nauczyć się w jakich warunkach dzisiaj jesteś i co możesz dać dobrego w to miejsce, to przynieś to dobro. Oczyszczajmy się od tego, co nadal jest jeszcze złem, usuwajmy to, bo kochamy się nawzajem i chcemy nawzajem sobie czynić dobro.
List do Rzymian 4,16-18: „ Przeto obietnica została dana na podstawie wiary, aby była z łaski i aby była zapewniona całemu potomstwu, nie tylko temu, które polega na zakonie, ale i temu, które ma wiarę Abrahama, ojca nas wszystkich, jak napisano: Ustanowiłem cię ojcem wielu narodów, zapewniona przed Bogiem, któremu zaufał, który ożywia umarłych i który to, czego nie ma, powołuje do bytu. Abraham wbrew nadziei, żywiąc nadzieję, uwierzył, aby się stać ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co powiedziano.”
Każdy z nas musi uwierzyć wbrew nadziei tego ciała. To ciało nic tu nie pomaga, Duch ożywia, powiedział Pan Jezus. Nie możesz polegać na swoim ciele, ani ja, nasze ciało tu nic nie pomoże. My jesteśmy już bezpłodni co do duchowych wartości. My nie mamy żadnych możliwości rozwijać się, co do duchowych wartości. My mamy wszystko w Chrystusie i to jest nasze zbawienie, to jest nasze rodzenie, to jest nasze przygotowywanie się - Chrystus w nas, nadzieja chwały. Kiedy nie było już możliwe dla ciała, żeby Abrahamowi urodził się syn, Abraham, ojciec wiary, uwierzył Bogu. Ty też musisz uwierzyć Bogu i nie patrzeć na swoją niemoc ciała, ale patrzeć na moc zwycięstwa Jezusa Chrystusa na krzyżu i na otwarty grób. I to jest twoje zwycięstwo nad wrogiem. To jest to, co powoduje, że masz ogromną zachętę i pewność, że powiedzie się. Niemożliwe jest, żeby nie powiodło się, bo Pan jest pewny. On powiedział, że Mój sprawiedliwy z wiary żyć będzie. On powiedział, że wszystko jest możliwe dla wierzącego. A Paweł napisał: „Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia”. Muszę więc mieć wiarę ojca wiary, Abrahama; to jest wiara, że ja nie mogę!, ale może Ten, który wszystko może. Niemożliwe jest, żeby nie urodziło się to, co On chce, skoro On chce, żeby się urodziło. I amen, i koniec, i wtedy jest zwycięstwo! Wtedy taki zbór rośnie, rozwija się, bo nie siłą ciała porusza się, ale siłą wiary w Pana Jezusa Chrystusa. O tym tu jest napisane i taka jest prawda. Bo jeśli człowiek patrzy na swoje ciało, mówi: No tak, tamten może, bo z natury jest taki bardziej otwarty, a ja taki zamknięty, ja nigdy nie byłem otwarty, ja nigdy nie byłam otwarta, temu jest łatwiej. To wszystko nic nie znaczy, bo to nie ma żadnej wartości, to nic nie może zrobić. Wszystko dzieje się przez wiarę. Musisz wierzyć, że to, co potrzebujesz, już masz, tylko musisz z tego czerpać. I nasz ojciec wiary wbrew temu, co widział, uwierzył, że tak będzie i został usprawiedliwiony. Jeżeli ja wierzę wbrew temu, co widzę, to jestem usprawiedliwiony. A jeśli wierzę w to, co widzę, to nie jestem usprawiedliwiony. Wszystko więc mamy już, żebyśmy mogli nawzajem budować się na Boży dom w Chrystusie Jezusie. Wszystko jest możliwe dla wierzącego.
Rzymian 4,19-21: „I nie zachwiał się w wierze, choć widział obumarłe ciało swoje, mając około stu lat, oraz obumarłe łono Sary; I nie zwątpił z niedowiarstwa w obietnicę Bożą, lecz wzmocniony wiarą dał chwałę Bogu, mając zupełną pewność, że cokolwiek On obiecał, ma moc i uczynić.” I amen, i koniec. I wtedy my jesteśmy zwycięzcami. Żaden diabeł już nie pokona nas, bo jeśli wierzymy w Chrystusa a nie w siebie, to już mamy zbawienie, zwycięstwo i nie jesteśmy potępieni; nie jesteśmy pod potępieniem lecz pod łaską. To jest ta wspaniała wiadomość dla mnie i dla ciebie. Zbór, który ma wzrastać, to jest zbór wierzących ludzi, którzy nie polegają na ciele, ale polegają na Panu i w Panu jest nasza siła, w Panu jest pokonanie wszystkich przeciwności. Stąd nasze wołanie do Pana staje się wtedy naturalne, a nie próbą przekonania, że my byśmy się nadawali, tylko gdyby trochę lepiej nam poszło, to już byłoby doorze. Wiecie jaki Sara miała pomysł - przez Hagar. To nie był dobry pomysł, to było ciało. To musiało być przez wiarę. Można więc przyspieszać coś przez ciało, ale i tak nie będzie to tak, o czym myśli Bóg.
Rzymian 4,22-25: „I dlatego poczytane mu to zostało za sprawiedliwość. A nie napisano tego, że mu poczytano tylko ze względu na niego, ale ze względu na nas, którym ma to być poczytane i którzy wierzymy w tego, który wzbudził Jezusa, Pana naszego, z martwych, Który został wydany za grzechy nasze i wzbudzony z martwych dla usprawiedliwienia naszego.” To jest więc nasze zwycięstwo, nasza pewność. A wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy. Czy ty tak wierzysz? Czy jesteś pewnym, że jest niemożliwe, żebyś nie wzrastał, nie wzrastała w Panu? Jest niemożliwe; skoro Ojciec troszczy się o ciebie i masz wieczne życie w sobie, niemożliwe jest by to się nie rozwijało. Niemożliwe i koniec. Niemożliwe, żeby Bóg zawiódł. A On przecież w Chrystusie już nas wzbudził i posadził po Swojej prawicy. On nie obawia się tego. Bóg jest pewien, że to, co On obiecał, to dotrzymuje. Nie ma problemu dla Boga. On już posadził tam wszystkich, którzy pozostają wierzącymi. Bądźmy takimi właśnie ludźmi. Nie próbujmy emocjami wchodzić w zborze, bo to nic nie daje; to będzie tylko lepiej, gorzej, to jest szarpanie. Chodźmy wiarą, to zawsze będzie lepiej.
List do Hebrajczyków 10, 32-39: „Przypomnijcie sobie dni poprzednie, kiedy po swym oświeceniu wytrwaliście w licznych zmaganiach z utrapieniami, czy to, gdy byliście wystawieni publicznie na zniewagi i udręki, czy też, gdy wiernie staliście przy tych, z którymi się tak obchodzono. Cierpieliście bowiem wespół z więźniami i przyjęliście z radością grabież waszego mienia, wiedząc, że sami posiadacie majętność lepszą i trwałą. Nie porzucajcie więc ufności waszej, która ma wielką zapłatę. Albowiem wytrwałości wam potrzeba,”
Może przeczytam to, co wielu by pasowało – ‘albowiem emocji wam potrzeba, abyście gdy wypełnią się one, dostąpili tego, co obiecał. Więcej emocji, powera, wtedy dopiero, gwałtem, siłą, trąby, bębny i nic’. „Albowiem wytrwałości wam potrzeba” - pozostania w Panu, w nadziei, Ten który zaczął, niemożliwe, żeby On nie dokończył. On dokończy, tylko dalej mam trwać w Nim. To jest moje zadanie – kto wytrwa do końca. „Albowiem wytrwałości wam potrzeba, abyście gdy wypełnicie wolę Bożą”, To jest trwanie w Chrystusie. „dostąpili tego, co obiecał. Bo jeszcze tylko mała chwila, a przyjdzie Ten, który ma przyjść, i nie będzie zwlekał; A sprawiedliwy mój z wiary żyć będzie;Lecz my nie jesteśmy z tych, którzy się cofają i giną, lecz z tych, którzy wierzą i zachowują duszę.”
Zgromadzenie to ma być cząstka umiłowanej Chrystusa. To zgromadzenie jest również zgromadzeniem w Imieniu Jezusa Chrystusa, jak i wszystkie na tej ziemi, które są w Imieniu Jezusa Chrystusa. I to ma być cząstka Jego ukochanej. My jesteśmy tu po to, żeby Go miłować, a On jest tu po to, żeby nas miłować. To jest wspólne spotkanie miłujących się Oblubieńca i oblubienicy, aż wróci i będzie wesele. Chcemy być znalezieni jako gotowi. Amen.

